Skocz do zawartości
Nerwica.com

Zmiana nurtu przez terapeutę w czasie trwania terapii


Illi

Rekomendowane odpowiedzi

Spotkał się ktoś ze zmianą nurtu przez terapeutę w czasie trwania terapii? 
Chodzę na terapię od 1,5 roku. Od początku miałam psychodynamiczną + EMDR. Od początku tego roku moja T. zaczęła chodzić do szkoły psychoanalitycznej i ewidentnie zaczyna prowadzić mi analityczną co mi w **** nie leży. Na moje próby rozmowy na ten temat jest milczenie. Zresztą na większość rzeczy jest milczenie, albo interpretacja tak bardzo nie trafiona...  
Jak jej wytłumaczyć, że analityczna to nie jest to, co do mnie trafia, nie pisałam się na to i nie chcę pracować w tym nurcie... 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, Illi napisał:

Spotkał się ktoś ze zmianą nurtu przez terapeutę w czasie trwania terapii? 
Chodzę na terapię od 1,5 roku. Od początku miałam psychodynamiczną + EMDR. Od początku tego roku moja T. zaczęła chodzić do szkoły psychoanalitycznej i ewidentnie zaczyna prowadzić mi analityczną co mi w **** nie leży. Na moje próby rozmowy na ten temat jest milczenie. Zresztą na większość rzeczy jest milczenie, albo interpretacja tak bardzo nie trafiona...  
Jak jej wytłumaczyć, że analityczna to nie jest to, co do mnie trafia, nie pisałam się na to i nie chcę pracować w tym nurcie... 

Moja t. dostosowuje nurt do problemu. Czasem korzysta z psychodynamicznej, czasem czerpie z terapii schematu, a czasem z p-b.  

Nie pracowałaś dłuższy czas w żadnym z tych nurtów także skąd możesz wiedzieć że nie chcesz psychoanalizy bo nie jest dla Ciebie? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Illi a co ona na to, że nie trafiają do Ciebie jej interpretacje i nie bardzo Ci leży taki sposób prowadzenia terapii?

 

Ja chyba doszłam do wniosku, że sam nurt ma w tym wszystkim najmniejsze znaczenie, u mnie z psychoanalitycznej chyba niewiele już zostało, zresztą nie skupiam się na tym, raczej głównie pracujemy na relacji, bo w tym też tkwi większość moich problemów...

 

Generalnie ostatnio jeśli cokolwiek mi nie pasuje, nawet jeśli wydaje mi się to absurdalne to od razu poruszam to na terapi, dzięki temu większość rzeczy udało się dość szybko wyjaśnić oraz widzę, że moja terapeutka też bierze te rzeczy pod uwagę, często modyfikując swoje podejście pod mój aktualny odbiór rzeczywistości (który jest mocno chwiejny)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chyba zalezy, na co się umawiałaś. Bo jesli sie umawiałaś na terapię w nurcie psychodynamicznym, to nie bardzo sobie wyobrażam zmiany w trakcie. Ale, z drugiej strony, po czym poznajesz, ze to stricte psychoanaliza (jesli oba nurty maja podobne załozenia)? 

Moim skromnym zdaniem napotykasz (ogolnie) na jakąs trudność w terapii.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rozumiem, że ona nie powiedziała ci o zmianie tylko tak wywnioskowałaś? Może warto jej się wprost spytać dlaczego jest inaczej i dlaczego zmieniła formę terapii. Chyba że umawiałyście się na takie zmiany. Moja terapeutka pracuje w nurcie integracyjnym i miesza różne nurty, czasami mnie dziwi, ale widzę, że się stara i dla mnie jest to jakiś krok do przodu, poza tym pozostaje cały czas aktywna, a na tym mi najbardziej zależy. Do tego sama powiedziała, że w gabinecie to ja "rządzę", jeśli ona nagle tylko siedziałaby, milczała i nie chciała tego zmienić, to musiałaby szukać sobie nowego klienta, bo byśmy sobie siedziały w ciszy przez całe spotkanie, a ja nie zamierzam marnować pieniędzy na coś takiego.

