Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
ultrasone

Co jest ze mną nie tak ? rozpad kolejnej relacji z dziewczyną jestem w rozsypce mam dość wszystkiego i wszystkich

Rekomendowane odpowiedzi

Gdzieś kilka postów wyżej użyłeś sformułowania "druga połówka".

 

Nie potrzebujesz żadnej połówki. Jesteś kompletną, autonomiczną, zdolną do samodzielnego życia jednostką.

 

 

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, BELFEGOR napisał:

Kolejna relacja się rozpadła, i następna też się rozpadnie jeżeli dalej będziesz robić to samo, myśleć, tak samo, zachowywać się tak samo.

Pisałem już (chyba) w temacie że z każdego związku wyciągam wnioski i wierz mi że przez 5 lat tak mi się zmieniło myślenie że praktycznie jestem innym człowiekiem.

 

Godzinę temu, BELFEGOR napisał:

Dopóki nie nauczysz się najpierw szczęśliwie żyć sam ze sobą, dopóty kolejne relacje będą się rozpadać.

Nie jestem już w stanie być bardziej szczęśliwy sam ze sobą , na pracę nie narzekam , z wyglądem też zrobiłem porządek , zdrowy też jestem , jakieś tam zainteresowania mam , duchowo też całkiem ok itd.

 

Godzinę temu, BELFEGOR napisał:

Ponieważ wchodząc w relację z poziomu niedostatku, braku, krótko mówiąc z poziomu potrzebujacego faceta, będziesz mieć skłonność do przeinwestowywania relacji, to jest nie zdrowe i zabija chęć angażu dziewczyny.

Gdy ją poznałem akurat "nie szukałem" po prostu raz powiedziałem tak sobie do kumpla "słuchaj czy twoja Karolina nie ma jakiejś ciekawej koleżanki ?" a on wziął chyba sobie to do serca i na drugi dzień dał namiary i mówi "masz i działaj twój typ" no to napisałem do niej i jakoś samo zaczęło się kręcić ona też nie szukała z tego co się orientuję.Wierz lub nie ale tutaj nie było przeinwestowane bo jak pisałem z poprzednich związków wyciągnąłem wnioski.

 

Godzinę temu, BELFEGOR napisał:

Po tych kilku postach można wyczuć Twoje pretensjonalne podejście do świata, pełne żądań i oczekiwań, i flustracji. Z zadnym postem się tutaj nie zgadzasz, do każdego odnosisz się opozycyjnie, nie przyjmujesz do wiadomości ze to w Tobie jest coś do zmiany. Kobieta odbiera o wiele wyższe częstotliwości od mężczyzny, wyczuwa to, co nawet głęboko ukryte. Prawdopodobnie Twoja energetyka ofiary przebija się mocno do zewnątrz i kobieta to czuje - ale Ty nie. (Stary palacz nie ma pojęcia o tym że smierdzi)

Pełne żądań ? nie chcę sławy , kupy hajsu czy wyjebanego mieszkania czy czegokolwiek podobnego. Dla mnie w życiu najważniejsze są rzeczy których nie kupisz za pieniądze. A z tym że kobiety odbierają tego typu rzeczy zgodzę się w 100% z tobą , nie wiem jak one to robią.

 

Godzinę temu, BELFEGOR napisał:

Od stricte technicznej strony: jakie kolwiek romantyczne formy wyznawania miłości w stylu: Muszę Ci coś powiedzieć - Kocham Cię. - nie działają. - chyba że mieliście już seks, wtedy w jej głowie masz status faceta z którym coś już ją łączy i możesz się porwać na takie wyznanie.

Seksu nie było bo zawsze na to w jakimś stopniu "naciskam" tutaj zrobiłem troszkę inaczej tym bardziej że ona też wierząca i nie chciała ogólnie żeby to wszystko poszło za szybko chociaż cnotką nie była ja to wiem faceci też czują różne rzeczy.

 

Godzinę temu, BELFEGOR napisał:

W przypadku kiedy Ty jesteś nią seksualnie zainteresowany (nie jako przyjaciółką czy koleżanką, tylko partnerką), a ona Tobą nie,  Twoim nadrzędnym celem jest sprawienie żeby ona też stała się Tobą zainteresowana, i nikt nikomu nie będzie musiał niczego wyznawać, bo to naturalnie wyjdzie samo przez siebie.

Może nie miałem jakiejś żądzy z kosmosu do niej ale definitywnie miałem do niej pociąg fizyczny i seksualny.Specjalistą nie jestem ale z mojego punktu widzenia była mną zainteresowana w tym kontekście  to ona sama mi jęzor wepchnęła do buzi mimo że przytulenie i pocałunek wyszedł z mojej inicjatywy , z resztą powiedziała mi na ucho "fajny jesteś" takim tonem i głosem że aż ciary mnie przeszły.

 

Godzinę temu, BELFEGOR napisał:

Napewno płakanie w poduszkę i obwinianie wszystkich do okola niczego nie zmieni. Twoje niepowodzenia nie dzieją się bez powodu, one dzieją się dlatego żebyś się czegoś nauczył i wyciągnął właściwe wnioski, póki ich nie wyciagniesz one nie przestaną się dziać. 

