Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez MaRiAnEk 06 lip 2007, 19:29
...
Ostatnio edytowano 20 sie 2007, 23:18 przez MaRiAnEk, łącznie edytowano 1 raz
Offline
konto zablokowane
Posty
738
Dołączył(a)
04 kwi 2007, 22:36

Co mi jest? (moja historia)

przez Ibiza 06 lip 2007, 19:34
Witam. Trafilem tutaj przez przypadek ale widze ze jest tu sporo ludzi ktorzy maja doswiadczenia z dolegliwosciami psychicznymi. Od okolo 3 lat dzieje sie ze mna cos dziwnego i uciazliwego.

Boje sie sie ludzi - szczegolnie nieznajomych, przezywam stres kiedy z nimi rozmawiam. Od czasu do czasu atakuja mnie wulgarne mysli wobec Boga, wyzywam go w myslach mimo ze probuje to zwalczyc, bo wcale tego nie chce. Obecnie uczeszczam na kurs jezykowy poniewaz mieszkam za granica(stad brak polskich znakow). Zaczynam sie trzasc i strzasznie napinaja mi sie miesnie szyi kiedy przychodzi pora na moja odpowiedz badz nawiazanie dialogu. Wbrew mojej niskiej samoocenie zwaracam uwage wielu kobiet, jednak strasznie sie stresuje kiedy z nimi rozmawiam - najczesciej wtedy gdy takze mi sie podobaja. Zachodzi we mnie pewien paradoks - niby nie obchodzi mnie co sadza o mnie ludzie, o moim wygladzie, zachowaniu, mam to wszystko gdzies i lubie szokowac, ale jednak w sposob ktorego nie potrafie okreslic ani wytlumaczyc znikad pojawiaja sie leki i stres przed tym. Pochodze z tzw. "dobrego domu", jednak moi rodzice rozwiedli sie kiedy mialem 4 lata i mieszkalem z ojczymem jednak gdy zaczalem dorastac nie mialem z nim w ogole kontaktu i nigdy nie traktowalem go jak ojca, po prostu jak obcego faceta. Nikt w mojej rodzinie nie jest alkoholikiem. Bralem narkotyki - marichuane, amfetamine, extasy w wieku 15,16,17 lat. Skonczylem z tym kiedy przedawkowalem i trafilem do szpitala, od tamtego czasu wzialem cos tylko kilkanascie razy. Obecnie od 2 miesiecy jestem zupelnie czysty. Wszystko to zaczelo sie dziac wlasnie w tym okresie od 14 do 17 roku zycia i powoli sie nasilalo. Zeby zdac mature ustna podkradalem przez 2 dni tabletki uspokajajace i ciagle musialem je lykac a i tak caly drzalem i pocilem sie podczas zdawania. Cala moja schiza zaczela sie od strachu przed publicznymi wystapieniami(przed klasa,szkola), pierwszy raz zdarzylo sie to podczas recytacji wiersza w 3 klasie gimnazjum, zaczalem sie trzasc i uginaly sie pode mna nogi - nie wiedzialem co sie ze mna dzieje. Nigdy wczesniej nie mialem takich problemow, bralem udzial w wystepach na forum calej szkoly, najczesciej posiadalem glowna(najdluzsza) role i na dodatek lubialem to robic. Teraz bym wolal byc bity biczem niz wyjsc na scene. Najgorzej bylo wtedy kiedy bralem bardzo duzo i czesto amfetamine, jedac w autobusie wydawalo mi sie ze wszyscy ludzie knuja spisek przeciwko mnie, ze dzwonia na policje i do tajnych organizacji - teraz wydaje mi sie to smieszne ale wtedy bylo to smiertelnie powazne... ale to jeszcze nic. Dwa dni przed tym jak przedawkowalem wyszedlem zapalic papierosa, moja mama nie wiedziala wtedy ze pale, wydalo mi sie nagle ze spaceruje razem z ojczymem i mnie przylapali, mowi sie trudno - przypal - troche pogada i bedze ok(wszystko to oczywiscie dzialo sie w mojej glowie a nie naprawde) ale nagle uslyszalem jej krzyk i widzialem jak idzie razem z ojczymem w moja strone, pomyslalem ze kiepsko bedzie jak dostane opieprz na ulicy od mamy:) i zaczalem isc w inna strone, przeszedlem polowe osiedla a oni dalej szli za mna i do tego zaczeli sie strasznie klocic, zaczalem coraz szybciej isc, nie mialem odwagi sie odwrocic, nie przeszlo by mi przez mysl ze takie zdarzenie nie moze miec miejsca, ze to jest jakas schiza,halucynacja. Po czasie mimo ze w ogole nie widzialem co jest za mna wydawalo mi sie ze idzie juz polowa osiedla i sie smieje z goniacej mnie rozkrzyczanej matki. Przeszedlem