Samotność i toksyczny związek

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Samotność i toksyczny związek

przez truscawa1987 13 sie 2013, 09:46
Witam wszystkich i proszę o pomoc w podjęciu jakiejkolwiek decyzji.
Mam 27 lat i znalazłam się w takim punkcie swojego życia, w którym widzę jak każda możliwa szansa na normalne życie przemknęła mi pomiędzy palcami. Patrząc na swoich znajomych- na ich poukładane życie, na ich rodziny- zadaję sobie pytanie co ja nie tak robiłam i robię, że nie znajduję w swojej analizie siebie.
Postaram się napisać o sobie na tyle, by otrzymać od Was jakąś odpowiedź.
Dzieciństwo miałam dosyć udane. Byłam bardzo wesoła, wszędzie mnie było pełno. Tutaj pojawiał się problem, bo zawsze o każde zniszczenie oskarżana byłam przez mamę ja. Nie wiem dlaczego, ale wtedy zawsze miała do mnie jakiś dystans. Czułam wtedy, że miłość rozdziela pomiędzy moim starszym bratem a moją młodszą siostrą. Ja najwięcej ciepła otrzymywałam od taty. Mając 10 lat zachorowałam, co w konsekwencji jeszcze bardziej oddaliło mnie od rodziny. Brat się mnie wstydził- na każdym kroku powtarzał , że jstem gruba i nic nie warta. Siostra za jego przykładem robiła to samo, natomiast mama nie umiała sobie z tym poradzić i nie reagowała na ich zaczepki , albo udawała , że ich po prostu nie ma. Zapadła decyzja: musiałam być operowana- lekarze stwierdzili, że rozwijają mi się komórki rakowe na jajnikach i trzeba je usunąć, bo w konsekwencji będę miała raka. I tak przez 2 lata jeździłam od szpitala do szpitala będąc sama ze sobą. Rodzeństwo nie przyznawało się do mnie. Brat się mnie wstydził- siostra nie rozumiała jeszcze problemu. Porozmawiać mogłam jedynie sama ze sobą i tak też mi zostało do dzisiaj- czy to wogóle jest normalne? Potrafiłam godzinami rozmawiać ze swoją wyimaginowaną przyjaciółką na parapecie w szpitalu. Dużo malowałam i na papier wylewałam swój smutek i złość. Nie mam pretensji do rodziców- kocham ich i teraz z perspektywy czasu wiem, że nie byli cały czas przy mnie bo pracowali ciężko po to, żeby mi pomóc.
W wieku 12 lat po pierwszej operacji na korytarzu w szpitalu dowiedziałam się, że nie mogę mieć dzieci. Od pielęgniarki. Takie to były chyba czasy, bo zapytała" Myslałaś kiedyś o rodzinie? Chciałabyś mieć kiedyś dzieci" a ja jej odpowiedziałam" Nie, jestem za młoda, a wogóle to chyba nie"- " to dobrze , bo już ich mieć nie możesz"- usłyszałam. Załamałam się. Nie wiem dlaczego byłam zła na moją mamę- nie wiedziałam dlaczego nie usłyszałam tego od niej- dlaczego mnie to spotkało- czułam się upokorzona.
Mijały lata. Rok za rokiem- podstawówka, gimnazjum , potem szkoła średnia i lęk przed nowymi ludźmi. Bałam się jak odbiorą mnie inni. Jakoś poszło. W między czasie wróciłam do normalnej wagi. Miałam paru chłopaków, potem pierwsza praca i pierwszy toksyczny związek- pierwsza miłość na poważnie. On ; facet , który lubi ryzyko- chodził za mną pare dobrych miesięcy aż w końcu zostaliśmy parą. Szybko wyjechaliśmy za granicę, ale i szybko zaczął traktować mnie bardzo źle. Na początku nosił na rękach, po