Skocz do zawartości
Nerwica.com

Dziwne Zaburzenie


InnyNickNizZawsze

Rekomendowane odpowiedzi

Witam, chcialbym przedstawic swoje glupie mysli, zachowania itd...

 

A wiec do rzeczy, nie wiem co jest podstawa tej choroby ale biorac pod uwage wszystko to co mnie spotkalo w zyciu mozna powiedziec ze chyba bardzo wiele. Otoz moj ojciec naduzywal kiedys bardzo alkoholu, mieszkalem z matka a on przejezdzal tlyko na pare tygodni bo pracowal za granica, w te pare tygodni przezywalem najwiekszy koszmar mojego zycia. Z pare dni bylo dobrze, a pozniej jak zaczal odwiedzac reszte rodziny to nie bylo dnia zeby nie przyjechal do domu pijany. Wtedy zaczynala moja matka wyzwiska, klotnie itd... i sie zaczynalo od klotni, czasem zostala jakas rzecz skasowana przez matke albo ojca podczas klotni, no wiadomo jak to bywa. Czasem to nawet sie modliwlem do Boga o to zeby nie przyszedl pijany, kiedy tylko tak sie stalo to bylem wniebowziety. Mialem wtedy z 8 lat, bo akurat od tego okresu dopiero pamietam te wszystkie klotnie itd, trwalo to moze do 15 roku zycia (od mojego 10 roku zycia, mieszkamy za granica razem z nim), teraz sie uspokoil no i jakos tam nam w zyciu idzie ale nie wraca juz pijany i nie ma czesto klotni.

 

Dobra nastepna rzecz, majac 10 lat wszedlem w zupelni inny swiat, nowa szkola, nowi ludzie ktorzy nie rozwawiali w jezyku polskim, czulem sie samotny, nie mialem oryginalnych ubran jak oni, game boyow z pokemonami ani nie wiedzialem nic na temat jak oni zyja w tym kraju. Moze nie bylem jakos specjalnie ponizany przez nich czy jakos odrzucany, wrecz przeciwnie niektorzy to sie raczej nademna litowali... W szkole z poczatku bylem spokojnym chlopcem, pozniej zaczalem do nich przywykac i zachowywac sie jak oni, wiedzialem co sie dzieje w szkole, jakie maja zainteresowania poprostu satlem sie taki jak oni. W niczym od nich nie odstawalem. Pozniej przenioslem sie do innej szkoly, a ze wzgledu na to ze bylem niesmialy bardzo przywiazywalem uwage do mojego wygladu, zachowania stylu chodzenia, robienia min itd... (we wszystkim czulem sie niemal gorszy, i chyba do tej pory mio tak zostalo chociaz nie czuje sie od nikogo gorszy ale do wygladu ciagle przywiazuje uwage, nie zniosl bym tego jak by ktos sie smial za moimi plecami, wtedy biora mnie takie nerwy ze ta osoba musi od razu isc do kasacji, jestem na tym punkcie przewrazliwiony. Tak samo jesli ktos uderzy mnie w plecy z liscia albo w twarz, nawet dla zartow, jesli jest mocno.) Poporstu mialem na tym punkcie obsesje, nie mialem kolegow w mojej klasie glownie dlatego ze z nikim sie niedogadywalem. Wszyscy wydawali mi sie dziecinni, no moze przez to ze bylem od nich o rok starszy. Oczywisice mialem kolegow z innych klas, glownie obcokrajowcow, najczesciej najgorszych uczniow i lobozow w szkole. Bujalem sie tak jak bym mial telewizory pod pachami, czulem sie bardzo wazny w sumie do tej pory tak chodzilem ale teraz bardziej wydaje mi sie to smieszne... wiec staram sie chodzic prosto i na luzie. Nie balem sie nikogo, potrafilem uderzyc ucznia na oczach nauczycieli, a nawet dyrektora. Nie lubilem szkoly, chociaz porafilem sie dobrze nauczyc, nie chcialo mi sie nic. Nie spalem nocami, nie moglem zasnac, dopiero keidy switalo mnie zachciewalo sie spac. Zawsze bylem niesmialy w stosunku do dziewczyn, pewnie dlatego zadnej nie mialem do 16 roku zycia, no prawie 17. Poznalem na wakacjach dziewczyne, w ktorej sie zakochalem. Bylem w niej tak zakochany ze nie widzialem poza nia swiata, ze wzgledu na to ze pracowalem w wakacje przez mesiac zawsze mialem sporo kasy w wkacje a jelsi nie to od rodzicow zawsze dostalem ile potrzebowalem. Spotkalem sie z nia 3 razy, 3ciego razu bylem w niej zabujany, umowilismy sie itd no i tam jakies pocalunki i tego tego. Lubilem wygladac groznie, cyzli lysa bania, telefon za 2000 zeta, stawianie kazdemu drinka, piwa co chcial. Lubilem byc podziwiany. Wyjechalem z Polski po wakacjach czyli po 3cim spotkaniu z nia, wtedy myslalem tlyko op niej, o tym jak bardzo chce z nia byc i ze ona jest moja jedyna nadzieja na szczescie. Pozwalalem jej na wszystko, chodizla na dyskoteki, lazila po barach, zdradzala mnie (nie byl to seks ale pocalunki) przez rok czasu zdradzila mnie w ten sposob 4 razy, wybaczalem zawsze chociaz ryczalem jak debil. Przyznawala sie zawsze jak robila cos zle, ale ja nie moglem jej zostawic, byla dla mnie wszystkim. W koncu znudzilo mi sie to wszystko, po roku przyjezdzania do niej na 2 tygodnie co 2 miesiace czasem mniej i tracac conajmnije 2000 zlotych moich rodzicow uswiadomilem sobie ze to bez sensu. Milosc ktora byla we mnie juz nie istnieje, nie jest mi ona obojetna bo czuje sie zobowiazany opiekowac sie nia i dawac jej wszystko co najlepsze, jednak tlyko wtedy kiedy zerwiemy ze soba, kiedy jestesmy razem nie czuje potrzeby gadania z nia (no chyba tlyko aby sprawdzic co robi i czy wszystko z nbia ok) aaa zeby nie bylo ze jestem totalnym pantoflem i z nia nie zerwalem mimo tego ze mnie ladowalal w afla musze powiedziec ze ona sie we mnie zakochala, choc trwalo to dlugo zanim uswiadomila sobie co robi, plakala nie raz i obiecala mi ze juz nigdy nie zrobi czegos podobnego. Zmienila sie fakt, nigdzie nie wychodzi, ciagle jest na gg, zianstalowalem jej kayloggera na komputerze (jak by ktos nie wiedzial to program przechwytujacy kazdy klawisz ktory zostaje wcisniety na klawiaturze i stronka ktora zostanie wyswietlona) takze mam pewnosc ze jest w obcec mnie fair, gada tlyko z kolezankami na gg na naszej klasie, mam pewnosc ze jest wobec mnie fair. Jestesmy ze soba ponad 1,5 roku, 0,5 roku na poczatku to byly zwykle klamstwa w ktore ja wierzylem, pozniej zaczalem byc stanowczy ale z czasem i chyba teraz tego jestem juz pewien, nie obchodzi mnie ona. Odkochalem sie, nic oporcz przyjazni i przywiazania do niej nie czuje, nie chce mis ei z nia kochac, rozmawiac na gg/skype, wydaje mi sie to bardzo nudne, tyko keidy ejstem z nia to wtedy oddaje sie jej w pelni a tak to jest mi ona obojetna jesli tlyko mam pewnosc ze siedzi w domu i jest u niej wszystko dobrze. Jestem z reguly czlowiekiem ktory nie potrafi sie nudzic w domu, zawsze mam cos do roboty na komputerze/internecie. Nie gadam duzo na gg z kumplami, nie smsuje z kumplami. Spotykam sie z nimi tlyko na silowni.

