Skocz do zawartości
Nerwica.com

Mass Effect-opowiadanie


Gość anonus

Rekomendowane odpowiedzi

Wrzucam tu pierwszy rozdzial swojego opowiadania. Jak bedzie okej, to bede pisal dalej

 

Wielki Finał

Rozdział I

 

-Komandorze, admirał Hackett prosi o zgodę wejścia na pokład.

-Udzielam.

Na Normandii zapanował zgiełk. Wszyscy krzątali się po deku. Nikt nie spodziewał się nagłej wizyty głównodowodzącego Przymierza, który pojawił się nadspodziewanie szybko. Wszyscy ustępowali mu miejsca i salutowali.

-Admirale, to zaszczyt.

-Komandorze, zaszczytem jest przebywanie w obecności człowieka, który poprowadzi nas do ostatecznego boju przeciwko Żniwiarzom. Czy jesteś na to gotów, Shepard?

-Tak jest, admirale.-potwierdził komandor. Właściwie było to kłamstwo. Nie można być nigdy gotowym na bój z armią Żniwiarzy.

Z chwilowego zamyślenia Sheparda wyrwały słowa adiutanta admirała:

-Admirale, otrzymaliśmy wiadomość od niejakiego Kolyata Kriosa. Twierdzi, że może wspomóc siły naziemne dodatkowym oddziałem drelli. Właśnie pojawili się w tym układzie gwiezdnym.

-Zaraz, zaraz. Kolyat? -niedowierzał Shepard.- On jest jeszcze zbyt młody na taką walkę. Admirale, chciałbym z nim porozmawiać.

-Dobrze komandorze, ale pamiętaj, młody, czy stary, to nie ma znaczenia. Każdego dotknęła ta wojna, każdy w niej walczy. Poza tym, oddział drelli dobrze by się nadawał do szpiegowania i do cichego zabijania.-stwierdził Admirał. Jednak to nie przekonało komandora, który podszedł do specjalistki Traynor i kazał nawiązać łączność z jednym z nowoprzybyłych frachtowców o nazwie „Vendetta”.

-Kolyat, jesteś tam?

-Tak, komandorze. Jestem.-wraz z wypowiedzeniem słów, na wyświetlaczu pojawiła się sylwetka drella o morskim odcieniu skóry.

-Kolyat…wiesz na co się piszesz? Ta bitwa cię przerośnie. Doświadczysz prawdziwego piekła. Twoi ludzie będą ginąć, nawet ty możesz umrzeć. Jesteś na to za młody. Zawróć, póki możesz.-Shepard starał się przekonać drella, ale czuł, że nic z tego nie będzie. Na twarzy jego holograficznej sylwetki malował się upór, który nie zszedł po wypowiedzeniu słów przez komandora.

-Komandorze… Shepard. Sam nieraz mówiłeś, że jest to wojna o być albo nie być w tej galaktyce. Jeśli przegramy, Żniwiarze wymażą nas z rzeczywistości i z tego, co po niej pozostanie. Każdy dodatkowy ochotnik zwiększa to nasze marne prawdopodobieństwo wygrania. Co z tego, że jestem młody? Żniwiarze nie oszczędzają nikogo ze względu na wiek. Poza tym, wolałbym umrzeć na linii frontu niż będąc odnalezionym podczas krycia się w jakiejś podziemnej norze. Nawet, jeśli mnie nas nie przyjmiecie do armii, to sami polecimy za wami i będziemy walczyć na waszej Ziemii.

Kolyat nie chciał ustąpić. Z jednej strony, to źle, że tak młody osobnik jak on, niszczy sobie życie, biorąc udział w wojnie. Ale z drugiej-drell miał rację. Każda dodatkowa osoba zwiększa prawdopodobieństwo wygranej. Shepard musiał odpuścić.

-Dobrze, zgadzam się. Instrukcje co do działań dostaniecie od dowódców. Ja się na tym nie znam i nie mieszam się w to. Shepard bez odbioru.

Sylwetka Kolyata zniknęła z wyświetlacza. Shepard odwrócił się do admirała. Ten pokiwał głową i stwierdził, że komandor podjął dobrą decyzję. Nagle drzwi windy otworzyły się i do Centrum Informacji Bojowych wkroczyła Tali’zorah swoim charakterystycznym dla quarian krokiem.

-Admirale. Shepard.-odezwała się Tali.-otrzymałam informację od Rady Admiralicji. Chcą, abym wróciła i przejęła dowodzenie nad jednym z ich statków. W końcu ranga admirała zobowiązuje.-w tej chwili quarianka spuściła głowę i kontynuowała-Niestety, to oznacza, że nie będę mogła wziąć udziału w naziemnej bitwie razem z tobą, Shepard. Przykro mi.