czasie traktował jak wycieraczkę, wrzeszczał a po jakimś czasie zdradzał. Kiedy wysłał do mnie smsa przeznaczonego do kochanki- odeszłam. Byłam załamana, nie potrafiłam dojść do siebie. Czułam się nic nie warta. Minął rok. Pojawił sie ktoś nowy w moim życiu- chłopak zupełnie inny, bo poukładany, inteligentny i pracowity. Dobrze mnie traktował- zaczęliśmy się spotykać. Nie było iskry, ale czułam się kochana- nie interesowało go czy mogę mieć dzieci, nie traktował mnie jak potencjalny nośnik dziecka- czułam się przy nikm kobietą. Z czasem jednak nie potrafiliśmy się porozumieć. Dla mnie on nie był fizycznie pociągający,ja dla niego mało poukładana. Spieraliśmy się o coraz to mniejsze drobiazgi.Ja odeszłam.
Po jakimś czasie miłość spadła na mnie jak grom z jasnego nieba- pojawił się ON. Nigdy tak nie kochałam. Był miły.Niskim głosem mówił od samego początku, że jestem tą jedyną. Poznaliśmy się w mojej pracy. Po tym jak mnie zobaczył przyjeżdżał do mnie za każdym przyjazdem do Polski ( On pracuje w Niemczech). Bardzo szybko zaczęliśmy się spotykać. On; czarujący, przystojny, dowcipny- męski. W jego ramionach świat przestawał istnieć. Poczułam się jak nastolatka, co za tym idzie na oczach miałam już wtedy klapki, przez które widziałam tylko to co chciałam widzieć a nie to co dzieje się na prawdę. Kontaktowaliśmy się przez skypa, telefon. Często nie odbierał telefonów, znikał na weekendy ale zawsze miał świetne wytłumaczenie. Postanowił, że mam być z nim w Niemczech- rzuciłam więc studia i pracę - wyjechałam do Niego. Z czasem zaczęło się dziać coraz gorzej. Okazało się , że On pije i to bardzo często i do takiego moentu , w którym nie stoi już na własnych nogach. Zaczęło się od wyzwisk z jego strony, od poglądów że powinnam być bardziej "jakaś". Potem pierwsze rękoczyny, wyzwiska, przeprosiny- dwa tygodnie spokoju. Picie, wyzwiska , rękoczyny przeprosiny. Nie pasuje mu nic- gdzie stawiam sól, gdzie stoję. Jakikolwiek problem- on pije. W tej chwili nie ma już oporu żeby mnie uderzyć, a ja nie potrafię się od niego uwolnić. Wyzywa mnie , używa codziennie wulgaryzmów- najbardziej dotkliwe są te, w kórych mówi że jestem nikim bo nie mogę mieć dzieci- że Bóg mnie ukarał, że jestem nikim i bez niego nic nie znaczę. Ile razy nie odeszłam tyle razy na tydzień się zmieniał, zwalał poczucie winy na mnie - bo to ja nie potrafię przecież tylu rzeczy. Pomimo tego, że znalazłam pracę to jestem nierobem według niego. Moja rodzina jest najgorsza a on jest moim wybawcą. PokAzuje mi inne kobiety i mówi , że powiennam tak wyglądać. Mówi , że jestem za szczupła, że to sam wiór, że głupia bo jestem blondynką, że jestem dziwką bo nie byłam dziewicą jak mnie poznał. Jestem w tym wszystkim sama- nie wiem jak sobie mam z tym poradzić. Powiedzcie mi, gdzie mogę szukać pomocy- co mogę już sama od siebie dla siebie zrobić. Czy ktoś wie dlaczego spotykają mnie takie związki? Czy to moja karma? Pomóżcie proszę i wybaczcie chaotyczną formę tego postu.
Truscawa1987
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
13 sie 2013, 08:37

