Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Jest pewien typ ludzi, o których można powiedzieć, że 'są zbyt pewni siebie', pewnie każdy z Was spotkał kogoś takiego - głowa zawsze uniesiona, uśmiech na twarzy, donośny głos i ton nie znoszący spzeciwu. Jak sobie radzicie w kontaktach z nimi? Dla mnie, która cierpię na fobię społeczną kontakty z 'normalnymi' ludźmi są koszmarem, a co dopiero z takimi... Dziś rozmawiałam z kimś i takim - czułam, że przewierca mnie wzrokiem.. widzi jaka jestem nieporadna, od razu straciłam resztki mojej pewności siebie. Skuliłam się drżąc i przestałam sie odzywać. Co gorsza ta osoba to zauważyła i powiedziała to na głos...

Nie umiem się komuś takiemu sprzeciwić, powiedzieć 'nie' - chyba to jest najgorsze.

Czy znacie jakieś sposoby na oswojenie się z takimi stresującymi osobami? Słyszałam, że trzeba sobie wyobrażać kogoś takiego w śmiesznej sytuacji (u dentysty, na nocniku :smile: itp.) Co o tym sądzicie? Co zrobić, żeby kontakty z nimi były łatwiejsze? My jesteśmy jednym wielkim wyrzutem sumienia, oni zwykle wcale nie zauważają swoich błędów. Czy porozumienie się z kimś takim jest w ogóle możliwe?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiesz Telimenko, dziś na terapii właśnie o tym rozmawiałem. Mówiłem że są ludzie, którzy wzbudzają we mnie przykre uczucia - złości (a nawet nienawiści), strachu, poczucia niższości itp. Opisałem tych ludzi jako tych, którym "powodzi się w sensie emocjonalnym", a ja po prostu czuję się duuużo gorszy od nich.

Usłyszałem odpowiedź, że nie jestem gorszy. Jestem inny na tyle, na ile każdy z ludzi jest inny, indywidualny. Nie wiem przecież, co ci uderzająco pewni siebie mają w duszy, z czym się borykają "prywatnie", na co dzień.

Tak jak nie wszyscy wiedzą, co siedzi we mnie (choć oczywiście znerwicowanym jest niewątpliwie trudniej).

Ciekawe, może ludzie "ostentacyjni" coś chcą w ten sposób skryć?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

hmmm... ja przed taką osobą w sumie gram kogoś kim zwykle nie jestem. Nie pokazuję wahania, nie mam wątpliwości, nic mnie dookoła nie obchodzi, trochę tak jakbym był ignorantem, no i szukam słabego punktu w tej osobie żeby zbić ją z tego podium pewności siebie. Ale mimo wszystko w głębi duszy jestem taki jak ty Telimenka. A szczery jestem przed takimi samymi typami ludzi jak ja ( i uważam że porozumieć się można tylko z takimi "bratnimi duszami"). Prawdę mówiąc chyba stałem się kameleonem - wtapiam się w otoczenie. Ale nie wiem czy to do końca dobre podejście... oceń sama.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

telimenko nie ma nic zlego w ludziach bardzo pewnych siebie, ale musza to byc jednostki, ktore nie tylko znaja swoja wartosc ale i rozumieja jak rozni potrafia byc ludzie. Wtedy warto sie takich ludzi trzymac. (bynajmniej nie dlatego zeby "wisiec u panskiej klamki" ale mozna sie od nich wiele nauczyc, zreszta tacy ludzie zadko kiedy korzystaja ze swojej pewnosci siebie egoistycznie)

Inna grupa sa ludzie bardzo pewni siebie ale ta pewnosc buduja na nizszosci innych i jej poglebianiu. Ale jak mowi stare afrykanskie przyslowie "Nawet mrowka moze zabic slonia".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Trochę to niesprawiedliwe co mówicie o ludziach pewnych siebie. Macie do nich pretensje, za to, że nie są takimi jakimi sami chcielibyście być. Co złego jest w tym, że ktoś nie ma fobii, nie czuje się osaczony w kontaktach z innymi ludźmi, ma silny charakter i poczucie własnej wartości i ogólnie jest otwarty?

