Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
marzenie

Jak nauczyć się śmiać?

Rekomendowane odpowiedzi

WITAM

wiecie co czuję,że zaczynam się zbierać, jest prawie dobrze, mogę wychodzić do ludzi, nie mam ataków paniki w większych skupiskach, bywać zaczęłam na imprezach, spotykam się ze znajomymi-wszystko ładnie tylko... nie potrafię się śmiać.

staram się, ale to jakiś grymas wychodzi-może wygląda jak uśmiech,tylko że ja czuję się jak w masce i mam takie napięcie że fizycznie boli.

jak to przełamać ?

mimo iż walczę z depresją, jestem w stanie uwierzyć,że będzie dobrze,że dam radę,mimo iż potrafię się już zmobilizować do wielu rzeczy to ciągle jestem smutna

może mój problem to małe piwo w porównaniu z większości z was, ale może na to też jest jakiś sposób.

bardzo chcę zaprosić radość do swojej wciąż chorej duszy/głowy?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

marzenie brak zwyklego niewymuszonego smiechu czy chocby usmiechu, to nie jest maly problem. Dla kogos kto chcialby sie smiac to jest jak dysfunkcja. Byc moze w pewien sposob probojesz sie kontrolowac miedzy ludzmi co blokuje spontaniczne reakcje min. smiech.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Marzenie-a czy wcześniej śmiech nie sprawiał ci problemów,bo może po prostu takie masz usposobienie,czy jest to wynik depresji?Uwierz mi,nie śmiejący się ludzie też są potrzebni w towarzystwie,nie tylko wesołki.Musi byc równowaga.Ja np.bez przerwy się śmieję albo przynajmniej uśmiecham i to bez względu na wszystko.Po prostu tak już mam i nie potrafię inaczej.Wszyscy tak sie do tego przyzwyczaili,że jak wpadam w zbyt wielki dół i przestaję się uśmiechać i nadawać,to wokół mnie robi się żałoba.Wszyscy tracą humor i nie wiedzą co ze mną robić.Tak,że widzisz,ja z kolei nie mogę sobie pozwolić na spokojny smutek.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wesołkiem to może ja nie byłam, raczej poważna i o innej wrażliwości-no cóż typowy nerwicowiec, ale potrafiłam się śmiać.

a teraz twarz mam jak po kiepskim liftingu, cały czas spiętą i ze smutnym wyrazem. przeszkadza mi to, np.podczas rozmowy w sprawie pracy odpadam w przedbiegach bo kto by chciał ponurą mumię, wiem że na nowych ludziach robię wrażenie ponuraka-no cóż jestem, a starzy zanajomi też zaczynają unikać mojego smutku, a najbardziej cierpi pewnie moja córka i co przerażające robi się podobna do mnie. a ja chcę żyć i cieszyć się życiem i coś mi mówi, że pierwszy krok to uśmiech-tylko jak?

a tak przy okazji z innej beczki: siedziałam dziś kilka godzin na forum i czytałam a łzy lały mi się cały czas -to był jednak oczyszczający płacz, dziwne...

dzięki wam za to ,że jesteście-wiele to dla mnie znaczy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiesz co drogie Marzenie?? Czytajoc Twoj post to troche tak jak bym czytal o sobie. Ja mam troche inny problem. Nie mam dziweczyny i tak naprawde nigdy jej nie mialem. Dlatego moglbym sie zapytac jak nauczyc sie calowac?? Mysle, ze umiejetnosc tych dwoch rzeczy - calowania i smiania sie - polega na tym samym. Wydaje mi sie, ze musi w tym byc bardzo duza doza spontanicznosci. Wtedy smiech wyjdzie napewno:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

marzenie jesli moge ci cos poradzic, sproboj usiasc, oprzyj sie lekko i po prostu "odprez" twarz. Postaraj sie sprawic by byla spokojna, rozloznij wszystkie miesnie. Zadnych grymasow, prob usmiechu, po prostu rozluznienie wszystkich miesni. Jak chwilke pocwiczysz bedziesz wiedziala jak to zrobic w bardziej stresujacych sytuacjach. Usmiechu to raczej nie wywola ale poczujesz sie odrobine bardziej komfortowo, a moze nawet uda ci sie to opanowac tak, by przywolac ten spokojny wyraz twarzy w bardziej stresujacych sytuacjach. Twarz spokojna, zawsze robi lepsze wrazenie niz ponura, ze spietymi miesniami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kochane marzenie. Wiedz że nie jesteś sama i dzęki za to że napisałaś iż uśmiechanie się nie jest rzeczą prostą. Ja w preciwieństwie do Ciebie zawsze byłam radosna i w ciągu tych swoich 26 lat często uśmiechy mi się zdażały. Rok temu urodziłam ślicznego synka, drugiego już do mojej "kolekcji". We wrześniu 2006 nałożyło mi się za dużo spraw i trach ... dopadła mnie depresja. Czy uwierzysz, że z radosnej, uśmiechniętej dziewczyny stałam się ciągle płaczącą i smutną kobietą. Wiesz teraz jestem na lekach, moze dlatego troszke mi łatwiej, ale ciągle potrafie rozpłakac się, gdy patrze na moje roześmiane dzieci. Tylko stwierdziłam że dla moich Dzieci muszę byc radosną mamą, chociaz wiem że będzie mi trudno, ale One na to zasługują. I Ty Kochane marzenie też masz powód do radosci i uśmiechu - to Twoja córeczka, postaraj się, znajdz cel w tym że sie uśmiechniesz> Pomyśl marzenie jeden, chociaz jeden uśmiech dziennie dla Twojej Małej. Zyczę Ci żebyś była radosna i uśmiechnięta. Pozdrawiam serdecznie :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj

