Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

A ja tam lubie siedziec sama (nos mi urósł jak u Pinokia) nie tak do konca sama Czuje sie samotna ale nie opuszczona Mam dosyc wlasnie mojej rodzinki (dalszej) i falszywych przyjaciol Lepiej zeby mnie nie odwiedzali bo po ich odwiedzinach mam doly. Zalezy mi na obecnosci w moim zyciu tylko meza i dzieci ale przeciez jak zechce poobgadywac meza to nie mam do kogo :( Wiec przygarnelabym jakiegos szczerego "Kropka" ktorego moglabym nazwac przyjacielem Chcialabym miec przynajmniej jedna osobe z ktora moge porozmawiac o wszystkim i nawet sobie poplakac.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja mam tylko samotność, jestem nikim, umarłem za życia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jestem sama na dobrą sprawę pierwszy raz w życiu i robię wszystko, żeby tą samotność polubić, choć nie jest to łatwe. Jeśli nie lubisz przebywać sam ze sobą, jak ktoś inny może to lubić? Jeśli uważasz, ze tylko druga osoba jest w stanie dać Ci szczęście, uwieszasz się na niej jak rzep i bierzesz, bierzesz i ciągle Ci mało, aż w końcu wszytko okazuje się pomyłką:(

Żeby kogoś prawdziwie pokochać trzeba najpierw pokochać siebie.

Sorki za to moralizowanie, ale do takich wniosków doszłam po serii związków, które zapowiadały się świetnie, a w końcu okazywały się porażkami. Nie chcę tego już powtarzać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć

Nie wiem jak zacząć pisać ale będę próbował.Depresja dopadła mnie jakieś pięć lat temu do tego doszło uczucie duszenia się itp wtedy zaczął się problem straciłem prace żona przestała mnie rozumieć dostawałem wtedy dodatkowego doła,nie mogłem pracować nie wychodziłem z domu bo miałem lęki chciałem umrzeć nie miałem siły walczyć przyszły wakacje żona wyjechała a ja zostałem z chorobą sam,a ja wtedy chciałem żeby mnie mocno przytuliła zrozumiała chciałem mieć wsparcie.Potem przyszły lepsze dni chciała mnie zrozumieć potem znowu odstawiała na boczny tor wtedy chciałem poznać kogoś kto mnie zrozumie.Obecnie pracuje i wydawało by się ze wszystko jest w porządku a nie jest mam dni że przychodzą mi myśli samobójcze chce uciec od problemów daleko, często chce mi się płakać wiem że przegrałem swoje życie może jestem nieudacznikiem wszystko mnie przerasta nie mogę sobie poradzić z samym sobą,tak bardzo bym chciał usnąć i się nie obudzić nawet nie mam teraz przyjaciół a może nigdy ich nie było? .Mam coraz mniej siły czuje że już nie dam rady tak żyć. :cry:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj.Po peierwsze niczego nie przegrałeś, po drugie nIE JESTES NIEUDACZNIKEM!To depresja , ktora niszczy Twoją psychikę , i cialo powoduje , że masz o sobie takie wyobrażenie.Dobrze , że trafiłeś na to forum.Tutaj ludzie Cię zrozumieją.Nie napisaleś czy leczysz depresję?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak leczę, chodzę do lekarza ale odstawiłem sam leki,teraz wybieram się 13 na wizytę do lekarza.

Ja już za dużo przeszedłem w życiu i pewnie to wszystko się odbija na zdrowiu,a najgorsze że nie mogę się z nikim spotkać i porozmawiać a tak bardzo potrzebuje tego żeby to wszystko wyrzucić z siebie.