-Tali, nie szkodzi. Każdy ma do odegrania swoją rolę w tej bitwie. Twoją jest, jak widać, prowadzenie twojego własnego ludu ku zwycięstwu. Jeszcze się zobaczymy, obiecuję.

Reakcją Tali było objęcie Sheparda-Tak… tylko… tylko nie złam tej obietnicy-quarianka była wzruszona. Szlochała.-Żegnaj, Shep.

To były jej ostatnie słowa, po czym odwróciła się i ruszyła do windy. Drzwi się zamknęły i Shepard jej więcej nie ujrzał. Ciszę przerwał Hackett.

-Shepard. Muszę cię poinformować o czymś jeszcze. Jeden oddział zjednoczonych sił nie ma dowódcy. Chciałbym, aby to któryś z twoich ludzi im przewodził. Z tego, co się orientuję, masz paru doświadczonych żołnierzy w swojej eki…

-Ja to zrobię-przerwał mu gruby i chropowaty głos, charakterystyczny dla proteanina. To Javik, który do tej pory stał gdzieś na boku pod ścianą włączył się do rozmowy.

-Jesteś pewien? To duże ryzyko.- stwierdził Shepard.

-Komandorze, byłbym głupcem, gdybym wchodził w to nieświadomy ryzyka. Dobrze wiem, co robię. Urodziłem się na wojnie, całe moje życie polega na niej. Dam sobie radę-odpowiedział i nie czekając na reakcję odszedł na swoje miejsce na uboczu i zajął się kalibracją swojej broni.

-Chyba mamy dobrego kandydata, nieprawdaż, komandorze?- Hackett zdawał się być zadowolony. Shepard nie mógł zaprzeczyć- Javik rzeczywiście był dobrym materiałem na dowódcę. Z drugiej jednak strony nie chciał, żeby jego towarzysz się na to pisał, bo czuł gdzieś, że on już nie wyjdzie z tego żywy. Ta cała wojna przerastała wielkie ikony odwagi i bohaterstwa jaką chociażby był Shepard.

Całe szczęście, że całe to piekło skończy się za kilkadziesiąt godzin.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

anonus, pisałeś coś wcześniej?

Jeśli chodzi o opowiadanie, to powiem tak: coś w tym jest. Zaczyna się w porządku, bo przyciąga uwagę, a nie wali zaraz krwią i flakiem po czerepie, czego nie lubię, a często się zdarza.

Przewija się tu sporo bohaterów, więc liczę, że w dalszej części się coś wyjaśni kto jest kim i co sobą reprezentuje. Bo sygnalizujesz, że łączą ich jakieś relacje, ale póki co jest właściwie sam łysy dialog.

Jestem bardzo ciekawa, jak opiszesz akcję. Pamiętaj, żeby nie używać skrótów myślowych. Jeśli jest noc, napisz, że jest noc, żeby nie było wątpliwości, czemu ktoś kogoś nie widzi. Jeśli ktoś ma twarz zalaną krwią sygnalizuj czy to jego, czy wrogów itp itd.

Mi osobiście też się podoba jak w akcję wplątane są czasem jakieś dygresje, typu kto gdzie kogo poznał na przykład. Wtedy masz jakieś tło, a czytelnik może się bardziej wczuć w sytuację bohaterów.

Ogólnie to mi się podoba, chociaż czekam na ciąg dalszy, bo po takim fragmencie ciężko ocenić.

Popracuj też trochę nad stylem, bo czasem masz takie zdania, że niby wiadomo o co chodzi, ale brzmi dziwnie. Na przykład to:

Na twarzy jego holograficznej sylwetki malował się upór, który nie zszedł po wypowiedzeniu słów przez komandora.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

monk.2000, wlasnie a propos ME3, zapomnialem dodac, ze to opowiadanie to jest moja wlasna wersja zakonczenia, jakby ktos sie nie skapnal :P .

L.E., dzieki za krytyke, postaram sie polepszyc co nieco w nastepnym rozdziale :P .

 

-- 01 mar 2013, 17:50 --

 

Rozdział II

 

Z zamyślenia Sheparda wyrwał Joker:

-Komandorze, powinieneś się udać do sali łączności. Mamy kontakt z niebieską lalą.

-Z kim?-zdziwił się Shepard, mimo tego, że zdążył się przez ten cały czas przyzwyczaić do dziwnych tekstów sternika.

-Noooo...z Arią.

-Ah. Dobrze, ale na przyszłość wyrażaj się precyzyjniej.-oświadczył komandor.

-O ile jakaś przyszłość będzie.-rzucił Joker sam do siebie, kiedy jego rozmówca zniknął w korytarzu za mostkiem.