Jak chcesz sie posmiac i naumiec sie smiac to moge cie naumiec :)

 

 

 

"Moja jest tylko racja i to święta racja. Bo nawet jak jest twoja, to moja jest mojsza niż twojsza, że właśnie moja racja jest racja najmojsza!!! - Dzień Świra"

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam nadzieje że smiechu mozna sie poprostu "nauczyc" . Sama jestem dopiero na etapie "nauki" ale szczerze wierze że jest to możliwe. Są ludzie którzy zawsze sa uśmiechnięci, są też smutaski. Na pewno znacie i takich i takich. Ludzie uśmiechnięci całkiem inaczej wygladaja co pewnie zauważyliście sa rozpromienieni, na peno zdrowsi, dłużej zachowuja młodość A jak sie tego nauczyć? Przebywajac miedzy nimi!!!!! To samo wejdzie w krew i nawet sie nie ogladniemy a juz na swiat bedziemy patrzec inaczej

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja byłem takim ponurakiem... to kwestia podświadomego 'duszenia' radości w sobie. W pewnym momencie zacząłem się śmiać, nie wstydzić się śmiechu i radości. I jaki skutek? W szkole na lekcjach jak dzieje się coś śmiesznego to łapię się na tym że śmieję się najgłośniej i ostatni przestaję - ja tego śmiechu powstrzymać nie mogę. Rozbisurmaniłem się ;):mrgreen: . Albo jak czytam niektóre posty na tym forum - śmieję się do monitora, a w domu mnie za nienormalnego uważają. I mają rację, a ja takie opinie mam w d...... Dobrze mi jest jak jest. Z początku trzeba ten śmiech wymuszać, a skończy się na odruchu bezwarunkowym i mimowolnych skurczach mięśni policzkowych :D:D:D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nie staraj sie na sile smiac, poczekaj az smiech sam przyjdzie spontanicznie, zycze Ci, żebyś już niedlugo śmiala się do bólu brzucha :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Już zapomniałem jak to jest tak naprawdę szczerze bez udawania śmiać się. Nie licząc udawanych uśmiechów, szczerze nie śmiałem się już chyba od 7-miu lat... No i co. Kiedyś bardzo dużo się śmiałem, może już mi się wyczerpał zapas śmiechu? :? Mogę Ci tylko powiedzieć, że wiem jak to jest. No bo co mogę Ci powiedzieć innego... Rozumiem Cię

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
naprawdę szczerze bez udawania śmiać się.

To "zabawne", ale mnie się to ostatnio bardzo często przytrafia. Zawsze byłem pogodnym człowiekiem, łatwo mnie było rozśmieszyć. W skrajnych przypadkach reagowałem czystym, zabójczym (dla mnie) śmiechem. Ale odkąd na nowo przyplątała się nerwica, wszystko stało się takie udawane. Oczywiście w pracy zawsze z uśmiechem do klienta... ha ha ha... jaki piękny dzień itp., itd. ale wystarczy, że klient się odwróci uśmiech mija... szybko, tak w jednej chwili, po prosty gaśnie... bez jakiejś tam złośliwości oczywiście. Tak jakby koniec przyjemnej rozmowy, oznacza koniec szczerzenia zębów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zahn, to skoro koniec przyjemnej rozmowy oznacza koniec uśmiechu, to znakiem tego musisz znaleźć osobę, która zawsze zmusi Cię do szczerzenia zębów.

 

Czy taka już jest ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
musisz znaleźć osobę, która zawsze zmusi Cię do szczerzenia zębów. Czy taka już jest ?

 

Nie ma, ale to bardzo dobra rada i zdaje sobie sprawę z tego, że uśmiech musi mieć swojego odbiorcę, stałego odbiorcę, że się tak wyrażę. Tyle, jeśli chodzi o teorię, bo z praktyką to kuleję. Niestety nerwica lękowa bardzo ogranicza, a deprecha odbiera nadzieję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ograniczanie ograniczaniem, ale można coś z tym zrobić ?