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj. Ja też jestem tu nowa i z podobnym problemem, zeby nie powiedziec że prawie identycznym. I tez jestem z tym zupełnie sama i są dni, bardzo często kiedy mam właśnie ochote położyć się i zasnąć i więcej nie budzić. To wszystko mnie przeraża. Nie mam już siły.I nie wierze ze moge sie jeszcze z tego wygrzebać. Nie wiem po co to pisze, po prostu Twój post był pierwszym jaki przeczytałam. Więc tutaj nie jesteś sam. W codziennym zyciu, w normalnym świeci nikt nie rozumie nas i nie dostrzega. Życzę Ci dużo siły Anka

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Najgorsza jest właśnie samotność,mam żonę a nie mogę z nią porozmawiać ,teraz znowu mam doła a zaraz trzeba do pracy się zbierać czuje że jestem nic nie wart pewnie jak bym nie wrócił do domu nikt by tego nie zauważył,czuje się jak nie potrzebny przedmiot

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiem jak to jest czuć się wśród ludzi, nawet najbliżych, obco i samotnie, też sobie z tym nie radze, dlatego tu przyszlam nie mam nic do stracenia a jesli cos sie nie zmieni to ja nie dam dlużej rady. Może łatwiej znaleźć przyjaciela, kogoś kto bezinteresownie wysłucha a do tego zrozumie i doradzi, wśród obcych ludzi. Ale ja jestem ostatnią osobą, ktora mogłaby komuś radzić bo sama nie mam siły żyć. Choć podobno czasami wystarczy świadomość, że ktoś jest, że można porozmawiać..to podobno daje siłę. Nie wiem bo nie mam tyle szczęścia do ludzi a może po prostu sobie nie zasłużyłam na przyjaciół. Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

NIe mo.żesz radzić Aniu to nie tak masz swoje przezycia swoej doswiadczenia a więc i swoja mądrość i nią się z innymi możesz podzielić razem raźniej

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Najlepszy był by prawdziwy przyjaciel tylko gdzie takiego szukać ,ja myślałem że mam dużo znajomych a okazało się że zostałem sam.Może wiec tu ktoś się znajdzie z kim będzie się można spotkać porozmawiać,ja mieszkam w Krakowie.Jeśli ktoś chciałby się spotkać porozmawiać to proszę piszcie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Znajomych.Wlaśnie.Czasami na przyjazń trzeba zaczekać.Proszę Cię , przestań powtarzać soobie , i wszystkim wokół , że jesteś nieudacznikiem.NIE JESTEŚ!! NIE JESTŚ NIEUDACZNIKIEM! Potrzebujesz pomocy , i wsparcia , bo JESTEŚ CHORY< a nie , nieudany!Depresja odbiera nam rzeczywisty wgląd na świat , i siebie samego! Proszę Cię .Od tego zacznij.Powtarzaj sobie codziennie , NIE JESTEM NIEUDACZNIKEM.Czy to znaczy , że wszyscy chorzy np na cukrzycę , reumatyzm , są nieudacznikami??? NIE!!Pisz w razie dola.Pozdrawiam Cię ciepło:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj Paweł jak się czujesz? Odezwij sie do nas, gdy będzie Ci ciężko.. Pamietaj nie jesteś sam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj Aniu czuję się różnie są momenty że jest dobrze ale bywa tak że nie mogę sobie sam z sobą poradzić.

Nawet nie Mam takiego przyjaciela czy przyjaciółki z którą mógłbym porozmawiać,wyżalić się,może kiedyś będę miał takiego przyjaciela?,ZOBACZYMY

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj Pawle!

Wiesz.. ja mam taką propozycję, ktora akurat w moim przypadku zadziałała... A poniewaz byłam w bardzo podobnej sytuacje to postanowiłam Ci ją przedstawić.. ;) Tylko musisz powiedziec... Nie rozstałeś się z żoną, prawda?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj nie rozstałem się z żoną czekam z niecierpliwością na twoją odpowiedz

