Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
mała defetystka

Oddział Leczenia Zaburzeń Osobowości i Nerwic - 7F

Rekomendowane odpowiedzi

Nie chcę zniechęcać do terapii psychodynamicznej, ale może warto by było spróbować innej? Np. Gestalt, która też polega na wglądzie, ale terapeuta nie jest zdystansowany i pracuje się na przeżyciach tu i teraz. Może poznawczo-behawioralna, która ma najlepiej udowodnioną skuteczność? Daje ona dosyć szybką ulgę. W leczeniu zaburzeń osobowości stosuje się tzw. III falę terapii poznawczo-behawioralnej, czyli terapię schematu i dialektyczno-behawioralną.

 

Kalipso, podzieliłabyś się tym, co ten terapeuta zrobił, że tak Ci pomógł? W jaki sposób to, co zrobił, było dla Ciebie pomocne? Też był psychodynamiczny?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej Kalipso. Nie byłam przy sytuacji z Ordynator, byłam zajęta własnym przymusowym wypisem. Nie zgadzam się ze wszystkim co było na oddziale ale też nie będe wybielać siebie. Pamiętajmy, że my naprawdę jesteśmy zaburzeni...i mamy pokrzywione myślenie, czucie i reakcje...

Może nie skreślaj Krakowa, możesz być wściekła, serio rozumiem, ale mam nadzieję, że dalej będziesz szukać pomocy na miejscu i przerobisz tą sytuację. I kiedyś kiedy będziesz gotowa może znowu tam zawitasz ( i na terapii im wygarniesz:) Idź na terapię i walcz o siebie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mamre, terapeuta, o którym wspomniałam, jest psychodynamiczny. Miałam z nim jedną konsultację, trwającą 1,5 h. Z wyglądu nie wzbudził mojego zaufania. Sesja z nim wywarła na mnie ogromne wrażenie, bo znał mnie lepiej niż ktokolwiek. Przy nim zniknęły tarcze. Przestałam udawać. Byłam taka słaba i bezbronna, ale było mi z tym dobrze. Bardzo dobrze. Wiedziałam, że mnie nie skrzywdzi, nie zostawi. Wiedział o rzeczach, o których nikt inny nie miał pojęcia. Byłam dla niego przezroczysta. To było takie oczyszczające. Poruszał tematy, do których nie dotarł żaden terapeuta. Poszedł w zupełnie inną stronę niż OLZON. Na koniec kazał mi pospacerować 20 min i popatrzeć na drzewa, żeby się uspokoić. Dopiero po tej sesji po raz pierwszy przestałam gryźć się z powodu wypisu z 7F. Nazwał moich dotychczasowych terapeutów niedoświadczonymi i powiedział, że na pierwszej sesji powinni wiedzieć, co mają robić. Powiedział też, że nie potrzebuję szpitala, ale doświadczonego terapeuty, który będzie umiał na mnie reagować i nie zostawi mnie. Nie wiem, co ten terapeuta zrobił. Wiem tylko, że robił to dobrze. Nie miałam wcześniej tak ważnej sesji, mimo iż była po angielsku i pewnie nie skorzystałam tak, jakbyśmy rozmawiali po polsku.

 

