Skocz do zawartości
Nerwica.com

Mam kilka róznych twarzy w zależności od sytuacji


Akell

Rekomendowane odpowiedzi

Mam problem, który polega na tym, że mam kilka rożnych twarzy i zmieniam je w zależności od sytuacji. Wśród znajomych jestem wygadana, pewna siebie, a wśród osób, których nie znam, milknę i uchodzę za przygłupa. Niedawno zmieniłam pracę, zaraz kończy mi się okres próbny i boję się, że przez to jaka jestem, nie przedłużą ze mną umowy. Praktycznie z nikim nie rozmawiam, chyba, że o sprawach służbowych. Kiedy idę na śniadanie czy obiad, zawsze jest sporo osób w kuchni. Wszyscy gadają, a ja siedzę i milczę. Nie jestem w stanie wydusić ani słowa. Zadania w pracy nawet mi idą, ale często mam problem z tym, że np. kiedy rozmawiam przez telefon albo muszę komuś wytłumaczyć coś bardziej złożonego- mówię bardzo niezrozumiale, aż sama się w tym gubię, brakuje mi słów. We wcześniejszej pracy też taka byłam na początku. Po okresie próbnym powiedzieli mi, że nie jestem przebojowa i nie potrafię rozmawiać z klientami. Przedłużyli mi umowę, bo potrzebowali kogoś do pracy takiej mało ważnej i nieskomplikowanej, ale którą trzeba było zrobić i zdegradowali mnie. Po niedługim czasie zaczęli wchodzić na rynek zagraniczny, a że znałam trochę język angielski, zaczęłam zajmować się realizacją zleceń dla zagranicznych klientów. Tam był głównie kontakt mailowy, nie musiałam z nikim rozmawiać zbyt często. Nagle zaczęłam kumplować się z osobami z pracy. Po jakimś pół roku wszyscy mnie uwielbiali. Ja awansowałam, rozmowy z klientami przestały być dla mnie stresujące i stałam się przebojowa. Minęły kolejne miesiące, a moja praca przynosiła ogromne zyski dla firmy. Stworzono dla mnie nowy dział, zatrudniono nowe osoby, a ja tym wszystkim zarządzałam. Zajęło mi to niecałe półtora roku. Po kolejnych miesiącach zdałam sobie sprawę, że już więcej nic tam nie osiągnę, a chciałam się rozwijać. Znalazłam nową pracę. Rozmowa kwalifikacyjna poszła mi świetnie. A potem pierwsze dni w tej pracy… były straszne. Jest tak samo jak w poprzedniej pracy na początku. Potrafię rozmawiać z max jedną osobą, to dla mnie nie problem, dlatego wypadałam dobrze na rozmowie kwalifikacyjnej. Ale jak mam rozmawiać już z większą ilością osób, momentalnie się zacinam i milknę, gubię i mieszam słowa. Nie wiem ja z tym walczyć.

Miałam wcześniej różne stany depresyjne itp. Kilka lat temu chodziłam do psychiatry, który przepisywał mi przez 1,5 roku psychotropy i do psychologa, który trochę mi pomógł, przez wyjaśnienie mi, że muszę wyprowadzić się z destrukcyjnego domu i że to przez to taka jestem. Tak w skrócie- moja rodzina na zewnątrz wyglądała idealnie, ale tak nie było. Ojciec pracował specjalnie tak, zresztą do tej pory tak robi, żeby ciągle wyjeżdżać i wracać sobie na weekendy. Do tego chyba zdradza mamę. A ona była zawsze nerwowa. Łatwo było ją wkurzyć. Kiedy byłam dzieckiem, ciągle dostawałam lanie za byle co. Zamykała też mnie czasami w piwny albo jak było już późno i ciemno, wyrzucała z domu. Musiałam wtedy siedzieć cicho pod drzwiami. Gdybym zaczęła np. płakać głośno, ktoś mógłby usłyszeć i wtedy ona wpuszczała mnie do domu, wyzywała, biła, grzebała i rozrzucała po domu moje rzeczy. Biła też mojego młodszego brata, który kiedyś po takim laniu mi powiedział, że chciałby się zabić. Miał wtedy z 5 lat albo mniej. Wtedy obiecałam sobie, że zawsze będę go bronić i od tamtej pory zawsze to robiłam. Jak chodziłam do szkoły, zawsze musiałam mieć najlepsze oceny. Kiedy ktoś dostawał lepszą ocenę, musiałam kłamać, że tak nie było. Inaczej kolejny raz musiałabym słuchać, że jestem głupia i nigdy nic w życiu nie osiągnę. Nie mogłam pyskować, bo wtedy mama zaczynała płakać i mówiła, że się zabije. Często więc słuchałam jaką jestem niedorajdą. Uciekałam czasami z domu do dziadka. Jak miałam 8 lat, on zginął w wypadku. Dzień wcześniej mnie zawiódł i tamtego dnia nie chciałam z nim rozmawiać, więc tak jak zawsze w takiej sytuacji, pojechał do sklepu kupić mi coś słodkiego. I już nie wrócił, a ja obwiniałam się przez kilkanaście lat o to, że to wszystko moja wina i żałowałam, że nie pojechałam z nim, bo może wtedy to ja bym zginęła a nie on.

