Czy to są objawy nerwicy?-WĄTEK ZBIORCZY

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

CO mi jest??

przez Anell 04 paź 2011, 21:29
kiedy ja nie chcę...moje życie się zmienia, jak w kalejdoskopie...mogłabym spać całą wieczność, ale wiem, że kiedy się obudzę świat realny znowu wróci do codzienności.
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
04 paź 2011, 20:41

CO mi jest??

Avatar użytkownika
przez *Monika* 04 paź 2011, 22:06
Anell, myślę, że powinien Cię zbadać specjalista.
Samo nie przejdzie na pewno.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Czy to nerwica fobia czy co? Jak sobie z tym poradzić?

przez Majcher 04 paź 2011, 22:58
Witam... nie wiem w zasadzie co mi dolega... Główny problem który zainspirował mnie do stworzenia tego wątku to trzęsące się ręce... Odkąd pamiętam, trzęsły mi się ręce... ale tylko trochę i to nie jest dla mnie problemem, jednakże od jakiegoś czasu mam cholernie irytującą dolegliwość... mianowicie trzęsą mi się one przy spożywaniu posiłków czy przenoszeniu szklanek talerzy itp... czasami nasila się to tak bardzo, że po prostu nie mogę nic podnieść, bo bym to wypuścił. Gdy jestem sam, problemu nie ma, gdy jestem z kimś to jest bardzo ciężko... w zasadzie powinienem rezygnować ze wszystkich posiłków z innymi ludźmi, bo to trzęsienie się dłoni jest po prostu nie do zniesienia... jeszcze ze 2 lata temu, nie miałem tego problemu... nie wiem czemu on się pojawił. Już nawet wśród rodziny czuję się źle, nie mówiąc o ludziach obcych... Gdy idę coś z kimś zjeść, to nigdy nie biorę nic płynnego, bo wiem jak się to skończy, w przypadku posiłków niepłynnych jeszcze jakoś panuję nad widelcami... ale czasami też nie jest najlepiej... Chciał bym się od tego uwolnić, bo mam i tak skąpe życie towarzyskie, a co dopiero jak zrezygnuję z niego całkowicie... zresztą to trzęsienie rąk występuje także w innych dziedzinach. Nie mogę np. grać normalnie na gitarze gdy ktoś obcy na mnie patrzy, no nie jestem po prostu w stanie, bo dłonie mi się trzęsą. Nie wspomnę o wystąpieniach publicznych których z racji studiów miałem sporo... (aczkolwiek z tym problemem chyba jako tako się uporałem, byłem kilka razy u terapeuty w tej sprawie z jakieś 2 lata temu i może trochę mi to pomogło).
Myślę, że to wszystko ma związek z tym, że ogólnie czuję duży stres gdy mam iść do ludzi których nie znam... bardzo ciężko odnaleźć mi się wśród nowych ludzi, czuję się przy nich zestresowany i nieswój (tylko to też jest sprawa dziwna... bo z jednej strony jestem w stanie bez problemu nawiązać kontakt z kimś obcym gdy tego nie zaplanowałem i nie wiedziałem, że do tego dojdzie np. gdy tankuję na stacji, czy ktoś o coś zapyta na ulicy, lub też z ekspedientką w sklepie). Może wpływ na to ma też chyba nie zbyt wielka pewność siebie i kompletny brak doświadczeń z kobietami (nie mówię o rozmowach koleżeńskich). Dodam, że mam 22 lata. Mam tego wszystkiego dosyć, mam wyjście albo zamknąć się w czterech ścianach i zrezygnować ze wszystkiego albo... no właśnie i tu nie wiem co robić, bo z jednej strony lubię spotykać się z ludźmi, wymieniać doświadczenia i poglądy... z drugiej jednak się tego boję...
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
04 paź 2011, 22:43

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Czy to nerwica fobia czy co? Jak sobie z tym poradzić?