SAMA1, czuć optymizm w Twoich słowach. Ja jednak nie mam zamiaru usprawiedliwiać 7F, bo "jestem zaburzona, mam pokrzywione myślenie, czucie i reakcje...". W końcu to Oddział Leczenia Zaburzeń Osobowości. Jak sobie nie radzą z tym, do czego zostali stworzeni, to powinny zostać zlikwidowani. Chętnie ciągną kasę z NFZ-u za pacjentów, którzy równie dobrze mogliby korzystać z psychoterapii w warunkach ambulatoryjnych. Jeśli trafi się pacjent nieidealny, to wypisują go. Za mnie zgarnęli 10 tys., za Ciebie pewnie ok. 30 tys. Jaki sens miało wypisanie Ciebie na bodaj 1,5 tygodnia przed planowanym wypisem? M. wypisali tydzień po powrocie z ogólnego, zanim jeszcze doszła do siebie. Mnie wypisali z nasileniem myśli samobójczych i na 1,5 tyg. przed ważnym wydarzeniem życiowym. K. mieli chyba wypisać za związek, ale nie wiem na pewno. Na Oddziale są łamane prawa pacjenta, Kodeks Etyki Lekarskiej i Ustawa o Zawodzie Lekarza i Lekarza Dentysty. Minie dużo czasu nim skieruję kroki do jakiegoś terapeuty, bo zwyczajnie im nie ufam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chodzi o oddział 7f to ja osobiście polecam, byłam tam i mi pomogli. Takie są moje doświadczenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam pytanie do. tego oddziału pod kątem łazienkowo-higienicznym. Na ile osób przypada jedna łazienka ? Czy ktoś kto ma natręctwa dotyczące higieny ma szanse tam przetrwać ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam, od 10 lat mam problem z natretnymi myslami, przez pierwsze lata jakos z tym wytrzymywalem, zaczely mi sie one od araku paniki a raczej atak paniki od nich pewnego wieczoru tak sie przejalem pewną sprawą ze jakas jakby czarna mysl, zla mysl powiedziala mi ze juz bedzie zawsze impulsywnie tak ze mną, wtedy az po karetke chcialem dzwonic taki atak mnie zlapal... atakow paniki pozniej juz nie mialem, ale mysl ta byla, uciazliwa ale jakos zylem, najpierw odizolowany pozniej jakos zaczalem wycgodzic ze znajomymi nawet, kilka lat nic z tym nie robilem ale stalo sie to ciezkie do zniesienia, najpierw mozarin (escitalopram) po kilku dniach tak mnie wygielo w nocy i potem sie zalalem ze kilka dni i odstawilem, nic nie wiedzialem, nikt mnie nie uprzedzal.. jakis czas pozniej jeden lekarz przepisal mi paroksetyne, bralem 30mg pozniej zwiekszylem do 40 i tak bylo trzy lata nawet dobrze, jak zla mysl mnie nawiedzala i chciala zebym zaczal sie zaglebiac w czarne mysli to ją zlewalem, jakies poltora miesiaca temu paro przestala chyba dzialac, w kilka kilkanascie dni doszlo do nawrotu, wszystko mocniej, depresja do tego ciezka i lęk calodniowy teraz, ponad tydzien temu wypisalem sie po poltora tygodnia ze szpitala w olsztynie oddzial ogolny, oprocz benzo 3 razy dziennie do mohego paro, dawali mi risperidon 2mg na wieczor, zadnych terapii nic, lezenie albo palarnia... wyszedlem, o risperidonie sie naczytalem i przestalem go brac, ze to gowno... moze niepotrzebnie, badz co badz placz codziennie, mysli ze juz mi tak zostanie ze nikt mi nie pomoze, zadne leki zadna terapia, mysli samobojcze... w olsztynie skierowali mnie wlasnie na 7F, ale mam wątpliwosci, mysle ze to nie dla mnie, psycholozka w szpitalu cos tam przebakiwala ze jest to tez pewnie wiazane jakos z jakims tez zaburzeniem osobowosci u mnie... jestem w ciezkim stanie.

pytam tych co byli albo cos wiedzą na ten temat, czy jest sens jechac tam 600km? w ogole z moim lękiem natretnymi myslami, mocną depresją, boje się ze tam nie bede pasowal i nie wytrzymam za dlugo skoro w domu ledwo sie trzymam... ja potrzebuje pomocy, moze zmiany lekow, ale sam sobie nie poradzę ze zmianą myslenia...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Do Joker27

 

Nikt z nas nie jest tu lekarzem czy terapeutą by stwierdzić czy ktoś ma jechać do 7F czy nie... Ja mam zaburzenia osobowości a na 7f to leczą, zatem podjęłam decyzję i ogromny wysiłek i tam pojechałam. Wspierała mnie w tej decyzji terapeutka. I przeszłam terapię. Leki plus terapia to chyba najlepsze połączenie. Same leki nie naprawią naszego myślenia, od tego jest terapia. Trzeba wylać , przegadać , przerobić na terapii.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mnie tez tam ''wysylaja'', mam skierowanie, moja t.mnie b.namawia a ja sama nie wiem...

mam borderline ale mam tez studia...moze wystarczylby mi dobry psycholog raz w tygodniu?

mam jeszcze sporo problemow ale nie robie juz sobie krzywdy. namawiaja mnie do pobytu tam