I własnie w tym jest całe sedno problemu , ja nie jestem w stanie doszukać się tutaj jakiś błędów z mojej strony a pamiętam praktycznie wszystkie nasze spotkania. Owszem były jakieś sytuacje typu wylanie drinka ale potem się z tego śmialiśmy takie rzeczy się zdarzają wszystkim. Byliśmy ze sobą zawsze szczerzy jak coś nie grało to mówiliśmy sobie o tym.

 

Bóg jeden wie o co w tym wszystkim chodzi , wina niby zawsze leży po obu stronach w jakimś stopniu ? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
20 minut temu, ultrasone napisał:

Bóg jeden wie o co w tym wszystkim chodzi , wina niby zawsze leży po obu stronach w jakimś stopniu ? 

 

Co to znaczy niby?

Kto powiedział że zawsze?

 

Po za tym w tym przypadku nie było niczyjej winy bo jak sam przyznajesz, wszystko zrobiłeś bezbłędnie 

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, BELFEGOR napisał:

Co to znaczy niby?

tak mi każdy powtarza czy z dorosłych czy ze znajomych czy ktokolwiek komu coś powiem zawsze w tym temacie

 

Godzinę temu, BELFEGOR napisał:

Kto powiedział że zawsze?

a czy tak nie jest ? pomijam zdrady , rękoczyny , wpędzanie w długi i inne patologie w związkach 

 

Godzinę temu, BELFEGOR napisał:

Po za tym w tym przypadku nie było niczyjej winy bo jak sam przyznajesz, wszystko zrobiłeś bezbłędnie 

Jesteś świadom że taką ironia kopiesz leżącego ? Jak bym nie wiedział co piszę .....

nie mówię że bezbłędnie , w sumie wiem w którym momencie coś się "pogorszyło" ale dlaczego po prostu nie wiem ona też nie potrafiła powiedzieć.

 

Były fajne rozmowy , bliskość , wychodziliśmy w różne miejsca zachowywaliśmy się tak jak zachowują się ludzie którzy się spotykają ze sobą dlatego też wspomniałem gdzieś w temacie że tak mi się spodobała ta jej "normalność" i skromność że było mi z nią lepiej przez 3 miesiące niż z byłą przez 3 lata 

Edytowane przez ultrasone

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, ultrasone napisał:

tak mi każdy powtarza czy z dorosłych czy ze znajomych czy ktokolwiek komu coś powiem zawsze w tym temacie

 

Ja nie chce znać zdania Twoich znajomych czy kogokolwiek innego, tylko Twoje.

 

 

1 godzinę temu, ultrasone napisał:

a czy tak nie jest ? pomijam zdrady , rękoczyny , wpędzanie w długi i inne patologie w związkach 

 

Akurat zdrada, czy przemoc to właśnie sytuacje gdzie "wina" jest przede wszystkim obustronna.

 

Natomiast w sytuacji gdy dziewczyna odrzuca Twoją wyznaną miłość, trudno m tu dostrzec jej wine.

 

 

1 godzinę temu, ultrasone napisał:

Jesteś świadom że taką ironia kopiesz leżącego ? Jak bym nie wiedział co piszę .....

nie mówię że bezbłędnie , w sumie wiem w którym momencie coś się "pogorszyło" ale dlaczego po prostu nie wiem ona też nie potrafiła powiedzieć.

 

Były fajne rozmowy , bliskość , wychodziliśmy w różne miejsca zachowywaliśmy się tak jak zachowują się ludzie którzy się spotykają ze sobą dlatego też wspomniałem gdzieś w temacie że tak mi się spodobała ta jej "normalność" i skromność że było mi z nią lepiej przez 3 miesiące niż z byłą przez 3 lata 

 

Dobrze, więc już bez ironii. Prawdopodobnie popełniłeś kilka błędów ale nie jesteś tego świadomy bo nie wiesz że to błędy/zachowania niekorzystne. Dla tego w swoim postrzeganiu oceniasz całość relacji jako nienaganną z Twojej strony.

 

Poza tym to co piszesz wskazuje na to, że emocje w dużej mierze kontrolują Ciebie a nie odwrotnie. Brakuje Ci umiejętności dysocjacji/odcięcia sie od sytuacji/stanu emocjonalnego. Tutaj przedewszystkim medytacja. Jesteś zbyt reaktywny,  Brakuje Ci uziemienia, zobacz ile rzeczy jestem w stanie napisać o Tobie na podstawie kilku linijek tekstu który napisałeś. Wyobraź sobie jak dogłębnie potrafi przeskanować Cię dziewczyna która z Tobą przebywa, ile niekorzystnych informacji może wyczytać z Twojej komunikacji, lingwistyki, ciała, zachowania.

Edytowane przez BELFEGOR

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Najlepsze jest to że ona tego świadomie nie wie, ona jedynie czuje że "coś jest nie tak" ale nawet nie jest w stanie powiedzieć co.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 26.10.2019 o 21:40, ultrasone napisał:

Bo świat dąży w tym kierunku co napisałem i nikt mi nie wmowi że jestem nienormalny, coraz więcej zła i degeneracji nie mówiąc już o tym na co rośnie pokolenie w wieku 15 do 20 lat jak słucham tych młodych dziewczyn na ulicy czy w tramwaju to aż bym jebnął żeby klepka wyskoczyła na miejsce.

