Natręctwa myśli...

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Natręctwa myśli...

przez magma88 23 wrz 2009, 18:40
szczerz...nie wierze,zeby tabletki czy psycholog tu pomogl,ja czuje ze wariuje juz. dobrze bedzie jesli czegos sobie nie zrobie.przeciez to chore stresowac sie rozmowa z inna osoba...:(
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
23 wrz 2009, 13:43

Re: Natręctwa myśli...

przez niapi 26 wrz 2009, 11:29
Hej.
Wow. Nie wiedziałam, że takie forum istnieje, i że ktoś jeszcze ma takie same problemy, jak ja...
Ktoś pisał na drugiej stronie, że ma wylgarne myśli o Bogu. Ja też. I nie tylko wulgarne.
Zaczęło się od fobii opętania. Jestem osobą bardzo wrażliwą i wszystko biorę do siebie. Po zrelacjonowaniu mi "Egzorcyzmów Emily Rose" (chyba taki jest ten tytuł) przez mojego brata - nawet tego nie obejrzałam - zaczęłam strasznie się bac. Wszystko wiązałam ze sobą, że mnie też spotka taki los, jak ją. Moją zmorą stały się liczby 3 i 6. Budziłam się CO NOC o tej samej porze - godzinie 3, oczywiście. I wtedy nadchodził ogromny strach. Nie byłam wstanie spojrzec spod pierzyny na pokój, chociaż było mi strasznie gorąco, pociłam się, dusiłam, to nie wyjrzałam, płakałam. Modliłam się. Zatykałam uszy, najmniejszy ruch, szelest, przyprawiał mnie o zawał. Leżałam w bardzo niewygodnej pozycji, bo bałam się ruszyc. Usypiałam o 5/6, po godzinnych męczarniach. Budziłam się odrętwiała, bolała mnie głowa. I tak co dzień. Nie mogłam sie skupic na lekcjach, na religii, gdy była mowa o jakichś opętaniach, płakałam, nikt nie zauważył - ukrywałam to bardzo dobrze. Za każdym razem, gdy spoglądałam na zegarek była np. 10:33, 12:03, 13:33. Nie słuchałam piosenek na mojej mp3 o numerach 3, 33, 23, 6, 26, itd. Nie miałam na nic ochoty, wypady do miasta nie sprawiały mi przyjemności, kładłam się na łóżku i leżałam, płakałam. Schudłam 6 kg, zaczęły wypadac mi włosy. Codziennie w październiku chodziłam na różaniec, codziennie się modliłam, w końcu na wiosnę przyszło wyzwolenie. Śpię normalnie. Już nie budzę się o 3. Ale to pociągnęło za sobą myśli wulgarne o Bogu, niekiedy erotyczne, co jest dla mnie okropne, niebywałe. "One" same przychodzą, nagle, niespodziewanie. Przecież w życiu bym tak nie pomyślała, nie wyzwała Maryi, czy Boga!!! Nie wiem skąd to się bierze, ale jestem wierząca i modlę się. Wszystko przechodzi, myśli pojawiają się coraz rzadziej. Gdy już nadejdzie jakaś zaciskam pięśc i wyłączam się na chwilę, zaczynam z kimś rozmawiac. Jak na razie pomaga. Przez modlitwę i rozmowę z księdzem odzyskałam spokój ducha. :)
Pozdrawiam.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
26 wrz 2009, 10:44

Re: Natręctwa myśli...

przez 1507 26 wrz 2009, 20:03
niapi, gratuluję, masz sprawdzony sposób walki z tym
1507
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Natręctwa myśli...

