Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 14 sty 2014, 15:34
Nie, nie man takiego wrazenia ze cos sobie wmawiam. Jest normalnie a zarazem cudownie;)9
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez afro_nowa 14 sty 2014, 17:35
agucha, ile trwało "wyleczenie"?
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
12 sty 2014, 19:31

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez bedzie.dobrze 14 sty 2014, 18:27
dziewczyny jeszcze raz napiszę...leki zniwelują tylko objawy..na jakiś czas..rok, dwa..nawet 10 lat...a nerwica i tak wróci. Trzeba iść na psychoterapię i popracować nad sobą..to jedyna droga. Wiem co piszę..cierpie na ZOK od dziecinstwa..miałam długie remisje..ale natrectwa zawsze wracały...dzieki lekom pozbyłam sie objawów..ale mimo brania leków i tak wrociło wszystko. Takie natręctwo często powodują tłumione emocje+ jakiś nieralny obraz związku. Fajna książka Lęk przed Bliskością J. Woititz..można ściagnac w pdf. z chomikuj. Nerwica to choroba emocji...lekami tego sie nie wyleczy.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
225
Dołączył(a)
27 mar 2013, 07:51

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez owocowymuss 15 sty 2014, 00:27
bedzie.dobrze, a jak Ty sobie z tym radzisz?
Jak pomogła Ci psychoterapia?
Bo ja osobiście mam już tak dosyć (czekam na psychoterapię, a w sumie to czekam na testy i diagnozę...), że mam ochotę ućpać się lekami. Mimo, że od roku mówiłam, że żadnych leków i sama sobie z tym poradzę.... Nie wytrzymuję już. I to nie z racji natłoku myśli, a wyczerpania i napięcia jakiegoś.
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
02 maja 2013, 20:54

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez bedzie.dobrze 15 sty 2014, 12:32
owocowymuss, no ja jestem teraz bardzo głeboko w terapii..jest cała masa emocji..głownie zwiazanych z rodzicami. To 'kocham nie kocham' w moim przypadku dot. tego, ze nieswiadomie przenosiłam zlosc i frustracje z rodzicow na faceta. Stad takie mysli...bo wiem, ze kocham..ale czuje jakas irracjonalna niechęć...teraz juz wiem kto jest wlasciwym obiektem niecheci. Terapia jest trudna, bolesna..czasem mam juz dosc...ale to jedyna droga.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
225
Dołączył(a)
27 mar 2013, 07:51

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez owocowymuss 15 sty 2014, 20:03
bedzie.dobrze, tylko czekam na takie "trudne".
Chcę żeby wreszcie się coś ruszyło, chcę wiedzieć o co w tym wszystkim chodzi.
Nawet jak aktualnie nie mam chłopaka i w sumie mogłabym sobie odpuścić z nadzieją, że "może to nie było to i w innym związku będzie inaczej".
Jestem pewna, że gdybym się na nowo zeszła z Bartkiem to to by wróciło.
Zaś gdybym miała być z kimś innym, to oczywiście mi się myśli, że wszystko byłoby ok.
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
02 maja 2013, 20:54

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez bedzie.dobrze 15 sty 2014, 20:23
owocowymuss, to tkwi w nas..nie ucieknie sie od tego, dopoki sie tego nie przerobi. W kazdym kolejnym zwiazku powtarzaloby sie to. Przede wszystkim co moge poradzic to poczytac sobie o tym jak powinien wygladac zdrowy związek, no skupic sie na swoich domowych relacjach, tzn. czy jest sie DDA/DDA, czy rodzice sa toksyczni..itd,...potem trzeba sie przyjrzec swoim emocjom..ale to najlepiej na terapii:) Bo bardzo czesto sie zdarza tak, ze nagromadzona frustracje na rodziców przenosimy na swoich partnerów..oczywiscie zupelnie nieswiadomie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
225
Dołączył(a)
27 mar 2013, 07:51

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez mains 16 sty 2014, 16:37
bedzie.dobrze, jakie książki jeszcze byś poleciła ? tą co podałas przeczzytałam i jest niesamowita ! odrazu dostałam powera do walki i pozytywnego myślenia :)
Offline
Posty
62
Dołączył(a)
06 lis 2012, 23:16

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez bedzie.dobrze 17 sty 2014, 13:22
mains, Pia Mellody Toksyczne Związki (tez mozna ja sciagnac z neta). Dla tych, ktorzy są DDA badz DDD polecam Toksyczni rodzice i Toksyczne namiętności Susan Forward, ksiązki Alice Miller jak Dramat Udanego Dziecka, Bunt Ciała, Janet Woititz Dorosłe Dzieci Alkoholików....one wyjasniaja czemu zachowujemy sie tak,a nie inaczej.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
225
Dołączył(a)
27 mar 2013, 07:51

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez owocowymuss 18 sty 2014, 18:25
Zaczęłam czytać "Lęk przed bliskością". Oczywiście ryk, bo wiele rzeczy do mnie pasuje i widzę w jakim bagnie jestem :/
tylko, że... ja nie jestem DDA, rodziny stricte dysfunkcyjnej też nie miałam...
Oczywiście zachowania rodziców wobec mnie nie były takie jak być powinny często i jestem tego świadoma, ale nie wiem czy mogę do siebie tak wszystko odnieść co jest w tych książkach, a nie chcę sobie wmawiać, że rodzice mnie traktowali w jakiś sposób, kiedy ja uważam że mnie tak nie traktowali. Mimo, że pewne skutki owego rzekomego traktowania jakby przejawiam. Co o tym myślisz?

