Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Saitel

Błagam o pomoc ;(!

Rekomendowane odpowiedzi

Witam serdecznie i błagam o pomoc :) Z góry prosze abyście przeczytali całe, wiem że ludzie mają to do siebie że im się nie chce ale prosiłbym naprawdę. Sprawa jest bardzo poważna.

 

Hm, nawet nie wiem od czego by tu zacząć. Jest tego tyle że ciężko mi znaleść odpowiedni temat. Może po prostu opisze kawałek mojego życia i to co czuje. Może być tego troszkę ale prosiłbym abyście doczytali do końca bo nie wiem już gdzie mam szukać pomocy.

Mieszkam pod Warszawą, w tym momencie mam 21 lat. Moje dzieciństwo z początku wyglądało jak każde inne aż do momentu w którym uświadomiłem sobie że moi rodzice są alkoholikami. Zarówno tata jak i mama. Mam też siostrę która ma już męża oraz dziecka ale za swojego dzieciństwa brała narkotyki i też z tym było wiele przygód, złych przygód. Moja rodzina to tak zwana (sam sobie tak nazwałem) inteligentna patologia. Gdybyście na nich popatrzyli? mama na dobrej pozycji, tata ma własny biznes, normalnie żyć nie umierać i rodzinka.pl.. o nie kochani.. o nie... w moim domu w zasadzie dzieje się to samo co w innych domach, alkohol, potem krzyki, czasami bójki.. oczywiście co? wszystko w czterech ścianach. Aby nikt się nie dowiedział co się dzieje bo przecież my jesteśmy tak cudowną rodziną. Na początku mojego życia nie do końca się tym tak przejmowałem, w podstawówce miałem jeszcze znajomych, nawet przyjaciela. Ale i tak byłem już zamkniętym dzieckiem w sobie. Nie szukałem problemów w szkole bo miałem je w domu, nie szukałem bójek, te 6 godzin w szkole pozwalało mi być w pewien sposób szcześliwym bo nie słyszałem ani krzyków, ani wódki ani niczego. Zaraz po szkole wracałem do domu, rzuciałem plecak o ściane i wychodziliśmy z kumplami a to pograć w piłke, a to pogadać. Wtedy jeszcze nie byl to aż taki duży problem i wychodziłem do ludzi, jeszcze potrafiłem się dogadać. Oczywiście już jako dzieciak to ja musiałem dbać o to aby gaz był wyłączony bo wielokrotnie było tak że odkręcili pijani i położyli się spać, ja musiałem zamykać drzwi na noc na zamek, ja musiałem w pewien sposób dbać o dom. Pamiętam wiele, pamiętam jak moja mam zdradziła mojego tate, jak uciekałem z domu, jak ojciec był siostre na ćpanie, jak płakałem, jak przeżywałem, jak bardzo mnie to boli. Nawet jak teraz o tym pisze to same łzy zaczynając lecieć bo już nie jestem w stanie trzymać w sobie emocji, nie potrafię, no ale nic, o tym też napisze później. Przejdźmy może do gimnazjum i od tego momentu było gorzej, o wiele wiele gorzej. W trakcie kiedy rozpoczeło się gimnazjum to przeprowadziliśmy się w inne miejsce, również bloki. W wakacje nazbierałem sobie kolegów po osiedlu i jakoś to szło, kiedy rozpoczełą się pierwsza klasa. Byłem odważny, nawet kochałem się w takiej jednej super dziewczynie. Ale nadal nie szukałem zaczepki, alkohol w domu powodował to że w szkole chciałem mieć spokój bo gdy tylko wracałem do domu to jak już wspomniałem wyżej, było to co było. Wtedy pierwszy raz się zawiodłem na znajomych, otóż moi koledzy z którymi tak świetnie się bawiłem w wakacje. Wyczuli w szkole że nie jestem wielki pro elko kozak i nie szukam kłopotów i zaczeli mnie nękać he, coś wam powiem o nich. Tacy byli kozacy że w grupie podchodzi i wyzywali mnie a jak mijałem tylko jednego z nich to mi ręke podawał. Rozumiecie to? w grupie siła a tak to mi ręke podawał? eh... szkoda słów. W domu było corazj gorzej więc uciekałem na dwór, ale skoro moi znajomi w grupie też mi cisneli na dworzu to już nie miałem wyjścia. Na dodatek tego wszystkiego moi rodzice wprowadzili u mnie stan lękowy. już tłumaczę zagadnienie. Otóż kiedy przychodził po mnie jakiś kolega i dzwonił domofonem mój tata mówił żebym nie wychodził z domu bo on np: jest pijany i nie będzie miał kto go pilnować, a raz krzyczał żebym nie wychodził. Więc ehhh!!! ;xxxxxx przepraszam, zbyt duże emocje... Wybaczcie że jest to tak może chaotycznie napisane ale towarzyszą mi wielkie emocje i gdy to pisze to przypominam sobie o tym wszystkim, przepraszam. Wracając. do tematu. Otóz wyrobili u mnie taki lęk że odwoływałem tych kolegów lub kazałem powiedzieć że nie ma mnie w domu choć tak naprawdę byłem. Ale w mojej głowie pojawiło się myślenie "nie mogę wyjść z domu, a jeśli coś się stanie?" Takie coś mam do tej pory, choć teraz już się zacząłem im stawiać.. No ale nic.

