Trudne przyjaźnie

Psychologia ogólnie. Ciekawe książki, wymiana doświadczeń, ciekawe tematy.

Trudne przyjaźnie

przez Carla 25 cze 2007, 23:53
Witajcie! Staram się nawiązywać, nowe znajomości, mam to szczęście, że nie przychodzi mi to z trudem. Jednak nie wszystkie znajomości, przyjaźnie przetrwają z różnych przyczyn. Koleżanka, z którą przyjaźniłam się przez dziesięć lat, zmieniła się po wyjściu za mąż i urodzeniu dziecka, staram się zrozumieć to, że miałyśmy coraz mniej wspólnych tematów do rozmów, bo jestem sama i bezdzietna. Pomijam jej uwagę: "kiedy chcesz mieć dziecko?", co mnie bardzo bolało, gdyż od lat choruję na depresję, a moja sytuacja życiowa jest niepewna. Pewnego dnia obraziła się na mnie o drobiazg, winna była ona, do dziś się nie odezwała.
Podczas pobytu na oddziale poznałam dziewczynę, nasza znajmość trwała
ok.3 lat i było naprawdę super. Ona wspominała mi, że ma osobowość bordeline,ale zachowywała się normalnie. Jesienią w ubiegłym roku odstawiła leki,a zimą wyjechała do pracy za granicę. Pisałyśmy do siebie emaile, to już nie była ta miła osobą, którą znałam, zaczęła mnie atakować, zarzucać mi pewne zachowania, które nie miały miejsca.
Trudno mi było się z tym pogodzić, bardzo przeżywałam rozczarowanie,
stałam się "kłębkiem nerwów". Po jej powrocie do kraju, minęłyśmy się,
zaczęłyśmy rozmawiać, ona była zdziwiona co robię na drodze, na której się często spotykałyśmy...
Chyba już nie funkcjonowała jak zdrowa osoba...
Moja przyjaźń z Małą ciągnie się od szkoły średniej, to już 15 lat, wracałyśmy do siebie, oddalałyśmy się. Najczęściej, ja rezygnowałam z dalszych spotkań, bo nie mogłam znieść jej dziwnego podejścia do życia, buntowania, gdy coś nie idzie po jej myśli.
Wiem, że ona wiele przeszła,ale w ogóle nie potrafi się wczuć w przeżycia innych ludzi, a ja usiłuję.
Teraz znów nie wytrzymuję, powiedziałam:"koniec, nie chcę zwariować".
Mam fajne kumpelki, ale one mają rodziny, nie widujemy się często.
Bardzo tęsknię, za taką przyjaźnią jakiej zawsze chciałam, przepraszam za określenie "z normalną osobą".
Czy coś ze mna jest nie tak?
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
22 maja 2007, 01:20
Lokalizacja
Toruń

Avatar użytkownika
przez Mona75 26 cze 2007, 09:26
To zupełnie normalne. Z jednej strony szukamy przyjaźni we własnym kręgu, bo to są ludzie z takimi samymi problemami i nas zrozumieją. Ale po pewnym czasie szukamy ludzi "zdrowych", bo czujemy się izolowani od świata. Ja zrozumiałam to chodząc na terapię.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
601
Dołączył(a)
24 mar 2007, 12:19
Lokalizacja
Wrocław

Avatar użytkownika
przez punkcik 14 lip 2007, 17:59
Moim zdaniem to normalne. Co prawda, nie mówię, że kłócenie się i zrywanie kontaktów z przyjaciółmi jest na porządku dziennym - jednak takie pragnienie, dążenie do takiej prawdziwej przyjaźni...
Współczuję Ci, że tyle razy przyjaciele się od Ciebie oddalili. Jednak myślę, że teraz masz już, hmm.. "doświadczenie". Jak spotkasz osobę, która będzie kandydatem na przyjaciela, może łatwiej Ci będzie poznać, czy tym razem masz szanse na dłuższą znajomość, nie taką, co znowu wasze drogi się rozejdą...
I'll keep digging till
I feel something.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
06 lip 2007, 00:15

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez suavemente_besame 22 lip 2007, 17:52
nie mam wogole przyjaciol... staram sie ale oni zawsze mowia mi ze jestem dziwna i wkoncu obgaduja mnie i szykanuja... w podstawowce bylam gorsza bo nie mialam pieniedzy i ojca,w gimnazjum bo probowalam byc mila i wedlgu nich bylam dwulicowa... a w liceum ... znow odezwala sie moja innosc,ze nie imprezuje z nimi,ze nie upijam sie,ze brak mi kase by jechac z nich gdzies tam ... i tak krok po kroku oddalali sie ode mnie a ja od nich. teraz juz nie mam poprostu nikogo bo nawet moj chlopak mnie zostawil :(
suavemente_besame
Offline

