Derealizacja. Depersonalizacja.

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Depersonalizacja

przez taka_ania 17 maja 2007, 16:17
Nie radze juz sobie,nie czuje swojej osoby,czuje sie nieobecna,przezroczysta,patrzac w lustro-zastanawiam sie jak ja wygladalam wczesniej,patrzac na reke-zastanawiam sie czy to napewno moja reka,do tego dochodzi pytanie-czym jest reka?Czuje sie pusta w srodku,bez emocji,zyje bo musze,rodzice tego nie rozumieja,mowia-dziecko,to przemeczenie psychiczne,jakis magnez,spacer,wyjscie do kina-to Ci pomoze:/stalo sie to 3 tyg temu,najpierw poczulam derealizacje,do tego maly atak paniki,po 2 dniach coraz silneijsze ataki-umieralam,wariowalam,do tego derealizacja non stop,caly czas podchodzialam do okna,patrzylam czy cos sie zmeiniło,swiat wydaje sie nierealny,wszytko niby stalo tak jak dawniej,ale brakowalo jakiejs spojnosci,balam sie tego,mimo iz to 2 epizod w moim zyciu z derealizacja,wczesniej minal samoczynnie po 2 tygodniach,nawet nie zdawalam sobie sprawy ze to uczucie to własnie derealizacja.Teraz budzac sie rano-odczuwam to caly czas-matrix 24/h,do tego dochodza zaburznia snu.Oczywsice odwiedzialam 2 psychlogow-1 nie zrozumial mnie,mowil ze nic mi nie jest,wyszlam rozczarowana 2 super-zaufalam tej babeczce,postaram sie jej opowiedziec o calym moim zyciu.Przestraszona swoim stanem-odwiedzialam 2 psychiatrow-nic nie wykryli,chociaz uparcie jestem penwa ze mam jakies powazne zaburzenia psychiczne,o shizofrenii juz nie wspominajac-chyba sama ja sobie zdiagnozowalam,mimo ze oni powiedzieli ze to niemozliwe.Czasami sie zastanawiam,moze ja sie tak pieknie kamufluje,boje sie ze zwariuje,widze siebie obijajaca sie o sciany jakiegos psychiatryka,znajomi-ktorzy kreca glowami,mowiac-co sie stało z ta energiczna Anka,ktora zawsze wsyztko organizowala,wyjazdy,imprezy-dusza towarzystwa.A teraz?...szkoda pisac,strach przed wyjsciem do pracy,przed atakiem,wracam do domu-atak co 5 minut,zaraz wydaje mi sie ze starce kontakt z rzeczywistoscia,ze nie bede bliskich poznawac-wychodze z domu,udajac ze nic sie nie stalo,biore worek smieci-sluchawki na uszy,nerwowo przelaczane stacje radiowe,4 papierosy wypalone na ławce...,codziennie wydaje mi sie ze wariuje,mysle wtedy o rodzicach,jaki to dla nich bedzie ciezar...Do tego dochodza mysli,jakich wczesniej nie bylo-kim jestem,kim my wszyscy jestesmy,nie chce byc drugim Szekspirem-ale tez dla mnie swiat to teatr,patrzac na tych ludzi...kazdy za czyms biegnie,goni,kazdy gra jakas okreslona role,takie marionetki..przeraza mnie to.Ludzie wydaja mi sie obcy,czasami juz Ci najbardziej najblizszi-czyli rodzina,patrze na nich i zadzroszcze im ze nie maja tego co ja,nie mam sił...Od ostatniego epizodu derealizacji minelo 7 lat,spokojnych,czasami z malymi ataczkami-tak je nazwe bo oddalabym wszystko zeby wrocic do tego stanu.Oczywiscie jak na hipohondryczke przystało-zrobiłam wszsytkie badania,włacznie z usg brzucha :smile: wszytko pieknie,az ksiazkowo,wolalabym juz chyba miec złamana noge w samym srodku wakacji bedac nad morzem,niz uczucie bycia nie soba,czuje ze to ktos za mnie robi herbate,ktos jedzie samochodem,ktos rozmawia z ludzmi,ktos za mnie idzie,smieje sie,płacze...ale czy to ja?patrzac na kalendarz zastanawiam sie czy dni napewno przemijaja,czy czas nie stanal np w miejscu,a mi sie to wydaje,stojac na przystanku-ktos pyta mi sie o godzine,odpowiadam-po czym zastanawiam sie czy napewno ten ktos tam jest,czy mi sie to nie wydaje i nie mowie np sama o siebie,...nie zycze tego nikomu,pustoszeje od srodka,ciesze sie ze znalazłam tutaj osoby o podobych odczuciach,ze nie jestem sama,czytalam was od jakiegos czasu,az sama postanowiłam napisac...ufff az mi lżej,nie moge doczekac sie psychoterapii-zaczynam za tydzien,lekow nie biore-mialam przepisana fluoksetyne,chce z tym walczyc,chce powrocic do tego stanu "przed"nie chce juz sie zastanawiac nad wszystkim,to zabija od srodka.Pomożcie,wiem ze potraficie...
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
17 maja 2007, 14:57