przez gosiavongosia 27 wrz 2009, 18:21
1507, nie wiem kto Ci dal prawo krzyczec na mnie.
Tak, moje natrectwa mysli nie pozwalaja mi wyjsc na spacer - i NIE, NIE PRZESADZAM. Zapewniam, ze 1000 razy bardziej wolalabym miec ataki paniki - bo sa ATAKAMI (raz na jakis czas) a NIE sa stale. Mowie, ze CHCE ZAPOMNIEC bo CHCE ZAPOMNIEC. A ze rozpamietuje - NA TYM POLEGA MOJA CHOROBA. JEDNI MAJA ATAKI, DRUDZY LICZA CYFRY OD TYLU A JA MAM "NERWICE NA PUNKCIE NERWICY". W domu jest latwiej BO WLASNIE W DOMU MOGE SIE CZYMS ZAJAC - PRACA. A wyjscie na dwor? CZYM mam sie tam zajac?
I oczywiscie, ze korzystam z pomocy - zarowno psychiatrycznego jak i psychologa klinicznego.
Naprawde nie wiem kto dal Ci prawo tak agresywnego zachowania wobec mnie.
Offline
Posty
79
Dołączył(a)
31 paź 2008, 02:00
Lokalizacja
Kielce

Re: Natręctwa myśli...

przez Data 27 wrz 2009, 20:04
W nerwicy zawsze problem który aktualnie przeżywamy wydaje się czymś najgorszym na świecie i chcemy od niego uciec, a kiedy udaje się ta ucieczka to organizm wynajduje sobie nowy straszny problem prawie nie do przeżycia i tak w kółko. W nerwicy nie ma lepszych czy gorszych objawów: panika, derealizacja, obsesje, hipochondria,fobia społeczna, wszystko opiera się na samoudręczeniu. Ale prawdą jest, że trzeba zmuszać się, tak zmuszać się, do oderwania od głupich myśli, to zawsze pomaga, spojrzenie na świat z innej czyjejś zdrowej perspektywy. A więc wychodźmy do ludzi.
Data
Offline

Re: Natręctwa myśli...

przez 1507 28 wrz 2009, 07:37
gosiavongosia, zadawałem pytania, tam są takie znaki:? a nie takie: !, nie napadam na ciebiem nie jestem agresywny tylko próbuję ci coś uświadomić, widocznie nie zkumałaś przekazu, trudno :?

[
1507
Offline

Re: Natręctwa myśli...

przez Babooshka 28 wrz 2009, 11:12
1507 - może nie było Twoim zamiarem urazić gosiavongosia, ale ja też odbieram Twoją odpowiedź jako agresywną .... osoby cierpiące na nerwice sa bardzo wrażliwe na słowa więc może postaraj się na przyszłość używać ich nieco rozważniej bo niechcący możesz kogoś bardzo zrazić zamiast pomóc a chyba chcemy tu sobie pomagać.

Pozdrawiam
Offline
Posty
121
Dołączył(a)
25 lut 2009, 16:21

Re: Natręctwa myśli...

przez 1507 28 wrz 2009, 11:54
Babooshka, ok,więc mogę tylko napisać, że współczuję.
1507
Offline

Re: Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez slitzikin 28 wrz 2009, 12:32
1507 napisał(a):
gosiavongosia napisał(a):Moze to nienormalne i sie obrazicie ale łatwiej mi jest wiedzac, ze nie tylko ja tutaj mam natręctwa myślowe cały czas. Pobieżnie przejrzałam forum i dostrzegłam 2 osoby które boją się o swoje zdrowie psychiczne - ja się dokładnie skupiam na nerwicy (co mi jest, rozpamiętuje przeczytane posty, rozmowy z psychologiem, psychiatra, no wszystko...). Tak jest caly czas - od momentu jak sie obudze do momentu jak zasne, juz 2 miesiace. Lęku najczesciej nie czuje ALE JA CHCE W KONCU PRZESTAC O TYM MYSLEC!! Mam mysli samobojcze, placze itd... Potrafie zapomniec jak z kims rozmawiam jakos ciekawie ale co mi z tego? JA CHCE SAMA POJSC NA SPACER NP! (A nie moge bo ciagle tylko mysli).. Trwa to juz 2 miesiace... Widze, ze nie tylko ja tak mam. Trzymajmy sie razem