przez Laima 05 paź 2011, 01:55
Majcher, znam ten problem.U mnie oprócz dłoni to jest całe ciało.W szpitalu musieli mi podać tabletkę do ust i w ten sam sposób wodę do popicia bo mi "chodzą" ręce,nie przesadzam,na pół metra.Pamiętam też,że przy nakładaniu obiadu cała brukselka,garnek,wylądowała na podłodze,wiadomo,brukselka to "kulki"więc łatwo się potoczyły :mrgreen: .
Mi bardzo pomogły leki:spamilian na lęki i mirtor na fobie społeczną,a wcześniej brałam propranolol który jest bardziej typowy na taką dolegliwość i nic.
Do tej pory zdarzają mi się "ataki"i cały czas dygoczą mi lekko ręce,ale nie skupiam się na tym tak bardzo.Przy lęku przed trzęsącymi się rękoma trzęsą się jeszcze bardzie.Zauważyłeś? Samemu można się tak "nakręcać".
Myślę,ze powinieneś się udać do psychiatry,aby otrzymać pomoc "tak na szybko" i zacząć z powrotem korzystać z terapii.Tylko dzięki terapii masz szanse na pozbycie się problemu na stałe,albo zminimalizowania dolegliwości.
Powodzenia
Laima
Offline

Czy to nerwica fobia czy co? Jak sobie z tym poradzić?

Avatar użytkownika
przez tahela 05 paź 2011, 02:04
Też znam gościa , który tak się własnie trzęsie czesto jak zaczyna sie denerwować w knajpie czy przy ludziach , albo jak che grać na gitarze, ale przy mnie jakoś dawał radę chociaz zdarzało mu sie, łapałam go czasem za rekę i przedewszystkim przestań przejmowac i próbowłam uspokoić, ale wygładał jakby nie chciał mojej pomocy wtedy, jakby sie trochę tego wstydził a z drugiej strony tego potrzebował, oczywiście nie powiedział co mu jest , ja sie musiałam domyśląc a po drugie czułam sie bardzo niepewnie w takiej sytuacji, ponieważ nie wiedziałam czy mam pokazywać ze widze te ataki i chce mu pomoc czy raczej udawać ze nie zauwazam tych napadów, to było bardzo destrukcyjne dla mojej psychiki a tik bardzo chciałam mu pomóc, tęsknię za nim cały czas, moja niepeweność i postępowanie wynikało z tego,że mi nie powiedział o tych atakach i chorobie więc myślałam ,ze nie byłam pewna czy chce bym to zauważyła i jeszcze inne objawy, byłam taka wszystkiego niepewna z powodu braku szczerości z jego strony, chcialabym bardzo z nim porozmawić w 4 oczy

Wyluzuj sie pomyśl o czyms przyjemnym i moze atak sie zmiejszy, nie myśl wogóle o ataku ,że nadchodzi tylko bardzo intensywnie o czyms innym to pomaga, i przedewszystkim przestań się przejmowąc innymi luźmi ja dzisiaj w autobusie czułam takie podenerwowanie ze zaczęłam głeboko oddychać i jakaś baba zacżęła sie patrzeć a ja zaczęłam oddychać jeszcze głośniej wtedy , ale miała minę, powodzenia , tulam

-- 05 paź 2011, 01:49 --

A zachowywałam sie tak bo włąsnie nie chciałam zranić jego uczuć, kzdy musi bbyć empatyczny i patrzeć również na siebie.
Kto utraci raz będzie zawsze czekać
Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść
Zostaje smutek i tylko smutek
Ostry jak nagły serca głód
Wiatr co zwala z nóg
Smutek i ty
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10995
Dołączył(a)
09 sty 2011, 23:22

Czy to nerwica?

