Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Wstyd mi przyznać to przed samą sobą, a co dopiero o tym pisać. Mam 23 lata i żadnego życia towarzyskiego. Żadnego. Nie mam dosłownie nawet jednej znajomej. Nie mam chłopaka. Nigdy nikogo nie miałam. Od dziecka stroniłam od ludzi. Było mi dobrze samej, do czasu. Teraz mi to naprawdę przeszkadza, bo uświadomiłam sobie, że nie mam nikogo, nikt nawet by nie zauważył, że umarłam. Nie mam z kim pogadać, wyjść, posiedzieć w ciszy. Jedyną osobą w moim życiu, z którą mam jakikolwiek codzienny kontakt jest babcia. Umówmy się jednak, że to średnie towarzystwo dla młodej dziewczyny. Z rodzicami mam bardzo sporadyczny kontakt. Teraz pracuję zdalnie i też nie mam kontaktu z osobami z pracy, ale to akurat dobrze, bo zwyczajnie ich nie lubię, to nie jest mój typ osób. Nigdy nigdzie nie wychodzę, bo z kim? Samej głupio. Teraz, podczas pandemii, jest w miarę dobrze, bo taki styl życia jest prowadzony przez wszystkich, ale przed koronawirusem było mi zwyczajnie przykro, gdy wracałam z pracy do domu, zahaczając jedynie o sklep i widząc znajomych, którzy się spotykali albo parę całującą się na ulicy. Nigdy nie miałam chłopaka i nie będę mieć, bo jestem paskudna. Nie dość, że niska, to jeszcze po prostu krągła, twarz mam okropną, bardzo męską, nie mogę na siebie patrzeć. Jestem paskudą i nigdy nie będę miała u kogokolwiek szans. Jest mi z tego powodu zwyczajnie przykro, ale nie przeskoczę tego, taka się urodziłam i zostało mi tylko pogodzenie się z tym, choć to trudne i próbuję już od naprawdę długiego czasu  Nieposiadanie chłopaka mogłabym jednak przeżyć, gdybym tylko miała jakichkolwiek znajomych. Nawet do kina nie mogę pójść, bo mam iść sama? To głupie i trochę nienormalne. Cała moja sytuacja jest nienormalna. 23latka nie mająca nigdy żadnych znajomych. To jest chore. Chciałabym to zmienić, ale nie wiem, jak. Nie umiem chyba wchodzić w kontakty społeczne, nie umiem ich nawiązywać i ich podtrzymywać. Przeraża mnie wizja samotnego życia, nie wiem, czy chciałabym tak żyć, czy w ogóle potrafiłabym żyć całkowicie sama, skoro już teraz jest mi ciężko.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hejka. Myślę, że potrzebujesz popracować nad kilkoma aspektami.
Pierwszy i najważniejszy to wyciągnięcie do siebie samej ręki na pojednanie - jesteś jedyną osobą, która będzie z Tobą do końca, nieważne ile w przyszłości poznasz osób i w jakie relacje wejdziesz. A ciało to Twój dom, nie powstało po to, by spełniać czyjeś wymagania estetyczne. I, nawiasem, czasem można się zaskoczyć ile ktoś obcy widzi w Tobie dobrego, co nawet nigdy mogło Ci nie przejść przez myśl. 

Kolejna sprawa to: co powoduje, że jest Ci głupio wyjść samej? Jestem całym serduchem za przełamywaniem tego staroświeckiego przekonania, że kobicie to samej nie wypada. Byłam tam, bo wychowywano mnie w duchu patriarchatu. Jeśli tylko opinia innych Cię przed tym powstrzymuje to serio, spróbuj się przełamać - zacznij sama siebie zabierać na randki. Jestem w dobrym związku już x lat, ale nie wyobrażam sobie tego, że mam nie pójść do kina na nowego Matrixa, bo Mojego Ulubionego Człowieka to nie interesuje. Ograniczanie wolności samej sobie to trochę kiepska opcja (nie mówiąc już o toksycznym ograniczaniu wolności drugiej osobie, gdy faktycznie partner mówi "nie możesz sama!").

 

Jeśli nie wiesz jeszcze co lubisz (bo nie wychodziłaś za dużo), masz przed sobą cudny wachlarz aktywności do sprawdzenia. I doświadczenia fajnych i niefajnych ludzi. 


No i kończąc, polecam nie startować w rozmowie z podejściem "jestem beznadziejna i brzydka, sorry, że nawiązuję kontakt, ale szukam znajomych" - oczywiście ironizuję, ale samo podejście nie sprawdza się, próbowałam, przestałam dopiero, gdy ktoś mnie uświadomił jak ja bym na to zareagowała. Fun fact: w wielkim stresie i z powyższą radą w pamięci zagaiłam do mojej obecnej koleżanki coś durnego w stylu "nie uważasz, że ściany są dzisiaj wyjątkowo pionowe?" i kliknęło, udało się nam nawiązać znajomość ^-^. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, ehempatia napisał:

Hejka. Myślę, że potrzebujesz popracować nad kilkoma aspektami.
Pierwszy i najważniejszy to wyciągnięcie do siebie samej ręki na pojednanie - jesteś jedyną osobą, która będzie z Tobą do końca, nieważne ile w przyszłości poznasz osób i w jakie relacje wejdziesz. A ciało to Twój dom, nie powstało po to, by spełniać czyjeś wymagania estetyczne. I, nawiasem, czasem można się zaskoczyć ile ktoś obcy widzi w Tobie dobrego, co nawet nigdy mogło Ci nie przejść przez myśl. 