Ależ świat jest piękny i pełen fajnych par.

Ja nic takiego nie twierdzę, i nie wiem gdzie to wyczytałeś. Zacytuj proszę. Sam przecież pytasz "co jest ze mną nie tak? i dostajesz odpowiedź. Po prostu twój umysł tworzy sobie bajki, iluzje i na tych iluzjach jedziesz. Teraz będziesz się bawił w nękacza i wymuszał zainteresowanie (litość) postawą zbitego psa. Nic ci się nie należy od tej dziewczyny, nie była twoją partnerką, żoną, matką twoich dzieci, nie mieliście niczego wspólnego, trzymiesięczne twoje zainteresowanie to nie związek - to wszystko twoje oczekiwania, twoje iluzje. Budujesz na głodzie, Belfegor słusznie pisze. I dopóki nie zapełnisz tego głodu będziesz zadręczał innych swoimi fantazjami o rzekomym związku a potem - zderzony w realem- miał pretensje do wszystkich wokół, do tego rzekomo złego świata.  Za moment okaże się, że "to zła kobieta była" i uwiesisz się na kolejnym wyobrażeniu.

Get real, to jedyna rada. Terapię polecam.

Kobiet niskich i przy tuszy całe gromady.

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ostatnio mam dużo czasu do namysłu i doszedłem do wniosku że może jestem w błędzie ? gdy myślę że jestem zbyt nachalny w rzeczywistości jest może na odwrót ? mam na myśli to że może nadal jestem "za grzeczny" w stosunku do kobiet ? że gdybym nie cenzurował i nie dusił w sobie pewnych zachowań , emocji czy uczuć może w końcu to by pomogło ? życie mnie ustawiło tak że boje się być oceniany lub że coś zepsuję.Znajoma dziś otworzyła mi trochę oczy i powiedziała "weź kiedyś pierdolnij dziewczyną o ścianę to się w tobie zakocha" oczywiście chodziło tu o przenośnię a propo bycia zbyt miłym.Cholernie ciężko zbalansować to bycie gentlemanem i dupkiem/chamem w jednym aż czasem tęsknię za latami dzieciństwa bo wtedy człowiek nie miał takich problemów heh. Teraz znając moje szczęście jak jakimś cudem znów kogoś poznam to skończy się tym że dostanę lepę w ryj i na tym się skończy no cóż kto nie ryzykuje ten nie żyje podobno.

Edytowane przez ultrasone

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 24.10.2019 o 08:18, ultrasone napisał:

dlaczego ja zawszę coś czuję do dziewczyny a one do mnie nie ? mam wrażenie że roztaczam jakąś aurę klęski

Gdy emanujesz tym i angażujesz się za szybko często kobiety wyczuwają to i mogą się speszyć do cb, jesteś zbyt dostępny.

 

W dniu 24.10.2019 o 08:18, ultrasone napisał:

jak dziewczyna może mówić że dobrze wyglądasz że jesteś fajny facet z super charakterem że jesteś bardzo wartościowym człowiekiem ale ona po prostu tego "nie czuje"

wytłumaczyła ci, brakuje jej emocji. Nic z tego prawdopodobnie już nie będzie.
 

W dniu 24.10.2019 o 08:18, ultrasone napisał:

nawet jej wczoraj to mówiłem że nie cierpię sam siebie w pewnym sensie że tak emocjonalnie wszystko źle znoszę

to na pewno nie zmieni jej zdania

 

W dniu 25.10.2019 o 11:59, doi napisał:

Nie umie stworzyć relacji ten, który nie umie być sam.

Brak doświadczenia w tworzeniu relacji szkodzi o wiele bardziej,

nieliczne osoby umieją być same w wieku szkolnym, a jednak pary powstają. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
10 godzin temu, Fidelio napisał:

Gdy emanujesz tym i angażujesz się za szybko często kobiety wyczuwają to i mogą się speszyć do cb, jesteś zbyt dostępny.

Chodziło bardziej o to że "bije" ode mnie w jakiś sposób moja nieciekawa przeszłość i one to czują jak chcecie mogę napisać to i owo i nie chodzi wcale o to że robiłem coś złego.

 

10 godzin temu, Fidelio napisał:

wytłumaczyła ci, brakuje jej emocji. Nic z tego prawdopodobnie już nie będzie.

No świetnie ja to zdążyłem zauważyć bo mówiła o tym że z byłym się często kłóciła a ja do niej mówię nie popełniaj mojego błędu bo ja byłem z borderką 3 lata i nie mogłem od niej odejść bo to była pułapka jak narkotyk nie szukaj znów skrajnych emocji bo to błędne koło  , no cóż najwidoczniej szuka sobie kolejnego debila który nie będzie jej szanował krzyż na drogę zobaczymy jak długo tak pociągnie. U mnie minęło pół roku od poprzedniego związku ja się nauczyłem u niej minął ponad rok ona się nie nauczyła i to boli najbardziej że najlepsze dziewczyny trafiają na spierdoleńców a ja potem przez to mam przejebane.

