Samotność

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Re: Brak przyjaźni, samotność społeczna.

Avatar użytkownika
przez Majster 17 kwi 2010, 19:30
Tez to znam. Po wyjsciu ze szpitala odsunela sie ode mnie zdecydowana wiekszosc ludzi z poprzedniego otoczenia. A ze farmakoterapia zahaczyla u mnie o lekkie stany maniakalne to nikt nowy nie bardzo chcial kumplowac sie ze świrem. Ale od jakiegos czasu, moze 2-3 lata, jest duzo lepiej :) Pojawilo sie kilka nowych osob, z ktorymi moze nie ma wielkiej zazylosci, ale na piwo mam z kim wyjsc. No i oczywiscie nie jestem juz sam w sensie stąpania ścieżką życia, co bardzo mnie cieszy. Czlowiek to jednak stadne stworzenie i wystawiony poza margines więdnie, nie powienien usychać w 4ech ścianach. Życze Wam wszystkim .. Sami dobrze wiecie czego :mrgreen:
K.Vonnegut: "Rozmawiając ze mną wcale nie musisz być świrem... Ale miałbyś dużo łatwiej!"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1859
Dołączył(a)
04 gru 2009, 18:24
Lokalizacja
Miasto korków pozbawione

Re: Brak przyjaźni, samotność społeczna.

przez magdalenabmw 17 kwi 2010, 19:35
Przyłączam się do Was. Mam 20 lat a przeprowadzałam się już kilka razy. I to jest problem, bo nawet jak nawiązywałam przyjażnie to jednak nie przetrwały one próby... Mimo, iż to tylko 40km to jednak za dużo :? Do liceum chodziłam już do obcego mi miasta, stare koleżeństwa z czasów podstawówki/gimnazjum zostały gdzie indziej. Liceum skończyłam, koleżanki porozjeżdżały się po różnych miastach na studia. Ja wylądowałam nad morzem. Tam prowadziłam interesy i zakumplowałam się z kilkoma osobami. No, ale wróciłam na studia do miasta. Na studiach mam 95% idiotów, jednego dobrego kolegę. Miałam przyjaciela i bardzo dobrą kumpelę tam. On okazał się fałszywcem, a ona zmieniła szkołę.

Teraz nie pracuję, tak sobie siedzę sama w domu z kotem.
Mam jedną przyjaciółkę, ale jest bardzo zabiegana i mieszka 40km ode mnie. Znamy się 15 lat. Idę z nią w poniedziałek na zakupy, na szczęście ona chce walczyć o tą przyjażń. Mam ją, ale rzadko się widzimy.

Moim prawdziwym przyjacielem z którym spędzam każdą chwilę jest mój chłopak. I w zasadzie tak na co dzień mam tylko jego. Z rodzicami widzę się raz, dwa razy w miesiącu, z przyjaciółką raz na pół roku... Tylko on jest.

Mam tylu znajomych.. Koleżanek starych.. Wiem, że one mnie lubią. I czasem mam ochotę wykręcić numer którejś z nich i zapytać czy nie skoczy ze mną na kawę... I wiem, że chętnie by poszły. Ale wtedy odzywa się moja je*ana nerwica i dupa... :evil:

Ta samotność mnie już dobiła, bo mam tylko rodziców, chłopaka i kota. Dlatego chcę walczyć o moją starą przyjaciółkę, na przekór nerwicy.

[Dodane po edycji:]

Aleks, szkoda że daleko mieszkasz. Ja rozumiem Twoją nerwicę i depresję.
Shad- zgadzam się, ja też teraz najwięcej przyjażni mam tutaj, u Was.
magdalenabmw
Offline

Re: Brak przyjaźni, samotność społeczna.

Avatar użytkownika
przez *Wiola* 17 kwi 2010, 19:45
TO ja się dołączam. Mam podobnie do Was z tym ,że jeszcze zaobserwowałam coś u siebie. Bardzo łatwo i bez problemu nawiązuje znajomości, natomiast z ich utrzymaniem i przejściem do następnego etapu - mam na myśli bliższe , przyjacielskie kontakty , mam już problem. Na dodatek jak ktoś wykazuje duże zainteresowanie moim życiem , moimi sprawami, próbuje np doradzać, zaczyna mnie to wkurzać i się wycofuję:(
Avatar użytkownika
Offline
Moderator
Posty
18127
Dołączył(a)
10 lis 2009, 14:14

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Brak przyjaźni, samotność społeczna.

