Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez neal 20 sie 2006, 19:23
Brawo ze sie przelamalas. Wazne jest zebys nie zamartwiała sie nad kazdym niepowodzeniem. Mnie jezeli cos zaczyna sie dziac np na ulicy wiadomo ze nie czuje sie komfortowo ale (na ten czas mam problem z chodzeniem jak niemowlak heh) po powrocie do domu puszczam cala akcje w niepamiec. Wczesniej przejmowalem sie rozmyslalem caly dzien o tym ze cos tam spieprzylem albo dziwnie sie zachowywalem wazne zeby o tym nie myslec
Offline
Posty
54
Dołączył(a)
20 sie 2006, 13:11

Cudowna tableteczka, czy może bolesna prawda o nas?

Avatar użytkownika
przez KrzysztofT 20 sie 2006, 20:23
Tak jak czytam posty większości z was i nawet, gdy sam zaczynam się zastanawiać nad tym, co robiłem i co robię, to nachodzi mnie pewna myśl. Że wszyscy czekamy na jakiś cudowny środek, tableteczkę, która załatwi za nas wszystko. Że czekamy na takiego "świętego Graala" wśród tabletek psychotropowych, który wszystko załatwi.. I że czekamy na psychoterapię i myślimy, że pogadamy z lekarzem i że on zmieni za nas wszystko. A niestety (tak mi się wydaje) - wszystko zależy TYLKO OD PACJENTA, który MUSI być gotowy do psychoterapii - musi mięć motywacje, potrzebę, świadomość konieczności pewnych zmian, poziom wyedukowania. Nie każdy po roku objawów może się poddać psychoterapii. Wielu dopiero po kilku latach a wielu nigdy - nie będzie to ich czas. Bardzo dużo pacjentów ma tak wielki opór przed zmianami ze woli latami brać leki niż poddać się psychoterapii - motywując to brakiem czasu, brakiem specjalistów, którzy by podołali jego problemom itd. itp... Psychoterapeuci często wiążą to z oporem przed psychoterapia. Nie jest przecież łatwe wsiąść odpowiedzialność za własne życie - łatwiej ta odpowiedzialność "zwalić" na przyczyny zewnętrzne np. złych lekarzy, prace, żonę, męża, rodziców, sytuacje geopolityczna itd.... NIGDY wizyta u lekarza nic nie da, jeżeli sam tego nie chcesz. Dlaczego? Bo ŻADEN lekarz nie będzie żył za nas - a to właśnie pacjent MUSI chcieć zmian - inaczej terapia jest o d..ę rozbić i można na nią chodzić i do śmierci.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
180
Dołączył(a)
10 lip 2006, 18:15
Lokalizacja
Skoczów

przez steffi 20 sie 2006, 21:06
właśnie dziś znowu mi powróciło to okropne uczucie depersonalizacji... nie wiem czy też tak macie, ale miewam momenty, że boję się tego, że jestem, jest to dla mnie strasznie dziwne, w końcu bycie to taka przypadkowość. serio te egzystencjalne myśli mnie paraliżują. a oprócz tego cały czas wkręcam sobie objawy schizofrenii. myślę sobie "co by było jakbym pomyślała, że np wszyscy chcą mnie zabić/ ktoś czyta w moich myślach" czy inne tym podobne urojenia i zaczynam się trząść ze strachu wyobrażając sobie te myśli. czasami wręcz jestem pewna że coś ze mną jest naprawdę nie w porzaądku, że to jest ta cała schizofrenia i że muszę zacząć się leczyć. a po chwili się uspokajam i te myśli wydają mi się mocno przesadzone. więc już sama nie wiem....
dodam - u mnie też zaczęło się ponad 3 miesiące temu:P
co najgorsze w dzień 06.06.06 :twisted:
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
16 sie 2006, 17:38