-- 18 sty 2014, 21:40 --

Nienawidzę tego, że gdy rozmawiam z moim byłym chłopakiem i widzę, że chciałby do mnie wrócić, to ja momentalnie zaczynam mieć wątpliwości. A jak z Nim nie rozmawiam, to ryczę, przeżywam tragedię, boję się, że mimo, że trzy dni temu wyrażał, że mu zależy, to się nakręcam, że na pewno się rozmyślił i niemogę normalnie żyć. Dlaczego tak bardzo mi zależy wtedy, a gdy się dowiem i upewnię, że jemu też to się zastanawiam o co mi chodziło, czemu ja tak rozpaczam i w ogóle mam masę wątpliwości takich jak w związku wobec Niego :(
Zobaczymy się za tydzień pewnie. Nie wiem co mam robić. Może ja jestem tylko tak cholernie przywiązana. Boję się spotkać, bo się boję, że coś pryśnie, że sobie nawyobrażałam o Nim nie wiadomo czego przez to, że już się prawie dwa miechy nie widzieliśmy, że będę czuła rozczarowanie.
Boję się, że będę się czuła źle - CZYLI STANDARD.
Pierwsze testy psychologiczne już za mną. Czekam na drugie i na konsultacje. Jeszcze trzy tygodnie...
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
02 maja 2013, 20:54

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez mains 21 sty 2014, 00:14
A mnie zaś nurtuje zazdrosc o partnera jak to mowi przysłowie "Nie ma milości bez zazdrości", ale takiej odrobiny i zdrowej, ktorej ja nie czuje.. Owszem partner nie daje mi jakis konkretnych dowodów do zazdrości ale kiedys czułam taka malutką która dodawała pikanterii a teraz ? pusto ani troszke.. czasem tylko sobie cos pomyśle i to wszystko aż często zle sie z tym czuje..
Offline
Posty
62
Dołączył(a)
06 lis 2012, 23:16

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez afro_nowa 31 sty 2014, 20:34
Wszystko za sprawą naszej podświadomości. Jeżeli wiecie, że to nerwica, a nadal nie opuszcza Was to, to właśnie podświadomość jest tego przyczyną. Przynajmniej ja tak uważam. Podświadomość jest jak ziemia, myśli to nasiona, plony to czyny. Ziemia przyjmie każde nasionko: nie zwraca uwagi czy to chwast czy róża. Nasze myśli są dla niej prawdziwe, każda myśl jest odbierana jako prawdę, co skutkuje w "plonach". Stąd ta niechęć do ukochanego, wątpliwości, strach i brak czułości. Podświadomość kieruje nami, naszymi czynami. Po tak długim czasie wpajania jej, że nie kochamy, że to nie to, podświadomość wydaje "owoce". Ona jest staerownikiem naszego życia, muusi tak reagować, bo uważa, że skoro tak myślimy to to jest słuszne. Dlatego przytulając się do ukochanej osoby czujemy, że nie powinniśmy tego robić. Przeczytałam po części "Potęgę podświadomości" Josepha Murphiego i otworzyło mi to oczy. Należy się odprężać i wmawiać sobie te dobre myśli, jak mantrę, np jedno zdanie przez 5 min " Jestem spokojna i radosna, bardzo go kocham". Podświadomość kiedy dostaje informacje (czyt. myśl) robi wszystko, żeby zrealizować to w naszym życiu. Myślimy, że nie kochamy, że nie chcemy, że nam się nie podoba - a co się dzieje w czasie spotkania? Tak, nie podoba nam się sweter, wkurza głos, nie interesują nas rozmowy ani pocałunki, bo przecieeż "nie chcemy". Podświadomość przyjęła to za prawde, chce to zrealizować. Poprzez powtarzanie pozytywnych rzeczy w końcu wpoimy jej to a i my będziemy wtedy szczęsliwsi. Spróbowałam już pierwszego dnia. Po przebudzeniu "wmawiałam" podświadomości same dobre rzeczy mimo, że nie czułam tego tak bezpośrednio( wiecie o czym mówię), bo przecież od 5 miesięcy mam w głowie coś co odpowiednio ukształtowało moją podświadomość, oczywiście z minusem dla mnie. Mówiłam sobie, że jestem szczęsliwa, spokojna, kocham go nad życie i tęsknię ( nadal miałam w głowie całe zło). Tego dnia, gdy zobaczyłam go i przytulałam się do niego, czułam się o niebo lepiej, wszystko dokuczało mi w dużo mniejszym stopniu. Drugiego dnia, znów nachodzą mnie zle myśli ale z całego serca wierze że to tylko podświadomosc, która probuje zrealizować to (poprzez niechęć) co jej wpoiłam. Czuję, że musze ustawić mój mózg na właściwe tory, choć wymaga to ode mnie dużego poświęcenia, bo przecież mam wrażenie ,że oszukuję samą siebie. Ale to właśnie podświadomość jest za to odpowiedzialna! Cały czas mi się wydaje że cos jest nie tak, nawet gdy się ciesze z jego uśmiechu to podświadomość zaprogramowana tylko na złe uczucia nie pozwala mi cieszyć się dłgo, bo przecież " Nie możesz się cieszyć". Podświadomość najlepiej programować rano i zaraz przed zaśnięciem, wtedy działa najlepiej. Odprężcie się, poczujcie się wolni i myślcie o dobrych rzeczach. Wyobrażajcie sobie jakbyście osiągneli cel, z najmniejszymi szczegółami. Wyobraźcie sobie jak stoicie przed ukochanym i mówicie , że kochacie, czujcie jego zapach, wzrok i chociażby ruch oczu. Wyobraźcie sobie, że mówicie, że chcecie być z nim i tylko z nim do końca życia, jak czujecie to wewnątrz. Wyobraźcie sobie jak on/ona się wtedy uśmiecha. Podświadomość będzie sukcesywnie doprowadzać Was ( nas) do celu, bo przecież już teraz jej się to udaje, zniechęca nas i wprowadza negatywne odczucia. Zmieńmy to na tą lepszą stronę!
Rozpisałam się ale mam nadzieję, że komuś to pomoże :)
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
12 sty 2014, 19:31

