Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
annass

Powrot do normalnego zycia po stracie bliskiej osoby

Rekomendowane odpowiedzi

Nie mam już nic w kwietniu odeszła odemnie moja ukochana córeczka,teraz czuje jak mąż odwraca sie odemnie.A ja tak bardzo go kocham.Brak mi już siły by iśc dalej przez życie, sama nie dam rady.Potrzebuję mojeg mężą by móc normalnie życ,pragnę by ukoił mój ból jak duszę w sobie po stracie mojej kruszynki.Co ja mam robic Chyba nie ma dla mnie miejsca

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj! Nie wiem jak to jest stracić dziecko,ale wiem jak czuje się osoba która traci człowieka którego kocha.Ale powiem Ci jedno...zawsze warto żyć.Może to banalnie brzmi,ale w życiu najważniejsze jest samo życie.Nie wiem czy jesteś wierząca,a jeśli tak to spróbuj cały ból swojego życia oddać Chrystusowi.To naprawde pomaga.Bo jest najprostsze.Czasem jest tak,że jeśli nie widzimy "światełka" w tunelu teraz,za tydzień,za miesiąc,to wcale nie znaczy że nie zobaczymy go za rok.Więc warto czekać.Nie chce sie mądrzyć,ale najlepszą terapią dla Ciebie mogłoby być pomaganie innym ludziom którzy zagubili sie w życiu.To mogłoby Ci pomóc w odnalezieniu spokoju.Teraz się wypłacz...daj sobie czas na wylanie z siebie całego bólu,ale później zacznij działać,zrób coś dla innych...a los sam Ci wyznaczy nagrode.Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Annass- jeśli jest miejsce dla nas to jest i dla Ciebie, nawet jeśli tego teraz nie czujesz. Twój przypadek jest wyjątkowy- dobrze że pojawiłaś się na forum, ale ja radzę Tobie, żebys skorzystala z formy terapii jaką jest Interwencja Kryzysowa- jest to cykl intensywnych spotkań z terapeutą, który ma na celu pomoc Tobie i Twojemu mężowi w kryzysie. Wiem, że może to teraz wydawac się Tobie mało prawdopodobne, ale taka forma spotkań przynosi efekty- pomaga odzyskać względną rownowagę i radzic sobie samodzielnie w przyszlości. Proszę, pomyśl nad tym.

Ciężko jest mi napisac cos mądrego, bo nie wyobrażam sobie bólu jaki wypełniłby mnie po stracie dziecka. Co do męża- być może on musi przeżyć tą stratę po swojemu, mężczyźni niestety nie są tak wylewni w kwestii uczuć jak my i wiele rzeczy duszą w sobie...

najprostszym środkiem na dotarcie do drugiej osoby jest szczera rozmowa, bez wyrzutów, obwiniania... nie rozmowa o nim, tylko o sobie, swoich odczuciach...

 

pamiętaj, że takie fora jak to, są między innymi po to, żeby nikt nie miał poczucia, ze został ze swoimi problemami sam...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zgadzam sie. Nigdy tak duzej straty nie przezylem, moge tylko probowac wyobrazic sobie to co czujesz. Ale gleboko wierze ze na swiecie jest miejsce dla kazdego. Ze kazdy bol mozna ukoic. Ze warto zyc mimo wszystko i wbrew wszystkiemu zlu jakie nas spotyka. Warto, bo ZAWSZE jest szansa ze kiedys znow spotka nas cos dobrego. A jesli chodzi o praktyczne rozwiazanie Twojej obecnej sytuacji, to zgadzam sie z opinia Iman, taka czy inna forma psychoterapii, dla Ciebie i dla Twojego meza, bedzie na pewno dobrym wyjsciem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wasze słowa dały mi nadzieję że istnieją ludzie którym nie jestem obojętna.Przez ostatni rok naprawdę przeżyłam okropne tragedie.W tamtym roku zaszłam w ciąże,była to najpiękniejsza rzecz w moim życiu.W dodatku na pierwszym usg wyszło że będą to blizniaki,niestety chwila radości trwała tylko chwile,poroniłam jedno z blizniąt.Ale nie załamałam się wiedziałam że mam jeszcze moją kruszynkę.Ale i to długo nie trwało.Urodziłam sliczną córeczkę,była bardzo mała miała zaledwie ponad kilogram.Po dwóch tygodniach zmarła a wraz znią umarła moja rodośc.Chciałm odejśc do niej by móc ją tulic w ramionach.Nie mogłam znaleśc sobie miejsca,ale jakoś powoli się podniosłam.Było ciężko a;le musiałam walczyc.W czerwcu znowu okazało się że jestem w ciąży.Zaczełam wierzyc że jednak Bóg nie odwrucił się odemnie.