 

 

Druga klasa szkoły gim. Była zupełnie inna. Podczas tych wakajchu zmieniłem się i nagle bum, chciałem czynić dobro, pozmieniło mi się w głowie. Ciężko to wytłumaczyć szczególnie tym co nie wierzą w boga. Po prostu nagle w wakacje leżąc na łożku dostałem miłość od boga i chciałem czynić dobro, mniejsza. Ciężko to wytłumaczyć. Pewnego dnia zobaczyłem jak jeden z moich kolegów z klasy stoi przy oknie a drugi zabrał mu jedzenie. Tak się zdenerwowałem że podszedłem do tego drugiego, wyrwałem mu to jedzenie i oddałem tamtemu. Od tamtego momentu zostaliśmy kolegami i trzymaliśmy się razem. Zaraz po tym fakcie padały do mnie teksty w szkole "czemu się kolegujesz z tym lamusem?" chodziło mniej więcej o to że ja go bronie a on jest nic nie wart. Jak nie wart?! jest takim samym człowiekiem jak my wszyscy - mówiłem sobie i nadal się z nim kolegowałem. Wtedy rzuciła się na mnie cała szkoła. Byłem gnębiony przez całą szkołe, począwszy od 1 klasy do 3 klasy. Moi koledzy których miałem z 1 klasy już prawie wgl zemną nie rozmawiali. Kompletnie mnie unikali, ja przez ten czas się roztyłem, wpadłem w kompleksty i tak dalej. Sprawili to że byłem tak zastraszony iż uciekałem ze szkoły jak tylko się skończyły zajęcia, ja biegłem nie normalnie szedłem, tylko dlatego aby oni mnie nie zobaczyli bo było tak że potrafili czekać na mnie pod szkołą i specjalnie stać po to że jak ja wyjde to będą mogli się ze mnie pośmiać. Wtedy uszkodziłem sobie noge i miałem operacje w szpitalu. Właśnie przez to że uciekałem na schodach przed nimi.. Czy się dobrze uczyłem? nie, w takim domu nie da się uczyć.. w takim domu jest tylko strach, smutek, cierpienie.. Eh... przejdźmy może teraz do ostatnich wydarzeń, myśle że to powinno wystarczyć jak na początek.

 

4 lata temu poznałem dziewczynę przez internet, zakochałem się, jeździłem do niej, ale przez wszelkie moje kompleksy, strach, stałem się zazdrośnikiem. Choć nie dokładnie przez to bo wspomniała mi że specjalnie mówiła mi różne głupoty abym się denerwował ponieważ jej były chłopak nie dawał jej zazdrości i dlatego na siłe chciała wywołać ją u mnie. Niestety rozstaliśmy się pół roku temu. Od tego momentu rozpoczeła się moja walka o moje własne życie... od tego momentu straciłem kompletnie wiare w siebie, wiare w boga, wiare że kiedykolwiek znajde kobiete, wiare we wszystkich co mnie otacza. Na dodatek jestem dość niskim facetem bo zaledwie 170 wzrostu, a mając taki wiek już nic nie urosne. To powoduje że już nie jestem w stanie opanować swoich emocji doszczętnie. Wstaje zły, smutny, załamany, kłade się taki sam. Widząc pary dostaje świra zwłaszcza że idzie lato a ja tak bardzo chciałbym kogoś kochać...