Avatar użytkownika
przez ALEKS*OLO 17 kwi 2010, 20:15
shadow_no, Majster, magdalenabmw, wiola173, dzieki, ze odpisaliście :)
Zdaje sobie sprawe, ze taka samotnośc wsrod społeczenstwa jest jakby wpisana w nerwice, fobie społeczną. Czasem jest mi to na ręke, bo tak jak napisałam wczesniej nikt nie zawraca mi dupy, żyje swoja samotnią.
Z Agatą było naprawde fajnie, świrowałyśmy, śmiałysmy sie płakałysmy razem, ona zawsze przyjezdzała do mnie, no bo jak ja z fobia społeczna wsiade do autobusu? i na poczatku jej to nie przeszkadzało, ale potem jak ja zaczełam zdrowiec , jezdziłam juz autobusami normalnie, spotykałysmy sie na miescie , wiec ona chciała wiecej, ciągnac mnie do siebie do swoich znajomych, tu tam, mnie to meczylo, bo jednak zdrowa do konca nie byłam, bywały ataki. Ją zaczeło to wkurzac, sugerowała nawet ze udaje bo jej nie lubie albo cos.
Kiedy poznałam mojego M. spędzałam z nim wiecej czasu niz z nia ( to chyba normalne , ze sie woli człowiek pomigdalic z ukochanym niz obczajac nowosci modowe w sklepach ), zaczeła zazdroscic (tak to wyglądało), robic mi awantury ze teraz to juz tylko M. ze ja mam ją w dupie i wogole. A tak nie było! Wkurzyłam sie i zerwałam kontakt, ona wydzwaniała , ja nie odbierałam telefonow.
magdalenabmw, tak samo jak u Ciebie, M. jest moim przyjacielem , moge na niego liczyc , przebywam z nim 24h na dobe, ale kobieta potrzebuje jednak pogadac z 2 kobieta, poplotkowac, pogadac o kurde lakierach do paznokci :lol: , tak jest no, i tego mi brakuje :(
wiola173, co do tego to ja mam własnie odwrotnie, jak poznaje nowa osobe musi minąć duuuuużo czasu nim zaufam porozmawiam normalnie i przestane podejrzewac spisek :roll: , zajmuje mi to duzo czasu , takie pełne zaprzyjaznienie sie.
i faktycznie jak ktos zaczyna zbytnio sie interesowac albo doradzac lub krytykowac to potrafie (tak jak wlasnie z Agata) uciać znajomosc w jednej sekundzie.

Mam tez takie cos , ze chialabym miec ta przyjaciołke na wyłacznosc bo jak widze jak np. ona spotyka sie z inna kolezanka to jestem jakby zazdrosna, ona musi byc moja ,i musi miec ochote na spotkanie wtedy kiedy ja mam ochote, a jak nie mam ochoty to musi telepatycznie wiedziec zeby nawet nie dzwonic do mnie........... kur*a to jest chore! :-|

Tak jak wielu z Was, mam tylko znajomych i przyjaciół tu , na forum, to jest fajne , ale człowiek jednak potrzebuje tez tego kontaktu na zywo.
"Kobiety i koty zawsze będą robić to, co chcą, a mężczyźni i psy powinni się zrelaksować i powoli oswajać z tą myślą."

"Panować nad sobą to największa władza" - Seneka
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
2384
Dołączył(a)
01 mar 2008, 00:25
Lokalizacja
Śląsk

Re: Brak przyjaźni, samotność społeczna.

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 17 kwi 2010, 20:16
Moja hipoteza "krocząca własną ścieżką" jest trochę inna, od w/w zaprezentowanej: :mrgreen:
ALEKS*OLO napisał(a):Od zawsze byłam odludkiem, w szkole tą, która kroczy swoimi ściezkami.
Kroczenie własnymi ścieżkami, często bierze się ze "stawania okoniem" wobec rodziców - tym sposobem pozyskuje się ich uwagę, zainteresowanie (nawet negatywne jest postrzegane jako lepsze, niż żadne). Później może to się stać podstawą budowania relacji międzyludzkich. Problem pojawia się wtedy, gdy owa "wyrazistość" staje się do tego stopnia maską, że pojawia się obawa, czy otoczenie zaakceptuje tę prawdziwą osobę, która ukryła się za maską. :roll:

I może właśnie z powodu tej obawy zerwałaś kontakt z Agatą i z "nielicznym towarzystwem" z gimnazjum ? :bezradny: Dałaś im możliwość poznania siebie bez maski w tak dużym stopniu, jak tego chciałaś ? Wreszcie, czy oni z tej możliwości próbowali skorzystać ?