Samotność i toksyczny związek

Avatar użytkownika
przez Rebelia 13 sie 2013, 10:30
Cześć.

Przede wszystkim, nikt nie ma prawa Cię poniżać. I nawet nie myśl, że te związki to jakaś karma i "tak musiało być".
Masz możliwość powrotu do Polski?
Jak wyglądają teraz Twoje relacje z rodzicami?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3628
Dołączył(a)
25 lip 2013, 14:18

Samotność i toksyczny związek

Avatar użytkownika
przez khaleesi 13 sie 2013, 10:42
truscawa1987 napisał(a):Witam wszystkich i proszę o pomoc w podjęciu jakiejkolwiek decyzji.
Mam 27 lat i znalazłam się w takim punkcie swojego życia, w którym widzę jak każda możliwa szansa na normalne życie przemknęła mi pomiędzy palcami. Patrząc na swoich znajomych- na ich poukładane życie, na ich rodziny- zadaję sobie pytanie co ja nie tak robiłam i robię, że nie znajduję w swojej analizie siebie.
Postaram się napisać o sobie na tyle, by otrzymać od Was jakąś odpowiedź.
Dzieciństwo miałam dosyć udane. Byłam bardzo wesoła, wszędzie mnie było pełno. Tutaj pojawiał się problem, bo zawsze o każde zniszczenie oskarżana byłam przez mamę ja. Nie wiem dlaczego, ale wtedy zawsze miała do mnie jakiś dystans. Czułam wtedy, że miłość rozdziela pomiędzy moim starszym bratem a moją młodszą siostrą. Ja najwięcej ciepła otrzymywałam od taty. Mając 10 lat zachorowałam, co w konsekwencji jeszcze bardziej oddaliło mnie od rodziny. Brat się mnie wstydził- na każdym kroku powtarzał , że jstem gruba i nic nie warta. Siostra za jego przykładem robiła to samo, natomiast mama nie umiała sobie z tym poradzić i nie reagowała na ich zaczepki , albo udawała , że ich po prostu nie ma. Zapadła decyzja: musiałam być operowana- lekarze stwierdzili, że rozwijają mi się komórki rakowe na jajnikach i trzeba je usunąć, bo w konsekwencji będę miała raka. I tak przez 2 lata jeździłam od szpitala do szpitala będąc sama ze sobą. Rodzeństwo nie przyznawało się do mnie. Brat się mnie wstydził- siostra nie rozumiała jeszcze problemu. Porozmawiać mogłam jedynie sama ze sobą i tak też mi zostało do dzisiaj- czy to wogóle jest normalne? Potrafiłam godzinami rozmawiać ze swoją wyimaginowaną przyjaciółką na parapecie w szpitalu. Dużo malowałam i na papier wylewałam swój smutek i złość. Nie mam pretensji do rodziców- kocham ich i teraz z perspektywy czasu wiem, że nie byli cały czas przy mnie bo pracowali ciężko po to, żeby mi pomóc.
W wieku 12 lat po pierwszej operacji na korytarzu w szpitalu dowiedziałam się, że nie mogę mieć dzieci. Od pielęgniarki. Takie to były chyba czasy, bo zapytała" Myslałaś kiedyś o rodzinie? Chciałabyś mieć kiedyś dzieci" a ja jej odpowiedziałam" Nie, jestem za młoda, a wogóle to chyba nie"- " to dobrze , bo już ich mieć nie możesz"- usłyszałam. Załamałam się. Nie wiem dlaczego byłam zła na moją mamę- nie wiedziałam dlaczego nie usłyszałam tego od niej- dlaczego mnie to spotkało- czułam się upokorzona.
