Przez nieszczęśliwą miłość straciłem sens życia.

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Przez nieszczęśliwą miłość straciłem sens życia.

przez ponury 11 mar 2015, 23:24
Witam, jest to mój pierwszy post na tym forum zaraz po rejestracji więc proszę o wyrozumiałość. Moją historię zacznę może od tego, że napiszę kilka ogólników o sobie. Mam 25 lat, pracuję, nigdy nie miałem dziewczyny, pochodzę z dysfunkcyjnej rodziny, mam zaniżoną samoocenę. Z całego mego kuzynostwa ze strony matki (rodziny ojca praktycznie nie znam, ale o tym za chwilę) to ja miałem... wróć, nadal mam najbardziej przesrane w życiu. Ojciec nigdy tak naprawdę się mną nie interesował, był alkoholikiem, nie pokazał mi jak mężczyzna powinien zachowywać się względem kobiety. Ogółem zniszczył mi psychikę. Najgorsze jest jednak to, że nadal z nami mieszka i choć ma problemy ze zdrowiem i to ja powinienem teraz rozdawać w domu karty, choćby ze względu na moją przewagę w sile, czy to, że ja najwięcej pieniędzy przynoszę do domu, to nadal czuję jak on negatywnie oddziałuje na mnie i powoli sukcesywnie mnie niszczy. Funkcję rodzica wychowującego mnie przejęła więc moja mama, która momentami robiła to może wręcz za dobrze chcąc wynagrodzić mi brak opieki ze strony ojca. Nie mam jej tego za złe, robi co może, dzieląc swą uwagę pomiędzy mną a młodszym o 2 lata niepełnosprawnym bratem. Wręcz wstydzę się tego, że niekiedy ją ranię (to chyba jest taka reakcja obronna mojej skrzywionej psychiki - ranić kogoś komu na mnie zależy aby samemu poczuć się lepiej na chwilę), nie potrafię jednak ją za to przeprosić. Macie więc obraz tego kim jestem. Teraz przejdę to sedna sprawy, czyli tego jak straciłem sens życia i najpewniej popadłem w początek depresji. Wiecie już tak z grubsza jak wyglądało moje dzieciństwo. Jego całokształt jest jakby przyczyną dla skutku, którym jest utrata sensu życia. Chodzi mi to oczywiście o to, że nigdy nie miałem dziewczyny, nigdy nie trzymałem żadnej za rękę tak jak robią to pary, nigdy żadnej nie pocałowałem z uczuciem (raz jeden spróbowałem, ale spaliłem w możliwie najgorszy sposób, zrobiłem to jak kompletne zero, drewno bez polotu, ona następnie odtrąciła moje starania). Uczucie braku sensu w moim życiu towarzyszy mi od kilku lat lecz dopiero w ciągu ostatnich kilku dni znacząco się nasiliło w efekcie kolejnego zawodu miłosnego. Ogólnie w przeciągu ostatnich około 7 lat starałem się o co najmniej 6 dziewczyn (tyle imion zapamiętałem i nigdy już nie zapomnę) z czego 4 z nich w ciągu ostatniego roku. Było ich więcej, ale nie dawały mi od samego początku szans na kontakt. Z tymi sześcioma zawsze kończyło się tak samo, tj. byłem odtrącany, dawano mi kosza, proponowano mi bycie znajomymi w oczywistym celu urwania kontaktu. Inaczej bo gorzej było ostatnim razem. Wszystko zaczęło się jakoś na początku lutego. Jej zdjęcia zobaczyłem na pewnym portalu internetowym służącym do zawiązywania znajomości i szukania 'drugiej połówki'. Z opisu i zdjęć dowiedziałem się, że jest w ciąży z byłym, który ją krzywdził. Pomyślałem, że może warto by było spróbować. Jestem dobrym człowiekiem, myślącym inaczej niż ogół naszego chorego nastawionego na hedonizm społeczeństwa. Napisałem jedną wiadomość, odczytała lecz nie odpisała. Ja zauroczony jej urodą napisałem kolejną wiadomość, ponownie odczytała lecz nie odpisała. W tym momencie jak mi się wydawało straciłem wszelkie szanse na poznanie jej. Postanowiłem jednak nie dawać za wygraną i wysłałem jej 2 płatne prezenty z krótkim tekstem o moich honorowych intencjach. Nadal nic. Krótko po tym wstawiła zdjęcia z sesji zdjęciowej, na zdjęciach