A DLACZEGO nie możesz iśc sama na spacer? z powodu myśli? To już trochę przesadzasz, sa ludzie którzy dostaja ataków paniki i palpitacji serca i onie nie chodzą sami na spacer i się i m nie dziwię, ale skoro masz tylko natrętne mysli to tkwienie w domu i nieruszenie tyłka z miejsca nie pomoże ci wręcz wpędzi cię w gorszy stan. Trzeba isć do ludzi, pobyć między nimi, odwrócić uwagę od siebie , ciągłe rozpamietywanie doprowadziło cię do natręctw i co dalej? Ty mówisz ze chcesz przestać w końcu o tym myśleć a 2 linijki wyzej piszesz że rozpamiętujesz analizujesz, przeczysz samej sobie, po co? Co z tym robisz? Korzystasz z jakiejś pomocy psychologicznej? "Trzymajmy się razem" na zbyt wiele się nie zda. Pomogą ci tylko okreslone działania wobec siebie.


1507 - Ja tu samych pytań nie widzę, więc nie próbuj teraz odwracać kota ogonem. Jeśli jesteś na tym forum to pewnie miałeś różne przeprawy, dziwię się, że piszesz z punktu osoby "zdrowej" i dajesz takie wesołe rady. I chociaż widzę, że chcesz dobrze i słusznie niektóre rzeczy mówisz, to, hm, no nie tędy droga. Bo jakby to było takie proste to nikt by na tym forum nie siedział.

Gosiu: Ja Cię doskonale rozumiem. Też tak miałem kiedyś. Dla mnie wyjście z domu było przerażające. Jak musiałem jechać na studia zaoczne do Olsztyna, to całą drogę i podczas zajęć siedziałem pijany, bo tak się bałem, że na trzeźwo miałem ochotę wrzeszczeć. Chyba jedyna rzecz jaka pozwoliła mi to przezwyciężyć to upór. Upór, żeby trwać w tym co muszę robić i robić to choćby nie wiem co. Nie pokazać rodzicom swojej słabości, moim bliskim, żeby nie martwili się o mnie. Każdego dnia walczyłem ile miałem sił i udało mi się. Chodzę do pracy, jeżdżę autem, jakoś idzie.

Na dworzu też można czasem znaleźć coś do roboty. Właśnie chodzenie, obranie sobie jakiegoś celu i jego realizacja. Może pomogą Ci małe rzeczy, małe cele. Na początek. Idź do sklepu, gdzieś blisko.

Wiesz co się stanie? Ja Ci powiem, bo Ty to masz dwa miesiące jak piszesz, a ja 3 lata. Nic... :) Nic sie nie stanie i wszystko będzie dobrze.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
258
Dołączył(a)
10 kwi 2007, 00:25
Lokalizacja
Gdańsk

Re: Natręctwa myśli...

przez Amonre 28 wrz 2009, 15:44
Upór - tylko to nas trzyma, wiemy ze jest zle ale nie chcemy aby było gorzej - wiec pilnujemy tego co mamy- pracę, studia. Walczymy - bo gdzieś tam na horyzoncie jest nadzieja
lek + czas + praca nad sobą+ zmiana sposobu życia + i coś tam jeszcze = zdrowie.
Offline
Posty
120
Dołączył(a)
18 cze 2008, 08:42

Re: Natręctwa myśli...

