Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez sqnik 24 maja 2011, 09:47
no więc, dziś rano zażyłam pierwszą tabletkę anafranilu 10mg.. no i nie wydaje mi się żeby ona mogła jakkolwiek zmienic cos, ani na gorsze, ani na lepsze.. ale ja się chyba sama nakręciłam tym, że objawy nerwicy mogą się nasilic i już pojawiły mi się myśli, że po leczeniu i tak zostawię mojego partnera, że nie wierzę w moc tych leków.. i dostałam jakichś wyrzutów sumienia, że jestem beznadziejna, bo musze wzmagac się lekami i nie potrafię normalnie kochac.. a wczoraj z nadzieją patrzyłam na to wszystko..aż się popłakałam, co nie zdarzało mi się przez ostatni miesiąc..;(;(

-- 24 maja 2011, 10:19 --

chyba strasznie boję sie brac tego leku, no ale jak nie to, to co mi moze pomóc?;> może warto spróbowac ..
Offline
Posty
48
Dołączył(a)
30 mar 2011, 13:11

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zagubiona13 25 maja 2011, 12:14
Krzywy92

jak na moje, to pytanie powinieneś zadać swojemu terapeucie... To jak od teraz będzie pracował z Tobą Twój terapeuta zależy od technik jakimi się posługuje w swojej pracy. Jeżeli macie już przyczynę ZOK-u to np. powinien poprowadzić Cie do zmierzenia się ze swoimi emocjami, tak by mogły ulec wygaszeniu-to pomoże w odzyskaniu równowagi a Ty dzięki temu będziesz mógł spojrzeć na problem z innej strony...Tak na prawdę rozpoznanie problemu to dopiero początek Twojej przygody teraz tak na prawdę zaczniesz się leczyć.W jaki sposób zależy od tego co tam znaleźliście :) a tym, że terapeuta nie udzielił Ci żadnych rad w ogóle się nie przejmuj to też tylko człowiek, a zapewne jego praca jest pod superwizją, więc tak na prawdę nad Tobą pracuje jeszcze gro specjalistów :)na pewno dojdziecie do jakiegoś rozwiązania:)
.
pozdrawiam i 3mam kciukasy :D

A czujesz, że odnalezienie przyczyny jakoś Ci pomogło?jest Ci lżej?
Życie depcze wyobraźnie.Zrozum.Uwierz.
Offline
Posty
98
Dołączył(a)
28 kwi 2011, 14:11

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zagubiona13 25 maja 2011, 12:40
Piotrek_d04

masz 100%. rację i prawdopodobnie większość nas nerwicowców to wie.

hehe to śmieszne bo tak oczywiste, a tak trudne do przyjęcia :)
Życie depcze wyobraźnie.Zrozum.Uwierz.
Offline
Posty
98
Dołączył(a)
28 kwi 2011, 14:11

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez krzywy92 25 maja 2011, 12:45
I 60% osób straciło wiarę, że może sobie z tym poradzić.
Źle mówisz, bo każdy z nas powinien być świadomy, że sam kieruje własnym życiem, a nie "coś". Jeśli miałbym się temu poddać to "coś" już dawno zrujnowałoby mi życie. Z trzeba walczyć, a nie akceptować i zostawić w spokoju - może przejdzie, może nie. A jak się to zostawi, to prawdę mówiąc mało komu będzie lepiej, bo będzie świadomy, że się poddał, nie może nic zrobić i poddaje się tym lękom. Ja cierpię na nn od 4-5 lat i do tej pory miałem ok 7 nawrotów nn. Ze wszystkimi sobie poradziłem i żyłem normalnie, bez lęków, mysli itp. Teraz kiedy znowu wróciło, ponownie z tym walczę i widzę ogromną zmianę, jest coraz lepiej. W tym temacie wypowiadają się osoby, które tak samo sobie z tym poradziły. Więc nie odbieraj nadziei tym, którzy niezbyt wiedzą co robić, bo chociażby ja jestem przykładem, że rzeczywiście można to w jakiś sposób zwyciężyć.