ALEKS*OLO napisał(a):I jak mam dojść do ładu sama z sobą, skoro chce zjeść ciastko i mieć ciastko ??? :-|
W przypadku mojej hipotezy, najlepiej chyba byłoby zdać sobie sprawę z tego, że nie zawsze trzeba przywdziewać maskę. Uchylenie jej wcale nie musi wywoływać przerażenia u otoczenia. ;)
Natomiast osobną kwestią jest ustanowienie indywidualnych proporcji między potrzebą samotności, a potrzebą towarzystwa.
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Re: Brak przyjaźni, samotność społeczna.

przez magdalenabmw 17 kwi 2010, 20:24
ALEKS*OLO napisał(a): magdalenabmw, tak samo jak u Ciebie, M. jest moim przyjacielem , moge na niego liczyc , przebywam z nim 24h na dobe, ale kobieta potrzebuje jednak pogadac z 2 kobieta, poplotkowac, pogadac o kurde lakierach do paznokci :lol: , tak jest no, i tego mi brakuje :(


Jak bym czytała o sobie i moim M. (tak, też M. :mrgreen: ). Niby mogę z nim o wszystkim porozmawiać, ale z jego wiedzą o modzie czy urodzie to czasem jest bardzo trudne :time: I jednak brakuje takiego po prostu no kobiecego elementu w moim życiu.

ALEKS*OLO napisał(a):Mam tez takie cos , ze chialabym miec ta przyjaciołke na wyłacznosc bo jak widze jak np. ona spotyka sie z inna kolezanka to jestem jakby zazdrosna, ona musi byc moja ,i musi miec ochote na spotkanie wtedy kiedy ja mam ochote, a jak nie mam ochoty to musi telepatycznie wiedziec zeby nawet nie dzwonic do mnie........... kur*a to jest chore! :-|


Mam tak samo. I też lubię uciekać w samotność, ale jednak czasem są takie chwile że człowiek ma ochotę do kogoś mordę otworzyć. W zasadzie wszystko co o Tobie czytam to tak jakbym o sobie czytała. Jednak szkoda, że nie mieszkasz bliżej. Chyba byśmy się dogadały.
magdalenabmw
Offline

Re: Brak przyjaźni, samotność społeczna.

Avatar użytkownika
przez ALEKS*OLO 17 kwi 2010, 22:46
God's Top 10 napisał(a):Moja hipoteza "krocząca własną ścieżką" jest trochę inna, od w/w zaprezentowanej: :mrgreen:
Kroczenie własnymi ścieżkami, często bierze się ze "stawania okoniem" wobec rodziców - tym sposobem pozyskuje się ich uwagę, zainteresowanie (nawet negatywne jest postrzegane jako lepsze, niż żadne). Później może to się stać podstawą budowania relacji międzyludzkich. Problem pojawia się wtedy, gdy owa "wyrazistość" staje się do tego stopnia maską, że pojawia się obawa, czy otoczenie zaakceptuje tę prawdziwą osobę, która ukryła się za maską. :roll:
I może właśnie z powodu tej obawy zerwałaś kontakt z Agatą i z "nielicznym towarzystwem" z gimnazjum ? :bezradny: Dałaś im możliwość poznania siebie bez maski w tak dużym stopniu, jak tego chciałaś ? Wreszcie, czy oni z tej możliwości próbowali skorzystać ?
W przypadku mojej hipotezy, najlepiej chyba byłoby zdać sobie sprawę z tego, że nie zawsze trzeba przywdziewać maskę. Uchylenie jej wcale nie musi wywoływać przerażenia u otoczenia. ;)
Natomiast osobną kwestią jest ustanowienie indywidualnych proporcji między potrzebą samotności, a potrzebą towarzystwa.

Nigdy nie nosiłam maski. Każde emocje ujawniałam, to co na mysli to na języku. Wobec rodziców nigdy nie "stawałam okoniem". Nie robiłam im na złość i nie pozyskiwałam ich uwagi na siłe. Jako jedynaczka miałam tej uwagi aż nadto.
Wiec ludzie znali mnie taką jaka byłam, jaka jestem. Nawet nie ukrywałam swojej choroby. Zawsze mowie jak jest, nie zakładam maski, jestem szczera (czasem az za bardzo).
Więc ta hipoteza nie ma oparcia chyba w mojej osobie :(
I dalej jestem w ciemnej d**ie 8)

Magda gdybyśmy spotykały sie na zywo to podczas tych spotkan musiałby byc jakis moderator, coby w razie strzelic ostrzezeniem :lol: :mrgreen: bo pamietam, ze kilka razy ostro sie sciełysmy i nawet osta zarobiłyśmy :twisted:
Ale to chyba dowód na to, ze mamy podobnie ekspresyjne charaktery i nie dajemy sobie pluć w kaszkę :mrgreen:
"Kobiety i koty zawsze będą robić to, co chcą, a mężczyźni i psy powinni się zrelaksować i powoli oswajać z tą myślą."