Może warto dać jej szansę, ale jeśli po dłuższym czasie nie będzie chciała rozmawiać, a to do ciebie nie będzie przemawiało i się podobało, a do tego zauważysz, że do niczego to nie prowadzi w dłuższym czasie, to zawsze możesz ją o tym poinformować i że chcesz zrezygnować ze spotkań. Zresztą wydaje mi się to trochę dziwne, bo wygląda to jakby sobie ćwiczyła na swoich pacjentach bez informowania ich o tym.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

19 minut temu, Shad napisał:

Zresztą wydaje mi się to trochę dziwne, bo wygląda to jakby sobie ćwiczyła na swoich pacjentach bez informowania ich o tym.

Jakby nie patrzeć to oni cały czas na nas ćwiczą... co człowiek to trochę inne podejście. Nie ma pewności terapeuta, że zadziała dany jeden sposób na każdego pacjenta ;)  moja t. mi sama powiedziała, że nie raz nagięła zasady dla mnie, kontrakt terapeutyczny też nie raz został złamany (jej słowa!) ale to właśnie nagięcie zasad zaprocentowało z czasem. 

Ja już może jestem po prostu długo w terapii u swojej t., przetestowałam ją na wszystkie strony świadomie i nieświadomie też i przestałam już się buntować, przewracać oczami i negować jej niektóre metody, bo nie raz pomimo mojej pewności, że to nie dla mnie, że nie działa to na mnie, po czasie okazywało się, że jednak dla mnie i działa.

Powiem tak: więcej zaufania do pracy t., a mniej analizowania i skupiania się na nurtach i metodach pracy. Jeśli dany terapeuta jest dobry, uznany, certyfikowany i superwizuje swoją pracę to krzywdy nie zrobi. 

A inna sprawa, że przy terapii 1-2x w tyg. do typowej psychoanalizy daleko jeszcze.  A psychodynamiczna wywodzi się ściśle z psychoanalizy także ciężko żeby nie miały elementów wspólnych. Obie pracują na nieświadomym. A że czasami uświadomienie sobie tego co było do tej pory nieświadome jest trudne...no jest, ale cała terapia jest ciężką harówką.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

5 minut temu, acherontia styx napisał:

Jakby nie patrzeć to oni cały czas na nas ćwiczą... co człowiek to trochę inne podejście. Nie ma pewności terapeuta, że zadziała dany jeden sposób na każdego pacjenta ;)  moja t. mi sama powiedziała, że nie raz nagięła zasady dla mnie, kontrakt terapeutyczny też nie raz został złamany (jej słowa!) ale to właśnie nagięcie zasad zaprocentowało z czasem. 

Gdzieś czytałam właśnie, że taka terapia to właściwie kombinowanie ze strony terapeuty, bo nigdy nie wiadomo, jaki pacjent się trafi. :D Ja nawet nie mam kontraktu, nie pytałam się o nurty i wiem tyle, ile terapeutka sama mi powiedziała. Nie mam zielonego pojęcia, z jakich nurtów ona korzysta, bo dla mnie to miszmasz. Najpierw dostaję zadanie, potem sama je rozwijam, czasem sobie pogadamy a teraz zachęca mnie do czegoś podobnego do przeniesienia i wyskakuje z jakimś co by było gdyby (to chyba nawet podchodzi pod TSR). Chcę od niej tylko jednego, aby po prostu była aktywna i póki o to dba, ja jestem zadowolona i chcę dalej współpracować. Już przez milczenie przechodziłam u pseudopsychologa i powiem nigdy więcej. :D 

Jak dla mnie ważne, żeby metoda terapii odpowiadała pacjentowi, jak nie odpowiada, to nie ma sensu się męczyć przez dłuższy czas. Szansę dać można, sprawdzić działanie przez kilka spotkań. Ja szansę dałam mimo wątpliwości i jestem zadowolona, ale nie zawsze tak musi być. 🙂 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 14.12.2021 o 14:19, acherontia styx napisał:

Nie pracowałaś dłuższy czas w żadnym z tych nurtów także skąd możesz wiedzieć że nie chcesz psychoanalizy bo nie jest dla Ciebie? 

Bo milczenie T i w sumie nawet nie odpowiadania na moje słowa, albo analiza moich słów jak kulą w płot= totalnie to do mnie nie przemawia. 

 

W dniu 14.12.2021 o 17:12, nieprzenikniona napisał:

@Illi a co ona na to, że nie trafiają do Ciebie jej interpretacje i nie bardzo Ci leży taki sposób prowadzenia terapii?

 

Jak poruszyłam z nią ten temat to ogólnie nie odpowiedziała na moje słowa. Po prostu było milczenie. 