 

 

Podsumowując..

- Nigdy nie czułem miłości rodziców a jeśli tak to znikomy procent.

- Mam tak dużo kompleksów że nie jestem w stanie funkcjonować na codzień.

- kompletnie straciłem wiare w siebie, w swoje możliwości, w swoją osobe.

- Od kilku miesięcy myśle o samobójstwie, na początku było to sporadycznie a teraz jest codziennie.

- Kiedyś kochałem boga i chciałem z nim żyć, dziś... dziś już sam nie wiem..

- Uważam że żadna kobiete mnie nie pokocha, uważam że należy się tylko zabić i... eh.... ;( skończyć to wszystko...

Praca? - po co iść do pracy jak i tak się do niczego nie nadaje..

 

To jest tylko kawałek mojej historii jaką przeżyłem przez swoje życie. Kawałek tego co we mnie siedzi. Dlatego też pisze tą dramatyczną treść bo tak bardzo potrzebuje tej pomocy. Nie umiem już żyć. Kiedyś potrafiłem się otworzyć jeszcze na ludzi, porozmawiać, pogadać, dziś jest mi i z tym ciężko. Zamknąłem się w sobie tak bardzo że nawet czasami idąc po ulicy zaczynam iść szybciej aby nie widzieli tego mojego śmiesznego wzrostu i tej brzydkiej twarzy.. mam siebie za kompletne zero. Druga strona medalu jest taka że ja chce z tym walczyć, ja chce kochać, ja chce założyć rodzine, ja chce mieć dzieci, kochającą żone, robić grila dla znajomych ale tak bardzo się boje że nie przejżyje tego lata ;(((! moje myśli są takie straszne że boje się iż pewnego dnia nie wytrzymam tego wszystkiego, tego bólu, tego smutku i się powiesze a ja chce żyć!!! eh... prosze, pomóżcie mi... Jak się z tego uwolnić, jak zacząć być samodzielnym, jak przetrwać i zbudować rodzine. Prosze, pomóżcie..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Masz 21 lat miałeś już dziewczynę i myślisz że nikt cię nie pokocha. Rodzice na pozycji ale piją, chłopie to nie koniec świata weź się za siebie w tym wieku mieć dziewczynę 2,5 roku i ferować wyroki na całe życie? jest to dość dziwne. Mam wrażenie, że trochę na siłę chcesz zrobić z siebie ofiarę, jesteś młody wszystko może się zmienić. Powinieneś spróbować iść do psychiatry czy psychoterapeuty, powiedzieć o myślach i tym co cię gnębi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Masz 21 lat miałeś już dziewczynę i myślisz że nikt cię nie pokocha. Rodzice na pozycji ale piją, chłopie to nie koniec świata weź się za siebie w tym wieku mieć dziewczynę 2,5 roku i ferować wyroki na całe życie? jest to dość dziwne. Mam wrażenie, że trochę na siłę chcesz zrobić z siebie ofiarę, jesteś młody wszystko może się zmienić. Powinieneś spróbować iść do psychiatry czy psychoterapeuty, powiedzieć o myślach i tym co cię gnębi.

 

 

 

Dlaczego sądzisz że na siłe chce zrobić z siebie ofiarę? Opisałem dokładnie jaki mi myśli przychodzą do głowy. To że rodzice są na stanowisku o niczym nie świadczy. Wolałbym mieć biednych rodziców ale nie przechodzić tego co w życiu przeszedłem. Widocznie nie rozumiesz tych wszystkich emocji. Ja nie jestem nieśmiertelny. Ile można znosić to wszystko. Eh.. nie potrafię ci tego wytłumaczyć bo i tak sądzisz już że sobie wymyślam..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bo robisz dramat, że kobieta cię żadna nie pokocha, choć rozstałeś się właśnie z kobietą (można tak powiedzieć) Masz zaburzone postrzyganie, wyprowadź się życie to nie bajka jak ci nie pasuję, chyba, że tak ci po prostu wygodniej, wtedy nie powinieneś narzekać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Bo robisz dramat, że kobieta cię żadna nie pokocha, choć rozstałeś się właśnie z kobietą (można tak powiedzieć) Masz zaburzone postrzyganie, wyprowadź się życie to nie bajka jak ci nie pasuję, chyba, że tak ci po prostu wygodniej, wtedy nie powinieneś narzekać.