 

10 godzin temu, Fidelio napisał:

nawet jej wczoraj to mówiłem że nie cierpię sam siebie w pewnym sensie że tak emocjonalnie wszystko źle znoszę

wiedziałem że nie ma czego ratować więc po prostu tak powiedziałem

10 godzin temu, Fidelio napisał:

Brak doświadczenia w tworzeniu relacji szkodzi o wiele bardziej,

nieliczne osoby umieją być same w wieku szkolnym, a jednak pary powstają. 

Fakt że widzę młodych 15-20 lat dużo z nich jest w parach , im jakoś wychodzi

Edytowane przez ultrasone

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

masz troche racji ultrasone

 

duzo osob szuka skrajnych emocji w zwiazku a to nie jest dla nich dobre.wola sie klocic.krzyczec nawet bic niz zyc sobie spokojnie i stabilnie.wiem bo sama taka bylam i nawet dzis mi czasem brakuje adrenaliny.

ale nie mozesz tez byc ciapa.pantoflarzem .ja przed takimi uciekam gdzie pieprz rosnie.

znajdz zloty stodek☺

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
6 godzin temu, ultrasone napisał:

Fakt że widzę młodych 15-20 lat dużo z nich jest w parach , im jakoś wychodzi

 tylko na zewnątrz ładnie to wygląda ,a już  szczególnie dla kogoś kto jest sam i tęskni za kimś bliskim etc .

 Być może ta kobieta nie jest Ci pisana przez Górę i tyle w temacie , a ,że teraz cierpisz , to normalne , inaczej być nie może .

 Ważne ,że szukasz , że rozmawiasz z kobietami , że masz obycie itd ,,, w końcu trafisz na Swoją .

 Mówię to , bo akurat w wieku 26 lat też przeżyłem taką "miłość" , ale dostałem kopa na otzreżwienie i też cierpiałem łagodząc ból alkoholem .

 W dupę tam, mówię Ci jeszcze trafisz na swoją babę ,,, jak ja trafiłem .

 Jakbyś miał teraz 46 lat i cały czas zdarzałaby Ci się taka powtarzalność schematów , to można by było pokusić się o szukanie w sobie jakiś odpychających cech charakteru . A jak masz 26 lat , to tylko na luzaku się bawić ,,, bo jeszcze Ci się znudzi babskie towarzystwo do grobowej dechy (-:

 Także nie stękaj , Tylko alleluja i do przodu ,,,

 a juz szczególnie nie stękaj przy tej dziewczynie  , czy innych . Zęby na ścisk i taki wałek .

 

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
6 godzin temu, ultrasone napisał:

nawet jej wczoraj to mówiłem że nie cierpię sam siebie w pewnym sensie że tak emocjonalnie wszystko źle znoszę

 rób tak dalej  a na pewno wszystkie odstraszysz .

 takie gadki nie do kobiet , 

 jak chcesz sobie ponarzekać to najlepiej z bliskim , zaufanym  kolegą ,,,  a nie do dziewczyny na której Ci zależy .

 One nie szukają  słabej lepiechy , tylko faceta , przy którym mogłyby poczuć się przynajmniej  emocjonalnie bezpieczne  .

 A jak ty się żalisz , to w dupę z takim randkowaniem .

 twardziela też nie możesz udawać , bo to przegina w drugą stronę .

 Normalnie pokaż ,że masz jaja , a nie ,że Ty się wynurzasz, jakie to Ty masz spierdolone emocje . Każdy z nas coś tam ma spierdolonego w tej sferze , ale tego się nie opowiada pannie na wydaniu (-;

 Mniej się  mówi , a więcej się działa (-;

Edytowane przez Kalebx3 Gorliwy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
Godzinę temu, Kalebx3 Gorliwy napisał:

rób tak dalej  a na pewno wszystkie odstraszysz .

 takie gadki nie do kobiet , 

 jak chcesz sobie ponarzekać to najlepiej z bliskim , zaufanym  kolegą ,,,  a nie do dziewczyny na której Ci zależy .

Czytanie ze zrozumieniem

nie robiłem tego w trakcie spotkań  tylko już na ostatnim spotkaniu gdzie nie było czego "ratować" 

Edytowane przez ultrasone

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
10 minut temu, ultrasone napisał:

Czytanie ze zrozumieniem

nie robiłem tego w trakcie spotkań  tylko już na ostatnim spotkaniu gdzie nie było czego "ratować" 

 spoko Kolego ,

 Pokój z Tobą .

Edytowane przez Kalebx3 Gorliwy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Jako że mam "chwilę słabości" w skrócie opiszę wam moje życie i może na podstawie tego coś stwierdzicie.

 