W całej swej nerwicowości zaczynamy piętnować to co jest dobre.

A jeśli mamy problemy w relacjach z takimi ludźmi to jest to rzecz, którą mamy w sobie zmieniać, a nie pietnować za normalność i równowagę psychiczną innych ludzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No coz... ja jestem taka osoba, ktora z zewnatrz mozna okreslic "pieszczotliwie" kobieta-czolg. Na pewno zestawienie mojej osobowosci z osoba, ktora boryka sie z rozmaitymi problemami stanowi duzy i niesprawiedliwy kontrast.

 

Ale... naprawde nie gryze. I nie zawsze bylam... "taka" Tzn ja nie jestem pewna siebie, ja jestem soba, a mowiac bardziej precyzyjnie ja stalam sie soba, a w dodatku jestem siebie swiadoma (zreszta to chyba moj najwiekszy talent).

Wiem czego chce, jestem zadowolona i radze sobie ze soba, z zyciem i z innymi ludzmi, a oprocz tego, ze jestem silna i niezalezna i realizuje siebie i mam pomysl na zycie, no i potrafie "sie sprzedac". Poza tym ostatnia praca, wyszkolila mnie bardzo w postawie asertywnej i radzeniu sobie nawet w nieprzyjemnych sytuacjach, wiec sila rzeczy stalam sie jeszcze bardziej "pewna siebie". Ok dosyc. Bo wpadne w samouwielbienie, a stamtad juz nic mnie nie uratuje. To moj bedzie koniec i poczatek psychopatii.

 

Mozna mi zazdroscic :mrgreen:

Oczywiscie, ze mozna jezeli postepuje sie po najmniejszej linii oporu. Ale mozna tez czerpac inspiracje.

 

Bylam szara mysza, niesmiala, ktora unikala ludzi, bo czula sie gorsza. Mialam mnostwo kompleksow, za duzy nos, za maly biust, gigantyczne dupskoitp itd Pospolite problemy raczej, rosly do ogromnych rozmiarow, bo na to wszystko nakladalo sie bardzo trudne dziecinstwo, ponad moje sily, brak jakiegokolwiek wsparcia, samotnosc, leki o przyszlosc, brak rodzicow, maz chory na nerwice itp itd Ogromny bagaz ciezkich zyciowych doswiadczen, z ktorymi przez dlugi czas nie umialam sobie poradzic.

 

Gdyby porownac czlowieka do domu, to ja mieszkam teraz w palacu, ktory sama sobie wybudowalam, ale gdyby ktos przyjrzal sie z czego ten palac powstawal, czym jest okupiony, jak ciezka mi bylo dojsc do punktu w ktorym jestem, to nigdy, nigdy by mi niczego nie zazdroscil.

 

 

Tak naprawde zlapalam rownowage i ciesze sie zyciem, bo pomimo wszelkich problemow, ktore mialam rozwijam sie. A ponad to poniewaz, zycie niezle dalo mi w "to grube dupsko" (widocznie musialam je miec na poczatku moje drogi, zeby jakos przetrwac hehe) jestem wrazliwa i otwarta i elastyczna.

I dzieki tym cechom niczego sie nie boje, bo sobie ufam. Po prostu wiem, ze sobie poradze niezaleznie od okolicznosci, no chyba, ze beda to jakies traumatyczne wydarzenia, dopuszczam do siebie mysl, ze zycie moze mnie rzucic na kolana, dlatego im bardziej jestem pewna siebie tym bardziej ksztaltuje w sobie pokore. To wszystko jest mi dane, a nie jest moje. Ja korzystam ze swojego zycia najlepiej jak umiem, ale wiem, ze nie jest ono moja wlasnoscia, bo nie wszystko jest zalezne ode mnie.

 

We wszystkim trzeba umiec znajdowac "zloty srodek", nie mam innej recepty na zycie i dziekuje Bogu kazdego dnia, ze jest mi dana ta umiejtnosc, w dostatecznym stopniu.

 

 

No a teraz... jak sobie radzic z takimi jak ja?

