Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Avatar użytkownika
przez n-monika 18 gru 2006, 14:27
Mariusz ja myślę ,że ty poprostu sie bardzo zakochałeś a to że ona nie zwraca na Ciebie uwagi powoduje u Ciebie różne skrajne emocje np.że jesteś śmieciem.Myślę że to nie ma zabardzo nic wspólnego z nerwicą natręctw.Moze popadasz w załamania, doły, depresje ale mysle że to nie nerwica natręctw.Głowa do góry.powodzenia.

[ Dodano: Pon Gru 18, 2006 2:40 pm ]
tylko widzisz Różo, ja wtedy doskonale wiedziałam ,ze coś mi NAPRAWDE NIE PASUJE , a tamte mysli pojawialy sie choć ja nie chciałam, robiło mi sieke z muzgu i nasiłe próbowało udowodnic , że moj mąz jest beznadziejny do tego stopnia ze nie wiedzialam juz co mysle i co czuje.i choc racjonalnie myslac wiedzialam ze to choroba to nie umiałam dać sobie z tym rady.Szanuje to ze Ty nie chcesz mowic mezowi o tym.ja o chorobie powiedzialam mezowi jeszcze przed slubem.wiedzial ze nie bedzie łatwo bo rozne skrajne mysli moga mi przyjsc do glowy , a dzis jest moim najwiekszym oparciem w tym wszystkim.

[ Dodano: Pon Gru 18, 2006 3:08 pm ]
PIPPOKIS uwież mi ja wiem doskonale jakie to jest straszne jak pojawiaja sie takie mysli.czasami mysle ze o to w tej chorobie chodzi aby udezyc w to co najbardziej by nas zabolało.w osoby ktore kochamy albo w to co najbardziej nas przeraza.to co zaraz napisze wyda Ci sie kompletna bzdura(bo trzy miesiące temu ja też tak mówiłam) MUSISZ WYLUZOWAC!!!!!DAC SOBIE CZAS NA ODPOCZYNEK!!!! ---bzdura nie...
Ale niezmiernie wazna bzdura.Chodzi mi o to ,ze myśli sa i będa towarzysza nam przez całe zycie i tak juz zostanie.nie mamy na nie wpływu.pojawiaja sie w naszych glowach mysli madre , głupie zabawne, beznadziejne i chore w swej tresci.i dopóki nie robia na nas wiekszego wrazenia i spokojnie odchodza doputy jestesmy zdrowi.jestem chora bo nie radze sobie z nimi, bo mnie przerazaja.dlatego tak wazne jest aby wyluzowac aby zdac sobie sprawe ze ONE SIE POJAWIAJA, STRASZA NAS ,PRZERAZAJA MECZA, ALE TAK NAPRAWDE TE NASZE MYSLI NIE MAJA NIC WSPÓLNEGO Z RZECZYWISTOSCIA BO TO TYLKO MYSLI KTORE NIC ZLEGO NIE MOGA NAM ZROBIC!!!!!!!!!!!!!!!!wiem ze brzmi to bzdurnie.choruje kilkanascie lat,bralam rozne leki,bylo lepiej i gorzej.od trzech miesiecy chodze na terapie ,i nie biore zadnych lekow, i nareszcie zaczynam inaczej patrzec na to wszystko.nie chce aby ktokolwiek pomyslal ze sie wymądrzam bo nie o to chodzi poprostu mam nadzieje ze choc jednej osobie to wszystko pomorze.mysle ze masz ogromne szczescie ze masz oparcie w swoim facecie.trzymam kciuki.a i nie przejmuj sie ze to juz trwa tydzien, niech to trwa miesiac wazne ze ty zaczniesz to przyjmowac spokojnie i traktowac ta mysl z takim szacunkiem na jaki zasluguje czyli jako bzdure.teraz uciekam trzymaj sie
Avatar użytkownika
Offline
Posty
79
Dołączył(a)
03 wrz 2006, 21:29

U mnie dokładnie to samo!

przez Jess 18 gru 2006, 23:58
Przed rokiem po tym jak skończyłam studia nagle znowu pojawiły się lęki... Najpierw bardzo silne lęki dotyczące utraty mojego męża np. że umrze, odejdzie do innej, potem silne natręctwa o treściach agresywnych również związane z moim mężem np. czy potrafiłabym go zabić, ale też dotyczące mnie samej np. czy potrafiłabym okaleczyć siebie, "skończyć ze sobą"... Oczywiście też miałam fazę dotyczącą obawy czy czasem nie jestem chora na schizofrenię, lub czy może nie jestem opętana...