były znaki wodne fotografa, po których odnalazłem profil fotografa na fb a tam ją. Na fb ma kilka pięknych fotek więcej z tego sesji. Musicie wiedzieć, że jest piękna ponad wszystko co do tej pory widziałem. Napisałem wiadomość prosząc o kontakt i zapewniając o moich honorowych zamiarach względem jej. Odpisała po około 20 minutach pisząc, że nie w głowie jej obecnie zawiązywanie nowych znajomości ponieważ następnego dnia musi spłacić pożyczkę w wysokości 1750 zł, którą wcześniej wzięła na byłego, w którym wcześniej była ślepo zakochana. Odpisałem, że jeżeli wierzy w ludzi dobrej woli to jej problem właśnie został rozwiązany, ponieważ jestem skory jej te pieniądze wyłożyć. Odpisała, że nie będzie uprawiać seksu za pieniądze. Ja napisałem, że nie chcę seksu a aby się nie smuciła i aby się uśmiechnęła bo ma piękny uśmiech. Popłakała się ze szczęścia. Jednocześnie poprosiła o spisanie umowy pożyczki, bo chciała być wobec mnie uczciwa. Zgodziłem się. Następnego dnia (cały ten tydzień miałem wolny od pracy) pojechałem do większego miasta oddalonego od mojego o godzinę drogi, w którym studiuje. Spotkałem się z nią, było to dokładnie miesiąc temu czyli 11 lutego (dni 10 luty - nasza pierwsza rozmowa i 11 luty - nasze jedyne spotkanie, będę przeklinał do końca życia, miejmy więc nadzieję, że wcale nie tak długo). Przekazałem jej pieniądze, podpisaliśmy umowę i pogadaliśmy około godziny w jakiejś kawiarni. Było fajnie, miło, słuchaliśmy się nawzajem, uśmiechaliśmy, śmialiśmy, ja nie mogłem się oprzeć aby nie spoglądać co chwilę na jej zaokrąglony brzuszek. Już wtedy pomyślałem, że chciałbym być ojcem dla jej synka, nauczyć go jeździć na rowerze bez dodatkowych kółek, grać z nim w piłkę o cokolwiek jeszcze tylko ze swoimi synami robią normalni ojcowie z czego ja od swojego nie zaznałem. Mówiła mi n.in. o tym jakiego psychicznego ojca miała i że też nie miała przez niego lekko w dzieciństwie, że bił matkę itp. Pomyślałem sobie, że wreszcie spotkałem bratnią duszę. Odprowadziłem ją na przystanek autobusowy, wtedy też trochę porozmawialiśmy. Brak miłości przez całe życie spowodował u mnie to, że pragnę jej jak narkoman na głodzi pragnie dawki. Za szybko i za mocno się angażuję, tak było i tym razem. Umówiliśmy się wstępnie na spotkanie w parku w moim mieście. Potem rozmawialiśmy kilka razy na fb, ponieważ ona wyjechała do rodzinnego miasta w celu załatwienia spraw alimentacyjnych z byłym i tak ogólnie do rodziny. W jednej z tych rozmów pisała mi, że nie lubi jak się na nią naciska ciągłymi wiadomościami, że to ją zraża do faceta. Po początkowych próbach w miarę częstego próbowania utrzymania kontaktu postanowiłem się nieco wyluzować, zająć się swoimi sprawami aby nie naciskać i nie wypaść na desperata. Oczywiście jednak cały czas śledziłem jej profil jak jakiś stalker. Byłem w tym momencie w niej zbyt mocno zakochany, lub może zauroczony, aby odpuścić sobie oglądanie jej pięknych zdjęć czy czytanie jej dołująco - motywujących statusów, które jak raz mi odpisała po moim pytaniu miały jedynie za zadanie wywołać w jej byłym ból, że stracił tak wspaniałą dziewczynę. I tak sobie żyłem, czekając aż wróci, pisząc raz na tydzień aby nie przesadzić. Pochwaliłem się nawet tym wszystkim w pracy starszej ode mnie zaufanej koleżance, której zawdzięczam przedłużenie umowy. Pogratulowała mi, że znalazłem sobie kogoś z kim mogę być szczęśliwy. Dziewczyna nie odpisywała jednak zbyt często, w sumie to tylko raz. Oczywiście przez cały ten czas słuchałem głupich ckliwych piosenek o miłości już rozmyślając jak to nam razem wspaniale będzie. Głupi byłem od samego początku. UWAGA! W tym momencie