Avatar użytkownika
przez samotniczka 02 sie 2007, 09:06
To prawda, że z ludźmi którzy przejawiają jakąkolwiek inność, nikt nie chce się zadawać dla własnego spokoju.
suavemente_besame moja sytuacja jest bardzo podobna, też nie mam przyjeciół :cry: . Szczególnie doświadczenia z kolejnych szkół sprawiły, że sama wycofywałam się z życia towarzyskiego, żeby nie zwariować. Zresztą kolejne próby "bycia normalną" były komentowane i wyśmiewane, bo tak naprawde natura ludzka jest zła i wielu po prostu lubi się pastwić nad słabszymi. Społeczeństwa potrzebuja kozła ofiarnego tak samo silnie, jak przywódcy. Ludzie widząc czyjąś słabość potrafią być naprawdę wstrętni, szykanowanie i uciskanie staje się rozrywką dla całych grup.
Często mam wrażenie, że takich "świrów" jak my ludzie najchętniej zamknęliby w jakimś getcie, żeby mieć święty spokój i zarazem pożywkę dla zaspokojenia swoich pierwotnych instynktów niszczenia...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
446
Dołączył(a)
06 gru 2006, 00:46
Lokalizacja
Śląsk

Avatar użytkownika
przez vampirek82 02 sie 2007, 09:33
kurcze mi wogole ciezko jest nawiazac jakies blizesze znajomosci, jestem w tym bardzo ostrozna i czesto sama odtracam innych, odkad zaczela sie choroba inni odtracali mnie hehhhhh, w sumie mam tylko dwie przyjaciolki, chociaz jedna jest strasznie daleko ode mnie i kontakt sie urywa.......
"Bo umrzeć to zbyt mały powód, żeby przestać Kochać"
a gdyby tak zaczarować cały świat...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
309
Dołączył(a)
12 cze 2007, 15:18
Lokalizacja
Wrocław

Avatar użytkownika
przez samotniczka 02 sie 2007, 09:54
Z tym nawiazywaniem znajomości bywa naprawdę kiepsko. Ciekawe dlaczego jedni nawiazuja nowe wartosciowe kontakty w jednej chwili, mają rzesze znajomych, a drudzy nie potrafią nawet zagadać...
vampirek82 tak sobie myślę, że czasem jedna lub dwie prawdziwe przyjaciólki, to większe szczęscie niż wielkie grono nieprawdziwych znajomych, którzy trawają, dopóki sami jsteśmy szczęśliwi, bo gdy w naszym życiu zaczynają się schody, owi znajomi nagle gdzieś znikają...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
446
Dołączył(a)
06 gru 2006, 00:46
Lokalizacja
Śląsk

Avatar użytkownika
przez vampirek82 02 sie 2007, 10:07
hehhh masz racje, te ktore mam staraja sie mnie zrozumiec i nie traktuja jak "innej" czuje sie zupelnie swobodnie (nawet w glowce, gdyz czesto tak mam ze zachowuje sie ok ale mysli sa nie za ciekawe) wiec naprawde ciesze sie ze je mam. ale powiem Ci ze mialam kolezanke, bardzo dobra, ktora smiala sie troche z mojej choroby, nie mogla zrozumiec, skonczyly sie studia i kontakt sie praktycznie urwal....ostatnio do mnie zadzwonila ze ma takie same objawy jak ja i jak sie okazalo ma nerwice lekowa, dopiero teraz mnie zrozumiala, kontakt powrocil ale....to juz nie to samo, cos we mnie zostalo.....

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 10:09 am ]
i w zupelnosci masz racje, lepiej jest miec jednego przyjaciela, na ktorego w kazdej sytuacji mozesz liczyc, niz cale mnostwo ktorzy odwracaja sie gdyz nadchodza problemy i zostajesz sama......
"Bo umrzeć to zbyt mały powód, żeby przestać Kochać"
a gdyby tak zaczarować cały świat...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
309
Dołączył(a)
12 cze 2007, 15:18
Lokalizacja
Wrocław

Czy przyjaźń z litości ma sens?

przez Carla 24 lis 2007, 15:02
Moje przyjaźnie bywały różne, miałam fajne koleżanki, często nasze drogi się rozchodziły.
One wychodziły za mąż, rozumiałam że mamy coraz mniej tematów do rozmów, bo ja nie założyłam rodziny.
Przyjaźniłam się z osobą z bordeline, niestety nie wytrzymałam jej ataków, gdy przestała zażywać leki.
Mam wspaniałą koleżankę, niezawodną, gdy trzeba być blisko mnie, ja
zachowuję się tak samo w takich sytuacjach wobec niej.
Z tego powodu się bardzo cieszę!
Moja przyjaźń z kumpelką, z którą właśnie przestałam się widywać trwała od początku szkoły średniej.
Niestety z uwagi na jej wyjątkowo trudny charakter parę razy się rozstawałyśmy.
Trzy lata temu ponownie nawiązałyśmy kontakt, na początku, ona się starała, ale teraz, gdy ma kłopoty ze zdrowiem, powróciła dawna osoba z którą trudno się dogadać.
Nie mogłam wytrzymać tego, że traktuje mnie protekcjonalnie, jest
zmanierowana do bólu.
Rozumiem - choroba, współczuję jej, ale gdy mi ktoś często powtarza, że myślę tylko o sobie, to jest naprawdę denerwujące.
Nie uważam się za egoistkę, moja rodzina twierdzi że zbyt dużo robię dla innych, a ludzie i tak tego nie doceniają...
Czy przyjaźń z litości ma sens?
Byłam jej jedyną koleżanką, ale czy miałam prawo powiedzieć:
"stop, koniec przyjaźni".
Chyba wszyscy lubimy, gdy nasze spotkania ze znajomymi są przyjemnością, a nie stresem....
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
22 maja 2007, 01:20
Lokalizacja
Toruń

