Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Zapętlona

Użytkownik
  • Zawartość

    13
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Miałam dokładnie tak jak Wy. Mama kierowała każdym moim krokiem. Okazało się, że mam zaburzenie osobowości zależnej, terapie nie pomagały. Wyprowadziłam się od mamy, mam własną rodzinę. Jeśli mi się udało (a miałam potworne napady lękowe), Wam też się uda. Nie liczcie, że mama czy babcia się zmienią. Będą cały czas próbowały utrzymać kontrolę. Podstawa to uniezależnienie się finansowe. Na początek może jakaś praca dorywcza, e-biznes, handel na Allegro, jeśli trudno Wam zdecydować się na cały etat. Też mi żal mamy, ale jak tylko ją odwiedzam, zaraz gorzej się czuję. Mamy bardzo mi żal, jest całkiem sama ALE kiedy się wyprowadziłam, znalazła sobie koleżanki! Bo ona też się męczy w takiej toksycznej relacji (chociaż nie dopuszcza tego do świadomości), więc pomagam Jej w wyzdrowieniu oddalając się. Mama zawsze źle się czuje, kiedy chce coś wymusić. Jak osiągnie cel, zaraz zdrowieje w oczach:) Krytykuje mojego męża i synka i robi wszystko, żebym do niej wróciła. Nie wrócę i z przesadądbam, żeby nie stać się nadopiekuńcza dla Synka.
  2. Ja bym zastanowiła się nad zmianą terapii. Czy ten psycholog, do którego chodzisz, leczy tylko objawy, czy też szuka przyczyn? Też mam małe dziecko i brałam leki. Jestem w trakcie terapii, już bez leków. Dla mnie przez cały czas zażywania antydepresantów problemem była senność.
  3. Kreatka wydaje mi się, że łatwiej wyprowadzić się, gdy rodziców jest dwoje. Moja matka ciągle podkreśla, jaka jest samotna, nie ma się do kogo odezwać itp. Terapeutka powiedziała mi na początku, że osiągnięcie samodzielności jest podstawą wyleczenia osobowości zależnej. Jest jeszcze problem, żeby nie wpaść w kolejny toksyczny związek np. z partnerem lub dzieckiem. Jeśli chodzi o ignorowanie lęków: bałam się np. pójść sama do supermarketu, ale szłam mimo lęku. Starałam się nie myśleć o objawach, żeby jeszcze bardziej się nie nakręcać. To bardzo trudne, ja na początku musiałam wspomóc się Rexetinem. Bardzo pomogło mi uświadomienie sobie, że nikt nie jest idealny. Wszyscy ci mijani na ulicy ludzie mają swoje problemy, choroby, niepełnosprawności - taki "plecak" z trudnościami. Nie zawsze go widać na pierwszy rzut oka. Jak sobie jeszcze przypomnę coś mądrego, to napiszę. Pozdrawiam i życzę dużo zdrowia w Nowym Roku wszystkim forumowiczom.
  4. Na terapię chodzę pół roku, ale nie jest to moja pierwsza terapia. Nadal na nią chodzę. Lęki odeszły, ale nadal leczę zaburzenie osobowości zależnej z elementami unikającej. Terapia polega na rozszerzaniu horyzontów - patrzeniu na problemy z innej perspektywy. Ale zanim zaczęłam leczenie, sama zrobiłam ważny krok - wyprowadziłam się na dobre od autorytarnej matki. Poza tym mam zdecydowanie więcej obowiązków i mniej czasu na rozmyślanie. Chciałam Wam pokazać na własnym przykładzie, że mając nerwicę można w miarę normalnie żyć - założyć rodzinę, pracować itp. Przypomniało mi się ważne zalecenie z terapii: ignorować lęk, wychodzić z domu, robić inne rzeczy wywołujące lęk starając się o nim nie myśleć. Trzeba też zwalczyć "lęk przed lękiem", bo to później nakręca nerwicę. Z tego, co pamiętam, nie każda nerwica jest skutkiem zaburzeń osobowości. Może to np. być rezultat traumatycznego wydarzenia. Ale to już pewnie wiecie:) Moje poprzednie terapeutki szukały takiego zdarzenia na siłę.
  5. Kreatka, można ignorować nerwicę. Spróbuj:) Nie zastanawiam się na istotą nerwicy, szkoda na to życia... Jeśli chodzi o psychoterapię, byłam wcześniej na trzech zanim trafiłam na tę właściwą. Może problem tkwił w tym, że poprzednie terapeutki leczyły tylko objawy (lęk), a nie przyczyny (zaburzenia osobowości).
  6. Chodziło mi o to, że można prowadzić takie życie jak ludzie bez nerwicy: wchodzić w związki, zakładać rodzinę, być aktywnym zawodowo, uczyć się. Miałam takie fazy, że bałam się wyjść z domu, ataki paniki i cały pakiet zaburzeń. To przeszkadza, ale nie uniemożliwia w miarę normalnego życia. [Dodane po edycji:] Myślę, że duże znaczenie miały też umiejętności psychologa, ale metoda również. Terapia nuczyła mnie inaczej patrzeć na problemy, ludzi, moje przypadłości.
  7. Można. Ja skończyłam, chociaż miałam wtedy i ataki paniki i potworne bóle głowy oraz mnóstwo innych dolegliwości somatycznych. Nie musisz iść na dzienne, masz jeszcze do wyboru zaoczne lub internetowe. Tam spotkania są o wiele rzadziej. Poza tym leki typu Rexetin czy Alventa nie mają tyle skutków ubocznych co te tradycyjne psychotropy. Polecam najpierw rozpoczęcie psychoterapii, ewentualnie z zaopatrzeniem się w leki u psychiatry, a później rozpoczęcie studiów. Mnie pomagało noszenie benzo w torebce. Chociaż ich nie brałam, wiedziałam, że mogę i to mnie uspokajało.
  8. Jestem tego przykładem:) Cierpię na nerwicę, a mimo tego mam pracę, rodzinę i kłopoty jak każdy:) Dla mnie przełomem było najpierw urodzenie Synka, a później terapia behawioralno-poznawcza. I przede wszystkim - wyprowadzenie się od mamy na dobre. Lęki zniknęły po terapii, leków już nie biorę. Obecnie leczę terapią zaburzenie osobowości zależnej. Ale nie od razu było tak różowo i z górki. Mimo lęku poszłam na kolejne studia, chociaż wydawało mi się, że nie dam rady nawet wejść do budynku uczelni. Nawet jeśli ciągle mam nerwicę, zaakceptowałam siebie. W fazie lęków starałam się je ignorować i żyć tak, jakby ich nie było. Czym mniej mam czasu na rozmyślania, tym jest lepiej. Dla mnie receptą na (przynajmniej częściowe) wyleczenie jest terapia u dobrego psychologa i próby normalnego życia, mimo lęku. Jest czasem ciężko, ale to możliwe!
  9. Po zmniejszeniu dawki swędzenie ustało:)
  10. Właśnie jestem w trakcie takiej terapii. Pomaga Przedtem byłam na behawioralnej - moim zdaniem była mniej skuteczna akurat dla mnie. U mnie terapia wygląda inaczej niż u Ciebie. Głównie to rozładowywanie negatywnych sądów o sobie i bliskich. Są też takie jakby wykłady, np. dlaczego nie należy unikać lęku i jaki jest mechanizm powstawania strachu.
  11. Dokładnie... Na dodatek tacy rodzice budują silną, neurotyczną więź z dzieckiem, celowo je ograniczając w rozwoju i kontaktach społecznych.
  12. Czy ktoś z Was miał takie objawy po długim stosowaniu Paroksetyny/Rexetinu: Swędzenie całego ciała, alergia. Jeśli podrapie się swędzące miejsce, wychodzą białe bąble. Swędzenie przenosi się w inny rejon, szczególnie często plecy, głowa, przedramiona. Do tego czerwone i swędzące wnętrza dłoni. Pytam, bo do mnie się coś takiego przyplątało. Pomaga dopiero zastosowanie leku przeciwalergicznego. Czy to może być po paroksetynie?
  13. Zapętlona