zaczyna się najbardziej bolesna dla mnie część! Wszystko zawaliło się nagle bez jakiegokolwiek ostrzeżenia w ten poniedziałek. Wiedziałem, że w niedzielę wróciła, po pracy w poniedziałek chciałem więc napisać z zapytaniem o drugie spotkanie. Usiadłem do komputera, pod nosem miałem już podstawiony przez mamę obiad - moje ulubione spagetti po bolońsku. Zalogowałem się na fb, wskoczyłem na jej profil aby zobaczyć czy coś napisała i dostałem niemal zawału serca. Zobaczyłem, że od rana na jej profilu wymieniała się komentarzami z jakimś chłopakiem, było słodko aż do pożygu. Serce zaczęło mi walić jak młotem. Mama powiedziała abym zaczął jeść bo wystygnie, ja wrzasnąłem ze zaraz! Nic już nie mogło odciągnąć mej uwagi od tego potoku miłości pomiędzy nimi na jej profilu. On nawet wstawił sobie w tle na swoim profilu jej zdjęcie z sesji zdjęciowej, o której wcześniej pisałem. Nie wytrzymałem napisałem więc do niej pytając czy to wszystko jest na serio. Czy mam jeszcze szanse walczyć o nią, czy może już straciłem ją. Niemal natychmiast odpisała mi, że przeprasza ale nigdy nie uważała mnie za potencjalnego kandydata na chłopaka a w przyszłości męża i ojca jej synka. Byłem przekonany, że ona wie jakie są moje intencje, przecież aż 2 razy w jasny sposób jak uważałem dałem jej do zrozumienia, że mi na nich obojgu zależy. Napisała, że jak mogłem sobie robić taką nadzieję tylko po jednym spotkaniu, skoro ona mnie praktycznie nie poznała, ale jak potem wywnioskowałem i tak nie chciała by mnie poznać po powrocie, w końcu związała się już z długoletnim znajomym w tajemnicy przede mną - dobrym ledwo poznanym kolegą, który użyczył jej pieniędzy w trudnym momencie. Potem było jeszcze jakieś blablabla typu 'może gdybym wcześniej zauważyła'. Lecz już to do mnie nie trafiało. Napisałem że z ciężkim sercem życzę jej jak najlepiej, żeby byli razem we trójkę szczęśliwi, że na to zasługuje, żeuszanuję jej decyzję i że już się do niej nie odezwę. Wyłączyłem komputer, moja mama była już wtedy poza domem u lekarza. Nie widziałem wtedy już innej możliwości jak skorzystać z okazji aby wyjść z domu. Przed wyjściem walnąłem jeszcze szybko półtorej szklanki wódki, aż prawie puściłem pawia. Widać uwielbienie do wódki odziedziczyłem po ojcu. Na fb wstawiłem jeszcze tylko link do ostatniego napisanego prze Kurta Cobaina (Nirvana) utworu You know you're right, który genialnie opisuje mą każdą relację z płcią piękną, a tą relację już w całości, bez żadnych przekłamań. Napisałem też wiadomość do chrzestnej, której raportowałem o moich staraniach o nią, że źle ze mną jest i aby zadzwoniła jak tylko odczyta wiadomość, bo nie chce mi się żyć. Napisałem też smsa do owej koleżanki z pracy o całej sytuacji. Odpisała prosząc abym nie zrobił żadnego głupstwa i że chciała by ze mną o tym porozmawiać następnego dnia (wtorek) w pracy. Wyszedłem z domu, płacząc jak dziecko, któremu zabrano cukierka poszedłem do owego parku w którym mieliśmy się spotkać. Usiadłem na bardzo popularnej wśród młodych ludzi górce i patrząc na pociągi zacząłem jeszcze bardziej beczeć, żalić się i wyzywać Boga 'dlaczego ja?'