przez wilandra 05 paź 2011, 11:08
Mam 32 lata i dziwne stany lękowe. Nie wiem dokładnie kiedy to się zaczęło. Gdy kończyłam przedszkole zmarła moja ukochana babcia a w tedy raczej nie chodziło się z dzieckiem do psychologa.
Nasilenie objawów nastąpiło jak zaczęłam chodzić do szkoły zasadniczej. W pierwszej klasie miało miejsce dość nieprzyjemne zdarzenie. Byłam ofiarą mobbingu. Nikomu nic nie powiedziałam (nie miałam komu się zwierzyć). Przestałam chodzić do szkoły i zwaliłam rok. Zaczęłam wszystko od nowa i niby było ok, ale w wakacje wracając od koleżanki do domu zrobiło mi się duszno, słabo, czułam się tak jakbym nie mogła oddychać. Z trudem doszłam do domu. Ręce mi zdrętwiały, czułam się coraz gorzej, nie mogłam ustać na nogach i mama wezwała pogotowie. Powiedzieli, że to na tle nerwowy o EKG niczego nie wykazało. Powiedzieli też, że powinnam iść do psychologa. Mama obiecała, ze mnie zawsze ale w rezultacie nic z tego nie wyszło. Chodziłam do lekarza pierwszego kontaktu przepisał mi masę leków ale nie pomogły. I tak żyłam (jeśli o można nazwać życiem), było raz lepiej raz gorzej. Tak przebrnęłam przez technikum.
Gdy poszłam na studia poznałam przyjaciółkę, osobę, której mogłam się zwierzyć. Zaprowadziła mnie do psychologa. Chodziłam tam przez rok, ale te wizyty nic nie dały. Po prostu Pani psycholog choć bardzo miła nie potrafiła do mnie dotrzeć, a ja ni umiałam jej o tym powiedzieć.
4 lata temu spotkał mnie kolejny cios, zmarł mój dziadek. Byłam przy nim w szpitalu do ostatniej chwili, widziałam jak się dusił. I wszystko wróciło przez tydzień nie jadłam, chodziłam od lekarza do lekarza robiłam różne badania i nic. A ja ie mogłam nic przełknąć. Byłam wtedy z rodzicami bo mój obecny mąż (wtedy narzeczony) musiał wyjechać. Kiedy wrócił i zabrał mnie do domu, zaczęłam jeść jogurty i kefiry i pomału wracałam do równowag. Bardzo wtedy pomógł mi mój brat, był ze mną przy śmierci dziadka wiedział co przeżywam. Myślałam, że z czasem będzie lepiej, ale nie jest. Do tej pory gdy jestem sama w domu czuje się źle, nie mogę jeść.
Mój mąż wie o wszystkim (wiedział jak tylko zaczęliśmy się spotykać, niczego przed nim nie ukrywałam) chciałby mi pomóc. Ale zdrowy człowiek nigdy nie zrozumie chorego. A ja staram się z tym walczyć, przecież nie mogę za każdym razem jak wydaje mi się, że coś mi jest wzywać pogotowia. A nie mogę normalnie funkcjonować. Sama już prawie nie wychodzę z domu. Mam nawet problem z pójściem do sklepu. Jestem załamana Chcemy starać się o dziecko ale jaki to ma sens z moimi lękami. Jakie będzie miało życie.
Od 3 lat szukam pracy, ale nie wychodząc z domu to trudne. Wiem, że już dawno powinnam zacząć terapie ale nie mogę się zdobyć. Nie stać nie na prywatne leczenie. Boje się, że kolejny psycholog znów okaże się nie trafiony. Proszę o pomoc, o już nie wiem co robić. Mieszkam w Łodzi. Może ktoś zna dobrego psychologa, który mógł by mi pomóc. Lekarze uważają, że to wszystko wymysły, a ja oddałbym wszystko żeby normalnie przeżyć dzień, bez lęku.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
05 paź 2011, 11:05

Czy to nerwica?

przez Spokojniutki 05 paź 2011, 11:42
Witam.
Wydaje mi się, że bez pomocy psychiatry się nie obejdzie. To tam powinnaś szukać pomocy. Lekarz zapisz Ci odpowiednie lekki i skieruje na psychoterapię podczas której czekać Cię będzie wiele pracy. Nie ma na co czekać, czas ruszyć się i działać, aby poprawić jakość swojego życia. Tylko nie przekładaj wizyty na 'jutro' które nigdy nie nastąpi.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
05 paź 2011, 11:32

CO mi jest??

przez paradoksy 05 paź 2011, 12:37
wuj dobra rada napisał(a):Za wyjątkiem terapi to faktycznie idz do lekarza , są skuteczne leki na takie stany.

jeszcze jeden taki post i się pożegnamy.


NIE PRZEKONUJ KOGOŚ DO CZEGOŚ O CZYM NIE MASZ ZIELONEGO POJĘCIA I NIE MASZ ABSOLUTNEJ GWARANCJI ŻE MU POMOŻE (LEKI) LUB NIE (TERAPIA).
paradoksy
Offline

Czy to nerwica fobia czy co? Jak sobie z tym poradzić?