Mijały lata. Rok za rokiem- podstawówka, gimnazjum , potem szkoła średnia i lęk przed nowymi ludźmi. Bałam się jak odbiorą mnie inni. Jakoś poszło. W między czasie wróciłam do normalnej wagi. Miałam paru chłopaków, potem pierwsza praca i pierwszy toksyczny związek- pierwsza miłość na poważnie. On ; facet , który lubi ryzyko- chodził za mną pare dobrych miesięcy aż w końcu zostaliśmy parą. Szybko wyjechaliśmy za granicę, ale i szybko zaczął traktować mnie bardzo źle. Na początku nosił na rękach, po czasie traktował jak wycieraczkę, wrzeszczał a po jakimś czasie zdradzał. Kiedy wysłał do mnie smsa przeznaczonego do kochanki- odeszłam. Byłam załamana, nie potrafiłam dojść do siebie. Czułam się nic nie warta. Minął rok. Pojawił sie ktoś nowy w moim życiu- chłopak zupełnie inny, bo poukładany, inteligentny i pracowity. Dobrze mnie traktował- zaczęliśmy się spotykać. Nie było iskry, ale czułam się kochana- nie interesowało go czy mogę mieć dzieci, nie traktował mnie jak potencjalny nośnik dziecka- czułam się przy nikm kobietą. Z czasem jednak nie potrafiliśmy się porozumieć. Dla mnie on nie był fizycznie pociągający,ja dla niego mało poukładana. Spieraliśmy się o coraz to mniejsze drobiazgi.Ja odeszłam.
Po jakimś czasie miłość spadła na mnie jak grom z jasnego nieba- pojawił się ON. Nigdy tak nie kochałam. Był miły.Niskim głosem mówił od samego początku, że jestem tą jedyną. Poznaliśmy się w mojej pracy. Po tym jak mnie zobaczył przyjeżdżał do mnie za każdym przyjazdem do Polski ( On pracuje w Niemczech). Bardzo szybko zaczęliśmy się spotykać. On; czarujący, przystojny, dowcipny- męski. W jego ramionach świat przestawał istnieć. Poczułam się jak nastolatka, co za tym idzie na oczach miałam już wtedy klapki, przez które widziałam tylko to co chciałam widzieć a nie to co dzieje się na prawdę. Kontaktowaliśmy się przez skypa, telefon. Często nie odbierał telefonów, znikał na weekendy ale zawsze miał świetne wytłumaczenie. Postanowił, że mam być z nim w Niemczech- rzuciłam więc studia i pracę - wyjechałam do Niego. Z czasem zaczęło się dziać coraz gorzej. Okazało się , że On pije i to bardzo często i do takiego moentu , w którym nie stoi już na własnych nogach. Zaczęło się od wyzwisk z jego strony, od poglądów że powinnam być bardziej "jakaś". Potem pierwsze rękoczyny, wyzwiska, przeprosiny- dwa tygodnie spokoju. Picie, wyzwiska , rękoczyny przeprosiny. Nie pasuje mu nic- gdzie stawiam sól, gdzie stoję. Jakikolwiek problem- on pije. W tej chwili nie ma już oporu żeby mnie uderzyć, a ja nie potrafię się od niego uwolnić. Wyzywa mnie , używa codziennie wulgaryzmów- najbardziej dotkliwe są te, w kórych mówi że jestem nikim bo nie mogę mieć dzieci- że Bóg mnie ukarał, że jestem nikim i bez niego nic nie znaczę. Ile razy nie odeszłam tyle razy na tydzień się zmieniał, zwalał poczucie winy na mnie - bo to ja nie potrafię przecież tylu rzeczy. Pomimo tego, że znalazłam pracę to jestem nierobem według niego. Moja rodzina jest najgorsza a on jest moim wybawcą. PokAzuje mi inne kobiety i mówi , że powiennam tak wyglądać. Mówi , że jestem za szczupła, że to sam wiór, że głupia bo jestem blondynką, że jestem dziwką bo nie byłam dziewicą jak mnie poznał. Jestem w tym wszystkim sama- nie wiem jak sobie mam z tym poradzić. Powiedzcie mi, gdzie mogę szukać pomocy- co mogę już sama od siebie dla siebie zrobić. Czy ktoś wie dlaczego spotykają mnie takie związki? Czy to moja karma? Pomóżcie proszę i wybaczcie chaotyczną formę tego postu.
Truscawa1987