Od września tego roku pojawiły się nowe natręctwa, chyba dlatego, że z tamtymi sobie jakoś poradziłam tzn. w moim rozumowaniu uzasadniłam sobie, że nie jestem w stanie nic z wyżej wymienionych rzeczy zrobić.

Co więc wymyśliła moja choroba? Czy kocham mojego męża? A może nie, bo, i tu pojawiały się jakieś argumenty o tym świadczące. Automatycznie pojawiały się różne obrazy:na przykład jak się kłócimy. Na początku nie wierzyłam, że to są natręctwa, ale teraz myślę, że to jedna z faz, lub oblicz mojej choroby. Czasami jest mi ciężko, bo jak sobie nagle udowodnić pewne bardzo delikatne rzeczy, tym bardziej gdy się jest kilka ładnych lat razem i nie zawsze przecież jest różowo.

Pozdrawiam

Jess

[ Dodano: Pon Gru 18, 2006 10:58 pm ]
Przed rokiem po tym jak skończyłam studia nagle znowu pojawiły się lęki... Najpierw bardzo silne lęki dotyczące utraty mojego męża np. że umrze, odejdzie do innej, potem silne natręctwa o treściach agresywnych również związane z moim mężem np. czy potrafiłabym go zabić, ale też dotyczące mnie samej np. czy potrafiłabym okaleczyć siebie, "skończyć ze sobą"... Oczywiście też miałam fazę dotyczącą obawy czy czasem nie jestem chora na schizofrenię, lub czy może nie jestem opętana...

Od września tego roku pojawiły się nowe natręctwa, chyba dlatego, że z tamtymi sobie jakoś poradziłam tzn. w moim rozumowaniu uzasadniłam sobie, że nie jestem w stanie nic z wyżej wymienionych rzeczy zrobić.

Co więc wymyśliła moja choroba? Czy kocham mojego męża? A może nie, bo, i tu pojawiały się jakieś argumenty o tym świadczące. Automatycznie pojawiały się różne obrazy:na przykład jak się kłócimy. Na początku nie wierzyłam, że to są natręctwa, ale teraz myślę, że to jedna z faz, lub oblicz mojej choroby. Czasami jest mi ciężko, bo jak sobie nagle udowodnić pewne bardzo delikatne rzeczy, tym bardziej gdy się jest kilka ładnych lat razem i nie zawsze przecież jest różowo.

Pozdrawiam

Jess
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
07 lis 2006, 15:43

Jess

przez pikpokis 20 gru 2006, 16:15
Mam dokladnie to samo.... wiesz ze przed natręctwami które mam teraz mialam filmy ze mam schizofrenie... jak sie z tym uporalam nawiedzilo mnie to co opisalam w temacie... oczywiscie takze zawsze mialam mysli ze strace mojego chlopaka co bedzie jesli sie zabije itd.... nic mnie nie cieszy, jestem caly czas smutna jak pomysle o tych natrectwach, nie wyobrazam sobie zycia bez mojego ukochanego a tu takie mysli!!!! :((((((( dzis biore 12 tabletke seroxatu... nie mam zadnych skutkow ubocznych bolaly mnie przez kilka dni oczy ale przeszlo. Mam nadzieje ze leki zaczna dzialac:(((((( Jess przeszlo Ci te natrectwa zwiazane z mężem? Ja Ci powiem ze jak mam chwile zapomienia,śmiejemy sie z czegos to jest tak jak dwa tygodnie temu czyli cudownie ale jak tylko sobie przypomne co mnie dręczy.....:(((( i tak w kółko .... nie mam już sił