Avatar użytkownika
przez ewa125 17 maja 2007, 17:16
taka - ania wspolczuje CI rozumiem Cie doskonale!!!! uwierz mi 90 % tego co piszesz to moja historia, ktora przeminela i juz jest normalnie. uwierz na moim przykladzie ze to nie jest choroba psychiczna i ze z tego wyjdziesz i znowu poczujesz si e jak dawniej, swiat bedzie realny i nie bedziesz sie zastanawiala po co nam ręce. ja tez tak mialam - myslalam - jaki czlowiek to dziwny stwor, jakies rece ma , nogi dlugie i strach mnie ogarnial ze mam takie mysli. (teraz mnie to troche smieszy ) to ejst zalamanie psychiczne. dobrze ze trafilas na dobrego psychologa. trzymaj sie !!!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
842
Dołączył(a)
08 paź 2006, 00:52

Derealizacja.Depersonalizacja

przez taka_ania 17 maja 2007, 17:41
Ciesze sie ze ktos mnie w koncu rozumie,az sie usmiechnełam jak przeczytłam Twoj post,teraz tez smiac mi sie chce z moich mysli dlaczego np mamy takie a nie inne nogi,mam nadzieje ze takie mysli mina...musza...dziwi mnie tylko dlaczego mnie to akurat spotkało,psycholozka robila ze mna wywiad-nie miałam jakis mega traumatycznych przezyc,spokojne dziecinstwo,wszystko jak trzeba,powiedziała ze przyczyne znajdziemy...moze zbyt nadopiekuńcza mama,a moze taka moja natura poprostu:)
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
17 maja 2007, 14:57

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez eisenbein 18 maja 2007, 11:28
do Biedronbka ja jeszcze dziecka nie mam jestem w 2 miesiacu ciazy:) ale za kilka miesiecy bedzie mnie dzidzius potrzebowal wiec mam nadzieje ze wsystkie glupie mysli znikna
do Taka ANia - to rzeczywiscie glupie uczucie , znam to rozmawiasz z kims a potem zastanawiasz sie czy nie rozmawiasz ze soba i tej osoby sobie nie zmyslilas, ja powoli staram sie z tego sama wyjsc choc wiem ze jest ciezko i dalabym wszystko zeby ten czas cofnac od kiedy mi sie to przydarzylo , ale napewno dasz rade sobie z tym poradzic
Offline
Posty
95
Dołączył(a)
07 mar 2007, 13:20

Avatar użytkownika
przez biedronka 18 maja 2007, 12:48
Eisenbein wiem, ze jeszcze nie masz dzidziusia (a tak przy okazji to chyba zapomnialam pogratulowac :oops: ), mialam na mysli to, ze to bardzo motywuje. Ja w ciazy czulam sie znakomicie, to cholerne d/d dopadlo mnie kilka miesiecy po porodzie :evil:

