Nie akceptuję siebie

Inne zaburzenia.

Nie akceptuję siebie

przez roserose 25 sty 2015, 12:06
Cześć,

obawiam się, że to będzie długi post, nie wiem, czy w odpowiednim dziale, czy nie powinnam się może podpiąć do innego tematu i w ogóle okrutnie się stresuję przed napisaniem go.

Odkąd pamiętam nie akceptuję siebie, szczególnie tego jak wyglądam, ale też jaka jestem ogólnie. W przedszkolu uważałam, że inne dziewczynki są ode mnie ładniejsze, bałam się bawić z innymi dziećmi, bo były fajniejsze i z jakiegoś powodu wydawało mi się, że czegoś mi do nich brakuje. Problem nasilił się z gimnazjum, kiedy dostałam obsesji na punkcie tego, jak wyglądam, bardzo chciałam schudnąć i to najlepiej dużo, niesamowicie zazdrościłam innym dziewczynom, było mi przykro, że musiałam się z nimi przebierać w szatni na wf... ale przede wszystkim zazdrościłam, bo ja tak na wyglądałam. W liceum było najgorzej, bo pierwszy poważny związek okazał się toksyczny. W tamtym momencie szczerze siebie nienawidziłam, wstydziłam się swojego ciała uważałam, że jestem obrzydliwa, do tego głupia, że nie potrafię nic zrobić, że gdybym była chuda (całe dorosłe życie ważę ok. 51-54 kg/162 cm, więc to absurdalne. Raz tylko skoczyłam do 58 kg) to byłoby inaczej, byłabym pewna siebie, zadowolona i związek by się nie sypał. Przez te problemy w związku i słaby kontakt z rodzicami naprawdę się podłamałam, miałam myśli samobójcze, w zasadzie myślałam o tym codziennie. Ale po maturze stało się coś magicznego. Zdecydowałam się rozstać z tym chłopakiem, pomógł mi w podjęciu decyzji fakt, że mnie zdradzał przez ostatnie pół roku o czym dowiedziałam się właśnie w tym okresie około maturalnym. Uwolniłam się od niego, to było jak kamień z serca, dostałam się na wymarzone studia, przez te super długie wakacje chodziłam na siłownię i niby początkowo, żeby wyglądać lepiej, ale bardzo to polubiłam i zwyczajnie chciałam tam chodzić. Miałam dobre kontakty ze znajomymi i w ogóle byłam z siebie zadowolona, akceptowałam to, jak jestem mimo, że przytyłam na pierwszym roku studiów do 58 kg, co było moją największą wagą. Zdecydowałam się ściąć włosy - z włosów za łopatki zrobiłam krótką fryzurę do ucha, bo chciałam wrócić do naturalnego koloru włosów. I mimo tych wszystkich zmian byłam zadowolona z siebie, lubiłam siebie i byłam zwyczajnie szczęśliwa. Chyba zmiana środowiska dzięki studiom, dostanie się na te wymarzone studia i wyjście z toksycznego związku to były takie mega mocne, pozytywne bodźce, które mnie postawiły na nogi w zasadzie bez mojego udziału. Potem poznałam fantastycznego faceta, wszystko układało się bardzo dobrze. Niby gdzieś tam z tyłu głowy słyszałam czasem głosy, że jestem gruba, że za duża, że inne dziewczyny są ładniejsze, bardziej towarzyskie, szczuplejsze, ale wypychałam to, nie zwracałam na to aż takiej uwagi. Do czasu. Sama nie wiem kiedy to wszystko runęło. Pamiętam bardzo boleśnie jeden moment, kiedy mój mężczyzna powiedział, że „był przyzwyczajony do bardziej wychudzonych kształtów, ale podoba mu się, że mam trochę więcej”. To „trochę więcej” niesamowicie mnie uderzyło. Jeszcze mocniej przez to, że znałam jego byłą dziewczynę i wiem, jaka była mała, drobna, taka, jaka ja zawsze chciałam być, ale zostałam obdarzona dużymi piersiami i okrągłymi udami... I gdzieś runęło to moje całe dobre samopoczucie, głosy z tyłu głowy zyskały przewagę, dotarło do mnie, że się głupio oszukiwałam, jestem gruba, brzydka i nigdy nie będę taka, jak inne dziewczyny. A mężczyzna mój miał na myśli coś dobrego, że kobiece dziewczyny są lepsze... z tego, co mi potem mówił przynajmniej. Niefortunnie dobrał słowa, nie mógł wiedzieć, że tak zareaguję.
Wróciłam do wagi 53 kg, ale czuję się gorzej niż wtedy, kiedy ważyłam więcej. Nie akceptuję siebie, nie lubię tego, jak wyglądam. nie nienawidzę, tak daleko nie wróciłam, choć czasem... Po prostu nie mogę się z tym pogodzić. Zazdroszczę innym dziewczynom, że potrafią być ładne, przyciągają uwagę, są towarzyskie, no i mają zwyczajnie ładne ciała. A ja nie. Męczy mnie to, przez to czuję się mniej pewna siebie... w zasadzie całkowicie niepewna siebie, nie lubię zdjęć, płaczę, stoję przed lustrem i łapię się za fałdki i tylko się tym katuję. Postanowiłam się nie ważyć jakiś czas temu, wcześniej robiłam to codziennie, złamałam się po kilku tygodniach, świat się nie zawalił, waga bez zmian, ale i tak moje ciało ciągle wygląda tak samo okropnie.
Męczy mnie to, nie chcę tak już, bo mam wrażenie, że marnuję sobie najlepsze lata życia. Liceum to był najgorszy okres mojego życia, ale na studiach też, zamiast cieszyć się młodością, czuć się fajnie, bawić się, to boję się oceniania. Mam kompleksy. Widok dziewczyn, które sobie obrałam za jakiś tam ideał działa na mnie dobijająca. Jedna z takich dziewczyn jest przyjaciółką mojego partnera, zaprasza nas razem do siebie i przecież nie powiem, że nie chcę, bo nie lubię tego, że jest szczuplejsza i ładniejsza ode mnie, bo to jest niedorzeczne.
Jeszcze jedna rzecz. Uchodzę za osobę ładną. Mój partner mi to powtarza, choć z jego ust bardziej mnie to już denerwuje, nie chcę o tym słuchać. Ale widzę, że zdarza się, że inni mężczyźni np. na uczelni, jeśli gdzieś się regularnie mijamy, uśmiechają się do mnie bardziej niż do moich koleżanek. Albo zagadują jak jesteśmy razem w windzie. Ale jakoś nie jestem w stanie tego przetworzyć. Zawsze wydawało mi się, że atrakcyjność to jest w 90% pewność siebie. Nie lubię siebie, uważam, że jestem przeciętna. Nijaka. Po prostu to są dwie sprzeczne informacje, których nie potrafię połączyć. Nie rozumiem dlaczego się podobam.
Nie przepadam za moją mamą, chociaż brzmi to okrutnie. Wymaga zawsze, żebyśmy z bratem byli idealni. Nawet mój tata kiedyś przyznał, że mama tylko przejmuje się tym, co powiedzą inni, żyje pod presją i przelewa to na nas. Mama usiłuje stworzyć sobie idealną bańkę. Mam wrażenie, że nie obchodzi jej co czuję naprawdę tylko to, żeby powierzchowne relacje w rodzinie były poprawne. Nie ufam jej. Wiem, że kiedy mówią jej coś dla mnie ważnego, ona tylko przytaknie, pokiwa głową, potwierdzi, ale nie wyrazi swojej szczerej opinii. Objedzie mnie dopiero wieczorem rozmawiając z tatą przez telefon zamknięta w innym pokoju. Słyszałam parę takich rozmów, na początku byłam w szoku, bo kiedy ze mną rozmawiała nie powiedziała mi nawet połowy z tego, co mówiła jemu.
Nawet nie mam siły opisywać tej całej sytuacji z mamą, piszę to tylko dlatego, że mój partner zaproponował, że to możne ta presja z jej strony spowodowała to, że nie mogę zaakceptować siebie dopóki nie będę idealna. No i dlatego, że czuję, że gdyby moja mama nie była moją mamą, tylko zwykłą osobą, to bym jej nie lubiła, nie rozmawiałabym z nią. I tak z nią nie rozmawiam. W naszej rodzinie się nie rozmawia. Mam brata, z którym od kilku lat zamieniłam tylko kilka słów w stylu „gdzie jest coś tam" i "daj komputer, bo chcę coś wydrukować". On rozmawia z rodzicami trochę więcej, chociaż kto wie? Może jemu się wydaje, że ja mam z nimi lepszy kontakt?

