depresja po przebudzeniu

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

depresja po przebudzeniu

przez izaa 09 sty 2016, 13:10
"Moje problemy to brak przyjaciół, nieumiejętność nawiązywania bliskich relacji, porażki osobiste i zawodowe, problemy z dzieciństwa (brak wychowania), adhd i w związku z tym trudności w... we wszystkim. Oraz rodzinna skłonność do depresji."
Myślę (chociaż mogę się mylić), że twoim problemem może więc być strach przed niedopełnieniem obowiązków. Może też praca nie daje ci satysfakcji? No i masz jakiś żal do siebie, pewnie masz skłonność do obwiniania się. Pewnie się nie pomylę, jak stwierdzę- gdy leżysz w tym łóżku i leżysz to nakręcasz spiralę myśli- jak znowu coś zawalasz, jesteś beznadziejny, marnujesz czas, trzeba już wstawać a ty nie masz sił... I tu pewnie tkwi twój problem- twoje myśli powodują, że brak Ci sił, brak motywacji. Od głowy zaczyna się wszystko :P. Dlatego najlepiej będzie jak podejmiesz jakąś terapię, jeżeli specjalista będzie dobry to naprawdę lepiej będziesz radził sobie w codziennym życiu, szczególnie z porannym wstawaniem :P. Póki co, obierz metodę szybkiego wstawania, bez pier***nia się. I pewnie najlepsza będzie terapia szokowa (jakiś wredny budzik) :P.
Offline
Posty
1044
Dołączył(a)
04 sty 2014, 21:06

depresja po przebudzeniu

przez remic1 11 sty 2016, 20:52
Iza, "jakiś specjalista na pewno pomoże" wybacz ale nie lubię takich stwierdzeń - one mnie bardzo wkurzają. Powinnaś powiedzieć przynajmniej troszku konkretniej, na przykład: "udaj się z tym do psychologa albo psychiatry". Ale jestem za granicą - uciekłem z Polski od psychologów i od problemów - i to okazał się bardzo dobry krok w moim życiu. Wcześniej żyłem w błędnym przekonaniu, że muszę jak najintensywniej poddawać się terapii i to rozwiąże moje problemy - i się tylko nakręcałem, nie miałem motywacji do podjęcia jakiejś pracy, miałem przez tą terapię niskie poczucie własnej wartości. I to nie chodzi o to, że to wszystko mogę powiedzieć Pani psycholog i będzie już wszystko dobrze. Nie, nie chodzi o to!. A nie byłem u byle jakich specjalistów, myślę, że byłem u najlepszych przynajmniej w Polsce. Myślę, że oni mi pomogli, ale do pewnego stopnia - dalej już nie pomogą choćbym się terapeutyzował intensywnie do końca życia.

Uważam, że terapia jest bardzo dobrym początkiem pracy nad sobą, ale po niej powinno się podejmować odpowiednie decyzje. Terapia pomaga wydorośleć, a później trzeba już samemu.

Blablabla, ale pieprze bzdury :)

Ale dziękuję, masz rację. Moim problemem jest to, że bardzo bym chciał dopełniać obowiązki a nie robię tego, przez nadpobudliwość, strach, brak wychowania i te myśli często popadam w zachowania ucieczkowe i przez to marnuje życie, co jeszcze bardziej pogłębia strach. Wczoraj rano zastosowałem Twoją radę (wstawać bez pierdolenia się) ale niestety podczas dnia bardzo trudno mi przez tą kurwicę wewnętrzną skupić się na czymś. Bardzo bym chciał zrobić to, to, to, tamto, a zamiast tego uciekam i jak już za coś się zabiorę to często nie kończę, albo popełniam błędy albo robię to powoli. Trudno mi się skupić bo mam adhd i po latach analizowania myślę że to leży u podstaw moich problemów. Myślę jednak że adhd to nazwa jakiegoś zaburzenia, o którym nauka wie tak mało, że żaden specjalista mi za pomocą cudownej różdżki nie pomoże. Mogą mnie co najwyżej paść Ritalinem (choć sami twierdzą, że nie wiadomo jak działa, ale wiadomo, że często działa) na co się nie zgodzę. Jestem humanistą i nie zamierzam zostawać laboratoryjnym robotem. Adhd sprawia, że trudno mi w pracy i odnoszę wiele porażek. Adhd sprawia, że w rozmowach z innymi często trudno mi się skoncentrować i przez to zawsze jestem 10 kroków z tyłu, przez co mnie nie lubią. Dlatego nie nawiązuję bliższych relacji. Bo do mnie trzeba dużo cierpliwości, a z reguły jej ludzie nie mają. Brak relacji i porażki wywołują depresję i stany lękowe. Depresja pogłębia te wszystkie problemy i koło się nakręca. Psychologowie próbowali mi stworzyć jakąś namiastkę relacji, pseudorelację. Ale jedynym lekiem są prawdziwe relacje, ludzie. To jest jedyny lek na wszystkie choroby. Ludzie. Przyjaciele.

