Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Magda23

Użytkownik
  • Zawartość

    60
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. A ja byłam do niedawna strasznie zalękniona, teraz zrobiłam prawo jazdy i kupiłam samochód coraz lepiej idzie mi jazda, aż się boje tej normalności, strasznie się boję, to takie inne uczucie.
  2. Dzięki, trochę mi wyjaśniłeś, dzięki za wyczerpującą odpowiedź.
  3. Middle_Of_Night dzięki za odpowiedź. Mam jeszcze jedno pytanie czy w tym powrocie do zdrowia miałeś takie momenty, że zastanawiałeś się czy to napewno tak ma być. Czy te zmiany napewno idą w dobrym kierunku?? bo bądź co bądź człowiek zmienia się i to bardzo i mnie to czasem przeraża a przecież trzeba zaryzykować i brnąć dalej. Masz też takie odczucie??
  4. Ja mam pewne przemyślenia w związku z tym co napisałeś. Bo piszesz, że jak tylko ta pani wzywa Ciebie do tablicy to odrazu widzisz ten jej uśmiech. Ale może spróbuj spojrzeć na to trochę inaczej. Właściwie dlaczego uważasz, że ona śmieje się w danym momencie akurat z Ciebie? Może poprostu ma taki wyraz twarzy. Niepotrzebnie to tak interpretujesz bo w konsekwencji się boisz. Ja miałam podobnie w pracy. Zawsze przejmowałam się tym co o mnie mówią, patrzyłam na miny ludzi i widziałam głupie uśmieszki. A teraz mam to gdzieś, robie swoje i itak wszyscy widzą, że się staram, a jeśli nieraz coś zrobie takiego że mnie obgadają to co z tego?nigdy wszystkim nie dogodzisz!!!!zawsze Cię obgadają czego byś nie zrobił, więc lepiej robić swoje i olać innych.
  5. Napewno się da choć jest trudno. Ja skończyłam.
  6. Middle_Of_Night mam pytanie do Ciebie. Piszesz, że zacząłeś wychodzić i wszystko Cię cieszy, śmiejesz się czujesz radość. Ja też staram się żyć ale mam pewien problem z emocjami. Często ich właśnie nie czuje. Mało co mnie tak naprawdę cieszy. Nie wiem może za bardzo czekam na te emocje. Ale myślę, że gdybym bardziej cieszyła się tym co mam to było by jeszcze lepiej. Tylko jak to zrobić???
  7. Da się z nerwicą żyć, ale nie jest to życie w pełni zadawalające. I jak trwa to już jakiś czas to człowiek ma dość i chciałby wreszcie żyć całkowicie bez lęków i w pełni się cieszyć a nie wegetować tylko i mówić, że przecież sobie radze. Ja kiedyś też myślałam, że jak sobie zacznę radzić to będzie już super, ale samo radzenie to jeszcze za mało ( a osiągnęłam w nerwicy naprawdę sporo). Chciałabym wreszcie poczuć, że żyje, cieszyć się każdym dniem, wstawać i już myśleć co zrobię z każdą sekundą mojego życia. Odnaleźć siebie, swoje pasje, zainteresowania- tego narazie nie potrafię zrobić i z tym jest mi ciężko.
  8. Magda23

    nerwica mija!

    Czytam te wasze posty i trochę mi przykro. I rozumie te słowa buntu co poniektórych. Sama tak samo robiłam. I ja nie nazwała bym swojej choroby epizodem bo tkwiłam w tym ładnych parę lat. W zasadzie nie rozumiejąc co jest nie w porządku. Nie chcę pisać, że trzeba zmienić myślenie i nagle wszyscy wyzdrowiejemy. Nie chce bo wiem, że na mnie takie słowa nie działały. Mi było chyba bardzo wygodnie w tym wszystkim i dopiero jak poczułam że coś trace to zmieniało się moje życie
  9. Magda23

    nerwica mija!