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez NN 1982 01 lut 2014, 16:25
Hej hej, na nn lecze sie od 10 lat (nie chce nikogo straszyc, bylem zle leczony i przewleklem) bylo kilka atakow - znacie je na pewno, paniczny lęk, brak perspektyw, chęć ucieczki tylko nie ma dokąd, i tym podomne. Za kazdym razem w zwiazku z dziewczyna (teraz juz narzeczoną) (zreszta w poprzednim związku tez tak mialem) a to ze nie kocham, a to podoba mi sie kazda inna,zrobie jej krzywde i tak dalej, przerobilem juz wszyztkie mozliwe natrectwa ale zawsze najgorsze jest to ze nic nie czuje i jestem obojetny i wszystko robie na sile, wlasnie mam taki epizod z ogromnym lękiem. Jestem juz tak przyzwyczajony do nn ze poznaje ja tylko po lęku, mysli nawet przestale mi byc juz obce (nie moje) jak na początku. Czuje je jako wlasne, jedyne co je odróznia od innych to lęk. I tu male " pocieszenie", podobno lęk ( neurotyczny) jest objawem który pokazuje ze to co czujemy, myslimy a budzi to lęk, nie jest zgodne z naszymi przekonaniami i z naszą wolą. Czasem swiadomość tego pomaga, ale na pewno dobrze wiecie jak łatwo jest zaprzeczyc racjonalizacji (a co jesli to nie prawda?). Jestem na silnych lekach przeciwlękowych i lęk jest stlumiony, i tu paradoks, nie ma lęku wiec to co czuje (nie czuje) jest prawdą, po prostu jaja. Tak, jestem niedojżały, boje sie niezależności, odrzucenia, bliskości, samotnosci,odpowiedzialności, generalnie wszytkiego...na szęście moge wychodzic z domu. W grudniu się "wylączylem" emocjonalnie, po sytuacji ktora byla w sumie normalna a w moim chorym umysle urosla do niewiadomo czego i mnie "zablokowala" komplentnie, wszystko stało się obce, kobieta, mieszkanie, praca, wszystko co bylo moje, cieszylo mnie i bylo wazne, stracilo waznosc i jest mi zupelnie obojetne, oczywiscie to "dowód" na to ze nie kocham i nie chce z nią byc, :( no i jedziemy, rano lęk, do 5ciu godzin w lóżku bez ruchu, paraliż i wszystkie atrakcje. Niby na logike jest lęk wiec to nerwica, (i od razu myśl a może nie), ech, brak sił ale walcze. Uderzyłem przeciwdepresantami i zobaczymy jak to bedzie, powoli jakies tam emocje sie przebijaja ale do kobiety dalej blokada, nie wnosi to duzo do dyskusji ale musialem sie wyżalic,

Pozdrawiam i trzymajcie sie nerwusy, jesli idziecie przez piekło, to przynajmniej sie nie zatrzymujcie
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
28 sty 2014, 16:20

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez afro_nowa 05 lut 2014, 22:00
Nie mam już siły żyć.
Rozumiem mechanizm, to, że się boje choć czasem wątpię czy się boje i z tego powodu odczuwam strach(?)
Los zsyła mi jakby specjalnie sytuacje które wszystko pogarszają, sprawiają że moje myślenie wzrasta o 200%,strach, analiza, sprawdzanie. Tak jakby Bóg chciał sprawdzić ile i co jeszcze wytrzymam.
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
12 sty 2014, 19:31

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do