Mówiliście komuś o tym w dzieciństwie?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Mówiliście komuś o tym w dzieciństwie?

Avatar użytkownika
przez Milutki 14 paź 2010, 23:54
Ja przyznam się, że jak dotąd o swoich problemach powiedziałem tylko jednej bliskiej osobie, ale do niej to akurat mam 100% zaufanie.
Myślę, że podstawa, to właśnie zaufanie.
Ale z kolei innym bliskim, np. rodzicom boję się powiedzieć, bo na pewno tego nie zrozumieją, będę musiał dużo tłumaczyć i w sumie sam będę się kiepsko z tym czuł, że jestem obserwowany, że mogą na mnie dziwnie patrzeć... a może i martwić się.
Lepiej sobie i im tego oszczędzić.
Może jak będę już na terapii i będą jakieś efekty, to pewnie spróbuję.
Ale myślę, że generalnie powinna nas obowiązywać "zasada ograniczonego zaufania",
sama przecież przekonałaś się o tym... :-|
Pamiętaj, że to jest krok jednorazowy i w zasadzie nieodwracalny, więc lepiej to przemyśleć.
Moja NN >>> post230132.html#p230132

Co było, to było
Co może być - jest
A będzie to, co będzie...
:bezradny:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
284
Dołączył(a)
03 lip 2009, 23:34
Lokalizacja
Wrocław

Re: Mówiliście komuś o tym w dzieciństwie?

przez Krwiopij 15 paź 2010, 00:16
Nie.Moja matka stwierdzila,że jestem "pierdolnieta",bo zawsze przechodzilam z prawej strony fotela i ukladalam kapcie symetrycznie.Za moich czasow takie zaburzenia jak nn nie byly jeszce chyyba znane ogółowi.
Krwiopij
Offline

Re: Mówiliście komuś o tym w dzieciństwie?

przez Wujek_Dobra_Rada 15 paź 2010, 08:36
U mnie tradycyjnie ''weź się w garść'' ''jak tak można'' ''nie można zwalać niepowodzeń na depresję'' ''ja tego nie rozumiem'' itd.... Nawet gdy powiedziałem, że jak tak dalej pójdzie, to zobaczą mnie w plastikowym worku, wywołało tylko śmiech...''To sobie wytłumaczenie znalazłeś'' ....
Wujek_Dobra_Rada
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Mówiliście komuś o tym w dzieciństwie?

Avatar użytkownika
przez chojrakowa 15 paź 2010, 10:14
Matka rozumie i boi się - żałuję przez to, że żyję skoro jestem taka.
Mój facet do pewnego stopnia również jest w stanie to pojąć, bo sam tak miał/miewa.
Dla reszty rodziny jestem odpadem. "Tą, która była w psychiatryku i kiedyś nie chciała jeść".
Ludzie nie rozumieją, ale nikogo za to nie winię. To ja mam problem, nie oni.
Ludzie koty chodzą własnymi ścieżkami

NIE KAŻDA NOC PRZYNOSI ULGĘ POWIEKOM

Everything is boring and everyone is a fucking liar
Avatar użytkownika
Online
Posty
7328
Dołączył(a)
19 lip 2010, 18:36
Lokalizacja
kraina deszczowców

Re: Mówiliście komuś o tym w dzieciństwie?

Avatar użytkownika
przez Milutki 15 paź 2010, 12:59
chojrakowa napisał(a):Ludzie nie rozumieją, ale nikogo za to nie winię. To ja mam problem, nie oni.

a może "oni" też mają problem ?
skoro nie mogą tego zrozumieć...
Moja NN >>> post230132.html#p230132

Co było, to było
Co może być - jest
A będzie to, co będzie...
:bezradny:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
284
Dołączył(a)
03 lip 2009, 23:34
Lokalizacja
Wrocław

Re: Mówiliście komuś o tym w dzieciństwie?

Avatar użytkownika
przez Milutki 08 lis 2010, 19:57
Adriana napisał(a):Milutki, nikt tego nie zrozumie, jeżeli tego nie przeszedł...
Może co najwyżej zaakceptować, jeżeli jest dość wyrozumiały...

Tak, dlatego tak jak napisałem wyżej, ja bym wstrzymywał się z pochopnym opowiadaniem innym ludziom o tym.
Po co próbować wprowadzać innych do naszego świata, którego i tak nie zrozumieją ... :-|
Przy czym, niestety niektórzy zwyczajnie nie mogą tego ukryć, bo u nich to wszystko po prostu widać, nawet już na pierwszy rzut oka... :-|

Z kolei nie mówiąc innym skazujemy się na osamotnienie, brak zrozumienia i wsparcia.
I to też może być duży problem.

Wydaje mi się, że najlepsza jest sytuacja, gdy człowiek żyje w zgodzie sam ze sobą, jest świadomy własnych słabości i ułomności, ale mimo to szuka jasnych stron życia po prostu w ... swoim życiu :smile: w tym co go spotyka każdego dnia, w drobnych codziennych zdarzeniach, radościach, sukcesach i porażkach.
Wtedy nie musi opierać się wyłącznie na innych ludziach, którzy przecież mogą zawieść...
Ale do tego na pewno trzeba pewnej siły i optymizmu, pozytywnego podejścia, do siebie samego też.
Moja NN >>> post230132.html#p230132

Co było, to było
Co może być - jest
A będzie to, co będzie...
:bezradny:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
284
Dołączył(a)
03 lip 2009, 23:34
Lokalizacja
Wrocław

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do