Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez jakubkowa 08 lut 2011, 14:34
oj to faktycznie masz nie fajnie :(

pisz tutaj jak coś , może forum ci doda otuchy, a tak poza tym polecam psychoterapię - na prawdę pomaga się podnieść :D
...Zagłuszanie bólu na jakiś czas sprawia, że powraca on ze zdwojoną siłą...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
531
Dołączył(a)
29 lis 2010, 13:11

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez naftalka5 08 lut 2011, 14:44
Dzieki :)
Myślałam o psychologu/psychiatrze. Nie chce isć do pierwszego lepszego znalezionego w necie. Jeśli znacie kogoś, kto przyjmuje w Krakowie to dajcie znać :)
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
08 lut 2011, 11:32

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez jakubkowa 08 lut 2011, 21:08
popytaj na wątku: Miasta - Kraków , może tam coś piszą :)
...Zagłuszanie bólu na jakiś czas sprawia, że powraca on ze zdwojoną siłą...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
531
Dołączył(a)
29 lis 2010, 13:11

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Moja historia i prośba o opinię.

przez anonim26 08 lut 2011, 21:11
Na wstępie napiszę może kilka słów jak się zapoczątkowała moja nieprzyjemna historia z chorobą. Chce Wam opisać objawy i dolegliwości jakie miałem oraz prosić o opinię czy dobrze siebie zdiagnozowałem.

Od 18 roku życia dużo imprezowałem (teraz skończę 26 lat). Początkowo piłem i brałem środki typu ectasy bądź amfetamina w dużych ilościach ale tylko na imprezach. Po za imprezami lubiłem sobie zapalić marichuanę. Jednak dopóki byłem młody nie miałem pracy (uczyłem się) czyli nie miałem kasy więc to było w umiarkowanym stopniu. Cały czas dużo ćwiczyłem na siłowni oczywiście wchodziły to w grę sterydy anaboliczne.

Kolejny etap rozpoczął się po studiach. Praca umożliwiła mi większe spożycie tych środków. Na każdej imprezie byłem postrzegany za osobę która przyjmuje największe dawki wszystkiego. Nie odczuwałem jednak z tego powodu jakiś dołków, lęków problemów etc. Zawsze się dobrze czułem. Czasem narozrabiałem na imprezie ale ogólnie wszystko ok.

Problemy zaczęły się około 2 lata temu. Zaczynałem trochę przeginać aż w końcu doszło do traumy. Pewnego razu przesadziłem z amfetaminą, alkoholem, marichuaną zaprawiając się wiagrą i po długim udanym stosunku trafiłem do szpitala z arytmią. Do tej pory czuje się jakbym to przeżywał od nowa. To dziwne uczucie bicia serca osłabienie. Ciągle mi się przypomina strach przed utratą życia droga do szpitala. Na szczęście wypłukali mnie doszedłem do siebie i na drugi dzień wyszedłem ze szpitala.

Obiecałem sobie że od tej pory nie będę przesadzał. Nie tykałem alkoholu, narkotyków, nawet łyka.

Problemy zaczęły się po dwóch tygodniach. Nagłe kołatania serca, strach przed utratą życia, ściskanie w klatce. Na początku kilka takich napadów ale nie znacznych. Kolejny większy skończył się karetką pogotowia. Jak tylko ona była na miejscu automatycznie lepiej się czułem. Na ekg nic nie wyszło. Dostałem kroplówkę z ketanolem i było ok.

Te bóle i nerwy i lęki nie dawały mi spać. Pewnego razu pojechałem do szpitala. Znów kompleks badań i przyjęli mnie na oddział na szczegółowe badania (na podstawie tylko moich dolegliwości, ekg, rentgen, badania ok). W szpitalu zrobili mi kompleks wszystkich badań: ECHO, holter, próba wysiłkowa, badania krwi i moczu. Wszystko wyszło ok.