przez 1507 28 wrz 2009, 23:01
slitzikin, przyjąłem, ale skoro widzisz że coś jest słuszne w mojej wypowiedzi, to czemu nie tędy droga? To wszystko nie jest proste i ja to wiem z autopsji bo 5 rok zmagam się z nerwicą a moje początki były paniczne, a to co napisałem nie wywodzi się z teorii lecz praktyki w tych zmaganiach, mnie jakoś pomogło i pozwala to mi chodzić do pracy, spotykać się z ludźmi, mieć zainteresowania, wyjść na imprezę... itd. Są trudne momenty, ale między nimi potrafię odnaleźć to coś co daje nadzieję na lepsze jutro. Mnie nikt nie głaskał, nie użalał się nademną ale mnie mobilizował bym zrobił coś dla siebie i dla rodziny. To samo robią psycholodzy na terapii.To jest droga do pokonania problemu.
1507
Offline

Re: Natręctwa myśli...

przez rucik1234 29 wrz 2009, 05:10
Również cierpie na nerwice natręctw już od kilku lat i chyba nawet na kilka innych dolegliwości afektywnych. Powiedzcie mi dlaczego wszędzie piszecie, że samobójstwo jest aż takim złym rozwiązaniem? Przecież każdy kiedyś musi umrzeć, a skoro własna psychika nie pozwala człowiekowi godnie żyć to po co się męczyć? Nawet dawni samurajowie podobno odbierali sobie życie jak coś im się zbyt mocno nie powiodło i nikt z nich nie uważał tego za przesade. W moim przypadku jedyne osoby dla jakich miałbym żyć to rodzice, z którymi od dziecka miałem tak wiele kłótni i doświadczyłem przez nich tak wielu złych przeżyć, że zastanawiam się czy jest sens rzeczywiście tylko ze względu na nich ciągnąć dalej swój marny żywot. Przyjaciół praktycznie nie mam i nie wynika to z braku komunikatywności, czy nieśmiałości, lecz przez swoje dolegliwości nie potrafię, bądź nie mam siły się angażować w przyjaźń. Nie chce mi się już chodzić do psychologa bo kiedyś chodziłem i za bardzo nic mi to nie dało bo wszystko o czym mówiła mi moja psycholog było dla mnie oczywiste. Poza tym szkoda mi pieniędzy na psychologa a państwowo to nawet nie chce mi sie próbować. Zastanawiam się (bez żadnego użalania się nad sobą) czy w miarę bezbolesne samobójstwo nie było by wbrew pozorą nienajgorszym rozwiązaniem. Bo po co żyć, jeśli na chłodno się zastanawiając nie widzi się w swoim życiu sensu?
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
29 wrz 2009, 04:55

Re: Natręctwa myśli...

Avatar użytkownika
przez slitzikin 29 wrz 2009, 08:54
1507 napisał(a):slitzikin, przyjąłem, ale skoro widzisz że coś jest słuszne w mojej wypowiedzi, to czemu nie tędy droga? To wszystko nie jest proste i ja to wiem z autopsji bo 5 rok zmagam się z nerwicą a moje początki były paniczne, a to co napisałem nie wywodzi się z teorii lecz praktyki w tych zmaganiach, mnie jakoś pomogło i pozwala to mi chodzić do pracy, spotykać się z ludźmi, mieć zainteresowania, wyjść na imprezę... itd. Są trudne momenty, ale między nimi potrafię odnaleźć to coś co daje nadzieję na lepsze jutro. Mnie nikt nie głaskał, nie użalał się nademną ale mnie mobilizował bym zrobił coś dla siebie i dla rodziny. To samo robią psycholodzy na terapii.To jest droga do pokonania problemu.


Z tym co teraz napisałeś zgadzam się w 100 proc. Tylko trzeba uważać, żeby zamiast pomóc nie urazić kogoś i nie pogłębić jego niewiary w siebie.

Ja pamiętam, że kiedyś przyszedłem do ojca ze swoimi problemami, powiedziałem dwa zdania, a on: "Co /cenzura/? Napierdala Cię ktoś?" :)

Aż komiczne, ale to mi sporo pomogło. Pomyślałem sobie: "No nie będzie mi tu dziad takich tekstów puszczał." Taki bodziec się przydaje. Tylko jeden zareaguje na to tak jak my, a inny wyjdzie ze spuszczoną głową i będzie mu przykro.