 

No coz jak ze wszystkimi, AKCEPTOWAC. Ja sie ciagle ucze od innych. Dlaczego nie uczyc sie od takich osob ja ja?

Trzeba zalozyc sobie "oddzielne akta" i nie popelniac grzechu glownego, nie porownywac sie z nikim. Jestesmy odrebni, w roznym stadium rozwoju, z roznym obciazeniem i problemami do rozwiazania. Ale mozna sie rozgrzeszyc tylko wtedy jezli naprawde pracuje sie nad soba i ja naprawde, sciagam czapki z glow, dla prawdziwych staran bez wzgledu na to ile danej osobie udalo sie osiagnac, bo efekty przyjda predzej czy pozniej. Umiejetnosc codziennej mozolnej pracy nad soba to jest prawdziwa wartosc. I nalezy ona do kazdego czlowieka, jesli tylko chce. Tutaj sie wlasnie wszystko zaczyna...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Fajnie, że ktos poruszył taki temat ;) Jak dla mnie to praktycznie wszystkie osoby są pewne siebie, wygadane, usmiechnięte. Mam wrażenie jak bym tylko ja była taką przysłowiową sierotką Marysią..cóż. Wydaje mi się, że sposób na polepszenie kontaktów z ludźmi "bez kompleksów" to po prostu nie dać się! Choćby to miało być sztuczne, może wtedy w końcu się nam polepszy. Ja się jakoś staram.. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

lula - może i niesprawiedliwe, ale raczej skupiliśmy się na tych ludziach pewnych siebie, którzy tą pewność budują na poniżaniu innych - i to właśnie z takimi osobami zwykle ma się problem...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tak jestem pewny siebie, ale nie lubię osób które wyżej srają niż dupe mają, że sie tak wulgarnie wyrażę.

 

Telimenko, przy rozmowie z taką osobą, zrób w tył zwrot (no chyba, że to twój szef :/), nie ma się co zmuszać!

 

btw. nie cierpię okazywać słabości

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja udaję pewną siebie,ale nie jestem taka.Natomiast rozumiem,co chciała nam powiedzieć Virginia-mam koleżankę,którą traktuję jako swoje "Guru".Jej życie wyglądało tak,że powinna się załamać.Ojciec alkoholik i balowicz,prawie go w domu nie było,matka zgorzkniala i bardzo wymagająca.Dziewczyna całe życie żyła pod presją wygórowanych wymagań.A jednak wyszła z tego obronną ręką.Jest bardzo pewna siebie,wewnetrznie zdyscyplinowana i potrafi kierować ludźmi,od których jest zależna(typu szef)jak tylko chce.Ale nad tymi słabszymi,potrafi otworzyc prawdziwy parasol ochronny,jest bardzo koleżeńska i równa z niej babka.Zawsze mi powtarzała-"nie przejmuj się pierdułami,na które nie masz wpływu".I te słowa wybawiły mnie już z niejednej opresji.Oby takich ludzi bylo jak najwięcej.Dodają nam sił i chęci walki o siebie,o własny wizerunek.

A takich pseudo-pewnych siebie,tzw.wampirow-najlepiej unikać i omijać szerokim łukiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak jak napisal Yantar - 'nie ma nic złego w ludziach pewnych siebie', ale jak słusznie zauważa Piotrek - tylko taka pewność siebie jest dobra, która jest objawem zdrowej, normalnej samoakceptacji i otwarcia, a nie bezgranicznego samouwielbienia i chęci absolutnej dominacji nad innymi...Taka na pewno nie chciałabym być! Chciałabym być po prostu 'pewna siebie'. Póki co jest inaczej i nie radzę sobie w kontaktach z osobami toksycznie pewnymi siebie; tych u których ta pewność jest normalna lubię i szanuję, bo wiele się od nich nauczyłam - zauważyłam, że mają oni tendencję do otwierania 'parasola ochronnego' nad słabszymi.

