Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez kamala 10 wrz 2006, 22:53
Ja o niej nikomu nie mowilam z nikim nie rozmawialm, oprocz rodzicow i lekarza.Nie potrafie powiedziec o tym komus kto nie wie co to jest. Brzmi to strasznie dziwnie i smiesznie.Nawet lekarzowi i rodzicom nie umialm opowiedzie o objawach , nie mozna tego opisac slowami.To jest okropne. Swojemu chlopakowi mowie ze mam migrenowe bole glowy jak to sie zaczyna, albo uciekam na ten czas do lazienki.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
10 wrz 2006, 22:46

Co to może być????

przez Ja 10 wrz 2006, 22:58
Witam! Mam pytanie, ponieważ bardzo często mam duże dołki odczuwam lęk, wyobrażam sobie jakąś sytuację i po chwili mam poczucie że tak się stało i tak jest, czuję że tak jest i to jest realne, dotyczy to tego czego najbardziej się boję w danej chwili. Trwa to bardzo długo parę lat tkwię w tych dołkach. Zdarza mi się też myśleć natrętnie o różnych rzeczach, mam różne myśli w głowie i nie jestem w stanie ich wyrzucić tkwią natrętnie potem mijają i są jakieś inne i tak w kółko, towarzyszy temu ciągłe poczucie winy i lęk, wyrzucam sobie ciągle że mogłam postąpić inaczej w danej chwili itd.....To jest nie do zniesienia. Co to może być????Proszę o opinię! Z góry dzieki!!!!Pozdrawiam Wszystkich!!!!!!!!!!!!!!
Ja
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
28 sie 2006, 22:58

przez AnnaR 10 wrz 2006, 23:06
Kaska, czy w tych badaniach ty i lekarze braliście pod uwage nerwicę?bo jak idę do lekarza to na dzień dobry mówię: to, ze się trzęsę i mam szaleńczy puls to moja nerwica.dlatego moje choroby prawdopodobnie tez sie z tym wiązą i zdecydowanie objawy bylyby slabsze gdyby nie nerwica.chcę zeby to wiedzieli i nie zapisywali mi jakichś glupich leków, bo już tak raz bylo.
czy faktycznie boli cię glowa non stop?czy jesteś w stanie się oderwać jakoś od myślenia o bólu?
jesli faktycznie jesteś zdrowa a potraktować nerwicę jako "odwracacz uwagi" to może dojdziesz dlaczego cię boli... pozdr.Ania
Offline
Posty
74
Dołączył(a)
15 sie 2006, 21:00
Lokalizacja
Gdańsk

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Kaska22 11 wrz 2006, 00:03
Aniu,chodziłam na terapię do psychologa,mało mi to pomogło wiec zrezygnowałam. Wszyscy mówią że to nerwica bo ja tez sie trzęsę i boje się o swoje zdrowie tylko że ja nie mogę jakos uwierzyc ze to nerwica.
Kaska22
Offline

przez AnnaR 11 wrz 2006, 00:22
Ja też umieram z troski o zdrowie bo panicznie boje się lekarzy, więc cię rozumiem.rozumiem, ze zawsze wydaje ci się, ze to jednak choroba chociaż podejrzewasz, ze nerwica, tak?świetnie cię rozumiem i jedyne co mogę ci ofiarować to właśnie to zrozumienie oraz wsparcie duchowe.myślę, że warto o tym rozmawiać, moze w końcu znajdzie się jakieś wyjście. pozdrawiam.Ania
Offline
Posty
74
Dołączył(a)
15 sie 2006, 21:00
Lokalizacja
Gdańsk

