Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Vitellka 17 wrz 2011, 11:30
Bralam Zoloft pol roku ale aktualnie od pol roku jestem nowu bez lekow ,zazywam melisse ,krople Bacha, tabletki ziolowe staram sie w naturalny sposob zniszczyc nerwice ostatnio stosuje Mantre glosowa Go-Ran-Ga i zlewam twarz zimna woda przynajmniej kiedy jestem w domu to tez mi w jakis sposob pomaga.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
05 lip 2010, 12:59

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Noopii 17 wrz 2011, 12:18
Adi może weź wolne na tydzień zanim leki zaczną przynosić pożądane efekty?później zobaczysz jak będziesz się czuła i postanowisz co dalej.Daj sobie czas aby się lepiej poczuć,to trochę trwa tak okołm 2 tyg.ale każdy i tak reaguje indywidualnie na leki.
Noopii
Offline

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Spylacz 18 wrz 2011, 21:58
Witam.
Pozwólcie, że się podłączę. W tym wątku opisujemy ataki i sposób w jaki sobie z nimi radzimy.
W moim przypadku sprawa wygląda tak, że mam w życiu okresy w których jestem zdrowy i kiedy jestem chory. W okresie zdrowym nie mam żadnych ataków i nic mi nie dolega, czuję się świetnie i śmieję się z siebie, że czegoś się kiedyś bałem.
W okresie chorym ( właśnie się w nim znajduję) lęki towarzyszą mi non stop. Napadają w przeróżnych miejscach z różną siłą. Opisywanie ich nie ma sensu bo wcześniej już to zrobiliście. Dodam tylko, że mój atak lęku kończy się wpadaniem w panikę i ucieczką do bezpiecznego miejsca.
Okresy chore przychodzą zawsze tuż przed jakimś nieszczęściem jakby je zapowiadając. Z reguły jest to utrata pracy, przy czym co ciekawe łapią mnie jeszcze przed tym kiedy dowiaduję się o tym, że zamykają mi firmę :). Ostatnio pracowałem w dwóch różnych bankach i na jakiś miesiąc przed zamknięciem oddziałów ja już byłem na zwolnieniu lekarskim bez szansy na wyjście z domu a tym samym na pójście do pracy. Choroba więc jakby przewiduje zdarzenia i w pewnym sensie mnie chroni bo daje czas na znalezienie nowej pracy. Tylko nie pytajcie skąd ta moja choroba wie, że będzie likwidacja placówki skoro nie wiedzą o tym nawet przełożeni. Kiedyś ja byłem przełożonym i lęki dopadły mnie tuż przed tym kiedy zlikwidowano mi firmę. Ciągle więc zapowiadają w moim życiu zmiany o których ja sam nie wiem. Nie jestem przesądny ani nie wierzę w różne takie tam sprawy. Jednak zauważyłem właśnie że tak w moim życiu jest. Pojawia się choroba a potem likwidują mi miejsce pracy. Ja zawsze mam czas na ogarnięcie się bo oczywiście dostaję zwolnienia lekarskie. Schemat ten powtórzył się już trzy razy więc powiązałem fakty i o tym piszę.
Wracając jednak do pytania: "jak sobie radzimy?" odpowiem, że ja sobie nie radzę. Kiedy mam okres choroby i wykwitu lęków nie daję rady, zamykam się w domu, zamykam się w sobie, nie jestem w stanie nic zrobić. Potem to wszystko przechodzi i jest normalnie bez lęków.
Teraz jestem w chorobie. Boję się wstać z łóżka, boję się do niego położyć, boję się zasnąć i boję się przebudzić. Nie mogę się przemieszczać niczym innym jak rowerem. W obecnym wykwicie choroby mogę jednak chodzić do sklepów i nie mam tam lęków nawet w najdłuższych kolejkach. Trzecie więc spotkanie z chorobą przechodzi łatwiej niż wcześniejsze kiedy to byłem uwięziony w mieszkaniu. Nie mogę jednak pojechać do żadnego innego miasta a mam taką potrzebę. Jest ze mną źle i zdaję sobie z tego sprawę dlatego otworzę jutro nowy wątek, w którym opiszę powoli swoje 15letnie doświadczenia z moją chorobą. Opiszę wszystko dokładnie bo mam zamiar wyleczyć się z tego dziadostwa tym razem na stałe. Zbiorę więc wszystkie swoje myśli do kupy i spróbuję sam sobie pomóc. Może się do mnie przyłączycie i zadziałamy razem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
95
Dołączył(a)
09 wrz 2011, 15:26