cale osiedle az doszedlem do lasu i wbieglem w niego. Biegalem po nim od godziny do trzech - nie wiem ile dokladnie. Wydawalo mi sie ze setki ludzi przeszukuje las i chce mnie zlapac - uciekalem przed nimi. Gdy w koncu cudem dotartlem okolo 23 do domu od razu wlecialem do pokoju powiedziec mamie co mysle o tym "poscigu"... spojrzala na mnie jak na chorego psychicznie(i chyba miala racje) i zaczela sie pytac czy nie biore jakichs narkotykow i upewniac mnie ze na pewno mnie nie gonila bo to chore:) Wymigalem sie ze to z powodu braku snu(co tez mi doskwieralo bo po amfetaminie sie nie spi). Dzien kolejny - leze w lozku... nagle poczulem sie obserwowany, wmowilem sobie ze moj pokoj to skupisko kamer, zaczalem slyszec glosy tych ktorzy mnie podgladauja, bylo to okolo 4-6 osob, smiali sie ze mnie i komentowali to co robie, komentowali gdy sie przebieralem, gdy robilem cokolwiek, zaczalem panicznie szukac ukrytych kamer i pluskw w pokoju - nie moglem nic znalezc(w koncu ich nie bylo:)). W koncu na skraju desperacji schowalem sie pod koldre zwinalem sie w "kulke" i zaczalem sobie wmawiac w wulgarny sposob ze jestem chory. Nie pamietam po jakim czasie sie w miare uspokoilem. Lezalem w lozku i myslalem "o wszystkim i o niczym" dlatego teraz nie potrafie stwierdzic o czym, nagle poczulem stwardnienie w lewej czesci ciala(szczegolnie tulow i okolice serca), zerwalem sie z lozka, szarpnelo mnie za serce, poczulem ze nie mam czucia w lewej czesci ciala, szczegolnie w nodze, nie moglem zlapac oddechu, sapalem przy otwartym oknie, bralem bardzo glebokie wdechy ale jakby w powietrzu nie bylo tlenu, serce niewyobrazalnie mi walilo. Wbieglem do wanny zaczalem sie na przemian polewac zimna i ciepla woda(mialem juz trudnosci z chodzeniem z powodu braku czucia w nodze), ale to nic nie dalo. Zszedlem wiec na dol i otworzylem sobie tylne wyjscie na ogrod dalej nie moglem zlapac powietrza, serce bilo mi coraz szybciej, czulem mrowienie w mozgu, obraz zaczynal mi sie sciemniac, "zycie przelecialo mi przed oczami", w tym momencie zdalem dobie sprawe ze zaraz umre, ale zaczalem sie czuc nawet przyjemnie, bylo mi to obojetne, w pewnym momencie uslyszalem ze ojczym wychodzi do pracy, nie wiem czemu skoro smierc byla mi juz obojetna ostatkami sil udalo misie wysapac "dzwon po karetke". Kiedy przyszla moja mama smierc przestala byc mi obojetna i zaczalem walczyc - nie moglem po prostu umrzec tak na jej oczach. Po chwili przyjechala karetka na sygnale, bylem agresywny wobec
sanitariuszy i jednego chyba nawet nawyzywalem jak mi wstrzyknal cos w palec. Dostalem od razu "stale lacze"(welfron) i serie roznorakich substancji... ktore uratowaly mi zycie. W szpitalu zrobili mi testy i wszystko wyszlo, jeszcze kolejnego dnia gdy spojrzalem przez okno dostrzeglem w budynku obok ekipe z kamera skierowana w moja strone... ale wtedy juz polowicznie uznalem ze to raczej schiza. Po tym zdarzeniu przestalem istniec, nie wiedzialem co to uczucia,emocje, na nikim i niczym mi nie zalezalo. Teraz to juz w znacznym stopniu minelo, minal juz rok czasu od tego zdarzenia, ale nasilaja sie leki i stres. Czy to co mnie neka moze wynikac z tych wydarzen? W sumie to zaczelo sie duzo wczesniej niz mialy one miejsce, wiec ewentualnie czy to moglo spotegowac to co sie ze mna dzieje? Czy jestem bardzo chory? Mam szanse z tego wyjsc? Niewyobrazalnie mnie to gnebi, nie wiem kim chce byc w zyciu ani po co zyje. Bardzo brakuje mi luznych rozmow z ludzmi, uwielbiam rozmawiac i smiac sie, ale juz nie potrafie. Tekst ten powstal w dosc dziwnym natchnieniu(po prostu musialem to napisac,zapytac co mi jest) wiec jest chaotyczny i dziwny za co przepraszam ale mam nadzieje za da sie cos z tego wywnioskowac.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
06 lip 2007, 18:36