Niestety trafiłam szybko do szpitala .Było już zapózno i następnego dnia miałm zabieg.A teraz to już nie daję rady czuję że zaczynam tracic męża. :cry:

 

[ Dodano: Nie Paź 01, 2006 6:16 pm ]

tearaz to już koniec odszedł odemnie i jestem sama nie chce życ nie mam po co.Oglądac szczęście innych. nic nie znacze na tym swiecie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam!

..przepraszam, że może tak bez ogródek...

Piszę ...bo nie daję sobie rady ze samym sobą.

Nigdy nie uważałem się za twardziela / optymistę, ale jakoś to życie się ciągnęło...

... dorosłe życie zabiło we mnie wolę walki...

W 1998 roku moja żona poroniła w 2 miesiącu...przeżyliśmy to bardzo żle ...

....1999rok umarł nasz syn Dawid ( żył 22godziny i 10 minut) pomimo tego, że dołożyliśmy wszelkich starań by nic się nie stało ( prywatni lekarze itd) oczywiście wszyscy nas zapewniali, że będzie dobrze ... i nic się nie powtórzy...

...2002 rok urodził się nam Mateusz ...całe szczęście żyje : ) ...ale juz na samym początku ciąży zaczęły się komplikacje... żona zaraziła się toksoplazmozą ...wyniki były takie że w naszym mieście sześciu ginekologów doradzało usunięcie ciąży ( oczywiście nieoficjalnie) ... już chcieliśmy to zrobić, całe szczęście że znalazł się człowiek który trochę nas pokierował....póżniej profesorowie , kliniki... 9 miesięcy niepewności i paniki, no i ja który skłócał lekarzy by zweryfikowali poglądy na temat choroby (założyłem sobie internet i przez 9 miesięcy wiedziałem więcej o chorobie z nowych badań niż co niektórzy lekarze) ... i tak urodził się nasz jedyny żyjący syn ... do końca nie wiedzieliśmy czy będzie dobrze...badania wykazały, że nie ma toksoplazmozy wrodzonej..

....2004rok na świat przyszła nasza córka Kasia żyła 10 dni...

CHCIAŁBYM ZAZNACZYĆ ŻE KAŻDE Z DZIECI CHOROWAŁO NA COŚ ZUPEŁNIE INNEGO!!!

....i lekarze za każdym razem mówili, że nie można wiązać tych wypadków razem...po prostu pech...

cały czas byłem przy żonie...a nie było łatwo...teraz ona jakoś ciągnie, myślę że coraz lepiej...ja jednak staczam się po równi pochyłej ...myślałem że pomogą mi leki od psychiatry ale nie...

 

jestem bardzo nerwowy, mam kłopoty z pamięcią, organizm szwankuje...łapię choroby ... nerwowo mam kilka biegunek na dzień...każdy problem urasta do rangi kryzysu...teraz wyżalanie się żonie tylko ją dobija...a ja nie mam siły wstać rano do pracy...nawet nie potrafię się bawić z własnym synem... nie potrafię kochać go tak jak bym chciał...może z obawy o to że Bóg którego nienawidzę mi go zaraz zabierze...

...boję się panicznie o niego ...i jak tylko mogę staram się o nim nie myśleć bo mnie to zabija...

....mam dwójkę dzieci na cmentarzu... i do tej pory się z tym nie pogodziłem....jestem bezsilny...nie potrafię żyć ....ze świadomością że śmierć może dosięgnąć nas w każdej chwili...

 

Chciałbym obudzić się kiedyś aby wszystko po prostu najnormalniej w świecie wychodziło....nie należę do tych którzy jednym uderzeniem młotka wbijają gwóźdż ...mnie przeważni się krzywi...

 

pozdrawiam forumowiczów

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj.

