Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
ultrasone

Co jest ze mną nie tak ? rozpad kolejnej relacji z dziewczyną jestem w rozsypce mam dość wszystkiego i wszystkich

Rekomendowane odpowiedzi

21 godzin temu, r.k.1989 napisał:

A dlaczego nie pójdziesz z kumplem do klubu? Albo sam? Co w tym złego?

Bo każdy będzie widział z 500 km ze "idziesz na dupy" , ja sam tak myślę o typach którzy sami lub z kumplami przychodzą 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, ultrasone napisał:

Bo każdy będzie widział z 500 km ze "idziesz na dupy" , ja sam tak myślę o typach którzy sami lub z kumplami przychodzą 

No ale co w tym złego? Wiele osób, obu płci, przychodzi do klubu może nie w celu, ale przynajmniej przyjmując możliwość że pozna kogoś. Czasem chodzi o poznanie kogoś wyjątkowego lub chociaż kogoś na dłuższą relacje i to jest ok. A czasem chodzi o to, ze ludzie maja ochotę na sex ale niekoniecznie na zobowiązania. I to tez jest ok (pod warunkiem, ze się nie kłamie w żywe oczy). Czasem planujesz poznać kogoś w klubie na jedna noc a za rok bierzesz z nim ślub. Czasem spotykasz kogoś na kółku różańcowym, kto rzuca Ce po pierwszej spędzonej razem nocy, lub nawet przed. Za dużo rozkminiasz. Masz racje, ze od niektórych facetów w klubie bije desperacja, albo od ręki widać, ze chcą zaliczyć byle kogo. Ale zwykli, fajni, mili faceci tez czasem podrywają dziewczynę w klubie. Różnica jest tylko taka, ze normalny facet nigdy nie zapomina, ze ma przed sobą człowieka z uczuciami a nie dmuchaną lalę. Nawet jeśli znajomość kończy się na jednej miłej nocy, to normalny facet pomyśli sobie po prostu „było miło z tą dziweczyną, jest atrakcyjna i wyluzowana”. A cham pomyśli „zaliczyłem s*ke i jej nie szanuje, bo ja tak mogę, a kobieta nie”. Z tym mamy trochę problem w polskim społeczeństwie, ogólnie z równością płci i wzajemnym szacunkiem. Ale przecież nie musisz być taki i z tego co piszesz, za takiego się nie uważasz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
14 godzin temu, ultrasone napisał:

Bo każdy będzie widział z 500 km ze "idziesz na dupy" , ja sam tak myślę o typach którzy sami lub z kumplami przychodzą 

 

1. Skąd wiesz wiesz co myśli reszta świata, skoro jedyne myśli jakie możesz znać to własne?

 

2. Nie ma znaczenia co Ty myślisz, ani co myśli ktokolwiek inny, bo myśli to ulotne wirtualne byty,  które nie mają żadnego związku z rzeczywistością, jedynie ją zniekształcają, Ty w ten krzywy obraz bezrefleksyjnie wierzysz i na jego podstawie budujesz sobie swój własny nieprawdziwy model świata który wydaje Ci się prawdziwy i żyjesz jak w matrixie.

 

3. Typy, o których tak myślisz, prawdopodobnie nawet nie wiedzą że istniejesz, i podczas gdy Ty produkujesz swoje myśli, oni poznają nowe dziewczyny i miło spędzają czas.

 

4. Gdy sam wychodzisz do klubu, to znaczy że.... sam wychodzisz do klubu, nic mniej, nic więcej.

Cała pozostała historia (bajerant, desperat, podrywacz) jest dorabiana przez ludzkie ego, domysły, wyobrażenia, iluzje. Nie daj się im porwać, nie wchodź w nie bo stracisz kontakt z rzeczywistością i faktami.

 

5. W wychodzenie samemu do klubu nie ma nic złego, jeżeli nie robisz przy tym nikomu krzywdy, nie wrzucasz tabletek gwałtu dziewczynom do drinków ani nie okradasz ich przy barze.

 

Czy z którymkolwiek z powyższych punktów jesteś w stanie się nie zgodzić?