 

a ty SAMA1 jestes zadowolona z pobytu? co bylo trudne,najgorsze?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na 7F przechodzi się bardzo trudną terapię o dużym natężeniu niewygodnych informacji zwrotnych. Podanych często bardzo wprost, bez ogródek. Nie ma opcji, żeby zmanipulować innych na zasadzie "ale ja jestem taka biedna i cierpię i ledwo wyrabiam", zespół terapeutyczny ORAZ społeczność (bo oba te czynniki uznawane są za leczące) odpuszczają dopiero wtedy kiedy sami uznają to za słuszne i zdecydują że ktoś naprawdę jest na skraju wytrzymałości psychicznej, podobnie z lekarzem włączającym leki tylko w wypadku najwyższej konieczności i nie ulegającym presji pacjenta. U mnie było tak, że długo czułam się krzywdzona i prześladowana przez współpacjentów nie rozumiejących mojej depresji, stanów lękowych i tych wszystkich rzeczy które tak trudno mi było zostawić; wściekałam się na wszystkich wokół że mi ciągle "dowalają". Dopiero później zaczęło mi się układać w głowie w jaki sposób mogę skorzystać z tych komentarzy. A szczególnie z tego co mówiła do mnie moja pielęgniarka, której chyba najbardziej ze wszystkich jestem wdzięczna.

 

Ogólnie było tam zupełnie inaczej niż w tym co sama znałam ambulatoryjnie i długie tygodnie zajęło mi zrozumienie, że oni wszyscy są też bardzo troskliwi i się przejmują mocno tym co dzieje się z pacjentami...tylko robią to właśnie w taki trudny, twardy sposób. Będąc tam w środku ciężko zrozumieć te metody, więc albo się racjonalizuje na całego (jak ja), albo dostaje totalnej rozwałki wewnętrznej (to też ja;) albo się zaczyna odreagowywać na rozmaite sposoby, pozostawać w oporze i "prowokować do wypisu". To nie jest oddział dla każdego. Wiele osób kończy przed czasem, większość bardzo boi się że zostanie wyrzucona, sporo decyzji i wypowiedzi personelu wydaje się kontrowersyjna...no a ci, którzy przechodzą całość terapii płaczą i nie chcą wyjeżdżać a potem często odwiedzają oddział i tęsknią za nim na całego. Taki paradoks.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Na 7F przechodzi się bardzo trudną terapię o dużym natężeniu niewygodnych informacji zwrotnych. Podanych często bardzo wprost, bez ogródek. Nie ma opcji, żeby zmanipulować innych na zasadzie "ale ja jestem taka biedna i cierpię i ledwo wyrabiam", zespół terapeutyczny ORAZ społeczność (bo oba te czynniki uznawane są za leczące) odpuszczają dopiero wtedy kiedy sami uznają to za słuszne i zdecydują że ktoś naprawdę jest na skraju wytrzymałości psychicznej, podobnie z lekarzem włączającym leki tylko w wypadku najwyższej konieczności i nie ulegającym presji pacjenta. U mnie było tak, że długo czułam się krzywdzona i prześladowana przez współpacjentów nie rozumiejących mojej depresji, stanów lękowych i tych wszystkich rzeczy które tak trudno mi było zostawić; wściekałam się na wszystkich wokół że mi ciągle "dowalają". Dopiero później zaczęło mi się układać w głowie w jaki sposób mogę skorzystać z tych komentarzy. A szczególnie z tego co mówiła do mnie moja pielęgniarka, której chyba najbardziej ze wszystkich jestem wdzięczna.

 

Ogólnie było tam zupełnie inaczej niż w tym co sama znałam ambulatoryjnie i długie tygodnie zajęło mi zrozumienie, że oni wszyscy są też bardzo troskliwi i się przejmują mocno tym co dzieje się z pacjentami...tylko robią to właśnie w taki trudny, twardy sposób. Będąc tam w środku ciężko zrozumieć te metody, więc albo się racjonalizuje na całego (jak ja), albo dostaje totalnej rozwałki wewnętrznej (to też ja;) albo się zaczyna odreagowywać na rozmaite sposoby, pozostawać w oporze i "prowokować do wypisu". To nie jest oddział dla każdego. Wiele osób kończy przed czasem, większość bardzo boi się że zostanie wyrzucona, sporo decyzji i wypowiedzi personelu wydaje się kontrowersyjna...no a ci, którzy przechodzą całość terapii płaczą i nie chcą wyjeżdżać a potem często odwiedzają oddział i tęsknią za nim na całego. Taki paradoks.

 

 

no coz na terapii grupowej bylam bardzo buntownicza pacjentka)) wk............. mnie wiele rzeczy

ale tez jestem b.zdyscyplinowana

 

podobno ''lubie robic z siebie ofiare i pograzac sie w nieszczesciu'' np.jak byly scenki to ja wybieralam role typu ''biedna sierota ktora chce sie powiesic''

 

czyli co, w Krakowie jest tak-wez sie w garsc kobieto i nie narzekaj?