zagubiona, właśnie niezbyt wiem czy ta terapia ma sens.. niby odkryliśmy to, ale nic się dalej nie rusza, już potencjalnie ma być koniec terapii. A tutaj niby dopiero się zaczyna.. sam niezbyt wiem, co z tym zrobić..
Nie mniej, lepiej mi jak się dowiedziałem co jest powodem.
Jestem tu po to by wygrać z tą chorobą i pokazać Wam, że jest to możliwe.
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
19 mar 2011, 15:48

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez sadi31 25 maja 2011, 15:27
nie zastanawiaj sioe co by bylo gdyby..... szkoda czasu na dywagacje.... moze bys sie załamal(a) a moze nie , a moze by sie znalazl ktos inny , a moze nie, amoze nie przestaniuesz kochac, milosc to nie benzyna ze sie tak po prostu konczy , jesli kogos sie kocha to sie kocha
Avatar użytkownika
Offline
Posty
363
Dołączył(a)
25 maja 2009, 19:29
Lokalizacja
Warszawa

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez krzywy92 25 maja 2011, 19:44
piotrek_d04, oczywiście że tak, nie ma co się zastanawiać "dlaczego ja" itp. bo jest jak jest i ze wszystkim się trzeba pogodzić. Jak to mówią, każdy ma swój krzyż i jak ja to powtarzam - nic nie dzieje się bez przyczyny.
Jestem tu po to by wygrać z tą chorobą i pokazać Wam, że jest to możliwe.
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
19 mar 2011, 15:48

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zagubiona13 26 maja 2011, 11:50
Krzywy92

hyymm ale Twój terapeuta uważa, że już zrobił co miał do zrobienia?kurcze przecież Wy dopiero zaczynacie!weź go okrzycz! :)

zmiana terapeuty to też bezsensu, bo musiałbyś wałkować temat od początku...W każdym razie nie rezygnuj z terapii, długo już na nią uczęszczasz?
Życie depcze wyobraźnie.Zrozum.Uwierz.
Offline
Posty
98
Dołączył(a)
28 kwi 2011, 14:11

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez krzywy92 26 maja 2011, 13:10
Dobrze..
Jakoś od marca. Dzisiaj mam wizytę, ale niezbyt wiem co mam mu powiedzieć
Jestem tu po to by wygrać z tą chorobą i pokazać Wam, że jest to możliwe.
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
19 mar 2011, 15:48

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez dina 04 cze 2011, 02:14
Mam do was pytanie; czy potraficie przezywac orgazm? mój lęk przed utratą kontroli jest tak silny że odkąd jestem z facetem nigdy go nie mialam. miałam go tylko jak byłam dzieckiem i nastolatką (sama ze sobą) :( potem już nie...
Offline
Posty
109
Dołączył(a)
20 wrz 2007, 18:03

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez Badziak 04 cze 2011, 21:09
dina, ze sobą zawsze mam. Z facetem nigdy. No chyba, że trochę wcześniej popiję to jest przyjemniej. :mrgreen:
Zaburzenia depresyjno-lękowe z elementami fobii społecznej:
Anafranil SR (klomipramina) 150 mg
Amizepin (karbamazepina) 400 mg

+ terapia behawioralno-poznawcza :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1412
Dołączył(a)
19 kwi 2010, 23:21

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez dina 09 cze 2011, 12:05
Hy, dobrze że przynajmniej sama ze sobą. Z facetem nigdy nie masz? a co na to Twój facet? mój się bardzo martwi, już nawet nie tyle o siebie, co o mnie.
Offline
Posty
109
Dołączył(a)
20 wrz 2007, 18:03

