mam pytanie-jak sobie radzicie z nerwicą natręctw?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: mam pytanie-jak sobie radzicie z nerwicą natręctw?

przez mysia12 08 kwi 2010, 10:27
U mnie się zaczęło 14 lat temu. Planowanie dnia, wykonywanie planu, sprawdzanie, porządkowanie. Na przestrzeni lat rytuały się zmianiały - pozostawał schemat: napięcie - czynności (czasem porządki, czasem myśli, lub plany). Przez pewien czas były to przymusowe myśli, związane z tak sinym napięciem, że nie mogłam nic innego robić tylko COŚ przemyśleć, tak aby nikt nie przeszkodził, nieraz po kilkanaście - kilkadziesiąt razy, nieraz non-stop. Pomogło mi to co przeczytałam w radach dla alkoholików - nie mam starać się przestać W OGÓLE tylko na najbliższą chwilę, na jeden dzień.... i tak odsuwałam te myśli że mijał dzień i kolejny i tak nie wiem kiedy mi one przeszły. NN zostało, ale w postaci w porządków, planów, ale najważniejsze, że miałam wolną głowę :-)) Potem poszłam na psychoterapię i stopniowo napięcie maleje, maleją więc też rytuały. Teraz pojawiają się sporadycznie i cząstkowo. Chodziłam na terapię poznawczo-bahawioralną, ale nie do końca pomogła. Po przerwie zaczęłam chodzić na terapię psychodynamiczną i czuję, że zachodzą we mnie zmiany.
Sednem są podobno u mnie zablokowane emocje, szczególnie do bliskich osób (z dzieciństwa), które to (emocje) kieruję do siebie i one mnie tak "uwierają", że aby uwolnić napięcie to robię COŚ (porządki itp), a tak naprawdę powinnam wyrazić te emocje. Tyle że to nie takie proste...

[Dodane po edycji:]

Swoją historię opisałam tu
nn-moja-historia-walka-i-wygrana-t20382.html
aby nie powtarzać sięw kolejnych wątkach i postach. Może coś z moich doświadczeń okaże się pomocne.
http://www.nerwica.com/nn-moja-historia-walka-i-wygrana-t20382.html

... żeby poznać smak
szczęścia, łez i klęsk
i nie pytać wciąż
jaki to ma sens.
(...)
niech nie kraczą nam
że się kończy świat
kiedy chce się żyć
i to jeszcze jak!


http://w128.wrzuta.pl/film/3lTBxDmu4fl/seweryn_krajewski-nasz_codzienny_psalm
Offline
Posty
47
Dołączył(a)
08 kwi 2010, 10:19

Re: mam pytanie-jak sobie radzicie z nerwicą natręctw?

Avatar użytkownika
przez Milutki 15 kwi 2010, 18:52
Bardzo ciekawy i pożyteczny wątek napisałyście dziewczyny !!
(( czy to świadczy o tym, że kobiety lepiej sobie radzą z tym niż mężczyźni ?? ;) ))
DZIĘKI !! Naprawdę podbudowałem się czytając Wasze historie. Oby było więcej takich dobrych wątków :D

Ja mam to paskudztwo dopiero od 3 lat, głównie czynności, rzadziej myśli, ale już zdążyło mi dokuczyć i urosnąć do znacznych rozmiarów, że czasami mam go dość. Dopiero zaczynam zmagania z tym, więc Wasze doświadczenia są dla mnie bardzo cenne.
Psychiatra przepisał mi na razie lek - sertralinę, toleruję go dobrze, już miesiąc, choć na razie efektów nie bardzo widać.
Zastanawiam się jednak nad psychoterapią, bo to rzeczywiście może wykryć prawdziwą przyczynę nerwicy (możliwe, że to coś z przeszłości), a leki zapewne są tylko wspomagające.

elfica napisał(a):no tak ale powiedzcie mi co robić w sytuacjach paniki gdy nie wiemy czy są to naturalne myśli ( spostrzeżenia) czy są to natręctwa, które chcą nam uprzykrzyć dotychczasowe życie?!:| marzę o momencie w życiu gdy nie mam już żadnych wątpliwości co do siebie, co do innych etc.