Edytowane przez stass

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
14 godzin temu, ultrasone napisał:

Bo każdy będzie widział z 500 km ze "idziesz na dupy" , ja sam tak myślę o typach którzy sami lub z kumplami przychodzą  

Tu jest fajny kawałek. Tak jakbyś był - w swoim przekonaniu- epatująca wrażliwością i głębią a inni- to masa durniów, podrywaczy, płytkich i głupich, niezdolnych do miłości.

Może to projekcja swoich kawałków "podrywacza" ale poczucie wyższości z pewnością. Odgradzające od innych, więc nie masz z nimi kontaktu, w tym sensownej relacji z dziewczynami.

Efekt- skrycie zazdrościsz im, otwarcie pogardzasz nimi , ale sam sobie nie przyznasz frajdy ani szansy.

Co jest złego w chodzeniu do klubu- nie rozumiem.

Może tylko to w twojej sytuacji, że jest to rodzaj desperackiego poszukiwania zamiennika mamy lub też rodzaj zemsty na złej dziewczynie co nie chciała takiego cuda jak ty. (patrz twoja pogarda dla innych)

I boli cię ta desperacja. To brak cię boli a nie klub ani klubowicze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
7 godzin temu, stass napisał:

 

1. Skąd wiesz wiesz co myśli reszta świata, skoro jedyne myśli jakie możesz znać to własne?

 

2. Nie ma znaczenia co Ty myślisz, ani co myśli ktokolwiek inny, bo myśli to ulotne wirtualne byty,  które nie mają żadnego związku z rzeczywistością, jedynie ją zniekształcają, Ty w ten krzywy obraz bezrefleksyjnie wierzysz i na jego podstawie budujesz sobie swój własny nieprawdziwy model świata który wydaje Ci się prawdziwy i żyjesz jak w matrixie.

 

To wplyw Williama Jamesa, czy Twoje wlasne wnioski?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
5 godzin temu, minou napisał:

To wplyw Williama Jamesa, czy Twoje wlasne wnioski?

 

Do tego momentu nie miałem pojęcia kim jest William James, aż mi głupio.

 

Jeżeli miałbym Ci wskazać moją inspiracje to byłby to Anthony de mello oraz generalnie filozofia i strategie mentalne dalekiego wschodu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
11 godzin temu, stass napisał:

 

Do tego momentu nie miałem pojęcia kim jest William James, aż mi głupio.

 

Jeżeli miałbym Ci wskazać moją inspiracje to byłby to Anthony de mello oraz generalnie filozofia i strategie mentalne dalekiego wschodu.

Spoko, ja nie wiedziałam kto to de Mello 😁 wiele osób zajmowało się myślami i czym one są i to nie tylko filozofowie, ale też neurolodzy, lingwistycy itd i najwyraźniej poodchodzili do podobnych wniosków 😏

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bylem w sobotę z byłą na koncercie na który mieliśmy iść w sumie było spoko bez spin itd 6 godzin zleciało dość szybko , ale nie będę ukrywał że jak byłem podpity to musiałem całą swoją uwagę skupić na tym aby nie robić i nie mówić pewnych rzeczy bo wtedy mi się włącza tryb wariata i bajery.

 

W klubie było z dobre 1000 osób ? na oko pół na pół dziewczyny/chłopaki a ja i tak jestem dziwadłem bo z tylu dziewczyn co tam widziałem ona jedna mi się najbardziej podoba mimo że były "ładniejsze" , jak wychodziłem z nią na papierosa to raz mówiła że jej zimno to nie protestowała jak ją przytuliłem i "pogrzałem" mimo że ona była trzeźwa.

 

pierdolić to wszystko mam taki tryb wyjebania na wszystko że głowa mała , dla domowników jestem taki pyskaty że prawie nie rozmawiam z nimi w nowej pracy zagadałem do jednej kelnerki i niby nie ma czasu na razie po prostu bo raz ją podstawiłem pod ścianą i mówię w prost że jak ci się nie podobam to powiedz wprost a nie odczytałaś wiadomość i nie odpisałaś oczywiście żartem to wszystko mówione.