 

a wiesz madseasons,myslalam o tobie.jak ci sie zyje teraz-ale szczerze?

 

kiedys czytalam twoj blog byl tak smutny ze plakalam chyba z godziny...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

shira123: mój blog był właśnie takim miejscem gdzie wrzucałam absolutnie wszystko co na co dzień wypierałam. Straszne to było, ale bardzo mi potrzebne. Żeby rozdrapać, wylać z siebie rozpacz. Teraz zupełnie nie mam już takiej potrzeby, bo cień który za sobą wlokę znacznie się zmniejszył.

Zeszłam z leków ok 1,5 roku temu i mimo chwilowych ataków, jak do tej pory nie było potrzeby do nich wracać. Lepiej radzę sobie z frustracją i tylko czasami spada na mnie nieoczekiwanie takie uczucie bezsensu i pustki że aż trudno je wyrazić słowami. Lepiej jednak odczytuję sygnały, że coś mi się dzieje niepokojącego w emocjach. Trochę mniej panikuję i histeryzuję, choć nadal mi się zdarzają niekontrolowane ataki płaczu albo impulsywne zachowania. Ale ogólnie mam poczucie życia bardziej w pionie.

 

Jak mi się robi smutno to staram się sobie samej powtarzać, że w zeszłym roku udało mi się osiągnąć to co długo wydawało się poza moim zasięgiem (pomimo 34 lat!), czyli: wyprowadzić z domu i wejść w związek który jak dotąd nie sprawił że chcę wszystko rozwalić (a wcześniej za kazdym razem tak było). Mieszkamy razem i mamy swoje problemy, ale to dla mnie wielki krok że w ogóle MIESZKAMY a ja nie zwariowałam od tego ;) Bilans jest na plus.

Teraz pracuję głównie nad tym, żeby nie spadały na mnie znienacka większe i mniejsze załamania nerwowe, próbuję ogarnąć nadal skrzywione widzenie siebie (na krańcach jestem super i dobrze mi idzie -jestem beznadziejna i powinnam umrzeć) i klimaty typu wydawanie pieniędzy na niepotrzebne rzeczy/picie alkoholu jak mi smutno. Jeszcze sporo przede mną, ale jest łatwiej kiedy nie ma się w głowie ciągle myśli o śmierci.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
shira123: mój blog był właśnie takim miejscem gdzie wrzucałam absolutnie wszystko co na co dzień wypierałam. Straszne to było, ale bardzo mi potrzebne. Żeby rozdrapać, wylać z siebie rozpacz. Teraz zupełnie nie mam już takiej potrzeby, bo cień który za sobą wlokę znacznie się zmniejszył.

Zeszłam z leków ok 1,5 roku temu i mimo chwilowych ataków, jak do tej pory nie było potrzeby do nich wracać. Lepiej radzę sobie z frustracją i tylko czasami spada na mnie nieoczekiwanie takie uczucie bezsensu i pustki że aż trudno je wyrazić słowami. Lepiej jednak odczytuję sygnały, że coś mi się dzieje niepokojącego w emocjach. Trochę mniej panikuję i histeryzuję, choć nadal mi się zdarzają niekontrolowane ataki płaczu albo impulsywne zachowania. Ale ogólnie mam poczucie życia bardziej w pionie.

 

Jak mi się robi smutno to staram się sobie samej powtarzać, że w zeszłym roku udało mi się osiągnąć to co długo wydawało się poza moim zasięgiem (pomimo 34 lat!), czyli: wyprowadzić z domu i wejść w związek który jak dotąd nie sprawił że chcę wszystko rozwalić (a wcześniej za kazdym razem tak było). Mieszkamy razem i mamy swoje problemy, ale to dla mnie wielki krok że w ogóle MIESZKAMY a ja nie zwariowałam od tego ;) Bilans jest na plus.

Teraz pracuję głównie nad tym, żeby nie spadały na mnie znienacka większe i mniejsze załamania nerwowe, próbuję ogarnąć nadal skrzywione widzenie siebie (na krańcach jestem super i dobrze mi idzie -jestem beznadziejna i powinnam umrzeć) i klimaty typu wydawanie pieniędzy na niepotrzebne rzeczy/picie alkoholu jak mi smutno. Jeszcze sporo przede mną, ale jest łatwiej kiedy nie ma się w głowie ciągle myśli o śmierci.

