Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Liljana

Nadzieja jest zła ale wiara jest dobra...

Rekomendowane odpowiedzi

Witam!

Mam na imię Liljana i ma 20 jak później się okażę paradoksalnie jestem studentką kierunku medycznego,wiem że moja historia nikogo z was nie zdziwi nie wprawi w oszołomienie ..nie doprowadzi do łez...ale mam silną wewnętrzną potrzebę aby podzielić się z wam tym z czym staram się zmierzyć już od tak dawna..co niszczy moje życie i sprawia że nie wstaje już z szeroko otwartymi oczami i myślą że wykorzystam ten czas najlepiej jak potrafię..budzę się z lękiem i myślą co złego może przynieść kolejny dzień..

Wszystko co postaram się wam opisać zaczęło się mniej więcej kiedy miałam 12 lat zaobserwowałam wtedy u siebie coraz częściej dziwne kołatanie serca,uczucie duszności słabości..bardzo się tego wstydziłam bo wiecie jakie są dzieciaki w podstawówce ale czasem mdlałam..zaczęłam ograniczać wychodzenie z domu wolałam zamknąć sie w swojej 'złotej klatce' najważniejsze było to co dla innych jest tak naturalne:chciałam się dobrze czuć! tylko a tak wiele..niby nic ale ale mnie tak rzadko osiągalne..Nie chce zagłębiać się w szczegóły bo jestem przekonana że nie starczyło by mi dnia aby opisać to wszystko o czym tu wspominam w każdy razie doprowadziło mnie to do skrajnej anoreksji..zapytacie dlaczego? co ma jedno wspólnego z drugim już tłumacze..za wszelką cenę pragnęłam swobodnie oddychać czuć się normalnie a jednocześnie tak strasznie sie bałam czego..? tego że się UDUSZĘ,jedzenie wzmagało ten strach,wydawało mi się że wraz z kolejnym kęsem zacznie się coś dziać..wtedy oczywiście denerwowałam się pojawiało się kołatanie serca,ciężki oddech i odstawiałam talerz...zaczęłam chować,wyrzucać jedzenie...chudłam bo 'nie mogłam oddychać' (a przynajmniej tak czułam)ci ,słabości..bardzo się tego wstydziłam bo wiecie jakie są dzieciaki w podstawówce.. czasem mdlałam..zaczęłam ograniczać wychodzenie z domu wolałam zamknąć sie w swojej 'złotej klatce' najważniejsze było to co dla innych jest tak naturalne:chciałam się dobrze czuć! tylko tyle a jednak tak wiele..niby nic ale dla mnie coś tak rzadko osiągalne..Nie chce zagłębiać się w szczegóły bo jestem przekonana że nie starczyło by mi dnia aby opisać to wszystko o czym tu wspominam w każdy razie doprowadziło mnie to do skrajnej anoreksji..zapytacie dlaczego? co ma jedno wspólnego z drugim już tłumacze..za wszelką cenę pragnęłam swobodnie oddychać czuć się normalnie a jednocześnie tak strasznie sie bałam czego..? tego że się UDUSZĘ!jedzenie wzmagało ten strach,wydawało mi się że wraz z kolejnym kęsem zacznie się coś dziać..wtedy oczywiście denerwowałam się pojawiało się kołatanie serca,ciężki oddech i odstawiałam talerz...zaczęłam chować,wyrzucać jedzenie...chudłam bo 'nie mogłam oddychać' (a przynajmniej tak czułam). Moja choroba nie jak u 'standardowych' (przepraszam za określenie ale staram się jak najlepiej wyrazić) anorektyczek pojawiła się z chęci stracenia na wadze ..nie jadłam bo nie chciałam się dusić..Z czasem z pomocą psychologa i rodziny pokonałam anoreksje trwało to u mnie mniej więcej rok..po tym tragicznym roku czułam się jak gdybym obudziła się z koszmarnego snu! obiecałam sobie że się zmienię myślałam :przecież jestem taka młoda całe życie mam przed sobą..przeszłam to co przeszłam teraz jestem silniejsza i już NIGDY nie pozwolę aby aby nerwy opanowały moje życie! Jak się domyślacie tak się jednak nie stało..Cały czas kłopoty z oddechem gdzieś towarzyszyły mojej egzystencji ..słyszałam często że to nie groźne ze dojrzewam..że jestem nadwrażliwą osobą..Zawsze byłam idealistką dobra uczennicą nieustannie przejmującą się szkołą..tym co myślą inni.Z perspektywy czasu widzę jak wiele spraw mi umknęło..z tak wielu może i małych rzeczy rezygnowałam przykład:dyskoteki,koncerty i to z tego samego powodu co zawsze..dużo ludzi tłok zaduch=strach=myśl i uczucie że się uduszę..Mimo to zawsze starałam się żyć normalnie uprawiałam sport podejmowałam próby stawienia temu czoła..czasem się udawało chyba częściej nie.. ale NIGDY nie zakończyłam walki z moją Nerwicą! Poznałam już jakiś czas temu wspaniałego chłopaka który obdarzył mnie ciepłem i wielkim uczuciem kochałam i kocham go stał się moją motywacją do tego aby się nie poddawać..nie mogłam tego zrobić dla niego chciałam być zdrowa! Chciałam...bo pomimo moich ogromnych starań to po prostu nie przechodziło..nie twierdze że każdego dnia czułam się fatalnie ale w pewnych momentach ,czasem bardzo 'zwykłych' codziennych dopadały mnie lęk,uczucie duszności (nie wiem czy tez to macie ale w dziwny sposób zatykają mi się uszy)..tak jak bym każdy oddech brała z wielkim wysiłkiem...Żyłam i starałam się cieszyć tym co mam kochana rodzinę,wspaniałego chłopaka,tym że dostałam się na studia..Walczyłam ale teraz z taką myślą że cóż taka 'moja uroda' czasem mi się oddycha trochę gorzej niż innym..czasem za bardzo się denerwuje ale przecież inni ludzie mają gorsze choroby..Tak było do lipca tego roku..nie potrafię powiedzieć co spowodowało że znalazłam się w takim stanie ..pewnego dnia zaczęłam odczuwać lek,kolejnego był silniejszy a następnego jeszcze gorszy...po tygodniu trafiłam na oddział ratunkowy z utratą przytomności problemem ze złapaniem tchu..kiedy jechałam do szpitala słabłam ale byłam przytomna w pewnym momencie jak nigdy poczułam że zaciska mi się gardło..pomyślałam to koniec umieram! (takie uczucie zdarzyło mi się pierwszy raz) Popatrzyłam przez szybę i czułam taki niesamowity smutek że już nigdy nie zobaczę bliskich mamy ojca brata mojego Marcina..zastanawiałam się DLACZEGO?? przecież podobno jestem zdrowa,mam dobre wyniki badań,nie choruje przewlekle tak jak już napisałam wcześniej mam niejaką wiedzę w temacie ponieważ jestem studentką właśnie kierunku medycznego! Chyba nigdy nie uda mi sie zapomnieć o tamtym dniu..po wykonanych badaniach w szpitalu lekarz stwierdził że potrzebna jest mi konsultacja psychiatryczna ponieważ nie stwierdza u mnie żadnej choroby fizycznej która może powodować takie dolegliwości..Wtedy pierwszy raz czułam się fatalnie przez taki długi czas:( dostałam 3 kroplówki,potas,glukozę..coś uspokajającego i po jakichś 4 godzinach tej męczarni udało mi się