Mam nadzieję, że uda mi się zaakcetować to, że każdy z nas jest indywidualnością. Macie rację: całą pewność siebie trzeba samemu wypracować, człowiek nie zmieni się od tak od samego chcenia. Trzeba działać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak Telimenka... praca, praca i jeszcze raz praca. Trzeba kształtować siebie przez cały czas i nie przerywać, pilnować, bo nie wiem jak u was ale ze sobą mam tak, że jakieś postępy zrobię w tym do czego dążę (np. do poprawy pewności siebie i samoakceptacji) i tylko chwila nieuwagi (w przenośni oczywiście) i wszystko potrafi lec w gruzach... Nie można sobie pozwolić na chwilę załamania ani nic takiego... Mam nadzieję że rozumiecie wszyscy o czym mowa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
ale nie lubię osób które wyżej srają niż dupe mają, że sie tak wulgarnie wyrażę.

no ja też- a spotkałam kilka takich i nieźle zalazły mi za skórę.

Własnie takich ludzi nie lubię - nie wszystkich "pewnych siebie" ale właśnie tych "wampirów" jak to określiła Róża. Skutki związku z takim "typem" odczuwam do dziś.

A tak ogólnie to podziwiam ludzi pewnych siebie - tyle maja odwagi i wiary i siły. I jak sie na nich patrzy to można sobie pomyśleć że wszystko im łatwo przychodzi, co raczej nie jest prawdą. Ale myslę że fajnie jest wierzyć w siebie i swoje siły - wtedy wszystko jest łatwiejsze. Zazdroszczę takim ludziom. Może kiedyś.....

Osobiście to jak jestem w otoczeniu takich ludzi to raczej milcze i słucham - nie mam śmiałości się odezwać. troszkę mnie przytłaczają. Ale jak są sympatyczni to po czasie i ja się rozkręcę mimo mojej fobii. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

no ja niestety mam taką siostrę która się dowartościowywuje poniżajac mnie ,m.in próbowała mnie tak traktować..ale ,że zeszłam jej totalnie z drogi to mi to już zwisa..ale pamięć o tym,że ona uważa się za kogoś lepszego czasem się odzywa i boli.. ,taka niezagojona rana..

 

...jednak wydaje mi się,że wiele osób z pozoru pewnych siebie odgrywa jakąs rolę.. a za kulisami też kryje się wiele niepewności oraz kompleksy....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

,, Ludzie pewni siebe"' - no........ ciekawy temat.

Wydaje mi się, że wielką krzywdą wyrzadziłoby się, gdyby do jednego worka wrzucić :

 

1/ ludzie pewni siebie i toksyczni

 

Ad 1/ sądze że występuje znaczna rożnica pomiędzy ludżmi są pewni siebie tz. wiedzą doskonale czego chcą i są świadomi swoich sukcesów. Nie muszą spinać się po plecach innych by wejść na szczyt im poprostu jest to nie potrzebne . Zdają sobie doskonale sprawę jaką wartość przedstawiają Nie mają potrzeby dokonywać dyskryminacji . Są poprostu sobą i dostrzegają innych. No i co najważniejsze nie czują się zagrożeni. Co zdecydowanym przeciwieństwem są ludzie TOKSYCZNI a fee -ci dochodą do szczytu po trupach ale niestety czyimś kosztem, potrafią bez jakich kolwiek ograniczeń zepchnąć kogoś w dol. Naszczęście nie jest ich wielu.

Ten podział dokonalam tylko dlatego, iż sądzę że tacy ludzie są mi potrzebni do życia .A mianowicie bym mogła się ,, szlifować jak na prawdziwego diamenta przystalo ".Nie znam innego sposobu jak moglaby tego dokonać bez takiego ludka toksycznego który jest tak w sobie zapatrzony że nie wie ( nigdy tego się odemnie nie dowie ) że się szlifuję .

Pozdrawiam Wszystkich serdecznie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Jest pewien typ ludzi, o których można powiedzieć, że 'są zbyt pewni siebie', pewnie każdy z Was spotkał kogoś takiego - głowa zawsze uniesiona, uśmiech na twarzy, donośny głos i ton nie znoszący spzeciwu. Jak sobie radzicie w kontaktach z nimi? Dla mnie, która cierpię na fobię społeczną kontakty z 'normalnymi' ludźmi są koszmarem, a co dopiero z takimi... Dziś rozmawiałam z kimś i takim - czułam, że przewierca mnie wzrokiem.. widzi jaka jestem nieporadna, od razu straciłam resztki mojej pewności siebie. Skuliłam się drżąc i przestałam sie odzywać. Co gorsza ta osoba to zauważyła i powiedziała to na głos...