Kolejna sprawa to: co powoduje, że jest Ci głupio wyjść samej? Jestem całym serduchem za przełamywaniem tego staroświeckiego przekonania, że kobicie to samej nie wypada. Byłam tam, bo wychowywano mnie w duchu patriarchatu. Jeśli tylko opinia innych Cię przed tym powstrzymuje to serio, spróbuj się przełamać - zacznij sama siebie zabierać na randki. Jestem w dobrym związku już x lat, ale nie wyobrażam sobie tego, że mam nie pójść do kina na nowego Matrixa, bo Mojego Ulubionego Człowieka to nie interesuje. Ograniczanie wolności samej sobie to trochę kiepska opcja (nie mówiąc już o toksycznym ograniczaniu wolności drugiej osobie, gdy faktycznie partner mówi "nie możesz sama!").

 

Jeśli nie wiesz jeszcze co lubisz (bo nie wychodziłaś za dużo), masz przed sobą cudny wachlarz aktywności do sprawdzenia. I doświadczenia fajnych i niefajnych ludzi. 


No i kończąc, polecam nie startować w rozmowie z podejściem "jestem beznadziejna i brzydka, sorry, że nawiązuję kontakt, ale szukam znajomych" - oczywiście ironizuję, ale samo podejście nie sprawdza się, próbowałam, przestałam dopiero, gdy ktoś mnie uświadomił jak ja bym na to zareagowała. Fun fact: w wielkim stresie i z powyższą radą w pamięci zagaiłam do mojej obecnej koleżanki coś durnego w stylu "nie uważasz, że ściany są dzisiaj wyjątkowo pionowe?" i kliknęło, udało się nam nawiązać znajomość ^-^. 

 

Nie wiem... Do kina chodzi się ze znajomymi, partnerem, tak jak do kawiarni czy klubu. Chodzenie tam samemu jest... Dziwne.

 

Co do wychodzenia... Problem w tym, że nie wiem, gdzie mną iść. I jak? Samej? Co to zmieni? Sama nie podejdę do nikogo. Nie mam pomysłu nawet, gdzie mogłabym pójść. Samej jest dziwnie, głupio i to nie sprawia żadnej przyjemności. Nie potrafiłabym też zagadać, nie miałabym odwagi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja zawsze chodze sama do kina)) i swietnie sie bawie) akurat moja przyjaciolka nie lubi.

 

a klub fitness? tam sie nawiazuja znajomosci, jest masa ciekawych zajec. albo jakies zajecia w Domu kultury? plastyczne, muzyczne, taneczne, teatralne.

 

powiem ci tak.na studiach mialam taka bardzo nieatrakcyjna kolezanke z krzywymi zebami. ale ta dziewczyna szeroko sie usmiechala majac gdzies swoje defekty i byla bardzo lubiana! miala mase przyjaciół. najwazniejsze jest to co sami o sobie myslimy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Obrazekwramce 3 kwestie.

1. Słyszałaś o osobach sapioseksualnych? Sama do takich należę. Dla nas atrakcyjność to intelekt, a nie wygląd. Chodzi mi o to, że nie dla każdego liczy się tylko wygląd.

2. Jeśli chcesz znaleźć towarzystwo, rejestruj się na forach/ grupach internetowych/ facebookowych zgodnych z Twoimi zainteresowaniami. Znajomych i chłopaka najłatwiej znaleźć wśród ludzi o podobnych zainteresowaniach (chociażby wspólne eventy dotyczące Waszego hobby).

3. Serio uważasz, że wyjście samemu do kina jest dziwne? Być może masz też inne niewłaściwe przekonania. Tak to nazywają psycholodzy. No bo kto decyduje o tym, czy coś jest dziwne, czy nie? Wydaje mi się, że w tym przypadku sama tak zadecydowałaś i się tego trzymasz. My mówimy, że tak nie jest, więc może warto otworzyć się trochę na ludzi i ich światopogląd (zaczynając od nas i naszego stwierdzenia o kinie).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
6 minut temu, shira123 napisał:

ja zawsze chodze sama do kina)) i swietnie sie bawie) akurat moja przyjaciolka nie lubi.

 

a klub fitness? tam sie nawiazuja znajomosci, jest masa ciekawych zajec. albo jakies zajecia w Domu kultury? plastyczne, muzyczne, taneczne, teatralne.

 

powiem ci tak.na studiach mialam taka bardzo nieatrakcyjna kolezanke z krzywymi zebami. ale ta dziewczyna szeroko sie usmiechala majac gdzies swoje defekty i byla bardzo lubiana! miala mase przyjaciół. najwazniejsze jest to co sami o sobie myslimy.