 

Chodzę jeszcze bardziej wkurwiony niż zwykle bo odstawiłem wszelkie stymulanty nawet kawę , oglądanie porno i powiedzmy że jestem na celibacie bo próbuję najprostszą drogą naprawić poziom dopaminy bo ja jej prawie nie posiadam , czasem się pośmieje z czegoś czy coś ale ja wgl nie odczuwam żadnej ekscytacji czy jakiejś większej przyjemność i to nie chodzi tylko o byłą tylko o moje życie. Ponad pół roku nie miałem większej bliskości z kobietą wy sobie nie zdajecie sprawy jaki ja mam pierdolnik w głowie....

Edytowane przez ultrasone

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, ultrasone napisał:

Ponad pół roku nie miałem większej bliskości z kobietą wy sobie nie zdajecie sprawy jaki ja mam pierdolnik w głowie....

Ja sobie nie zdaję bo nie miałem tej bliskości przez prawie 10 lat a właściwie to  poza krótkim epizodem to przez grubo ponad 20  lat dojrzałości płciowej żyje w celibacie. Wiele razy słyszałem jak ja mogę żyć bez seksu, no ale jak to mówią przyzwyczajenie jest drugą naturą, gdybym był wierzący to byłbym idealnym kandydatem na duchownego bo nie musiałbym chodzić na dziwki, czy chłopaków  czy mieć kochanki parafianki.  

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Skoro jesteś niewierzący (chyba ? ) to nie powinieneś mieć problemu z chodzeniem na dziwki ? chyba że masz to co ja , mimo że jestem wierzący to po prostu jakoś bym się brzydził mimo że teraz te dziewczyny mają porobione wszystkie badania na bieżąco (kumpel mi opowiadał bo chodził) i płacić za coś co powinno a w zasadzie jest czymś naturalnym i inni to mają "za free".

 

Kiedyś mądry koleś powiedział dobrze że jak facet nie podyma chociaż raz w tygodniu tak że kobietą potem przez 3 dni będzie musiała moczyć wiadomo co w rumianku to może się pochorować , nawet nie ostatni seks tylko ostatnie zbliżenie miałem w może na początku kwietnia ? i potem /cenzura/ każdy mnie się pyta czemu chodzę jakiś przyjebany , wkurwiony czy zamyślony jak myślę 24/7 o jednym można pierdolca dostać nawet czasem jak wysiadam z tramwaju czy autobusu to muszę trzymać zakryte krocze plecakiem bo widać to i owo przez spodnie 

 

 

Edytowane przez ultrasone

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
44 minuty temu, ultrasone napisał:

Skoro jesteś niewierzący (chyba ? ) to nie powinieneś mieć problemu z chodzeniem na dziwki ? chyba że masz to co ja , mimo że jestem wierzący to po prostu jakoś bym się brzydził mimo że teraz te dziewczyny mają porobione wszystkie badania na bieżąco (kumpel mi opowiadał bo chodził) i płacić za coś co powinno a w zasadzie jest czymś naturalnym i inni to mają "za free".

 

Kiedyś mądry koleś powiedział dobrze że jak facet nie podyma chociaż raz w tygodniu tak że kobietą potem przez 3 dni będzie musiała moczyć wiadomo co w rumianku to może się pochorować , nawet nie ostatni seks tylko ostatnie zbliżenie miałem w może na początku kwietnia ? i potem /cenzura/ każdy mnie się pyta czemu chodzę jakiś przyjebany , wkurwiony czy zamyślony jak myślę 24/7 o jednym można pierdolca dostać nawet czasem jak wysiadam z tramwaju czy autobusu to muszę trzymać zakryte krocze plecakiem bo widać to i owo przez spodnie 

 

 

Ja mam, miałem zawsze słaby popęd seksualny. Mam niski poziom testosteronu( dolne granice normy) do tego liczne lęki również o charakterze seksualnym także chodzenie na dziwki mnie nie kręci. Kiedyś byłem u prostytutki namówiony przez kolegę oczywiście po pijaku  ale nie skonsumowałem że tak powiem bo nie byłem w stanie. Ogólnie to nie wyobrażam sobie seksu z obcą osobą, nawet nie wiem czy jestem sprawny seksualnie, boję się kompromitacji.  Lęki i obawy są silniejsze od możliwych korzyści, no i rozpoczynanie życia seksualnego w wieku 40 lat nawet nie wiem czy to ma sens i czy ktokolwiek to zrozumie abstrahując od tego że podobają mi się tylko atrakcyjne albo dużo młodsze dziewczyny na które realnie nie mam szans.    