Nie umiem się komuś takiemu sprzeciwić, powiedzieć 'nie' - chyba to jest najgorsze.

Czy znacie jakieś sposoby na oswojenie się z takimi stresującymi osobami? Słyszałam, że trzeba sobie wyobrażać kogoś takiego w śmiesznej sytuacji (u dentysty, na nocniku :smile: itp.) Co o tym sądzicie? Co zrobić, żeby kontakty z nimi były łatwiejsze? My jesteśmy jednym wielkim wyrzutem sumienia, oni zwykle wcale nie zauważają swoich błędów. Czy porozumienie się z kimś takim jest w ogóle możliwe?

Unikam takich ludzi, czasami mnie przerażają i irytują. Mam wrażenie, ze przy nich jestem głupsza niż mi się wydaje...ONI zawsze błyszczą nawet wtedy, kiedy mają plamę na bluzce :roll: jakbym ja miała plamę to zaraz by mnie wyśmiali, ale przejdźmy do rzeczy...na ogół w klasie mam styczność z takim typem człowieka, ale kiedyś mi się zwierzył jeden chłopak. Taki pewny siebie, dusza towarzystwa. powiedział mi coś komu nikomu nie mówił. Otóż, że często łapie doły i niekiedy musi udawać, gdyż ludzie spostrzegają go jako człowieka bez problemów, który podchodzi do wszystkiego z wielkim luzem...jednak to pozory, on się już zmęczył, ale musi taki być bo znajomi tegoż wymagają. Obserwuję na korytarzach w szkole ludzi nazbyt pewnych siebie i powiem szczerze nie chciałabym być taka jak oni wolę cierpieć w duszy, żyć w swoim świecie niż udawać kogoś innego. Próbowałam tak i jeszcze bardziej się pogrążyłam....Ludzie to nie roboty, my mamy uczucia a to, iż chcemy się podpasować większej grupie to już indywidualna decyzja.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sluszne spostrzerzenie,tak jak telimenka napisala ,, jest pewien typ ludzi o ktorych można powiedzieć, że są zbyt pewni siebie " ,, jest pewien typ ludzi , więc ja man na myśli tą pierszą polowę tych pewnych siebie przy którzy to nie potrzebują dowartościwać swoje ego drugą osobą. Są otwarci. pewni i przy nich czlowiek czuje się dobrze nawet wówczas gdy obawia się zabrać glos w ich obecności.Zdarzylo mi się wielokrotnie przebywać w ich towarzystwie, a to że jestem lękliwa, no cóż tylko się nie odzywalam poprostu słuchałam ( no cóż widzę inni robią to samo) co mają dopowiedzenia. I w takich okolicznościach zawsze nasuwala mi się myśl nie chce tkwić w swoich lękach, strachu muszę coś zrobić ze sobą by również stać się pewna samej siebie. Zawsze sobie powtarzam w myślach że i mnie na to stać. Czy ja jestem gorsza od innych. Czy już na nic nie zasługuję. Przecież z tymi moimi lękami nie jest mi dobrze. Fatalnie się czuję. Nie chcę cierpieć, nie chcę udawać . Margaret masz rację oni blyszczą nawet gdy mają zaplamioną bluzkę. Rownież to zauważylam , niejednokrotnie sie nad tym zastanawiałam dlaczego tak jest, no i chyba do tego doszlam. Ja prócz lęków to jeszcze jestem przewrażliwiona na własnym punkcie, co inni powiedzą. Oni to ludzie a ja tez jestem czlowiekiem a nie robotem . Nie pragnę się utorżsamiać z kim kolwiek poprostu pragnę być wolna , niezależna. I rzeczywiście to każdy z nas naszczęście może dokonać wlaściwego wyboru dla siebie, by żyć godnie z samym sobą i z innymi. Jeszcze dluga droga przedemną no cóż , .... i między innymi znalazłam się tu na forum