 

W dniu 14.12.2021 o 17:12, nieprzenikniona napisał:

Ja chyba doszłam do wniosku, że sam nurt ma w tym wszystkim najmniejsze znaczenie, u mnie z psychoanalitycznej chyba niewiele już zostało, zresztą nie skupiam się na tym, raczej głównie pracujemy na relacji, bo w tym też tkwi większość moich problemów...

 

Też się nie skupiałam, w sumie miałam to gdzieś. Jednak w momencie kiedy zaczęła milczeć, albo analizować totalnie z tyłka to co mówię, to zaczęło mi to przeszkadzać. 

 

@Luna*, @Shad umawiałyśmy się na intergaratywną z przewagą psychodynamicznej. Wywnioskowałam to po tym, że sama zmieniła na swojej stronie informację jak pracuje, zaczęła w dziwny sposób analizować moje słowa, sny itd. Na pewno jakaś trudność jest. Taki okres w życiu, sesje online i może się poskładało do kupy. 

 

Miałam teraz trochę przerwy, najbliższą sesję mam w przyszłym tygodniu, stacjonarnie. Już poprzednia miałam f2f i było jednak inaczej. Mam nadzieję, że moje lepsze samopoczucie fizycznie i brak permanentnego zmęczenia też pozytywnie wpłyną na relacje i przebieg sesji. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

9 godzin temu, Illi napisał:

 

 

@Luna*, @Shad Wywnioskowałam to po tym, że sama zmieniła na swojej stronie informację jak pracuje, zaczęła w dziwny sposób analizować moje słowa, sny itd. 

 

To ja po 1,5 roku niby psychoanalitycznej nie doszłam nawet do analizy chociaż jednego snu ;) jak dla mnie to totalna bzdura i nie zamierzam w to brnąć, tzn. zdaję sobie sprawę, że sny czasami są odpowiedzią na nasze stany i przekazują podświadomie jakieś informacje ale kompletnie nie czuję, żeby to w jakikolwiek sposób miało rozwiązać moje problemy...

Szkoda, że Twoja T. Nie umie/ nie  chce racjonalnie wyjaśnić swojej zmiany w podejściu oraz tego w jaki konkretnie sposób może to wpłynąć na lepszą pracę z Tobą. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

30 minut temu, nieprzenikniona napisał:

To ja po 1,5 roku niby psychoanalitycznej nie doszłam nawet do analizy chociaż jednego snu ;) jak dla mnie to totalna bzdura i nie zamierzam w to brnąć, tzn. zdaję sobie sprawę, że sny czasami są odpowiedzią na nasze stany i przekazują podświadomie jakieś informacje ale kompletnie nie czuję, żeby to w jakikolwiek sposób miało rozwiązać moje problemy...

Moja t. czasami mnie pyta o sny, ale że rzadko pamiętam co mi się śni to wielkiego pola do popisu nie ma w tej kwestii :P 

a oni tak na te sny zwracają uwagę bo psychodynamiczna/psychoanaliza to praca na nieświadomym, a sny czasami pokazują co siedzi w tej podświadomości i może być wskazówką ;) 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 3.01.2022 o 20:12, acherontia styx napisał:

Moja t. czasami mnie pyta o sny, ale że rzadko pamiętam co mi się śni to wielkiego pola do popisu nie ma w tej kwestii :P 

a oni tak na te sny zwracają uwagę bo psychodynamiczna/psychoanaliza to praca na nieświadomym, a sny czasami pokazują co siedzi w tej podświadomości i może być wskazówką ;) 

 

No wiem o co chodzi ze snami, ale mam wrażenie, że ilość problemów których jestem świadoma jest tak duża, że lepiej zająć się nimi niż bawić w sprawdzanie podświadomości...no ale ja sama jestem w stanie sobie odpowiedzieć co oznaczają moje sny, tzn. Że symbolizują wieczną ucieczkę przed czymś ew gonitwę za czymś ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Illi udało ci się wyjaśnić zachowanie twojej t?

Jedna z moich ostatnich terapii też tak wyglądała. Miałam jednak sprawę od początku jasną, bo moja t. prawie nie odzywała się do mnie praktycznie od pierwszych sesji. Powiem ci, że nie przyniosło to nic dobrego, a raczej otworzyło we mnie traumę związaną z odrzuceniem i lekceważeniem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@ZielonyListek na razie znowu mam online, na antybiotyku wylądowałam i nie mogę wychodzić z domu. A jednak online jest mi dużo trudniej wyjaśnić tę sytuacje. 