chyba zawiodłam bliską osobę

przez AnnaR 11 wrz 2006, 00:34
Produkowałam sie tu już kilka razy, ze się boję lekarzy ale tak głębiej to chyba sie najbardziej boje konsekwencji tego lęku.chodzi mi o to,ze w razie jakiejś trudnej sytuacji, zwłaszcza związanej ze zdrowiem, nie pomogę innej osobie a zatem nie moze ona na mnie liczyć.wiem, ze moze na mnie liczyć w 1000 innych sytuacji ale w razie zagrozenia zycia i zdrowia raczej nie i to mnie dobija.mialam taką sytuację z bliską mi osobą - chciala popelnić samobójstwo i znalazla sie w szpitalu.walczylam parę dni żeby sie przelamać i wejść w ogóle do szpitala a jak juz mi się udalo to zemdlalam spektakularnie raniąc się okularami w oko.oczywiście potem juz nie bylam w stanie iść; zresztą nie bylo sensu ale pomóc nie moglam.to mnie niezmoernie boli i myslę, że stopuje w pewnym miejscu gdy wchodzę z ludźmi w bliższe relacje bo po prostu boję się, ze zawiodę jak mnie ktoś będzie naprawdę potrzebował.co o tym myślicie i jakie macie doświadczenia? wielu z was ma rodziny, dzieci...czy też czasem macie takie poczucie, ze możecie ich nie dać rady obronić, ochronić?Ania
Offline
Posty
74
Dołączył(a)
15 sie 2006, 21:00
Lokalizacja
Gdańsk

Avatar użytkownika
przez I.K. 11 wrz 2006, 09:08
Witaj Aniu,
często boję się o moich bliskich,dwoję się i troję aby miec oczy dookoła głowy,martwię się,że za późno dostrzegę ich problemy.De facto żyję z rodzicami alkoholikami i pluję sobie w brodę,że nie mogę im pomóc,ta bezsilnośc nie daje mi spokoju,chociaż teoretycznie powinnam się z tym pogodzic,bo w tej kwestii niestety najważniejsze jest aby chory(alkoholik) sam sobie pomógł.
Przypuszczam,że u mnie te obawy są trochę inne,mają inne podłoże,poza tym z tego co piszesz to dręczysz się tym konkretnym niepowodzeniem,pozostaje wierzyc,że ta druga osoba zrozumie.Możesz jednak nadal próbowac jej pomóc,doradzic terapię i wspierac ją.Każdy powinien pomagac na ile może,są rzeczy które wykraczają poza nasze możliwości,miejmy nadzieję,że z czasem będzie ich coraz mniej.
Jesteś dobrym człowiekiem i wydaje mi się,że w kryzysowej sytuacji,gdy nie ma chwili do zastanowienia,nawet nie zdążysz pomyślec o swoich lękach i zadziałasz jak należy.
Pamiętaj,że nie wszystko nam w życiu wychodzi,ale trzeba próbowac,i to się liczy.
Dasz radę,pozdrawiam
Szukac - to za mało.
Trzeba szukac tam, gdzie można znalezc.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
141
Dołączył(a)
09 wrz 2006, 21:08
Lokalizacja
Bydgoszcz

przez fendi 11 wrz 2006, 10:09
też tak mam często i myślę że to nerwica i ogromna nadwrażliwość ,często zmuszam się żeby o czymś przestac myśleć-najlepiej zająć się czymś innym, czasem sie udaje, pozdrawiam
Offline
Posty
54
Dołączył(a)
16 sie 2006, 11:18

przez fendi 11 wrz 2006, 10:13
nie mówię
Ostatnio edytowano 12 wrz 2006, 14:42 przez fendi, łącznie edytowano 1 raz
Offline
Posty
54
Dołączył(a)
16 sie 2006, 11:18

przez AnnaR 11 wrz 2006, 11:48
Tak myślę, że ta konkretna sytuacja najbardziej zachwiała moim poczuciem, że jestem godna zaufania czy też mogę stanowić wsparcie dla innych.w tamtym momencie (to było już parę lat temu) po prostu nie udźwignęłam sytuacji emocjonalnie - teraz to widzę.byłam też dużo młodsza, jeszcze niedojrzała (jesli teraz mogę mówić o dojrzałości ;( ) to były takie specyficzne okoliczności - byłam dla tej osoby najbliższą przyjaciółką a ona nie miała najbliższej rodziny; stąd może też moja odpowiedzalność tym silniejsza.potem nasze kontakty podtrzymywałam niejako na siłę, cały czas z poczuciem winy aż w końcu jakieś 2 lata temu postanowiłam, że muszę całkowicie na jakis czas przynajmniej urwać kontakty bo przy każdej naszej relacji przejmowałam sie jej wielkimi problemami (została niepełnosprawna) a moje całkiem znikały.oczywiście moje kłopoty nie były takiej rangi ale jednak.
teraz to mnie przeraziło kilka rzeczy - mój tata miał operację (nic groźnego, zwykły zabieg) ale ja wiedziałam, ze nie mogę z nim pójść do szpitala.potem wrócił do domu obandażowany a ja sie bałam spojrzeć na jego rany z obawy, ze zemdleję.innego razu ktoś skaleczył się porządnie a ja nie mogłam na to nawet patrzeć; dobrze że była inna osoba ale gdyby jej nie było to co???mam tę nikłą nadzieję, zę w rzeczywistym zagrozeniu zapomnę o lęku ale nie mam pewności i to jest straszne.
rozumiem też twoje obawy; faktycznie, nie da się innych ludzi namówić do zmian chocbysmy sie nie wiem jak starali. to co my widzimy jest niestety niewidoczne dla innych i nie da się tego przekazać słowami jeśli dana osoba nie chce tego przyjąć do siebie.
dzięki za odpowiedź i wsparcie.pozdrawiam i ty też sie trzymaj mocno :smile: Ania
Offline
Posty
74
Dołączył(a)
15 sie 2006, 21:00
Lokalizacja
Gdańsk