Watpie ze kiedys znajde dziewczyne ktorej bede mogl zaufac i pokochac, bo z ta ktora jestem teraz mimo tego ze tak bardzo mnie kocha, jajej tlyko ufam nie czuje do niej milosci ktora byla keidys. Z drugiej storny nie chce sie znia rozstac, nie chce powtornie przezyc zdrady, byc z kims kto kiedys juz kochal sie z innym mezczyzna/miala innnych...

 

Nie wiem czy cos z tego zrozumiecie bo pewnie mieszam ale naprawde nie wiem jak to dokladnie opisac zeby wszyskto bylo jasne, na razie podaje tlkyo moje przezycia ktore najbardziej mnie bolaly, utknely w pamieci cyz tez zranily.

 

Trzecia sprawa to taka ze nie potrafie nikomu odmowic, ze wzgledu na to ze boje sie ze sie obrzi ta osoba, szczegolnie jesli znaczy ona cos dla mnie, na przyklad kolega, znajomy czy tez przyjaciel lub ktos z rodziny. Na ulicy boje sie spotkania z osobami z ktorymi keidys mialem jakies zatarcia, pobilem sie czy tez klocilem. Nier boje sie w sensie ze mnie pobija, bo potrafie sie bic nawet jesli wiem ze ich jest 3, jak mam nerwe to nie obchodzi mnie to. Poprostu nie wiem czemu nie chce miec stycznosci z takimi osobami, boje sie ich jakos.

 

No to teraz do rzeczy, moj problem to:

 

Kiedy mama, tata badz moja dziewczyna (ciagle ta jedyna) powie/zrobi/niezrozumie czegos/nieuslyszy ze musze powtorzyc/spyta sie cos co mi nie pasuje albo o cos o czym nie chce gadac wpadam w szal, normalnie gotuje sie we mnie, wyzywam wtedy dre sie jak glupi, mowie wtedy ze ta osoba jest glupia, tepa, pusta ze nic nie wie o swiecie, zeby szla do szkoly, wypominam rozne rzeczy, ze to niej jej sprawa zeby sie nei mieszala albo glupie odzywki a co cos nie pasuje?, a co cie to obchodzi, posprzatam jak bedzie mi sie chcialo, nie mam czasu itd...

 

Dotyczy to tlyko tych 3 osob, nikt inny nie potrafi mnie tak zdenerwowac. Z reguly jestem osoba ktora nigdy nie poda reki osobie do ktorej czuje uraz, ktora keidys mnie skrzywdzila, zle powiedziala. A jelsi tak to udaje, zeby nie bylo...

 

Co mam robic, zdaje sobie z tego sprawe ze poprostu musze sie opanowac, i myslac o tym wtedy gdy mam nerwy, nie obchodzi mnie to poprostu i mowie co mam na mysli i zawsze konczy sie klotnia i darciem.

 

Ktos powmoze ? chociaz przeczytajcie i mnie pozalcie... pozdrawiam.

 

P.S. Mam 18 lat.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

no cóż...moj chłopak jest taki sam...o byle co potrafi zrobić taką awanturę, że to się w głowie nie mieści..dostaje wtedy szału..wali głową o ścianę, i drze się jak glupi..

no coż...nic innego mi nie pozostaje jak polecić Ci dobrego psychologa, który przeprowadzi odpowiednią psychoterapię.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×