Ostatnio usłyszałam, że nie mam motywacji do terapii, a na pytanie skąd taki wniosek wyciągnęła to stwierdziła, że nie mówię o swoich uczuciach. No to jej powiedziałam, że mówię, tylko one po prostu ciągle kręcą się teraz wokół jednego tematu. I nie ma w mojej głowie nawet innych poważnych myśli, niż te związane z ciążą. I mówię, że czuję lęk, radość, strach, że na tydzień przed badaniami panikuję, ale na to nie dostaję żadnego feedbacku. Nie, przepraszam, "rezygnuję z życia przez ciąże.". Tylko, że to nie moja fanaberia, a zalecenia lekarza. Od samego początku... 😕 I nie mam zamiaru ryzykować, bo ona lub ktokolwiek inny coś sobie myśli. Raz w życiu posłucham lekarzy i tego co mi zalecają. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Illi ja się dowiedziałam od mojej terapeutki, że milczący terapeuta to najgorsza opcja dla wrażliwego, czy straumatyzowanego pacjenta. Może jeszcze pogłębić traumę i sprawić, że pojawią się myśli samobójcze. 

Zatroszcz się przede wszystkim o siebie, nie o terapeutkę. Jeśli czujesz, że te rozmowy cię rozwalają i nie wnoszą nic pozytywnego, powiedz jej o tym. Wiem, że to bolesne, bo sama przez to przechodziłam :(

Niepokoi mnie to, co ci powiedziała - że nie masz motywacji do terapii. Przecież sam fakt, że do niej przychodzisz oznacza, że motywację masz. Nie pozwól jej zrzucać odpowiedzialności za przebieg terapii tylko na ciebie. Odpowiedzialność leży po dwóch stronach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

39 minut temu, ZielonyListek napisał:

ja się dowiedziałam od mojej terapeutki, że milczący terapeuta to najgorsza opcja dla wrażliwego, czy straumatyzowanego pacjenta. Może jeszcze pogłębić traumę i sprawić, że pojawią się myśli samobójcze. 

Nie uogólniałabym tego tak. Terapeuci często stosują metodę lustra: pacjent milczy, to terapeuta też będzie milczący, pacjent staje się aktywniejszy na terapii, więcej mówi to ma to też odbicie w postaci terapeuty, który staje się aktywny. To jest stara jak świat metoda stosowana też w ośrodkach terapeutycznych, które pracują w nurcie psychodynamicznym. 

Moja t. na początku też była milcząca i mało się odzywała, w miarę czasu jak ja się otwierałam i mówiłam coraz więcej, ona też zaczęła dawać więcej komunikatów zwrotnych i w ogóle mówić. 

Czy przez jej milczenie mam dodatkową traumę? Nie sądzę. Co mi po terapeucie, który będzie wiecznie przejmował inicjatywe i kierował rozmową na terapii? Ja bym się jeszcze bardziej zamknęła w sobie, bo bym czuła, że nie ma przestrzeni na to co ja czuję i o czym chce mówić. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, acherontia styx napisał:

Nie uogólniałabym tego tak. Terapeuci często stosują metodę lustra: pacjent milczy, to terapeuta też będzie milczący, pacjent staje się aktywniejszy na terapii, więcej mówi to ma to też odbicie w postaci terapeuty, który staje się aktywny. To jest stara jak świat metoda stosowana też w ośrodkach terapeutycznych, które pracują w nurcie psychodynamicznym. 

Moja t. na początku też była milcząca i mało się odzywała, w miarę czasu jak ja się otwierałam i mówiłam coraz więcej, ona też zaczęła dawać więcej komunikatów zwrotnych i w ogóle mówić. 

Czy przez jej milczenie mam dodatkową traumę? Nie sądzę. Co mi po terapeucie, który będzie wiecznie przejmował inicjatywe i kierował rozmową na terapii? Ja bym się jeszcze bardziej zamknęła w sobie, bo bym czuła, że nie ma przestrzeni na to co ja czuję i o czym chce mówić. 

Nie ma co uogólniać, ale w tym wątku chyba chodzi o to, że pacjent jest aktywny a terapeuta milczący, więc jednak to milczenie jest problemem.