 

 

Kompletnie nie rozumiesz mojej sytuacji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Spokojnie przezyjesz :) Kontrast ma troche racji, nalezy sie wyprowadzic i zyc na wlasnych rachunek. 170 cm wzrostu to nic strasznego sa dziewczyny kore maja 1.55 (mam takie kolezanki) wiec dla takiej jestes nawet za wysoki :D Zreszta milosc nie zalezy od wzrostu. Sa pary zroznicowane. Na pewno moglbys poprawic sylwetke chodzac na silownie nie robic z siebie drugiego pudziana, ale dla komfortu, bo napisales ze kiedys utyles. Facet z fajna klatka zainteresuje wizualnie kazda kobiete :) Natomiast jezeli chodzi o dom, tez sie wychowalam w domu z ojcem, ktory pil itd, ale mam meza ktory nie pije i mnie kocha. Take majac w domu pewne wzorce nie musisz ich wcale powtarzac :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Widzisz, niektórzy przeżywają o wiele gorsze traumy, a jakoś sobie z tym radzą, idą dalej przed siebie, zapominają. Innym wystarczy zwykłe, na pozór normalne życie, by zamknąć się w sobie, stracić poczucie sensu. Od czego to zależy, nie wiem. Myślę, że kluczem jest zaakceptowanie tego, że coś nas wewnętrznie zabiło i stawienie temu czoła. Dobrą decyzją jest na pewno wizyta u psychiatry. Mnie kosztowało to bardzo dużo wysiłku, ale ten pierwszy krok już za mną. Najważniejsze to znaleźć jakiś powód dla, którego warto żyć i zmienić coś w sobie. Ja np kocham podróże. Gdy tracę sens wszystkiego myślę sobie, że tak wiele świata mam jescze do zobaczenia, tak wiele pięknych miejsc i nie warto pozbawiać się tej możliwości. Ludzie są źli, to też chyba należy zaakceptować. Ludziom zależy tylko na sobie. Są oczywiście pewne wyjątki, ale właśnie takich ludzi życie łamie, bo nie umieją żyć dla siebie, dają innym zbyt wiele i jak cios najgorszy uderza ich to, że inni tego nie doceniają.

Trzymam kciuki bardzo mocno. Mam nadzieję, że życie nas jeszcze pozytywnie zaskoczy :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Macie racje!! trzeba walczyć :) Już dość smutania i mówienia że jestem beznadziejny przez innych. Dziś stał się przełom przynajmiej dla mnie ;) a więc rok temu założyłem sobie że przebiegne 10km, byłem wtedy gruby, jej rodzinka śmiała się ze mnie po cichu, myśleli że nie słyszę. Zaznaczyłem sobie cel, 10km. Cały ten czas trenowałem, mimo bólu w sercu, mimo wszystkiego trenowałem. Dziś... dziś udało się!!!! ;D a nawet zrobiłem 20km ;D mimo że ból jest tak wielki że masakra, jak wracałem to już musiałem siadać na ziemi i łzy leciały mi z bólu nóg ale dałem rade!!! zrobiłem to co sobie założyłem!! pokazałem sobie że nie jestem beznadziejny!! że potrafię coś osiągnąć ciężką praca!!! jestem dumny jak cholera :)) to mój mały sukces :)) kolejny krok, nauczyć się perfekcyjnie na nastepnym rok na poprawe matury i znalezienie pracy. Idziemy do przodu!! oraz brzuch!! jedziemy z tym koksem :)) dziękuje wam wszystkim za ciepłe słowa :)) jesteście kochani, daliście mi też kopniaka w tyłek mówiać "weź chłopie nie przeżywaj" macie racje, dziękuje że wierzycie w moje waleczne serce :)) pozdrawiam ciepło :))

 

 

 

A to film który pomaga mi przy każdym dołku :))

 

[videoyoutube=]