Wydaje mi się, że ta wiara w ten uśmiech na pewno pomoże.

Bo pomyśl - czy skoro mówienie przychodzi gorzej, to nie można się do kogoś ładnie uśmiechnąć ? A ktoś właśnie ten Ktoś odwzajemni ten uśmiech.

Może to właśnie będzie ten stały odbiorca ?

 

A jeśli nie, to zawsze jakiś krok do przodu - ciągle uśmiech będzie Tobie towarzyszył, a i inni ludzie chociaż na chwilę będą mieli weselszy świat :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Odpowiedź na pytanie z tematu: znaleźć takich ludzi przebywając z którymi będziemy mieć ochotę na uśmiech, taki prawdziwy, nie udawany, a to może się udać, gdy czujemy się dobrze w otoczeniu bliskich nam ludzi.

Ja uśmiecham się często i lubię rozśmieszać innych, co czasem widać po moich postach. Uwielbiam używać tego pana - :mrgreen: , bo jak go użyję, to zaraz uśmiech się pojawia na mojej gąbce. Oczywiście uśmiecham się jeżeli czuję się swobodnie, a czuję się swobodnie w towarzystwie ludzi, których lubię. A tu na forum dość często się uśmiecham, więc chyba trochę was muszę lubić :mrgreen: Czasem jak myślę o miłych rzeczach, to też się uśmiecham, zdarza mi się to nawet w autobusie :mrgreen: Podoba mi się jak idę ulicą i niktórzy mijający mnie obcy ludzie czasem się uśmiechają, tak bezinteresownie, bo po prostu są szczęśliwi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

K. no niestety ograniczenia nieźle ograniczają. Mam nerwice lękową objawiającą się "paniką" w obecności większej ilości ludzi. Więc nie bardzo mam czas na słanie uśmiechu na lewo i prawo... zazwyczaj słaniam się wtedy na nogach i usiłuje jakoś dojść z pkt. A do pkt. B. szukając po drodzy punktów C, D... o małym skupisku ludzi. To są te chwile, kiedy nie jest mi do śmiechu ;)

luthien tak trzymać... uśmiech na forum jest bardzo ważny... w końcu, tyle tu smutków.

 

Ja chyba na nowo muszę nauczyć się śmiać, lub znaleźć źródło radości ;-) Ale niewiele jest ku temu okazji... dobrze chociaż, że mam ten odruch... nawet szczery, ale taki krótki ;-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

hmm ja bym spytala jak nauczyc się płakać ;) nie pomagal mi ten stan wiec przestalam :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja ze śmiechem mam średnio problem, ale jest coś o wiele gorszego. Gdy już zacznę się śmiać ogarnia mnie ból psychiczny, rozpacz i w sekundzie potrafię przejść do płaczu :shock: (nie zawsze tak jest, ale w przeważającej większości niestety) . Więc chyba powoli zaczynam unikać śmiechu. Chciałabym umieć śmiać się bez takich ekscesów :( .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem, czy to możlwie, żeby nauczyć sie znowu śmiać, tak szczerze...bo jeśli chodzi o uśmiech to potrafię się uśmiechnąć do ludzi, ale nie pamiętam kiedy się szczerze i zdrowo z czegoś śmiałam-to było chyba w wieku nastu lat, czyli wieki temu...ale co do dorosłych to znałam jedną kobitkę po 30-tce, która wiele przeszła a umiała sie szczerze śmiać i robiła to codziennie a była przy tym jak zwariowana nastolatka...a ja przy niej choć 10 lat młodsza to zachowywałam się jak jakaś wdowa :roll:

...ech, Barbara pozdro dla Ciebie:* :* :*

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam czasem wrażenie, że na siłę nie pozwalam sobie na śmiech. Często kiedy było mi wesoło miałam w głowie takie myśli, że to pewnie przed śmiercią mam taki humor i teraz to już tylko będzie źle. Nie wiem dlaczego tak myślałam i nadal kiedy spotyka mnie coś dobrego to czuję podobny lęk. Ale właśnie przez tego typu lęk nie pozwalałam sobie na radość. Od niedawna staram się nie wierzyć tym myślą i chociaż nadal są to nie przestaję się cieszyć jeśli jest taka okazja. Czuję się dużo lepiej kiedy więcej się śmieję i mam w dupie czy przez to mi się coś stanie czy nie, bo przecież czy ja nie mam prawa do szczęścia? Każdy je ma więc spadaj nerwico na drzewo!!!!!!!!!!!!!!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
więc spadaj nerwico na drzewo!!!!!!!!!!!!!!!

 

Tak trzymaj... !!! :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×