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W I T A M ... sama nie wiem od czego zacząć od ponad 6 lat bylam w związku z osoba która bardzo kochałam to byla moja wielka milosc poswieciłam dla niej wszystko co do tej pory osiągnęłam przeszliśmy razem przez wielkie piekło poniewaz mój chłopak mial problemy a ja zawsze przy nimk trwałam po 5 latach postanowilismy wyjechac za granicę tam juz mieszkała jego matka która wynajmowała mieszkanie po trzech miesiacach znalazłam tam prace w piekarni oboje tam pracowalismy tylko na innych oddzialach bylam wykorzystywana jako polka do ciezkich prac dzwigalam okropne ciezary stalam na tasmie po 5 miesiach bylam zalamana nerwowo płakałam w pracy z bólu nóg i kregosłupa ale wiedzialam ze musze wytrwac dla nas wiedzialam dobrze ze bez pracy nie było szans dłuze tam mieszkac wiec trwałam w tym stanie kilka miesiecy po kryjomu szulama czegos lepszego z chłopakiem w miedzy czasie planowalismy wynajac swoje mieszkanie codziennie przed praca szulakam dodatkow mebli i wszystkiego co niezbede by razem zamieszkac po jakism czasie dostalam lepsza propozycje pracy przynajmiej wtedy mi sie tak wydawało mialam byc kelnerką cieszylam sie jak dziecko wiedzac ze juz nie bede plakac i chodzic z bolem okazało sie jednak ze dali mnie na zwywak znowu bylam dyskryminowana choc na umowie bylam tylko kelnerką praca byla niesamowicie ciezka nie bylo chwili by odpoczac kregosłup i nogi znowu dawaly sie we znaki ... w koncu znalezlismy mieszkanie za kilka dni mielismy sie wprowadzic tylko ze ja wiedzialam ze nie wytrzymam ani dnia dluzej nie spalam wogole po nocach potrafilam miec tygodniowy maraton ból sie nasilal w pracy kilka razy prawie zemdlałam nie dawalam sobie z tym rady mialam mysli samobujcze choc mój chłopak nawet nie móg sobie wyobrazic co przezywałam wewnatrz siebie w ciagu jednego dnia zrezygnowalam z pracy i odmowilismy wynajmu mieszkania poniewazn nie starczalo nam na jego utrzymanie ...zalamalam cie cakowicie podjelam decyzje o powrocie po kryjomu rezerwowalam bilet lotniczy chcialam uciec nie mialam juz sil wiedzialam ze albo wyjade albo podetne sobie zyły wróciłam do polski moj chłopak tez mial za niedługo wrócic mielismy zaczac od poczatku..minal rok a my ciagle bylismy osbono doszlo to tego ze niedawno sie roztalismy mialam wiele żalu i pretensji ze wtedy sie mna nie zająl i nie pomógł mi w tych ciezkich chwilach o roku pracuje i jestesmy osobno ale ja sobie nie radze zyje porażka po nocach sni mi sie cieka praca (dodam ze mam powazne skrzywienie kregosłupa i nie moge dzwigac nawet zakupow bo moze to sie dla mnie ciezko skonczyc )nie moge sobie poradzic ze stracilam mieszkanie mamy mnóstwo rzeczy które wpolnie kupilismy do niego wiem wszystko sie tak szybko stało z dnia na dzien do dzis sobie nie radze z tym jak bylo ciezko wiem ze to przeszosc z chlopakiem utrzymuje kontakt ale wiem ze juz razem nie bedziemy,miewal lęki ze zostałam sama bez nikogo zostaly mi przykre wspomnienia brak ukochanej osoby i depresje z która sobie nie radze wiem ze jest mi potrzebny psycholog bez niego nie wytrzymam tego napięcia w pracy tez mam problemy grozi mi zwolnienie redykcja etatów wszystko sie sypie czym sobie zasłuzyłam cale zycia starała sie byc dobra dla innych nie myslac o sobie dodam ze po powrocie nie mam juz najomych wszystcy zalozyli rodziny badz nie chca sie odzywac wiec od ponad roku siedze sama z rodzicami to chore juz mam dosc chcialam isc na silownie i moze lekcje tanca moze tam poznam życzliwych dla mnie ludzi którzy mnie zroumieją i pomoga zrouzmiec to zycie i to dlaczego ciagle ponoszę porazki:( chcialam tylko opowiedziec jak zycie sie moze zminic w tak krótkim czasie pozdrawiam serdecznie wszystkich

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wybacz Pawle, ze dopiero teraz odpisuję...

 

Opowiem krótko...

Polecę Ci książkę , która powinienes przeczytac Ty i Twoja zona...

Ja pewnego szarego, zimowego wieczoru wybrałam się do empiku i szukałam odpowiedniej ksiazki o depresji, ktora najdokładniej potrafiłaby przedstawic zupełnie nie mającej do czynienia z depresją osobie, na czym ona dokładnie polega... To nie jest taka typowa ksiazka medyczna ale swoisty poradnik i jednoczesnie opowiesc o losach rodziny, w ktorej mąz zmaga sie z ta paskudna choroba...