Zaczęło się już w podstawówce i ciągnęło się do 1 gimnazjum zawsze jak ktoś się miał przyjebać to do mnie , jakieś bezsensowne gadki typu "twój ryj mi się nie podoba" gadanie że jestem biedakiem itd czyli gnojenie psychiczne , to samo na podwórku z kolegami potrafiliśmy być grupką 6-7 osób i do kogo zawsze ktoś obcy starszy się czepiał ? do mnie a jak że inaczej. Jak miałem niecałe 18 lat zmarł mój ojciec miał problemy z alkoholem ale był "cichym" alkoholikiem w czym mógł w tym mi pomagał no ale sam fakt że normalnego ojca nie miałem więc od tego czasu wychowywała mnie mama ..... co też słabo rzutowało na moje relacje damsko męskie w tym czasie byłem typowym "białym rycerzem" czyli najgorszym typem chłopaka ever. Czas między 18 rokiem a 21 mam wyjęty z życia praktycznie miałem wtedy życie typowego incela czy tam "noł lajfa" strasznie się roztyłem nigdzie nie wychodziłem po prostu gniłem w domu" terminy typu : social anxiety , no social skills , no social circle , being autistic , insecurities czy nie bycie NT (neurotypowym) były mi bliskie. Z dnia na dzień coś mnie olśniło i zacząłem coś z tym robić schudłem 30 kg na siłce , poszedłem do 1 pracy , zacząłem się normalnie ubierać ,  poszedłem do dobrego fryzjera , do dermatologa , wydałem chyba 2 kafle na zrobienie wszystkich zębów i dużo dużo czytałem o związkach (świadomość związków , the blue pill , red pill oraz black pill) również o psychologi. Jednak z doświadczenia nauczyłem się najwięcej. Pierwszą dziewczynę , pierwszy pocałunek i sex miałem w wieku 22 lat !!! ja jebie aż wstyd to pisać ...... 

 

Przez tłumienie pewnych emocji i zachowań w młodszych latach odbija się to częściowo teraz mimo że tak wiele już wypracowałem nad sobą , po małej ilości alkoholu czy po stymulantach nie czuję w końcu tej blokady którą mi wpajano żeby "być miłym" ja pierdole nie ma nic gorszego chyba niż termin "bycie miłym". Zaznaczam i zaznaczyłem już to w temacie że nie jestem cipą ale chyba nadal moja blokada działa za mocno nie wiem jak świadomie się jej pozbyć , mama zawsze powtarzała żeby nie wydawać się w dym i nie robić sobie problemów a ojciec wręcz przeciwnie "jak jeszcze raz się ktoś przyczepi to lej ich w pizdę masz moje pozwolenie".

 

To teraz czekam na jakieś pomysły czy diagnozę , serio jak przestanę być jeszcze mniej miłym do kobiet to zacznie to już podchodzić pod bycie dupkiem ale tak może musi być. 

Edytowane przez ultrasone

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, ultrasone napisał:

Pierwszą dziewczynę , pierwszy pocałunek i sex miałem w wieku 22 lat !!! ja jebie aż wstyd to pisać ...... 

Pierwszą i jedyną dziewczynę miałem w wieku  28 lat.  Teraz mam 34 i nie kochałem się z kobietą:( 

Może warto się zastanowić nad twoją oceną siebie samego. Może jesteś zbyt surowy dla siebie.  Ponadto proponuje traktować wpisy użytkowników forum z rezerwą. 

Rozważ rozmowę z psychologiem.

3 godziny temu, ultrasone napisał:

ja pierdole nie ma nic gorszego chyba niż termin "bycie miłym"

Jestem miłym:( Mówię dzień dobry/do widzenia. Życzę miłego dnia. Mam duże trudności w obronie mojego zdania i praw:(

Dziewczyna zwróciła mi uwagę abym był bardziej zdecydowany i stanowczy. Niestety łatwo powiedzieć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@johnn Może warto zapoznać się z książką ''No More Mr. Nice Guy'' o ile jeszcze tego nie zrobiłeś.

Ilu chłopaków usłyszało podczas zerwań "jesteś zbyt dobry" ?

Nie zachęcam nikogo do bycia chamskim, czy sztucznie zgrywać macho, jednak postawić pewne granice warto, aby nie dać sobie wejść na głowę. 

 

Drugą sprawą jest to że szukanie skrajnych emocji w związku może się odbić na naszej psychice. 

Nie lepiej skoczyć ze spadochronu dla adrenaliny? Wydaję mi się osobiście że większość mężczyzn szuka własnie w związku takiej spokojnej przystani, a nie ciągłej batalii zmiennych humorów. Ale mogę być w błędzie.

 

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślę, że głównym problemem jest to, że chociaż zafundowałeś sobie multum zmian, to nie przeszedłeś etapu akceptacji (siebie, swojego życia, swojej sytuacji etc, etc). Paradoksalnym punktem wyjścia udanej terapii, autoterapii czy tam zupełnie niespecjalistycznie - wszelakiej ewentualnej pracy nad sobą jest akceptacja obecnego stanu rzeczy takim, jakim jest, dopiero wtedy można autentycznie ruszyć do przodu. Ludzie się tak ochoczo rzucają na te zmiany często - że jak tyyyle rzeczy się zmieni to będzie tak super, że nie ma co się akceptować, trzeba się zmienić... no i tak się zmieniają do usranej śmierci, a jednak nie zawsze jest tak super.

Do czego dążę - mogę się mylić, bo tyle Cię znam co z tych kilku postów co tu przeczytałam, ale podejrzewam, że chociaż tam Ci się pewne sfery w życiu poprawiły, to w pewnym sensie jak siebie nie lubiłeś te ileś lat temu, to siebie nadal nie lubisz. Nielubienie siebie ogólnie jest wyczuwalne przez potencjalne obiekty Twojego romantycznego zainteresowania i jeśli nie przydarzy Ci się obustronna Wielka Miłość od pierwszego wejrzenia, która wszystko przetrzyma i na nic nie zwraca uwagi (a taka niekiedy tylko się przytrafia) lub jeśli nie trafisz na osobę, która będzie potrafiła i chciała sobie z Twoją samooceną skutecznie i w miarę bezboleśnie poradzić/pomóc Ci (co też niekiedy tylko się przytrafia), to to nielubienie siebie nie wróży dobrze ewentualnemu związkowi.