"Panować nad sobą to największa władza" - Seneka
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
2384
Dołączył(a)
01 mar 2008, 00:25
Lokalizacja
Śląsk

Re: Brak przyjaźni, samotność społeczna.

przez Gringo 17 kwi 2010, 23:21
Aleks napisał(a):Magda gdybyśmy spotykały sie na zywo to podczas tych spotkan musiałby byc jakis moderator, coby w razie strzelic ostrzezeniem

Leżę i płaczę :D :D :why: :brawo:
Gringo
Offline

Re: Brak przyjaźni, samotność społeczna.

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 17 kwi 2010, 23:42
Mój błąd. Spróbuję więc dalej:
ALEKS*OLO napisał(a):Jako jedynaczka miałam tej uwagi aż nadto.
Jak bardzo "nadto" ? Może na tyle rodzice świata poza Tobą nie widzieli, że Cię wręcz "ubezwłasnowolnili", uczynili mniej samodzielną ?
A może traktowali Cię jak "kumpelę", zamiast jak córkę ?
Może Twoja "szczerość do bólu" wynika właśnie z tego ? Czy przy jej pomocy testujesz ludzi, na co możesz sobie pozwolić w relacjach z nimi albo wręcz nakreślasz granice ze swojej strony ? A może chodzi o testowanie siebie, na co Cię stać w budowaniu relacji, nabywanie w nich doświadczeń ?

Do tego pewnie w jakimś stopniu dochodzą doświadczenia otoczenia związane z tego typu chorobami. U jednych mogły to być nie najlepsze doświadczenia, np. choroby w rodzinie i związane z nimi obawy. A u innych mogło chodzić o kreowanie iluzji, jakoby te choroby były bardzo odległe od nich, a pojawienie się tej choroby "tuż przy nich" (u koleżanki/przyjaciółki) mogło ich niejako szokować burząc tę iluzję ? A jeszcze inne osoby po prostu z niewiedzy jak się zachować, mogły Cię odtrącić lub wymagać od Ciebie więcej, niż byłaś w stanie dać... jak Agata ? :roll:

A jeśli nie chcesz, bym drążył, daj znać. ;)
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Re: Brak przyjaźni, samotność społeczna.

przez Gringo 17 kwi 2010, 23:57
God's Top 10:
No do House'a to Ci jeszcze troche brakuje. House trafia za pierwszym razem.
Gringo
Offline

Re: Brak przyjaźni, samotność społeczna.

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 18 kwi 2010, 00:00
Czy ja kiedykolwiek mówiłem, że aspiruję do bycia jak House ? ;)
To tylko avatar, a nie ja. :D
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Re: Brak przyjaźni, samotność społeczna.

Avatar użytkownika
przez ALEKS*OLO 18 kwi 2010, 11:42
hehe House nie trafia za pierwszym razem, najpierw musi "zmiazdzyc" swojego pacjenta fizycznie i psychicznie :D

God's Top 10, mozesz drązyc :D taka psychoterapia pomaga mi przesledzic swojego zachowania i zastanowic sie nad nimi :)
Ale co do hipotezy, jako jedyna córka i jedyna wnuczka, byłam oczkiem w głowie, Olusia to , Olusia tamto, córeczka tatusia, wnuczusia dziadziusia, co chciałam to miałam, rozpieszczony bachor. Wiem, ze to jest problemem, ktory wychodzi teraz w dorosłosci. Jako dziecko byłam wystawiana na piedestał. Rodzina chciała dobrze ale nie bardzo wiedzieli ze to jednak krzywdzi.
Kiedy miałąm ok 10 lat moj ojciec zaczął pić bardzo i robic awantury w domu. Zeszłam na 2 plan, jego "kumple" byli wazniejsi, były problemy w domu, finansowe i emocjonalne, ja to strasznie przezywałam, bo z pięknej sielanki dzieciecej zrobił sie rodzinny koszmar. Myśle , ze to mi skrzywiło psychike. I teraz tak jak własnie piszesz God's, to ja chce "rzadzic", ja chce nakreslac granice, testowac ludzi a jesli sa przeciwko to odrzucam ich. Typowe zachowanie bordera, wystarczy maleńki bład i skreślam. Ja krzywdze nim ktos pierwszy to zechce zrobic... :-|