 

Pisałeś, że żona próbuje Ciebie zrozumiec, Twoje cierpienie i problemy.... Powinienes zadac jej najwazniejsze pytanie - czy naprawdę chce Cię zrozumiec czy tylko chce, BYŚ MYŚLAŁ, ze Cie rozumie... CHociaz podejrzewam, że chce Cie zrozumiec, to co czujesz i jaki dla Ciebie jest świat, bo przeciez Cię kocha... tylko najnormalniej w swiecie pewnie nie wie jak to zrobic...nie oszukując nikogo... I w tym tkwi problem... Bo najważniejsze w tej chorobie jest, aby miec wsparcie najbliższych dla nas osób... by mieć motywacje, chciec dla siebie i dla kogos walczyc z choroba (bo dla kogos zrobic cos jest łatwiej niz dla siebie).

 

 

Mi i mojemu obecnemu narzeczonemu (a wtedy dobremu koledze)ta książka - nie boje sie powiedziec - uratowała życie i pomogła stworzyc niemal idealny związek, w którym wiemy, że bedziemy trwac juz nierozłączni do końca...

 

Caroline Carr - "Życie w cieniu depresji. Depresja Twojej drugiej połówki" Ksiązka ma jakieś 130stron i czyta się ja jednym tchem :)

Jest moim zdaniem po prostu genialna!!!

Polecam ją tak naprawdę każdemu, kto ma depresję, komu wydaję się że ja ma, kto zna kogos z depresją albo podejrzewa, ze ktos z jego bliskich na nią choruje...

 

A może ktoś już ją przeczytał i podzieli sie opinią??:>

 

 

 

Pozdrawiam cieplutko! ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A mnie dręczy dosyć dziwny przypadek,mianowicie od godziny mniej więcej 05.00 rano do godziny 12.00 mam niesamowitego doła,takiego że nie jestem prawie w stanie pracować,najchętniej bym sie rozryczał,czuję się bezwartościowym śmieciem.I co jest w tym najlepsze,ok godziny 12 wszystko przechodzi,jestem szczęśliwy,pełen energii i motywacji.Przyjeżdżam do domu,i tak ok godziny 17.00 znowu mnie dopada totalne przygnębienie,po czym ok godz 20 całkowicie mija.I tak w kółko od około 5 miesięcy.I do tego te ciągłe niepokoje w okolicach podbrzusza.Masaaakra

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

hmmm... a konsultowałeś to z jakimś lekarzem...?

 

Może jakaś konkretna sytuacja bądz miejsce albo wspomnienie czegos powoduje u Ciebie niepokój a co za tym idzie także doła i przygnębienie...

Warto się nad tym zastanowić...

 

 

Pozdrawiam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witajcie drodzy użytkownicy.

Przeglądam to forum od ponad 2 miesięcy, ale dopiero teraz odważyłem się napisać.... Depresja u mnie trwa prawie 4 miesiące. Jest lepiej niż jeszcze latem. Schudłem wtedy ponad 7 kg, spałem po 2-3 h na dobę, ryczałem w dzień, w nocy, podczas jazdy samochodem. Zapytacie o powód?? Nic oryginalnego: rozstanie. Wiem, że nie byłem dobry, wyrozumiały, wystarcząjąco czuły i wrażliwy, a nadwyraz cechował mnie upór. Wiele par się rozstaje, nawet małżeństw z ogromnym stażem. A co mnie tak zabolało? że ta druga strona tak szybko sobie ułożyła życie, już kilkanaście dni po rozstaniu była szczęśliwie zakochana, a poznała go będąc ze mną jeszcze, choć jak później stwierdziła, uczucie do mnie wygasało- oczywiście z uwagi na moje zachowanie; znalazła partnera z którym jest naprawdę szczęśliwa, który daje jej tyle szczęścia, którego ja nie potrafiłem ja dać. Bolało bardzo to, że jej bliscy po rozstaniu dosłownie odwracali głowę na mój widok, a tego nowego wspaniałego partnera uznali za dawcę szczęścia dla niej. Czy naprawdę byłem takim tyranem.........????

od 2 miesięcy biorę Bioxetin, były dni lepsze i gorsze. W ubiegłym tygodniu bez konsultacji odstawiłem ten lek, sądzac, ze czuję się lepiej; jednak po 5 dniach przerwy dziś rano musiałem ponownie zażyć.