Taka_ania wszyscy tutaj doskonale Cie rozumiemy, niestety :? Ja tez, mimo ze teoretycznie wiem, ze to nie choroba psychiczna, podswiadomie jestem przekonana, ze jednak tak jest i codziennie umieram ze strachu, ze zwariuje, ze ostatecznie strace kontakt z rzeczywistoscia. To straszne uczucie trzyma mnie tak dlugo, ze sama juz nie wiem jak powinnam sie czuc "normalnie". Jak jest troche lepiej to tez sie boje, ze cos jest nie tak, bo w zasadzie nie pamietam juz jak "powinnam" sie czuc :( [/b]
Avatar użytkownika
Offline
Posty
141
Dołączył(a)
05 lut 2006, 22:44

przez weronika 18 maja 2007, 16:05
Cześć, śledzę ten wątek od bardzo dawna , od prawie samego początku, mam takie pytanie do osób, które wcześniej opisywały swój stan jak się czujecie teraz? jak z waszą chorobą? czy jest ktoś kto calkowicie się z depersonalizacji wyleczył? co pomoglo wam najbardziej ze wszystkiego?nie wiem może jakis lek terapia?bardzo proszę o odpowiedz szczególnie osoby, które się w jakis sposób leczyły i to im przynioslo efekty, ponieważ na to,że minie samo już nie liczę.
Offline
Posty
254
Dołączył(a)
11 kwi 2006, 16:43

przez Aggnieszka 18 maja 2007, 22:26
I ja to cholerstwo mam:( Od dawna, odkad zaczela sie moja depresja. Biore juz 16 chyba lek na depresje po paru przerwach kiedy to staralam sie desperacko wyjsc z tego sama. Na razie nic nie pomaga, moje marzenie- widziec kolory świata, i wogole siebie zaczac dostrzegac bo siebie nie widzę.
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
11 maja 2007, 22:29
Lokalizacja
Lublin

przez weronika 19 maja 2007, 09:44
Agnieszka, jakie leki brałaś i w jakiej dawce?mi depersonalizacja nie zniknęła całkowicie po lekach, ale bardzo zmalała, pomógł mi bardzo effectin, potem anafranil, tylko że ja się nie wzbraniałam przed lekami i brałam największą możliwą dawkę na własne życzenie bo mniejsze też mi na początku nie za wiele dawały, brałam takie duże dawki przez 2 lata i w moim przypadku był to dobry wybór bo choć nie jest idealnie to jednak żyję całkiem normalnie i nawet łapię się na tym że jestem szczęśliwa napisz co ty brałaś?
Offline
Posty
254
Dołączył(a)
11 kwi 2006, 16:43

Avatar użytkownika
przez ewa125 19 maja 2007, 12:30
ostatnio doszlam do wniosku ze derealizacja bierze sie z lęku o cos z czym boimy sie zmierzyc. wczoraj np mialam taka sytuacje ze mogloby byc zle i strasznie sie tego balam, chcialam sie wycofac. nagle jak juz bylo blisko poczulam taka namiastke d/d i zdalam sobie sprawe ze chyba kazdy czlowiek cos takiego czuje przed zagrazajacymi sytuacjami, tylko potem to mija i nie zwraca na to uwagi. konkretnie chodzilo o spotkanie sie z kims. czekalam na ta osobe i nagle nogi z waty i mysl o ucieczce, ale wiem ze jakbym uciekla wtedy to wlasnie bym pielegnowala w sobie d/d bo balam bym sie czegos tak jakby NA ZAPAS. wiedzialam ze musze sie zmierzyc z ta osoba. okazalo sie ze wszystko poszlo ok, nie stalo sie to najgorsze o co sie obawialam i teraz wiecie co czuje sie taka wolna, wiem ze to jest droga do sukcesu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! jezeli sie czegos boisz i myslisz "co by bylo gdyby" to wlasnie czas zeby to zrobic!!! trzeba wychodzic przeciwnoscia naprzeciw bo wtedy po wszystkim okazuje sie ze NIE TAKI DIABEL STRASZNY JAK SOBIE WYOBRAZAMY W NASZYCH GLOWKACH. zycze wszystkim odwagi!!!!!nie wycofujcie sie. pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
842
Dołączył(a)
08 paź 2006, 00:52

