Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Naemo

Moja historia. Borderline, depresja, nerwica

Rekomendowane odpowiedzi

Kurczę... Jesteś naprawdę dzielna, że tyle zniosłaś.

Myślę, że powinnaś spróbować te 2 razy w tygodniu. Twoja t nie pracuje na nfz? Wtedy może udałoby się załatwić, żebyś miała na nfz drugą sesję?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Naemo nie mam pojęcia, musiałabym się jej spytać. Troszkę przeszłam w życiu i to spowodowało że sobie teraz nie radzę. Nieustanna walka samej ze sobą

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ciężko się to naprawdę czyta, serio współczuje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie oczekuję współczucia. Jakoś współczucie i troska kojarzą mi się z litością. Nie mam pojęcia czemu. Każdy ma jakąś historie. Może mniej może bardziej złożoną, ale to ona nas ukształtowała. I teraz jako dorośli musimy stawić czoła tym problemom. Ja przez doświadczenia z przeszłości pałam do siebie nienawiścią i ciągle chcę się karać za to wszystko. Obwiniam się o każde zdarzenie. Moja autodestrukcja przybiera na sile. Każdy dzień jest nieustającą walką o życie. O to by być.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

19ruda87, A litość kojarzy ci się z ? Nie lubisz też jak ktoś cię chwali prawda?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kontrast nie wiem jak to wytłumaczyć. Po prostu uważam, że każdy kto chce mi pomóc, bądź okazać swoje wsparcie, lituje się nade mną, zmusza się do tego. Patrzy na mnie jak na ofiarę losu, na kogoś kto zasłużył sobie na takie życie i jest sam sobie winien. Jeśli chodzi o Twoje pytanie, to owszem nie lubię być chwalona. Nie wierzę w swoje możliwości, zawsze jak coś mi się uda, to uważam że to przez przypadek. Lepiej czuję się jak ktoś po mnie jeździ, utwierdza mnie w przekonaniu jakim to ja jestem potworem. Potrzebuję czuć ból, cierpieć, bo zasłużyłam sobie na to. Wtenczas wiem że żyje

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

19ruda87, Wydaje mi sie, ze nie umiesz sobie odpuścić bo nikt tobie nie odpuścił czy tez jawi się to jako coś podejrzanego za czym musi coś stać.

Czasami mówi się tak żeby wyjawić krzywdy oprawców, nie przetwarzać tego wewnętrznie bo tylko wtedy można wejść na drogę pogodzenia się z tym, tak to ten czyn cały czas wybrzmiewa, trwa i teraz gdy to napisałaś i pewnie kiedyś o tym terapeucie opowiesz weszłaś na taka drogę pogodzenia.

Czeka cie jeszcze dużo roboty bo jak zaczniesz sobie na logikę współczuć nie będziesz mogla tego przetworzyć emocjonalnie bo będzie to zbyt wielkie, w rezultacie czego może dojść do dewaluacji krzywd które dostałaś aby zmniejszyć krzywdę i ja przetworzyć.

Psychika ludzka tak sobie pakuje, pomniejsza czy tez szuka winny w sobie aby tylko się nie skonfrontować, bo odbiera to tak jakby miała się rozpaść i coś w tym jest bo rozpadnie się twoje dotychczasowe toksyczne myślenie. Obrony bronią w tym przypadku nie słusznie, bronią całego tego gówna i tego jak kiedyś zrozumiałaś świat, sama zrozumiałaś. Oczywiście odbyło sie to przy pomocy życia ale tak naprawdę nikt ci nie pomógł a to jak sobie go zrozumiałaś nawet innym pomagało, dlatego trzeba zrozumieć to, ze cześć tego co się myśli jest jakby nie prawda i działa na nasza szkodę.

Dlatego nie lubisz jak ktoś ci współczuje, chwali czy stosuje wobec ciebie zrozumienie emocjonalne bo sama tego jeszcze nie stosujesz ale to przyjdzie z czasem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie występuje właśnie głównie mechanizm wyparcia. I dewaluacji krzywd. I DD.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To fakt. Nie potrafię pogodzić się z rolą ofiary i katuje się. Bronię się przed dopuszczeniem uczuć do siebie. Nie chcę się rozpaść na kawałki bo boję się że nie udźwignę tego ciężaru

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Rozumiem Twój strach przed rozpadnięciem się na kawałki. Ja chyba najbardziej boję się uznania statusu ofiary. Boję się, że to odbierze mi siłę do walki. Pamiętaj zawsze, że to co Cię spotkało nie jest Twoją winą. Zostałaś skrzywdzona przez dorosłych, którzy powinni stanowić oparcie. Radzisz sobie z tym jak umiesz i nikt nie ma prawa oceniać Twojego życiorysu. Przeczytałam ostatnio, że pacjent poddający się psychoterapii nie jest odpowiedzialny, za swoje krzywdy, ale to on musi po nich posprzątać. Brutalne, ale szczere. Ruszamy do walki, aby więcej przykrych rozdziałów już nie dokładać!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jest tak jak mówicie. Przyznanie się do porażki, wzięcie statusu ofiary na klatę to koniec. Nie bez przyczyny ludzie nad grobem rozważają swoje porażki i chętnie dywagują o nieudanym życiu (tak a propo - około 90% Polaków). Jest im już wtedy wszystko jedno. Przypomina mi się tutaj to słynne "I refuse to be a victim" z "American Beauty".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×