 

Nie bardzo jestem sportową osobą. W mojej okolicy nie ma domów kultury. Problemem jest to też, że nie mam pomysłu, gdzie mogłabym pójść, żeby nie stać jak słup soli i nie udawać, że tu pasuję i wiem, co robię. 

 

Masę przyjaciół może miała, ale na chłopaka nie miała szans, prawda? Tak samo jest ze mną... Nawet, jeśli mój wygląd nie byłby problemem przy nawiązywaniu znajomości, to na faceta szans nie mam.

 

Czasem nachodzą mnie myśli, że może tak ma być? Może mam być całe życie sama? Każdy ma jakieś przeznaczenie, może to jest moje? Gdy byłam młodsza miałam nadzieję, że to minie, że ta samotność jest przejściowa. Ale nie jest...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, Obrazekwramce napisał:

 

Nie bardzo jestem sportową osobą. W mojej okolicy nie ma domów kultury. Problemem jest to też, że nie mam pomysłu, gdzie mogłabym pójść, żeby nie stać jak słup soli i nie udawać, że tu pasuję i wiem, co robię. 

 

Masę przyjaciół może miała, ale na chłopaka nie miała szans, prawda? Tak samo jest ze mną... Nawet, jeśli mój wygląd nie byłby problemem przy nawiązywaniu znajomości, to na faceta szans nie mam.

 

Czasem nachodzą mnie myśli, że może tak ma być? Może mam być całe życie sama? Każdy ma jakieś przeznaczenie, może to jest moje? Gdy byłam młodsza miałam nadzieję, że to minie, że ta samotność jest przejściowa. Ale nie jest...

to nieprawda.  nie jestes skazana na samotnosc. potrzebujesz po prostu terapii. przeciez nie jest ci dobrze tak jak teraz , prawda?

 

co do chłopaka, zebys wiedziała jaka kiedys poznalam brzydka dziewczyne...i miala faceta, przystojnego ratownika)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
4 godziny temu, Obrazekwramce napisał:

Nie mam z kim pogadać, wyjść, posiedzieć w ciszy. Jedyną osobą w moim życiu, z którą mam jakikolwiek codzienny kontakt jest babcia. Umówmy się jednak, że to średnie towarzystwo dla młodej dziewczyny.

 

To jest absolutnie normalne, że potrzebujesz zdrowych kontaktów z innymi w swoim wieku, ale ciężko ci je budować, bo prawdopodobnie twoja relacja z samą sobą jest nieco zakłócona przez jakieś wewnętrzne konflikty, niskie poczucie własnej wartości. A takie rzeczy kształtują się w nas w kręgu rodzinnym. Wiesz nie wiem jacy byli Twoi rodzice, ale coś może być na rzeczy z nimi, tak podejrzewam... Czy coś nie tak jest z Twoimi rodzicami czy może przeżyłaś w życiu coś strasznego, dziwnego? Życie w takim rozdygotaniu nie jest życiem lecz jakby przetrwaniem i jest to bardzo przykre, że przydarza ci się to w takim pięknym wieku. Bardzo ci współczuję, bo sądzę też po twoim sposobie wypowiadania się, że pewnie jesteś ciekawą i sympatyczną dziewczyną 🙂 Poważnie mówię! Choć wiem, że będąc owładniętą tymi negatywnymi emocjami możesz tego nie zauważać.

 

Swego czasu miałem bardzo podobnie. W weekendy przychodziłem do swojej babci, która zawsze siedziała sama w domu popołudniami, bo dziadek zmarł, choć też mieszkała razem z moim wujkiem. Pomagałem jej w domu, oglądałem razem z nią seriale, pokazywałem książki jakie sobie czasem kupowałem, takie tam żeby zabić czymkolwiek tą przerażającą samotność. Ale teraz bardzo mi brakuje tej babci, bo już nie jest taka sprawna, ma teraz 93 lata, jest przykuta do łóżka, ciągle śpi, no starowinka już. Niestety to nie ten sam kontakt już ehh, no ale już lepiej z nią nie będzie, trzeba żyć dalej... 

 

Też jestem w zasadzie sam, bo dużo rzeczy w swoim życiu przeżyłem, stałem się przez to delikatnie mówiąc histerykiem, który ciągle wymyśla sobie choroby czy inne głupie problemy. Najgorsze jest to, że nikt chyba tego nie rozumie, mam depresję i zaburzenia lękowe, nadciśnienie tętnicze, problemy z cholesterolem i teraz z cukrem coś tam dochodzi, a mam 23 lata dopiero eh... 

 

Chcesz możemy pogadać więcej na priv 🙂 

Edytowane przez MarekWawka01

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
11 godzin temu, acarien napisał:

(...)

A tak naprawdę w kryzysowych sytuacjach najczęściej jeżeli na kogoś możesz liczyć, to na rodzinę (...)

Nie zgadzam się. Rodzina może zawieść i ma wobec każdego wymagania, typu "nie jesteś taka, jak planowaliśmy, że masz być. Córka sąsiadów jest lepsza".

A przyjaciół dobiera się samemu. Przyjaciele potrafią być wspaniali.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
13 godzin temu, shira123 napisał:

to nieprawda.  nie jestes skazana na samotnosc. potrzebujesz po prostu terapii. przeciez nie jest ci dobrze tak jak teraz , prawda?