Generalnie znaczna część ludzi nie lubi ludzi, którzy siebie nie lubią, a tym bardziej nie chce wchodzić w związki z takimi ludźmi. Z bardzo egoistycznej przyczyny - takie relacje nie podbudowują ich własnego ego. Nie lubię stereotypów, ale posłużę się tym stereotypem jako że kobiety lubią drani. Faktycznie, coś w tym jest i pewna część kobiet lubi (chociaż przekonuję się ostatnio, że nie zdecydowana większość, co jest dla mnie dość pocieszające). Nie robią tego dlatego, że są jakimiś niesłychanymi masochistkami i podoba im się, że ktoś jest dupkiem - ogólnie im się nie podoba. Podoba im się za to rodzaj pewności siebie, które ten dupek sobą reprezentuje - nie dlatego, że jemu daje to jakąś szaloną atrakcyjność, tylko dlatego że one same czują się przez relację z nim bardziej atrakcyjne. Jeżeli ktoś pewny siebie i przekonany o swojej wartości wybiera drugą osobę na partnera to ona myśli - wow, wybrał mnie z mnóstwa innych, muszę być kimś. Jeśli wybiera ją ktoś kto nie lubi samego siebie - no dobra wybrał mnie, bo się nawinęłam, bo jest zdesperowany, ale może wybrał mnie po prostu, bo ciężko było mu zdobyć kogoś innego?

Wiem, że tak znikąd ta wiadomość, bo nigdy wcześniej tu nie pisałam, ale tak sobie przeglądałam forum z ciekawości i jako że jestem terapeutą to hasło: diagnoza mnie zachęciło, żeby się trochę powymądrzać xD

W każdym razie powodzenia w życiu, trzymaj się :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu ‎31‎.‎10‎.‎2019 o 23:11, Fidelio napisał:

 

Brak doświadczenia w tworzeniu relacji szkodzi o wiele bardziej,

nieliczne osoby umieją być same w wieku szkolnym, a jednak pary powstają. 

Pytanie o jakość. Para powstaje nawet jak facet chce zamoczyć na jedną noc. Tutaj też masz przecież "parę", całe trzy miesiące. I nic, jakość do niczego bo i materiał do niczego. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
9 godzin temu, Kierkegaard Na Księżycu napisał:

Myślę, że głównym problemem jest to, że chociaż zafundowałeś sobie multum zmian, to nie przeszedłeś etapu akceptacji (siebie, swojego życia, swojej sytuacji etc, etc). Paradoksalnym punktem wyjścia udanej terapii, autoterapii czy tam zupełnie niespecjalistycznie - wszelakiej ewentualnej pracy nad sobą jest akceptacja obecnego stanu rzeczy takim, jakim jest, dopiero wtedy można autentycznie ruszyć do przodu. Ludzie się tak ochoczo rzucają na te zmiany często - że jak tyyyle rzeczy się zmieni to będzie tak super, że nie ma co się akceptować, trzeba się zmienić... no i tak się zmieniają do usranej śmierci, a jednak nie zawsze jest tak super.

Do czego dążę - mogę się mylić, bo tyle Cię znam co z tych kilku postów co tu przeczytałam, ale podejrzewam, że chociaż tam Ci się pewne sfery w życiu poprawiły, to w pewnym sensie jak siebie nie lubiłeś te ileś lat temu, to siebie nadal nie lubisz. Nielubienie siebie ogólnie jest wyczuwalne przez potencjalne obiekty Twojego romantycznego zainteresowania i jeśli nie przydarzy Ci się obustronna Wielka Miłość od pierwszego wejrzenia, która wszystko przetrzyma i na nic nie zwraca uwagi (a taka niekiedy tylko się przytrafia) lub jeśli nie trafisz na osobę, która będzie potrafiła i chciała sobie z Twoją samooceną skutecznie i w miarę bezboleśnie poradzić/pomóc Ci (co też niekiedy tylko się przytrafia), to to nielubienie siebie nie wróży dobrze ewentualnemu związkowi.

Generalnie znaczna część ludzi nie lubi ludzi, którzy siebie nie lubią, a tym bardziej nie chce wchodzić w związki z takimi ludźmi. Z bardzo egoistycznej przyczyny - takie relacje nie podbudowują ich własnego ego. Nie lubię stereotypów, ale posłużę się tym stereotypem jako że kobiety lubią drani. Faktycznie, coś w tym jest i pewna część kobiet lubi (chociaż przekonuję się ostatnio, że nie zdecydowana większość, co jest dla mnie dość pocieszające). Nie robią tego dlatego, że są jakimiś niesłychanymi masochistkami i podoba im się, że ktoś jest dupkiem - ogólnie im się nie podoba. Podoba im się za to rodzaj pewności siebie, które ten dupek sobą reprezentuje - nie dlatego, że jemu daje to jakąś szaloną atrakcyjność, tylko dlatego że one same czują się przez relację z nim bardziej atrakcyjne. Jeżeli ktoś pewny siebie i przekonany o swojej wartości wybiera drugą osobę na partnera to ona myśli - wow, wybrał mnie z mnóstwa innych, muszę być kimś. Jeśli wybiera ją ktoś kto nie lubi samego siebie - no dobra wybrał mnie, bo się nawinęłam, bo jest zdesperowany, ale może wybrał mnie po prostu, bo ciężko było mu zdobyć kogoś innego?