Co się zaś tyczy milczącego pacjenta to punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, bo pacjenci są różni i tak samo różne są nurty, nie dla każdego jest psychodynamiczny, zależy też od problemu. Jedni potrzebują tej przestrzeni, a drudzy się w niej nie odnajdą. Ja akurat mówię mało, do tego potrafię zrobić taką karuzelę myśli, że gdyby moja t na początku terapii milczała to zaczęłabym się martwić, bać, obwiniać i milion innych rzeczy + żałować zmarnowanego czasu i pieniędzy. Zamiast tego poświęciła czas na to bym zrozumiała te moje myśli i starała się je jakoś interpretować. Dopiero zaczynam się przed nią otwierać, ona nadal kieruje, zadaje pytania i dopytuje, ale mi to potrzebne, bo w ten sposób mniej się stresuję, "uczę się" mówić aż chyba dojdziemy do momentu, w którym to ja będę głównie gadać. Mogłabym się zamknąć w sobie i dać jej pałeczkę albo chcieć to zmienić, próbować i przychodzić ze świadomością, że nie spotka mnie tam żadne milczenie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 21.01.2022 o 00:23, Shad napisał:

potrafię zrobić taką karuzelę myśli, że gdyby moja t na początku terapii milczała to zaczęłabym się martwić, bać, obwiniać i milion innych rzeczy + żałować zmarnowanego czasu i pieniędzy. Zamiast tego poświęciła czas na to bym zrozumiała te moje myśli i starała się je jakoś interpretować.

Ja nie mówię o milczeniu w sytuacji gdy ktoś zaczyna się zapętlać w jakimś nieprawidłowym myśleniu, czy nakręcać, bo wtedy to moja t. reagowała. Nie mówię, że całkowicie milczała, cokolwiek powiedziałam, ale nie było to też takie 50/50 czy chociażby 60/40.

A jak pacjent milczy to do czego terapeuta ma się odnosić? Może zapytać raz, drugi, może zapytać skąd to milczenie, czego się obawia itp., ale jak pacjent nadal uparcie milczy to co? Ma zacząć sam wysnuwać teorie na ten temat? No nie wiem czy byłoby takie super pomocne jakby t. nagle zaczął wyciągać o Tobie wnioski wiedząc tyle co nic. Trafiłam na taką terapeutkę, która wiedząc tyle co się dowiedziała ze skierowania zachowywała się jakby już wszystko wiedziała. Moja noga więcej nie stanęła w jej gabinecie.

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3 godziny temu, acherontia styx napisał:

Ja nie mówię o milczeniu w sytuacji gdy ktoś zaczyna się zapętlać w jakimś nieprawidłowym myśleniu, czy nakręcać, bo wtedy to moja t. reagowała. Nie mówię, że całkowicie milczała, cokolwiek powiedziałam, ale nie było to też takie 50/50 czy chociażby 60/40.

A jak pacjent milczy to do czego terapeuta ma się odnosić? Może zapytać raz, drugi, może zapytać skąd to milczenie, czego się obawia itp., ale jak pacjent nadal uparcie milczy to co? Ma zacząć sam wysnuwać teorie na ten temat? No nie wiem czy byłoby takie super pomocne jakby t. nagle zaczął wyciągać o Tobie wnioski wiedząc tyle co nic. Trafiłam na taką terapeutkę, która wiedząc tyle co się dowiedziała ze skierowania zachowywała się jakby już wszystko wiedziała. Moja noga więcej nie stanęła w jej gabinecie.

Nie za bardzo rozumiem, jak to się odnosi do tego, co napisałam. Nie ukrywam, że czuję się też trochę zaatakowana całą twoją wypowiedzią. Zdenerwowałam cię? Jeśli tak, to przepraszam, nie było to moim zamiarem. Jedyne co miałam na myśli to tyle, że są różni pacjenci i różne nurty, co oznacza, że można wybierać. Nie dla każdego pacjenta będzie dobry nurt psychodynamiczny, analityczny, cbt, mieszany, gestalt czy jakikolwiek tam inny. Terapeuci są też różni, w cbt będą bardziej aktywni w psychodynamicznym mniej. Na mnie psychodynamiczny nie działałby, tobie pomaga i tego nie neguję. Tylko tyle miałam na myśli. Zresztą zgodziłam się, że nie ma co uogólniać.