Depersonalizacja

przez taka_ania 19 maja 2007, 15:26
uciekłam dzisiaj z pracy,wyszłam 2 godziny wczesniej,juz nie moglam wytrzymac,derealizacja+depersonalizcja 100%,rozmawiałam z klientami,nagle wszystko wydalo mi sie nierealne,za mgła maksymalnie,starałam sie opanowac-wmawiałam wszsytko jest ok,ale to było silniejsze-mysle o zaraz pewnie wyjdzie ta skrywana przeze mnie schizofrenia,penwie cos zobacze,usłysze,patrzyłam na kolezanke,ktora opowiadała ze idzie na grilla dzisiaj,mysle-po co,przeciez wszystko jest takie obce,moze i mogłabym zniesc ta derealizacje,gdybym tylko nie miała depersonalizacji,to najgorszy shit,wydaje Ci sie ze nie istniejesz,nie widzisz siebie,nie czujesz,nagle jakis pracownik pyta sie mnie o cos-mysle,wiec on mnie widzi,ja jestem,ale gdzie-skoro siebie nie odczuwam,odpowiadam-przy czym bardzo wsluchuje sie w siebie czy oby napewno mowie poprawnie,dobrze.Oddałabym wszsytko zeby powrocic do tego stanu"sprzed"teraz moje mysli koncentruja sie w 100 % na d/d,mimo iz z kims rozmawiam,mimo ze sie nawet smieje-cały czas te pytania-po co ja tu jestem,czy napewno tu powinnam byc a nie gdzie indziej?po co my zyjemy.Wczesniej bedac w pracy myslalam co zrobie gdy wroce do domu,gdzie wyjde,co ugotuje,z kim sie spotkam-teraz nie ma miejsca na takie mysli-tak jakbym tylko czekala kiedy zwraiuje,staram siebie oszukiwac,ale ja naprawde zyje juz inaczej niz nawet miesiac temu-bylam energiczna,pomyslowa-teraz mam 100 tys mysli na minute-wcale nie przyjemnych.Dzisiaj przyjedza moja przyjaciolka do mnie,juz sie boje jak to bedzie,mialysmy isc na jakies piwo,az bede sie go bala napic(to nie do pomyslenia wczesniej),bede sie bala co sie moze wydarzyc,czy to juz dzisiaj przejde w stan psychozy,czy jeszcze mnie oszczedzi...:/i poczeka az zrozumieje sens zycia aby mnie w koncu porwac w swiat wariactwa.Masakra,nikt tego na zewnatrz nie widzi,mama sie cieszy-mowi dziecko wszsytkie wyniki super Ci wyszly-zdrowa jestes,przestan sobie wmawiac,gdyby ona wiedziala jak ja postrzegam teraz swiat i siebie...brak tozsamości...wszsytko obce,moje ciało tez-niby jestem w nim,ale jakby mnie nie było.Psychiatra mnie nie zrozumiala chyba do konca,mowi ze to konflikt jakis w sobie mam,mysle jaki konflikt!!!jak mi sie tak zyc chcialo,a teraz to szkoda gadac...nie wiem czy to przetrwam...ide do pracy bo musze,piore bo musze(przy czym zastanawiam sie czy napewno ide-no poprostu super:/),ide z kims sie spotkac,no bo bylam dusza towarzystwa,dziwnie w domu sie zamknac,co by pomysleli...ale wychodzac gdzies mysle caly czas o tym co moze sie zdarzyc,kiedy juz w koncu strace kontakt z rzeczwistoscia,tak sie tego panicznie boje.Dziekuje wam za odpowiedzi,Ewa125 Tobie szczegolnie,bo wydaje mi sie ze rozumiesz moj stan,w jakim teraz jestem,Tobie przeszlo,ja juz coraz mniej w to wierze...Wczoraj przeczytalam wszsytkie posty z tego tematu-niektore mnie"pocieszyly"bo mamy to samo,ale jak przeczytalam ze to mzoe przejsc w stan psychozy czy schizofrenii to zbladlam,no i teraz juz na niczym innym nie moge sie skoncentrowac,mimo ze czytalam ze takie osoby nie odczuwaly by takich zmian,no to mi sie wydaje ze ja to napewno jestem wyjatkiem.Jak nim nie moge byc skoro cos takiego mnie dopadlo,to nie grypa,zapalenie oskrzeli czy bolaca 6;)wracajac z pracy jechałam w autobusie-oczywiscie obserwacja czy oby nie widze w drodze powrotnej czegos nowego,patrze na ludzi,dziwni jacys-ale zazdroszcze im,ze maja inne problemy,takie jak ja kiedys...