Od tego momentu co oznaczyłam kolorem powinnaś powiedzieć temu panu by spadał pakować się i wracać do kraju.
Ostatnio edytowano 13 sie 2013, 10:45 przez khaleesi, łącznie edytowano 1 raz
"Zajmij się życiem albo umieraniem"
Nie wystarczy mieć rozum, trzeba jeszcze posiadać go tyle, by go nie mieć za dużo.~~Andre Maurois
Jest cechą głupo­ty dos­trze­gać błędy in­nych, a za­pomi­nać o swoich
Avatar użytkownika
Offline
Mistrz Avatara
Posty
12625
Dołączył(a)
20 lis 2010, 22:09
Lokalizacja
Kraina Czarów ekm Smoczków! :)

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Samotność i toksyczny związek

przez truscawa1987 13 sie 2013, 10:44
Z rodzicami dobrze żyję, po kryjomu dosyć często się z Nimi kontaktuję. Żeby wrócić do Polski muszę przyjechać swoim samochodem, a szczerze mówiąc przeraża mnie wizja mnie na autostradzie, więc uzależniona jestem od Niego. mam tu legalną pracę więc musiałabym nachodzić się po urzędach żeby wogóle zjechać na stałe. Boję się zacząć od nowa. Od tego słuchania , że do niczego się nie nadaję na prawdę w to uwierzyłam i czuję się tak zagubiona w tym wszystkim, że nie wiem jak mam sobie z tym poradzić. Co robić , jak robić? Jak zacząć? Co zrobić , żeby nie powielać toksycznych relacji?
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
13 sie 2013, 08:37

Samotność i toksyczny związek

Avatar użytkownika
przez Rebelia 13 sie 2013, 10:59
Wracaj do Polski i zapisz się do terapeuty. To najlepsze, co możesz zrobić, żeby pozbyć się emocjonalnego uzależnienia, nauczyć się omijać toksyczne związki z daleka i przepracować Twoje uczucia.
Najważniejsze, że zrozumiałaś toksyczność swojego związku, a to, że nie nadajesz się do niczego to tylko złe odczucie, które zakodowało się w Twoim mózgu (i wcale nie jest prawdziwe), ale da się to wszystko naprawić.
Wiesz, co robić, pytanie tylko, czy z tego skorzystasz.

-- 13 sie 2013, 11:00 --

I najważniejsze, nie jesteś sama. Rodzice mogą wyciągnąć pomocną dłoń.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3628
Dołączył(a)
25 lip 2013, 14:18

Samotność i toksyczny związek

Avatar użytkownika
przez Candy14 13 sie 2013, 11:04
truscawa1987, a nie mozesz sie po prostu wyprowadzic od niego i zamieszkac tam sama?
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

Samotność i toksyczny związek

Avatar użytkownika
przez socorro 13 sie 2013, 11:16
truscawa1987, witaj na forum ;)

Po przeczytaniu Twojego postu jedno nasuwa się na myśl- uciekaj od tego gościa!

Spójrzmy prawdzie w oczy- jesteś ofiarą przemocy. Tak, to co dzieję się w Waszym związku podchodzi pod patologię. I niestety, Twój ukochany nie zmieni się w mgnieniu oka, nie będzie lepiej, nie ułoży się. Jesteś młodą dziewczyną, jeszcze możesz ułożyć sobie życie. ale nie będzie to możliwe, jeśli nie zaczniesz działać natychmiast. jeśli sama nie zawalczysz o siebie, nikt tego nie zrobi. dlatego złóż wypowiedzenie umowy o pracę, załatw konieczne formalności, kup bilet na autobus (samolot?) i wróć do kraju, do rodziny, skoro piszesz że masz z nimi niezłe stosunki, masz więc gdzie wracać. i zobacz, że tak naprawdę nie jesteś uzależniona od niego. pamiętaj, że akty przemocy możesz zgłosić na policję.

Czy ktoś wie dlaczego spotykają mnie takie związki? Czy to moja karma?


Nie, to nie jest kwestia żadnej karmy . Zwyczajnie- byłaś ,,niedokochana,, w dzieciństwie, czułaś się niedoceniana, byłaś odrzucona. Te braki rekompensujesz w dorosłym życiu, nieświadomie wybierasz partnerów, z którymi tworzysz toksyczne relacje. Wydaje mi się, że jeśli chcesz poznać dokładne przyczyny takich wyborów, zmienić mechanizmy prowadzące do nich, konieczna będzie wizyta u psychoterapeuty, który na pewno pomoże Ci to wszystko zrozumieć.

truscawa1987, zacznij działać, zawalcz o siebie. Trzymaj się ;)
Ostatecznie wszyscy mamy do opowiedzenia tylko jedną historię - ,,X,, na naszej mapie.
,,X,, oznacza nie miejsce, gdzie zaczyna się życie, lecz gdzie zaczyna się ono liczyć...
Avatar użytkownika
Offline
Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
1642
Dołączył(a)
13 lip 2013, 18:54