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez EvilAngel22 19 wrz 2011, 13:39
leman7 a zdajesz sobię sprawę z tego , że wzywając karetkę ( kiedy wiesz co Ci jest ) w tym czasie ktoś może bardziej jej potrzebować ?
Skoro się źle czujesz , to obserwacja na oddziale nie byłaby zła ? co ?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
82
Dołączył(a)
19 lip 2011, 19:14
Lokalizacja
zachód

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez cu.Kinia 19 wrz 2011, 15:10
Ja też sobie nie radzę z atakami. Mam momenty lepsze i gorsze. Najgorzej sprawa wygląda jak muszę gdzieś wyjść szybko (np. na uczelnię) i mam wrażenie, że zjadłam za mało, że zasłabnę, że nie będę miała siły itp. Zasłabłam raz w życiu i to z powodu zmęczenia, zawsze byłam całkowicie zdrowa i jestem wściekła, że dopadła mnie nerwica. W dodatku lękowa.
Dziś byłam w sklepie i oczywiście musiałam szybko wyjść, bo miałam wrażenie, że odlatuję. Ale zaraz po wyjściu miałam oczywiście siłę, żeby iść prawie 2 kilometry do domu. Przecież to się wyklucza...

Mam w domu hydroxyzynę, czasem ją biorę, chociaż nie chcę tego, chcę świadomie zwalczyć chorobę i coś z nią zrobić... Nie wiem tylko, czy się da.
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
18 maja 2011, 14:17

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez EvilAngel22 19 wrz 2011, 19:00
cu.Kinia hydro najlepiej na noc ,przed pójściem spać łyknąć .
Co do ataków ..
sztywny kark , przy poruszaniu głową czuję jak całe ciało drży :/
natłok myśli a co za tym idzie niemożność wypowiedzenia sensownego zdania :/
rozbiegany wzrok ...
mam tego serdecznie dość ... było całkiem ok do niedawna ( nic się nie wydarzyło , ba! wręcz przeciwnie , układa się )
a tu nagle booom i od 3 tyg mam lipę totalną ( praca z ludźmi ... )
biorę leki , śmigam do psychologa ...
i taki suprise ;/
Avatar użytkownika
Offline
Posty
82
Dołączył(a)
19 lip 2011, 19:14
Lokalizacja
zachód

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Spylacz 19 wrz 2011, 19:17
Hydro na mnie działa odwrotnie :)
Też mam pracę z ludźmi , też chodzę regularnie do psychiatry i co z tego? Od dwóch miesięcy mnie męczy, leki nie pomagają i lipa ogólnie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
95
Dołączył(a)
09 wrz 2011, 15:26

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez EvilAngel22 19 wrz 2011, 20:10
ja hydro nie biorę , na mnie nie działa , alę na niektórych owszem ;)
i dlatego radzę brać na wieczór , by w dzień nie ścięło/ nie zamuliło .
Obecnie z atakami / niepokojem ciągłym nie radzę sobie .. pomimo leków ( SSRI ) i wizyt u psychologa + w życiu też jest ok . Brak powodu , by ewentualnie się stan pogorszył ... a mimo to jest zdecydowanie gorzej .
Avatar użytkownika
Offline
Posty
82
Dołączył(a)
19 lip 2011, 19:14
Lokalizacja
zachód

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez *Monika* 19 wrz 2011, 22:11
Spylacz, Bo same leki niestety, ale tu nie pomogą. Napisałam w Twoim wątku.
Ty musisz znaleźć przyczynę swoich trudności, dotrzeć do źródła lęku, pracować nad sobą. A to wszystko przepracowywuje się na psychoterapii.
Dziwię się, że tyle lat borykasz się z zaburzeniami i do tej pory nie zdecydowałeś się na nią.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez cu.Kinia 23 wrz 2011, 02:00
Dziękuję za odpowiedź. :) Raz brałam hydroxyzynę ok. godziny 16 to myślałam, że umrę - usnęłam i spałam do 21. Boję się brać leki, jednak jest mi też b. ciężko.
Pozdrawiam wszystkich i dziękuję za jakikolwiek odzew!
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
18 maja 2011, 14:17