Sprawa ucichła. Wróciłem do normalnego trybu, po jakimś czasie wróciłem do sporadycznego picia alkoholu. Potem znów do narkotyków. Na początku spokojnie. Potem się przyczaiłem i waliłem więcej. Któregoś razu dostałem napadu pod wpływem że znów mi się coś dzieje. Byłem przekonany że ze mną jest źle - szpital - nic nie wyszło

Po kilku takich akcjach było mi wstyd. Patrzyli na mnie jak na narkomana. Któregoś razu zdecydowałem się odciąć od tego. Poszedłem do psychiatry dostałem leki i przestałem. Nie na długo bo po miesiącu znów wróciłem do wszystkiego. Szedłem poimprezować a na koniec brałem tritico na sen. Piłem co raz więcej i więcej. Jakieś ostatnie miesiące picą piłem codziennie. Wódkę i piwa w dużych ilościach. W tygodniu często 0,5 w weekandy 1l to spokojnie (weekandowe maratony mogły się zamykać w 2l może wiecej). Do tego czasem narkotyki. Nie ważne co byle była bomba.

Po ostatnim wybryku 3 miesiące temu znów trafiłem do szpitala po spożyciu narkotyków alkoholu i wiagry. Raz na samym ekg. Lekarz powiedział mi że nic mi nie jest. Dolegliwości znikły z jego słowami. To żeby tego było mało tydzień później przesadziłem kolejny raz. Tym razem płukanie. Wtedy powiedziałem sobie "NIE".

Leczenie rozpoczęło się 2 miesiące temu (psychiatra, psycholog - leki nie specjalnie pramolan doraźnie (nie działa na mnie chyba) plus mam uczyć się kontrolować lęki oddechem). Do tej pory nie wypiłem ani łyka alkoholu ani grama narkotyku ani innych substancji psychoaktywnych. Jest tego druga strona medalu. Czuję się fatalnie. Akcję z szybkim biciem serca i wydawało ni się że mam zawał miałem raz. Teraz natomiast mam zawroty głowy. Napadowe, głównie wieczorne zawroty głowy szumy uszne strach przed utratą życia. Dodatkowo jak przestałem się faszerować dokuczał mi żołądek. Zdiagnozowali mi refluks żołądkowy. Teraz się zastanawiam czy te zawroty są związane z refluksem? Czy aby wszystko jest ok? może jednak nie mam lęków odstawiennych tylko coś mi faktycznie dolega. Te dolegliwości nie dają mi pracować i funkcjonować. Nie chce mi się wychodzić z domu. Nie chcę iść do ludzi. Śpię po 10h. Najchętniej bym spędził czas w łóżku. Z rana wydaje mi się że jest ok, wieczorem nagle mnie dopadnie i znów to samo. Lekkość w głowie (zawroty), ogromny strach przed śmiercią. Nałogowo czytam o wszystkich dolegliwościach. Czytam fora i wikipedię oglądam filmy o zawałach. Dalej nie mam 100% pewności że to atak nerwicowy. Nie wiem jak to sprawdzić. Z kolei refluks powoduje błędne koło bo wywołuje mi te dolegliwości. Czy jest ktoś kto też tak nabroił jak ja? Może udać się do neurologa?

Jeśli to sprawa psychiczna to ile to może jeszcze potrwać!?


Z góry dziękuję za opinię i pozdrawiam.

-- 08 lut 2011, 20:53 --

Nootropil to lek zawierający piracetam. Jest b. dobry. Odżywia mózg. Powoduje większe przyswajanie tlenu i glukozy. Zwykle stosuje się po wylewach dla regenreacji mózgu. Proponuje dawkę 1000 mg.


No właśnie tylko za każdym razem mam sobie zdawać sprawę z tego że to nie mój konieć tylko głupia nerwica? może jakiś lek jest w stanie mi pomóc. Dalej nie mam pewności. Przeszkadza mi to w życiu codziennym bardzo.

-- 08 lut 2011, 20:59 --

dziwne rzeczy się dzieją na tym forum ;)
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
08 lut 2011, 20:03

Moja historia i prośba o opinię.

przez atewu 08 lut 2011, 23:19
nie będę pisał,że masz to na własne życzenie, ale tak właśnie jest. dobrze, że rzuciłeś alkohol i narkotyki. trzymam kciuki żebyś to tego już nie wracał. a nerwica, no cóż... może się ciągnąć latami... dobrze,że jesteś pod opieką psychologa. on wie najlepiej jak Ci pomóc. trzymaj się!
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
04 paź 2010, 21:35

Moja historia i prośba o opinię.

przez polakita 09 lut 2011, 10:52
anonim26 napisał(a): Pewnego razu przesadziłem z amfetaminą, alkoholem, marichuaną zaprawiając się wiagrą i po długim udanym stosunku trafiłem do szpitala z arytmią.