W końcu się wyprowadziłam, 200 km od domu. Studiowałam, pracowałam, stałam się niezależna. W mojej pierwszej poważnej pracy po studiach się nie układało na początku, a potem osiągnęłam ogromny sukces. A teraz w tej nowej znowu jest źle. Nie potrafię uwierzyć w siebie. Tak jakbym się cofnęła. Zawsze tak miałam, że potrzebowałam czasu, żeby się otworzyć. Czy to na studiach, czy we wcześniejszych pracach studenckich typu knajpy, sklepy- musiałam  najpierw wszystkich poznać, aby czuć się wśród nich pewnie.  A wtedy z takiej szarej myszki stawałam się przebojową osobą. Wychodzi na to, że mam kilka twarzy i to całkowicie innych. I zmieniam je w zależności od sytuacji. Wśród znajomych jestem wygadaną osobą, którzy pewnie by nie uwierzyli, że w nowej pracy z nikim nie gadam i plącze swoje wypowiedzi. Chcę sobie pomóc i nie wiem kompletnie jak. Chcę być tą osobą, która w siebie wierzy, jest pewna siebie, tą, która wiele przeszła, aby się nią stać. A nie tą, jaką byłam kiedyś. Coraz bardziej mnie to przytłacza i nie rozumiem dlaczego tak mam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Akell nie powiem Ci jak sobie z tym poradzić ale powiem że wiem jak się czujesz..ja nie muszę znać wszystkich, wystarczy jedna osoba w towarzystwie znana i już czuje się swobodnie.

W pracy rzeczywiście miałam problem się otworzyć, dziwny ścisk w żołądku itd.

Obawiam się że u mnie to wynika ze strachu,  że jakby ktoś chciał mi coś zrobić, to nie będę umiała się sama obronić. W momencie  kiedy z nikim nie rozmawiam to nikt nie zwraca na mnie uwagi, nie otwieram się przed nikim więc raczej nikt mnie nie obierze na swoją ofiarę. Wolę być niewidoczna niż rzucająca się w oczy. 

kompletnie inna sytuacja jest wsród znajomych. Imprezy, posiadówki= ja w centrum uwagi, śmiejąca się i rozkrecająca cała imprezę, z każdym się dogaduje, ludzie którzy mnie dobrze nie znają lub dawno mnie nie widzieli są mną zafascynowani.... I to nie jest zakładanie maski tylko mój luz, poczucie bezpieczeństwa. Wiem że jakby cokolwiek się działo to jest obok ktoś kto mi pomoże i się mną zaopiekuje.

Nie tylko Ty tak masz, obawiam się że dużo osób tylko nikt o tym nie mówi otwarcie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bardzo dużo Ciebie odnajduję w sobie. Też pochodzę z domu dysfunkcyjnego, w którym to mama wychodziła za każdym razem na tą złą, bo ojciec był tym wielkim nieobecnym, a tak naprawdę było i jest na odwrót, przez ciężkie życie z moim ojcem, który nie szanował nigdy mamy, nigdy jej w niczym nie pomagał, mama stała się sfrustrowanym kłębkiem  nerwów niezdolnym do okazania cierpliwości. Ja i moje rodzeństwo też byliśmy przez nią bici i w różny sposób karani, nawet za rzeczy błache lub w ogóle obojętne, po prostu miała zły humor i musiała dać upust swojej frustracji. Do tego jeszcze jeżeli mama nie ma nade mną 100% kontroli, to jest nieszczęśliwa. Ciągle słyszę, że jak byłam pod jej "opieką" i się jej słuchałam to było wszystko ok, a odkąd zaczęłam dorastać i usamodzielniać to moje życie jest beznadziejne. Ostatnio to słyszałam wczoraj, a mam 28 lat i moja matka nadal nie potrafi się pogodzić z tym, że nie ma już nade mną władzy. 

 

Pamiętam też lęk, który towarzyszył mi np. gdy rano wstawałam albo wracałam ze szkoły, zawsze wtedy zastanawiałam się w jakim stanie będzie mama, bo bywało z tym różnie. Gdy była zła na mnie i mnie biła, nie wolno mi było jakoś się osłaniać, krzyczeć, płakać, bo to ją tylko bardziej rozjuszało. Ale działało to też w drugą stronę, gdy chciała mnie przytulić, a ja miałam duże opory, to robiła mi wyrzuty i powtarzała, że jest ze mną coś nie tak. Zawsze gdy robiłam cokolwiek inaczej niż ona chciała, to gdy byłam dzieckiem byłam karana, zwykle wyzwiskami i biciem, a gdy już stałam się starsza, to zwykle krzykiem i wyzwiskami. Pamiętam, gdy podczas bicia po raz pierwszy odepchnęłam mamę, miałam  wtedy  z 14 lat, ona zaczęła krzyczeć, że ją pobiłam. Awantury  wszczynała z byle powodu, np. pokroiłam nie tak natkę pietruszki do zwykłego obiadu. 

 

Też mam tak jak Ty, że przy niektorych osobach jestem rezolutna i gadatliwa, a inne doprowadzają mnie do takiego stresu, że nie umiem się opanować, mówić składnie, w najgorszym wypadku potrafię się rozpłakać, choć wcale tego nie chcę, zawsze gdy mi się to zdarzy mam sobie za złe, ponieważ nie chcę żeby ktoś myślał, że na nim coś wymuszam.  Może próbuj ćwiczyć rozmowy z innymi ludźmi właśnie na przerwie w pracy? Może zacznij od  komplementów, nie chodzi tu o lizustwo,  a o szukanie wspólnych tematów do rozmów. Gdy widzisz koleżankę z pracy, która zmieniła fryzurę albo ma jakiś ładny ciuch, to warto jej to powiedzieć, np. fajne cięcie włosów, gdzie byłaś, bo ja szukam dobrego fryzjera. Możesz wtedy zacząć opowiadać o swoich doświadczeniach z tym związanym. Innym tematem, który (tak z moich spostrzeżeń wynika) łączy ludzi jest jedzenie. Każdy coś lubi jeść 🙂

 

Buduj swoją pewność siebie i siłę choćby właśnie na tym sukcesie jaki miałaś w poprzedniej pracy. Nawet nie wiesz jak Ci zazdroszczę bycia w czymś dobrym.

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×