 

-Chciałaś ze mną rozmawiać?-zapytał komandor niebieską holograficzną postać asari. Jej sylwetka była smukła. Posiadała bujne piersi i otatuowaną twarz. Ogólnie była to seksowna kobieta, jak każda przedstawicielka tejże rasy.

-Tak. Chcę ci powiedzieć, że flota i armia Terminusa jest gotowa na rzeź. Ja też-oznajmiła. Shepard zdążył się przyzwyczaić do jej radykalnego zachowania. W końcu to była kobieta, która rządziła galaktycznym podziemiem.

-Cóż. Powiedziałaś „rzeź”, co mnie nieco niepokoi. Jaką mam gwarancję, że jak wygramy, to twoje gangi nie zaczną plądrować, zabijać i gwałcić na Ziemii?

-A jaką masz gwarancję, że wygramy?-sprytnie chwyciła go za słowo.

-No cóż…żadnej. Jednak jakby to się udało, to nie chciałbym takiego scenariusza.

-Spokojna twoja rozczochrana. Tak się nie stanie. Dla przywódców tych gangów również jesteś ikoną, tak jak dla zwykłych ludzi. Oni szanują ciebie i wszystko, co się wokół ciebie kręci.

-Oby. Czy to wszystko? Wybacz, ale mam trochę zajęcia na głowie.-pospieszył ją komandor.

-Tak…chociaż czekaj.-poprosiła go Aria.

-Słucham, o co chodzi?

-Chciałam ci jeszcze raz podziękować, że pomogłeś mi odbić Omegę. Gdyby nie ty to pewnie nic by z tego nie było, naprawdę.-powiedziała. Czuć było w jej głosie prawdę i wzruszenie, co zdziwiło Sheparda, bo jeszcze nigdy tego u niej nie doświadczył.

-Rozumiem. I współczuję Ci, jeśli chodzi o Nyreen.-oznajmił. Nyreen była kolejną z niezliczonych ofiar wojny, ale co ważniejsze-była bliską osobą dla Arii.

-Dziękuję.-niemalże szepnęła, jednak za moment jej głos stał się już normalny-Zapomniałabym. Masz pozdrowienia od Patriarchy.

-Patriarchy? Tego dziwnego kroganina? Tak czy inaczej dzięki.

Holograficzna postać Arii rozpłynęła się. Shepard był naprawdę dumny z faktu, że nawet podziemie stanęło do walki ramię w ramię z galaktycznymi armiami przeciwko wspólnemu wrogowi-Żniwiarzom.

 

Shepard miał jeszcze jedną ważną sprawę do załatwienia. Musiał pogadać ze swoją miłością, która również była asarii, tak jak Aria, jednak charakter miała dużo łagodniejszy, pomijając kwestię walki, w której była brutalna. Na imię było jej Liara. Żeby z nią porozmawiać zszedł na pierwsze piętro „Normandii”. Kiedy wszedł do jej kwatery natychmiast zaczęły migać światełka wielu monitorów. Miała ich tyle nie bez powodu. W końcu była najbardziej popularnym i zarazem najbardziej tajnym handlarzem informacjami-Handlarzem Cienii. Popularnym, ponieważ każdy wiedział na czym polega profesja tegoż handlarza, a tajnym, bo nikt nie znał jego tożsamośći.

-Jak się czujesz?-zapytał badawczo swoją towarzyszkę życia.

-Dobrze. Jestem zdeterminowana do walki jak nigdy.-oznajmiła-Żniwiarze zapłacą za to, co zrobili z Ziemią, Thessią i wieloma innymi światami. Zapłacą za miliardy niewinnych istot!-niemalże krzyczała, kiedy mówiła te słowa. Shepard zareagował na to gestem podniesienia obu rąk jakby miał coś zatrzymać i rzekł:

-Wow, jeszcze nigdy nie widziałem cię w tak bojowym nastroju. Zachowaj siły na wroga.

-Przepraszam. Jestem po prostu zła.

-Chyba jak wszyscy. Każdy kogoś lub coś stracił w tej wojnie.

-No nie każdy. Quarianie i Gethy odzyskały swoją ojczyznę.-nie dawała za wygraną Liara.

-Hmm…no muszę ci przyznać tu rację. Jednak mam nadzieję, że ich zwycięstwo zmotywuje nas do następnego.

-Shepard, jesteś nie tylko bohaterem, ale i zawsze potrafisz powiedzieć coś wartościowego.

Shepard zaśmiał się i powiedział:

-To moja praca.

Po czym przytulił ją i namiętnie pocałował. Trwali tak około piętnastu minut.

 

-- 01 mar 2013, 17:51 --

 

wytykajcie mi bledy, prosze :P .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×