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 4:02 pm ]
jeszcze musze Wam sie zwierzyc,bo tylko Wy mnie rozumiecie.Po napisaniu ostatniego postu,wyszlam na balkon zapalic(pale teraz ponad paczke:/),oczywscie matrix caly czas,piekna pogoda,ale dla mnie nie ma to znaczenia,nawet moglaby byc zima,nawet moglabym wygrac milion i co z tego?wydaje mi sie ze jestem egositka,bo problemy innych ludzi wydaja mi sie nie problemami,nawet inne choroby wydaja mi sie uleczalne,od magicznej tabletki czy masci-zniknie wszytko,u mnie nie...jestem z tym tylko ja,to mnie przeraza,bo inni tego nie maja,a ja musze udawac,przyklejac sztuczny usmiech-ze niby wszsytko jest ok.muzyka,moj wyglad,znajomi-sa mi teraz obojetni,boje sie juz patrzec w lustro,boje sie siebie,gdybym wiedziala np ze za rowny tydzien mi sie to skonczy i wszystko bedzie tak jak dawniej,to wydaje mi sie ze mialabym w sobie tyle siły zeby to znieśc,ale kto mi da taka gwarancje ze to sie skonczy?ze nie zwariuje,ja juz nie boje sie ze bede miala zawal,czy udar mozgu,juz cisnieniomierz nie lezy na szafce nocnej,szczerze wolalabym juz miec objawy somatyczne...najbardziej ciesze sie z tego ze jestem juz prawie po sesji(co tydzien wyjedzalam na 3 dni do innego miasta na studia-teraz wydaje mi sie to niemozliwe),a wczesniej juz nie moglam sie doczekac jak pojade tam,odliczalam dni,2 dni wczesniej bylam spakowana,teraz zostal mi 1 egzamin,chyba nie dam rady pojechac pociagiem,kolejny semestr zaczynam we wrzesniu,jak nie przejdzie,to biore dziekanke(jak bede ja w stanie wziasc,a nie bede lezec w pidzamie,z oblednymi oczami wpatrzonymi w blekitny sufit w wariatkowie)tez mieliscie takie mysli?ze po co wam niby studia?itp.zostal mi tylko rok-studia medyczne,przez czyatanie tych wszsytkich ksiazek,"mialam " chyba polowe chorob,pamietam jak pisalam prace licencjacka na temat udaru mozgu-wydawalo mi sie ze bede miala go jzu w nocy,to jest straszne...chyba mam mega nerwice lękową,nie leczona.Patrze na moj pokoj,zastnawiam sie po co mi tyle tych ksiazek medycznych,wszystkie przeczytane,czemu nie wole przeczytac jakiegos romansidła,studia tez wybralam takie na ktorych czułam sie bezpieczna,zajecia z doktorami,myslalam jakby co to mi pomoga odrazu nie bede musiala czekac na pogotownie,zwlaszcza ze zajecia mielismy w szpitalu,uwazacie ze nie leczona nerwica(o ktorej czasami zapominalam,bo wydawalo mi sie ze ja zwalczylam)mogla spowodowac az takie zmainy w moim umysle?a moze mozecie zaproponowac cos zamiast leków poki co-jakies zioła?witamin nie moge bo mam wyniki idealne,a od psychiatry nie dostalam lekow przeciwklekowych tylko antydepredyjny.ona nie widzi we mnie problemu i mowi zeby nie czytala tyle,nie szukala objawow w swoim organizmie,zapytala sie dlaczego tak uparcie chce miec ta schizofrenie(co 5 minut pytalam sie jej czy ja mam)a jak robila wywiad ze mna-zapisywala cos na kartce(tak bym chciałal to przeczytac)-wtedy to juz zbladlam,mysle wykryła ja u mnie z miejsca na dzien dobry:)ale maja ze mna los...to naparwde silniejsze ode mnie...
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
17 maja 2007, 14:57