Na dziś wieczór wstępnie umawiałem się z kolegą na wyjście na piwko, niestety nie odbierał phonu... We wtorek spróbuje ponownie go zbałamucić na wieczorne wyjście :-) może się uda. Jestem człowiek skrytym, zamkniętym w sobie, nie mam z kim wyruszyć na tzw. podryw. NIe jestem już młodzieniaszkiem, większość osób w moim wieku mam juz rodziny albo chociaż partnerów/sympatie. Naprawdę jestem samotny. I teraz proszę Was o radę, proszę pomóżcie. Pragnąłbym znaleźć sobie kobietę, którą obdarzę uczuciem, która poczuje się przy mnie szczęśliwa. Wiem,że jestem przystojny, elegancki itp. Ale czy w pojedynkę moge coś zdziałać?? czy iść samemu na dyskotekę i tam spróbować kogoś poznać?? czy zaczepić dziewczynę na ulicy, w sklepie, parku galerii handlowej?? Wiem, ze mogę wtedy trafić na osobę zajętą, mężatkę..... Ale czy widzicie jakąś inną drogę. No i kobiety, jaka jest Wasza reakcja jak biegając z koszykiem po Realu zaczepia Was jakiś facet?? czy to wogóle ma sens???

Pozdrawiam Was

naprawdę samotny

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Ja nie cierpie jak mnie faceci podrywaja na ulicy, spróbuj kogos poznac przez portal Sympatia albo inny portal randkowy. I nie odstawiaj lekow bez poruzmienia z lekarzem :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moze wlasnie dlatego coraz wiecej osob jest samotnych. Wiesz, nie chce tutaj Ci niczego zarzucac, ale mnie osobiscie wydaje sie, ze szukanie osoby przez internet to nie jest odpowiedni sposob. W relacjach ,,na zywo" musimy starac sie konfrontowac nasze emocje z druga osoba i w pewnym sensie ,,zycie" dyktuje nam relacje natomiast siec pozwala byc calkowicie anonimowym i bezpiecznym. Problem w tym, ze zycie samo w sobie zawsze niesc bedzie element ryzyka, ktore jest potrzebne jako stymulant. Tak wiec portale randkowe, choc popularne, chyba nie spelniaja pewnych oczekiwan. Brak czasu na rozmowe face to face z druga osoba to niestety coraz czestszy wyznacznik naszych czasow, a unikanie odpowiedzialnosci przed byciem z druga osoba tez jest czyms wymownym. Zauwazylem, ze ludzie maja tez coraz wieksze wymagania pod wgledem osobowosci partnera/partnerki, coraz czesciej szukamy kogos znakomicie radzacego sobie w zyciu ze sprawami materialnymi, boimy sie, ze bedziemy miec kogo na utrzymaniu, podczas gdy na poczatku tego typu rzeczy nie maja w ogole miejsca. Ryzyko jest zawsze wliczone w podejmowanie krokow w tym kierunku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Pragnąłbym znaleźć sobie kobietę, którą obdarzę uczuciem, która poczuje się przy mnie szczęśliwa. Wiem,że jestem przystojny, elegancki itp. Ale czy w pojedynkę moge coś zdziałać?? czy iść samemu na dyskotekę i tam spróbować kogoś poznać?? czy zaczepić dziewczynę na ulicy, w sklepie, parku galerii handlowej??

 

Hehe, bardzo mi się podobają twoje pomysły na podryw :) Masz widać sporo inwencji w tej kwestii. Samemu? No chyba lepiej samemu bo co zrobisz jak tej dziewczynie się spodoba twój kolega? Ja nie lubię jak mnie na ulicy zaczepiają, raczej nie odpowiadam na jakieś tam gadki na ulicy czy w sklepie, ale to może kwestia tego że mieszkam w dużym mieście. Najfajniejsze jednak są spotkania spontaniczne nieplanowane, życzę ci powodzenia! Mojego najfajniejszego kolegę z którym do tej pory się przyjaźnię poznałam w autobusie :) ale więcej osób w autobusie już nigdy nie poznałam ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×