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Odnoszę wrażenie że moje życie to jest walka z wiatrakami już nie chodzi o kobiety , czuje się jak przegryw nie mogę znaleźć DOBRZE płatnej pracy do tego stałej , znajomi ograniczają się do 4-5 osób których znam od dzieciaka moje tak zwane koło socjalne nie istnieje przynajmniej dobrze że mieszkania nie muszę kupować bo będę miał po kimś.

 

Dziś moje 27 urodziny a moje życie nie różni się niczym od życia przegrywa poza tym że nie pracuję za minimalną krajową i nie wyglądam jakoś tragicznie.Zauważam że wcale nie muszę być introwertykiem tylko moje życie kiedyś które opisałem kilka postów wcześniej mnie tak urządziło że mentalnie jestem w dupie bo mnie ciągnie do ludzi całe życie miałem przejebane , każdy na mnie gadał itd mam tego /cenzura/ dość chce być "normalny" jak większość ludzi młodych ale jakoś nie potrafię "najlepsze" swoje lata przegniłem w domu i jestem przez to skończony.

Edytowane przez ultrasone

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pasują do mnie wszystkie "sarkastyczne" i pewne określenia jak "aspie , autist " czyli że mam jakieś zachowania które dla "normalnych" neurotypowych ludzi są dziwne i jestem postrzegany jako debil czy dziwak 

Edytowane przez ultrasone

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
12 godzin temu, ultrasone napisał:

Pasują do mnie wszystkie "sarkastyczne" i pewne określenia jak "aspie , autist " czyli że mam jakieś zachowania które dla "normalnych" neurotypowych ludzi są dziwne i jestem postrzegany jako debil czy dziwak 

Wszystkiego najlepszego 🙂

 

Wiem co masz na mysli jak piszesz, ze jestes postrzegany jak dziwak. Ja obecnie jestem praktycznie pewna, ze powinnam miec jakas diagnoze ze spektrum autyzmu (mam tez dwojke dzieci z diagnozami a to w pewnym stponiu jest dziedziczne, poza tym widze, ze one zachowuja sie tak, jak ja w ich wieku, ale kto by diagnozowal autyzm 35 lat temu??)

 

Ale mam nadzieje, ze Cie pociesze. Masz 27 lat. Tylko. Moje relacje spoleczne zaczely powoli zmieniac sie na lepsze po 30 tce. Oczywiscie nie bede Cie sciemniac, ze za dotknieciem czrodziejskiej rozdzki wszystkie problemy sie rozwiazaly. Pracuje nad soba, to po pierwsze, a po drugie po prostu akceptuje swoja innosc i widze jej plusy. Mam wrazenie, ze ten typ pogodzenia sie z losem i samym soba przychodzi z wiekiem. To mit, ze mlode lata sa najlepsze. Moje byly szalone. Mialam pelno przyjaciol, ale tyle samo wrogow, moje zycie to byl emocjonalny rollercoaster. Ostatnio sporo o tym myslalam i przychodzi mi do glowy okreslenie "magiczna 30tka" ktore slyszalam od paru ludzi w wielu roznych kontekstach, a ktore zawsze oznaczalo polepszenie pewnych problemow z samoakceptacja, zyciem uczuciowym i erotycznym, samorozwojem itd. Od pewnego czasu stalam sie wielka fanka terapii i korzystania z profesjonalnej pomocy, jesli czlowiek nie czuje sie super sam ze soba. Po co sie meczyc? Przeciez takie rzeczy da sie przepracowac. Ja zrobilam to w wiekszosci sama i zaluje, bo gdybym jednak poprosila o pomoc psychologa, to nie musialabym sama na nowo "odkrywac Ameryki". 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
13 godzin temu, ultrasone napisał:

Odnoszę wrażenie że moje życie to jest walka z wiatrakami już nie chodzi o kobiety , czuje się jak przegryw nie mogę znaleźć DOBRZE płatnej pracy do tego stałej , znajomi ograniczają się do 4-5 osób których znam od dzieciaka moje tak zwane koło socjalne nie istnieje przynajmniej dobrze że mieszkania nie muszę kupować bo będę miał po kimś.