 

co do chłopaka, zebys wiedziała jaka kiedys poznalam brzydka dziewczyne...i miala faceta, przystojnego ratownika)

 

No tak, ale terapia nie znajdzie mi znajomych... Problemem jest to, że mam poczucie, że nigdzie nie pasuję. Głównie przez wygląd, ale i osobowość. No bo ok, ludzie lubią brzydkich ludzi (bo są bezpieczni i ich chłopak/dziewczyna nie zostanie odbita), ale muszą chociaż mieć jakieś zainteresowania, pasje... Nie sądzę, żebym miała cokolwiek ciekawego. W sumie jak się dobrze zastanowić, to nie mam żadnej pasji. Lubię swoją pracę, to chyba moje jedyne zajęcie w życiu. No i jeszcze studia, ostatni rok. I tyle. To są moje jedyne zajęcia, bo co mam niby robić sama? To trochę błędne koło - nie mam pasji, bo nie mam znajomych, nie mam znajomych także przez brak pasji.

 

Jakoś w te historie o brzydkich ludziach i ich przystojnych partnerach nie wierzę, wydaje mi się to być głupim pocieszaniem, sorry za szczerość.

 

Ogólnie napisałam o tym chłopaku, bo mi to przeszkadza i jest mi z tego powodu źle, ale wiem, że nie mogę tego zmienić i nie mam na to wpływu. Muszę się z tym jakoś pogodzić, chociaż jest z tym ciężko, bo próbuję już nieprzerwanie od 7 lat i jakoś nie ma rezultatu. Tak musi być. Zwłaszcza, że u mnie to nie jest kwestia bycia brzydką, tylko bycia paskudną. Nie widziałam nigdy brzydszej dziewczyny od siebie na ulicy, studiach, w pracy. To jest ta skala problemu. Genów nie zmienię, muszę pogodzić się z tym, że całe życie będę sama, w sensie nie będę mieć chłopaka. No i trudno, nie jestem pewnie jedyna, choć to mega przykre i niesprawiedliwe. W sumie też przez to zamykam się w domu, bo zwyczajnie jest mi przykro, gdy widzę, że inne dziewczyny kogoś mają, mają powodzenie, a ja nic. Trochę mam wrażenie, że to wszystko, to błędne koło.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
13 godzin temu, z o.o. napisał:

@Obrazekwramce 3 kwestie.

1. Słyszałaś o osobach sapioseksualnych? Sama do takich należę. Dla nas atrakcyjność to intelekt, a nie wygląd. Chodzi mi o to, że nie dla każdego liczy się tylko wygląd.

2. Jeśli chcesz znaleźć towarzystwo, rejestruj się na forach/ grupach internetowych/ facebookowych zgodnych z Twoimi zainteresowaniami. Znajomych i chłopaka najłatwiej znaleźć wśród ludzi o podobnych zainteresowaniach (chociażby wspólne eventy dotyczące Waszego hobby).

3. Serio uważasz, że wyjście samemu do kina jest dziwne? Być może masz też inne niewłaściwe przekonania. Tak to nazywają psycholodzy. No bo kto decyduje o tym, czy coś jest dziwne, czy nie? Wydaje mi się, że w tym przypadku sama tak zadecydowałaś i się tego trzymasz. My mówimy, że tak nie jest, więc może warto otworzyć się trochę na ludzi i ich światopogląd (zaczynając od nas i naszego stwierdzenia o kinie).

 

Dla facetów liczy się wygląd. Tego się nie zmieni, tacy po prostu są.

 

Problem w tym, że ja żadnych zainteresowań nie mam. No lubię swoją pracę i studia, ale to księgowość, więc no nie jest to dobra dziedzina na jakieś eventy... Poza tym... Myślisz, że nie miałam ochoty pójść na jakieś spotkanie czy coś? Ale zawsze miałam poczucie, że tam nie pasuję, że tylko się ośmieszę idąc tam. Że ludzie będą mnie oceniać, oceniać mój wygląd, myśleć o mnie, że jestem okropnie brzydka... 

 

Akceptuję, że dla was wyjście do kina samemu jest ok, dla mnie jednak nie i tego nie zmienię. Na pewno się nie przełamię, bo dla mnie to tak głupie i dziwne, że jest w ogóle poza skalą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
6 minut temu, acarien napisał:

Ludzie lubią ludzi, z którymi rezonują, dobrze się dogadują, dobrze się czują. A co do wyglądu - różnego rodzaju osoby znajdują bliską osobę. Gdyby tak było, że tylko perfekcyjnie wyglądający znajdywaliby partnera/partnerkę, to świat by wyginął. ;) 

 

 

Ja nie lubię wychodzić samemu, czy samemu podróżować.

Jednak faktem jest, że masz pewne przekonania na ten temat. Jeżeli masz ochotę iść do kina, to tam po prostu idź. To, że coś nazywasz "głupim i dziwnym", to Twoja ocena/przekonanie, a nie rzeczywistość.