Samotność i toksyczny związek

Avatar użytkownika
przez refren 13 sie 2013, 13:17
Po jakimś czasie miłość spadła na mnie jak grom z jasnego nieba- pojawił się ON. Nigdy tak nie kochałam.

truscawa1987, już po tych dwóch zdaniach, a nawet po pierwszym przeczuwałam, że dalej będą problemy. Miłość jak grom, nagła fascynacja, on taki wyjątkowy itp. itd... brzmi jak opis typowej nałogowej miłości, która przejawia się tak, jak opisałaś:
Poczułam się jak nastolatka, co za tym idzie na oczach miałam już wtedy klapki, przez które widziałam tylko to co chciałam widzieć a nie to co dzieje się na prawdę.

Niskim głosem mówił od samego początku, że jestem tą jedyną.

Jego zbyt szybkie zaangażowanie też mi się wydało podejrzane, wiem z własnego doświadczenia, że zbyt szybkie wpadanie w fascynację drugą osobą i obiecywanie cudów niewidów na drugiej randce nie świadczy o stabilności emocjonalnej delikwenta, choć jest na swój sposób pociągające, raczej o nałogowym podejściu do miłości, a często - jak się okazywało u mnie - również o innych nałogach - przerobiłam to kilka razy i w najlepszym wypadku trafiłam na niepijącego już alkoholika. Nazywam to typem dwubiegunowym - najpierw silna fascynacja, róże do domu, misie i pocztówki, a potem zwykle szybki spadek zaangażowania i odpychanie.
Związek z kimś, kto Cię nie szanuje, nieustannie krytykuje, traktuje jak zero, jest niszczący, stale podkopuje Twoje poczucie własnej wartości i wiarę w swoje umiejętności - to tak, jakby sobie hodować psychicznego pasożyta, który zabiera Ci siły, a potem trzeba dużo czasu, żeby się pozbierać i znów uwierzyć w siebie. Zwykle strach przed końcem toksycznego związku jest dużo gorszy niż sam ten koniec - kiedy już się zdecydujesz, zamiast cierpienia przychodzi niespodziewana ulga.
Nie analizuję Twojego dzieciństwa, bo to praca dla psychologa, a nie do omawiania na forum. Polecam ten portal,
myślę, że znajdziesz pomocne artykuły i namiary.
http://www.kobieceserca.pl/
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3253
Dołączył(a)
05 sty 2013, 20:12

Samotność i toksyczny związek

przez truscawa1987 14 sie 2013, 22:02
No i stało się... Tym razem po dwóch dniach bez alkoholu aż mu piana z pyska ze złości leciała. Dzień przed wyjazdem na urlop do Polski stwierdził, że mam wyp..., że jestem taka i owaka ( nie będę pisać tych epitetów) . Czepiał się dosłownie o wszystko, aż tu nagle stwierdził , że nie jestem mu do niczego potrzebna. I znów nie wiem co robić. Jestem za granicą, mam tu kupiony samochód, który miał być przez nas przywieziony do Polski dla moich rodziców. Zostawił mnie z tym samą. W życiu nie wybiorę się w tak daleką podróż sama. Na sam koniec skrzywdził mnie możliwie najmocniej jak potrafił z uśmiechem wymawiając imiona jego następnych zdobyczy, mojej nieporadności. Wiedział i wie jak mnie to boli, a to mnie kazał wykasować status na facebooku( wiem , że brzmi to conajmniej dziecinnie, ale dla mnie to kolejny powód do stresu, bo nie potrafię sama tego zrobić). Jest mi tak ciężko, a on bawi się w najlepsze pijąc kolejną wódkę. Jak ja mam sobie z tym wszystkim poradzić? To będzie najgorszy urlop w moim życiu, bo spędzę go sama użalając się nad sobą i najprawdopodobniej tutaj w niemczech , bo bez samochodu nie wrócę a samochodem nie pojadę sama:(
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
13 sie 2013, 08:37