Niezły mix. Nie masz jakiegoś instynktu samozachowawczego? Co ja myślę? Myślę że nerwica to najlepsza rzecz jaka mogła ci się przytrafić, bo dzięki niej będziesz miał motywację żeby wyjść z alkoholu i narkotyków. Nerwica jest strasznie męcząca, ale uważam że masz szczęście że to jedyna choroba jaką ci dał taki styl życia.
Offline
Posty
887
Dołączył(a)
03 wrz 2010, 18:05

Moje problemy

przez jasiu 11 lut 2011, 15:14
Witam, chciałem opowiedzieć trochę o moich problemach związanych ze zdrowiem.
Zaczęło się to dawno temu, chyba już w I liceum, czyli jakieś 5-6lat temu.
Początkowo były to problemy z oddychaniem, siedziałem na zajęciach i w sumie nie czułem czy oddycham czy nie, nie była to duszność tylko lęk przed tym, że chyba za słabo oddycham.
W nocy przed zaśnięciem również były problemy, leżałem i zastanawiałem się czy oddycham, myślałem czy jak zasnę to będę oddychał czy też nie... Te objawy i lęki pojawiły się stosunkowo nagle ale jakoś sobie z nimi radziłem.
W okresie późniejszym już po liceum, zaraz na I roku studiów pojawił się nocny atak duszności, przyjechała karetka wpisano mi podejrzenie zespołu preekscytajcji WPW. Zaczęły się niekończące wizyty u lekarzy i trwają do dziś...
Jeżeli chodzi o kardiologa to stwierdzono, że mam wypadający płatek zastawki mitralnej i lekko skrócony odstęp PQ w EKG.
Problemy trwają do dziś z różnym nasileniem.
Głównymi objawami podczas napadów są:
- duszności, ciągła potrzeba wzięcia głębokiego oddechu, ziewanie, podczas silnych ataków ledwo oddycham i mi ciemno w oczach,
- przytkany nos, ucisk w klatce piersiowej, gardle, uczucie jakby lekkiego pieczenia w gardle przy nabieraniu powietrza,
- drżenie mięśni, niepokój, lęk przed uduszeniem
- zimne poty
- skurcze mięśni, czuję je nawet w brzuchu
- mrowienie dłoni i twarzy
- w momencie pojawienia się lęków wiecznie pełny pęcherz
Zauważyłem, że najgorsze ataki miałem w domu, wieczorem siedząc przy komputerze czy też śpiąc. W krótkim czasie wyrobiłem sobie lęk przed wieczornym siedzeniem w domu a nawet spaniem (kładę się stosunkowo późno, żeby jak najszybciej zasnąć), to chore wiem... Podobnie jest w autobusie czy Kościele, pojawiają się duszności i automatycznie staram się unikać tych miejsc, co prawdopodobnie tylko pogarsza sytuację.
Ogólnie chciałbym się Was poradzić, z leków biorę BETO ZK 50 ( 1 rano i polówkę wieczorem) z uspokajających ziołową nalewkę Antynervinum i w skrajnych przypadkach Hydroxyzynę.
Ogólnie problemy pojawiają się w 95% przypadków gdy siedzę w domu, gdy nie mam co robić i każdy objaw wyolbrzymiam zaraz sobie wyobrażam że mam jakąś poważną chorobę i zaczynają się ataki.
Zamierzam się wybrać do psychologa, poleciłby mi ktoś jakiegoś dobrego w Warszawie?
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
11 lut 2011, 14:51