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Czapla 23 wrz 2011, 09:50
Mnie zazwyczaj dopada straszny lęk przed śmiercią, często towarzyszy mi lęk wolnopłynący, czyli przez dłuższy czas. Ostatnio dochodzi wrażenie duszenia się i nie mogę nabrać powietrza. Wtedy albo skoczy ciśnienie albo nie.. Tego boję się chyba najbardziej. Od dziesięciu lat z przerwami biorę leki na obniżenie ciśnienia. Od długiego czasu już na stałe chociażby ze względu na sam lęk przed atakiem i skokiem. Dzisiaj nie skoczyło, chociaż rano dopadł mnie lęk. Jakoś rozeszło się. Jak nie pomaga łykam hydroxyzynę albo tranxen.
Strach przed kolejnym atakiem pozostał jak zwykle zresztą...
Offline
Posty
182
Dołączył(a)
30 sie 2010, 13:24
Lokalizacja
Warszawa

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez marcin99945 23 wrz 2011, 10:14
Witam wszystkich jestem na forum od paru dni,lecz nie miałem odwagi wcześniej napisać.Mój problem jest taki sam jak wasz więc nie będę pisał o objawach,bo z tego co tutaj czytałem wszyscy macie je takie same,a jak nie to bardzo podobne.Więc uznaje,że to zbyteczne.Napisze coś o sobie.Mam 36 lat na nerwice lękową choruję od 13 tak więc jest już parę lat jest ze mną,a mimo to nie mogę się do niej przyzwyczaić i strasznie mi przeszkadza.Nie myślcie sobie,że przez ten czas nic nie robiłem,żeby sobie pomóc.Zaczeło to się zaraz krótko po moim ślubie.Przez pierwsze dwa lata leczyłem się u lekarza rodzinnego,który od razu wyłapał o co chodzi i przepisał mi xanax i miał nadzieję,że mi to pomoże.Oczywiście w tym czasie miałem chyba wszelakie badania porobione,odwiedziłem różnych specjalistów i konsultowałem sie z wieloma innymi lekarzami,bo nie mogłem uwierzyć,że przy nerwicy lęk może być taki ogromny a objawy somatyczne takie przerażające.Chociaż nawet teraz przy ataku lęku to wrażenie wcale nie sfolgowały.Po okresie dwóch lat gdy już mojemu lekarzowi wyczerpały się wszelkie opcje,aby ulżyć mi w cierpieniu,a umiejętnie i regularnie mu się naprzykrzałem(oczywiście nie celowo)skierował mnie do psychiatry.Ten jak mi dowalił dawkę leków to chodziłem po ścianach i cały czas spałem(byłem u niego tylko dwa razy).Kiedyś ktoś mi doradził "zamiast tych prochów walnij sobie setę to od razu ci się chumor poprawi".Niestety posłuchałem.Ku mojemu zdziwieniu znalazłem lekarstwo na swoje lęki i przygnębienie.Jak ja się fajnie czułem,mogłem pracować,spotykać się ze znajomymi,normalnie funkcjonować.Wspomagałem się tak przez 10 lat,oczywiście biorąc leki również.Lecz pod koniec tej terapii,czyli przez o statni rok wspomagania sie,można powiedzieć,że dni w których byłem trzeźwy było nie wiele,i tak do nerwicy doszedł alkoholizm.Przez te lata straciłem bardzo wiele,kilka razy pracę,znajomych nie licząc żeczy materialnych i upokorzeń które przeżywałem po wytrzeźwieniu.Każde moje kolejne upijanie(pod sam koniec tej gehenny)kończyło się przyjazdem policji i pogotowia(które(o zgrozo)sam na siebie wzywałem)takie miałem lęki nie oto,że coś się stanie ze mną,tylko,że sam sobie coś zrobię,bo już miałem tego dosyć.Pamiętam ostatni dzień,w który trzeźwiałem,dostałem takich lęków i bóli,że naprawdę myślałem,że się przekręce.Oczywiście wezwałem pogotowie.Nigdy nie zapomnę tego wstydu gdy ratownicy mnie opier.....ali za to,że pędzili do mnie na sygnale(do pijaka)a ktoś w tym czasie naprawdę mógł potzrebować pomocy.Teraz jestem im wdzięczny za te słowa,bo to one mi uświadomiły,że ze mną jest cos nie tak,że tak dłużej nie można.Jeszcze tego samego dnia poprosiłem żone o pomoc,bo wiedziałem,że sam sobie z tym nie poradzę.Oczywiście z wielką ochotą się zgodziła mi pomóc(do dzisiaj nie moge wyjść z podziwu ile ta kobieta miała siły i jak bardzo musi mnie kochać,że przez te wszystkie lata była przy mnie).Zaraz w poniedziałek poszliśmy szukać pomocy do opieki społecznej,tam mnie i żonę skierowano na grupę AA,gdzie zostałem do dzisiaj,a raczej zostaliśmy z żoną.Dzisiaj też jestem alkoholikiem,ale trzeźwiejącym od30 miesięcy(czyli tyle mam abstynencji)jestem po psychoterapii grupowej,po pobycie na oddziale leczenia zaburzeń lękowych i afektywnych.Obecnie poddałem się terapii indywidualnej na którą uczęszczam i jestem pod stałąopieką lekarza psychiatry.Mimo tylu żeczy które przepracowałem i przerobiłem nadal borykam się z lękami,ale jeszcze we mnie jest iskierka nadziei,że wyjdę kiedys z tego.Najgorzej mi przeszkadza lęk przed pracą i w niej do konca nie mogę tego zrozumieć dla czego tak sie dzieję.Proszę piszcie co o tym sądzicie,a może macie jakieś sposoby jak sobie z tym poradzić chętnie posłucham.Jeżeli ma ktoś jakieś pytania też chętnie odpowiem,ale dopiero jutro,bo muszę iść do pracy chociaż chętnie został bym w domu :(
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
19 wrz 2011, 11:50