przez Majcher 05 paź 2011, 15:49
Laima napisał(a):Majcher, znam ten problem.U mnie oprócz dłoni to jest całe ciało.W szpitalu musieli mi podać tabletkę do ust i w ten sam sposób wodę do popicia bo mi "chodzą" ręce,nie przesadzam,na pół metra.Pamiętam też,że przy nakładaniu obiadu cała brukselka,garnek,wylądowała na podłodze,wiadomo,brukselka to "kulki"więc łatwo się potoczyły :mrgreen: .
Mi bardzo pomogły leki:spamilian na lęki i mirtor na fobie społeczną,a wcześniej brałam propranolol który jest bardziej typowy na taką dolegliwość i nic.
Do tej pory zdarzają mi się "ataki"i cały czas dygoczą mi lekko ręce,ale nie skupiam się na tym tak bardzo.Przy lęku przed trzęsącymi się rękoma trzęsą się jeszcze bardzie.Zauważyłeś? Samemu można się tak "nakręcać".
Myślę,ze powinieneś się udać do psychiatry,aby otrzymać pomoc "tak na szybko" i zacząć z powrotem korzystać z terapii.Tylko dzięki terapii masz szanse na pozbycie się problemu na stałe,albo zminimalizowania dolegliwości.
Powodzenia

U mnie też takie drżenie miałem całego ciała przy wystąpieniach publicznych, ale pomógł mi propranolol... nie wiem w zasadzie co on daje, bo po łyknięciu kilku tabletek nie czuję w zasadzie żadnej różnicy w samopoczuciu, a jednak pomaga dużo, bo gdy przychodzi do wystąpienia, to mimo tego, iż stres nawarstwia się tygodniami i osiąga punkt kulminacyjny tuż przed wystąpieniem, to w zasadzie jak już zaczynam coś prezentować, to drżenia nie ma i stres i lęk opada praktycznie całkowicie w jednej chwili. Niestety środek mi się skończył... muszę pójść do internisty i się dowiedzieć czy mi przepisze... w końcu to tylko tabletki po 10mg a nie 200 czy tam ile. Mimo wszystko ja jestem przeciwnikiem brania leków... uważam, że jeżeli nie uda się zmienić czegoś w głowie, to leki na nic nie pomogą, a jedynie przyćmią pewne objawy. Także jak brałem, to tylko bezpośrednio przed wystąpieniami i nigdy regularnie aby się organizm nie przyzwyczaił.

W moim przypadku, tego drżenia przy jedzeniu to chyba jeszcze nikt nie zaobserwował, bo nie widziałem u nikogo znajomego żadnego zdziwienia czy też zaciekawienia, a i nikt nic nie mówił... tyle, że ja się bardzo kontroluję i właśnie o tym o czym napisałaś... samoistnie się nakręcam i nie potrafię o tym nie myśleć, w tym jest problem, wiem, że jak bym nie myślał to problemu by nie było, ale ja to w ogóle jestem typem takiego myśliciela i człowieka analizującego wszędzie wszystko bardzo dokładnie... Przykładowo, jak więcej wypiję, to problemu nie ma, bo wtedy w ogóle o tym nie myślę... problem w tym, że ja rzadko kiedy piję coś mocniejszego od oranżady :P

Wyluzować się... hmm to ciężka sprawa, nie wiem jak to zrobić. Czuję się wyluzowany przy dobrych znajomych i częściowo rodzinie, a jednak przy jedzeniu problem i tak występuje, bo pierwsze o czym myślę na okoliczność spożywania jakiegoś posiłku wspólnie (przy takim które wymaga używania sztućców, jeżeli chodzi o jakieś jedzenie kanapek, picie z butelek czy puszek to problem nie występuje), to czy moje ręce sobie poradzą czy też nie)...
Pamiętam, jak miałem praktyki studenckie i miałem odebrać telefon czy tam do kogoś zadzwonić... tak się wtedy zestresowałem, że nie mogłem numeru wpisać... do tej pory nie wiem czemu mnie to wtedy napadło... na szczęście, byłem sam w pokoju.

Z tą gitarą to w ogóle u mnie jest porażka, gram od kilku lat, uwielbiam to... i brakuje mi gry z kimś innym, bo jednak samemu się tak człowiek nie rozwija. Jednakże przez mą dolegliwość, nie mogę z kimś innym grać... Grałem przez jakiś czas z kilkoma ziomkami, jakoś dawałem sobie radę, aż pewnego razu zacząłem za dużo myśleć o tym drżeniu i było po zabawie, tak mi się ręka prawa zaczęła trząść, że nie mogłem... Oni byli na tyle w porządku, że nie robili żadnych problemów... tyle tylko, że ja od początku nie mogłem się zebrać do gry z nimi i mówiłem im o tym otwarcie, że się stresuję i nic z tego nie będzie. Mimo, iż jakieś koncertowanie itp. to była by świetna sprawa, to ja nie mogę nawet się zebrać aby grać bez publiki...