Przeczytałam to co napisałeś ze łzami w oczach. Przeżyliście z żoną dwie wielkie tragedie. Bardzo, naprawdę bardzo współczuję.

Wydaje mi się, że powinieneś poszukać jakiegoś dobrego specjalisty. Tutaj nie obędzie się bez terapii. Może w szpitalu w którym była Twoja żona mają specjalistę zajmującego się takimi przypadkami? A jesli nie to może skierują do kogoś.

Podziwiam Cię za to, że jednak jakoś niesiesz ten swój ciężar. Ja bym nie dała rady.

Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Temat ten opisuje konkretną historię i uczucia mu towarzyszące. Myślę, że lepiej by pasował do tego działu.

 

Podziwiam Cię za to, że jednak jakoś niesiesz ten swój ciężar. Ja bym nie dała rady.

 

Wiele osób nie dało by rady. Wielki szacunek dla Ciebie kobusz. Mam nadzieję, że teraz będziesz miał tylko z górki ...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Lusi

..w szpitalu...jak zmarł Dawid a zona leżała w izolatce ...to pielęgniarka po kilku dniach przyszła i spytała się czy przynieść dziecko...cały personel nie potrafił z nami rozmawiać ...to ja przekazywałem żonie złe wieści ...zanim zdążyłem przyjechać nikt nic żonie nie powiedział...

 

...szukam ...kogoś kto nam pomoże przez ..internet...za bardzo to dla mnie krępujące...byłem po leki u psychiatry ...i mi wystarczy...

 

...siedzę ...i nie mogę...po prostu obudzić się spokojny

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam nadzieję, że znajdziesz specjalistę, który będzie potrafił Ci pomóc.

I nie wstydź się swoich uczuć. Niech się wstydzą ci co ich nie mają. Ktoś Ci musi pomóc, bo sam nie dajesz sobie rady. I nie wmawiaj sobie, że leki Ci pomogą. One tylko uśmierzają ból, nie leczą chorej duszy.

Nie siedź, to nic nie da. Musisz działać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mam nadzieje ze ci sie wszystko poukłada ,trzymam kciuki

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przeczytałam co napisałeś i nie mogłam się otrząsnąć. Zastanawiałam sie kilka dni... Straciłam dziecko, w innych okolicznościach, miałam 17 lat, rodzice zmusili mnie do aborcji, nie miałam nic do powiedzenia (inne czasy, lata osiemdziesiąte...), mój chłopak też , zresztą miał wówczas tyle samo lat co ja...Rodzicom trudno wybaczyć, pozostałał żal, pamięć o tamtym tragicznym dniu, pamiętam, że krzyczałam, bardzo krzyczałam, ale dla innych ta ciąża to był tylko problem, uważali, że robią dobrze bo ja nie zrujnuję sobie życia, chyba chcieli dobrze...Pamiętam o tamtym dziecku do dziś, każdego dnia. Nie wiem ile razy płakałam. Nikt nie rozmawiał ze mną o tym, temat tabu... Mój mąż , ojciec tego dziecka, też nie... Kiedyś mieliśmy kłopoty. poważne, małżeńskie, właściwie balansowaliśmy na granicy rozwodu, wówczas pierwszy raz wykrzyczałam cały ten ból który żył we mnie latami.... Mam dzieci, udało mi się urodzić dwoje dzieci, zyję dla nich. Ale pamięć o tym pierwszym pozostanie we mnie do końca. Może ta moja historia nijak się ma do Twojego bólu, może mnie potępisz (wiem, niektórzy potępią takie kobiety , aborcja to tak strasznie brzmi..) ale chodzi mi o to byś wykrzyczał swój ból, gorycz... Jedź do lasu, gdziekolwiek, płacz, wyzywaj na boga i mów co Cie boli. To, że tu jesteś to znaczy, że chcesz mówić, to dobrze.