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Czapla 23 wrz 2011, 10:37
Witaj Marcin
Przede wszystkim to wyrażam wielki podziw dla Ciebie że znalazłeś w sobie siłę, by wyjść z dołka. Podejrzewam, że na tym świecie nie ma już wielu ludzi, którzy zwyczajnie stoczyli się na dno, nie odbili od niego i nie mieli nikogo, kto by wyciągnął do nich rękę. Tutaj również szacunek dla Twojej żony.
Pomyśl sobie jaka jest różnica między jakością Twojego życia teraz a czasem, gdy piłeś. To oznacza, że terapia jest najlepszą drogą i powinieneś ją kontynuować bez skupiania się na lękach, które towarzyszą Ci teraz. Nerwica nie mija w ciągu roku.. Często potrzeba kilku lat na wyzdrowienie.

Jeśli chodzi o lęk przed pracą, to miewam podobnie. Kiedy muszę wsiąść w samochód i pojechać do pracy, to potrafię dostać ataku lęku i zlać się potem. Jestem w Twoim wieku. Pracuję jako lektor obcego języka i moja praca polega też na tym, że jestem cały czas pod obstrzałem, wszyscy na mnie patrzą, słuchają mnie, patrzą jak paraduję przed tablicą i to mnie czasem paraliżuje.. Do tego dochodzi chorobliwe dążenie do perfekcjonizmu, więc wszystko muszę mieć pod kontrolą. Nic nie może mi się nie udać. Nie mogę popełnić błędu. A to niestety wywołuje u mnie często lęki i frustracje, bo życie jest czasem nieprzewidywalne i toczy się poza naszą możliwością kontroli.
Może Twój problem tkwi w czyms podobnym? Na pewno jakiś powód istnieje. Spróbuj porozmawiać o tym ze swoim terapeutą, bo dotarcie do źródła lęku może mieć kluczowe znaczenie w terapii.
Offline
Posty
182
Dołączył(a)
30 sie 2010, 13:24
Lokalizacja
Warszawa

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez magdalena031083 23 wrz 2011, 10:42
marcin99945, witaj ,po pierwsze wielkie gratulacje za utrzymanie abstynencji , mam męża który jest trzeżwym alkoholikiem wspieram go jak mogę .Ja mam nerwicę tzw.zaleczoną na razie ,i też miewam lęki ,nie są duże jak kiedyś ,ale są . U mnie sytuacja wygląda odwrotnie jak siedzę bez pracy w domu to mnie jakieś przygnębienie ogarnia głupie myśli itp.Ja np pracowałam po 12 godzin co mniej więcej drugi dzień i lubiłam być zmęczona ale i miałam dzień na odpoczynek ,teraz od 14 września siedzę w domu bez pracy i nie mogę sobie znależć miejsca . Musimy sobie tłumaczyć przecież nie jest tak żle , jesteś kimś ,że dajesz sobie radę ,nie stoczyłeś się ,jesteś i tak silny inni ci mogą tylko pozazdrościć ,że im się nie udało i piją nadal .Znajdż sobie zajęcie (może być to teraz forum, mi pomogło) które zajmie twoją głowę i nie będziesz myślał o lękach ,ja wracam tu jak mam złe dni i pomaga .Trzymaj się ,pozdrawiam :)
napisz na piasku to co dajesz ,wyryj na skale co otrzymujesz....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
203
Dołączył(a)
03 sty 2009, 20:24
Lokalizacja
Olsztyn

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Majestic-12 [Bot] i 19 gości

Przeskocz do