Ogólnie rzecz ujmując, zauważyłem, że stresuje się bardzo wieloma sytuacjami w których muszę się stykać z różnymi ludźmi. Stres ten jednak ma zwyczaj przechodzić, gdy już jestem w trakcie jakiejś z tych sytuacji, bądź też zaczynam się widywać z danymi osobami regularnie. Problem tych ręcznych trzęsawek jednak nie ustępuje.

-- 05 paź 2011, 16:07 --

Poszedł bym na jakąś terapie jeżeli nie będę miał wyjścia... tyle tylko, że odstraszają mnie te roczne terminy oczekiwania... a na prywatne wizyty mnie nie stać. Do poprzedniej terapeutki nie pójdę, bo moim zdaniem za szybko skończyłem tam chodzić (powiedziała mi, że nie muszę już chodzić, no chyba, że bardzo chcę, ale ona takiej potrzeby nie widzi) i jakoś wydaje mi się, że za mało drążyła temat. Z drugiej strony jednak, nie wiem kompletnie gdzie się zapisać, aby trafić na jakiegoś konkretnego specjalistę...
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
04 paź 2011, 22:43

Czy to nerwica fobia czy co? Jak sobie z tym poradzić?

Avatar użytkownika
przez kicikici 05 paź 2011, 17:13
Majcher napisał(a):Witam... nie wiem w zasadzie co mi dolega... Główny problem który zainspirował mnie do stworzenia tego wątku to trzęsące się ręce... Odkąd pamiętam, trzęsły mi się ręce... ale tylko trochę i to nie jest dla mnie problemem, jednakże od jakiegoś czasu mam cholernie irytującą dolegliwość... mianowicie trzęsą mi się one przy spożywaniu posiłków czy przenoszeniu szklanek talerzy itp... czasami nasila się to tak bardzo, że po prostu nie mogę nic podnieść, bo bym to wypuścił. Gdy jestem sam, problemu nie ma, gdy jestem z kimś to jest bardzo ciężko... w zasadzie powinienem rezygnować ze wszystkich posiłków z innymi ludźmi, bo to trzęsienie się dłoni jest po prostu nie do zniesienia... jeszcze ze 2 lata temu, nie miałem tego problemu... nie wiem czemu on się pojawił. Już nawet wśród rodziny czuję się źle, nie mówiąc o ludziach obcych... Gdy idę coś z kimś zjeść, to nigdy nie biorę nic płynnego, bo wiem jak się to skończy, w przypadku posiłków niepłynnych jeszcze jakoś panuję nad widelcami... ale czasami też nie jest najlepiej... Chciał bym się od tego uwolnić, bo mam i tak skąpe życie towarzyskie, a co dopiero jak zrezygnuję z niego całkowicie... zresztą to trzęsienie rąk występuje także w innych dziedzinach. Nie mogę np. grać normalnie na gitarze gdy ktoś obcy na mnie patrzy, no nie jestem po prostu w stanie, bo dłonie mi się trzęsą. Nie wspomnę o wystąpieniach publicznych których z racji studiów miałem sporo... (aczkolwiek z tym problemem chyba jako tako się uporałem, byłem kilka razy u terapeuty w tej sprawie z jakieś 2 lata temu i może trochę mi to pomogło).
Myślę, że to wszystko ma związek z tym, że ogólnie czuję duży stres gdy mam iść do ludzi których nie znam... bardzo ciężko odnaleźć mi się wśród nowych ludzi, czuję się przy nich zestresowany i nieswój (tylko to też jest sprawa dziwna... bo z jednej strony jestem w stanie bez problemu nawiązać kontakt z kimś obcym gdy tego nie zaplanowałem i nie wiedziałem, że do tego dojdzie np. gdy tankuję na stacji, czy ktoś o coś zapyta na ulicy, lub też z ekspedientką w sklepie). Może wpływ na to ma też chyba nie zbyt wielka pewność siebie i kompletny brak doświadczeń z kobietami (nie mówię o rozmowach koleżeńskich). Dodam, że mam 22 lata. Mam tego wszystkiego dosyć, mam wyjście albo zamknąć się w czterech ścianach i zrezygnować ze wszystkiego albo... no właśnie i tu nie wiem co robić, bo z jednej strony lubię spotykać się z ludźmi, wymieniać doświadczenia i poglądy... z drugiej jednak się tego boję...