 

 

W przypadku obu płci liczy się wygląd. A jeżeli dla kogoś nie liczy się wygląd, to coś innego jest kryterium. Nie jest prawda, że "dla facetów" liczy się bardziej, bo tak nie jest po prostu. Jest to związane z biologicznymi uwarunkowaniami i takie są zasady tego świata, zasady "tej gry" zwanej życiem. Tak samo, jak dla kobiet liczy się to, że facet jest bogaty, bo kojarzy się to z bezpieczeństwem, zabezpieczeniem (i również zmierza to do biologicznych i moglibyśmy ciągnąć tą historię do czasów jaskiniowców itd.). Takie uogólnianie na pewno Ci w niczym nie pomoże. Miłość romantyczna, to coś, gdzie zawsze jest pewna wymiana "środków" i tak po prostu jest. Jest zawsze to coś za coś. Tym bardziej ze znajomymi. Używając terminologii księgowej/finansowej musisz prezentować pewne "aktywa", tak samo sama też takowych poszukujesz w innych. Również masz pewne wymagania wobec innych (np. ludzie z pracy ich nie spełniają, bo piszesz, że ich nie lubisz). 

 

Racja, że nie tylko perfekcyjni z wyglądu znajdują partnerów, no ale takie paskudy jak ja nie mają na to szans. Takie są zasady gry, jak to nazwałeś zwięźle. I zgadzam się, że związki to trochę barter - jedna strona coś daje i druga coś daje. Problem w tym, że ja nie mam nikomu nic do zaoferowania. Wygląd mam odstraszający, coś między Shrekiem i ET. Co z tego, że o siebie dbam? Wyglądam jedynie jak Shrek próbujący być transwestytą. To jest wręcz żałosne i czasem sobie myślę, że to jest jakiś koszmar, z którego nie mogę się obudzić. Albo jakaś kara za czyjeś winy, bo ja nigdy nikomu nic nie zrobiłam. Żałuję, że w ogóle się urodziłam. Mam żal do rodziców, że urodziłam się. Dobrze, że ja dzieci mieć nie będę. Przynajmniej ten łańcuch paskudztwa się na mnie przerwie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
46 minut temu, acarien napisał:

(...)

A jeżeli komuś rodzice mówią, że córka sąsiadów jest lepsza, to jest to dla mnie patologia i toksyczna relacja, na pewno daleka od zdrowej relacji.

(...)

Otóż zdecydowana większość rodziców tak mówi, i dobrze, bo to motywuje dzieci do tego, żeby bardziej się starały i ciężej pracowały. Tylko teraz jest moda na bezstresowe wychowanie i wyrastają z tego życiowe ciamajdy.

 

33 minuty temu, Obrazekwramce napisał:

 

Dla facetów liczy się wygląd. Tego się nie zmieni, tacy po prostu są.

(...)

Wybacz, ale z tego, co piszesz, odnoszę wrażenie, że mam od Ciebie większe doświadczenie z mężczyznami i wiem lepiej, co im się może podobać. Pierwszemu z brzega troglodycie czy nawet średnio inteligentnemu przeciętniakowi rzeczywiście bardziej zależy na wyglądzie. Ale czy naprawdę chciałabyś się umówić z kimś takim?

 

35 minut temu, Obrazekwramce napisał:

(...)

Problem w tym, że ja żadnych zainteresowań nie mam. No lubię swoją pracę i studia, ale to księgowość, więc no nie jest to dobra dziedzina na jakieś eventy... Poza tym... Myślisz, że nie miałam ochoty pójść na jakieś spotkanie czy coś? Ale zawsze miałam poczucie, że tam nie pasuję, że tylko się ośmieszę idąc tam. Że ludzie będą mnie oceniać, oceniać mój wygląd, myśleć o mnie, że jestem okropnie brzydka...

(...)

W tej sytuacji mogłaby Ci pomóc psychoterapia. Bo to jednak nie jest normalne. Większość ludzi zdaje sobie sprawę zarówno ze swoich zalet, jak i wad, ale nikt nie twierdzi, że gdzieś nie pasuje. A to co piszesz brzmi, jakbyś Ty sama stroniła od ludzi.

 

10 minut temu, Obrazekwramce napisał:

 

Racja, że nie tylko perfekcyjni z wyglądu znajdują partnerów, no ale takie paskudy jak ja nie mają na to szans. (...)

Użalanie się nad sobą jest nieproduktywne. Żeby coś osiągnąć, trzeba włożyć jakiś wysiłek. Samo nie przyjdzie. Nie ma takich sytuacji, że idziesz ulicą i książę z bajki zwróci na Ciebie uwagę. Chcesz mieć faceta, wejdź na portal randkowy, załóż profil i się z kimś umów.

 

12 minut temu, Obrazekwramce napisał:

 

(...) Żałuję, że w ogóle się urodziłam. Mam żal do rodziców, że urodziłam się. (...)

Myślę, że naprawdę powinnaś zastanowić się nad psychoterapią. Być może także nad wizytą u psychiatry i łykaniem jakichś antydepresantów czy coś.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, acarien napisał:

Tak, dobiera się samemu i oni także Cię dobierają i zawsze też mogą zmienić zdanie i jak im coś nie przypasuje w Tobie, czy im się coś odmieni, to Cię zostawią. Jest to relacja zawsze w pewien sposób interesowna (tak samo jak miłość partnera - zawsze ma cechy interesowności, coś za coś -  już nie wspominając o innych znajomościach). Miłość rodzica natomiast jest bezinteresowna (i powtarzając - mówię o zdrowej relacji).

