Chęć zrobienia sobie krzywdy?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Chęć zrobienia sobie krzywdy?

Avatar użytkownika
przez Mallu 28 lis 2009, 20:47
Mam dosyć własnych myśli, dosyć samej siebie i tego co się ze mną dzieje... Nie potrafię sobie z tym poradzić... Spokoju nie daje mi myśl o zrobieniu sobie krzywdy... To już nie pierwszy raz, choć dopiero od niedawna w takim kontekście... Wcześniej pojawiały się niechciane obrazy zakrwawionych rąk i temu podobne... Teraz jest inaczej... Myśl... Albo... Chęć... Zrobienia sobie krzywdy... Nie samobójcza. Śmierci się boję... Nie potrafię zaakceptować samej siebie, czuje się ogromnie winna temu co pojawia się w mojej głowie... Tak bardzo się boję... Nie wiem co zrobić... Nie panuję nad sobą... Boję się...
We're all mad here~
Avatar użytkownika
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
11 paź 2009, 21:47

Re: Chęć zrobienia sobie krzywdy?

przez Cassandra 28 lis 2009, 20:56
Mallu nawet nie wiesz, jak dobrze Cię rozumiem... Takie myśli potrafią odebrać chęć do życia... Ja tymi nt. zrobienia sobie krzywdy przestałam się przejmować, tym bardziej że nie pałam do siebie zbyt wielka sympatią... Chciałabym to zmienić, no ale cóż... Co do poczucia winy, pewnie nie jestem najbardziej odpowiednią osobą, żeby się wypowiadać w tym temacie... Ale powiem ci, że tak samo jak ludzie chorzy na raka (no, może oprócz nałogowych palaczy) nie mają poczucia winy w związku z chorobą, tak i my nie powinniśmy go mieć... Zaburzenie obsesyjno - kompulsyjne (F. 42) jak by nie było diagnozowane jest przecież jako choroba. Pozdrawiam i trzymaj się. :):)
Cassandra
Offline

Re: Chęć zrobienia sobie krzywdy?

Avatar użytkownika
przez ALEKS*OLO 28 lis 2009, 20:59
Mallu, czy podjełas jakies leczenie, lub zgłosiłas sie gdziekolwiek z Twoim problemem? Posłuchaj, checi zrobienia sobie krzywdy, nawet jeśli tak piszesz, boisz sie smierci nie sa normalne. Ile masz lat jesli moge spytac? Dlaczego nie mozesz zaakceptowac samej siebie? Co takiego myślisz o sobie, ze jest to az tak negowane przez Ciebie?
Nie mozesz byc winna "wszystkiemu " co rodzi sie w Twojej głowie, ponieważ nasz umysł nie zawsze działa tak jakbyśmy tego sami chcieli. Czasem jestesmy poprostu chorzy i rozum sprawia nam psikusy.
Napisz cos wiecej o sobie, czy przechodzisz teraz jakies traumatyczne sytuacje w swoim życiu?
3majsie
Pozdrawiam :]
"Kobiety i koty zawsze będą robić to, co chcą, a mężczyźni i psy powinni się zrelaksować i powoli oswajać z tą myślą."

"Panować nad sobą to największa władza" - Seneka
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
2384
Dołączył(a)
01 mar 2008, 00:25
Lokalizacja
Śląsk

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Chęć zrobienia sobie krzywdy?

Avatar użytkownika
przez Mallu 28 lis 2009, 21:42
(Bliżej swoje dolegliwości opisałam tutaj: http://nerwica-natr-ctw-dziwne-rytua-y- ... 17591.html i tutaj: http://lekcja-religii-od-nerwicy-po-op- ... 17742.html jeśli to również jest istotne.)

Mam piętnaście lat i jestem kilka dni po pierwszej wizycie u nowej Pani Psychiatry. Wcześniej odbyłam dwie u innej Pani, ale niewiele z tego wynikło. Natomiast na terapię u Pani Psycholog, umówiona jestem dopiero na przyszłą środę.

Od miesiąca praktycznie nie wychodzę z domu, nie licząc sporadycznych wyjść do lekarza, i tych krótkich spacerków po ulicy przy której mieszkam, zaleconych mi przez odwiedzającą mnie szkolną Pani Psycholog, więc nieprzyjemnych sytuacji jest mniej niż poprzednio. Nie muszę obawiać się częstych kontaktów z ludźmi, ani odwiedzania obcych miejsc. Zdaję mi się, że w ostatnich dniach, po zmianie leków czuję się gorzej. Wcześniej była to Zalasta, Tegretol i Symfaxin, teraz Asertin i Rispolept.

Spokoju nie dają mi bluźniercze myśli związane z wiarą... Również dla rodziny i przyjaciół (Dwóch ale zawsze...) jestem ogromnym kłopotem i ciężarem. Sporo ich kosztuje, a nie potrafię dać nic w zamian. Nawet wyrazić swojej wdzięczności... Czegokolwiek. Męczy mnie poczucie winy za użalanie się nad sobą, bycie egoistycznym darmozjadem, niczym więcej.
We're all mad here~
Avatar użytkownika
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
11 paź 2009, 21:47

Re: Chęć zrobienia sobie krzywdy?