silne reakcje psychosomatyczne na stres

przez rabbit_heart_girl 12 lut 2011, 02:39
Witam,

Mam problem i nie wiem, jak sobie z nim poradzić.
Jestem bardzo wrażliwą osobą, odkąd pamiętam przejmowałam się wszystkim, aż za nadto. Martwię się swoimi problemami, a jak by tego było mało, przeżywam niemalże równie intensywnie problemy swoich najbliższych.
Kilka miesięcy temu doświadczyłam czegoś, co rozłożyło mnie emocjonalnie na łopatki. Mam wrażenie, ze przechodziłam przez depresję. Z tego trwającego kilka miesięcy dołka wyrwało mnie, jakieś 3 miesiące temu, bardzo pozytywne, niespodziewane wydarzenie. Negatywne emocje się uspokoiły, a może raczej uśpiły, bo mimo względnej równowagi emocjonalnej, co jakiś czas, mniej więcej raz/dwa razy w miesiącu dopadały mnie te znane mi dobrze doły, trzymały dzień, czasem kilka dni i znowu wracłam do pozornej równowagi.
Ostatnio, znowu moje życie zaczęło się komplikować, mam bardzo wiele problemów, z którymi borykam się od lat, do tego na bieżąco dochodzą nowe. Tym razem są to problemy w związku. Każdy ma problemy, to ludzkie, wiem. Ale trzeba umieć sobie z nimi radzić. Ja po prostu nie umiem. Nie wiem, co mam zrobić ze sobą i swoją głową, bo ani ona, ani cały mój organizm długo takiej huśtawki nie wytrzymają...
Sytuacja wygląda tak, że mam kilka dobrych dni, dni, kiedy nawet zdarza mi się optymistycznie myśleć (z natury jestem pesymistką), po czym, mała, niepozorna rzecz jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. To może być coś dotyczącego problemów w związku, ale równie dobrze każdy inny stresor, naprawdę, nawet niewielki. Mam problemy z zasypianiem, odczuwam pulsujący tępy ból głowy, ostry ból brzucha, apetyt spada mi do zera, chudnę w oczach, odczuwam silny ucisk na klatkę piersiową - boli mnie serce i czuję się tak, jakby ktoś położył mi ciężki kamień na klatce piersiowej, dusi mnie w gardle i nawet po kilku nieprzespanych nocach nie mogę wyłączyć myślenia. Organizm jest już wyczerpany, ale myśli nadal drążą problem czy problemy, co gorsza, to same czarne myśli, nigdy nic konstruktywnego, wizualizuję sobie mimo woli jakieś czarne scenariusze. Snuję najróżniejsze domysły i zamęczam się własnymi myślami... Mam też od czasu do czasu napady irracjonalnego lęku. Wtedy również odczuwam ucisk klatki piersiowej i duszenie w gardle. Kiedy uda mi się usnąć, zdarza mi się budzić zlana potem i przerażona, niczym konkretnym, tak po prostu... Taki stan potrafi trwać nawet kilka dni. Nie mogę się na niczym innym wtedy skupić, problem stanowi obejrzenie 30 min programu informacyjnego czy przeczytanie kilku zdań. Zazwyczaj, potem okazuje się, że rzecz, która aktualnie wywołała tak silną reakcję, wcale nie była tego warta, zazwyczaj okazuje się, że wyolbrzymiłam problem, że sama sobie dopowiedziałam pewne rzeczy i stworzyłam potwora, podczas, gdy to może był mały straszek...
Jestem nauczycielką, pracuję umysłowo i nie mogę sobie pozwolić na tego typu regularne 'wyłączenia'... Staram się z tym walczyć, racjonalizować, zmuszać do pozytywnego myślenia, afirmować, ale to mnie przerasta. Jestem bardzo zmęczona.
Czy mogę sobie z tymi problemami poradzić sama..? Jak..?