[ Dodano: Sro Gru 20, 2006 3:15 pm ]
Przepraszam ze zasmecam soba to forum ale nie moge juz wytrzymac:( niedawno jeszcze patrzalam na mojego chlopaka i wydziwialam cos z jego wygladem ze mi sie nie podoba i tak dalej... przeszlo ale teraz znowu natrectwa na temat jego mowy!!!!!! juz nie moge wytrzymac :( nic mnie nie cieszy popadalam w jakas apatie..... czy mam wierzyc ze ten seroxat zadziala? Biore go juz 12 dzien i nic :(
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

nie wiem czy to dobrze ze trafilam na to forum czy nie

przez Ana24 25 gru 2006, 22:31
Na jedno to dobrze bo wiem ze nie jestem sama,,,ja z problemem kochania czy niekochania mojego chlopaka trawam juz od 10 miesiecy. nigdy nie bylam u zadnego lekarza. raz tylko u poleconego z uczelni tearapeuty ktory stwierdzil ze wszystko ze mna okej...chyba jednak nie...te mysli............nie daja mi zyc....jestem z nimi 24 na dobe.........mam wielkie szczesnie ze moj chlopak jest przy mnie z ty,m moim problemem ale ja zaczynam czus sie jak psychiczna........heh mały paradoks bo konbcze studia terapeutyczne :( co ja mam z tym zrobic? czy z tym mozna wygrac? Pomozcie
Offline
Posty
146
Dołączył(a)
25 gru 2006, 22:15

Avatar użytkownika
przez Kejsi 25 gru 2006, 23:21
Pikpokis, dasz rade.Takie myśli i 'wyszukiwanie' sobie różnych rzeczy dręczy chyba Nas wszystkich tutaj. Mi aż trudno by było wymienić co 'znalazłam' w sobie lub w kimś, bo aż tyle tego jest i było. Jakoś sobie z tym poradzimy.

[ Dodano: Pon Gru 25, 2006 10:21 pm ]
Ana24 napisał(a):ale ja zaczynam czus sie jak psychiczna



O tak i ja się tak czasem czuję. Szególnie po jakimś moim wybuchu złości lub histerii. Czasem aż mi wstyd, przed moim facetem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
51
Dołączył(a)
15 gru 2006, 22:53

przez Ana24 26 gru 2006, 10:55
Nie wiem czy dam rade...to trwa juz ak dłuigo....i nawet kiedy było dobrze to nigdy nie bylo tak dobrze jaki kiedys kiedy tego problemu mnie było. marwtie sie ze to juz nie wroci. ale wiem tez to ze nie chce zyc bez Niego. Jest najblizszym mi człowiekiem...myuslalam zeby pokjsc do psychiatry ale wybieram sie zaraz do kosciola....bo wiem ze tam moge znalesc sile...
czasem sie zastanawiem dlaczego mi sie to przytrafilo? czyzbym za barzo byla szczesliwa? bo umilam i czułam milosc do kogos! Cudnie bylo czuc taka wspaniala milosc, mozna, pewna, niepodwazalna, bez watpliwosci!!!!!
od kiedy miewam te problemu nigdy ( nawet jak bylo nawet dobrze) nie bylo tak fakjnie jak wtedy kiedy nie bylo tych problemów? czy taki stan kiedys jeszcze wroci?
czasem zdarza mi sie maksymalnie wylaczyc i cieszyc....ale czasem wariuje...On mnie przytula a ja mysle czy tego chce! Obłęd...zaraz po ty,m chce mi sie plakac bo minal czas spotkania a ja chgce go jeszcze zatrzymac!!!
jak przy tym nie zwariowac....
Offline
Posty
146
Dołączył(a)
25 gru 2006, 22:15