przez weronika 19 maja 2007, 20:55
ania ,ja ci napisze w jakim ja byłam stanie i co mi pomogło, chociaż naprawdę wątpie żebyś wzięła to pod uwagę, bo zauważyłam że wszyscy z lękami itp mimo że cierpią tak strasznie nie zaczynają się leczyć dopóki nie osiągną totalnego dna i załamania, też tak miałam łudziłam się że poradze sobie sama że przecież to ja rządzę sobą że przecież wszystko zależy od naszego nastawienia...w moim przypadku a miałam wszystko to oczym ty piszesz te rady były gówno warte i powiem ci coś jeszcze może być tak że twój stan się pogarsza bo nie leczysz nerwicy tak jak ja, na początku miałam same lęki zero depersonalizacji i wszyscy wkoło mieli mnie w dupie łącznie z lekarzami od których usłyszałam że o takich problemach mogę sobie z mamą rozmawiać i żebym nie zawracała lekarzom głowy i nie blokowała miejsc innym chorym ludziom, wszyscy moi znajomi kazali mi radzić sobie starać się....więc ja się tak bardzo starałam, żyłam w ciągłym lęku nie szukałam innych lekarzy nie chciałam brać leków i wiesz co z tego wynikło gigantyczna depersonalizacja której nie mogę się pozbyć od lat...ale teżnie rozumiałam że trzeba się leczyć póki nie osiągnęłam dna...byłam w takim stanie że nie mogłam ani mówić ani jeść ze zmęczenia leżałąm w łóżku i umierałam za życia ponieważ przestałam spać całkowicie nawet po przedawkowaniu leków nasennych nie mogłam spać, koło łóżka miałam wiaderko z wodą bo nie miałam sił iść do toalety bo bym się przewróciła z wyczerpania, w nocy wpadałam do pokoju mojej mamy i z rykiem kazałam jej zamknąć się przede mną na klucz bo powiedziałam jej że wariuję i boję się że mogę ją zabić, raz miałam tak straszny stan tzn właściwie to ja już stwierdziłam że zwariowałam bałam się tak strasznie że biegałam w nocy wokół stołu, , ciało było dla mnie obcym tworem, w ogole miałam wrażenie że wyleciałam z własnego ciała, że stoje obok i obserwuje samą siebie moja osoba stała się obca dla mnie samej, ciągle myślałam dlaczego ja jestem właśnie tym kim jestem, jak to możliwe że istnieję, fakt istnienia przerażał mnie najbardziej, potem wymyśliłam sobie że wszystko mi się śni moje życie też i ja naprawde nie istnieje, ja też studiowałam wybiegałam zajęć ryczałam na przerwach, umierałam z fizycznego i psychicznego wyczerpania, osiągnęłam dno kiedy ze zmęczenia nie mogłam rozmawiać i przestałam wstawać z łóżka, lekarze mówili o szpitalu a wiesz po coja ci to piszę? nie po to żeby cię przestraszyć, chce ci powiedzieć że osiągnęłam chyba jeden z największych stopni rozwoju nerwicy i JEDNAK nie zwariowałam chociaż oczekiwałam tego w każdej sekundzie JEDNAK mimo takiego rozwiju choroby nie popada się w nerwicy w chorobę psychiczną i chce ci powiedzieć coś jeszcze, jestem teraz najszcześliwszą osobą na świecie, pracuję , mogę kochać ,spotykać się z przyjaciółmi, oddać sie rozmowie i zabawie z nimi mam chęci i siły do wszystkiego, wszystko wokół jest dla mnie sto razy piękniejsze niż kiedyś, nie mam już lęków śpię bardzo zdrowo a depersonalizacja jest jeszcze troche ale nie zakłóca mi ona szcześcia i życia jej intensywność zmalała tak bardzo że żyję i cieszę się prawie jak zdrowy człowiek, ale nie minęło mi samo, kiedy byłam na dnie postanowiłąm znależć lekarza który zrozumie to o czym mu mówie a uwierz mi nie było to łatwe lekarze z mojego miasta nie wiedzą co to depersonalizacja znalazłam lekarza we wrocławiu dojeżdzałam do niego i uparłam się i na własne żądanie zaczęłąm brać leki w największych dawkach jakie są dozwolone postanowiłam się leczyć bo wreszcie dotarło do mnie że jestem ciężko chora i że witaminy zioła sport czy silna wola nie pomogą kiedy ma się prawdziwą i silną nerwice a ty moim zdaniem masz bardzo silną, brałam leki ponad dwa lata w największych dawkach i przywróciło mnie do życia tylko trzeba znależć dobrego lekarza i dobrać lek mi pomógł effectin kiedy wróciłam do siebie znalazłam psychoterapeute też dojeżdzam do niego cotydzień 60 km, nie musisz brć mojego zdania pod uwagę chciałam ci napisać że jest takie wyjście z sytuacji jak leczenie lekami i terapią w połączeniu i że mi ono pomogło i wzbranianie się przed tym jest czasem najgorszym błedem bo choroba się wciąż może rozwijać, szukaj lekarza nawet jeśli 10 innych cie oleje dobieraj lek nawet jeśli pierwsze nie pomogą zwiększaj dawkę bo czasem dopiero duże bomba pomaga i jeszcze terapia jaki lek przepisał ci ten lekarz? czasem leki antydepresyjne działają także bardzo silnie przeciwlękowo i nie uzależniają stąd są lepsze niż większość leków na uspokojenie które mogą uzależniać , pamietaj że lek działa dopiero po ok miesiącu i że na poczatku możesz się czuć o wiele gorzej objawy się mogą nasilić musisz to prztrwać pamiętaj proszę że jest takie wyjście i że ja cierpiałam kiedyś tak jak ty a teraz jestem szcześliwa i zdrowa
Offline
Posty
254
Dołączył(a)
11 kwi 2006, 16:43