Bardzo czesto idealizujemy rodzicow, i nawet relacja, ktora wydaje sie z pozoru zdrowa, w rzeczywistosci taka nie jest. Zapytaj ludzi z DDA/DDD, oni tez na poczatku czesto uwazaja, ze mieli zdrowe relacje (tylko nie wiedziec czemu sa smutni i nieszczesliwi).

A co do bezinteresownosci, to zalezy jak na to spojrzec. Ja bym to nazwala regułą wzajemnosci raczej. Ile dajesz, tyle do Ciebie wraca.

Edytowane przez Luna*

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Luna* Moi rodzice kochają mnie, ale mnie nie lubią. Jedyną osobą, która mnie w 100% akceptuje, jest moja babcia. A przyjaciołom ufam i wiem, że z byle powodu mnie nie zostawią, wbrew temu, co pisze @acarien.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
22 minuty temu, acarien napisał:

Trudno mi się wypowiedzieć na temat Twojego wyglądu. Czasem możemy oceniać siebie bardzo surowo, gdyż przy ocenie swojej fizyczności może być znacznie mniejszy dystans, niż przy ocenie fizyczności innych.

Zawsze jeżeli masz trochę odwagi, możesz wrzucić gdzieś swoje zdjęcia i przekonać się, czy faktycznie jest tak źle. Możesz np. spróbować założyć konto na portalu randkowym, czy nawet tutaj na forum jest temat, gdzie ludzie wrzucają swoje zdjęcia (i ewentualnie zawsze możesz potem poprosić o usunięcie tego postu). Pewnie wymagałoby to nieco odwagi, ale mogłabyś zweryfikować wtedy, czy faktycznie jest tak źle, jak o sobie piszesz.

 

Niemniej jeżeli chodzi o temat niesprawiedliwości na świecie, to ja np. interesuję się od wielu lat tematami, typu rozwój duchowy, reinkarnacja, karma etc. Sam odnalazłem wiele sensu w poczuciu niesprawiedliwości tego świata (bo wracając do tych "zasad gry" faktem jest, że świat po prostu jest totalnie niesprawiedliwy). Być może zatem to jest temat, którym warte byłoby, abyś się zainteresowała? (Mój temat znajdziesz w dziale "Medycyna niekonwencjonalna"). To jest coś, co mi pomogło, więc mogę szczerze polecić innym. 

 

Nie robię sobie zdjęć, bo jestem paskudna. Nienawidzę na siebie patrzeć i nienawidzę, gdy inni patrzą na mnie. 

 

Rozumiem, że jestem paskudna i nigdy nikogo przez to mieć nie będę. Ciężko mi się z tym pogodzić i ciężko mi to tolerować, próbuję już od bardzo długiego czasu. Do tej pory mi się nie udało z tym faktem pogodzić i samej nie uda mi się tego zrobić, to na pewno. Chciałabym, żebyście może mi w tym pomogli jakoś... Jeśli udałoby mi się pogodzić z tym, że jestem paskudna i że nigdy nie będę miała faceta, to może przestałoby mi to aż tak przeszkadzać? Nie wiem, czy psycholog by mi w tym pomógł, bo zaraz zacząłby pracować nad moim poczuciem własnej wartości, a z tym jest ok. Mam poczucie adekwatne do swojego wyglądu. Chodzi o to, żeby mnie to już tak nie męczyło, bo w tym momencie męczy mnie to codziennie i trochę te myśli zaczynają mi przeszkadzać pomijając fakt, że jest mi przez nie zwyczajnie przykro. Chciałabym przechodzić nad tymi myślami i faktami do porządku dziennego tak zwyczajnie, jak nad tym, że trawa jest zielona - zwyczajny fakt, którego się nie zmieni, tak już jest i tyle. Czy komuś jest przykro, że trawa jest zielona? No nie. Nawet, jeśli nie lubi tego koloru. I tak samo ja chciałabym myśleć "ok,jestem paskudna i nigdy nie będę mieć faceta, trudno" bez uczucia smutku, przygnębienia, bez wylewania łez przez godzinę dziennie praktycznie codziennie, bez tej beznadziei, którą ten fakt rodzi, bez poczucia tracenia czegoś (sama nie wiem, czego). Na pewno da się to jakoś zrobić, ale ja to robiłam pewnie w zły sposób.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Coraz częściej mam myśli, że lepiej byłoby zakończyć to wszystko raz na zawsze. Wcześniej jeszcze łudziłam się, że będzie lepiej, że to na pewno minie. Ale teraz widzę, że okłamywałam samą siebie. Nie będzie lepiej, bo niby jak miałoby być? Nie wypiję cudownego płynu po którym położę się jako paskuda, a wstanę jako ładna czy nawet przeciętna dziewczyna. Nic się nigdy nie zmieni. Mam dopiero 23 lata, a już mam dość tej sytuacji. Mam się tak męczyć całe życie? Jeszcze 50, 60 lat nie daj losie? Chciałabym umrzeć, zawsze brakowało mi odwagi, żeby popełnić samobójstwo, ale nie ma innego wyjścia. Tak musi być najwidoczniej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lepiej męczyć się nawet te dwie trzy godziny, ale potem mieć już spokój niż męczyć się znając moje szczęście 70 lat... Mam dość swojego życia, nienawidzę siebie i swojego wyglądu. Nie rozumiem dlaczego to akurat mnie spotkało, nie zasłużyłam sobie niczym na to. Zawsze brakowało mi odwagi, żeby popełnić samobójstwo, ale co za różnica. Lepsze to niż płakać codziennie po kilka godzin, cierpieć codziennie niewyobrażalnie i wiedzieć, że tak będzie wyglądał każdy dzień mojego życia do końca. Po co mi to życie,skoro ono tak wygląda? To jakiś koszmar, nienawidzę swojego życia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Obrazekwramce masz tak nieprawidłowe i zaburzone przekonania o sobie, relacjach z ludźmi etc., że pierwsze co powinnaś zrobić i od czego zacząć to pójście na terapię. Bo w takim stanie jak obecnie, to masz racje, nic się nigdy nie zmieni i inni mogą Ci tu pisać elaboraty i przekonywać, że jest inaczej to to i tak nic nie da.