przez szarotka 26 gru 2006, 14:00
Byłam kiedyś z kimś kto miał nn. Zostawił mnie. Bycie z nim nie było proste, ale bywało cudowne. Często bronił do siebie dostępu, zachowywał się jakby niczego nie chciał i nie potrzebował (myślę że nie pozwalał sobie chcieć), nie tylko uczuć, ale także rzeczy. Ale gdy bez proszenia dostawał prezent, czy ciepło, bliskość- rozpływał się jak mały chłopiec. Odszedł w okresie kiedy miał bardzo nasilone natręctwa. Bagatelizował to, ale przy nn takie „bagatelizowanie” to chyba tylko maska dla innych, pod którą się cierpi. Nie wiem czy nie „przegrałam” z chorobą, która nie pozwala nikomu się do niego zbliżyć... :( Będąc z nim wtedy zaczęłam się czuć brzydka, nudna, nieatrakcyjna... Kobieta odbija się w oczach mężczyzny, którego kocha. Jednego dnia odbijałam się w nich piękna i nadzwyczajna a następnego- nudna i nijaka, następnego znowu fantastyczna, a kolejnego- beznadziejna... Piszę o tym żebyś nie zapomniała, mimo swojego cierpienia i męki, że związek to dwoje ludzi, a nie tylko twoje lęki i fobie. Druga osoba też czuje, odbiera twoje sygnały. Pamiętaj, że twój mężczyzna może cierpieć. Tylko szczerość i rozmowy są rozwiązaniem- ale nie przesadź, nie zamęcz tego „kotka” jakim jest wasza miłość na śmierć. Ja nie wiem czy mój ex zostawił mnie bo się odkochał, czy w wyniku rozważań takich jak Twoje. Wyjechałam i może już się o tym nie dowiem. Wiem że nigdy nie był żadnej decyzji pewien, a tej o odejściu - na 100 %. Tak mi powiedział. Jeśli któregoś dnia zyskasz taką pewność- podejmij decyzję. Ale jeżeli już dziś wiesz że to choroba, jeżeli raz jest 0 % a raz 150%- nie rób tego, bo unieszczęśliwisz dwie osoby. Pozwól mu się kochać. Powiem od siebie: bycie z wami, chorymi na nn bywa trudne i upierdliwe, ale bywa też fantastyczne, i jeżeli ktoś zdecydował się z tobą być- naprawdę tego chce i widzi w tobie pięknego niezastąpionego cudownego człowieka. Uwierz mi.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
07 paź 2006, 13:21

przez Ana24 26 gru 2006, 22:14
Dziękuję za te słowa... ja nawet mie wiem co mi jest...mogę sie tylko domyślać...wczoraj odkryłam to foru,m a dziś już rozmawialiśmy ja i moj chlopak o tym czy nie powinnam wybrać się do psychiatry...On jest naprawde wspaniały- powiedział, że moja choroba (gdybym rzeczywiście była chora) nic nie zmieni bo bardzo mnie kocha...a ja to czuję :)
Podejrzewam, że gdyby nie On już by mnie na tym świecie nie było ...
Jest jedynym człowiekiem, który wie co w moich zakamarkach serca sie dzieje...dziś był nawet udany dzień..nawet nie myslałam...starałam się....wiem, że to wróći jak bumerang...najgorsze są poranki....budzi mnie myśl: "O jej czy jest dobrze?" potem wstaję przypominam sobie co się w moim życiu dzieje i tak juz do wieczora mysli płyna.....
jedno jest pewne ja nie chce innego czlowieka przy swoim boku....tylko po co te myśli, po co to bezsensowne sprawdzanie siebie, te ustawiczne badanie własnych reakcji, doszukiwanie sie braku milosci we wszystkim........
te nerwy ....reozdraznienie.... czy ja mam sile by temuy sprostac? jesli tak tio dlaczego twa to juz tyle czasu? jesli nie to co bedzie gorsZe od tego co teraz?
Powiem Wam cos...On jest naprawde wspaniały!!! ;) naprawde! nie zasłużył sobie na te moje "dziwactwa" i dlatego to tak boli.
Offline
Posty
146
Dołączył(a)
25 gru 2006, 22:15

przez szarotka 28 gru 2006, 16:36
To nie jest kwestia zasługiwania. Bycie z kimś to nie kara, ani nie nagroda. To fakt, to coś co nie jest ani dobre ani złe. Dobre lub złe może być to co z tym robimy, ale nie sam fakt bycia z kimś. Nie napiszę Ci "nie analizuj" bo wiem, że dla osób z nn jest to przymus, nieodzowność. Ostatnio myślałam raz jeszcze o tytule filmu "Lepiej być nie może"- i zupełnie zmieniła mi się jego interpretacja. Kiedyś myślałam, że znaczy on tyle co "Gorzej niż by mogło być". Ale olśniło mnie i zrozumiałam cudowność tego tytułu- dla mnie znaczy on tyle co "Nie ma innego, lepszego życia, nie ma innego lepszego dobra, nie ma innej, lepszej miłości- to życie, dobro, miłość jakie ci się przytrafiają są twoje i są dla ciebie idealne, przyjmuj je, to wystarczy, nie próbuj przy nich majstrować". Kiedy myślisz sobie, że boisz się że on nie zasługuje na twoje dziwactwa- pomyśl, że przecież on też ma słabości i rozmaite dziwactwa, które Ty przecież znosisz, tolerujesz- co więcej- kochasz je. [/code]
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
07 paź 2006, 13:21