. Chrzestna zadzwoniła, rycząc jak bóbr, w pijackim amoku wyjaśniłem się co się stało. Mówiła mi, że ostrzegała mnie, że to tak się skończy a ja zaślepiony niedojrzałą miłością nie dostrzegałem tego. Pożaliłem się trochę. Pogadaliśmy o tym jak bardzo mam w życie przesrane. Że życie cały czas rzuca mi kłody pod nogi, że już na etapie obowiązkowej edukacji miałem myśli samobójcze, które nota bene po tej miłosnej eskapadzie powróciły do mnie ze zwielokrotnioną siłą. Po rozmowie z chrzestną zadzwoniłem jeszcze do najlepszego kolegi, którego wręcz śmiało mogę określić mianem przyjaciela. Rozmawialiśmy o dziewczynach, dlaczego takie są itp itd, jak on i inni to robią, że mają dziewczyny, że jedne buce bez serca mają ich na pęczki i je ranią, a ja dobry chłopak nie potrafię znaleźć sobie tej jednej jedynej. Pochodziłem jeszcze trochę wężykiem po parku, do domu wróciłem po 21, czyli po około 4 godzinach od wyjścia. Mama oczywiście przez ten cały czas zamartwiała się, bo miałem wyjść do dentysty a nie wracałem. Jak wróciłem była na mnie wściekła, że wróciłem pijany, miałem wręcz czelność odgrzać sobie owe spagetti i zjeść je dokańczając butelkę wódki. Po tym poszedłem spać, obudziłem się po 2 w nocy i poszedłem do kuchni. Usiadłem na taborecie, wyciągnąłem nóż z szuflady i płacząc przyłożyłem go ostrzem do lewego nadgarstka. Lecz nie potrafiłem pociągnąć, w końcu twórz umiera tysiąc razy a bohater tylko raz - jak napisał w jednym ze swych poematów Szekspir. Ja już dawno przestałem liczyć ile razy umarłem. Znów położyłem się spać. Rano po przebudzeniu chcąc sprawdzić czy to wszystko to nie był jedynie koszmar zalogowałem się przez telefon na fb. Okazało się, że była to jawa. Nad ranem ów chłopak napisałem jej komentarz, że nie spodziewał się, że 'ten frajer tak łatwo zrezygnuje i że fajnie było mieć jej zdjęcie choć przez dzień na swoim profilu'. Pomyślałem, że ów 'frajer' to o mnie, ponieważ siedząc na owej górce dzień wcześniej napisałem mu wiadomość, ze musi być dla niej całym światem i że nie wolno mu jej skrzywdzić, w przeciwnym razie go znajdę. Napisałem wiec, czy to o mnie było. Ona, że nie, lecz że ma problemy z byłym i że na prawdę są razem z tym chłopakiem. To co jednak mnie dobiła tego ranka, to fakt, że przeraziło ją to, że śledzę jej profil, uznała mnie za psychola i prawdę powiedziawszy zgodnie ze słowami wspomnianego utworu Nirvany, to tak jestem psycholem. Zakończyłem rozmowę życząc jej jeszcze raz wszystkiego dobrego i aby byli razem szczęśliwi, jednocześnie zapewniając, że tym razem to już ostatni raz jak się do niej odezwałem i przejrzałem jej profil. Od wtorku rano, już nie piszę do niej, nie przeglądam jej profilu. Zbyt wiele bólu się z tym wiąże. Ten przepiękny uśmiech na jej zdjęciu z źródła uciechy dla oka i serca stał się tysiącem rozżarzonych do czerwoności noży wbijanych w me serce. Niestety mam pamięć fotograficzną i doskonale pamiętam każde udostępnione przez nią zdjęcie. Nigdy ich nie zapomnę, tak samo jak nie zapomnę zdjęć i uśmiechów dziewczyn z poprzednich zmarnowanych szans. Wiem, że tym razem jednak będzie inaczej. Bo praktycznie od samego początku kryzysu jest inaczej. Mówię o tym, że mam doła większego niż do tej pory, nic mnie nie bawi. Nie znajduję ulgi w żadnej dotychczasowej rzeczy, która dawała mi radość i rozrywkę. Od dłuższego czasu wiedziałem, że jestem skazany na samotność, lecz tym razem zostało mi to przez los wybitnie wytłumaczone. Czuję się jakby potrącił mnie pociąg towarowy na pełnej prędkości. Ból jest o tyle nie do wytrzymania, że tracąc szansę na nią, straciłem też szanse na chłopca, którego chciałem uznać za swojego synka. Nie będzie już nigdy jazdy na rowerze bez dodatkowych kółek czy wspólnej gry w piłkę, ani z niej synkiem ani tym bardziej z dzieckiem ze związku inną dziewczyną, ponieważ wiem, że związek taki nie jest mi dany. Na domiar złego dziś dowiedziałem się, że dwóch moich znajomych zostanie ojcami. Dobiło mnie to jeszcze bardziej. Nie chce mi się żyć. Ciemność otacza mnie, wszystko co widzę to całkowity horror, nie potrafię żyć, nie potrafię się zabić, uwięziony w samym sobie, ciało me celą moją jest.