Avatar użytkownika
przez Death 05 sty 2010, 15:22
Witaj.
Chyba cierpimy na to samo.Wiele razy próbowałam już się otruć,cięłam się,próbowałam łamać sobie kończyny,podduszałam się ale tak naprawdę nie chciałabym umrzeć.Jestem zbyt ciekawa tego co zdarzy się za parę lat.Czy wreszcie w moim życiu coś się zmieni...ech...ale ja już nie wyrabiam.Potrzebuje pomocy...najgorsze jest to,że czuję,że moim rodzicom wisi to co się ze mną dzieje.Naprawdę nie jest dobrze.Bardziej martwią się o mnie internetowi znajomi niż właśni rodzice.To bardzo dobijające...rozmawiałam z matka,prosiłam ja o to by zabrała mnie gdzieś do psychologa.Na początku powiedziała że nikt mi nie pomoże lepiej niż ja sama sobie.Nie chce jej przekonywać,bo wiem ze to nic nie da.Ona myśli,że wymyślam sobie problemy.Może nawet ma w tym trochę racji,ale sam fakt,ze to robię nie jest normalny i chociażby dlatego potrzeba mi pomocy specjalisty.
Teraz trochę skocze z tematu...w niedziele niechcący przytrzasnęłam sobie palec drzwiami i to zapoczątkowało myśl by zrobić sobie większą krzywdę.Zaczęłam trzaskać tym paluchem o co się da,wyginałam go do granicy bólu.W poniedziałek matka zabrała mnie do lekarza,zostałam skierowana na prześwietlenie.A to wszystko było po to, by wymigać się od szkoły...i udało się.Ale niestety wszystko wskazuje na to,ze już jutro będę musiała iść do tej pieprzonej budy.Znowu będę musiała patrzeć na tych posranych ludzi i słuchać o ich pseudo życiowych problemach.Aż mi się słabo robi...mam ochotę znowu nałykać się czegoś,choć wiem ze to mi nic nie da.Nie rozumiem czemu tak bardzo pragnę zrobić sobie krzywdę...gdy mnie coś boli czuje się lepiej.Ale niech mi ktoś wytłumaczy,do cholery,czemu tak jest.To na pewno nie jest normalne.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
05 sty 2010, 14:59

Re: Chęć zrobienia sobie krzywdy?

Avatar użytkownika
przez kotecek 05 sty 2010, 15:28
Musisz w tym wypadku sama isc do poradni zdrowia psychicznego , bo z tego co piszesz rodzice tak jakby nie zauważają problemu. A skoro lubisz sobie robić krzywdę, to poważna sprawa i coś z tym musisz zrobić. Napewno bez psychologa sie nie obejdzie.
Ze wszystkiego najbliższy wiary jest, być może, najbardziej zagorzały ateizm.
— Fiodor Dostojewski
Avatar użytkownika
Offline
Posty
103
Dołączył(a)
13 wrz 2009, 16:47

Re: Chęć zrobienia sobie krzywdy?

Avatar użytkownika
przez Death 05 sty 2010, 15:46
Nie zauważają albo nie chcą zauważać...sama już nie wiem.Boje się robić sama cokolwiek w tym kierunku,a i nie mam odwagi poprosić nikogo z rodziny o pomoc.Nawet nie wiem gdzie jest jakaś bezpłatna poradnia.Psycholog szkolny również odpada...i to jest takie błędne kolo.Zastanawiam się co robić już ładnych parę miesięcy i kończy się na tym co zwykle.Teraz jeszcze potrafię się powstrzymać przed okaleczeniem się,ale boje się że kiedyś dojdzie do tego, że to będzie silniejsze ode mnie.Już mam coraz większe problemy z zapanowaniem nas sobą..
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
05 sty 2010, 14:59

Re: Chęć zrobienia sobie krzywdy?

Avatar użytkownika
przez kotecek 05 sty 2010, 16:15
wpisz sobie w google nazwe Twojej miejscowości + poradnia zdrowia psychicznego, tam powinno cos wyskoczyć wraz z adresem. Naprawde nie zwlekaj z tym, bo masz powazny problem. Z rodziną tak często jest że nie rozumie, uważa że sobie cos wmawiamy.
Jak tam pójdziesz to naprawde nie masz sie czego obawiać. Natomiast tez odradzam korzystanie z pomocy szkolnego psychologa, bo czesto sie zdarzało że potem wiedziała cała szkoła.
Ze wszystkiego najbliższy wiary jest, być może, najbardziej zagorzały ateizm.
— Fiodor Dostojewski
Avatar użytkownika
Offline
Posty
103
Dołączył(a)
13 wrz 2009, 16:47

Re: Chęć zrobienia sobie krzywdy?

