Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Shad

Użytkownik
  • Zawartość

    124
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. @acherontia styx Dla mnie to dziwne, że tak bardzo interesujesz się moją sytuacją i tak bardzo ją przeżywasz, przy okazji mnie atakując. Przykro mi trochę, czytając twoje wypowiedzi, bo pełne są pochopnych wniosków, ale nie wnikam. Starałam się tylko wyjaśnić to, co napisałam i nie czepiałam się niczego, bo zauważyłam, że pojawiła się pewna niejasność. Przepraszam, jeśli nie wyszło. Dla mnie twoje zdanie nie ma znaczenia, nie prosiłam nawet o nie, i z leczenia niestety nie zrezygnuję, bo go potrzebuję i oczywiście je wznowię ze świeższym spojrzeniem. Czasami zmiany są konieczne, pewnych rzeczy nie widziałam, dostrzegłam je dopiero w trakcie. Jestem tylko człowiekiem, popełniam błędy, nie jestem w stanie wszystkiego przewidzieć, ale staram się reagować. Te kilkanaście spotkań nie wystarczy do zmiany, ja to wiem, ale wystarczy do określenia, czy pasuje mi taki rodzaj pracy, z taką osobą i w takich warunkach. Podjęłam ryzyko i mimo wszystko wyniosłam z tego jakieś doświadczenie. Nie będę kontynuować z tobą tej dyskusji ze względu na te spięcia między nami.
  2. Mam dzisiaj wolne i jest lepiej. Wypoczęłam i zaczynam planować przyszły miesiąc.
  3. Dziękuję, dla mnie to jednak cenne doświadczenie. Gdybym tam nie poszła, nie zmieniłoby to mojego nastawienia do terapii, nie dodało brakującego elementu do poprzednich ćwiczeń i w sumie czegoś jeszcze, nie wiem jak to nazwać. Trochę poukładam życie i do przodu. @acherontia styx Rozumiem, że niektórym ta decyzja może się nie podobać, ale od ciebie czuję wyłącznie sporo niepotrzebnych emocji i bazowanie na nich przy formułowaniu wypowiedzi, ocenianiu mnie i do tego określenia typu z kupra też raczej są tu niepotrzebne. Jeśli czegoś nie wiesz, to proszę, spytaj się. Te tak zwane przeze mnie "przyjemności" to po prostu sposoby na walkę z lękiem a nie wakacje. Dla niektórych to czysta przyjemność i inwestycja w siebie, dla mnie to lęk. Boję się ludzi, spędzać z nimi czas i się otwierać, a jedynym sposobem na pokonanie tego lęku to niestety wychodzenie do nich, ćwiczenie na nich i aby obniżyć ten lęk, chcę wybrać interesującą mnie aktywność, dodać ten ludzki czynnik do ćwiczenia, a też wybrać coś, co pomoże w przyszłości lub teraz jak chociażby kurs, ćwiczenia czy coś, a to kosztuje, nikt mi tego niestety nie sfinansuje, a za darmo też wszystkiego się nie załatwi. Terapia prywatna trochę to ograniczała, a ja nie chciałam ograniczać się jedynie do spotkań z jedną osobą, która ma tylko z zasady wspierać mnie w procesie zmiany. Oczywiście, że kwestia przedłużenia umowy to są moje domysły a nie fakt i jestem tego świadoma, ale domysłem jest też to, że po utracie pracy będę miała jakiś przypływ gotówki, bo tak też nie musi być. Będę szukać byle jakiej pracy, ale też nie ma gwarancji, że mi się uda i ewentualnie nie wiem co to będzie za praca i na jakich warunkach. Pójdę do lekarza, dowiem się co dokładnie oferuje miasto i może znajdzie się jeszcze jakąś alternatywę. Nie rezygnuję z leczenia tylko zmieniam jego formę, bo nie chcę spędzać pół dnia na dojazdach do niej, wydawać pieniądze na te dojazdy, wracać po nocach i co gorsza siedzieć u niej zmęczona, gdy tutaj mam jak się okazuje większy i lepszy dostęp do opieki niż w moim dawnym małym mieście. Myślałam, że dam radę, ale niestety nie wyrabiam i potrzebuję bliższej opieki, a jak jest na nfz to nie widzę powodu, dla którego miałabym nie korzystać. Mogłabym z nią to obgadać, ale efekt byłby ten sam. Jeszcze jedno, nie miałam 4 czy 5 spotkań a kilkanaście, nie liczyłam dokładnie, ale rozumiem, że znowu poniosły cię emocje.