wstać z łóżka tylko do łazienki..moje wizyty w szpitalu z powodu nerwicy powtórzyły się jeszcze 2 razy i lekarz stwierdził że mam silne objawy somatyczne..tak strasznie słabłam i zawsze z uczuciem duszności,ciężkiego oddechu i myślą że zaraz go stracę...Zgłosiłam się o pomoc do dobrego psychiatry dostałam leki..niestety po pierwszych nastąpiło pogorszenie (pewnie wiecie że czasem tak bywa) wtedy myślałam że już nic mi nie pomorze..nie mogłam jeść, spać ,nie mogłam się wypróżnić ,wymiotowałam ,słabłam i przewracałam się i czułam że walczę sama ze sobą o każdy oddech...kontrolowałam go sobie ciągle..cały dzień z takim silnym skupieniem!Znowu pojawiło się u mnie coś NOWEGO a mianowicie..zaczęły się tzw tiki...zaczęłam sama wstrzymywać sobie oddech,robiłam to często piekielnie mnie to męczyło! zapytacie dlaczego osoba której sensem życia jest troska o swój oddech sama go sobie wstrzymuje??! Do końca sama tego nie wiem..to paradoks..czułam się wobec tego tak strasznie bezradna lekarz powiedział że to zachowanie jak gdyby masochistyczne ale nie umiał mi tego wytłumaczyć..Przecież nigdy nie chciałam sobie zrobić krzywdy zawsze marzyłam o tym że jest DOBRZE..o tym że wyzbyłam się strachu..że jestem zdrowa szczęśliwa i normalnie oddycham!!!..Myślę że ten mój tik zatrzymywanie sobie oddechu to była próba kontroli i tak jak lekarz stwierdził rozładowania silnych skumulowanyc

h emocji..Już nie tikam albo zdarza mi się to bardzo rzadko..Miewam jednak napady lęku przed duszeniem..