    Ja chodziłam ok 1,5 roku, ale z doświadczenia wiem, że nie ma co patrzeć na czas, każdy ma swój odpowiedni moment. Jeden potrzebuje czasu więcej inny mniej. Ja nadal nie uważam, że zrobiłam wszystko. Tak naprawdę cały czas uczę się poznawać i rozumieć siebie. Poza tym ja uważam, że każdy ma jakieś problemy tylko są ludzie którzy się bardziej nimi przejmują i stąd ich nerwica. Jeszcze jedno: zawsze myślałam sobie jak to będzie jak zacznę się pozbywać objawów, myślałam ze będzie tak fajnie i już z górki. A tu niespodzianka, bo jest jeszcze trudniej. Z objawami żyło się naprawdę łatwiej, wszyscy się litowali, pomagali, wyręczali ( tylko ludzie z grupy mi dowalili i żadnej litości nie było). Teraz wszystko robię sama, nie ma już opiekunów. Jestem odpowiedzialna coraz bardziej za swoje życie. Ale też w momencie kiedy uda mi się zrobić coś bardzo trudnego to czuję taką straszną satysfakcję, że warto było przez to wszystko przejść. Decyzja o powrocie do zdrowia dlatego jest taka ciężka bo choroba daje dużo korzyści, taka jest moja refleksja po tym co przeszłam.
  10. Magda23

    nerwica mija!

    Magia, to nie jest łatwe, ale bardzo długo się z tym zmagałam i nadal dochodzę do siebie. Pomogło mi to, że straciłam pracę, chłopak powoli miał mnie dosyć i powiedział, że albo coś z tym zrobię albo koniec naszego związku. Sama też zaczęłam się coraz bardziej wkurzać na siebie. W końcu znalazłam pracę na której mi strasznie zależy i nie chcę jej stracić i to też mi pomaga. Poza tym chodziłam długo na terapie grupową i tam dostałam niezły opieprz od ludzi, że nie biorę się za siebie. Tak mi dowalili, że musiałam rozpocząć pracę nad sobą. Przyjęłam do wiadomości, że każdy człowiek ma gorsze dni i staram się dawać sobie prawo do tego. Np. dzisiaj czuje taki smutek no ale jakoś trzeba przeczekać, może jutro będzie lepiej. [Dodane po edycji:] Sory, ten post miał być skierowany do Moniki;)
  11. Magda23

    nerwica mija!

    Mam pytanie do tych co wyzdrowieli. Bo ja także dużo już osiągnęłam, codziennie staje się coraz bardziej samodzielna i coraz lepiej radze sobie w życiu. Jeśli chodzi o objawy to miałam ich wiele. Straszne napięcie głowy, które powodowało, że robiło mi się słabo (wszystko połączone z depersonalizacją i derealizacją). Często nie wiedziałam sama czy żyję. Ból psychiczny był najgorszy. Teraz coraz rzadziej, myślę o nerwicy. Postanowiłam, że nie ma dla niej miejsca i stawiam sobie coraz trudniejsze wyzwania do pokonania. Najtrudniejszym momentem w zdrowieniu było dla mnie przyjęcie nowych zmian, bo stare było złe ale bezpieczne. Zmieniało się dosłownie wszystko. Krok po kroku ustawało napięcie głowy ( czego bałam się najbardziej, bo odbierałam to tak jakby ktoś mi coś zabrał z głowy, czułam takie wolne miejsce, już nie musiałam tak strasznie ściskać głowy) często wpadałam właśnie wtedy w panikę myśląc że to jakiś wylew. A napięcie ustawało coraz bardziej. Dopiero jak pogodziłam się z tym i uznałam za pozytywną zmianę, poczułam ulgę. Wydaje mi się, że teraz jest coraz lepiej. Czy wy również macie podobne odczucia?? podczas zdrowienia baliście się tych zmian?? i zadawaliście sobie podobne pytania typu: czy to tak ma być??czy już idzie w dobrym kierunku??
  12. Moim dużym sukcesem jest to, że podobno na codzień zmieniam swoje życie, inaczej podchodzę do problemów, w pracy podejmuje wyzwania i uparcie chcę je zrealizować (dawniej pewnie bym się wycofała i uciekła). Teraz jak uda mi się to zrobić to mam taką wielką satysfakcje.
  13. Pisałam tutaj o tym, że chialabym zacząć studia uzupełniające i udało się, jestem po pierwszym roku Jeszcze tylko rok mi został, strasznie się ciesze, że odważylam się sięgnąć po to co wydawało się nie osiągalne bo naprawdę był to dla mnie duży dylemat.
  14. isj czasem lepiej taką teorie wsadzić głęboko!!! poprostu masz świadomość swojej choroby i to niech Ci wystarczy. Żyj............poprostu żyj...............Nie martw się na zapas, nie odliczaj dni kiedy będziesz mógł uznać siebie za zdrowego, bo moim zdaniem stawiasz sobie wielgachną bariere i strasznie się tym ograniczasz na drodze do zdrowia. To moje zdanie. pozdrawiam
  15. isj ale optymista z Ciebie, w nerwicy najbardziej trzeba walczyć z pesymizmem;)
×