Samotność i toksyczny związek

Avatar użytkownika
przez bittersweet 14 sie 2013, 22:36
truscawa1987, jak czytam Twoje wypowiedzi to stwierdzam, że faktycznie jestes nieporadna. Znosisz faceta, który Tobą pomiata z powodu.... samochodu ? Bo nie potrafisz sobie załatwic kierowcy, który pomógłby Ci przewieźć auto do Polski ? BTW, Twoi rodzice, dla których jest ten samochód, tez nie moga nikogo zorganizować tylko na przejazd ?
Jak o tym czytam, to wierzyc mi sie nie chce... masz prace, jesteś niezalezna finansowo i tkwisz w takim bagnie, chyba całkowicie dobrowolnie :shock: prawdopodobnie odtwarzasz sytuację z dzieciństwa, teraz na miejsce toksycznej matki masz toksycznego partnera i tak jak dziecko czujesz mu się całkowicie podporządkowana.
Wiedział i wie jak mnie to boli, a to mnie kazał wykasować status na facebooku( wiem , że brzmi to conajmniej dziecinnie, ale dla mnie to kolejny powód do stresu, bo nie potrafię sama tego zrobić).
Czy jesteś służącą, podwładną, niewolnicą, że dostajesz rozkazy ? dlaczego pozwalasz sie tak traktować ? na Twoim miejscu zastanowiłaby sie nad tym :bezradny:
kto walczy, czasami przegrywa - kto sie poddaje, przegrywa zawsze
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5143
Dołączył(a)
21 lut 2012, 21:03

Samotność i toksyczny związek

Avatar użytkownika
przez refren 15 sie 2013, 08:14
truscawa1987 napisał(a):No i stało się...


I dobrze się stało, bo może wreszcie się od niego uwolnisz, "skrzywdził Cię najmocniej jak potrafił", bo na słabsze rzeczy nie reagowałaś, ale jeśli się od niego nie odkleisz, to okaże się, że potrafi jeszcze mocniej - ale mam nadzieję, że tyle wystarczy, żebyś zrozumiała w jakim byłaś chorym układzie.
Masz problem jak wrócić i przetransportować samochód, gość Cię poniża wystawił Cię i bawi się z innymi - a Ty się stresujesz jak usunąć status na fejsbuku - bo Ci kazał. A kazał Ci pewnie dlatego, że chce być "wolny", żeby się lepiej bawić, czyli zamiast zająć się swoimi problemami stresujesz się w istocie tym, że Twój "ukochany" może się słabo bawić z innymi. Litości...
Twoja nieporadność to postawa, którą przyjmujesz - że ktoś ma się Tobą zająć jak dzieckiem-i którą inni wykorzystują, a nie Twoje cechy wrodzone. Jeśli nie będziesz w toksycznym związku, w którym ktoś Cię źle traktuje, wzrośnie Twoja pewność siebie i okaże się nagle, że jesteś "poradna".
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3253
Dołączył(a)
05 sty 2013, 20:12

Samotność i toksyczny związek

przez truscawa1987 15 sie 2013, 08:19
Wiem jak silnie jestem uzależniona od tego człowieka. Pomimo tego, że tutaj w całości muszę sobie radzić sama w tej chwili nie wiem co robić. Ogólnie zaczyna do mnie docierać: " to już jest koniec" i mam coraz większą pustkę w głowie i coraz więcej strachu. Jak sobie poradzę, czy dam radę. Czy ktokolwiek mnie jeszcze pokocha. Jak mam przeżyć tą świadomość, że on woli przygodne romanse od stałego związku. Nie potrafię odpowiedzieć na pytania których w tej chwili mam mnóstwo, a większość z nich zaczyna się od słowa " dlaczego\"?. Powiedzcie mi , czy taki typ człowieka może być kiedyś najzupełniej w życiu szczęśliwy z kimś innym, czy zawsze będzie budował taką relacje? Swoje poprzednie kobiety traktował bardzo przedmiotowo, pomimo planowanego slubu z jedną z nich - zdradzał i wyzywał. Od lat pije choć walczy cały tydzień, by od piatku nadrobić dni, w których udowadniał innym że bez picia świetnie sobie radzi. Napiszcie mi proszę , jak mam zacząc ten trudny początek???? Jak mam wytrwać nie pisząc i nie dzwoniąc i dojść do siebie jak najszybciej. Co zrobić jeśli ewentualnie będzie próbował podjąć próbę kontaktu?