Wydaje mi sie ze problem tkwi w twoim strachu przed ludzmi ktory powstal gdzies po drodze w zyciu. Nic z niczego chyba nie powstaje..wiec zapytaj siebie przedewszystkim jakie relacje miales z rodzicami bo to tez wazne. Rodzice odgrywaja bardzo wazna role w zyciu dziecka i ma to wielki wplyw na ich rozwoj. Czy relacje z rodzicami byly zaburzone? czy gdzies byly zaduze oczekiwania? czy tez gdzies zrodzili w tobie twoje wlasne oczekiwania? z ktorymi naprzyklad nie umialas sobie poradzic? Czy byla przemoc?
Pytam poniewaz twoj strach przed ludzmi wydaje mi sie strachem przed ocena, strachem ze nie bedziesz na wysokosci ich oczekiwan, ze gdzies bedziesz sie czul skompromitowany, nie chciany, lub wysmiany. A wlasnie takie odczucia czasami sa powiazane wlasnie z wychowaniem, to jak rodzice nami kierowali, jak nas traktowali i co od nas oczekiwali...
JEsli dziecinstwo miales zdrowe i relacje byly dobre to moze jest inna przyczyna ktora tez wiaze sie z czyms z przeszlosci.
Co mozna zrobic?
pzredewszystkim nie chowac sie bo mysle ze te obawy beda sie nasilac
Oswajac sie wlasnie z otoczeniem, starac sie nie zwracac uwagi na rece tylko na relacjach z ludzmi.
Narazie koncentrujesz sie na rekach, na tym ze sie trzesa, znalazles sobie cos co odwraca uwage od ludzi , a ludzie obcy kojarza ci sie z czyms nieprzyjemnym czyli strachem. A strach pojawil sie w postaci trzesienia. Wazne jest by pomalu isc w kierunku ludzi gdzie zbudujesz ten mostek pomiedzy niepewnoscia a soba. Dzieki temu ze bedziesz wlasnie wychodzic, budowal zdrowe relacje z ludzmi i oswajal sie, twoja pewnosc siebie wzrosnie w koncu. Pewnosc siebie tez mozesz budowac na terapi:) ktora jak wspominales pomagala:)
W pewnym momencie twoj strach zacznie sie zamieniac w pewnosc siebie, w wysoka samoocene gdzie juz nie bedziesz sie bac co kto pomysli o twoim graniu. Zacznij sobie moze organizowac spotkania z bliskimi narazie znajomymi przy ktorych wlasnie zagrasz na gitarze i ich pozytywne slowa cie tez umocnia. Stopniowo zwiekszaj sobie publicznosc nie tylko wgiarze ale i w jedzeniu. A co najwazniejsze staraj sie poznawac ludzi gdzie twoj obraz ich i siebie pomalu bedzie sie zmienial. Mysle ze glownym zrodlem jest twoj strach przed samym soba tez..ze nie spelnisz roli ktora myslisz ze jest wymagana przez ciebie. Pamietaj jestes godny tego by cie poznac i masz sile to przezwyciezyc! musisz uwierzyc w siebie a to sie stanie w czasie. Wszystko poddaje sie zmianom ale nie dzis, nie jutro, tylko w czasie....czas pozwala nam sie zmienic. Musisz sobie zaufac i nauczyc sie akceptacji wlasnego ja. Wierze ze ci sie uda:)

zycze ci pozytywnych wrazen i graj:) nie pzrestawaj..ja kiedys tez gralam na gitarze i niestety przestalam ...i zaluje;)


█▄█ █▀█ ▀█▀
█▀█ █▄█ ♥█ giяℓ
Avatar użytkownika
Offline
Posty
480
Dołączył(a)
10 wrz 2011, 17:03
Lokalizacja
USA

CO mi jest??

przez wuj dobra rada 05 paź 2011, 20:59
Nie zamierzam ulegać grożbom i pilnuj siebie bo narazie to gdybyś miała kogoś nad sobą to już dawno wyleciała byś stąd . Ostatni raz ci mówię że gwiżdze na twoje straszenie.
wuj dobra rada
Offline

CO mi jest??

przez Laima 05 paź 2011, 21:06
Ja popieram paradoksy, tego typu rady bardziej szkodzą.Terapia jest jedną z metod leczenia jak np.masaże,fizjoterapia i lepiej pozostawmy ocenie tej osobie co z korzysta czy jemu (jej)pomaga czy nie.
Laima
Offline