przez Lena 24 lis 2007, 16:36
Jakbym czytala o sobie i mojej kolezance... Roznica polega na tym, ze ona mieszka sama, nie ma nikogo (procz ciotki) i faceta, ktory ja zdradza. Ciagle sceny zazdrosci, chore akcje (zachowuje sie jak nastolatka)... Nie pracuje, utrzymuje sie z marnej renty po mamie, ktora jej prawdopodobnie zabiora, bo olewa szkole juz 4 rok z rzedu. Pasozytuje na kazdym, kto wyciagnie do niej reke... Pomieszkuje, chce by ciagle spedzac z nia czas, bo nie chce byc sama (facet sie od niej wyprowadzil). Nie rozumie, ze kazdy ma swoje zycie, swoje problemy, nie potrafi docenic tego co sie dla niej robi. Jak sie jej odmowi naglego spotkania, to grozi, ze sie zabije, wzbudza poczucie winy, ze nikt sie nia nie interesuje, ze nikogo nie obchodzi. Ale nie wytrzymalam i powiedzialam jej DOSC. Chyba zrozumiala...


Pamietaj! Nic na sile. Ja tez sie za bardzo angazuje w problemy bliskich, piperzona altruistka... Choc i tak ta kolezanka zarzuca mi egoizm...
Mialas do tego prawo jak najbardziej, nie zadreczaj sie tym. Moze teraz ona zrozumie co zrobila zle.
Lena
Offline

hej!

przez Carla 25 lis 2007, 16:57
Dzięki za zrozumienie, ja też jestem "pie.. altruistką", za co często obrywam, ale to dobro "weszło we mnie na dobre", nie umiem być inna.
Cieszę się, że takich osób jest więcej!
Już mi przeszło, jeśli chodzi o ex-koleżankę, ona miała skomplikowane dzieciństwo z uwagi na wypadek, doszły jeszcze inne bolesne dla niej przeżycia, jednak nie chce skorzystać z pomocy psychologa.
Nie od razu trafi się na dobrego fachowca w tej dziedzinie, ale trzeba spróbować go znaleźć.
Utrzymuję kontakty z kobietą, prawie siedemdziesięcioletnią, ona jest bardzo chora, hitlerowcy przeprowadzali na niej doświadczenia medyczne.
Właściwie każdy jej organ jest chory, ale ona jest wspaniała, niezwykle serdeczna i zawsze otoczona życzliwymi ludźmi.
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
22 maja 2007, 01:20
Lokalizacja
Toruń

przez eastenders 08 gru 2007, 00:14
tak przyjazn z litosci ma sens!
poprawia nastroj osoby ktora daje ta przyjazd z litosci heheh :)
tak sie zastanawiam co to znaczy przyjazn z litosci
i nie moge jakos tego zrozumiec
przeciez lubisz kogos bo ... po prostu go lubisz ...
a jesli kogos lubisz a jednoczesnie wydaje ci sie ze robisz to z litosci jedynie to chyba to nie jest prawdziwa przyjazn...
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
11 maja 2007, 18:57

przez Lena 08 gru 2007, 00:59
Chyba nie rozumiesz o czym tu jest mowa. Lubienie lubieniem, przyjazn przyjaznia... Ale kiedy ta druga osoba, ktora uwazasz za przyjaciela zwyczajnie Cie wykorzystuje to jak tu mozna mowic o przyjazni i lubieniu tej osoby? Dlaczego mamy sie dawac wykorzystywac i jeszcze obrywac za brak 100% dyspozycyjnosci wobec tej osoby? To nie ma najmniejszego sensu! A "przyjazn" z taka osoba, to zwyczajna litosc.
Lena
Offline

przez Maniak86 08 gru 2007, 04:12
Przyjaźń z litości nie ma najmniejszego sensu, dziwie się, że osoby nad którymi się trzeba litować same do tego dążą. Ja nie cierpie jak ktos sie nademną lituje, wole żeby ktoś mnie znienawidził niż litował się nade mną.
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
11 gru 2006, 22:15

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do