[/videoyoutube]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Macie racje!! trzeba walczyć :) Już dość smutania i mówienia że jestem beznadziejny przez innych. Dziś stał się przełom przynajmiej dla mnie ;) a więc rok temu założyłem sobie że przebiegne 10km, byłem wtedy gruby, jej rodzinka śmiała się ze mnie po cichu, myśleli że nie słyszę. Zaznaczyłem sobie cel, 10km. Cały ten czas trenowałem, mimo bólu w sercu, mimo wszystkiego trenowałem. Dziś... dziś udało się!!!! ;D a nawet zrobiłem 20km ;D mimo że ból jest tak wielki że masakra, jak wracałem to już musiałem siadać na ziemi i łzy leciały mi z bólu nóg ale dałem rade!!! zrobiłem to co sobie założyłem!! pokazałem sobie że nie jestem beznadziejny!! że potrafię coś osiągnąć ciężką praca!!! jestem dumny jak cholera :)) to mój mały sukces :)) kolejny krok, nauczyć się perfekcyjnie na nastepnym rok na poprawe matury i znalezienie pracy. Idziemy do przodu!! oraz brzuch!! jedziemy z tym koksem :)) dziękuje wam wszystkim za ciepłe słowa :)) jesteście kochani, daliście mi też kopniaka w tyłek mówiać "weź chłopie nie przeżywaj" macie racje, dziękuje że wierzycie w moje waleczne serce :)) pozdrawiam ciepło :))

 

 

 

A to film który pomaga mi przy każdym dołku :))

 

[videoyoutube=]

[/videoyoutube]

 

 

Ha! ale to nie wszystko kochani ;)) moim marzeniem jest 220km jak żołnierze gromu, skoro oni potrafią, to czemu ja nie? Cel po celu, mamy 20km. Jeszcze tylko 200 ;))

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
moim marzeniem jest 220km jak żołnierze gromu, skoro oni potrafią, to czemu ja nie? Cel po celu, mamy 20km. Jeszcze tylko 200 ;))

Nie żebym chciał Cie zdołować, ale nie przesadzaj z takim "marzeniem", bo prawdopodobnie go nie zrealizujesz. Za każdym razem, kiedy zdyszany przebiegniesz tę swoją dyszkę i będziesz miał dość, możesz sobie przypomnieć te 220 i tylko zachłysnąć myślami, takimi jak prezentowałeś w postach wyżej. Ultramaratończykiem nie zostaniesz w ciągu roku, a nawet kilku... Zresztą - po co? Mam wrażenie, że chciałbyś to zrobić, żeby popisać się przed kimś. Przed kim? Ultrasom nie zaszpanujesz, a reszta powie Ci, że bieganiem rodziny nie nakarmisz...

 

Tak na marginesie, masz jakieś teoretyczne pojęcie o bieganiu? Podobno bieg to zdrowie, ale łatwo można to zdrowie stracić, jeśli się nie wie jak trenować.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
ale jesteś zmienny :roll: cały rok myśli samobójcze, wczoraj błagalny post o ratunek i wszystko widziałeś w czarnych kolorach a tu raptem kilka postów i już taka euforia i skok w górę? Taka mała rada przyjrzyj się temu stanowi. Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
moim marzeniem jest 220km jak żołnierze gromu, skoro oni potrafią, to czemu ja nie? Cel po celu, mamy 20km. Jeszcze tylko 200 ;))

Nie żebym chciał Cie zdołować, ale nie przesadzaj z takim "marzeniem", bo prawdopodobnie go nie zrealizujesz. Za każdym razem, kiedy zdyszany przebiegniesz tę swoją dyszkę i będziesz miał dość, możesz sobie przypomnieć te 220 i tylko zachłysnąć myślami, takimi jak prezentowałeś w postach wyżej. Ultramaratończykiem nie zostaniesz w ciągu roku, a nawet kilku... Zresztą - po co? Mam wrażenie, że chciałbyś to zrobić, żeby popisać się przed kimś. Przed kim? Ultrasom nie zaszpanujesz, a reszta powie Ci, że bieganiem rodziny nie nakarmisz...

 

Tak na marginesie, masz jakieś teoretyczne pojęcie o bieganiu? Podobno bieg to zdrowie, ale łatwo można to zdrowie stracić, jeśli się nie wie jak trenować.