Elfica, doskonale Cię rozumiem. Mi najbardziej dokuczają ciągłe wątpliwości, z tym że dotyczą głównie czynności. Muszę je wykonywać i chociaż wiem, że byłbym w stanie to pominąć lub przestać, to nie potrafię rozpoznać, kiedy jest "naturalna potrzeba" wykonania lub sprawdzenia danej rzeczy, a kiedy jest to czyste natręctwo, które można zignorować.
Próbuję odpędzać wątpliwości, ale one napierają z jeszcze większą siłą.

Czy sądzicie, że psychoterapia pomoże zmniejszyć te wątpliwości ?
nie mam ani grama doświadczenia

elfica napisał(a):u mnie ponoć jest to problem złego postrzegania świata-czyt.nieżyciowości i ciągłemu dziwieniu się wszystkiemu i pragnieniu nieustannego komfortu..znacie to?

to ciekawe, czy mogłabyś to rozwinąć, elfica ?

PS. etien, Twój długi post jest wg mnie super-zrozumiały :smile: pozdrawiam
Moja NN >>> post230132.html#p230132

Co było, to było
Co może być - jest
A będzie to, co będzie...
:bezradny:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
284
Dołączył(a)
03 lip 2009, 23:34
Lokalizacja
Wrocław

Re: mam pytanie-jak sobie radzicie z nerwicą natręctw?

przez mysia12 15 kwi 2010, 19:59
To brzmi dla mnie znajomo:
"czy nie zrobiłem błędu, czy nie napisałem czegoś głupiego, a zwłaszcza obraźliwego słowa... (oczywiście ten mój post też niestety przeszedł te męczarnie wielokrotnej kontroli)"
"po czym nie mogłem upewnić się, że wszystkie zostały podlane, mimo że kilka razy chodziłem po mieszkaniu i wyliczałem je sobie po kolei, coś strasznego..."

Ja też przez lata miałam poczucie, że może zrobiłam coś źle i musiałam się upewniać, po raz kolejny i kolejny, że coś jest dobrze. Jak z tymi kwiatkami, tyle że z porządkami, nawet gdy wiedziałam, że wysprzątałam pokój własnoręcznie to i tak chodziłam i sprawdzałam miejsce po miejcu czy jest na pewno porządek, wiele razy, pamiętam jakie to potwornie męczące było.

Chodzę na psychoterapię i odkryłam ostatnio, że w przeszłości faktycznie zrobiłam coś "złego" w moich odczuciach i aby nie dpouścić do "krzywdzenia" bliskiej osoby musiałam myśleć i pamiętać o swoich zobowiązaniach wobec niej. Utrwaliło mi się to w moich zaburzeniach pt. "że coś zapomnę, zaniedbam, nie dopilnuję", napięcie i niepokój - sprawdzanie planów, porządku itp. itd.
O ile teraz to jasno widzę to przez lata sobie tego nie uprzytomniałam, nie kojarzyłam i po prostu rozładowywałam napięcie poprzez przymusowe czynności. Teraz jest już znacznie lepiej - dzięki psychoterapii. Choć przeznam, że napiecie zostało. ale sukces - nie mam już przymusowych czynności! Coraz lepiej siebie rozumiem. i staram się życ w zgodzie ze swoimi uczuciami.
http://www.nerwica.com/nn-moja-historia-walka-i-wygrana-t20382.html

... żeby poznać smak
szczęścia, łez i klęsk
i nie pytać wciąż
jaki to ma sens.
(...)
niech nie kraczą nam
że się kończy świat
kiedy chce się żyć
i to jeszcze jak!


http://w128.wrzuta.pl/film/3lTBxDmu4fl/seweryn_krajewski-nasz_codzienny_psalm
Offline
Posty
47
Dołączył(a)
08 kwi 2010, 10:19

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: mam pytanie-jak sobie radzicie z nerwicą natręctw?

