Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Stracona100

koszmar anhedonii

Rekomendowane odpowiedzi

Czy człowiek dotknięty anhedonią jest jeszcze człowiekiem?

Czy istota nie czująca żadnych emocji zasługuje na to miano?

Czy taki stan jest wystarczającym usprawiedliwieniem, by odejść na zawsze?

Czy można żyć, nie czując nic?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem jak można przyzwyczaić (zmusić się) do robienia czegokolwiek, co nie daje jakiegokolwiek zadowolenia, satysfakcji, radości. Może na krótką metę tak, ale na dłuższa to niemożliwe - trzeba by być automatem lub cyborgiem a nie człowiekiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Do wszystkiego można się przyzwyczaić, nawet do anhedonni, utraty emocji, derealizacji, depersonalizacji czy ch#j wie czego jeszcze. Najważniejsze żeby nie skupiać się na tym, tylko starać się żyć w miarę normalnie. Jak się troche poukłada, to w końcu minie. Przynajmniej powinno. Później człowiek jest silniejszy psychicznie po czymś takim, nie do zajabania bym powiedział.

 

Nie wiem jak można przyzwyczaić (zmusić się) do robienia czegokolwiek, co nie daje jakiegokolwiek zadowolenia, satysfakcji, radości. Może na krótką metę tak, ale na dłuższa to niemożliwe - trzeba by być automatem lub cyborgiem a nie człowiekiem.

 

Można traktować wszystko jak pierdol#ny obowiązek, ale to na dłuższą mete też nie działa. Pozostaje nam chyba to zaakceptować i się z tym pogodzić...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Do wszystkiego można się przyzwyczaić..............starać się żyć w miarę normalnie.........Pozostaje nam chyba to zaakceptować i się z tym pogodzić...

 

Nie mam pojęcia, jak można z tym żyć normalnie, zaakceptować i się z tym pogodzić?

Przecież to odczłowieczenie, uprzedmiotowienie, bezsens i pustka. Taki człowiek nie ma żadnego napędu do życia - to niemożliwe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Nie wiem jak można przyzwyczaić (zmusić się) do robienia czegokolwiek, co nie daje jakiegokolwiek zadowolenia, satysfakcji, radości. Może na krótką metę tak, ale na dłuższa to niemożliwe - trzeba by być automatem lub cyborgiem a nie człowiekiem.

Mam właśnie coś takiego, ale nie uważam abym miał depresję bo psychicznie nie czuję się jakoś źle. Między innymi przez to, że nic mnie nie interesuje i nie cieszy to nie chce mi się nic robić, nie mam motywacji do jakiegokolwiek działania. Mogę sobie wybrać jakiś cel na siłę, ale co z tego jak on mnie w ogóle nie napełnia energią do działania? A jak już coś mnie ruszy to jedynie na bardzo krótki moment. Jak patrzę na innych ludzi to wątpię, aby oni robili wszystko na siłę, byliby wtedy jacyś nienormalni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Znam ten ból. Anhedonia upośledza mechanizm dążenia do nagrody. W końcu po to coś robimy, żeby nam było lepiej. Wtedy nie podejmujemy działania i spotyka nas "kara". A ta jest dotkliwa, wykluczenie społeczne, degeneracja.

 

Czasami mam dobry humor i wtedy myślę: o to wszystko tyle krzyku, o tę delikatną emocję? O chwilowy banan na twarzy? Życie, na nic więcej cię nie stać? Ale może nie poznałem prawdziwego szczęścia i prawdziwej przyjemności.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja od dzieciństwa mam w jakimś stopniu "upośledzony" mechanizm dążenia do nagrody, a wyraźną anhedonię mam dopiero od kilku miesięcy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co zrobiłam? A co ja mogłam zrobić? To efekt depresji i leków.

teraz rozumiem dlaczego zaleczasz te stany alkoholem . Kiedy mnie jebła ahnedonia ( jako gratis do mega depresji) na szczęście miałem tylko do wyboru różne leki . Jakoś się z tego wygrzebałem , choć do dziś bywają u mnie czasami stany depresyjno - lękowe , które w załażeniu mają elementy adhedoni. Fajne to to nie jest , ale wierze ,że przy mądrze ułożonym leczeniu da sie z tym poradzić . Anhedonia to taki koszmar ,że leżenie w trumnie nie zrobiło by tutaj wiekszego wrażenia . I nie jest to tylko sam brak odczuwania wrażeń , tylko depresyjna smutna ciemność w której nic nie czuć i nic nie widać , nic nie słychac , a jeśli cokolwiek słychać ,,, to smiech diabła .

Myslę osobiście ,że dobrym rozwiązaniem były by tu elektrowstrząsy i Agoniści dopaminy , metylofenidat + wieksze dawki SSRI , ew. anafranil i tego typu .

Ogólnie uważam ,że tylko w wyjątkowych przypadkach stan ten może trwać długo , " nieprzerwanie " .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Na anhedonie jest tylko jedno lekarstwo-totalna abstynencja od wszelkich przyjemnosci,sam jej doswiadczyłem,zadne leki dopaminergiczne na nic sie zdadzą .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

-totalna abstynencja od wszelkich przyjemnosci,

- jak to rozumieć ?

Przecież sama anhedonia wyklucza nawet dążenie do przyjemności ( bo po co ,jak i tak nie polepszy to nastroju ) . Czy siedzisz w domu , czy wygrywasz milion w totka ta sama pustka , cy robisz kupę wszystko na sraczkę i w klopie kończy swój żywot marny jak nasz .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przyznam,nie słyszałem o tym.Ale szybki rzut na WIKI,robi swoje.Ja chyba nie mam tego.Mimo,że mam schizofrenię.