  4. Od czasu jak powiedziałam t o moim strachu do niej, zaczęłam czuć się jakoś lepiej przy niej, chciałam się bardziej otworzyć i zacząć mówić o czymś, co ukrywam. Próbowałam i powiedzmy, że to był jakiś krok do przodu. Dzisiaj zrezygnowałam ze spotkań i czuję się z tym dziwnie, jakbym coś straciła bezpowrotnie. Do tego jeszcze nie byłam w stanie powiedzieć jej tego w twarz, ale przynajmniej nie zrzuciłam tego przykrego obowiązku na kogoś, tylko sama to załatwiłam i liczę, że następnym razem zrobię to już należycie, tak jak chcę. W gruncie rzeczy to był za duży wydatek jak na moje finanse, dosyć mnie też ograniczający pod względem przyjemności. Zresztą jeśli mi nie przedłużą umowy, a czuję, że do tego dojdzie, to będę potrzebowała pieniędzy. Wyjazdy do niej też mnie męczyły strasznie i siedziałam tam zmęczona, zestresowana i skrępowana, co raczej niczemu nie sprzyjało. Chyba też nie potrafiłam jej w pełni zaufać, odnaleźć w jej metodach i potrzebowałam rozmowy na wszystkie tematy, które mnie interesują i bolą, głównie rozmowy, a tego mi tam brakowało. W każdym razie udało jej się trochę zmienić moje nastawienie do psychologów, nauczyć jakiejś metody i chyba pokazać, czego potrzebuję od terapeuty, a co mi szkodzi. Postaram się przejść na nfz, zapisałam się już do psychiatry i wizytę mam za niecały miesiąc, potem pewnie będę długo czekać, ale znalazłam tonę książek do czytania i na wiosnę postaram się działać. Tak chyba będzie najlepiej. Patrzę na tę karteczkę z terminem i po prostu mi tak dziwnie. Nie, żebym specjalnie rozpaczała, ale po prostu mi smutno, coś chyba jednak tam się stało, niewielkiego, ale coś. Będzie mi trochę brakowało tej atmosfery. Chyba wrócę tu jak już znowu będę miała terapeutę
  5. Czuję się dziwnie, jakbym coś straciła bezpowrotnie. Wolę myśleć, że to była dobra decyzja i wstęp do pewnej zmiany.
  6. Piątek, piąteczek, piątunio. Trzeba się zabrać za seriale, zanim skończy mi się abonament
  7. Nie za bardzo rozumiem, jak to się odnosi do tego, co napisałam. Nie ukrywam, że czuję się też trochę zaatakowana całą twoją wypowiedzią. Zdenerwowałam cię? Jeśli tak, to przepraszam, nie było to moim zamiarem. Jedyne co miałam na myśli to tyle, że są różni pacjenci i różne nurty, co oznacza, że można wybierać. Nie dla każdego pacjenta będzie dobry nurt psychodynamiczny, analityczny, cbt, mieszany, gestalt czy jakikolwiek tam inny. Terapeuci są też różni, w cbt będą bardziej aktywni w psychodynamicznym mniej. Na mnie psychodynamiczny nie działałby, tobie pomaga i tego nie neguję. Tylko tyle miałam na myśli. Zresztą zgodziłam się, że nie ma co uogólniać. Co się tyczy mojej karuzeli to ja się z nią z nikim nie dzielę, tworzę ją w milczeniu i nawet gdyby t się zapytała, czemu milczę, to nie powiedziałabym o co chodzi tylko powiedziała krótko coś innego, chociaż zgodnego z prawdą. Im dłużej milczenie trwa, tym gorzej dla mnie. W jednym nurcie terapeuta nie za wiele by zrobił, w moim moja t dowiedziała się ode mnie, że myśli wywołują jakąś reakcje, dopytała o parę rzeczy i nauczyła mnie te myśli interpretować, dała ćwiczenia, na nich pracowałyśmy, tak było mi łatwiej i wiem, że moje myśli nie są faktem, przez co teraz coraz łatwiej jest mi się otworzyć i mówić co myślę, też jestem spokojniejsza wśród ludzi. Moja żadnych wniosków nie wysuwa i nie wiem, skąd nawet takie przypuszczenie. Nie mówi dużo o mnie, ale co najwyżej robi mi mini wykład i tłumaczy jakieś zagadnienie, daje przykład i stara się ze mną go omówić, albo gdy jestem bardziej gadatliwa to dopytuje się. Póki jej czegoś nie powiem, to ona tego nie wie i wie o mnie tyle, ile jej powiedziałam lub co widzi (łatwo jest zauważyć człowieka, który mało mówi i ma skłonność do milczenia). Nie powiedziała mi nigdy, że jestem taka i owaka, że cierpię na to i na to, nie wysnuwa wniosków o moim życiu, co najwyżej się spyta czy ma rację. Tyle. Mam nadzieję, że teraz wyjaśniłam.