 

[ Dodano: Pon Lis 27, 2006 1:18 am ]

I jeszcze jedno...... Masz dla kogo zyć. Masz dziecko, ono Cię potrzebuje, ufa Ci i chce abyś się uśmiechnął. Ostatnio było mi cięzko, kłopoty rodzinne, depresja (leczona). Moja córka zapytała " mamo, dlaczego ty się nigdy nie śmiejesz, przecież ty się wcale nie uśmiechasz". To mnie powoli otrzeźwia. Ona chce mieć szczęśliwą, uśmiechniętą mamę! A ja powinnam dać jej swoją radość, pokazać, że świat nie jest tylko szary i smutny! Może właśnie tego oczekuje Twój syn? Może czeka aż się uśmiechniesz? Może Twoja zona też potrzebuje Ciebie mającego w sobie choć odrobinę radości? Masz obok siebie rodzinę, dla niej żyjesz. Musisz pamiętać o tamtych dzieciach, one zawsze będą żyły w Twoich wspomnieniach, ale nie pozwól by Twoje dziecko zarzuciło Ci brak usmiechu. Szukaj grupy wsparcia, psychologa, lecz depresję, ale daj Twemu synkowi i żonie radość. Pokaż jak bardzo zależy Ci na nich. Trzymam kciuki, za Ciebie i za Twoją radość.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jestem w dole bez nadziei na jakieś zmiany, straciłam syna miał 22 lata, nie moge sobie z tym poradzić tak bardzo za nim tesknie nai mogę zrozumiećc dlaczego to sie stało.

Ból, rozpacz, tesknota i tak ciagle któraś z tych mnie dopadają, jak mam żyć?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

witaj Ewo.nawet nie wiesz jak strasznie mocno calym sercem ci wspolczuje.jedyne co nasuwa mi sie teraz to to ze chcialabym cie przytulic..tylko w ten sposob jakos pomoc.niema nic gorszego jak utrata dziecka i doskonale wiem co czujesz.nie potrafie wyrazic jak strasznie mi przykro.trafilas na dobre forum,jest tu duzo ludzi z ktorymi mozesz sie podzielic swoim bolem i kazdy cie zrozumie.doprawdy gdybym mogla wzialabym troche tego bolu na siebie bo wiem jak ci ciezko i jak bezsilna jestes w tym momencie i dlugo tak bedzie..jedyne co moge powiedziec to ze czas goi rany jednakze nigdy ich nie wymaze z pamieci.musisz byc silna,starac sie przynajmniej wiem ze latwo to powiedzec a gorzej zrobic ale mam nadzieje ze to forum choc troche pomoze ci w twej rozpaczy.sciaskam cie mocno.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuje Ci Aniu za słowa otuchy dziekuje ze mnie rozumiesz, też kiedyś myślałam że czas goi rany ale teraz zaczynam w to wątpić. Od odejścia mojego skarba mineło 3 lata 7 miesiecy a mi się zdaje że jest coraz gorzej, jak są dwa dni lepsze zajmuje się szydełkowaniem dopuki mnie nie dopadnie i wtedy ..............brak mi słów. Staram się żeby dzieci i mąz tego nie widziały bo one muszą zaczac normalnie żyć i tak jest im trudno pozbierać sie po śmierci brata. Niedawno były jego urodziny było nam bardzo przykro nie rozmawialismy o tym ale cisza jaka była w domu mówiła sama za siebie.

Tak bardzo tęsknie za moim skarbem :cry:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