Wyszło długie i zastanawiam się dalej, czy to w ogóle wysłać. Ale może ktoś kiedyś przeszedł przez coś podobnego, miał zaburzony obraz swojego ciała, nie lubił siebie, był w tym jakoś uwięziony, ale udało mu się to zwalczyć? Może ktoś ma jakąś poradę albo ciepłe słowo? Sama nie wiem. Jestem tym zmęczona, żal mi tych zmarnowanych lat, chciałabym się czuć tak, jak przez ten jeden dobry moment, mieć tyle siły, energii i wiary w siebie. Mam wrażenie, że to, co się ze mną dzieje jest tak skrajnie bezsensowne, że psuję sobie życie z jakiegoś wyimaginowanego powodu, że nie wiem, wystarczyłoby spiąć tyłek i schudnąć i byłoby po problemie.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
25 sty 2015, 10:38

Nie akceptuję siebie

Avatar użytkownika
przez warrior11 25 sty 2015, 13:12
roserose,
Nie musisz schudnąć,bo nie jesteś wcale gruba,nie musisz być idealna,bo nikt taki nie jest,
chociaż możesz do ideału dążyć;)
Kobiece kształty są akurat twoim atutem,więc nie powinnaś mieć z tego powodu kompleksów..ważniejsze
jest,żebyś starała się nie porównywać z innymi,ale próbuj odkrywać piękno w sobie,uwierz,że jesteś ładna,
że masz wszystko,co potrzeba..wewnętrzne negacje,które słyszysz są fałszywe,nie słuchaj ich,ale trzymaj
się prawdy.
Wolność kocham i rozumiem..wolności oddać nie umiem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1000
Dołączył(a)
19 gru 2013, 16:19

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 13 gości

Przeskocz do