Avatar użytkownika
przez Mallu 08 sty 2010, 08:46
O rany... Death... Czuję się jak gdybym czytała o sobie. Z tym wyjątkiem, że ja nie miałam odwagi na nic poza samookaleczeniem się... Dlaczego? Dlaczego, choć tak bardzo bym chciała zniknąć z tego świata? Bo to jest takie albo - albo. Albo zniknąć, albo pozostać w stanie nie zmienionym. Nie z wyrokiem śmierci, jak moja szanowna imienniczka Weronika... Tak więc... *spogląda smętnie na swoje przedramię*

[Dodane po edycji:]

Ojej... A jeśli już się wypowiadam, czy mogę poprosić Was o radę? Dzisiaj po raz pierwszy na nauczanie indywidualne przychodzi do mnie nauczyciel na którego lekcjach, już dwa razy przydarzył mi się okropny napad paniki... Jestem niemal pewna, że i tym razem będzie podobnie, jeśli nie o wiele gorzej... W końcu będę musiała przez godzinę przebywać z nim sam na sam. Strasznie się boję... Co mam zrobić?
We're all mad here~
Avatar użytkownika
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
11 paź 2009, 21:47

Re: Chęć zrobienia sobie krzywdy?

Avatar użytkownika
przez carola 08 sty 2010, 14:01
Mallu, twój lęk przed tym nauczycielem bardzo przypomina mi mój problem z jednym belfrem ;) Też jestem uczennicą indywidualną, z tym wyjątkiem, że ja biegam do szkoły (jeszcze). Mój belfer od historii to największy postrach naszej szkoły - facet potrafi tak zażartować, że od razu chce się płakać. Na lekcjach z nim mam ten sam problem co ty. Kiedy rozmawiałam o tym ze szkolną pedagożką - bardzo mądrą kobietą, to stwierdziła, że co prawda facet ma trudny charakter, to jest to raczej moje uprzedzenie. Złe "pierwsze wrażenie" trudno jest zmienić. Poradziła, żebym przed kolejną lekcją spróbowała "wymazać" z pamięci wszystkie negatywne odczucia związane z jego osobą - tak jakbym go wcześniej nie znała. Jak do tej pory pomaga. Może i Tobie pomoże ;)
Pozdrawiam
http://nieproszony-gosc.blog.onet.pl/ - mój blog o NN w moim życiu. Zapraszam

'Kiedy życie daje ci cytryny, nie rób lemoniady! Wścieknij się! "Nie chcę twoich głupich cytryn!"'
Avatar użytkownika
Offline
Samodestruktorka
Posty
394
Dołączył(a)
03 sty 2009, 22:33
Lokalizacja
okolice Szczecina

Chęć zrobienia sobie krzywdy?

przez ihatemyself 29 paź 2011, 08:16
Widzę,że minęło trochę czasu od kiedy ostatni raz ktoś tu pisał.. Mallu, wręcz doskonale opisałaś to, co i ja czuję. Moja niska samoocena wcześniej przejawiała się tylko w niektórych sytuacjach. Zazwyczaj gdy byłam z jakąś obcą osobą 'sam na sam' lub gdy miałam rozmawiać z nauczycielem na osobności. Od ponad trzech lat czuję,że dzieje się ze mną coś nie tak. Sporadycznie się tnę, biję się po ciele, uderzam rękoma w ściany, kopię w co popadnie, w sytuacjach stresowych, zazwyczaj na lekcji mam niekontrolowane ruchy nogami. Zaczynam nimi 'machać' i nie mogę skończyć. A ostatnio doszło nawet wyrywanie włosów.Także wygląd stanowi dla mnie ogromny problem. Czuję się źle w swoim ciele. Nienawidzę tej szpetnej twarzy, tłustych ud.. A jednocześnie nie mam tak silnej woli, by coś z tym zrobić. Głodzę się dzień, dwa, a potem wiem,że muszę coś zjeść, bo inaczej nie dam rady na treningu. A tam liczy się siła i wytrzymałość..
A wiecie co jest w tym zabawnego? Że wcale nie oczekuję od nikogo pomocy. Dobrze mi z tym. Odreagowanie bólu, złości na sobie w pewien sposób mi pomaga. To, co się ze mną dzieje, siedzi w środku i jest czymś osobistym. Nikt w to nie ingeruje, bo nie ma jak. Cieszę się,że ludzie nie potrafią czytać w myślach:). Dawniej,nie miałam problemu rozmawiania z innymi na temat swoich uczuć,wręcz przeciwnie. Zawsze byłam osobą otwartą. A teraz? Dzień w dzień marzę o odizolowaniu się od świata, mocy robienia wszystkiego na przekór sobie. Rozmyślam nad tym, jakby to były gdybym nie istniała. Zapewne wszystko byłoby łatwiejsze. I dla rodziny i dla mnie samej.
O moim samookaleczaniu itd. nie wiedział nikt aż do dzisiejszego dnia. Szkolna pani pedagog wzięła mnie do siebie na rozmowę dotyczącą rodziny.. I tak od słowa do słowa opowiedziałam jej o wszystkim tym, co robię w stosunku do samej siebie. Cholernie tego żałuję. Co ona teraz pomyśli?
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
28 paź 2011, 23:51

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

Przeskocz do