Na terapii nigdy nie byłem, to nie wiem.

U mnie od czasu do czasu dostaję kopa od dziewczyny, to mnie stawia do pionu, choć ona za dużo nie wie i raczej robi to nieświadomie. Wizyta u lekarza pierwszego kontaktu, bardzo tej Pani ufam. A przede wszystkim: Nie dam się! No nie będę siedział w domu i biedował. Pieprzę to. Natręctwa czy nie, idę do roboty, na rower, na mecz, na piwko, udało mi się nawet w te wakacje pojechać do Hiszpaniii. Chociaż fakt, czułem się wtedy rewelacyjnie, powiedzmy :).

[Dodane po edycji:]

rucik1234 napisał(a):Również cierpie na nerwice natręctw już od kilku lat i chyba nawet na kilka innych dolegliwości afektywnych. Powiedzcie mi dlaczego wszędzie piszecie, że samobójstwo jest aż takim złym rozwiązaniem? Przecież każdy kiedyś musi umrzeć, a skoro własna psychika nie pozwala człowiekowi godnie żyć to po co się męczyć? Nawet dawni samurajowie podobno odbierali sobie życie jak coś im się zbyt mocno nie powiodło i nikt z nich nie uważał tego za przesade. W moim przypadku jedyne osoby dla jakich miałbym żyć to rodzice, z którymi od dziecka miałem tak wiele kłótni i doświadczyłem przez nich tak wielu złych przeżyć, że zastanawiam się czy jest sens rzeczywiście tylko ze względu na nich ciągnąć dalej swój marny żywot. Przyjaciół praktycznie nie mam i nie wynika to z braku komunikatywności, czy nieśmiałości, lecz przez swoje dolegliwości nie potrafię, bądź nie mam siły się angażować w przyjaźń. Nie chce mi się już chodzić do psychologa bo kiedyś chodziłem i za bardzo nic mi to nie dało bo wszystko o czym mówiła mi moja psycholog było dla mnie oczywiste. Poza tym szkoda mi pieniędzy na psychologa a państwowo to nawet nie chce mi sie próbować. Zastanawiam się (bez żadnego użalania się nad sobą) czy w miarę bezbolesne samobójstwo nie było by wbrew pozorą nienajgorszym rozwiązaniem. Bo po co żyć, jeśli na chłodno się zastanawiając nie widzi się w swoim życiu sensu?


Dlatego, że to nie choroba, tylko dolegliwość, którą odpowiednio leczona da się przezwycieżyć albo przynajmniej mocno zniwelować. Dlatego, że zdążysz jeszcze umrzeć. Nie martw się. Ale zanim to się stanie przeżyjesz wiele cudownych chwil, poczujesz smaki potraw, wiatr na twarzy, przeżyjesz coś co sprawi, że na pewno nie będziesz chciał umierać i będziesz dziękował za to, że żyjesz.

Ja wiem, że to jest męczarnia, ale nie zawsze jest tak ciężko i moim zdaniem dla tych pięknych chwil warto żyć.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
258
Dołączył(a)
10 kwi 2007, 00:25
Lokalizacja
Gdańsk

Re: Natręctwa myśli...

przez Amonre 29 wrz 2009, 08:58
rucik1234 - każdy ma takie mysli na pewnym etapie choroby - dlaczego nie warto? - bo czeka mnie wiosna i tysiaće innych zmian - o których nie mam pojęcia - jest mi trudno tak jak Tobie - ale bardzo pragnę żyć - dla siebie, chcę pokonać tą przypadłość - to jest moim celem. Rozpoczęcie walki jest trudne - ale nic nie daje radośći jak małe zwycięstwa. :)
Offline
Posty
120
Dołączył(a)
18 cze 2008, 08:42

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do