Avatar użytkownika
przez elfica 21 kwi 2010, 13:36
a czy Wasi psychiatrzy sa zwolennikami brania leków doraznie? czyli przez okres tylko wzmozonej nerwicy?? bo ja slyszalam,zeby lek podzialal skutecznie trzeba go brac min. 2,3 lata.Zreszta nie uwazam,ze dzieki lekom mozna sie wyleczyc..moim zdaniem lek daje Ci tymczasowe dobre samopoczucie a po odstawieniu znow zostajesz sama ze soba.Wiec lepiej popracowac nad soba i umiejetnoscia radzenia sobie ze soba..w sumie zgodzilabym sie z tym,ze jesli dojdzie sie do tzw.sciany i faktycznie nie dajesz juz sobie rady to wtedy trzeba wziac leki ale uwazam,ze przez pewien tylko czas ,do momentu az znow odzyskasz sile ! jak myslicie?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
09 cze 2009, 17:00

Re: mam pytanie-jak sobie radzicie z nerwicą natręctw?

przez mysia12 21 kwi 2010, 13:57
Ja nie brałam nigdy leków, mój terapeuta to psycholog (poprzedni też). Na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że jest możliwe walczyć z tym bez leków, ale kazdy człowiek jest inny. Dla mnie sednem było zrozumienie źródła moich lęków, napięcia, niepokoju, zrozumienie sprawiło, że nie muszę już "ślepo" podążać za swoimi natręctwami, one prawie całkiem zniknęły.

[Dodane po edycji:]

Moja obsesja wynikała z faktu, że może coś zrobiłam źle i stale musiałam sprawdzać i upewniać się, czy wszystko zrobiłam dobrze - w formie natręctw rozładowywałam to zastępczo np. na sprawdzaniu porządku w mieszkaniu.
http://www.nerwica.com/nn-moja-historia-walka-i-wygrana-t20382.html

... żeby poznać smak
szczęścia, łez i klęsk
i nie pytać wciąż
jaki to ma sens.
(...)
niech nie kraczą nam
że się kończy świat
kiedy chce się żyć
i to jeszcze jak!


http://w128.wrzuta.pl/film/3lTBxDmu4fl/seweryn_krajewski-nasz_codzienny_psalm
Offline
Posty
47
Dołączył(a)
08 kwi 2010, 10:19

Re: mam pytanie-jak sobie radzicie z nerwicą natręctw?

przez betka5 22 kwi 2010, 20:21
Witam wszystkich cieplutko!
Czy ktoś z was przebywał w ośrodku leczenia nerwic w Zagórzu? Czy mógłby podzielić się z mną wrażeniami i opisać jak tam jest? Będę miała niedługo pierwszą konsultację z lekarzami. Strasznie się boję. Moim utrapieniem jest nerwica natręctw.
Proszę was - pomóżcie!!
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
22 kwi 2010, 19:09

mam pytanie-jak sobie radzicie z nerwicą natręctw?