-- 12 mar 2015, 08:28 --

I co? Nie znajdzie się nikt kto by mnie pocieszył? Ktoś kto by wytlumaczylby mi co źle robię w swoim życiu? Nikt nic nie doradzi? W sumie to powinienem się tego spodziewać, samotny w prawdziwym życiu, samotny w internecie. Czytacie lecz nie odpisujecie. Taki widać jest mój los. Idę do pracy, obecnie tylko ona pozwala mi zapomnieć o tym bólu istnienia.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
11 mar 2015, 21:08

Przez nieszczęśliwą miłość straciłem sens życia.

przez czeliczekm 12 mar 2015, 22:13
Nie pocieszę, ale łączę się w bólu. W 2011 roku zerwałem z dziewczyną, 8 miesięcy nie żyłem inaczej niż zombie/zwierzę, nie sypiałem po 2-3 noce z rzędu, by potem paść i spać 24h na raz, po czym powtórka. Od tamtej pory z żadną się nawet nie spotkałem. Nie jesteś sam ;) Dlatego nigdy nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że związek jest lekiem na całe zło. Ktoś, kto nie umie być szczęśliwy sam (jak np. ja) nie będzie potrafił być z kimś, bo się uzależni.
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
12 mar 2015, 20:32

Przez nieszczęśliwą miłość straciłem sens życia.

Avatar użytkownika
przez Follow_ 12 mar 2015, 22:42
U mnie rozstanie z byłym trwało ponad rok i w sumie ciągnie się dalej bo jakoś tak chyba szarpanie się jest łatwiejsze niż zrezygnowanie całkowite...Uczucia to masakryczna sprawa. Człowiek ogarnia to głową ale nie może sercem :<
To co mi pomaga to to, że chodzę na terapię i okiem profesjonalisty mam okazję spojrzeć jak moje uczucia przeinaczają rzeczywistość.

I może w tym jest rada? Mi terapia bardzo pomogła i polecam ją każdemu kto jest gotowy trochę zrozumieć swoje uczucia...
No i człowiek nie czuje się tak bardzo z nimi samotny. Można rozpaczać w gabinecie terapeuty, który profesjonalnie pomoże.
Skoro dobrze zarabiasz skorzystaj z prywatnego gabinetu. To co odstrasza kobiety to nadmierne zaangażowanie.


Trzymaj się chłopie!
Poddaję się nie mam siły na walkę...
Zazdroszczę ludziom szczęścia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1723
Dołączył(a)
11 lip 2014, 20:07
Lokalizacja
Tricity

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Przez nieszczęśliwą miłość straciłem sens życia.

Avatar użytkownika
przez zmęczona_wszystkim 12 mar 2015, 22:46
czeliczekm napisał(a):Dlatego nigdy nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że związek jest lekiem na całe zło. Ktoś, kto nie umie być szczęśliwy sam (jak np. ja) nie będzie potrafił być z kimś, bo się uzależni.


I ja też się nie zgodzę.

Ponury, chyba za bardzo osaczasz drugą stronę. Pożyczenie komuś pieniędzy to miły krok, ale wprowadza często niekomfortowe poczucie, że ktoś kogoś chce kupić. Nawet jeśli Ty nie miałeś złych zamiarów, to zawsze druga strona może się poczuć dziwnie. Byłam po drugiej stronie i wiedząc, ze w żaden sposób nie potrafię i po prostu nie chcę odwzajemnić uczuć pewnej osoby, to czułam się niekomfortowo, kiedy dostawałam od tej osoby jakieś prezenty, itp. A pożyczenie jakiejś sumy to też przysługa, która może w takiej sytuacji być różnie zinterpretowana.
Ludzie zakochani wyprawiają różne rzeczy, więc nie dziwię się Twoim zabiegom, śledzeniu jej na fb, itp. Nie wiem, co się jej w tobie nie podobało, ale zbytnia nachalność nie jet pociągająca - chyba że grom uderzy w 2 osoby równocześnie. Nie zawsze to się zdarza, niestety.
Rozumiem Twoją reakcję po przeczytaniu tej nieszczęsnej wiadomości, ale nie pocieszy Cię przecież to, że takie same sytuacje były także udziałem innych. Ale jest jedna prosta sprawa - im bardziej desperacko będziesz tej miłości pragnął (i wręcz wyobrażał sobie przyszłe dzieci, itp.), to tym mniejsza szansa na sukces. U mnie i u wielu innych się to sprawdziło. Ta desperacja jest po prostu widoczna. Skutecznej recepty na zranione uczucia nie mam. Kiedy byłam nieszczęśliwa i ktoś mi mówił, że mam sobie dać czas, to miałam ochotę zamordować taką osobę. A to taka banalna prawda. Z tej desperacji uwolniłam się właśnie dzięki upływowi czasu i pracy nad sobą. A potem było znacznie lepiej i szczęśliwiej.
Posty
1210
Dołączył(a)
01 sie 2013, 16:53