 

jejku, jak cie czytam to jakbym o sobie czytala...

raz-jestem super hiper,moge wszystko, raz-jestem beznadziejna szmata...

 

ja teraz chce pracowac nad zwiazkiem z mezczyzna/o ile wogole to mozliwe/ale trzeba probowac

i nad tym zeby nie przyjmowac trudnosci zyciowych jako ''katastrofy''

 

generalnie jest tez we mnie duzo ''slonca'' optymizmu, checi pomocy. ale miesza sie to z rozpacza i zloscia.naszczescie tych negatywow jest duzo mniej niz bylo kiedys

 

jak myslisz czy Krakow jest dobrym miejscem do pracy nad relacja damsko-meska? czy raczej terapia indywidualna.

 

ps.ciesze sie ze u ciebie duzo lepiej.bo twoj blog mnie przerazil.bylo mi smutno ze ktos jest az tak nieszczesliwy...

ciesze sie i zazdroszcze ci tego udanego zwiazku.wiadomo-trzeba sie dotrzec. tak bym chciala spotkac kogos wartosciowego...

 

a picie alkoholu na smutki i wydawanie kasy na bzdury-skad ja to znam)))

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam wszystkich. Mam prośbę aby wypowiedział/a się ktoś kto aktualnie przebywa bądź opuścił oddział. Mianowicie jak sprawa ma się z przepustkami, kontakt z najbliższymi, jak często i czy od razu można korzystać z telefonu? I czy aktualnie są wolne miejsca. Wiem są to sprawy banalne. Ucieszy mnie bardzo jeśli ktoś będzie miał ochotę trochę do informować na priv, ponieważ jestem w dosyć nietypowej sytuacji. Nigdy nie przebywałem w podobnym oddziale ani nie pracowałem z terapeutą. Dziękuję i pozdrawiam wszystkim.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

shira123: przykro mi, że tak przeżywałaś to co pisałam, pewnie miałyśmy swoją wirtualnie-realną wspólnotę cierpienia. Dla mnie pisanie zawsze było wentylem bezpieczeństwa gdzie wyrzucałam to z czym sobie wewnętrznie nie radziłam. Teraz już prawie wcale nie piszę, nie robię też depresyjnych, przesiąkniętych czernią zdjęć tak jak kiedyś. Skupiłam się na życiu i codzienności, jest mi znacznie lżej i mniej "śmiertelnie". Częściowo to zasługa oddziału. Mam nadzieję, że Tobie też się będzie poprawiać jakość życia ;)

co do omawiania relacji damsko-męskich - na oddziale część osób ma terapię indywidualną a część grupową - zależy jak zdecyduje team, jak oceni Twoje potrzeby w tym względzie. Wszystkie relacje są jednak omawiane w czasie rzeczywistym, tzn. to co się dzieje w damsko-męskich i tak wyjdzie na oddziale, w Twoim stosunku do współpacjentów, terapeutów...i jeśli coś masz w tym względzie do przepracowania to na pewno będzie omawiane.

 

Drugibieg: przejrzyj forum wstecz, wszystko dokładnie jest omówione - procedura przyjęcia, to ile się czeka, jak mniej więcej wygląda kwalifikacja. Na oddziale są raczej osoby z dłuższym doświadczeniem leczenia psychiatrycznego, ale nie oznacza to że samych weteranów tam przyjmują ;) tak czy inaczej musisz mieć skierowanie od lekarza z rozpoznaniem zaburzeń osobowości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Madseason: Dziękuję, przeglądałem i faktycznie znalazłem odpowiedzi na nurtujące mnie pytania.

 

Mam jeszcze jedno pytanie:

Czy jest oddział na terenie szpitala dla osób z zaburzeniami typu dyssocjalnego?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lusesita Dolores:

Mówisz może o 31a? tzw. "domku"

Jeśli tak napisz mi priv, bo właśnie tam bym chciał się zagnieździć, na 7a chyba nie mam szans.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Drugibieg,

Nie.

Ja jestem na 2b.

Sa tu dyzury w kuchni i przy wejściu i różne zajecia.

Zajecia sa dla stałe i otwarte.

Na stałe musisz chodzic a na otwarte sobie wybierasz na co chcesz pójsc. Ja na przyklad chodze do pracowni ceramicznej.