przez Anuśka7 06 lip 2007, 23:03
Hej Monika, czy Twoje lęki zaczęły się dokładnie z chwilą przyjęcia przez Ciebie pierścionka od Twojego chłopaka? Możliwe,że w środku nie jesteś jeszcze przygotowana na wejście w ten etap w Waszym związku. Ale nie chcesz się sprzeciwiać, bo możesz urazic swojego chłopaka...
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
30 cze 2007, 16:48

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Anuśka7 06 lip 2007, 23:12
Hej Sewila:) Wiesz nie powinnaś obawiać się wizyty u psychologa. Dlatego,że psycholog może Ci pomóc znaleźć źródło Twoich dolegliwości, porozmawiać z Tobą, ewentualnie doradzć Ci terapię, ale nie musisz obawiać się, że wciśnie Ci jakieś leki. Tabletki może przepisać Ci psychiatra. Także spokojnie możesz się do jakiegoś sprawdzonego psychologa. Najlepiej zapytaj w przychodni, jaki jest najlepszy
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
30 cze 2007, 16:48

Nie wiem co dalej....

przez Monika985 07 lip 2007, 07:16
Wiecie..odkąd skończyłam studia i nie mam co robić,nie mam celu w życiu(bo jakos wszystkie teraz nie są takie ważne jak kiedyś) czuję lęk.Nie mam ataków paniki ale leku przed tym,że:
-w końcu zwariuję,
-że moje życie nie ma sensu,
-że sama sobie nie poradze w zyciu itp itd. czasem myslę,że to z nudy.Mimo to że znalazłam pracę ciąglę myślę nad życiem.Nie umiem się wyluzować.Co prawda wszystko zaczęło się od piercionka bo wtedy pomyślałam..."urodzę dzieci,wychowam je i umrę...ale zycie..."Do tego nie lubię na siebie patrzeć,nie wiem dlaczego.Czasem myślę że moj chłopak zasługuje na kogoś lepszego niż ja i zastanawiam sie dlaczego mnie kocha.Przecież jestem głupia i brzydka.Chciałabym coś zrobić,czymś się zając i zainteresować.Myślę,że wtedy (gdy miałabym coś do roboty,coś co lubię)przestałabym czekać kiedy znowu pojawi się lęk,płakać i myśleć o zyciu pesymistycznie.Co mi radzicie?Prosze o odpowiedz.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
05 lip 2007, 16:15