Edytowane przez acherontia styx

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
43 minuty temu, acherontia styx napisał:

@Obrazekwramce masz tak nieprawidłowe i zaburzone przekonania o sobie, relacjach z ludźmi etc., że pierwsze co powinnaś zrobić i od czego zacząć to pójście na terapię. Bo w takim stanie jak obecnie, to masz racje, nic się nigdy nie zmieni i inni mogą Ci tu pisać elaboraty i przekonywać, że jest inaczej to to i tak nic nie da.

 

Tak, ale co ta terapia mi da realnie? Na czym to polega? Bo jeśli na mówieniu mi, że wszystko będzie dobrze, to nie, nie będzie... Jeśli na mówieniu, że "każda potwora...", to ja tego nie chcę. Napisałam, czego oczekiwałabym od psychologa. Nie wiem jednak, czy moje oczekiwania są realne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, Obrazekwramce napisał:

 

(...) Chciałabym, żebyście może mi w tym pomogli jakoś... Jeśli udałoby mi się pogodzić z tym, że jestem paskudna i że nigdy nie będę miała faceta, to może przestałoby mi to aż tak przeszkadzać? Nie wiem, czy psycholog by mi w tym pomógł, bo zaraz zacząłby pracować nad moim poczuciem własnej wartości, a z tym jest ok. (...)

Uważasz, że psycholog, czyli specjalista wyszkolony do pracy nad ludzką psychiką, nie jest w stanie Ci pomóc, ale może Ci pomóc grupa przypadkowych osób z internetu, których nawet w życiu nie widziałaś na oczy? Czy jak złamiesz nogę, też nie pójdziesz do ortopedy, tylko będziesz pytać w necie, jak to leczyć? Zastanów się nad tym.

A fakt że z opowiadania o swoich problemach przeszłaś na temat samobójstwa, wyraźnie świadczy o tym, że potrzebujesz profesjonalnej pomocy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
28 minut temu, Obrazekwramce napisał:

 

Tak, ale co ta terapia mi da realnie? Na czym to polega? Bo jeśli na mówieniu mi, że wszystko będzie dobrze, to nie, nie będzie... Jeśli na mówieniu, że "każda potwora...", to ja tego nie chcę. Napisałam, czego oczekiwałabym od psychologa. Nie wiem jednak, czy moje oczekiwania są realne.

A musisz wiedzieć, jak działa terapia? Psycholog na pewno coś tam ogólnie Ci powie, jakimi metodami będzie pracować, ale bez szczegółów. Tak samo, jak chirurg nie opowiada dokładnie o planowanej operacji, tylko na tyle, żeby pacjent mniej więcej wiedział, czego się spodziewać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
38 minut temu, z o.o. napisał:

A musisz wiedzieć, jak działa terapia? Psycholog na pewno coś tam ogólnie Ci powie, jakimi metodami będzie pracować, ale bez szczegółów. Tak samo, jak chirurg nie opowiada dokładnie o planowanej operacji, tylko na tyle, żeby pacjent mniej więcej wiedział, czego się spodziewać.

 

Chodzi mi o to, że nie zamierzam marnować pieniędzy na ww. bzdury, czyli na wysłuchiwanie, że mam niską samoocenę (podczas gdy moja samoocena jest adekwatna do mojego wyglądu) albo że na pewno kogoś znajdę, bo Pani psycholog miała kiedyś strasznie brzydką koleżankę i do tego niepełnosprawną, ale poznała tak przystojnego rehabilitanta, że każdy jej zazdrościł. A potem okazało się, że ten rehabilitant jest księciem perskim i jest okropnie bogaty. Teraz koleżanka Pani Psycholog jest perską księżniczką, na dodatek nagle bardzo wyładniała i niepełnosprawność jej przeszła 🙂 - tak, tak właśnie widzę te wszystkie opowieści o tym, że gdzieś ktoś kiedyś był strasznie brzydki, ale ma kogoś. I tak widzę te wszystkie pocieszenia, z których najbardziej drażni mnie to wiejskie powiedzenie zaczynające się "każda potwora...".