Sa terapie grupowe i rozmowy z psychologiem.

Na pewno nie ma tu tyle terapii ile na 7f

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witajcie!

Mam do was pytanie, mianowicie mam rozpoznanie: CHAD, zaburzenia osobowości BNO oraz mieszanie uzależnienie (to wszystko co zawarte w wywiadzie) zależy mi bardzo aby dostać się do ośrodka, którym naprawdę będę mógł kontynuować pracę nad sobą. Chodzi mi najbardziej o sferę osobowości, która przejawia najbardziej mówię tu osobowości psychopatycznej. Mam za sobą 5 lat detencji. Obecnie jestem w długiej remisji w pełni krytyczny wobec CHAD-u, nałogu jak i chętny pracy nad zaburzeniami osobowości. Niedługo sąd mnie ma zwolnić z drugiej detencji. Lekarze wnioskują o zwolnienie mnie z detencji jednak jeszcze komisja w Gostyninie miała by wskazać miejsce w którym podejmę terapii osobowości. Z tego co wiem, z punktu widzenia medycyny nie da się nakazem komuś pomóc, jeśli chodzi o takie zaburzenia. Jednak dla mnie to nie ma znaczenia. Chcę to zrobić dla siebie, czy jest ktoś albo był w podobnej sytuacji? Proszę o priv. Z góry dziękuję, pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Drugibieg,

 

Jedź na konsultację i sam się przekonaj co Ci powiedzą, może Cię gdzieś skierują, wskażą miejsce/kierunek, gdzie możesz pracować nas sobą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć wszystkim,

W przyszłym tygodniu wybieram się na swoją pierwszą kwalifikację. Wszystko stało się bardzo szybko, nie spodziewałam się, że uda mi się tak mocno przyspieszyć jej termin.

Problem polega na tym iż nie mam skierowania, bo wystawiono mi je na oddzial do Warszawy za moją prośbą, bo odpuściłam Kraków ze względu na termin oczekiwania. :bezradny:

Czy może to być skierowanie od prywatnego psychiatry, który nie ma kontraktu z nfz (prowadzi prywatną praktykę)?

Trochę szkoda by mi było jechać ze źle wystawionym skierowaniem. I czy muszę na coś konkretnie zwrócić uwagę odnośnie skierowania? Chyba musi być stwierdzenie, że nie nadaję się do leczenia ambulatoryjnego? Czy coś jeszcze ważnego? Jestem już uprzedzona do lekarzy i martwię się, że źle to wystawi.

 

Nie mam w ogóle żadnego, nawet marnego śwista odnośnie mojego poprzedniego leczenia, bo wszystko odbywało się albo prywatnie albo za granicą albo po prostu dokumentacja zostawała w danym miejscu, zresztą nie leczyłam się gdzieś konkretnie. Czy ktoś z was pojechał tam z niczym, bez żadnej dokumentacji? Nie chce żeby sobie pomyśleli, że urwałam się z choinki i coś sobie wymyślam.

 

Może mi ktoś wytłumaczyć jak tam dojechać? Będę jechać pociągiem. Na jakiej stacji wysiąść najlepiej i co dalej.

 

Udzielono mi informacji o pobycie diagnostycznym, ale on chyba jest możliwy od 2 konsultacji, więc po pierwszej chyba nie mogą mnie przyjąć na te 2 tygodnie na oddział?

Czy tam obok szpitala jest jakiś fajny hostel, gdzie można się zatrzymać?

 

Pomóżcie trochę, bo trochę mnie to przeraża wszystko.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

slodkogorzka,

Zadzwon i zapytaj sie czy po 1 konsultacji moga cie przyjać na pobyt diagnostyczny. To ważne

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mi 7 f pomogło, ale na krótko. Z tym, że jestem mocno zaburzona, więc pół roku leczenia to mało. Byłam tam 2 lata temu. Na oddziale było ok, ale jak wyszłam zaczęły się schody. 7f to tylko początek terapii a w moim przypadku powinna ona trwać kilka lat. Do tego terapia psychoanalityczna nie jest ref przez NFZ a mi powiedzieli, że powinnam mieć 2 razy w tygodniu co daje ok 800 zł miesięcznie. I wszystko rozbija się o pieniądze a nie o chęci. Przykre to. W Krakowie wystartował projekt niskopłatnej psychoanalizy dla osób ze wskazaniami klinicznymi do leczenia , ale ja nie jestem z Krakowa i mnie ten projekt już nie obejmuje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×