Uzależnienie od "miłości"

Dział poświęcony uzależnieniom. Na forum dyskutujemy na tematy: alkoholizm, hazard, uzależnienie seksualne, uzależnienie od gier komputerowych, pracoholizm, palenie nikotyny oraz inne.

Uzależnienie od "miłości"

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 03 lut 2016, 15:22
bittersweet napisał(a):
Z tego właśnie powodu mam wątpliwości czy można "to" określić "uzależnieniem od miłości"? Zauważacie podobny schemat funkcjonowania również poza związkami "miłosnymi"?
Tak, ja jestem w relacjach międzyludzkich skłonna do poświeceń i dawania z siebie więcej niż powinnam. Na terapii zinterpretowano moje opiekowanie się innymi jako zamaskowanie własnej potrzeby otrzymania opieki i pomocy. No ale relacje zawodowe czy kolezanskie potrafie zakończyć jakoś bez zbędnego bólu, natomiast te zwiazkowe to dla mnie dramat.

Dostrzegam podobieństwa u siebie, nawet, jeśli w sytuacji u mnie inaczej są rozłożone "akcenty". Poczucie bezpieczeństwa w relacjach czerpię m.in. ze wspólnotowości, "wspólnego przeżywania", "dążenia do celu razem". I o ile jest to realistyczne oczekiwanie w związkach, o tyle w różnego rodzaju grupach już niekoniecznie.
A co bardziej paradoksalne, z tych relacji międzyludzkich (nie tylko związków uczuciowych), które dają mi duże poczucie bezpieczeństwa, wycofuję się (tak jakby to miało być dla mnie "podejrzane", że mogę funkcjonować w "zdrowych relacjach"), a inwestuję w te relacje, które są znacznie mniej korzystne dla mnie. :roll:
Jak najbardziej jest to "odtwarzanie" toksycznych ról pełnionych w rodzinie. :?

@New-Tenuis, zgadzam się, że unikanie bliskości w związkach wpisuje się w pojęcie "uzależnienia od miłości". Moje wątpliwości wzbudza jedynie to, że u mnie unikanie bliskości występuje również w relacjach międzyludzkich, w których nigdy o miłość nie chodziło.

NN4V napisał(a):
Gods Top 10 napisał(a):....Kilka lat temu przerażające stało się dla mnie odkrycie tego, że wg podobnego schematu funkcjonowałem w pracy czy w grupie na studiach: "jesteś tyle warty, ile dajesz z siebie"... nieważne, że własnym kosztem.
Z tego właśnie powodu mam wątpliwości czy można "to" określić "uzależnieniem od miłości"? Zauważacie podobny schemat funkcjonowania również poza związkami "miłosnymi"?

Dla mnie powyższe jest niejasne.
Można bardzo wiele dawać z siebie - w ocenie drugiej strony - przy nieznacznych kosztach własnych.
Można się spruwać, lecz w ocenie drugiej strony będzie to niewiele.
Twoja wypowiedź zawiera chyba wyłącznie Twoją ocenę kosztów własnych - jako znaczne, jeśli dobrze zinterpretowałem.
Nie zawiera wartościowania osiągniętych skutków.
Czyli osoba nieefektywna będzie mieć poczucie wykorzystywania przez otoczenie?

Co jest niejasne?
Niewątpliwie w moich związkach uczuciowych występował brak zgrania potrzeb obu stron z tym, co obie strony dawały od siebie (gdyby było inaczej, któryś z tych związków by trwał nadal). Zapewne wynikało to m.in. z braku komunikacji na temat tego, jak to, co dajemy przyjmowane jest przez drugą stronę, czy trafia w jej potrzeby. :roll:
Natomiast w relacjach "nie-miłosnych" (tak to sobie określę) często bywało tak, że kilka osób dostrzegało, że "czegoś" brakowało w funkcjonowaniu grupy (w pracy czy na studiach), ale za takimi stwierdzeniami nie szły żadne działania. Najczęściej to wyglądało na zasadzie "niech ktoś coś zrobi .....". Najczęściej w rolę tego "kogoś" wchodziłem ja. Nawet, jeśli dana sytuacja wymagała niewielkiego działania, to irytował mnie fakt, że "zostaję z tym sam" (przynajmniej tak to odczuwałem).
Z perspektywy czasu widzę, że to oczekiwanie "wspólnotowości" było nie zawsze realne, bo grupa rządzi się zdecydowanie innymi prawami, niż para.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Uzależnienie od "miłości"

Avatar użytkownika
przez NN4V 03 lut 2016, 15:44
Gods Top 10 napisał(a):...
Co jest niejasne?

Znaczenie zdania: "jesteś tyle warty, ile dajesz z siebie".
Zmieniłbym na np.: "Jesteś tyle warty, na ile korzystne jest dla innych, to co dajesz z siebie". (tak funkcjonują wzmocnienia w psychologii)

Gods Top 10 napisał(a):...Niewątpliwie w moich związkach uczuciowych występował brak zgrania potrzeb obu stron z tym, co obie strony dawały od siebie (gdyby było inaczej, któryś z tych związków by trwał nadal). Zapewne wynikało to m.in. z braku komunikacji na temat tego, jak to, co dajemy przyjmowane jest przez drugą stronę, czy trafia w jej potrzeby. :roll:

No tak, komunikacja to podstawa.
__regvar __no_init volatile unsigned char flags
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4301
Dołączył(a)
01 kwi 2015, 14:08
Lokalizacja
Wrocław

Uzależnienie od "miłości"

Avatar użytkownika
przez New-Tenuis 03 lut 2016, 15:59
Ja bym takie robienie za innych nazwała raczej brakiem asertywności, a nie unikaniem bliskości. Skoro Cię to irytowało, warto popracować nad stanowczym mówieniem "nie". Też kiedyś miałam z tym problem, ale teraz się tego nauczyłam. W grupie idea "wspólnotowości" jest w mojej opinii utopią - uczę grupy ludzi i raczej żadna nie postępowała zgodnie z tą ideą, raczej każdy sobie rzepkę skrobie. Skoro jest Ci niewygodnie ze spełnianiem wszystkich oczekiwań grupy, warto się skoncentrować na asertywności. A chodzisz na terapię? Bo można tu tak gdybać itp., ale Twój problem może być głębszy, skoro schemat Twojego funkcjonowania w grupie i związkach się w kółko powtarza.
"I knew a man who lived in fear
It was huge, it was angry,
It was drawing near.
Behind his house a secret place
Was the shadow of the demon
He could never face."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2084
Dołączył(a)
13 gru 2010, 18:15

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Uzależnienie od "miłości"

przez vlad1974 15 mar 2016, 00:00
Ja się zastanawiam czemu moja była żona jest tak uzależniona od kochanka a tutaj rozwiązanie na tacy .Jak poczytałem to jakbym widział ich dla mnie "chory "związek.
Offline
Posty
52
Dołączył(a)
02 mar 2016, 15:52

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do