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

za dużo jak na jednego człowieczka:(

przez neurosis78 20 sie 2006, 21:07
Lęk uogólniony,agorafobia,ataki paniki,nerwica,depresja,derealizacja,wada serca,chora tarczyca....u mnie to wszystko sie miesza i juz nie jestem w stanie tego znieść :( Dochodzą do tego choroby,które od czasu do czasu sama sobie wymyślam-mam juz za sobą etap raka wszelkich narządów itp.Wciąż mam poczucie trawiącej mnie jakiejś choroby i czekam wręcz na śmierć.Męczę sie tak od 10 lat,dzień w dzień.Całkowicie wycofałam się z życia,nie mam znajomych(nie licząc kilku osób na gadu gadu),stałam się "człowiekiem widmo".Cierpię nieprzeciętnie ,bo wszelkie próby wyjścia z domu kończą sie zamknięciem w pokoju na długie tygodnie.Zjadłam juz tony przeróżnych "prochów",byłam w szpitalach psychiatrycznych,przeszłam terapię i mam wrazenie,że to wszystko na nic :( Nie mam juz siły.Na dodatek dołączył sie jeszcze lęk przed samotnoscią.Przed tym, że nikt mnie nie zechce,że nie będę miała kochającego męża,ciepłej rodziny,dziecka,że zostane dziwaczką do końca życia która prowadzi rozmowy sama z sobą.Co ja mam robic? Czy dla mnie jeste jeszcze jakas szansa? Czy będę jeszcze kiedyś człowiekiem? Był czas kiedy chciałam odejść z tego świata,teraz mam wielkie pragnienie życia w sobie ale co z tego skoro sił i pomysłów brak :(
"Lęk przed cierpieniem jest straszniejszy niż samo cierpienie..."
Offline
Posty
64
Dołączył(a)
20 sie 2006, 20:24
Lokalizacja
kujawsko-pomorskie

przez neurosis78 20 sie 2006, 21:16
Na mnie trawka wpływa podobnie.Zdazyło mi sie kiedys zapalic i atak lęku jakiego wtedy dośwadczyłam był przerażający.Schiza na maxa.Teraz boje się nawet wypic piwo,żeby przypadkiem nie wprawić sie w jakis dziwny stan.Zresztą i bez używek czuje sie tak jakbym była na wiecznym haju heh.A co do schizofrenii...steffi ja też często miewam akcje,kiedy jestem pewna że to schizofrenia,że zaraz dopadna mnie jakies myśli prześladowcze,zaczne sie dziwacznie zachowywać,strace nad soba kontrole.Mój lekarz pocieszył mnie tym ,że podobno schizofrenik nie zdaje sobie sprawy z tego co sie z nim dzieje...jego zachowanie jest dla niego normalne.No a skoro ja sie nad tym tak zastanawiam ,analizuje to doszłam do wniosku,że to jednak nie to.Nie zmienia to jednak faktu,że wciąż boję się tego ze zwariuję
"Lęk przed cierpieniem jest straszniejszy niż samo cierpienie..."
Offline
Posty
64
Dołączył(a)
20 sie 2006, 20:24
Lokalizacja
kujawsko-pomorskie

przez rybkamonika 20 sie 2006, 21:16
Bo z nerwica, depresją jest tak, że ciężko jest z niej wyjść samemu, świetnie jeślis się ma kogoś, kto jest blisko i "potrzyma za rękę", na codzień uświadamia bezsensownośc lęków i obaw, wyciąga i wciąz walczy, może bardziej niż sama osoba w depresji. Takie jest moje zdanie. Nie wystarcza psychoterapeuta na godzinkę w tygodniu. A w każdym razie długo to wtedy trwa.
Monia
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
12 sie 2006, 19:06
Lokalizacja
Gdańsk

przez neurosis78 20 sie 2006, 21:42
Własnie ,wsparcie jest bardzo potrzebne, ale co zrobic gdy człowiek jest zupełnie sam a rodzina(babcia,dziadek) nie rozumieją.Czy to znaczy,że jestem skazana na porażkę? Myślenie o tym mnie boli :cry:
"Lęk przed cierpieniem jest straszniejszy niż samo cierpienie..."
Offline
Posty
64
Dołączył(a)
20 sie 2006, 20:24
Lokalizacja
kujawsko-pomorskie

przez feniks 20 sie 2006, 22:02
Gratuluje Kretka!
Cieszę się razem z Tobą !
Ja też dziś przełamałam swoje lęki. Wprawdzie dużo mnie to kosztowało, ale staram się.