  8. Coś ruszyło, chyba. Wydaje mi się, że powiedziałam trochę więcej niż zwykle i w ogóle próbowałam mówić.
  9. Nie ma co uogólniać, ale w tym wątku chyba chodzi o to, że pacjent jest aktywny a terapeuta milczący, więc jednak to milczenie jest problemem. Co się zaś tyczy milczącego pacjenta to punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, bo pacjenci są różni i tak samo różne są nurty, nie dla każdego jest psychodynamiczny, zależy też od problemu. Jedni potrzebują tej przestrzeni, a drudzy się w niej nie odnajdą. Ja akurat mówię mało, do tego potrafię zrobić taką karuzelę myśli, że gdyby moja t na początku terapii milczała to zaczęłabym się martwić, bać, obwiniać i milion innych rzeczy + żałować zmarnowanego czasu i pieniędzy. Zamiast tego poświęciła czas na to bym zrozumiała te moje myśli i starała się je jakoś interpretować. Dopiero zaczynam się przed nią otwierać, ona nadal kieruje, zadaje pytania i dopytuje, ale mi to potrzebne, bo w ten sposób mniej się stresuję, "uczę się" mówić aż chyba dojdziemy do momentu, w którym to ja będę głównie gadać. Mogłabym się zamknąć w sobie i dać jej pałeczkę albo chcieć to zmienić, próbować i przychodzić ze świadomością, że nie spotka mnie tam żadne milczenie.
  10. Uspokoiłam się trochę po wizycie. Słuchanie czyjegoś zdrowego podejścia potrafi na chwilę dać ukojenie, zamiast uciekać chcę jednak dalej iść.
  11. Dziwnie. Jeden problem znika, pojawia się kolejny, a ja nie potrafię ust otworzyć i powiedzieć co i jak.
  12. Źle i bez życia. Gdzie jest wiosna?
  13. Nadal zmęczona, trochę dzisiaj się nalatałam, jeszcze obiad i sprzątanie, ale założyłam nową pościel, mam piękny wymarzony dywanik, dobre jedzonko i coraz to ładniejszy pokój. Tak przyjemnie się w nim siedzi.
  14. Wydaje mi się, że po tych wszystkich zeszłorocznych wrażeniach jestem strasznie zmęczona i byle co może wywołać jakąś serię ataków. Ostatnio pomyślałam, że te myśli/ataki związane są z tym, że coś narusza jakieś moje wartości lub myślę, że to robi i ja będąc w fazie lęku wtedy sądzę, że jestem wobec tego bezsilna i pojawiają się myśli. Przymierzam się do wizyty u psychiatry, nawet znalazłam jakiegoś na nfz. Tylko będę musiała się z nimi skontaktować i spytać, jak w ogóle mogę z tej pomocy tam korzystać. Nigdy czegoś takiego nie robiłam. Może dałby mi coś na wzmocnienie, tam też ponoć jest terapie, tyle że psychodynamiczna. Znowu też weszłam w spokojniejszą fazę po tym, jak po raz pierwszy powiedziałam terapeutce o jakimś moim lęku względem niej. Była taka miła, a ja o niej miałam takie straszne myśli. Chyba powiem jej o jeszcze jednej rzeczy, skoro tak to pomaga. A zauważyłaś może w jakich sytuacjach lub po jakich sytuacjach te myśli się nasilają? Może coś je wywołuje. Kiedyś miałam takie ćwiczenie, by codziennie pisać, co się robiło w danej godzinie. Jedyną rzeczą, jaką zauważyłam to fakt, że najgorzej czułam się w trakcie stażu i po nim, byłam nie do życia. Wiedziałam, że to, co dzieje się na stażu bardzo mi się nie podoba i wręcz tego nie cierpię, ale byłam bezsilna. Dopiero jak znalazłam pracę i opuściłam to miejsce, poprawiło mi się, chociaż parę miesięcy cierpiałam. To mi pokazało problem do rozwiązania.
  15. Powiedziałam, znaczy jakoś wydukałam. Zdziwiłam się, że się tym przejęła, chciała wytłumaczyć i zaczęła przepraszać. Nikt mnie nie przepraszał, a na pewno nie tak. Dziwi mnie w sumie, że zaczęła przepraszać za coś takiego, w końcu nie wiedziała, że tak zareaguję, ja zresztą też. Prosiła, żebym informowała ją o czymś takim częściej. To było takie miłe. W sumie czuję się lepiej, jakoś uniknęłam tego konfliktu i nie trzymam już tego w sobie. Mogę spróbować się bardziej otworzyć i znaleźć jakiś swój sposób na rozpoczęcie tej gadki. Zawsze się stresuję na początku. Jest na to jakiś sposób?
×