Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
sylfffusia

Śmierć pupila

Rekomendowane odpowiedzi

Hej wszystkim. Dziś po miesiącu posiadania zdechł mój szczeniak. Wiem, że to krótko, niemniej jednak mam poczucie jakby ktoś wyrwał mi sporą część wnętrzności. Przez ten niedługi czas pojawiło się wiele radości w moim życiu. Pies był doskonałym towarzyszem zarówno zabaw, jak i oglądania seriali. Nie do końca wiem co się dzieje. Nie pamiętam, żebym tak rozpaczała po stracie kogoś z rodziny. Mieszkam sama. Radość jaką okazywał pies po moim powrocie była tak niesamowicie wielka, że nawet mnie zachciało się do tego domu wracać i co dzień biegłam co sił w nogach, żeby zobaczyć to merdanie ogona, radość i ufność w oczach...

Wczoraj pies poczuł się gorzej. Po rozmowie telefonicznej z weterynarzem i zgodnie z jego zaleceniami postanowiłam odczekać jeden dzień z wizytą. Jednak nie mogłam wysiedzieć w pracy, bałam się, że pies jest bardzo chory. Zerwałam się z pracy i jak najszybciej to było możliwe wróciłam do domu by zabrać pupila do specjalisty. Jednak po powrocie do domu nie zastałam już mojego pieska, a jego truchło. Prócz bólu po stracie, dręczą mnie też wyrzuty sumienia, że nie poszłam jednak wczoraj do tego weterynarza...

Wyje bez opamiętania od kilku godzin i zastanawiam się, czy to normalne by aż tak przeżywać stratę psa.

Wybaczcie, wiem że sprawa jest dla większości dość błaha, jednak dla samotnej osoby utrata tak wspaniałego przyjaciela jak pies, jest bardzo trudna do zaakceptowania...

Może ktoś już przeszedł podobną stratę i podzieli się doświadczeniami? Coś doradzi...?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam, nie rozumiem po co ukrywać się z emocjami i tym co człowiek ma w sobie, jedyne z czym możemy się spotkać to odrzucenie, a i tak powinno nam być ono obojętne, bo jesteśmy tacy jakimi Bóg nas stworzył i tyle. Nie ma powodu aby od razu umieszczać każdą reakcje, uczucia w klasyfikacji norm jakby taka gdziekolwiek istniała, ważne jest co czujesz i co dla Ciebie jest istotne. Pozostaje jedna kwestia, że nie ma żadnego złotego środka, który przywróci życie istocie zgasłej. Oczywiście nie jest to sprawa prosta, każdy podchodzi do tego inaczej, reagujemy złością, smutkiem, płaczem, to czyni z nas ludźmi. Jedna okoliczność jest pewna i trudna dla wielu, że świat ruszy dalej, nie ważne co się wydarzy, dlatego nie możesz pozostać w przeszłości i się tym przygnębiać. Na niektóre rzeczy nie mamy wpływu, może to i lepiej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak zmarła moja kotka, codziennie płakałam. To normalne, że zwierzę potrafi dużo znaczyć i być kimś wyjątkowym.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To normalne ze sie przezywa strate psa, bylo nie bylo to jednak najlepszy przyjaciel jakiego mozna miec... i do tego zawsze wierny...co w dzisiejszych czasach jest rzadkoscia.

Co do wyrzutow sumienia... nie masz do nich powodu, zrobilas wszystko prawidlowo. Poradzilas sie "specjalisty" ktory okazal sie ........ .

obojetnie czy mialas psa miesiac czy 16 lat zawsze czujesz bol.Po czasie "zaloby" jednak milej na serduchu sie robi jak o wszystkich milych chwilach w towarzystwie przyjaciela sie pomysli. Juz kilka takich przyjaciol stracilem, dwa razy podejmowalem decyzje o "eutanazji", co tez mile nie jest.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To normalne, że zwierzę potrafi dużo znaczyć i być kimś wyjątkowym.

 

szczególnie jak ktoś dla siebie jest zerem ,,, ale nie przeczę, jest w powyższym twierdzeniu troche racji .

Poza tym , kto nie lubi być Napoleonem dla swojego sierściucha . Taki zawsze sie kuli i merda ogonem i nie potrafi sie sprzeciwić ,,, nie to co drugi człowiek .

Od sierpnia mam świnke morską , jestem zachwycony Malwinką , jej wyjątkową inteligencją , polotem i wyobrażnia .Nie to co człowiek . :lol:;) .

Jak ją zacznę karmić metylofenidatem to może nawet zacznie pisać za mnie na Tym Forum ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
...Wyje bez opamiętania od kilku godzin i zastanawiam się, czy to normalne by aż tak przeżywać stratę psa. ...

Nie obchodzi mnie, co jest "normalne". W ciągu ostatnich 12 lat pochowałem 5 kotów. Po tym, co w avatarze, czasami płaczę do dziś. I też rozliczam się, co zrobiłem źle...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja to mogłabym dużo na ten temat napisać.