Dziękuję

przez sewila 07 lip 2007, 09:09
Dziękuję Ci bardzo za odpowiedź.
To nie jest do końca tak, że ja się boję psychologa, tylko raczej nie wierzę w jego skuteczność
:cry:

To jest na takiej zasadzie, że jeżeli już wydaje mi się, że jestem chora to myślę, że nie potrzebuję psychologa ponieważ jestem ciężko chora, więc potrzebuję onkologa albo innego specjalisty.
A jak już chwilowo nie jestem umierająca to wtedy nie myślę o psychologu.
I tak właśnie zamyka się ten błędny krąg :x
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
05 lip 2007, 17:31
Lokalizacja
Szczecin

Avatar użytkownika
przez inez3 07 lip 2007, 10:15
wyg;ada mi to na nerwice lekowa z jakimis natrectwami (ktos mnie sledzi, spisek itp.), ale nie jestem lekarzem. radzilabym ci isc do jakiegos specjalisty, bo objawy jakie masz nie sa zbyt fajne.
nie martw sie, nie jestes ciezko chory i uda ci sie z tego wyjsc, tylko tak jak pisalam konieczna jest wizyta u jakiegos psychologa lub psychiatry.
jeszcze jedno pytanie, czy jak trafiles do szpitala to badania jakie ci robili wykazaly cos czy okazalo sie, ze jestes kompletnie zdrowy?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1928
Dołączył(a)
06 cze 2007, 10:31

przez lukas 07 lip 2007, 12:37
Zakup sobie na pozątek witaminke B12, 100 tabl ok 20 zł, mi kiedyś pomagała,choć zaznaczam że nie w ciężkich stresach, ale ogólnie działa pozytywnie na nastrój i chyba będzie skuteczniejsze od melisy.
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
27 sty 2006, 21:14
Lokalizacja
Toruń

Sens życia!

przez Olka666 07 lip 2007, 17:30
hej wszystkim!leczę się na zaburzenia lękowo - depresyjne od ok. roku!przeszłam przez koszmar tak jak zapewne wielu z was na tym forum!wydaje mi się,że coraz lepiej radzę sobie z objawami tego choróbska!coraz dłuższe są okresy kiedy lepiej się czuję, ale nadal pojawiają się te złe dni!zastanawiam się czy wy też tak macie,że pomimo tego że lepiej się czujecie to i tak męczą was myśli związane z sensem swojego życia-czy będzie ono już tak zawsze wyglądało jak teraz, czyli czy już nigdy nie zapomnę o tej chorobie i codziennie będę zastanawiać się kiedy mnie znowu dopadnie, i czy jest sens dalej tak żyć?!to głupie pytanie,wiadomo,ze jest sens żyć, nie jesteśmy tak wszechwiedzący jak ten, który nas stworzył wiec nie możemy o tym decydować, tylko on ma do tego prawo!jednak co z tego,że to wiem jak i tak codziennie dręczy mnie fakt,że z jakiegoś powodu jestem nieszczęśliwa i nie potrafię sobie z tym dać rady!czuje sie tak jakby nie było wyjścia z mojej sytuacji, jakbym miała tak już na zawsze czuć wewnętrzną rozterkę!ciężko mi to wytłumaczyć, pewnie piszę bez sensu!czy my, chorzy na tego typu zaburzenia, bedziemy kiedys mogli życ tak jak kiedyś, bez piętna tej choroby?czy to juz nie możliwe, czy zawsze juz bedzie ona siedzieć w naszej podśwadomości czekając na to kiedy by tu nas znowu dopaść?
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
23 mar 2007, 13:22