Będę wdzięczna za wszelkie komentarze.
Ostatnio edytowano 12 lut 2011, 03:07 przez Anonymous, łącznie edytowano 1 raz
Powód: przeniesione do odpowiedniego działu
Posty
2
Dołączył(a)
12 lut 2011, 01:12

silne reakcje psychosomatyczne na stres

przez dogomaniaczka 12 lut 2011, 03:06
rabbit_heart_girl, raczej nie poradzisz sobie z tym sama. z tego co opisujesz są to ataki paniki. potrzebna Ci terapia, żebyś nie doprowadziła się do gorszego stanu. psycholog nie gryzie i może Ci bardzo pomóc. niestety ale samemu ciężko z tego wyjść..
dogomaniaczka
Offline

silne reakcje psychosomatyczne na stres

przez NoOneLivesForever 12 lut 2011, 05:27
Czy mogę sobie z tymi problemami poradzić sama..? Jak..?
Tak, jak napisała Dominika, poradzenie sobie samemu nie jest wcale taką prostą sprawą.

Jednak może moja rada się przyda, gdybym mógł cofnąć czas i wrócić do takiego etapu, na którym Ty się obecnie znajdujesz, to leczyłbym siebie medytacją i technikami relaksacyjnymi, i odczuwaniem swojego organizmu (zaraz to wyjaśnię), pomoc specjalisty też nie zaszkodzi.
Z tego co napisałaś, symptomy twojego zaburzenia są już dosyć poważne, jeśli nie chcesz, żeby się to w krótkim czasie pogłębiło powinnaś jak tylko możesz zwolnić tryb życia. To znaczy na przykład ograniczyć do minimum wszelkie absorbujące uwagę rozrywki, jak tv, czytanie gazet, internet (bo te zajęcia nie pozwalają na głębsze rozluźnienie umysłu i ciała, a ten gromadzi coraz bardziej negatywne "energie" i stany emocjonalne nie mogąc się rozładować sam), zamiast tego spróbuj zwyczajnie w ciągu dnia kilkakrotnie położyć się, usiąść w fotelu i obserwować swój stan i swoje myśli. To nazywane jest medytacją i choć może opis sprawia wrażenie, że jest to coś banalnego, to wierz mi lub nie, ale dopiero po kilku latach nauczyłem się korzystać z tego sposobu, tak że przynosi efekty w postaci prawdziwego rozluźnienia i postępów na drodze do całkowitego zdrowia (to trzeba wypracować samemu, mogę ew. podać kilka wskazówek). Na czym polega taka medytacja? Po prostu odczuwasz swój obecny stan, nie chodzi o to, żeby myśleć o sobie, analizować, zwyczajnie zanurz się w teraźniejszości, w tym co jest teraz, zauważysz, że myśli dotyczące problemów to tylko myśli, jeśli człowiek jest spięty i zestresowany, to myśli i emocje sprawiają wrażenie bardzo realnych i niebezpiecznych, przytłaczają i nie dają czasu do wytchnienia, taka medytacja pozwala zdobyć dobrą perspektywę, powrócić do siebie.
Druga kwestia to odczuwanie swojego ciała, objawy jakie opisujesz, to według mnie klasyczny przypadek tłumienia emocji i uczuć w ciele (też tak robiłem i jeszcze często robię), kiedy odrzucasz pewne nieprzyjemne aspekty swojego doświadczenia (w postaci negatywnych emocji), to po pewnym czasie to przechodzi w nawyk i nieświadomie tłumisz coraz bardziej, aż następuje etap, w którym organizm nie potrafi sam uwolnić tych napięć i wszystko zaczyna boleć, pojawiają się migreny, uczucie lęku, oddalenia od świata zew., itp. Po prostu w ramach tej medytacji przytoczonej wyżej spróbuj również odczuwać to co w danej chwili czujesz, wczuwaj się w swój organizm, badaj czy czasami nie jesteś spięta i nie tłumisz tego, nic na siłę trzeba się wyluzować i spokojnie wczuwać i obserwować.
U siebie zauważyłem też, że długi sen wcale nie pomaga na te dolegliwości, trzeba się ich pozbyć podczas dnia, wtedy się lepiej śpi, nieraz myślałem, że jeśli się porządnie wyśpię, to będę się czuł dobrze, ale to nie działa tak, muszę się najpierw czuć dobrze i dopiero potem mogę dobrze spać i budzić się wypoczęty.
NoOneLivesForever
Offline