Czasem.gdy nachodzi mnie taki stan,że nie cieszy książka czy film.Tłumaczę to sobie,jako że w wieku 39 lat.Nie będę reagował jak 12 latek.Ale,gdy okazało się,że i ja to mam.To co robić ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Znam ten ból doskonale,nic nie cieszy,dosłownie NIC! nic nie sprawia przyjemności,Świat staje się ciężarem nie do zniesienia,nawet śmierć wydaje się nie być wybawieniem-ontologiczna pustka;rozpacz to emocje,przy anhedoni nie da się nawet płakać.Depresja przy anhedonii to dziecięca zabawa.

Ludzie z anhedonią w szczególny sposób są narażeni na uzależnienia,chcą bowiem za wszelką cenę stan anhedonii choć trochę stłumić.Alkohol,masturbacja,słodycze,narkotyki-to wszystko ma za zadanie dać choć chwilową ulgę.Niestety tylko pogłębia problem(odracza go).

Abstynencja od przyjemności w anhedonii to jedyne wyjście z tego bagna,anhedonia to dysregulacja układu nagrody który porządkują endorfiny i dopamina.Abstynencja doprowadza do stanu równowagi ten układ-w przypadku dysregulacji dopaminy musi ona trwac nawet 9 miesiący,w przypadku dysfunkcji układu opioidowego wystarczy 8 tyg;średnio 3 miesiące bo mało kto wie jaki układ ma rozregulowany (opioidowy czy dopaminergiczny).Ten temat znam od podszewki,wiem ze jest tylko jedna skuteczna droga-okresowa abstynencja od wszelkich przyjemności.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

- jak to rozumieć ?

Przecież sama anhedonia wyklucza nawet dążenie do przyjemności ( bo po co ,jak i tak nie polepszy to nastroju ) . Czy siedzisz w domu , czy wygrywasz milion w totka ta sama pustka , cy robisz kupę wszystko na sraczkę i w klopie kończy swój żywot marny jak nasz .

Co innego, gdy trafi Ci sie jakis narkotyk. A wtedy jest dupa, bo tylko on daje Ci przyjemnosc. Ale predzej czy pozniej i on przestanie, a wtedy co?

 

 

Znam ten ból doskonale,nic nie cieszy,dosłownie NIC! nic nie sprawia przyjemności,Świat staje się ciężarem nie do zniesienia,nawet śmierć wydaje się nie być wybawieniem-ontologiczna pustka;rozpacz to emocje,przy anhedoni nie da się nawet płakać.Depresja przy anhedonii to dziecięca zabawa.

Ludzie z anhedonią w szczególny sposób są narażeni na uzależnienia,chcą bowiem za wszelką cenę stan anhedonii choć trochę stłumić.Alkohol,masturbacja,słodycze,narkotyki-to wszystko ma za zadanie dać choć chwilową ulgę.Niestety tylko pogłębia problem(odracza go).

Abstynencja od przyjemności w anhedonii to jedyne wyjście z tego bagna,anhedonia to dysregulacja układu nagrody który porządkują endorfiny i dopamina.Abstynencja doprowadza do stanu równowagi ten układ-w przypadku dysregulacji dopaminy musi ona trwac nawet 9 miesiący,w przypadku dysfunkcji układu opioidowego wystarczy 8 tyg;średnio 3 miesiące bo mało kto wie jaki układ ma rozregulowany (opioidowy czy dopaminergiczny).Ten temat znam od podszewki,wiem ze jest tylko jedna skuteczna droga-okresowa abstynencja od wszelkich przyjemności.

Skad informacja, ze przy rozwalonym ukladzie dopaminergicznym potrzeba az 9ciu miesiecy? Probowales sam calkowitej odstawki jakichkolwiek teoretycznych przyjemnosci?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Mam książkę o chemii mózgu w której pisze że najdluzej regeneruje sie układ dopaminergiczny w mózgu,nawet heroinizm szybciej da sie wyleczyć niz uzależnienie od stymulantów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Anhedonia to jeden z pierwszych objawów depresji jaki się u mnie pojawił i tak sobie trwa.. Co raz częściej zastanawiam się nad szpitalem i konkretnym oddziałem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

sebo001 jak długo to już u Ciebie trwa? U mnie też to podstawowy objaw depresji, ale po ostatnich lekach poziom anhedoni doszedł do maksa :shock: Właśnie je odstawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam właśnie coś takiego, ale nie uważam abym miał depresję bo psychicznie nie czuję się jakoś źle. Między innymi przez to, że nic mnie nie interesuje i nie cieszy to nie chce mi się nic robić, nie mam motywacji do jakiegokolwiek działania. Mogę sobie wybrać jakiś cel na siłę, ale co z tego jak on mnie w ogóle nie napełnia energią do działania? A jak już coś mnie ruszy to jedynie na bardzo krótki moment.

Jak patrzę na innych ludzi to wątpię, aby oni robili wszystko na siłę, byliby wtedy jacyś nienormalni.

 

Anhedonia nie jest objawem występującym wyłącznie w depresji.

Myślę, że nie da się na dłuższą metę robić czegoś "na siłę". Wtedy też szybko psycha siada.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

Czasami mam dobry humor i wtedy myślę: o to wszystko tyle krzyku, o tę delikatną emocję? O chwilowy banan na twarzy? Życie, na nic więcej cię nie stać? Ale może nie poznałem prawdziwego szczęścia i prawdziwej przyjemności.

 

Myślę, że nie ma możliwości życia w ciągłym szczęściu, ale taki "chwilowy banan" dale wystarczający impuls, by szukać nowego "banana". Wszak w "życiu piękne są tylko chwile" :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×