przez wkrokufeler 20 maja 2007, 19:55
Opowiem wam moją historię może wam to pomoże zrozumieć d/d lepiej. Męczę się z tym syfem już ponad półtorej roku. Pół roku leków i ponad rok terapii. Moja żona nigdy nie zapytała jak się czuję nigdy nie wzięła mnie za rękę nie powiedziała że będzie dobrze lepiej nawet znudziła się i zdradzała mnie. Jak ona miała depresje i podobne stany to ja ją po nacach trzymałem za rękę i pocieszałem. W końcu się rozwiodłem nie muszę mówić że na derelizacji nie było to łatwe koszmar. Wróciłem do rodziców. Nie muszę mówić że też miałem z nimi lekki konflikt nigdy nie usłyszałem od nich że mnie kochają. Dbali o mnie itp ale nigdy nie nazywali swoich uczuć kurde jak mogłem jako dziecko o tym wiedzieć w końcu nie wytrzymałem. Najpierw popłakałem się u lekarza (pierwsz raz od 20 lat) a on na to. Ja panu miłości nie dam nie ten adres. Wiedziałem że muszę pogadać z rodzicami w końcu się odważyłem już nie mogłem powstrzymać emocji. Rozmowa trwała godzinę płacz żal pierwszy raz usłyszałem że mnie kochają. Nawet mnie przytulili przedziwne uczucie. Przez tydzień nie mogłem uwierzyć że się odważyłem derealizacja hehe lekka znowu (trzymane emocje). Zauważyłem że gdy mam lęk pod tytułem boję się że zobaczę coś w rzeczywistości nie tak to chodzi o prawdę mojego życia o hamowane emocje żalu itp. Wtedy włącza się derealizacja to taki mechanizm obronny łatwiej zastanawiać się po co ci ręka niż odwarzyć się przed sobą na szczerość swoich uczuć bo to bardziej boli. Jeśli was to pocieszy ja zawsze mówię lekarzowi żę jestem nienormalny a on na to że się już do tego przyzwyczaił. Ja nawet przed wizytą u niego mam silniejszą derealizację bo wiem że się nasłucham prawdy o sobie która dotrze do mnie z opóźnieniem. Podobno to lepiej bo gdyby to wszystko dotarło od razu to mogłoby człowieka powalić. Pozdrawiam mam nadzieję że komuś to co napisałem pomoże zrozumieć czym jest d/d i że samemu ciężko sobie z tym poradzić bo jak można sobie poradzić z dopuszczeniem prawdy o sobie i swoich bliskich. I jeszcze dopuścić do siebie emocje negatywne w stosunku do nich. Dla mnie najgorszy jest żal.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 8:04 pm ]
Aha podobno po wyleczonej nerwicy nie wraca się juz do poprzedniego życia tylko do bardziej świadomego siebie i swoich emocji. Zmienia się myślenie tylko dlaczego to tak boli?
wkrokufeler
Offline