Eva - trzymam za Ciebie kciuki, pamiętaj , że nie jesteś sama i każde wyjście to wyjście z kimś z nas :)


Agapla- ja tu nie mówie o odkładaniu, ale o nie planowaniu na jeden dzień niczego. Trzymaj się.

Neal- trzymam za Ciebie kciuki, wiem jakie to straszne te całe napady, ale podziwiam Cie że nie masz do siebie żalu jak coś się nie uda, bo ja mam i to długo i uważam że jeśli mi się nie powiodło to jestem beznadziejna i na nic nie zasługuje. Także, tak Trzymaj !
Offline
Posty
55
Dołączył(a)
29 kwi 2006, 13:41

Avatar użytkownika
przez agapla 20 sie 2006, 22:08
W pełni się z tobą zgadzam!żadne lekarstwo za nas tego nie zrobi ,z nerwicy musimy wyjść sami !
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1167
Dołączył(a)
21 mar 2006, 22:31

przez steffi 20 sie 2006, 22:38
jeśli chodzi o alk też się bardzo ograniczyłam w jego piciu. na początku wyżej wspomniane piwo już mi "szkodziło". tzn sam fakt że się go napiłam wprawiał mnie w "fazę" a co za tym idzie jakiś nieuzasadniony lęk. bo przecież po paru łykach piwa trudno się upić :P teraz kiedy jestem na imprezie ograniczam się do jednego czy dwóch piwek/drinów które w sumie trochę rozluźniają i wprawiają w nieco lepszy nastrój ale nie powodują jakiś mega jazd. zresztą nauczyłam się bardzo dobrze bawić i bez tego :D ogólnie z tak zwanego burzliwego życia jeszcze nastolatka przeżuciłam się na zdrowszy tryb i może to i lepiej...

acha i jeszcze dodam: to nie był mój pierwszy raz z trawką... wcześniej paliłam jeszcze 2 razy - za pierwszym razem naprawdę było świetnie, ale niestety za drugim katastrofa bo trafiłam na jakiś lewy hasz, jak się później okazało maczany w eterze:/ za 3 razem to już wiecie jak było. jeszcze chyba gorzej niż za drugim bo nie skończyło się na 1 - 2 dniach kaca czy czegoś w tym stylu...:/ tylko na tej okropnej newricy.
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
16 sie 2006, 17:38

przez limba 20 sie 2006, 22:41
kretka napisał(a):Co prawda z parasolem, który od dawna jest moim "talizmanem", a raczej laską na zawroty głowy, ale udało się! Jutro spróbuję bez parasola:-)

kretka-Ty wierz ja też chodzę z parasolem,służy mi często za podporę gdy mam zawroty.Czyli jak jesteśmy chorzy na tą samą chorobę, tak samo myślimy :D :D :D :D
...patrz przez przednią szybą, a nie wsteczne lusterko...
Offline
Posty
286
Dołączył(a)
10 kwi 2006, 21:41
Lokalizacja
Podkarpacie