Co się tyczy mojej karuzeli to ja się z nią z nikim nie dzielę, tworzę ją w milczeniu i nawet gdyby t się zapytała, czemu milczę, to nie powiedziałabym o co chodzi tylko powiedziała krótko coś innego, chociaż zgodnego z prawdą. Im dłużej milczenie trwa, tym gorzej dla mnie. W jednym nurcie terapeuta nie za wiele by zrobił, w moim moja t dowiedziała się ode mnie, że myśli wywołują jakąś reakcje, dopytała o parę rzeczy i nauczyła mnie te myśli interpretować, dała ćwiczenia, na nich pracowałyśmy, tak było mi łatwiej i wiem, że moje myśli nie są faktem, przez co teraz coraz łatwiej jest mi się otworzyć i mówić co myślę, też jestem spokojniejsza wśród ludzi. Moja żadnych wniosków nie wysuwa i nie wiem, skąd nawet takie przypuszczenie. Nie mówi dużo o mnie, ale co najwyżej robi mi mini wykład i tłumaczy jakieś zagadnienie, daje przykład i stara się ze mną go omówić, albo gdy jestem bardziej gadatliwa to dopytuje się. Póki jej czegoś nie powiem, to ona tego nie wie i wie o mnie tyle, ile jej powiedziałam lub co widzi (łatwo jest zauważyć człowieka, który mało mówi i ma skłonność do milczenia). Nie powiedziała mi nigdy, że jestem taka i owaka, że cierpię na to i na to, nie wysnuwa wniosków o moim życiu, co najwyżej się spyta czy ma rację. Tyle. Mam nadzieję, że teraz wyjaśniłam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

1 godzinę temu, Shad napisał:

Nie za bardzo rozumiem, jak to się odnosi do tego, co napisałam. Nie ukrywam, że czuję się też trochę zaatakowana całą twoją wypowiedzią. Zdenerwowałam cię?

Nieee, w żadnym wypadku. Moja wypowiedź bardziej miała na celu pokazanie, że mówiąc o milczącym terapeucie nie mam na myśli całkowitej mumii niereagującej na nic ;) w żadnym wypadku nie był to atak 🙂 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 20.01.2022 o 22:37, acherontia styx napisał:

Terapeuci często stosują metodę lustra: pacjent milczy, to terapeuta też będzie milczący, pacjent staje się aktywniejszy na terapii, więcej mówi to ma to też odbicie w postaci terapeuty, który staje się aktywny. To jest stara jak świat metoda stosowana też w ośrodkach terapeutycznych, które pracują w nurcie psychodynamicznym.

 

Jak to jest jeśli pacjent jest świadomy tego procesu? W sensie, że terapeuta zachowuje się świadomie w ten sposób, aby coś uzyskać. Czy to, że pacjent wie, jaka metodę stosuje terapeuta nie psuje wszystkiego? Nie wpływa na to, że pacjent zaczyna manipulować i sesją i terapeutą?

 

@Illii jak relacja z twoją terapeutką? Coś się zmieniło?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@ZielonyListek, dobry terapeuta nie pozwoli sobą manipulować, mozesz byc spokojna.

Ja tez długo mialam tego typu obawy (ze nieswiadomie bede manipulowac terapią czy terapeutką), ale z czasem sie okazywało, ze sie nie dawała. Teraz mam megazaufanie do swojej terapeutki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Luna*a jak dużo czasu potrzebowałaś, aby zaufać terapeutce?

Ja mam bardzo dużo przykrych doświadczeń ze specjalistami i niestety przenoszę wszystkie moje uprzedzenia i lęki na obecną t. Teraz, gdy widzę, że np. sprawdza moją reakcję na oddalenie się, a ja czuję się przez to jakbym zapadała się w sobie, przypominają mi się te wszystkie trudne doświadczenia z innymi specjalistami i walczę ze sobą, aby nie uciec, albo nie wybuchnąć gniewem, bo tak naprawdę nie jestem na 100% pewna, czy ona tylko mnie sprawdza, czy rzeczywiście mnie odrzuca. A to jest dla mnie nie do wytrzymania :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

47 minut temu, ZielonyListek napisał:

Jak to jest jeśli pacjent jest świadomy tego procesu? W sensie, że terapeuta zachowuje się świadomie w ten sposób, aby coś uzyskać. Czy to, że pacjent wie, jaka metodę stosuje terapeuta nie psuje wszystkiego? Nie wpływa na to, że pacjent zaczyna manipulować i sesją i terapeutą?

Tak jak napisała @Luna*, dobry terapeuta nie da się zmanipulować, chociaż byś stawała na rzęsach i klaskała uszami, zwłaszcza, że pacjenci często nawet nieświadomie próbują manipulować.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×