 

 

Świetny przykład jak można sprowadzić człowieka na ziemie :) Dlaczego sądzisz że go nie zrealizuje? widzisz, kasujesz mnie z góry. To jest dopiero pierwszy krok i nie chciałem nikomu zaszpanować czy popisać. Widzisz, napisałem tylko że osiągnąłem to co chciałem zrobić, tyle. Poczułem się pewniej i napisałem o tym w swoim stylu. A ty odrazu podchodzisz do tematu "ooo, tak? to ja ci pokaże że jesteś nikim" No tak się zachowujesz :) po za tym stwierdzenie "te swoją dyszke" mówi wszystko za siebie :) dla ciebie jest to tylko ta dyszka bo ty przecież jesteś taki zajebisty że biegasz więcej i odrazu jak zaczynałeś biegać to przebiegłeś 100km :) i dlaczego mówisz że będę miał już dość? :) mówisz o mnie jak byś znał mnie 10 lat kolego :) Zauważ że odrazu kasujesz, a może problem jest w tobie że to właśnie tobie się nie udało i teraz chcesz aby inni byli jak ty? wydaje mi się że tak ;) gdyby było inaczej to byś wręcz mnie wspierał bo doskonale byś rozumiał ile wysiłku kosztuje to wszystko :) I tak, mam teoretyczne pojęcie o bieganiu ponieważ trenuje bieganie od niemal roku :) więc co nieco wiem na ten temat :) tyle :) I dlaczego ma mi się nie udać? ponieważ ty tak stwierdzasz? a kim jesteś aby decydować czy komuś może coś się w życiu udać czy nie? jesteś bogiem, prorokiem? no kim jesteś aby decydować o losie innych ludzi :) Mimo moich problemów to radzę się zastanowić nad sobą i może samemu zacząć coś robić :) Nie masz prawda decydować o tym kto kim w życiu zostanie i co osiągnie. Łatwiej jest krytykować innych niż samemu pracować :) Napisałem swoją walkę a ty odrazu nożyk w plecy ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
ale jesteś zmienny :roll: cały rok myśli samobójcze, wczoraj błagalny post o ratunek i wszystko widziałeś w czarnych kolorach a tu raptem kilka postów i już taka euforia i skok w górę? Taka mała rada przyjrzyj się temu stanowi. Pozdrawiam.

 

 

Fakt, mam tak czasami że zmieniam dość szybko zdanie i wiem że to też jest problem ale z tego co słyszałem to należy się cieszyć chwilą więc skoro mi coś się udało, postanowiłem się tym podzielić :) To coś złego? :) I tak nie wylecze swoich problemów bez psychologa, wiem o tym. Ale już się umówiłem na spotkanie, więc może i przez to jest mi lżej mówić o sobie, hm, lepiej? sama świadomość tego że jest osoba która może mi pomóc w pewien sposób mnie buduje :) To chyba dobrze, prawda? :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Świetny przykład jak można sprowadzić człowieka na ziemie :) Dlaczego sądzisz że go nie zrealizuje? widzisz, kasujesz mnie z góry. (...) A ty odrazu podchodzisz do tematu "ooo, tak? to ja ci pokaże że jesteś nikim" No tak się zachowujesz :) po za tym stwierdzenie "te swoją dyszke" mówi wszystko za siebie :) (...) Napisałem swoją walkę a ty odrazu nożyk w plecy ;)

Sprowadzam Cię na ziemię, cobyś za daleko nie odleciał, bo jeśli spadniesz to obijesz... wiesz co :P

Primo: nie napisałem nigdzie, że tego nie osiągniesz, tylko że prawdopodobieństwo jest małe. Postaw sobie bardziej racjonalny cel, np maraton, a dopiero potem 220... Albo co tam, nie ograniczaj się - przebiegnij Równik na jednym oddechu ;)

Secundo: biegam niewiele i nieregularnie, przeważnie 10km w godzinę, albo niecałe 20 w około dwie. Nie uważam się za biegacza, więc nie myśl, że jestem pro i przez to Ciebie próbuję zniechęcić. Poza tym co z tego, że komandosi GROMu przebiegną te 220km? Miną linię i "padną na ryj", bo inaczej być nie może. Dziwi mnie, że zachwycasz się nimi, a nie ludźmi którzy biegają naprawdę długie dystanse.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
I tak nie wylecze swoich problemów bez psychologa, wiem o tym. Ale już się umówiłem na spotkanie, więc może i przez to jest mi lżej mówić o sobie, hm, lepiej? sama świadomość tego że jest osoba która może mi pomóc w pewien sposób mnie buduje :) To chyba dobrze, prawda? :)