Ludzie wymagaja odemnie duzo, jednak nie rozumieja ze w chorobie czasem nie potrafie (boje sie) cos uczynic.
Tak było własnie z Agata, było dobrze, ona chciała wiecej, czesciej, dla mnie to było za duzo, to było przekroczenie granicy ktora sama nakresliłam, dlatego Agata poszła w odstawke :-|

Pytanie tylko, co z tym fantem zrobic ?
"Kobiety i koty zawsze będą robić to, co chcą, a mężczyźni i psy powinni się zrelaksować i powoli oswajać z tą myślą."

"Panować nad sobą to największa władza" - Seneka
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
2384
Dołączył(a)
01 mar 2008, 00:25
Lokalizacja
Śląsk

Re: Brak przyjaźni, samotność społeczna.

Avatar użytkownika
przez linka 18 kwi 2010, 12:22
Sama nie wiem, zawsze miałam całe grono znajomych - ale przyjaciół tylko kilku.......po rozjechaniu się na studia z osób którym ufam zostały dwie na miejscu i jedna, może dwie z którymi widuję sie raz na rok.....bo są w dwóch końcach Polski. Zaprzyjaźnianie się dla mnie to proces długi, a nawet powiedziałbym bardzo długi - spędzam z moją przyjaciółką każdy dzień, i dopiero po dwóch latach wspólnego studiowania odważyłam się powiedzieć jej o pewnych sprawach, akceptuje mnie, sama ma podobne problemy, jest zawsze wtedy kiedy jej potrzebuuję, jest jeszcze chłopak - ale z nim nie da się pooglądać babskich filmów i powzdychać do Deppa :105:
W szkole nigdy nie byłam odludkiem, jestem głośna i mam niewyparzoną paszczę - a do tego często i donośnie się śmieję :smile: ale jak piszę, ludzie są mi potrzebni, wśród nich czuję się bezpiecznie, ich uznanie pozwala mi podnieść samoocenę......ale z drugiej strony, nie toleruję gdy ktoś narusza moją strefę prywatności, gdy chcę byc sama nie toleruję nawet mojego chłopaka.
Najlepiej jakby ludzie układali się do mojego "planu" - ale tak nie można..... :-|
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

Re: Brak przyjaźni, samotność społeczna.

przez magdalenabmw 18 kwi 2010, 18:05
ALEKS*OLO napisał(a):Magda gdybyśmy spotykały sie na zywo to podczas tych spotkan musiałby byc jakis moderator, coby w razie strzelic ostrzezeniem :lol: :mrgreen: bo pamietam, ze kilka razy ostro sie sciełysmy i nawet osta zarobiłyśmy :twisted:
Ale to chyba dowód na to, ze mamy podobnie ekspresyjne charaktery i nie dajemy sobie pluć w kaszkę :mrgreen:


Dokładnie o to chodzi. Czyli jednak mamy podobne charaktery. :P Wybuchowe dość.

linka napisał(a):W szkole nigdy nie byłam odludkiem, jestem głośna i mam niewyparzoną paszczę - a do tego często i donośnie się śmieję :smile:


Jak to napisałaś to zastanowiłam się jak to jest ze mną. Bo mam dość wybuchowy charakter, jestem dość głośna w towarzystwie i lubię zabawiać ludzi, ale tylko wśród tych bliskich. A np w szkole siedzę cicho, nie śmieję się raczej, prawie z nikim nie gadam i trzymam dystans do ludzi. I zawsze czułam wręcz pogardę (nie bierz tego absolutnie personalnie) do dziewczyn, które rżały jak koń na korytarzu i to tak, że było je słychać w drugim końcu szkoły. Zawsze odnosiłam wrażenie, że robią to tylko po to, aby zwrócić na siebie uwagę. W zasadzie po kilku kopach w dupę już się chyba nauczyłam dostosowywać do sytuacji- jak jestem wśród swoich to jestem dość głośna, śmieję się, żartuję, dyskutuję, opowiadam kawały... Natomiast na co dzień, w relacjach z osobami z którymi nie mam zażyłości jestem zdystansowana i cicha, co trochę kłóci się z moim charakterem. Ale chyba to jest w kobiecie ciekawe- że ma wiele twarzy ;) :mhm:
magdalenabmw
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do