 

 

Bardzo mądry wpis. Podpisuje się pod każdym powyższym zdaniem.

 

Dodam z autopsji że żadne ekstremum, tj. miły i bezpłciowy miś czy oschły, chamski dupek nie jest korzystne na dłuższĄ metę bo zarówno jedna postawa jak i druga są w pewien sposób nie kompletne.

 

Najbardziej korzystnym modelem, który warto w sobie wykreować (tak, wykreować, bo BYĆ sobą,  to znaczy TWORZYĆ siebie) to hybryda jednego i drugiego, czyli miły, sympatyczny, kulturalny dupek, albo chociaż półdupek. W każdym razie zawierający w sobie dupkowaty pierwiastek.

 

Przedstawiając to na język cech:

 

*czujący sie komfortowo we własnej skórze, z samym sobą.

 

*przekonany o własnej wartości, oraz wartości tego co mówi i robi.

 

*potrafiący żartować z siebie, z dziewczyny, z otoczenia i sytuacji.

 

*nie czujacy potrzeby rywalizacji i udowadniania, będący ponad tym.

 

*świadomy swojej seksualności, emanujący nią, poprzez mowe niewerbalną i werbalną, sposób komunikacji.

 

*nie reaktywny na fochy dziewczyny, nie biorący śmiertelnie poważnie jej słów i czynów, potrafiący zachować spokój spokój w obliczu jej histerii i wzburzenia.

 

*nie wznoszący jej na piedestał, potrafiący w razie potrzeby dać pstryczka w nosek, lub "skarcić" ją bardziej dosadnie  (bez rękoczynów)

 

*nie przejmujący się jej oceną i opinią, będący od tychże odcięty i niezależny.

 

*potrafiący w otwarty sposób mówić o swoich odczuciach i emocjach w nieskrępowany sposób nie szukając przy tym wyrozumiałości, litosci, współczucia czy poklepania po ramieniu.

 

Takim najbardziej reprezentatywnym przykładem takiego modelu był John "Sawyer" z LOSTów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czy tutaj nie dochodzi do jakiejs nadinterpretacji?

Jak dla mnie wyglada to tak: poznales dziewczyne, podobala CI sie, fizycznie CI pasowala, poglady miala ok, bylo milo, rozwijalo sie w dobrym kierunku, w Twojej glowie powstaly juz pewne plany, czules, ze to moze byc to... i klops. To sie zdarza. Teraz jestes zdolowany (to normalne), nie rozumiesz, co dokladnie poszlo nie tak (to tez normalne), jestes zly (i to jest normalne), rozciagasz to jedno zdarzenie na reszte swojego zycia (i to tez jest typowe). A co sie stalo? Nie wiadomo. Znasz dziewczyne 3 miesiace, wydawala sie fajna, ale nie wiesz, jaka jest naprawde, Nie wiesz, jakie problemy/poglady/oczekiwania ma. Wiec teraz masz dola (normalne) i masz tendencje, zeby troche dramatyzowac (normalne), doszukiwac sie schematow (normalne), przewidywac, ze wszystko w przyszlosci bedzie wygladac tak samo (czarnowidzctwo jak jestesmy zdolowani tez jest normalne). To, co Ci sie przytrafilo, to zawod milosny jakich wiele. Masz pewne przykre doswiadczenia z przeszlosci i teoretyzujesz, ze to z ich powodu ten zwiazek sie nie rozwinal - moze tak, moze nie. Piszesz, ze wszystkie Twoje zwiazki koncza sie tak samo, ale potem piszesz, ze byles w 3 letnim zwiazku z niestabilna psychicznie dziewczyna. W tym przypadku skonczylo sie zanim sie zaczelo, a w tamtym byles z kims przez 3 lata. To chyba jednak nie tak samo? Piszesz, ze zwykle dazysz dosc szybko do seksu, a teraz postanowiles czekac. To tez nie tak samo? Ale wszyscy w tym watku wmawiaja Ci, ze Ci sie nie udalo, bo "powielasz schematy", bo robisz cos nie tak, bo wysylasz takie a nie inne sygnaly. Ale przeciez z tego, co piszesz, to Twoje zachowanie zmienia sie i dostosowuje wraz z doswiadczeniem, wiec nie wiem, skad te wnioski? Nadinterpretacja?