Moje problemy

przez jasiu 12 lut 2011, 21:17
Właśnie w tym problem że miałem masę badań, nadczynność tarczycy wykluczono, miałem również echo serca, USG, wszelkiego rodzaju bania z krwi, próby wątrobowe, markery uszkodzenia mięśnia sercowego. Generalnie można by tak długo wymieniać, planuję jeszcze zrobić sobie gastroskopię ale jakoś nie mogę się przemóc... Leki przepisał mi kardiolog w Aninie, jestem pod opieką tamtejszej przychodni, ostatnio miałem robionego holtera ale nie odebrałem jeszcze wyników.
Problem w tym że nigdy na nic nie chorowałem, objawy przyplątały się jakiś czas temu i nie odpuszczają.
Jeżeli chodzi o moją sytuację życiową, to jest lekko problematyczna - śmierć Taty jak byłem mały, przeprowadzka, w domu także stres, wieczne nerwy, zauważyłem też że w sumie to ja sam stwarzam w sobie napięcie, wiele rzeczy sobie zaraz sam dopowiadam, generalnie wyobrażam sobie wszystko tak, jakby wszyscy wokół byli przeciwko mnie, działa to naprawdę destrukcyjnie. Ogólnie wszystko od jakiegoś czasu strasznie przeżywam, nie mogę uwierzyć jak "miękki" teraz jestem.
Ciągłe wymyślanie sobie chorób, doszukiwanie się ich, ogólne przygnębienie, mieszające się z euforia i chęcią zrobienia wszystkiego na raz, ciągłe myśli że mam jakąś poważna chorobę i tak jak wspomniałem wcześniej - jeżeli się gdzieś poczuję słabo automatycznie boję się tego miejsca...
Chodzę do kardiologa który sugeruje częstoskurcz nadkomorowy, ale czuję coraz bardziej że to również wymaga pomocy psychologa.
Generalnie muszę zrobić badanie elektrofizjologiczne serca, miał z ktoś z Was może takie?
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
11 lut 2011, 14:51

Nie daję rady.Pomóżcie!

przez imagination86 13 lut 2011, 20:49
Witam Was!

Zaczne moze od tego, ze mam 25 lat i od jakiegos czasu czuje sie jak kobieta 80 letnia, która nie ma siły ruszyc sie z domu.
Jakies 3 miesiace temu zorientowalam sie ze mam nerwice lękową. Wiem to, bo moj ojciec który jest teraz alkoholikiem i obecnie leczy sie w zakladzie psychiatrycznym mial to samo co ja...Jestem studentką piatego roku, w czerwcu mam oborne pracy mgr i na dzien dzisiejszy nie potrafie zabrac sie nawet do pisania tej pracy. Nie moge na niczym sie skupic,kazde wyjscie nawet do sklepu konczy sie tym ze dostaję ataku...nogi robia mi sie jak z waty, serce zaczyna bic tak szybko i mocno jakby miało wyskoczyc z piersi, zawroty głowy, drżenie rąk...uczucie nie do opisania. Próbuje tłumaczyc sobie ze wszystko jest ok, ale to nie zawsze pomaga. Wpadam w panike i wtedy juz nic nie jest w stanie poprawic mojego samopoczucia. Boję sie strasznie,ale najbardziej przeraza mnie to,ze od pewnego czasu zaczełam pic alkohol, który w jakims stopniu zagłusza objawy tego dziadostwa...Dzisiaj łapię sie na tym ze bez 3 piw dziennie juz nie potrafiłabym normalnie funkcjonowac. Tak strasznie przeraza mnie fakt ze nie daje sobie z tym rady, ze skoncze jak moj ojciec, ze nigdy w zyciu nie bede szczesliwa...Nic mi nie pomaga, bralam rozne specyfiki,ale to na nic...Pomożcie, bo juz naprawde nie wiem co robic...czasami nie chce mi sie zyc...
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
13 lut 2011, 20:33

Nie daję rady.Pomóżcie!

przez Agnieszka_1988 13 lut 2011, 20:53
imagination86, a może by tak terapia?
Agnieszka_1988
Offline

Nie daję rady.Pomóżcie!

przez imagination86 13 lut 2011, 20:59
Byłam na terapii, nie pomaga...
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
13 lut 2011, 20:33

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 32 gości

Przeskocz do