no właśnie to miałam na myśli. To nic złego mieć różne stany ale chyba łatwiej i przyjemniej jest być stabilnym emocjonalnie. Takie skrajności wykańczają dodatkowo z Twoich postów wywnioskowałam że raczej dłużej trwa Twój stan depresyjny. Powodzenia :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
I tak nie wylecze swoich problemów bez psychologa, wiem o tym. Ale już się umówiłem na spotkanie, więc może i przez to jest mi lżej mówić o sobie, hm, lepiej? sama świadomość tego że jest osoba która może mi pomóc w pewien sposób mnie buduje :) To chyba dobrze, prawda? :)

no właśnie to miałam na myśli. To nic złego mieć różne stany ale chyba łatwiej i przyjemniej jest być stabilnym emocjonalnie. Takie skrajności wykańczają dodatkowo z Twoich postów wywnioskowałam że raczej dłużej trwa Twój stan depresyjny. Powodzenia :D

 

 

Widać że mnie rozumiesz, tak, trwa to dość długo, na początku było na spokojnie, załamania i tak dalej, myślałem że to wszystko tak ma być jak w normalnych życiu bo przecież każdy kiedyś jest smutny, każdy kiedyś jest zły. Mijając wszystko co się działo dalej dziś jest tak iż np idę ulicą, patrzę na pary, na ludzie co się przytulają i pociąg negatywnych emocji. Cholerka, ciężko to wszystko opisać, to nie jest takie proste. Każdy mówi "hej, masz dobrze bo macie pieniądze" ale ja oddam wszystkie te pieniądze aby mieć spokój w duszy i myślach, nie wiem jak to nazwać. Niektórzy utwierdzają się w przekonaniu że psychika ludzką jest nieskończona i nie ważne ile byś przyjął na głowę to i tak ma być dobrze. Ludzie jakoś nie rozumieją tego że przeszłość zostawia Rysy, np: taka przeszłość jak moje DDA. Ale gdy tylko słyszą słowo "moi rodzice pracują" to nie wiem, wścieklizny dostają i zaraz pada tekst "masz kase to czego ty chcesz?" no i co mam im powiedzieć? jestem atakowany nawet tutaj ktoś napisał że moi rodzice pracują a że piją to co tam? eh.. no właśnie dużo tam, bardzo dużo. Albo tekst typu "wyprowadź się" no ludzie, to nie jest takie proste. Zycie to nie jest film w którym aktor podejmuje decyzje i nagle jest scena gdzie się wyprowadza i działa po swojemu, raptownie otwiera firmę i zostaje milionerem.. No nie, proces psychiki człowieka działa zupełnie inaczej a mnie przed działaniem powstrzymuje brak wiary w siebie oraz inne problemy związane z psychiką. Nawet tutaj jak napisałem o sobie to już jest że dramatyzuje i tak dalej co jest nie prawdą bo ja po prostu się tak czuje. Inny argument, że inni mają gorzej. Doskonale wiem o tym że inni mają gorzej ale to oznacza że ja nie mogę prosić o pomoc gdy mi się przelewa już w głowie od tych złych myśli? to znaczy że gdy zdecyduje się na ten krok i np: zabije się to przyjdzie ktoś i powie. On nie miał prawda prosić o pomoc bo inni mieli gorzej? To chyba dobrze że proszę o pomoc bo nadal chce żyć ale przez to wszystko po prostu jakoś nie potrafie, zablokowałem się sam w sobie no ale nie, ja nie mam prawa prosić o pomoc bo inni mają gorzej, eh..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Świetny przykład jak można sprowadzić człowieka na ziemie :) Dlaczego sądzisz że go nie zrealizuje? widzisz, kasujesz mnie z góry. (...) A ty odrazu podchodzisz do tematu "ooo, tak? to ja ci pokaże że jesteś nikim" No tak się zachowujesz :) po za tym stwierdzenie "te swoją dyszke" mówi wszystko za siebie :) (...) Napisałem swoją walkę a ty odrazu nożyk w plecy ;)

Sprowadzam Cię na ziemię, cobyś za daleko nie odleciał, bo jeśli spadniesz to obijesz... wiesz co :P

Primo: nie napisałem nigdzie, że tego nie osiągniesz, tylko że prawdopodobieństwo jest małe. Postaw sobie bardziej racjonalny cel, np maraton, a dopiero potem 220... Albo co tam, nie ograniczaj się - przebiegnij Równik na jednym oddechu ;)

Secundo: biegam niewiele i nieregularnie, przeważnie 10km w godzinę, albo niecałe 20 w około dwie. Nie uważam się za biegacza, więc nie myśl, że jestem pro i przez to Ciebie próbuję zniechęcić. Poza tym co z tego, że komandosi GROMu przebiegną te 220km? Miną linię i "padną na ryj", bo inaczej być nie może. Dziwi mnie, że zachwycasz się nimi, a nie ludźmi którzy biegają naprawdę długie dystanse.