Odpowiadając : Mam pracę, ale tu w Niemczech dopiero zaczynam. Ogólnie rzecz biorąc mam 800 euro na rękę i dlatego boję się że sobie nie poradzę. Mieszkanie jednopokojowe w moich stronach kosztuje ok 350-400 e wynajem, do tego opłaty za samochód ok 200 e miesięcznie, utrzymanie się ok 150 e, nie mówiąc o nieplanowanych wydatkach których zawsze jest sporo.

Wracając do tematu facebooka. Póki zrywaliśmy ze sobą między sobą nic nie było takie oczywiste. On zdaje sobie sprawę z tego, że nie mam siły na to, żeby nacisnąć ten jeden głupi przycisk na fb i wymusza to na mnie z uśmiechem. Wie, że to będzie między nami już oficjalny koniec i gra na moichh emocjach. Powiedział mi kiedyś że jeśli usunę go z facebooka to będzie tylko dowód na to, że ze mną się nie da żyć, że wszyscy moi znajomi będą mieli dowód że jestem nic nie warta bo kolejny związek szybko się skończył. Powiedział, że on jest facetem więc jemu to bez różnicy , ale ja jestem kobietą i o mnie sobie ludzie swoje pomyślą. Poradźcie coś, bo ja nie jestem w stanie trzeźwo analizować sytuacji. POzdrawiam
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
13 sie 2013, 08:37

Samotność i toksyczny związek

Avatar użytkownika
przez refren 15 sie 2013, 08:40
Nie zawracaj sobie głowy już tym fejsbukiem, masz inne rzeczy na głowie, wywal go, albo tam nie zaglądaj.

Jak sobie poradzę, czy dam radę. Czy ktokolwiek mnie jeszcze pokocha.

Poradzisz sobie bez niego lepiej niż z nim, może lepiej niż kiedykolwiek, bo spadnie Ci ciężar i będzie Ci łatwiej, będziesz miała z każdym dniem więcej sił. Bez niego właśnie masz wreszcie szansę na to, że ktoś Cię pokocha :)

Powiedzcie mi , czy taki typ człowieka może być kiedyś najzupełniej w życiu szczęśliwy z kimś innym, czy zawsze będzie budował taką relacje? Swoje poprzednie kobiety traktował bardzo przedmiotowo, pomimo planowanego slubu z jedną z nich - zdradzał i wyzywał. Od lat pije choć walczy cały tydzień, by od piatku nadrobić dni, w których udowadniał innym że bez picia świetnie sobie radzi

Więc dlaczego się spodziewałaś, że Ciebie będzie traktował inaczej?

Co do wydatków - a musisz mieć koniecznie samochód? Dasz radę, szukaj pomocy tych, na których naprawdę można liczyć - rodziny, przyjaciół.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3253
Dołączył(a)
05 sty 2013, 20:12

Samotność i toksyczny związek

przez truscawa1987 15 sie 2013, 08:48
Co do wydatków - a musisz mieć koniecznie samochód? Dasz radę, szukaj pomocy tych, na których naprawdę można liczyć - rodziny, przyjaciół.[/quote]


Niestety przez ten związek całkowicie odizolowałam się od znajomych. Przyjaciół takich prawdziwych nigdy nie miałam. Dobre znajomości przeszkadzały mojemu partnerowi, każda koleżanka według niego miała na mnie zły wpływ, a każdy kolega myślał tylko o jednym i dlatego był moim kolegą. Samochód muszę mieć tu w Niemczech, bo pracę mam w paru miejscowościach i niestety dojazd muszę mieć- sprzątam tu i pracuję w restauracji- muszę być mobilna niestety. Mam tu pare koleżanek, które od dawna radziły mi, zebym odeszła- mam nadzieję, że pomogą mi stanąć na nogi choć trochę. Paraliżuje mnie strach.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
13 sie 2013, 08:37

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do