Avatar użytkownika
przez gusia 20 sie 2006, 22:59
Równiez zgadzam się......ale to nie do końca tak jest że szuka sie "złotego środka".Wiesz?Ja leczyłam sie rok u jednego psychiatry...który tylko faszerował mnie lekami,,,,,nie dośc że słono kosztują to marny efekt.Przedwczoraj zmieniłam lekarza....leki pozostały te same...ale choc wspomniała kobieta o terapii.....jest różnica,prawda???w sumie to ona tylko zapytała czy tamten lekarz mi proponował...ale jednak wspomniała...z tamtego ust nie słyszałam nigdy tego słowa.Sama się początkowo tez nie interesowałam tak tym,do czasu kiedy trafiłam na forum. :P Teraz wiem dużo i moge pogadac z lekarzem,spytałam więc o terapię,,,,powiedziała że jest super,,,daje efekty(behawioralno-poznawcza),ale no własnie....200 PLN miesięcznie..Powiedz sam....nie kazdego na to stac mając rodzinę,i to nie tak jak mowisz....nie do końca.Ja niewyobrazam sobie nie walczyc....przeciez nikt z Nas nie chce chorowac.....to jasne.Ale wiesz.....łącznie z lekami prawie 400 PLN miesiecznie?Dla mnie duzo....i to w pewnym stopniu tez buduje...choc zdrowie jest bezcenne. :cry: Masz rację -to My musimy życ......nie funkcjonowac.....życ.Pozdrawiam. :P :P :P
Płyń mój bluesie,płyń...
Avatar użytkownika
Offline
niebieski kwiat i kolce
Posty
2236
Dołączył(a)
23 cze 2006, 18:41
Lokalizacja
Sosnowiec

Avatar użytkownika
przez Eva 20 sie 2006, 23:20
Agaplo masz racje ... systematyczność ! nie można samej siebie oszukiwać ,że dziś się zle czuję. Trzeba jak się zaczeło starania przeć na przód nie można stanąć ani się cofnąć ,ale można odpocząć ;) Kretko wspaniale :lol: to jutro spotykamy się też pod śmietnikiem :lol: Feniks Tobie również gratulacje za osiągnięcia swoich małych sukcesów :lol: Limba to może znak rozpoznawczy nerwusków będzie parasol ,bo ja też mam słabość do takiego jednego parasola :lol: Neal masz rację nie możemy myśleć o tym co było cały czas chodzić na resecie muzgu , bo myśli nie są dla nas najlepszą formą rozrywki ;)
Avatar użytkownika
Eva
Offline
Posty
237
Dołączył(a)
12 kwi 2006, 14:06
Lokalizacja
Trójmiasto

Avatar użytkownika
przez Eva 20 sie 2006, 23:46
Pisałam już to kilka razy i znów napiszę leki nie wyleczą nerwicy one tylko pomagają pozbyć się (czasami) objawów. Żeby wyleczyć się z nerwicy jeden psychiatra powiedział mi że mam zmienić rodzinę,miasto w którym mieszkam,swoje przyzwyczajenia ogólnie odciąć się od swojego dotychczasowego życia i zaczynać wszystko od nowa ,łącznie z podejściem do siebie ,życia i wszystkich wkoło ... czy to jest możliwe? Dla mnie nie ,ale nie odcinając się od wielu rzeczy i rodziny zrozumiałam ze nadal będę cierpiała jeśli nie zacznę zmieniać swojego nastawienia do życia. Jestem jaka jestem ,wiele już nie da się zmienić ,ale przestałam zwracać uwagę np. na to co ktoś powie,wybaczyłam i puściłam w niepamięć krzywdy wyrządzone na moich emocjach, pozwalam sobie na lenistwo zamiast nie wyrabiać się z nadmiaru obowiązków,sprawiać sobie przyjemności, rządać zapewnienia moich potrzeb ;) mówić co mi nie odpowiada a nie dusić się w sobie .Mi to pomogło do tego doszłam sama od 5 lat bez leków ani psychoterapi bo predzej owszem czekałam na cud ,którego nie mogłam się doczekać. Do tego do czego sama doszłam jestem zadowolona sama z siebie wiem długo trwało ale wiem że sama to osiągnełam . Znam wszystkie lęki ,strachy,myśli teraz widzę dlaczego tak cierpiałam dlaczego sama sobie wmawiałam różne choroby i objawy. Cudowny lek na pozbycie się nie wiem czy całkowicie ,ale na w miarę normalność to jest właśnie żeby uwierzyć w siebie ,że można nad tym wszystkim zapanować. To jest taka moja teoria :smile:
Avatar użytkownika
Eva
Offline
Posty
237
Dołączył(a)
12 kwi 2006, 14:06
Lokalizacja
Trójmiasto

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 28 gości

Przeskocz do