przez edytta 07 lip 2007, 18:51
Witaj
Również choruję na podobne zaburzenia i też się zastanawiam nad tym kiedy to się skończy.Dochodzę wręcz do wniosku że muszę się nauczyć
z tym żyć ,że nigdy już się nie będę tak dobrze czuła jak przed chorobą.
Leczę się ale to chyba za mało.Mam zamiar iść na psychoterapię.
wszystkiego dobrego
e
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
07 lip 2007, 18:09

przez wiatr 07 lip 2007, 20:26
Witam Was
Olka666 napisał(a):bedziemy kiedys mogli życ tak jak kiedyś,


edytta napisał(a):Mam zamiar iść na psychoterapię.

otóż tak. tak,tak, Wiem, zdaję sobie sprawę jak obecnie jest wam trudno. To coś i mnie nie chciało opuścić. Tego stanu, uczucia nie jest tak prosto opisać. Ale kiedyś podjęłam decyzję, dość muszę podjąć walkę z tym czymś. I dlatego z całą odpowiedzialnością piszę będziecie mogły żyć tak jak dawniej i nie biję się napisać - nawet lepiej .Pa ;)
"mój przyjaciel wiatr"
Offline
Posty
607
Dołączył(a)
29 sty 2007, 00:04
Lokalizacja
krakow

Re: Sens życia!

przez yeti 08 lip 2007, 01:39
Olka666 napisał(a):zastanawiam się czy wy też tak macie,że pomimo tego że lepiej się czujecie to i tak męczą was myśli związane z sensem swojego życia-czy będzie ono już tak zawsze wyglądało jak teraz?


ja mam dokładnie tak samo, wiem, że jest już lepiej niż było, np znacznie mniej płacze, jednak te ciągłe myśli na temat sensu istnienia człowieka nie dają mi spokoju... Ciężko mi uwierzyć, że kiedyś moge o tym zapomnieć, nie myśleć o życiu tak jak myśle teraz, ale chcę wierzyć, że tak właśnie będzie! Kiedyś nie wierzyłam, że wogóle może być lepiej, a jest więc jest nadzieja:)
Offline
Posty
166
Dołączył(a)
05 kwi 2007, 21:57

Avatar użytkownika
przez NnNn 08 lip 2007, 09:16
Olka czy bedziemy kiedys jeszcze zyc normalnie :?: Jeszcze miesiac temu stawialem sobie takie pytanie :!: no dobra zadaje go jeszcze jak mam gorszy dzien :? MY MUSIMY ZYC NORMALNIE :!: :!: a ty musisz powtarzac sobie to jak sie tylko rano obudzisz DZIS BEDE ZYC NORMALNIE :!: nie ma na to zlotego srodka ty jestes tym srodkiem i twoje samozaparcie w tym temacie jak postanowisz tak bedzie my o wszystkim decydujemy :!: wczoraj ogladalem kolejny raz miasto aniolow tam padaja piekne slowa " wolna wola " wykorzystaj ja by zyc normalnie ,zmien myslenie,pomyslisz ale on cwaniak ten NnNn latwo mu mowic :?: Mozliwe ze jutro ja bede potrzebowal slow otuchy od ciebie bo moze obudze sie bez wiary i sensu zycia nie wiem tego dzis jest tak jutro moze byc odwrotnie ale to jest wlasnie nasze cierpienie :!: Pozdrawiam
Najwieksze marzenie to obudzic sie ktoregos dnia zdrowym !!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
152
Dołączył(a)
08 maja 2007, 16:27
Lokalizacja
z epoki romantyzmu

Avatar użytkownika
przez inez3 08 lip 2007, 09:36
bedziemy, bedziemy...ja w to wierze i dlatego sie nie poddaje... chodze na terapie, biore leki i staram sie zauwazac wiecej pozytywów w tym moim zyciu.

a w ogole to przeczytaj sobie historie NnNn. to jest sila...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1928
Dołączył(a)
06 cze 2007, 10:31

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 53 gości

Przeskocz do