    Hej!

    Witam wszystkich, Z nerwicą walczę od 10 lat. Jestem na trzeciej psychoterapii, a opakowań zjedzonych leków już nie zliczę. Walczę. Raz jest gorzej, raz lepiej. Mam zaburzenia osobowości zależnej lub unikającej. Do tego czasem lęk uogólniony. Cieszę się, że znalazłam to forum. Wreszcie mogę spotkać ludzi z podobnymi problemami. Mój ojciec bał się wychodzić z domu. Twierdził, że obce siły chcą go dopaść przez rury kanalizacyjne. W dzieciństwie nie rozumiałam, jak bardzo był nieszczęśliwy. Umarł, ale jego problem wciąż żyje we mnie. Tylko rodzaj lęku się zmienił. Nie boję się nieznanych sił. W przeszłości miałam epizody agorafobii, teraz ten lęk się uogólnił, po prostu przychodzi i odchodzi. Nie umiem nawiązywać kontaktów z ludźmi. Kiedyś miałam przyjaciół, teraz już nie mam. Wyprowadziłam się do innego miasta. Uniezależniłam od dominującej matki. Ta samotność jest potworna. Mieszkam z mężem, z którym nie potrafię się porozumieć. Mamy 2,5 letniego synka. To dla niego walczę i boję się, czy nie odziedziczył po mnie skłonności do nerwicy. Pracuję, ale w domu. Próbowałam dojeżdżać do pracy, nawiązywać kontakty w zespole. Zawsze kończyło się klapą i lękiem. Dobrze, że jest komputer. Mam aż 33 lata. Albo dopiero:) Kiedyś lubiłam: rower, pisanie opowiadań, czytanie powieści fantastycznych. Teraz głównie spacery z synkiem. Staram się ignorować nerwicę w codziennym życiu. Chodzę na te wszystkie place zabaw, przedstawienia dla maluchów i inne miejsca z mnóstwem osób. Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam. Zapętlona.
×