przez Ana24 28 gru 2006, 19:16
od kiedy uswiadomiłam sobie co moze mi dolegac...jest inaezj...kiedy łapię się na tym, że myśli napływają, odchodzę od nich i dziś poczułam coś pięknego co od prawie roku już nie czułam...że mój dzień przypomnał dziś dzień sprzed roku właśnie...pracowałam nad magisterką, bez myśli...kiedy wracały odpychałam je....bo wytraczy mi tylko dłuższa myśl a mogę się pogrążyć tak jak wtedy kiedy 2 tygodnie nie wychodziłam z łóżka...to trudne ale bede walczyc...najgorsze jest ta koniecznosc analizowania wszystkiego...przykład...zdenerwuje mnie a ja doszukuje sie w tym braku milosci. Kiedys ztrezliłabym focha a dzis rozwodze sie nad soba czy to przypadkiem nie objaw braku milosci...kiedy wraca potrezba takiej interpretacji mojego zdenerowania wymiekam....wqurza mnie to ustawiczne sprawdzanie swoich uczuc....poczuje potrzebe by do Niego zadzwonic- i skacze do góry z mysla: jest dobrze! nie mam ochoty na pocałunek- O Boze chyba go nie kocham....i tak w kółko! trudne jest jeszcze to ze nie umiem wyobrzić sobie przyszłości....ZADNEJ...ale przechodzac do meritum...jest mi odrobine lepiej.........

[ Dodano: Czw Gru 28, 2006 6:16 pm ]
szarotka dziekuje! odkrywasz przede mną kwestie o których nie pomyślałabym nawet...
Offline
Posty
146
Dołączył(a)
25 gru 2006, 22:15

przez pikpokis 28 gru 2006, 23:03
Aniu jak wiesz to ja zalozylam ten temat i mam dokladnie to samo co ty... wiesz co od 3 tygodni biore seroxat i pomogl mi! jeszcze nie dokonca ale wiara ze on pomaga i chyba rzeczywista pomoc tego leku daja mi jakies tam sily.... piore polowke bo jak bralam tydzien 20 mg to nie czulam nic zadnych uczuc co mnie jeszcze bardziej zdolowalo i zszokowalo, staram sie w ogole nie myslec o moim problemie! i seroxat chyba tez w tym pomaga, dzis przezylam super dzien bez takich mysli i bede sie starala dalej! szybko przeczytalam co napisalas nie chcac sie zabardzo wczytywac bo znowu bym sie nakrecila.... zycze ci kochana wszystkiego dobrego! napisz jak bedziesz czula sie lepiej i wiedz ze z takim typem natrectwa nie jestes sama!!!!! Ja tekze sie modle i goraco wierze ze to pomaga, oczywiscie jak rano wstaje to pierwsza mysl jest taka sama jak u ciebie ale przez samozaparcie i chyba ten seroxat jest juz o niebo lepiej ( nie chce zapeszac :( ) rowniez organizuje sobie tak dzien by nie myslec o tym, i jak wstaje mysle sobie bedzie dobrze!!!!! i wiem ze moj chlopak jest tylko moj i nikogo innego nie chce! powodzonka ci zycze nie jestes sama!!!!!!!
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

przez Ana24 29 gru 2006, 17:24
dzis nowy wniosek...ta choroba jest strasznie sprytna...moze inaczej-jest inteligentna! dzis czulam sie b.dobrze. po raz [ierwszy obudzilam sie bez krecenia w brzuchu z nerwów bo takie były moje poranki od 10 miesiecy ale....po kilkunastu godzinach natchnelo mnie ze ja o niczym nie mysle...tzn nie mysle o nim.....i w braku mysli rozniez zaczelam doszukiwac sie braku milosci? mysle- zle-, nie mysle tez zle?
pzrez dlugo okres czasu tlumaczylam sobie tez stany tym ze mam prawo czuc inaczej...jestem z Nim juz 5 lat....chyba nie moge wymagas od siebie ciaglego rozanielenia?
Offline
Posty
146
Dołączył(a)
25 gru 2006, 22:15