Czy to nerwica fobia czy co? Jak sobie z tym poradzić?

przez Majcher 05 paź 2011, 22:19
Relacje z rodzicami hmm... to jest temat rzeka... wielu pewnie uznało by właśnie te relacje za główny powód moich problemów. Ojciec alkoholik... zmarł kilka lat temu, odkąd byłem niemowlakiem to pił i z czasem lał matkę, ja nigdy nie doświadczyłem z jego strony przemocy fizycznej i psychicznej raczej też nie (czułem przed nim duży respekt i się go bałem, no ale w zasadzie on nic nie robił). Nie mieszkał ze mną prawie wcale, nie miałem nigdy z nim większego kontaktu mimo, iż się z nim widywałem, znałem go słabo (w zasadzie nie wiem czy ktoś go znał dobrze, taki to był typ). Matka z czasem też zaczęła pić, pojawiały się problemy finansowe, złe decyzje, w rezultacie jakoś jak byłem na przełomie gimnazjum/liceum były też próby samobójcze (wtedy zacząłem się obawiać o swoją przyszłość, bo nie byłem pełnoletni i nie miałem możliwości podejmowania decyzji administracyjnych <tak, swojej matki nie znosiłem już wtedy na tyle, że nie bałem się o jej życie, tylko o swój byt i nie będę tego ukrywał>). Do dziś jej nie znoszę mimo, iż myślę, że najgorsze ma za sobą, bo poznała parę lat temu kogoś i powoli zaczęło się to wszystko normować, nawet próbuje być miłą dobra, aczkolwiek ja nie chcę mieć z nią żadnych bliższych relacji, z braku wyboru muszę z nią mieszkać. Dla mnie 99% podejmowanych przez nią decyzji jest złych i katastrofalnych w skutkach. Ogólnie rzecz biorąc, powiedziałem sobie już dawno temu, że nigdy nie będę taki jak moi rodzice. Ja jednak nie jestem przekonany, co do tego, że to moi rodzice są przyczyną mej prawdopodobnej fobii społecznej. Fakt, jak ktoś z normalnego domu to czyta, to pewnie może to tak wyglądać na pierwszy rzut oka, lecz ja dawałem sobie z tym wszystkim całkiem dobrze rade, nie przeżywałem w zasadzie żadnych załamań. Z tego co pamiętam problemy z wystąpieniami publicznymi, w tym czytaniem prac domowych, recytowaniu wierszy, zaczęły się u mnie jakoś na początku gimnazjum, a problemy rodzinne były od zawsze... Zdaje się, że w pierwszej klasie (tutaj muszę wspomnieć, że jako dziecko, czy tam w przedszkolu czy podstawówce byłem bardzo otwarty... uwielbiałem recytować wierszyki przy całej klasie, czytać na głos, chodzić do tablicy, zgłaszać się do odpowiedzi, zaczepiać starszych ludzi i rozmawiać z nimi o byle czym (na osiedlu zawsze znały mnie różne emerytki, bo często z nimi siedziałem na ławkach... w zasadzie z tym rozmawianiem, to sporo zostało mi do dziś, bo lubię czasem zamienić parę zdań z kimś kompletnie obcym z kim już więcej się prawdopodobnie nie spotkam i zazwyczaj jest to ktoś starszy, zawsze byłem bardziej otwarty w stosunku do ludzi starszych ode mnie...) Miałem z tym pamiętam problem na zajęciach z języka polskiego i nie wiem czy to nie od momentu, jak nauczycielka mnie zdzieliła za zrzuconą doniczkę której to notabene nie zrzuciłem ja, a ziomek który ze mną siedział, nie wiem czy to rzeczywiście miało decydujący wpływ, ale to wydarzenie pamiętam, więc biorę je pod uwagę.
Myślę, że duży wpływ miało na mnie jedno złożone niepowodzenie o którym chyba jeszcze nigdzie nie wspominałem. Jakoś w środku liceum, zakochałem się na zabój w dziewczynie poznanej przez grę internetową... Zależało mi na tyle, że po iluś tam miesiącach do niej pojechałem do innego miasta nie wiedząc jak wygląda itp... jak już byłem na miejscu, to okazało się, że ona wcale nie przyszła na to spotkanie... ale ja się wtedy nie poddałem i nie lada główkując i składając wszelkie znane mi fakty dotarłem do niej i spotkaliśmy się w innym miejscu. Od tego momentu zacząłem ją regularnie odwiedzać... problem w tym, że ona regularnie mnie we wszystkim wykorzystywała i robiła nadzieje, a ja wszystko puszczałem jej płazem i na wszystko pozwalałem robiąc z siebie nie wiadomo co... nie będę nawet pisał na co się godziłem, bo to jest po prostu przykre. Faktem jest, że po iluś tam miesiącach znajomości, może nawet kilkunastu... zdecydowała się, że chce ze mną zerwać kontakt... wtedy się praktycznie załamałem, zaniedbałem się fizycznie, uzależniłem całkowicie od gier, nie przesypiając setek nocy, zaniedbałem znajomych, rodzinę, szkołę, straciłem na prawdę wiele chwil, jakoś jednak się w końcu z tego otrząsnąłem, zrozumiałem jak głupi byłem, że trzeba pewne sprawy poukładać i pozmieniać... To był raczej najgorszy okres w moim życiu i do dziś odczuwam jego skutki. Jednakże od tamtego momentu, nie jestem już taki sam, nie pozwalam sobie w kaszę dmuchać, nie jestem życzliwy, mam bardzo duży dystans do ludzi a już w szczególności do kobiet które mi się podobają, zawsze gdy jakaś za ładnie się uśmiecha, to próbuję się doszukiwać jaki ma w tym interes (najczęściej długo mi nie trzeba, aby do tego dojść... lata praktyki czynią swoje heh), jednocześnie z każdym miesiącem coraz gorzej znoszę samotności, brak możliwości przytulenia się do jakiejś dziewczyny. Jestem praktycznie pewien, że jak bym tej samotności nie odczuwał to i me lęki nie nasilały by się i jakiś taki optymistycznie nastawiony i szczęśliwy bym był.
W zasadzie jak tak teraz się dobrze zastanowię, to chyba właśnie jakoś po tym nieszczęsnym okresie zaczęło mi się to z tymi trzęsącymi rękami przy jedzeniu, bo jak tak sobie przypomnę, to przed tym, jeździłem regularnie na jakieś uczty rodzinne, komunie, chrzciny, spotkania w restauracjach itp. i nie miałem z tym problemu, zaś przestałem jeździć jak uzależniłem się od gier... (eh ta moja rachuba czasu... nigdy nie byłem w tym mocny :D wynika w takim razie z tej małej analizy, że problem ten istnieje od około 4 lat.

