Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
motyl

Nadwrażliwość w depresji

Rekomendowane odpowiedzi

jestem nadwrazliwa osoba i biore wiele spraw zbyt bardzo do siebie:/jestem wogole nei odporna na krytyka.sama rownheiz obawiam sie by kogos nei zranic.czesto zamartwiam sie na zapas i boje sie sytuajci ktore moglyby sie wydarzyc.swiat czesto mnei pzrerazaczesto czuje sie wyobcowana.czesto odczuwam strach w kontaktach z innymi ludzmi..siedze za murami ktore sama sobie wybudowalam..w moim umysle nagromadzilo sie duzo lękow z ktorymi nei potrafie sobie juz poradzic i moj system zaczyna sie zwieszac.wczesnije juz jakis czas mialam depreche.studiuje,mam mozliwosc podjecia pracy ale boje sie ta szanse wykorzystac:(

jak rozbic te mury ktore sama wybudowalam?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wydaje mi sie ze najlepiej bylo by udac sie do psychiatry po jakies leki , a nastepnie jak leki zaczna dzialac to idz na terapie i duzo pracuj na tej terapi

mi to pomoglo :lol:

sprobuj i ty

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

sa 2 opcje:lbo isc do przychodni do psych albo prywatnie ,ale boje sie isc do przychodni boje sie ze ten ktos potraktuje mnei powierzchownie i po lebkach a z kolei wizyta u psych prywatnego kosztuje 50 zl:( a mi jest potzrebynhc takich kilka

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

motyl - idz do psychaitry w osrodku, fakt ze psychiatrow malo i pelno do nich ludzi ale najwazniejsze to zrobic ten pierwszy krok... wiem ze sie boisz bo ja tez tak mialm , ale jak sie przelamiesz i pojdziesz do lekarza poczujesz sie naprawde lepiej trzym sie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

TO FAKT. LEKI USPAKAJAJĄ, ODSTRESOWUJĄ, ODPRĘŻAJA I WTEDY LEKI ZMNIEJSZAJA SIE. WIEM TO POSOBIE. OD KIEDY BIORE LEKI NIE BOJE SIE JUZ TAK BARDZO LUDZI, CHOĆ MAM JESZCZE TAKIE DNI ŻE NIE WYCHODZE Z DOMU ALBO JAK WYJDE TO - DO TYLKO DO SKLEPU I CIUPASEM DO DOMU ZEBY NIKOGO NIE SPOTKAĆ,ŻEBY Z NIKIM NIE ROZMAWIAĆ. BOJE SIE ALE NIE WIEM CZEGO. JAKIŚ NIE OKREŚLONY LĘK.LEPIEJ JEST WTEDY GDY WYCHODZĄC Z DOMU MYŚLE TYLKO O TYM W JAKIM CELU WYSZŁAM Z DOMU.DOBRZE JEST MIEĆ PRZYJAZNĄ DUSZYCZKĘ KTÓRA CIĘ ROZUMIE. JA MAM. TO JEST KOLEŻANKA TEŻ CHORA NA NERWICĘ. WSPIERAMY SIE. POKAZUJEMY SOBIE BŁĘDY. ALE NIE KRYTYKUJEMY SIĘ. POMYŚL NAPEWNO GDZIEŚ W POBLIŻU JEST TAKA OSOBA. ROZEJŻYJ SIE DOKŁADNIE DOOKOŁA. POZDRAWIAM

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam to samo i walczę z tym, przez mgłę pamiętam że kiedyś taki nie byłem i stałem sie taki przez częste bytowanie z jedną konkretną osoba (konkretnie moją byłą na szczęście już dziewczyną) sam na początku uwazałem na słowa które wypowiadałem bo ona była bardzo nadwrażliwa a potem nieświadomie zacząłem krytycznie oceniac to co się do mnie mówiło do tego potem przsyszła depresja z niską samoocena i kotlet gotowy.

 

Nie znam się na tym bo sam jestem jeszcze na początku drogi ale czuję że tu leki nie pomoga tylko droga powinna iść przez psychoterapię i w zasadzie może sobie uświadomi co gdzie i kiedy się stało że jesteś jaka jesteś.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Od kąd pamiętam jestem osobą baaaardzo wrażliwą. Nawet o błahą sprawę potrafię popaść w doły :( tak jak dziś. Często gdy jest źle czuję się jakaś taka odrzucona, beznadziejna....... :( smutno jest wtedy, nic mnie nie cieszy. Czy Wy macie podobnie???? Dlaczego tak jest że inni takie sprawy olewają a niektórzy cierpią niesamowicie??? :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a moze jakbys sobie znalazla duzo zajec to nie mialabys czasu zeby sie zadreczac jakas 1 konkretna rzecza

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

vegge nie z godzę z tym aby znaleźć sobie dużo zajęć. Może lepiej znaleźć sobie jedna a konkretne zajęcie.