przez pikpokis 29 gru 2006, 22:50
Aniu jakbym czytala wlasne doznania..... nawet jak jest super potrafie sobie przypomiec : o! ja juz o tym nie mysle, i sie zaczyna.... albo.... no wlasnie nie mysle za duzo pozytywnie i pojawia sie mysl taka jaka opisalas na koncu... nie bede tego pisala bo znowu mi sie cos przypomni:P staram sie duzo smiac z moim chlopakiem i naprawde staram sie o tych debilnych myslach zapominac. To naprawde sa natrectwa kochana! tak mi powiedzial moj psychiatra. Zawsze przejmowalam sie moim chlopakiem i teraz naszlo mnie to.... tez jestem z nim kilka lat i moze to i dobrze ze nie chodzimy rozanielone caly czas bo to dopiero bylo by dziwne co?:) nawet czasem lubie sie poklocic z moim ukochanym, podenerwowac sie troszke.... to tak z innej beczki :) Ale dobrze jest wiedziec ze nie tylko ja mam takie mysli!!!!! nie chce ci naprawde nic polecac ale seroxat naprawde mi pomgl, odepchnol w 70% te mysli juz nie mysle o tym 24 na dobe tylko moze kilka chwil w ciagu dnia jak mi sie przypomni, nie placze po nocach i po spotkaniu z nim albo przy nim. Poranki jak wiesz sa najgorsze od 3 dni budze sie juz w lepszym stanie. Jesli jeszcze to czytasz to powiem ci ze kilka miesiecy bolaly mnie rece z nerwow, najpierw jeden palec potem reka i w koncu obie dlonie a potem nogi.... myslalam ze to stwardnienie rozsiane, rak itd...... ZAWSZE rano sprawdzalam czy bolalo i co? Oczywiscie ze bolalo a jak nie bolalo to moje mysli znowu "produkowaly" bol i leki! i tak w kolko. W koncu po kilku miesiacach zawzielam sie i przestalam o tym myslec, zajmowalam sie czym cale dnie i przeszlo! na dobre..... taki sam mechanizm maja te mysli.... modle sie codzien zeby bylo tak jak jakis czas temu..... nie zapeszam ale jest lepiej choc wiem ze napewno bede miala gorszy dzien i mnie wezmie znowu. Trzymaj sie cieplo!!!

[ Dodano: Pią Gru 29, 2006 9:50 pm ]
Jeszcze jedno: nerwica zawsze cos nam podsunie, gdy jest dobrze ona znowu cos wymysli zeby nas dobic!!!!!!!!! nie myslimy zle myslimy tez zle..... rozumiesz? w przed dzien kiedy naszly mnie te mysli mialam wkęta ze mam schizofrenie, uspokoilo mi sie to a na drugi dzien BUM...... i teraz mam to co opisuje na forum
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

przez Ana24 30 gru 2006, 12:33
Chyba trafilamn zatem do zlego terapeuty skoro nie zauwazyl w moich odczuciach ( a opowiedzialam mu dokladnie to wszystko co na forum) czego nienormalnego....najbardziej sie boje tgeo ze to moze nie byc nn tylko fakt ze moze ja naprawde go juz nie kocham? ;(
Sama nie wiem............
ale jesli go nie kocham to czemu chce z nim byc?
czemu dzwonie jka najeta zeby pogadac kiedy go nie ma?
czemu spie z jego koszulka kiedy dlugo sie nie widzimy zebym czula sie bezpiczniej?
czemu?
Boje sie ze sie oszukuje....nie umiem chyba tego odroznic....dzis obudzilam sie o 4 rano...i pierwsza mysl..........
ale ...........ja nie chce do licha Nikogo innego!!!!!!!!!!!!!!!!!!! wiec?............
Offline
Posty
146
Dołączył(a)
25 gru 2006, 22:15

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 15 gości

Przeskocz do