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez ona :) 29 cze 2011, 01:18
hm.. sama nie wiem jak zacząć. to wszystko jest skomplikowane. Może skupię się na istocie problemu: jestem w związku ponad rok. Zależy mi na moim chłopaku, lubię z Nim przebywać, jest dla mnie bardzo ważny.. tylko drogę do pełni szczęścia zakłócają mi ciągle natrętne myśli, które nieustannie powracają.. mianowicie dotyczą one tego, jak on jest widziany w oczach innych.. Ciągle tylko widzę w innych ludziach jakieś podśmiewanie się, kpinę. Np.: kiedy ktoś patrzy na nasze zdjęcie, pewnie zwyczajnie się uśmiecha, a w mojej głowie rodzi się już tysiąc myśli, typu: na pewno śmieje się z niego, pewnie z Nim jest coś nie tak.. Albo kiedy idziemy razem, ktoś się śmieje, ja już myślę, że pewnie z niego.. Ja wiem, że to może w pierwszym momencie wyglądać tak, że może mi na Nim nie zależy, że to moje zdanie powinno być najważniejsze. Ale ja to wiem, i wiem że mi na Nim naprawdę zależy, ale nie potrafię zmienić swojego sposobu myślenia :( to jest takie męczące.. Dodam, że mój chłopak jest raczej osobą nieśmiałą, nie jest duszą towarzystwa, nie ma wielu znajomych.. Ale twierdzi, że teraz osiągnał pełnię szczęścia, bo ma mnie. A ja.. ja też naprawdę chciałabym być szczęśliwa, tak w 100%, ale ciągle to powraca: "a jak widzą go inni, a pewnie się z niego śmieją", itd, itp.. I co więcej, wielu moich bliskich naprawdę utwierdza mnie w tym, że to bardzo fajny i wartościowy facet. A ja mam do tego stopnia skrzywione myślenie, że jeśli ktoś wypowiada się dobrze na Jego temat, ja myślę: "pewnie kłamie, tylko tak mówi, pewnie myśli co innego" :(

Dodam może jeszcze, że kiedyś miałam takie coś na swoim punkcie, że przejmowałam się bardzo opinią innych. Teraz, jeśli chodzi o mnie, jest już dużo lepiej, mało kiedy się przejmuję.. Ale przeszło to całkiem na relacje w moim związku. Potrafi mi to psuć humor na całe dnie i zatruć całkowicie myśli..
Na koniec dodam że wcześniej miałam też problemy z natrętnymi myślami, ale na innych podłożach, np. sprawdzanie czegoś po kilkanaście razy.

Dodam jeszcze, że to ciągłe zastanawianie się, jak widzą go inni, wpędziło mnie w efekcie w totalne wątpliwości odnośnie naszego związku. Bo skoro szukam ciągle akceptacji u innych, to może mi na Nim rzeczywiście nie zależy? Czy ktoś, kto kocha, tak bardzo patrzy na innych? I teraz dodatkowo własnie pogrążam się w zastanawianiu.. Kocham, czy nie? Mam takie mieszane uczucia- czasem jest super, po prostu patrzę na Niego, mam motyle w brzuchu, czuję się szczęśliwa.. a czasem, myślę: czy to w ogóle ma sens..? Dodam jeszcze na koniec, że unikam wspólnego wychodzenia gdzieś.. boję się po prostu jakiś znaków braku akceptacji od ludzi, które wiem, że jeśli zauważę, wpędzą mnie w totalne przygnębienie..

Może nie do końca jasno opisałam swój problem, może trochę chaotycznie, ale mam nadzieję, że znajdzie się ktoś, kto będzie mi w stanie pomóc.. Nie chcę popsuć tak wartościowej relacji przez jakieś chore myśli i urojenia. :(

bardzo proszę o odpowiedz, o pomoc...
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
29 cze 2011, 01:03

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez matilda 08 lip 2011, 13:57
Witam,