przez mehantor 03 lut 2013, 11:24
Witam Was wszystkich serdecznie:)
z tej strony prawdziwy weteran walki z nerwicą natręctw(ZZOK)
Żyję 9 rok z nerwicą natręctw.
Naturalnie miałem natręctwa śmieszne do tego stopnia,że przeskakiwałem przez kałużę,kafelki:)przez liczenie,a po to,że musiałem kogoś dotknąć.Nawet z dziewczyną całowałem się licząc:)haha
Myśli obsesyjne,wiadomo,coś ciężkiego.Można powiedzieć piekło,ale i z tego da się pewnie jakoś wyjść.
Z racji tego,że posiadam pewną wiedzę na ten temat i racjonalne podejście,postaram się Wam przekazać co wiem i Wam pomóc.
Bo musimy sobie pomagać.
NATRĘCTWA:
Kiedy miałem już kompletnego fioła z natręctwami i widzieli to nawet znajomi,czyli wychodziłem z łazienki po 40 razy,dotykałem klamki,skakałem przez kałużę(nie dla zabawy:))i setki innych natręctw,wtedy poszedłem do psychoterapeuty,trafiłem w 10,bo babeczka znała się na rzeczy,poprosiła mnie,żebym pisał w specjalnym zeszycie jakie miałem w ciągu dnia natręctwa i ile one trwały,normalny stopień natręctw to maks godzina dziennie,ja miałem 4 do 6,można zwariować:),ostatecznie po tygodniu dałem jej zeszycik i zaczęła mnie uświadamiać ile czasu mi mija na te natręctwa,że ten czas można wykorzystać na coś innego itp,naturalnie trzeba też było pokonać strach,że jeśli nie policzę do 11,do dziś pamiętam,że to najlepsza liczba:)haha,to nic mi się nie stanie.Panie i Panowie......i udało mi się:)powiedziałem sobie pewnego dnia,/cenzura/....to,zebrałem się w sobie do tego stopnia,że natręctwa ustąpiły i to w 90%.Nie mam na to innej metody,piszę prawdę jak sobie z tym poradziłem.Także na natręctwa proponuję technikę psychoterapii behawioralno-poznawczej.Jest na to znakomita.
OBSESJĘ:
Tu już jest ciężko i to bardzo ciężko.Technikę behawioralną można sobie wsadzić.Bo do niczego się nie nadaję.Po 2 latach bez natręctw ruszyłem na kolejną terapię,z racji tego,że poznałem w tym czasie moją obecną dziewczynę,stwierdziłem,że nie będę strugał wariata,powiem jej,zareagowała spokojnie,znalazłem najlepszego psychologa w moim mieście.I ruszyłem.Na 1 spotkaniu popłakałem się jak bóbr,że już nie mogę,że to już 8 lat itd.A tu nagle taki tekst od Pani psycholog,że moja dziewczyna nie musi tego znosić,nie musi tego słuchać i że jak chce to może nawet odejść.Zgłupiałem:)Ale to był pierwszy krok do przodu,nie pozwalajcie nikomu,rodzinie,przyjaciołom,znajomym potwierdzać,utwierdzać Was w przekonaniu Waszych irracjonalnych myśli.To tylko pogłębia Wasz stan,Oni Was uspokoją,a potem znowu myśli wrócą.NIE WCIĄGAJCIE NIKOGO W WASZE MYŚLI!!!To moja dobra rada.
Pamiętajcie,że każda myśl,czy też w naszym wypadku komplet myśli,ma swoje źródło,w dzieciństwie,dorosłości,pracy,związkach,relacjach z rówieśnikami,wychowaniu itp.
I żeby znaleźć takie źródło trzeba naprawdę się natyrać.
Powiem Wam tak,ja póki co wyleczyłem się z wielu obsesji.
Jak to wyglądało,zawsze miałem problem z dystansem do siebie,spinałem się,nie znałem się na żartach itp.Wkurzało mnie to,a inni mieli pompę i tak dalej,byłem przez to przygnębiony,smutny itd.Aż pewnego dnia stwierdziłem,że spróbuję to wziąć na śmiech,kiedy kumple to zobaczyli i to że jeszcze umiem się śmiać sam z siebie,jak to kumple od razu wyluzowali(większość to półgłówki;)haha,a ja poczułem się wolny,wolny od obsesji,od wszystkiego,mogę się śmiać z siebie,nie męczą mnie obsesyjne myśli.
Tak samo było z pracą,kiedy tylko zauważyłem,że mogę mieć lepszą pracę(taką znalazłem)poczułem,że myśli odchodzą.
Tak było z wieloma innymi czynnikami.
Wspomagam się lekami podczas terapii,jeden lek,jedna tabletka dziennie,ale z przerwami.
Zostały mi dwa tematy,relacje z rówieśnikami i związki.
Niestety najwięcej myśli odkąd pamiętam było związanych ze związkiem,myśli jak naturalnie wiecie o charakterze filozoficzno-religijno-abstrakcyjny.Czy na pewno kocham swoją dziewczynę,czy jest miłością mojego życia,czy to,czy tamto,ja pierd...,potem wiadomo,że myślę o niej że jest taka,siaka,owaka,pamiętajcie,że zawsze ukochanych osób uczepią się złe myśli.Bo nerwica to choroba,która atakuję tych,których najbardziej kochamy.
Związki miałem chujow...dlatego teraz jak mam normalny to mam takie,a nie inne myśli.
Właściwie to ostatni temat gdzie z psychoterapeutką muszę znaleźć źródła problemów.Jest ciężko,masakrycznie ciężko.Nie ukrywam,że po 7 miesiącach terapii,w większość sukcesów,teraz czuję kryzys i to taki na maksa,ciągłe napięcie,nerwy,te durne obsesję.Nawet jak jestem wypoczęty,ale spoko dam radę.Trzeba walczyć.
To wszystko co wiem i co mogę Wam przekazać.nic więcej nie wiem.Nie ma żadnych technik wybitnych,czasami wydaję mi się,że trzeba po prostu w pewnym stopniu pokonać samego siebie,swoje myśli i wtedy jest się zwycięzcą.To wszystko.
Aha,pamiętajcie,nerwicę w większości mają ludzie wrażliwi,właściwie nadwrażliwi,wychowani w głębokiej religijności,lub też po prostu bardzo moralni.Tacy,którzy dzielą świat na dobry i zły,bez szarości.A taki świat właśnie jest,po prostu szary.Można być rycerzem w białej zbroi,ale jak czasami się pobrudzi nic nam się nie stanie.Pozdrawiam i POWODZENIA,jak skończę terapię,to dam Wam znać,czy mi się udało.
P.S.moja prośba jak sobie radzicie z nerwicą w związku?z myślami obsesyjnymi na temat drugiej połówki?I jak zachowuję się Wasza 2 połowa.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
12 sty 2013, 16:51