 

 

Zachwycam się nimi ponieważ od zawsze marzyłem o tym aby być w takich organizacjach ale że jestem niski to nie przyjmą mnie. Pozostaje mi tylko trenować jak oni i uczyć się od najlepszych i nie chodzi tylko o samo bieganie ale również o całą logistykę którą posiadają. Na dodatek zachwycam się nimi bo ratują ludzkie życie, to co ja zawsze chciałem robić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie rób z siebie większej cioty i nie przekręcaj słów. napisałem,, Rodzice na pozycji ale piją'' to tekst opisowy a nie podważający. Lepiej sobie ponarzekać wiadome, lepiej się narzeka bogatemu niż biednemu to też jasne. Lepiej napisać o tym jacy wszyscy są dla ciebie nie dobrzy zamiast zacząć to zmieniać. To wymaga wysiłku a to już tak lepiej nie wychodzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Nie rób z siebie większej cioty i nie przekręcaj słów. napisałem,, Rodzice na pozycji ale piją'' to tekst opisowy a nie podważający. Lepiej sobie ponarzekać wiadome, lepiej się narzeka bogatemu niż biednemu to też jasne. Lepiej napisać o tym jacy wszyscy są dla ciebie nie dobrzy zamiast zacząć to zmieniać. To wymaga wysiłku a to już tak lepiej nie wychodzi.

 

 

Homuj mordę skoro nie rozumiesz problemu i nie wyzywaj nikogo od ciot chyba że sam nim jesteś... i skąd stwierdzenie że lepiej się narzeka bogatemu niż biednemu? Nigdzie nie napisałem że jestem bogaty tylko że nie brakowało mi w życiu pieniędzy. Nie znasz mnie, nie znasz mojego życia a z tego co widzę to kompletnie nie znasz psychiki człowieka. Nie wiem za kogo się uważasz ale jak masz tak gadać to zamknij morde i żyj w swoim świecie. Przyszedłem tu po rade a nie po to abyś mnie oceniał koksie za dychę.

 

 

Po za tym widziałem że sam w życiu kiedyś potrzebowałeś pomocy. To że ty już jesteś ustawiony to nie znaczy że teraz wszyscy mają być jak ty. Są ludzie co popełniają samobójstwa i co? debile? bo nie wytrzymał tego wszystkiego? troszkę empatii człowieku..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Śmieszny jesteś, nie rozumiesz swojego podstawowego problemu. Płacz dalej.

 

 

 

Zadziwiasz mnie. Skoro jesteś taki wielce doświadczony to proszę, przedstaw mnie jaki jest mój główny problem twoim zdaniem. Bo z tego co widzę to kompletnie nie rozumiesz niczego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Koks ma ci tłumaczyć twój problem? Olaboga do czego to doszło;D

 

 

No skoro tak doskonale znasz się na ludziach aby wyzywać kogoś od ciot a potem utwierdzać w przekonaniu że nie rozumiem swojego problemu to słucham twoją opinie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Saitel troche sam sobie przeczysz, bo raz piszesz ze kasa nie ma znaczenia, a za drugim razem ze bez kasy co zrobisz, no własnie to ze bedziesz zyl na wlasny rachunek. Kiedys trzeba rozpoczac samodzielne, dorosle zycie. Jakos mnie sie udało, a kasy nie miałam. Natomiast Ty sie zastanow dobrze czego chcesz, bo jak Ci dobrze tkwic na garnuszku rodzicow, to siedz, ale pogodz sie z tym ze skoro siedzisz u nich w kieszeni to godzisz sie na ich sytuacje z konsekwencjami, czyli znosisz ich picie itd.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Na dodatek jestem dość niskim facetem bo zaledwie 170 wzrostu, a mając taki wiek już nic nie urosne.

No niech mnie ktoś /cenzura/ bo nie wytrzymam....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×