Avatar użytkownika
przez ewa125 20 maja 2007, 22:53
czytam Was i normalnie lezka sie kreci w oku. TAKA ANIA mialam prawie identyczne objawy jak Ty, rozumiem Cie i szczerze wspolczuje. wiem ze to jest koszmar, horror. najgorsze ze walczy sie z tym samemu, w pojedynke. pamietam jak moja mama ogladala ze mna filmy, starala sie mnie rozsmieszyc, nawet spalam z nia w jednym lozku przez jakis czas, ale to nic nie dawalo. ona mnie przytulala a ja nadal czulam sie zle. balam sie wlasnie istnienia, to takie dziwne, zdrowyu czlowiek na pewno tego nigdy nie zrozumie i dobrze dla niego. w pewnym opkresie to nawet jakbym wygrala 6stke w totka to i tak by mnie to g**** obchodzilo. nie rezygnuj ze spotkan ze znajomymi, bo jak sie zagadasz i pomyslisz przez chwile przynajmniej o czyms innym to sie lepiej poczujesz. co do piwa to przed nerwica je uwielbialam, potem nie pilam ani kropelki przez kilka m-cy bo sie balam swojej reakcji, poza tym nie chcialo mi sie jesc i strasznie schudlam. teraz znowu pije piwo nawet dosc czesto bo pozwala mi sie wyluzowac i lepiej sie wtedy czuje.
to jest prawda ze przyczyna tego jest konflikt i trzeba sobie z tego zdawac sprawe. tylko pozalatwianie swoich spraw i pozbycie sie tego konfliktu daje wyleczenie. czesto jest to np.nieakceptacja siebie z jakiegos powodu.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
842
Dołączył(a)
08 paź 2006, 00:52

przez Aggnieszka 23 maja 2007, 18:30
Oj jak ja to wszystko rozumiem :( Weronika teraz biore Salipax, wczesniej bralam tyle lekow ze nie sposob wymienić, mialam kilka przerw a potem znowu do lekow, i tak pare razy, m,in efectin, lexapro imipramina itd itd..
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
11 maja 2007, 22:29
Lokalizacja
Lublin

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 36 gości

Przeskocz do