mam pytanie-jak sobie radzicie z nerwicą natręctw?

przez zmęczona1 07 lut 2013, 21:43
mehantor, no ja ponad 10 lat. Raz lepiej raz gorzej. Mam tylko natretne myśli albo aż. Czasami jest strasznie, mam dośc. Moja metoda to praca, ciągłe zajmowanie się czymś, sprzatanie, zajmowanie się dziecmi, chodzenie do pracy itd zwykłe życie, tylko takie bez odpoczynku. Przez ostatni dłuższy okres bez psychiatry. Nie analizuje, olewam je. Czasami się zmieniają, ale najbardziej denerwujące jest to jak tkwię w jednej tematyce miesiącami. Najgorszy początek, dwa pierwsze miesiące depresja, a potem jakos leci, ale nigdy nie przeszły całkowicie, zawsze gdzies przyczajone, nawet jak mniej dokuczają to są ze mną :hide:
Offline
Posty
158
Dołączył(a)
23 paź 2012, 19:56

mam pytanie-jak sobie radzicie z nerwicą natręctw?

przez zmeczona123 08 lut 2013, 20:16
zmęczona1, hej czytałam kilka twoich postow i widze ze mamy mnustwo wspolnych natrectw chcetnie bym wymienila sie doswiadczeniami i porozmawiala prywatnie jezeli to mozliwe
Offline
Posty
29
Dołączył(a)
19 gru 2012, 23:23

mam pytanie-jak sobie radzicie z nerwicą natręctw?

przez sylwia001 10 lut 2013, 14:37
Cześć
chciałam się zapytać, czy macie może jakąś swoją własną skuteczną metodę walki z nerwicą?
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
07 lut 2013, 00:11

mam pytanie-jak sobie radzicie z nerwicą natręctw?

przez zmęczona1 11 lut 2013, 21:44
zmeczona123, to napisz do mnie na pw.
Offline
Posty
158
Dołączył(a)
23 paź 2012, 19:56

mam pytanie-jak sobie radzicie z nerwicą natręctw?

przez myname07 14 lut 2013, 16:29
Od dzieciństwa borykałem się z nerwicą natręctw. Kiedy miałem około 15 lat przybrała ona bardzo na sile. Przez długi czas wyobrażałem sobie np. że patrząc na kogoś, kto jest chory, "wdycham" jego chorobę. Próbowałem ją więc odrzucić, ale wtedy wyobrażałem sobie (a właściwie mój mózg wyobrażał sobie), że ona przechodzi na kogoś bliskiego, co jeszcze bardziej bolało mnie niż gdyby miała przejść na mnie.