W tym temacie udzielałam się już dawno temu pod innym loginem. Czas mija, a ja widzę, że przybywa nas na forum - mimo że nasz problem z 'niekochaniem' wydaje się bardzo dziwny i rzadko spotykany; na pewno większość z Was boi się tak jak ja dzielić z kimkolwiek swoim lękiem ze strachu przed usłyszeniem najgorszego. Prawdę mówiąc, my przed samymi sobą boimy się skonfrontować z lękiem, wypieramy się wielu rzeczy, wierzymy w bzdury, chorujemy, a choroba niestety celuje w najcenniejsze dla nas sprawy ... Mam nadzieję, że mój post spotka się ze zrozumieniem i doda niektórym otuchy ! ;)

Dzisiaj jestem trochę starsza. Związek z chłopakiem, co do którego te wątpliwości poczułam po raz pierwszy, skończył się ok 2 lat temu. I uwaga - powodem nie była nerwica bezpośrednio ! Zamieszkaliśmy razem, nie dogadaliśmy się w wielu sprawach, On potrzebował czegoś nowego, ja chyba też. To on chciał zerwać. Całkiem niedawno bardzo chciał wrócić, ale nie potrafiłam drugi raz wejść w to samo. Minęło. Tak bywa. ;)

Przez te dwa lata spotykałam się z kilkoma mężczyznami. Popełniłam też kilka błędów w relacjach, które wiem z czego mniej więcej mogą wynikać. Zdaję sobie sprawę z wielu dziur do załatania, z braków w poczuciu własnej wartości; wiem, że jestem neurotyczką, bo za bardzo się przejmuję, potrafię analizować różne kwestie po milion razy, a lęk towarzyszy mi podczas codziennych czynności. Boję się odrzucenia, krytyki. Potrzebuję spokoju, poczucia bezpieczeństwa, miłości. ;) I wierzcie mi, wyglądam na zdrową, normalną, radosną osobę ! ;) Wiem też, że nie bez znaczenia jest moja sytuacja rodzinna, nie miałam wzorca związku, rodziny w ogóle. To przykre sprawy.

Od pół roku jestem z Kimś Nowym I Zupełnie Wyjątkowym. Zakochałam się na zabój, mogłam nie spać po nocach, zaniedbałam studia, z X. marzymy o zamieszkaniu razem, dostaniu się na studia weterynaryjne, chcemy być razem.
I co ? Ja od kilku dni panikuję, że on przecież nie jest kimś wyjątkowym, skupiam się na jego wadach, jestem zdania, że ja nie umiem kochać, że nie zasługuję na Jego dobroć i uczucie, że nic nie czuję. ;)

Potwierdza się więc teza, że zmiana partnera nie jest rozwiązaniem oraz że choroba sama w sobie trafia w to, co wcześniej było wszystkim. Czy wierzę w to, czego się tak bardzo boję ? Nie ! I ani mi się śni płakać czy odchodzić od X. ;) Lękam się i nie ukrywam tego, ale walczę, czytam o tym co mogłoby mi pomóc, słucham serca, które jednak chce być X. jak najbliżej, nawet kiedy jestem w trakcie `głębokiej analizy` jego osoby ! ;)

Kochani, wszystko będzie okej. Nie chcę czytać o tym, że ktoś się poddaje !

Pozdrawiam ;)
matilda
Offline

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zagubiona13 08 lip 2011, 14:37
matilda,
dziękuję Ci za te słowa. Mam dokładnie ten sam tok myślenia, że nie chodzi o zmianę partnera ale swojego myślenia. I chciałam w to wierzyć, alee co ja biedny żuczek mogłam :( zaraz pojawiały się myśli : HAHA OSZUKUJESZ SIĘ- NIE CHCESZ ZNAC PRAWDY... jednak jak już dwie osoby mówią, żę jesteś pijany to połóż się spać ii utwierdzłaś mnie w moim przekonaniu :)
Trzymam kciuki za Ciebie i Twojego Lubego :)
=* SZCZĘŚCIA bo wbrew wszystkiemu miłości nie musimy sobie życzyć!!:)
Życie depcze wyobraźnie.Zrozum.Uwierz.
Offline
Posty
98
Dołączył(a)
28 kwi 2011, 14:11

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do