Póki co spróbuję terapii Dr Richardsa... trochę poczytałem o tym, nic mi nie szkodzi spróbować, a może coś mi to da, bo nie chcę odczuwać tego co odczuwam teraz nawet nie wychodząc z domu... O ile w okresie wakacyjnym byłem jakoś tak bardziej spokojny, to teraz jak zaczął się rok akademicki i przyjdzie mi znowu do odbębniania prezentacji (przejdę przez nie jak już do nich dojdzie... ale ile miesięcy stresu mnie czeka zanim do nich dojdzie...) i odnajdywania się wśród nowych ludzi (nowa grupa w 90% żeńska...), to towarzyszy mi bezustanne nieopisane wewnętrzne poczucie niepokoju... nawet w tej chwili.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
04 paź 2011, 22:43

CO mi jest??

przez Anell 05 paź 2011, 22:58
staram się pokonywać swoje lęki... ostatnimi czasy zaczęłam brać udział w przedstawieniach szkolnych, nawet mi się spodobało.. przed występem bardzo się denerwuję i zapominam tekstu- ale to stres- lecz kiedy wychodzę zaczynam krzyczeń w myślach i wykonuję wyuczone ruchy na próbach..myślę, że są inne sposoby niż psychotropy... ale boję się, że to powróci ze zdwojoną siłą, choć teraz jest spokój. Gdy jestem wyluzowana i spokojna, zajęta czym innym to nie mam czasu o tym myśleć co się ze mną dzieje...jestem chyba jakąś desperatką..

-- 05 paź 2011, 23:02 --

ostatnio dzieje się tak, że jak coś powiem to to się dzieje, lub pomyślę...Ostatnio rozmawiałam z moją koleżanką o takim jednym chłopaku..zaczynałam jej mówić co on zrobi..i dziś rano mi napisała smsa, że znowu się spełniła moja "przepowiednia"...ze mną jest coś nie w ten deseń..
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
04 paź 2011, 20:41

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 41 gości

Przeskocz do