Przez nieszczęśliwą miłość straciłem sens życia.

przez lampionek 12 mar 2015, 23:15
Ten temat to musi być marna prowokacja... Kim trzeba być aby po jednym spotkaniu z dziewczyną wymagać od niej deklaracji i miłości ? Odpowiem, frustratem :)
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
27 wrz 2014, 15:40

Przez nieszczęśliwą miłość straciłem sens życia.

przez ponury 13 mar 2015, 23:49
czeliczekm napisał(a):Ktoś, kto nie umie być szczęśliwy sam (jak np. ja) nie będzie potrafił być z kimś, bo się uzależni.

Zgodzę się z Tobą całkowicie, niestety jednak jak napisał(a) Follow
Follow_ napisał(a):Uczucia to masakryczna sprawa. Człowiek ogarnia to głową ale nie może sercem :<


Zmęczona_wszystkim: tak wiem, że osaczam każdą dziewczynę, o którą się staram, niestety tak już mam. Szczęścia z ukochaną dziewczyną pragnę tak bardzo, że angażuję się na 150% albo i więcej, lecz inaczej nie potrafię, tak zostałem już uformowany. Teraz nie potrafię pracować nad sobą, teraz jedynie cierpię, robię dobrą minę do złej gry. Myślałem o daniu się do terapeuty, ale jakoś nie mam czasu. Praca zajmuje większość mego czasu. Tylko ona obecnie pozwala mi jakoś prztrwać

lampionek napisał(a):Ten temat to musi być marna prowokacja... Kim trzeba być aby po jednym spotkaniu z dziewczyną wymagać od niej deklaracji i miłości ? Odpowiem, frustratem :)

Albo mną, czyli emocjonalnym kastratem, wypranym z pewności siebie psycholem.

W każdym razie dzięki wam za odpowiedzi! Ktoś jeszcze coś dorzuci? Nie chciałbym aby ten wątek umarł śmiercią naturalną. Nie po to wylewałem tutaj żale.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
11 mar 2015, 21:08

Przez nieszczęśliwą miłość straciłem sens życia.

przez paveu 16 mar 2015, 14:42
ponury, Hej, przeczytałem uważnie cały twój wpis i wnioski które masz i muszę Ci powiedzieć, że czytałem je jak własne. Niestety jak widać, jak człowiek ma dobre serce musi posiadać twardy tyłek, a i czasem nawet zostanie uznany za prowokatora O.o
Ze swojej strony mogę polecić Ci psychoterapię, indywidualną, a może i grupową. Nie zaszkodzi, a kto wie może pomoże i odkryjesz coś w sobie co być może robisz źle.
Nie jesteś jedyny na świecie z takim problemem, chociaż nawet tu widać, że takie tematy nie cieszą się zbyt dużą popularnością. Wynika to chyba z faktu, że wielu ludzi z różnymi problemami i tymi psychicznymi, jednak w temacie związków nie narzeka na bycie samemu. Sam nie wiem jak oni to robią, że im wychodzi, że potrafią się dogadać, umówić, ktoś dostrzega w nich atrakcyjność. Mi się to nigdy jeszcze nie udało, chociaż próbowałem wiele razy...
Pocieszające może być dla osób takich jak ja czy Ty że wiele osób żyjących w związkach ma bardziej przesrane niż ktoś kto jest singlem. Czasem ból samotności żyjąc z kimś kto miał być dla nas bliski jest gorszy niż samotność bez drugiej połówki. Chociaż pragnienie drugiej osoby, związku jest bardzo silne i ciężko to sobie wytłumaczyć.
Pozdrawiam
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
16 lut 2013, 02:33

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 13 gości

Przeskocz do