 

To czego oczekuję to pomoc w pogodzeniu się ze swoim losem. Na pewno nie chcę zacząć się oszukiwać, że jestem śliczna i każdy facet o mnie marzy. Chcę po prostu pogodzić się z tym, że jestem paskudna i nigdy nikogo nie będę mieć, że żaden facet nawet na mnie nie spojrzy. Dzięki temu, że się z tym pogodzę, będę mogła przechodzić nad tym do porządku dziennego, bo na ten moment, gdy o tym mimowolnie myślę, zaczynam płakać, czuję ogromną pustkę, złość i niesprawiedliwość. Jest mi zwyczajnie przykro i mam myśli samobójcze, które za jakiś czas pewnie zrealizuję, jeśli tak dalej to wszystko będzie wyglądać, bo mam serdecznie dość takiego życia. To jest koszmar, a nie życie. I jeśli to ma trwać całe życie, to po co mi ono? Chciałabym, żeby to było coś w stylu "jestem księgową, w tym tygodniu mam zamknięcie i muszę zostawać po godzinach" - fakt, konsekwencja, rezultat, który mi się nie podoba, ale tak jest i trudno. Nie płacze nad tym, taka jest specyfika mojej pracy. Podobnie chciałabym myśleć o swoim wyglądzie i samotnym życiu, jeśli chodzi o faceta.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, Obrazekwramce napisał:

 

Tak, ale co ta terapia mi da realnie? Na czym to polega? Bo jeśli na mówieniu mi, że wszystko będzie dobrze, to nie, nie będzie... Jeśli na mówieniu, że "każda potwora...", to ja tego nie chcę. Napisałam, czego oczekiwałabym od psychologa. Nie wiem jednak, czy moje oczekiwania są realne.

Jeśli myślisz, że terapeuta będzie Ci takimi tekstami rzucał to masz kolejne błędne wyobrażenie o terapii, albo do tej pory trafiałaś na ch.jowych psychoterapeutów.

Tak jak @z o.o.napisała, chirurg nie tłumaczy Ci jakie wykona cięcie, jakim sklepelem i jaką metodą zoperuje tak i  psychoaterapeuta nie będzie szczegółowo tłumaczył swoich metod pracy, bo Tobie jako pacjentowi ta wiedza nie jest do niczego potrzebna.

Edytowane przez acherontia styx

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, Obrazekwramce napisał:

 

Chodzi mi o to, że nie zamierzam marnować pieniędzy na ww. bzdury, czyli na wysłuchiwanie, że mam niską samoocenę (podczas gdy moja samoocena jest adekwatna do mojego wyglądu) albo że na pewno kogoś znajdę, bo Pani psycholog miała kiedyś strasznie brzydką koleżankę i do tego niepełnosprawną, ale poznała tak przystojnego rehabilitanta, że każdy jej zazdrościł. A potem okazało się, że ten rehabilitant jest księciem perskim i jest okropnie bogaty. Teraz koleżanka Pani Psycholog jest perską księżniczką, na dodatek nagle bardzo wyładniała i niepełnosprawność jej przeszła 🙂 - tak, tak właśnie widzę te wszystkie opowieści o tym, że gdzieś ktoś kiedyś był strasznie brzydki, ale ma kogoś. I tak widzę te wszystkie pocieszenia, z których najbardziej drażni mnie to wiejskie powiedzenie zaczynające się "każda potwora...".

 

To czego oczekuję to pomoc w pogodzeniu się ze swoim losem. Na pewno nie chcę zacząć się oszukiwać, że jestem śliczna i każdy facet o mnie marzy. Chcę po prostu pogodzić się z tym, że jestem paskudna i nigdy nikogo nie będę mieć, że żaden facet nawet na mnie nie spojrzy. Dzięki temu, że się z tym pogodzę, będę mogła przechodzić nad tym do porządku dziennego, bo na ten moment, gdy o tym mimowolnie myślę, zaczynam płakać, czuję ogromną pustkę, złość i niesprawiedliwość. Jest mi zwyczajnie przykro i mam myśli samobójcze, które za jakiś czas pewnie zrealizuję, jeśli tak dalej to wszystko będzie wyglądać, bo mam serdecznie dość takiego życia. To jest koszmar, a nie życie. I jeśli to ma trwać całe życie, to po co mi ono? Chciałabym, żeby to było coś w stylu "jestem księgową, w tym tygodniu mam zamknięcie i muszę zostawać po godzinach" - fakt, konsekwencja, rezultat, który mi się nie podoba, ale tak jest i trudno. Nie płacze nad tym, taka jest specyfika mojej pracy. Podobnie chciałabym myśleć o swoim wyglądzie i samotnym życiu, jeśli chodzi o faceta.

To idź do tego psychologa i powiedz mu to, co nam, tzn. czego nie chcesz usłyszeć, a czego od niego oczekujesz. Słuchaj, jeśli masz myśli samobójcze, to nie ma żartów. Trzeba iść do psychiatry jak najszybciej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×