och Ewo to sa 3 lata a syna mialas 22 wiec naprawde potrzeba czasu by nabrac do tego dystansu choc wiem ze to zle brzmi ale widzisz?masz jeszcze dzieci i dla nich musisz tak jak napisalas zyc normalnie.Wiem ze bol nie mija tak samo jak milosc kochana i dlatego ciagle tesknisz,ale sama widzisz ze to nie odda ci twego syna Ewo.Wiem ze zadreczasz sie nawalem pytan dlaczego,dlaczego wlasnie on?dlaczego moje dziecko i choc nie znam szczegolow zdarzenia bo to najmniej wazne to rozumiem cie doskonale bo kazdy zawsze zadaje sobie to pytanie kiedy w jego zyciu wydarzy sie tragedia,kiedy ktos od nas odchodzi.Wiem ze meczysz sie i udajesz przed rodzina ze jest juz ok ze jest ci lepiej ale nie powinnas,powinnas isc do psychologa,duzo o tym rozmawiac-on ci pomoze zniesc to,poukladac w glowie i sercu to wszystko co teraz tak strasznie boli.Ja stracilam kogos kogo kochalam i wiem ze to jest cos czego nie da sie zapomniec jedynie z biegiem lat jakos przestaje to byc rozrywajacym bolem w sercu choc milosc i tesknota pozostaja na zawsze bo bol, jaki przezywamy jest juz dozgonny.Ewo sproboj terapii,mysle ze to dobre rozwiazanie i nie mysl ze skoro uplynelo tyle czasu to juz nic ci ona nie da-mysle ze da-pozwoli zrozumiec i odpoczac od tesknoty,bolu.nie czuj sie Ewo winna ze moglabys zaczac sie znow usmiechac,pracowac,zyc normalnie bo mysle ze twoj syn by tego chcial.Tak strasznie mocno ci wspolczuje-laczac sie z toba w bolu Ewo i mam nadzieje ze terapia pomoze ci wyjsc z tego co czujesz i pomoze zyc z pamiecia,miloscia do syna ale ze bol odejdzie bo to jest mozliwe po dobrej terapii.pozdrawiam cie serdecznie Ewo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zaraz po smierci mojego syna znaleźli się dobrzy ludzie którym zależało na nas przyjeżdżała do nas do domu Pani psycholog rozmawiała z nami wszystkimi przyjezdżała około 1.5 roku nie powiem zeby to nic nie dało ale dla mnie to chyba za mało. Dzieci jakoś szybciej stają na nogi chociaż córka na której oczach zginą syn(miała wtedy 14 lat) mówi że jest podzielona mysle ze tak jak ja dla ludzi wydaje sie normalna a w środku ból i tęsknota czesto obie rozmawiamy o tym, takie rozmowy bardzo nam pomagają ale po jakimś czasie najbardziej w czasie gdy zbliża sie rocznica smierci, data urodzin czy imienin. Lub jak zadzwoni telefon i prosza go ja słupieje wogle już trochę przyzwyczaiłam się do odbierania telefonu długo jak dzwonił bałam się podnieść słuchawki bo wciaż słyszałam ta wiadomosć (syn nie zyje). To wszystko jest takie zagmatwane są chwile ze wydaje mi się ze już dłużej tego nie wytrzymam.Gdy przysyłają pismo z zus że komisja lekarska orzekła na podstawie aktu zgonu 3 lata po śmierci syna ze on nie żyje...................kto to wysłał chyba nie miał serca i taktu, nie zastanowił się co pisze co przeżywa rodzina.

Ktoś mi powiedział że ból trwa tyle ile żyło dziecko kto zniesie 22 lata katorgi dziś jestem 44 letnim wrakiem leki stanowią 40% mojego pożywienia. Zawalił się cały mój świat. Bardzo mi pomaga ze ktoś rozumie moje uczucia podtrzymuje mnie to na duchu. Dziekuje za dobre słowa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem za bardzo o czym pisać ….o sobie nie lubię bo jak można pisać o kimś tak beznadziejnym jak ja, kto nienawidzi własnego Ja ….w tym wszystkim i tak siedzę już wystarczająco długo bo już rok ..rok psychoterapii ,farmakoterapii. Nie wiem czy da się z tego wyjść skoro coś się cały czas dzieje …w ostatnim czasie strata Maleństwa przybiła mnie …właśnie zbliża się 2 miesiąc po poronieniu …odczuwam brak Kogoś ,części mnie …Jak zaczynam myśleć na ten temat od razu wyobrażam sobie jak bym wyglądało to już by był 5 miesiąc ,brzuszek bym miała podkreślony a tu L A teraz powrót z dwojoną siła tego świństwa kolejna zmiana leków ,kolejne skutki uboczne …brak łaknienia …czepiają się ze nie jem a ja nie mogę robi mi się ni dobrze jak patrzę na jedzenie ….otępienie. .ospałość a przecież to przez te leki …A i to że jestem w tym praktycznie sama ….bo psycholog to tylko osoba która wysłucha przez godzinę raz w tygodniu a potem sama ..przybicie izolacja od ludzi …szukanie samotności…lęk i łzy lecące bez opamiętania po policzkach …tak cholernie niska samoocena ,brak wiary że może być inaczej ….ale chrzanie L