 

Dziś moje 27 urodziny a moje życie nie różni się niczym od życia przegrywa poza tym że nie pracuję za minimalną krajową i nie wyglądam jakoś tragicznie.Zauważam że wcale nie muszę być introwertykiem tylko moje życie kiedyś które opisałem kilka postów wcześniej mnie tak urządziło że mentalnie jestem w dupie bo mnie ciągnie do ludzi całe życie miałem przejebane , każdy na mnie gadał itd mam tego /cenzura/ dość chce być "normalny" jak większość ludzi młodych ale jakoś nie potrafię "najlepsze" swoje lata przegniłem w domu i jestem przez to skończony.

Do mojego przegrywu Ci dużo brakuje a dużo starszy jestem, ale to nie jest konkurs na bycie przegrywem. 

 

13 godzin temu, ultrasone napisał:

Pasują do mnie wszystkie "sarkastyczne" i pewne określenia jak "aspie , autist " czyli że mam jakieś zachowania które dla "normalnych" neurotypowych ludzi są dziwne i jestem postrzegany jako debil czy dziwak 

Lepszy dziwak niż frajer albo nieudacznik a tak chyba jestem postrzegany. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
30 minut temu, carlosbueno napisał:

Do mojego przegrywu Ci dużo brakuje a dużo starszy jestem, ale to nie jest konkurs na bycie przegrywem. 

 

Lepszy dziwak niż frajer albo nieudacznik a tak chyba jestem postrzegany. 

Z Twoich postow tutaj powiedzialabym raczej "choleryk" albo "cynik" a nie frajer czy nieudacznik. Nie wiem, czy dla Ciebie to bardziej pozytywne? ;) w ogole mam wrazenie, ze w sumie mam czesto podobne poglady do Ciebie, ale wyrazam je w inny sposob i dopiero po jakiejstam dyskusji z Toba dochodze do wniosku, ze w zasadzie mielismy na mysli to samo. Tresc moze byc podobna, ale to forma robi roznice. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
7 godzin temu, minou napisał:

Z Twoich postow tutaj powiedzialabym raczej "choleryk" albo "cynik" a nie frajer czy nieudacznik. Nie wiem, czy dla Ciebie to bardziej pozytywne? ;) w ogole mam wrazenie, ze w sumie mam czesto podobne poglady do Ciebie, ale wyrazam je w inny sposob i dopiero po jakiejstam dyskusji z Toba dochodze do wniosku, ze w zasadzie mielismy na mysli to samo. Tresc moze byc podobna, ale to forma robi roznice. 

Pierwsze słyszę że jestem cholerykiem, cynikiem już bardziej a wg testów jestem pomiędzy flegmatykiem a melancholikiem. Moje uważane za radykalne poglądy społeczno- polityczne nijak się mają do tego jak prezentuje się światu w codziennym życiu, jestem łagodny jak baranek bez krzty asertywności i wielu to wykorzystuje. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiecie co tak jak ostatnio jestem nie do życia zmuszam się rano do wstania z łóżka itd to tak dziś mi się humor poprawił że aż się popłakałem ze śmiechu 

 

moja była ta co ma prawdopodobnie bordera i zaburzenia narcystyczne napisała mi dziś że jest zadowolona że się ode mnie odcięła bo usunęła ze swojego życia dużo TOKSYCZNYCH osób , mówi to ktoś kto mnie nie szanował , poniżał , wykorzystywał , szantażował emocjonalnie , prowokował do przemocy fizycznej itd XDDD :D:D:D:D:D

 

/cenzura/ mać jeszcze bardziej sobie uświadomiłem że wyjebałem 3 lata w śmietnik 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

edit ta poprzednia , nie ta co się z nią ostatnio spotykałem 

Edytowane przez ultrasone

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Albo jesteś super szczesliwy, albo czujesz sie jak przegryw i chcesz się zabić.

 

Albo płaczesz ze smiechu albo do poduszki mając wszystko gdzieś.