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiatr więc życzę Ci, abyś znalazła tą prawidłową drogę, która poprowadzi Ciebie do bardziej godnego życia, bez leków i obaw co przyniesie jutro ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Virginia, chcialam tylko napisac ze twoj post pozwolil mi zrozumiec bardzo duzo spraw, podziwiam cie i serdecznie gratuluje ze umiesz pisac o sobie w taki sposob. mam nadzieje ze ktoregos pewnego pieknego dnia, ja sama bede mogla napisac takie slowa.

pozdrawiam:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam troszku inny problem. Z natury jestem pewna siebie i jak to się mówi przebojowa. Nerwicę też mam. Wcale się nie wyklucza...

 

Często trudno jest mi komunikować się z zalęknionymi ludźmi, bo oni z reguły nic nie mówią i Bóg jeden wie co w tych głowach tkwi. Często mam też wrażenie, że tacy ludzie mnie z urzędu nie lubią. I często okazywało sie, że się nie mylę.

 

Miałam na studiach koleżankę, która miała kompleksy i nie wierzyła we własne siły (mimo,że była całkiem bystra). Trudno było do niej dotrzeć. Pod pozorem chłodu kryła się osoba szukająca dowartościowania. Podziwiała takich otwartych ludzi, a zdrugiej strony ich nienawidziła.

 

Naprawdę niemiło robiło sie patrzeć na nią jak cieszy się gdy komuś coś się nie udaje, albo jakaś przebojowa osoba dostawała po du...e. To były momenty gdy się ożywiała. Tylko skąd takie chore podejście.

 

Margaret naprawde głupio się czyta jak podbijasz sobie samopoczucie argumentacją, że tak naprawadę pewni siebie ludzie są nieszczęśliwi. Zazdrość aż się wylewa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam Wszystkich gorąco. Margaret bardzo Ci dziękuje za te slowa , nawet nie wyobrażasz sobie jak cenne one są dla mnie.

Kilka krotnie czytalam wszystkie posty.Wydaje mi się że one wiele mądrego wnoszą na temat ludzi pewnych siebie, jak my ich odbieramy. Jak reagujemy i vice versa. No, wiele daje do myślenia. :roll: I tu mamy wybor..............

Wszystkich pozdrawiam. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lula-masz rację,ja też nieraz łapałam się na tym(jako nerwicówka :lol: ),że nie jestem w stanie zaufać osobie,która jest tak zamknięta w sobie,że nie wiadomo w ogóle co myśli.Ale może to powoduje nasz lęk i niepewność w takich relacjach.I wychodzi błędne koło-on siedzi cicho,bo się boi ciebie,a ty przestajesz z nim rozmawiać,bo się boisz jego "zamknięcia się"na ciebie.Paranoja.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Właśnie jestem w takim błędnym kole... nie chcę tworzyć nowego postu, dołączę się do tego. Mam koleżankę, która zawsze mówi, że wszystko jest ok, w ogóle jest małomówna i czasem myślę, że wiele skrywa - bardzo wiele... chciałbym do niej dotrzeć, mam wrażenie, że ma do mnie o coś żal, a zupełnie nie jestem zorientowany, o co chodzi (to znaczy już sobie utworzyłem stertę hipotez, w czym jestem winny itd. ale słyszałem o sobie takie opinie, że wiecznie niepotrzebnie i bezpodstawnie się o wszystko obwiniam, ale mam świadomość, że moje hipotezy kiedyś - w jakiejś sytuacji nie będą bezpodstawne). I już zupełnie zgłupiałem .... jak rozpoznać siebie, jak rozpoznać tą koleżankę? jest na to jakiś złoty sposób? Pomóżcie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Piotrusiu, niestety złotego środka nie ma... każdy człowiek jest inny.... każdy zamek ma inny klucz... co nie znaczy, że tego klucza nie da się odnalezć...postaraj się po prostu jak najczęściej z nią rozmawiać... o wszystkim, z czasem się otworzy, zobaczysz, bądz serdeczny i cierpliwy...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×