przez kretka 11 wrz 2006, 12:14
Kamala, a co zrobisz, jak twój stan się pogorszy, nie będziesz mogła sobie sama poradzić, a tylko Twój chłopak będzie przy Tobie? O mojej chorobie wiedzą praktycznie wszyscy, z którymi mam pozytywny kontakt, czyli rodzina, mąż, przyjaciele, a nawet znajomi ze studiów. Świadomość, że oni wiedzą daje mi ulgę, przede wszystkim nie musze marnotrawić energii na udawanie, że wszystko jest OK. Zresztą mój stan jest tak tragiczny, że nie udałoby mi się chować za migreną;-p Może zależy to od powagi sytuacji. Ja w moich masakrycznych lękach i napadach paniki takich, że odlatuję, nie byłabym w stanie ukrywać swoich dolegliwości. Jesli ktos uważa mnie za wariatkę i robi mi przykrości z powodu mojej choroby, to jest idiotą, niewartym mojego zainteresowania.
Offline
Posty
218
Dołączył(a)
20 lip 2006, 22:13
Lokalizacja
woj. łódzkie

przez kretka 11 wrz 2006, 12:18
Wieczny niepokój i wieczne szarpanie się ze sobą i światem:-( Wieczne "muszenie". Niby wyznaję zasadę, że jak nie zrobię tego czy tamtego, to świat się nie zawali. Ale nie umiem tego zrobić w zgadzie ze sobą. Jeśli coś odpuszczę (np. nie pójdę na wykład z powodu złego samopoczucia), potem się z tym gryzę, mam poczucie winy... Bez sensu. [/i]
Offline
Posty
218
Dołączył(a)
20 lip 2006, 22:13
Lokalizacja
woj. łódzkie

przez kretka 11 wrz 2006, 12:23
Nie za dobrze, że zrezygnowałaś z psychologa... czasem na efekty trzeba długo czekac, ale warto być cierpliwym... Jeśli badania masz dobre, jeśli na KT nic nie wyszło, to na pewno nie masz raka. Z racji mojego wykształecenia, miałam na studiach wykłady na temat uszkodzeń i chorób mózgu. Guz mózgu rzadko kiedy daje jedyny objaw- ból. Raczej pojawiają się zawroty głowy, kłopoty z widzeniem, niedowłady, zaburzenia mowy itp. Natomiast nerwica może się jak najbardziej charakteryzować chronicznym bólem głowy. warto rozmawiać o tym i warto byłoby wrocić na psychoterapię...

[ Dodano: Pon Wrz 11, 2006 12:26 pm ]
PS. Moje myśli też zaprząta własne zdrowie. każdy objaw traktuję bardzo poważnie, boję się, że zachoruję na coś groźnego. najbardziej się boję chorób o nagłym i ostrym przebiegu, jak np. zawał albo pęknięcie tętniaka, więc na każdy sygnał z ciała reaguję panicznie... Jednak gdy jestem czymś zajęta i nie myślę o tym, nie mam żadnych przykrych objawów. To tylko nasza wyobraźnia.
Offline
Posty
218
Dołączył(a)
20 lip 2006, 22:13
Lokalizacja
woj. łódzkie

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do