Mój największy koszmar trwał ponad półtora miesiąc!..Teraz czuje się lepiej ale nadal nie jestem przekonana że to już NIGDY nie wróci:( chciała bym o tym zapomnieć na zawsze zamknąć te wydarzenia za jakimiś pancernymi drzwiami i wyrzucić do nich klucz!)Ostatnio powtórzyłam sobie EKG i pani po badaniu zapytała mnie czy przed nim zmęczyłam się,może biegłam? odpowiedziałam że to nie z tego powodu..że przeszłam w ostatnim czasie silne załamanie nerwowe i najprawdopodobniej to obciąża moje serce...widziałam po jej twarzy zdziwienie..ale przecież Nerwicy nie widać po oczach..Życzę powodzenia wszystkim którzy mają ten problem!..tak naprawdę sądzę że to co się dzieje z nami może zrozumieć tylko ten kto sam doświadczył tego problemu..Cieszę się że istnieje takie forum i jeśli macie jakieś sugestie to piszcie zawsze z chęcią poczytam..Przynajmniej nie będę się czuła że jestem wyjątkiem od normy 'wariatką' bo i tak w najgorszych momentach myślałam o sobie..Nadzieja jest zła ale wiara jest dobra może i dla mnie jutro wstanie słońce..

Pozdrawiam Liljana.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj Liljano:)

Ech, najgorsze sa też nasze ataki paniki, wrażenie, że się za chwile umrze, myślenie, to "koniec".... to przerażenie, ta panika... trauma straszliwa... kto tego nie przeżył nie zrozumie... dlatego tylko nerwicowiec rozumie nerwicowca najlepiej i to jak może się czuć, że nie może tego opanować, chociaż bardzo chce... Ja też starałam się moje traumatyczne ataki "umierania" zamknąć gdzieś, by moje myśli, nie miały do nich dostępu... ale czasami w ciągu upływu wielu lat niestety myśli te natretnie wracały... na szczęście jest już lepiej..

Pozdrawiam Cię Liljano, witaj w naszym gronie:)

 

PS. Długi ten Twój pościk:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ehh.. tak sobie mysle, że jeszcze tego nie miałam. I już sie boje, że to też mnie spotka.

Chociaż... w gim miałam dziwny kaszel, taki że dusiłam sie od niego i nic nie pomagało.

I wtedy bałam sie pójśc do kosciola, bo raz jak mnie zlapalo to musialam wyjśc, bo nie moglam przestac kaszlec:(.

 

Ale na szczęście przestałam o tym mysleć i samo przeszło.

I to jest chyba najlepsze lekarstwo - przestać o tym mysleć.

 

Ale wiem, że to nie jest łatwe.

 

pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Witaj Liljano, miło Cię poznać. Hmm, tak chyba nie do końca chcesz przyjąć do wiadomości, że masz problem - niby to oczywiste, ale nie chcesz znać szczegółów, bo to oznaczałoby podjęcie działania... Być może się mylę, ale sam fakt tak dobrze opisanej przez Ciebie Twojej historii, świadomości, że coś jest nie tak i tego, w którym kierunku... a Nam wszystkim najciężej jest podjąć odpowiedzialność za Nas samych - i to nie tylko osobom 'chorym'. Jedno jest pewne - zostałaś konkretnie doświadczona - zaufaj sobie i swojemu doświadczeniu. Czasem tylko to pomaga - znając mechanizmy tego, co się z Nami wyprawia pomagamy sobie, gdy to się dzieje poprzez opanowanie i świadomość, że to Nas nie zabije.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj Liljana! Wiem jak to wygląda.. Mój chłopak ma nerwice. Mówił mi ze bał się w podstawówce jeść bo sie bał ze sie udusi. W gimnazjum nie chodzil na biologie gdy mowiono o ukladzie oddechowym bo to wzmagalo w nim lęk przed odddychaniem. Poza tym on ma inne objawy tez trwające dośc długo . Ty podjelas leczenie to dobrze. Mój kiedys sie leczyl ale odstawil z dnia na dzien leki co pogorszylo sytuacje. Ale teraz po roku mojego naciskania ,zeby znowu zaczal ,zapisal sie na terapie grupową. Wczesniej chodzilismy do kilku specjalistów, jedyna dobra pani ma płatne wizyty. A my nie mamy pieniędzy ze wzgledu na swój młody wiek.. Życzę ci dużo zdrowia i żebys się nie poddawała :*

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×