Było to wręcz nie do wytrzymania. Pamiętam, że w tamtym okresie zacząłem medytować i pierwsza medytacja "wyzwoliła" mnie z prób "przekazywania" chorób, etc. Była jak taka umowa pomiędzy mną a moim mózgiem. Powiedziałem sobie wtedy: "Dość!". Już więcej ŚWIADOMIE nie wykonywałem czynności natrętnych, a jeśli miałem chwilę słabości to próbowałem uspokoić samego siebie i przestać.

Bo to trzeba zrobić. Przestać. Nie chcę powiedzieć, że medytacja jest złotym środkiem. Nie załatwiła od razu problemów myśli natrętnych. One ciągle się pojawiały. W 2010 przeżyłem okres najgorszego załamania, marzyłem o tym, żeby po pójściu spać, już się nie obudzić. Kiedy ten moment minął, wszystko zaczęło zmierzać ku lepszemu. Praktycznie przez cały zeszły rok miałem spokój nawet od myśli natrętnych.

Myślę, że kluczem jest zrozumienie tego, że nerwica natręctw zamienia pojęcia takie jak "poddać się" i "walczyć", bo "poddać się" w nerwicy natręctw to wygrać. Dlaczego? Otóż, za każdym razem, gdy pojawiała się u mnie natrętna myśl typu: "Umrzesz, jeśli tam nie spojrzysz", mówiłem sobie: "Ok, ta myśl się pojawiła i nic z nią nie zrobię". Bo nerwica zawsze ciągnie głębiej i głębiej w coraz ciemniejsze otchłanie naszej podświadomości. Im więcej czynności natrętnych wykonasz, tym mniej ci to da, tym gorsze myśli będą się pojawiać.

Nie jestem psychologiem. Nawet nigdy nie byłem u psychologa i nie mogę twierdzić, że całkiem poradziłem sobie z nerwicą natręctw, która prowadziła mnie ku depresji i myślom samobójczym (nie próbom). Chcę tylko powiedzieć, że wraz z akceptacją myśli natrętnych, pozwoliłem im przypływać do siebie i nie skupiałem się na nich. Może już im się znudziło i nie przypływają? ;) A może to ja nauczyłem się je tak ignorować, że już ich nie słyszę i żyję normalnie, bez tzw. "schiz", które były pogłębione w dodatku moją nadwrażliwością? Ale chcę żyć i ta wola jest silniejsza niż cokolwiek innego.

Nie jestem kompetentny do udzielania rad, ale po tym co sam przeżyłem mogę powiedzieć: jeśli chcesz walczyć z nerwicą, nie czekaj na "jutro", na "za tydzień", nie mów: "Wykonam jeszcze jedną czynność natrętną". Zawsze jest "Teraz". Teraz. Teraz. Teraz. Cokolwiek chcesz zmienić, nie czekaj. Zrób to teraz. Teraz sobie obiecaj, a za każdym razem, gdy upadniesz, to wiedz, że ciągle możesz zacząć od początku, i znowu - tylko teraz, od razu. Pewnie w pierwszym momencie poczujesz ból, bo zaakceptujesz natrętną myśl, która każe ci myśleć tak, a nie inaczej i z tą myślą będziesz musiał/a żyć przez... kilka dni,tydzień, miesiąc? Ale ona zniknie. Kolejne przestaną się pojawiać. A kiedy już dojdziesz do najgorszego, najciemniejszego miejsca swojej podświadomości, zaczniesz wracać tam, gdzie świeci światło.

Mam nadzieję, że nie wyszło mi to zbyt patetycznie. Chciałem tylko napisać o swoim doświadczeniu. Każdy z nas jest inny, ale jeśli mogę komuś tym pomóc to będę bardzo szczęśliwy, bo wierzę, że teraz już mogę o tym pisać. Kiedyś, dwa lata temu czytałem to forum i dyskusje bardzo mi pomogły, ale sam bałem się brać w nich udziału (m.in. przez myśli natrętne). Teraz jednak postanowiłem tu na moment zajrzeć, poczytać i opowiedzieć o swojej historii. Może ktoś z tego skorzysta tak, jak ja wcześniej korzystałem z Waszych wpisów, za co również dziękuję.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
14 lut 2013, 16:09

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do