Wracając do problemu, to dziś przetestowałem rozwiązanie. Do pewnego stopnia się udało. Kładąc się spać pomyślałem o ranku i wyobraziłem sobie jak będę rano cierpiał. I zamiast kłaść się spać, usiadłem na łóżku i kilka minut prosiłem o to, żebym miał siłę rano wyjść z łóżka. Powiedziałem, że nie pozwalam. Po prostu próbowałem sobie uświadomić, jak to będzie rano wyglądało i się na to przygotować, żeby móc z tym walczyć. Dziś też zamierzam
Offline
Posty
35
Dołączył(a)
05 paź 2014, 13:53

depresja po przebudzeniu

Avatar użytkownika
przez Kalebx3 11 sty 2016, 20:59
Powiedziałem, że nie pozwalam. Po prostu próbowałem sobie uświadomić, jak to będzie rano wyglądało i się na to przygotować, żeby móc z tym walczyć. Dziś też zamierzam

wiesz , może ja też tak zrobię . Bo juz mnie kur--wica strzela przez te ranki -wstawanki .
>>> Jesteśmy żebrakami żyjącymi na koszt Boga >>>
Avatar użytkownika
Offline
Posty
9027
Dołączył(a)
26 cze 2011, 00:09
Lokalizacja
człowiek śmiertelny i grzeszny

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

depresja po przebudzeniu

przez izaa 16 sty 2016, 10:22
remic1 dochodzisz do sedna sprawy :) pewne rzeczy trzeba sobie tłumaczyć, szukać rozwiązań- "Powiedziałem, że nie pozwalam. Po prostu próbowałem sobie uświadomić, jak to będzie rano wyglądało i się na to przygotować, żeby móc z tym walczyć. Dziś też zamierzam". Druga kwestia- chłopie, zaakceptuj siebie (tak, wiem, pomyślisz, przyszła mądralińska i pisze pierdoły), tzn pracuj nad akceptacją siebie, pamietaj, że nawet jak jesteś obarczany winą za błędy to KAŻDY je popełnia. Jeżeli twoja samoocena wzrośnie to pewne porażki nie będą tak wyprowadzać Ciebie z równowagi.
Może podam ci swój przykład: Długie lata cierpiałam na bezsenność, w liceum to były 3 godziny snu na dobę. Na studiach zaś włączył mi się perfekcjonizm. On był przydatny, bo wymagano ode mnie wkuwania na pamieć ogromnych ilości materiału (kilka tysiecy stron na semestr), przez co szybko sie wypaliłam. Nie akceptowałam błędów, porażek, wciąż wydawało mi się, że muszę sie wyróżniać. Potem przyszła depresja. Ba i nawet tutaj nie zwalniałam. Dostałam szereg różnych leków zaczynając od leków nasercowych po benzodiazepiny. Leki pomogły mi przetrwać ten ciężki okres i byłam zdolna pochłaniać dalsze książki. Jednak uczucie pustki pozostało. Czułam się jak robot, który musi zrobić to i tamto.
Dopiero z czasem zaakceptowałam to kim jestem. Pozwoliłam na błędy, nie karam się za nie. Dzięki temu moja praca mimo błędów jest płynna. Widzę wokół, że popełniają błędy wszyscy. Niektórzy nawet więcej mimo, iż są w fachu dłużej. Jak się wścieknę to też umiem to rozładować, sięgam po książki.
Pomógł mi terapeuta, taki zwykły (od leczenia nerwic, depresji), ale chyba bardziej pomogła mi osobowość tego człowieka. Nie bał się wtrącać swoich opinii albo mnie chwalić (co nie jest do końca perfekcyjne). Opisywałam swoje odczucia i swoje myśli, wskazywał błędy w rozumowaniu. Podawał techniki relaksacji. Ale co najważniejsze uświadomił mi, że moje odczucia są poprostu normalne. Praca nad sobą nigdy nie jest łatwa, trzeba walczyć z tym lękiem. Ale udało się naprawić wiele błędów w myśleniu, nie ma już błędnego koła.
Jeżeli masz utrudniony dostęp do specjalistów to warto być ze swoimi odczuciami rozmawiał z kimś komu ufasz, nawet wirtualnie. Masz trudną drogę za sobą, ale sobie radzisz- wyjechałeś za granicę i pracujesz. Pora żebyś zaczął również nagradzać siebie za postępy, a nie tylko karać...
Offline
Posty
1044
Dołączył(a)
04 sty 2014, 21:06

depresja po przebudzeniu

przez remic1 19 sty 2016, 22:15
Dziś rano: Położyłem sobie budzik 3m od łóżka. Wstałem, wyłączyłem budzik i... wróciłem spać błaaaaaaaaeeeeeeeee :( będę płaaakać - ja chce choć raz wstać o pół godziny wcześnie żeby sobie zrobić śniadanie :( Od tygodnia budzę się codziennie punkt 8:00 - serio! Nie o 7:55. Nie o 8:05. Punkt 8. Dzień w dzień - a budzik mam nastawiony na 7. Codziennie jestem w pracy biegiem - bo żeby zdążyć muszę wyjść o 8:20. Codziennie to samo - budzik dzwoni, wyłączam go i kładę się spać, wstaję punkt 8 i biegnę się umyć i do pracy. Czemu życie jest takie do dupy???
Offline
Posty
35
Dołączył(a)
05 paź 2014, 13:53

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 17 gości

Przeskocz do