Czemu?

Wiele osób robi wiele rzeczy naraz chodzi mi o ludzi z nerwicą, depresja i większa ilość z nich to co rozpoczęło ich nie kończy i zazwyczaj jest to spowodowane np: nadmiarem zajęć, nie skoncentrowaniu sie na jednej rzeczy tylko na kilku.

Coś zacząć i to skończyć jest sztuką, a tak jak rozpocznie sie wiele zajęć no niestety czasem to nie wychodzi na dobre.

Czasem wiele zajęć jest pomocne ale jeśli się wie i ma sie uświadomione że jest sie konsekwentnym dążeniu do zakończenia jakieś czynności.

Duży wpływ na to ma tak samo nasza dojrzałość ale to już inny temat i nie będe sie rozpisywał w tym temacie

Pozdrawiam Wszystkich

alusia większość z nas i wielcy tego świata są wrażliwi i cierpia tak jak my i cierpieli. Tacy co to olewają są zazwyczaj gruboskórni ale oni sami nie wiedzą że sie okłamują i tak naprawdę to trzymają w sobie.

 

Często gdy jest źle czuję się jakaś taka odrzucona, beznadziejna.......
a kto wtedy czuje sie dobrze :) normalne zjawisko.

Będzie dobrze ale postaraj sie zrobić coś małego, drobnego ale do Końca

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

to nawet jak sie czymś zajmiesz to myśli możesz mieć nakierowane na tą złą sprawe więc nie tu jest rozwiązanie tego kłopotu rozwiązanie jest w opanowaniu swojej wrażliwości nauczeniu sie czerpać z niej pozytywne rzeczy. ILU POETÓW ARTYSTÓW JUŻ ŹLE SKOŃCZYŁO!!!! TO STRASZNE A MY NIE JESTEŚMY ARTYSTAMI PO NIC NAM TA WRAŻLIWOŚĆ !

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

staram się przyjrzyj się człowiekowi który nie jest wrażliwy. Zobaczysz

jaki on jest naprawdę poznaj go bliżej a zobaczysz jakie ma ideały w życiu.I potem odpowiedz sobie na pytanie czy lepiej być wrażliwym czy być jak ten drugi

 

Wrażliwość przynosi człowiekowi pozytywne oblicze zaczepienia w systemie społecznym. Dzięki niej nie jesteśmy sami dla siebie, lecz potrafimy żyć i działać dla innego człowieka - z większą lub mniejszą wzajemnością.

 

Wrażliwość Jest podstawą zaawansowanych procesów poznawczych. Poczynając od poszczególnych zmysłów, które będąc bardziej wyczulone, dostarczają nam więcej informacji o otaczającym świecie i komunikują nieraz głębiej ukryte potrzeby własnego organizmu, wrażliwość rozwija w nas kolejne pokłady ciekawości i zrozumienia.

 

Wrażliwość jest jednym z najpiękniejszych przymiotów ludzkiej uczuciowości. Wrażliwość odróżnia nas od mniej skomplikowanych organizmów, choć już w przypadku bliższych krewnych ze świata zwierząt nie musi być to regułą dotyczącą każdego.Wrażliwość obsługiwana w sposób prawidłowy daje człowiekowi sukcesywny rozwój bez utraty wewnętrznej równowagi. Co się jednak dzieje, gdy z wrażliwością postępujemy nieumiejętnie?

 

 

 

Na pewnym etapie rozwoju, nawet pojedyncze negatywne doznania zaczynają być niebezpieczne, gdyż najczęściej stanowią fragment bardziej złożonych form odczuwania i myślenia opartego na niezadowoleniu.