Zawsze w moim domu były zwierzaki, ba i nawet za bardzo do każdego potrafiłam się przywiązywać czy to pies czy królik.

Ale parę lat temu straciłam sunię do której byłam bardzo przywiązana, nie przeżyła narkozy, choć oddałam ją do weta w dobrej wierze...taką histerię jaką miałam u weta, przeżywałam jakby ktoś z rodziny mi umarł.

Długo, długo się męczyłam, opłakiwałam...

Na otarcie łez zawsze mówi się kolejny szczeniak bądź nigdy więcej psów...no i poszukałam tej samej rasy i wyruszyłam przez pół Polski po szczeniaczka. Z czasem i drugiego. Stały się radością w moim życiu. Choć na zawsze w mym sercu będzie tamta sunia.

 

A co tak naprawdę się stało szczeniakowi, bo pies od tak nie umiera.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

to normalne, wypłacz się i wydobrzej, wszystkiego dobrego życzę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

straciłam wiele zwierzaków. Za każdym razem cierpiałam i dużo płakałam. Ból w końcu mijał, ale zawsze będę o nich pamiętać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja straciłam do tej pory jednego psa który miał 17 lat. Ból w sercu pozostał.

Teraz mamy sunie która jest naszym szczęściem. Boję się ze i ją stracimy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mnie boli, kiedy ludzie robią pasztet z królików które mam w sąsiedztwie. Zwierzęta mają taką samą wartość jak ludzie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Mnie boli, kiedy ludzie robią pasztet z królików które mam w sąsiedztwie. Zwierzęta mają taką samą wartość jak ludzie

 

Jesteś wegetarianką?

 

 

Ale to racja, królika bym nie zjadła.

 

 

Autorko.

Co do bólu po stracie - to normalne. Mój mąż nie płakał po śmierci matki (no cóż, był przygotowany psychicznie...), płakał, jak chowaliśmy naszego psa.

Wypłacz się, nie chowaj emocji.

 

i Twoja sprawa NIE JEST - w mojej opinii - błaha.

Tak, to normalne, że przeżywa się tak stratę psa. Nie płakałam nigdy po nikim tak, jak po psie i kotce (co było również wynikiem błędu lekarza weterynarii - zapalenie otrzewnej po sterylizacji....).

Z dnia na dzień będzie coraz lepiej, wierz mi. A teraz pozwól sobie na żałobę - bo ona jest normalna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

sylfffusia

czy to normalne by aż tak przeżywać stratę psa

Jest jak najbardziej normalne. Ja płaczę jak trafię na zdjęcia zwierząt, które ze mną żyły. I bolało mnie bardziej niż śmierć kogoś znajomego lub ze mną spokrewnionego.

 

Może psiak był zakażony czymś już jak go wzięłaś (jakaś wiroza).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mnie boli, kiedy ludzie robią pasztet z królików które mam w sąsiedztwie. Zwierzęta mają taką samą wartość jak ludzie

A'propo pasztetu z królika.

Parę dni temu byłam świadkiem jak zabija się królika. Biedny tak piszczał jak go zabijali że mam traume do dziś. Zostane chyba wegerianka:(((

Te wszystkie zwierzęta czują i są wrażliwe na stres.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam. Wiem ze już trochę minęło i mam nadzieję ze u Ciebie już czas uleczyl rany;) dla mnie to normalne że ogarnal Cię tak wielki smutek po utracie przyjaciela. Nazwałam przyjaciela bo dla mnie mój pies to bardzo ważna istota w życiu. Słuchaj ja w tym roku musiałam uśpić moja 8 letnią sunie;( myślałam ze sobie nie poradzę. Przeżywałam jeszcze wtedy depresje więc to mnie dobilo. W moim życiu pies to taka odskocznia od całego tego dna które nas otacza. Ona zawsze była i na swój sposób pomagała. Wydalam fortune na próby ratowania jej życia, ale nie było wyjścia. Jak już podjęliśmy decyzję o eutanzji usiadłam obok niej i jej tłumaczyłam zaplakana ze to dla jej dobra,a ona patrzyła na mnie jakby rozumiala. I chodź miała sparaliżowany tył starała do mnie wstawać gdy nie potrafiłam powstrzymać łez i wychodziłam. Dla mnie dom bez psa to nie dom. Powiedziałam że już nie wezme psa przez to jak potem cierpię.potrzebowałam prawie roku by zabrać kolejnego psa. Gdy wyszłam z psychiatryka podjęłam decyzję z rodziną o zabraniu tego wariata który właśnie obok mnie leży ;) a moja lala do dzisiaj w moim sercu merda ogonem na powitanie mnie ; ( ;)tak jak napisałam mam nadzieję ze u Ciebie już wszystko gra. I jeśli będziesz gotowa/y to uszczesliwy jakąś znajdke ze schroniska;) uwierz mi na słowo ze się bardzo Ci odwdzieczy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×