 

Zainteresuj się tematem kontroli i zarządzania emocjami, bo skacząc od ekstremum do ekstremum wykitujesz przed 30tką, nie wspominając że nie stworzysz żadnego związku będąc tak rozchwianym.

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 21.11.2019 o 22:29, ultrasone napisał:

mówi to ktoś kto mnie nie szanował , poniżał , wykorzystywał , szantażował emocjonalnie , prowokował do przemocy fizycznej itd XDDD :D:D:D:D:D

Nie ma czegos takiego jak prowokowanie do przemocy fizycznej. W zasadzie kazdy psychopata znecajacy sie nad rodzina tlumaczy to taj, ze "inni prowokowali go do przemocy". Nawet jesli ktos Cie specjalnie  maksymalnie wkurzy a potem mowi wprost "no uderz mnie" to jesli sam nie masz problemow ze soba, odpowiesz takiej osobie cos w stylu "nie zgadzam sie, zebys tak do mnie mowila i traktowala mnie w ten sposob. Potrzebujesz profesjonalnej pomocy". Tak samo z ponizaniem, szantazowaniem, brakiem szacuku. Nikt nie ma prawa tak Cie traktowac, ale to Ty masz obowiazek powiedziec nie. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czuje się beznadziejnie , zwolniłem się kilka dni temu z pracy bo pracodawca był debilem krótko mówiąc i robię tydzień totalnego opierdalania się od wszystkiego żeby odpocząć psychicznie , nie mam kasy , nie mam prawie znajomych moja rodzina też mała garstka powoli zaczynam zazdrościć ludziom wszystkiego nie że w taki zawistny sposób ale po prostu.

 

Nie mogę przestać myśleć o tej dziewczynie z którą się spotykałem te 3 miesiące nie że ubolewał czy szlocham tak po prostu ona była wyjątkowa dla mnie zupełnie inna niż poprzednie dwie mimo że nie było między nami sytuacji intymnej jak z poprzednimi to i tak siedzi mi ona w głowie , jest mi przykro po prostu że coś spierdoliłem jak prawie wszystko w moim życiu a spotkać kogoś takiego graniczy z cudem

 

dziś nabiłem 22 tyś kroków żeby się zmęczyć ale na myślenie to nie pomaga , jestem po prostu bezsilny już nie mam żadnego pomysłu jak mam to wszystko doprowadzić do porządku 

Edytowane przez ultrasone

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@ultrasone nie bardzo wiem, jak wytlumasczyc Ci to, co chce przekazac, zeby bylo jasne, ale w wielu przypadkach to nie sama sytuacja, ale nasze podejscie do niej jest problemem. Np moja siostra tez zwolnila sie z pracy, bo szef byl debilem. Wtedy bylam mloda i na jej miejscu siedzialabym, plakalabym, myslala, ze wszysto jest do d..., zastanawiala sie czy to moja wina, dlaczego zycie jest takie beznadziejne itd. Ale porozmawialam z siostra i ona spokojnie powiedziala mi, ze w tamtej pracy czula sie zle, teraz jest ciut zestresowana tym, ze jest bezrobotna, bo po powoduje uczucie niepewnosci, ale to jest normalne, i ze teraz zamierza na spokojnie skupic sie na dopracowywaniu CV, pisaniu podan i szukaniu pracy. I juz. Bylam w szoku. Jak to? Tak spokojnie? Bez dramatu? Dodam, ze prace miala tak stresujaca, ze czasem wymiotowala z nerwow, wiec spodziewalam sie, ze bedzie w rozsypce po takich przezyciach. Ale nie. Ona po prostu wiedziala, ze podjela dobra decyzje i ze teraz trzeba po prostu znalezc cos lepszego. Nie rozpamietywala, nie wchodzila w detale, podeszla zadaniowo. Duzo mnie nauczyla. 