 

Niezadowolenie nie jest naszym sprzymierzeńcem. Poza funkcją stymulującą do poszukiwania zmian, trwające dłużej, zaczyna utrwalać się w podświadomości jako ślady. Nie są one, niestety, usuwane podczas chwil radości, lecz sumują się w czasie, powodując narastającą destrukcję naszej osobowości. Tym bardziej groźną, że nie uświadamianą. Pokłady irytacji nie dość, że powodują zmniejszenie naszej tolerancji na bodźce stresowe, to dodatkowo zawężają szerokość postrzegania i trzeźwość racjonalnego myślenia, prowadząc do wytworzenia rekurencyjnego procesu (samo-napędzającego się) zmierzającego w niekorzystnym kierunku.Na tak przygotowany grunt wystarczy, że natrafi jakiekolwiek zdarzenie życiowe, które jest zaszeregowane jako stresujące (długa lista tych zdarzeń jest przytaczana przez współczesną psychologię, poczynając od ciężkiej choroby, śmierci bliskiej osoby, utraty pracy, bądź nawet decyzji o ślubie, a na takich banałach jak wyjazd na wakacje, sprzeczka w sklepie czy wizyta ciotki kończąc), aby nastąpiła katastrofa. Przełamane zostają granice adaptacyjne i ujawnia się pełno-objawowy zespół zaburzeń nastroju pod postacią depresji i/lub lęku.

Nie jest to dla człowieka miłe, choć w części przypadków stanowi początek nowego podejścia do własnego życia i z tego powodu nie może być jednoznacznie negatywnie oceniane.

O depresji napisano wagony artykułów, mniej lub bardziej naukowych, oraz zaleceń dla cierpiących. Nie chcąc z większością z nich polemizować, zgodzić się trzeba z jednym, że zaburzenia nastroju coraz częściej są przyczyną tragedii życiowych oraz zwiększającej się liczby samobójstw. Ma w tym swój udział pozostawiona bez wsparcia wrażliwość.

 

Nasuwa się więc konkluzja, że dzięki wrażliwości tworzy się historia pozytywna naszego rozwoju, choć sama w sobie jest ona zabójczo pięknym darem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ale jest taka zasada w życiu nic z przesadą z wrażliwością też nie można przesadzić

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przyzanj sobie czas od czasu prawo do dola. bo jak robisz sobie wyrzuty ze go masz to czujesz sie gorzej i w kolko. No super ze ejstes wrazliwa. wykorzystaj to jakos. mozesz pisac wiersze mozesz byc artystka. ale mozesz to wykorzystac w tkaim aspekcie spolecznym pomagac innym ludziom. to zaleta a nie wada. pozdro dla wszytskich wrazliwcow!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak jesteś wrażliwą osobą, jest to dar, ale i przekleństwo...

Znalezienie zajęcia to dobra sprawa tylko hmm... nawet kiedy człowiek jest w dole nie ma na nic ochoty. Jeżeli popadniesz przez coś w doła przemyśl sprawę na nowo, spróbuj odnaleźć w niej pozytywne aspekty a jeżeli ktos Cie czymś skrzywdził na spokojnie porozmawiaj z ta osobą wyjaśnij wszystkie niewiadome może akurat nie miał takiego zamiaru ;) dopatrywanie się złego we wszystkim jest bardzo złym nawykiem, bo każdy dzień odnosi się do powiedzenia: ze skrajności w skrajność, czy jakoś tak

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiesz, mam podobnie. Też z tym w jakiś sposób walczę ale umiem jakoś być z siebie dumny z tego że potrafię być otwarty na tego typu emocje. Chyba trzeba poprostu zawsze starać się być optymistą. Znajdywać dobre strony w złych chwilach czy coś w tym stylu...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

to jest dar zgadzam sie z Margaret ale nie zgadzam sie że to przekleńswto bo kwestia jest żeby umieć kożystać z daru jak sie umie to nie jest to przekleństwem nie prawdasz Margaret ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Każdy człowiek jest wrażliwy, zależy tylko od stopnia w jaki ukazuję tą swoją wrażliwość Światu. Nie raz myślimy, że nie którzy zamiast serca posiadają tylko głaz. Niestety bardzo się mylimy, tego typu ludzie ukrywają swoje emocje, myślą że to ich prywatna sprawa. Dając do zrozumienia przeciętnemu człowiekowi, że są nie wiadomo jak odważni i wspaniali, a za tym twardym pancerzem, jaki każdego dnia wkładają na siebie kryje się dusza wrażliwca, który podobnie jak kwiat rozkwita, doprowadzając do tego, że ta twardość się w drobny mak przemienia i wtedy widać prawdziwe oblicze...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli o mnie chodzi, to myśle, że jestem przewrażliwiona na swoim punkcie. Nienawidzę krytyki, a jesli już się z nią spotkam, to czuję się niesamowicie przybita i zdołowana. Wszystko za bardzo biorę do siebie, nawet krzywe (jak mi się wydaje) spojrzenia przypadkowych ludzi na ulicy, a zwłaszcza rówieśników. Nie mówiąc już o tym, że żal mi zabić nawet mola czy komara... Szczerze mówiąc, to zazdroszczę osobom, które nie przejmują się błahostkami. Ja mam tę przesadną wrażliwość wrodzoną i prawdopodobnie jej już nie zwalczę...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