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

po pierwsze-nie chrzanisz!pamietaj!super ze tu napisalas bo akurat tu mozesz sie wyplakac i kazdy cie zozumie,tu nikt nie powie ze jakies dziwne rzeczy opowiadasz czy cos podobnego.sa tu ludzie tacy jak ty-po przejsciach i ciezkich przezyciach wiec nie jestes sama,jestesmy z toba i bardzo dobrze cie rozumiemy.ja osobiscie wiem co to strata dziecka i wiem jak strasznie to boli,czlowiek nie moze sie z tm pogodzic i wciaz rozpamietuje to wszystko choc nic ale to nic to nie daje na dluzsza mete.jedyne co moge ci powiedziec to to ze nie jestes sama-i zawsze mozesz sie tu wyplakac.zycze ci wszystkiego naj!i pozdrawiam cieplutko.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj Iskierko!

po pierwsze-nie chrzanisz!pamietaj!super ze tu napisalas bo akurat tu mozesz sie wyplakac i kazdy cie zozumie,tu nikt nie powie ze jakies dziwne rzeczy opowiadasz czy cos podobnego.sa tu ludzie tacy jak ty-po przejsciach i ciezkich przezyciach wiec nie jestes sama,jestesmy z toba i bardzo dobrze cie rozumiemy.

Nic dodać, nic ująć. Nie będę się powtarzać bo Ania trafnie to wszystko ujęła.

 

Akurat w przeciwieństwie do Ciebie i Ani nie wiem osobiście, co to za strata, ale naprawdę nietrudno to sobie wyobrazić. Na pewno musi być Ci ciężko. Ale z taką stratą też trzeba żyć i nie można się wiecznie zadręczać. Wierzę, że wyjdziesz jakoś z tego wszystkiego i trzymam za to kciuki. Też życzę wszystkiego naj naj naj i serdecznie pozdrawiam. 3maj się!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziś własnie mija 2 miesiace ,po stracie Malenstwa ,czuję pustkę ,brak kawąłka siebie ,czuję się winna ,to Maleństwo powinno być tu na ziemi a ja smarzyć się gdzieś tam...Boli tym bardziej ze na dzien dzusuejszy nie chcę miećdzieci ,choć to dzicko byłopoczetew wyniku gwaltu Kaocham Je bo to nie "coś ,gdzieś tam " tylko malenki człowieczek ,który zaczoł się krzształtować pod moim sercem :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czas koi ból. Czas stawia przed nami kolejne wyzwania, po to ,żeby ciągle iść do przodu. Ból po stracie jest niemal,że nie do wytrzymania, wiem o tym. Do dzis borykam się z pustka po śmierci bliskiej mi osoby. Zyję jak żyję z ciągłym smutkiem,ale każdego dnia, jaki by nie był staram się walczyć o to zeby jednak żyć normalnie, bo na przeszłosc nie mam już wpływu. Tak naprawdę człowiek jest wiele w stanie wytrzymać, trzeba ta siłe w sobie znaleźć, może dzięki modlitwie. Trzymam kciuki za Ciebie, bardzo mocno :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam czy znacie jakies techniki, sposoby, środki powrotu do siebie

po stracie kogos bardzo ukochanego z powodu śmierci tej osoby

szczegolnie mając 27 lat i ja.

 

Może macie takie sposoby, napiszcie prosze

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

1.rzucic sie w wir pracy, nie myslec

2.wyjechac w gory, spacerowac samotnie, zajrzec wglab siebie, pozegnac sie w myslach z zmarla osoba

3. zapisac sie na yoge, przeczytac ksiazki, poradniki filozoficzno psychologiczne pomagajace w radzeniu sobie z utrata bliskiej osoby

4. zmusic sie do patrzenia tylko w przyszlosc

5. wyniesc z mieszkania wszelkie przedmioty przypominajace o zmarlym badz sie przeprowadzic do innego mieszkania, innego miasta

 

 

nie wolno ci sie zadreczac, nie wolno ci sluchac smutnych piosenek

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

cordoba_2004,bardzo ci współczuję.Z własnego doświadczenia wiem,że na to potrzeba dużo czasu.Przede wszystkim trzeba się porządnie wypłakać,wyżalić komuś kto cię zrozumie,odbyć po prostu ten czas żałoby.Nie wiem jak dawno straciłeś tę osobę,ale wiem,że za szybko nie da się przeskoczyć do życia.Potem czas sam zadziała i nauczy cię żyć z tym doświadczeniem.Psycholog też na pewno by ci się przydał.Pozdrawiam cię serdecznie i trzymaj się cieplutko.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×