Nasz poglad na stytuacje bardziej zalezy od naszego stanu psychicznego, niz od samej sytuacji i to jest udowodnione naukowo. Oczywiscie nie pisze o sytuacjach ekstremalnych, kiedy np umiera ukochana osoba, albo dowiadujesz sie, ze jestes smiertelnie chory. Mowie o zwyklych, codziennych problemach. Jesli takie sytuacje sa dla Ciebie bardzo obciazajace psychiczne, to czas poszukac profersjonalnej pomocy. Na poczatek psychiatra i leki, zeby troche sie ustabilizowac, a potem psychoterapia, zeby nie wpasc w ten sam shit przez jakies nieorawidlowe nawyki, zachowania itd. Trzymaj sie! Swiat nie jest taki zly, jak Ci sie teraz wydaje 🙂  przez wiekszosc czasu jest srednio, czasem beznadziejnie, ale sa tez rewelacyjne chwile i to one nadaja sens zyciu. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

@BELFEGOR@Kierkegaard Na Księżycu bardzo trafne macie spostrzeżenia - aż czytałem kilka razy, by zapamiętać. Jestem na etapie akceptowania siebie, do tego syndrom ofiary (tu idzie mi to bardzo słabo, mimo spotkań z psychologiem). Całe życie tak "funkcjonowałem", mam teraz tyły we wszystkich aspektach życia, to najtrudniej jest mi zaakceptować - zmarnowany czas.

 

@ultrasone

 

Sugerowałbym, żebyś nie szedł w zaparte i zawitał do specjalisty - żaden ze mnie ekspert, ale czytając choćby Twoje posty czuć jak bardzo targają Tobą skrajne emocje, niszcząc Cię od środka. Nie wiem, co może Ci dolegać, czy w ogóle coś, ale pewne kwestie są bardzo zbieżne z moim niegdysiejszym odbieraniem rzeczywistości i mogę Ci jedynie powiedzieć, że samodzielnie będziesz się dalej tak miotał.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Witam ponownie

 

No cóż wszystkie moje problemy przerzuciły się na moja podświadomość i znów włączyła mi się nerwica lękowa która już przez długi okres czasu była "uśpiona", mimo że nie skupiam i nie rozpamiętuję tego wszystkiego co mam na głowie to podświadomie mnie to gnębi

 

Zrobiłem sobie cały grudzień odpoczynek od wszystkiego w tym pracy tylko relaks , siłka , spacery ,seriale itd.

Kilka dni temu nastąpiła kumulacja wszystkiego w końcu musiało to wszystko pierdolnąć (stres 24/7 , niedobory czegoś w tym żelaza , jedzenie byle czego albo chodzenie pół dnia głodnym , zerowa jakość snu itd ) .Poszedłem na czczo na trening co mam w zwyczaju na początku było ok ale w pewnym momencie zacząłem się dziwnie czuć  potem podczas serii dosłownie poczułem jak wywaliło mi ciśnienie w kosmos (i nie było to wcale nic ciężkiego) dostałem tachykardii w połączeni z arytmią , zrobiłem się taki otumaniony i czułem jak mrowi mnie w kończynach szybko zebrałem się do szatni i do domu dobrze że nie mam daleko , po drodze myślałem że się uduszę i zemdleję albo zejdę. Przyszedłem do domu nie wiedziałem co się dzieje mierzę ciśnienie a tam 170/95 i 95 puls więc wszystko po trochu szybko cukier do szklanki z wodą i wypiłem bo może hipoglikemia , może to coś ciśnieniem samo w sobie więc wziąłem pól tabletki bisocardu (moja mama bierze na nadciśnienie) albo może to coś na tle nerwowym więc jeszcze pół tabletki hydroksyzyny. Całkiem mi przeszło po jakiejś godzinie.

 

Wiec od razu następny dzień do lekarza , mocz , cukier na czczo , morfologia , tsh wszystko ok MPV wyszło mi za niskie i płytki krwi w dolnej granicy więc mogę mieć małą niedokrwistość i braki żelaza , później do kardiologa na echo serca wszystko ok.

 

Jutro idę jeszcze zrobić pakiet cukrzycowy (hemoglobina glikowana , krzywa insulinowa i cukrowa do tego żelazo i kreatyninę) upewnić się czy coś z cukrem mi się nie jebie.

 

Aktualnie odczuwam w jakimś stopniu objawy nerwicy kołatanie serca (mimo że ciśnienie jest ok) , sztywność kończyn czasem , bliżej nieokreślony lęk i brak koncentracji) płytki oddech 

Edytowane przez ultrasone

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×