branie wszystkiego do siebie to uważasz że jest to przesadna wrażliwość czy poprostu może wada którą da sie zwalczyć ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję bardzo za odpowiedzi baardzo mnie pouczyły:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja jestem nadwrazliwa....... :( ...wykańcza mnie to psychicznie i fyzycznie....Nie mam w nikim w sparcia....starałam sie leczyć, ale lekarka oprócz tego, że przepisuje mi leki, w żaden sposób mi nie pomaga.......

Jestem teraz sama w domu.nie mam sił...... jestem zła..zniechęcona...zmęczona... Uważałam do dziś, że śmierć to nie rozwiązanie.... bałam się, że po smierci może byc jeszcze gorzej...Ale teraz..kiewdy patrzyłam na lezące w łazieńce zyletki... Widzę to niemal jak blogosławieństwo....Rodzice by po mnie tylko chwile popłakali...ale czas uleczyłby rany... nic innego po mnie nie zostałoby.... :( [/i]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

saizou co ty gadasz, dziewczyno!!?? myslisz, ze tam jest lepiej? skad mozesz to wiedziec? moze tam w cale lęki i "doły" wcale sie nie koncza... to nie jest wyjscie, ale chyba pojscie na latwizne. po co sie starac, walczyc skoro masz te swoje zyletki. myslisz, ze nikt by po tobie nie plakal? myslisz, ze rodzicow by to nie ruszyło? watpie...

co do lekarki, psychiatra to nie terapeuta, bo chyb, ze jest tez psychologiem. tak czy inaczej powiedz jej jak sie czujesz i popros, moze zna jakiegos psycholog, bo tobie terapia jest potrzebna, a leki to nie wszystko.

zadnych pomysłów "żyletkowych" i głowa do góry, bedzie lepiej tylko ty sama musisz tego chciec, a chciec to znaczy móc!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wiem że po smierci nie jest lepiej...wiem, jak pisałam wcześniej, że zabolałoby to moich rodziców....jednak stoje między młotem a kowadłem...Nie mam zrozumienia...matka wypomina mi, że ciągle wypłata idzie na moje leki(oprócz depresji mam astmę i kłopoty intymne)...że powinnam się wziąć w garsc...a nie roić chorobe....

Przyjaciół nie mam....

odczuwam ciągły psychiczny i fizyczny "ucisk" w sobie.... nagromadzenie ciąglych i ciągłych negatywnych uczuć :( ...to jak pułapka bez wyjścia

 

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 3:01 pm ]

od najmłodszych lat postrzegana byłam jak dziwadlo...nie należe do rodziny z "wyzyn finansowych"....Ale nie przejmowałam się tym na poczatku..Żyłam..starałam się...miałam jedna przyjaciółkę ktora ciągle mnie wykorzystywała...

mimo wszystko starałam się..pomyslałam.."rób coś dziewczyno"..zainwestowałam w wiedzę...uczyłam się..w liceum z nauką dobrze mi szło..

Później jednak zawód..bo mimo włożonej pracy nie dostałam się na wymarzony kierunek..

:(

Ale podniosłam się ponownie..szłam dalej...Znalazłam(tak myslałam wówczas) miłość swojego zycia....której dzis juz brak..

Narastały prblemy..zdrowie... klopoty z koncentracją...na studiach orłem też nie jestem...

W dobie dzisiejszej propagandy "wyglądaj zawsze sexi i olsniewająco jak gwiazda"|...ja starałam się dbać o siebie..chociaż uroda też nie jest najmocniejszą moją stroną..

Ktos napiszę..uroda to przecież nie wszystko..owszem..ja to wiem..

tylko..gdziekolwiek..z kimś rozmawiam(chodzi mi o internet) to wszyscy namiętnie pragna zdjęcia..Jak się nie spodoba..mimo ciekawej rozmowy, urywa się ona po tym fakcie

.... nie wiem już.... staram odnaleźć w sobie coś, co warte byłoby przetrwania..ulepszania....abym istaniała w życiu a nie tylko wegetowała...

ale nie moge... :(

 

przepraszam za wszelkie błędy ortograficzne, składniowe itp. ....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×