Czego potrzebowales piszac ten post? Nie wyszlo z dziewczyna, masz dola, wszystko jest bez sensu. Jakbys rozmawial z kumplem, to by Ci powiedzial cos w stylu "nie lam sie stary, kto zrozumei kobiety? Moze wcale nie okazalaby sie tak fajna jak myslisz, sa miliony lasek na swiecie, znajdziesz inna". Ale jestes na forum dla osob chorych psychicznie, wiec dostales kilkanascie roznych diagnoz, podejrzen o zaburzenia, problemy psychiczne, nieprzepracowane traumy itd. Jak dla mnie cierpisz na zwykly zawod milosny. Poboli i przejdzie, a potem Ty zlamiesz komus serce, a potem znow ktos zlamie Tobie itd. Zycie. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Nawet nie wiem co sensownego odpisać , teraz włączył się u mnie tryb "wyjebki na wszystko" , wróciłem do "starego życia" jutro 1 dzień w nowej pracy zobaczymy jak będzie 

 

Mając 26 lat nie jestem w stanie nadgonić tego wszystkiego co wypisałem o moim życiu , nie da się stworzyć takiego kółka socjalnego jak w młodszych latach a bez tego ciężko cokolwiek zrobić , ja do ludzi czy na miasto wychodzę tylko wtedy gdy z kimś się spotykam lub z kimś jestem inaczej nawet wołami mnie nie wyciągniesz po prostu nie czuję takiej potrzeby w dodatku nie ma za bardzo z kim przecież nie pójdę we 2 z kumplem do klubu ? pierwszą dziewczynę poznałem przez neta jakimś cudem się udało fakt że było do niej 1,5h pociągiem i widzieliśmy się od 2 do 4 razy w miesiącu ale siedzieliśmy ze sobą cały dzień wiadomo jak to pierwsza miłość cuda na kiju itd no i taki plus że byłem jej pierwszym chłopakiem. Drugą poznałem w pracy nie ukrywam że zwabiła mnie wyglądem i "tym czymś" co posiadają laski z borderline ja nawet nie zdawałem sobie sprawy w co się ładuję , do tego była bardzo samotna więc tam od pierwszego dnia działo się wszystko można powiedzieć "bo przyszedłem do niej na film" , przez trzy lata chyba wracaliśmy do siebie 2 razy ale w pewnym momencie moja podświadomość była już tak zmęczona tą kobietą że powiedziałem stop oczywiście ja przytaknąłem jej jak rozstaliśmy się w pokoju że różnica charakterów no ale cóż ona do dziś nie rozumie swojego problemu. Tą obecną poznałem całkiem przypadkiem bo kumpel dał mi namiar na nią , wiecie dlaczego mi tak na niej zależało ? bo łączyła zalety moich dwóch poprzednich dziewczyn minimalizując przy tym wady idealna nie była bo nie ma takich ludzi i nigdy ideału nie szukam.

 

 

Ciągnie mnie do dziewczyn z charakterem (ale przy tym ułożona w miarę) bo wiem że sam jestem charakternym człowiekiem tam w środku tylko jest jakiś problem z wyeksponowaniem tego , jak pisałem stymulanty i alkohol w małych ilościach pomagają na to . Nie wiem za mało serotoniny , dopaminy ? 

Edytowane przez ultrasone

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

W ogóle nie rozumiem tego poglądu typu, ze „w pewnym wieku” nie da się już zdobyć przyjaciół, ze nie da się nadrobić braków w kontaktach społecznych itd. A nie Ty jedyny tu o tym piszesz. Ja mam 35 lat, od 8 mieszkam na stałe zagranica i w sumie dopiero od paru lat poznaje coraz więcej ludzi i mogę sobie pozwolić na to, żeby na przyjaciół wybrać tych, z którymi łączą mnie zainteresowania itd. Mam jedna najlepsza przyjaciółkę z dzieciństwa i tylko z nią mam kontakt „ze starych czasów”. Często się przeprowadzałam i tylko ta znajomość przetrwała. W każdym nowym miejscu poznawałam jakiś ludzi (sporo przez internet) i należałam do jakiś „paczek”, ale nie umiem utrzymać stałego kontaktu przez social media czy telefon, wiec kontakt się w końcu urywał jeśli ja albo ktoś się np przeprowadzal, bo ja jednak potrzebuje kontaktu w realu. Nie mam fb (tylko fake konto do celów zawodowych) ani insta itd. Teraz mam naprawdę sporo znajomych i ciagle poznaje nowych, a zawsze byłam dość aspołeczna. Dla mnie satysfakcjonujące życie towarzyskie zaczęło się dopiero po 30-tce. Te znajomosci ze szkoły są czasem super, ale często jest tez tak, ze ludzie trzymają się razem tylko dlatego, ze znają się długo. W międzyczasie dorośli, zmienili się, działają sobie na nerwy, ale dalej „się przyjaźnią” bo głupio się tak odciąć od przeszłości no i co, jeśli nie znajdziemy nowego towarzystwa? 
Nie wiem dlaczego piszesz, ze „jakimś cudem” poznałeś dziewczynę przez neta? Teraz chyba z połowa ludzi się tak poznaje 😊 znam kilka szczęśliwych małżeństw, które poznały się na necie. Ja na necie poznaje przyjaciół w nowych miejscach (np na forach regionalnych, dla rodziców, hobbystycznych). Spotkałam się w realu z częścią z tych osób i niektore z tych znajomosci zmieniła się w przyjaźnie. 

Edytowane przez minou

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kiedys kolega ze studiow napisal mi sms ze zaraz sie zabije.zadzwonilam po pogotowie po czym kolega zjechal mnie rowno ze nie chcial tego i wszystko z nim ok...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×