Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Kasikk

nerwica a ważne decyzje życiowe

Rekomendowane odpowiedzi

Słuchajcie kochani!!!!

 

21 pażdziernika mam ślub na szczescie tylko cywilny a od kilku tygodni pogorszył sie mój stan. Miewam codziennie lęki nie moge wychodzic z domu..... co ja gadam czasem nawet z łozka nie wychodze. Lekarze stwierdzili nerwicę lękową z agarofobią. Choruje juz ładnych kilka lat ale teraz jest to tak nasilone ze szok. Co ja mam teraz zrobić ???? acha dodam jeszcze ze jestem w 4 miesiacu ciąży

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kasikk Podnoś się z łóżka szybciutko ... dzidzia musi być dotleniona ,jeśli Ty nie masz na to ochoty to pomyśl o Swoim maleństwie ;) Jeśli już wstaniesz to również szybciutko do lekarza po poradę . To jest poważna sprawa ... chyba chcesz żeby dzidzia miała szczęśliwą i wesołą mamusię ! zrób to dla maleństwa i Swojego przyszłego męża. Pozdrawiam

 

[ Dodano: Pon Wrz 25, 2006 6:07 pm ]

Ja dziś też wyszłam do śmietnika i jak wracałam to złapała mnie lekka panika . wdrapałam się na to moje trzecie piętro i jak zamknełam za sobą drzwi to wszystko przeszło ... ale się nie daje jutro też wyjdę nawet jak bym się miała wczołgać pózniej do domu ... Będę walczyła !!!! i się nie dam ...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zobaczysz dasz rade, w takich sytuacjach nasz organizm potrafi wiele zdziałac.Pomysl o dziecku , ze robisz to wszystko dla niego. A jak juz wstaniesz to szybciutko do lekarza lub psychologa .Napewno znajdzie sie wyjscie .Ja mialam nerwice ze 20 lat teraz sie lecze i juz wychodze na prosta. Po urodzeniu dziecka tez musisz o tym pomyslec.Pozdrawiam :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kasikk,kurcze nawet nie wiesz jak Ci wspólczuję.

Choruję dokładnie na to samo,i też czasami jest bardzo cięzko :cry:

Wierzę jednak,że uda Ci się,staraj się myslec pozytywnie,musisz,prawda???

Jestem przekonana że sobie poradzisz :D

Tego życzę z całego serca.

Pozdrawiam.gusia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej

Musisz odpowiedziec sobie na pytanie czy chcesz tego slubu. A moze po prostu to lęk przed konskekwencjami takiej decyzji i objawia sie to stanami depresyjno-lękowymi o różnym nasileniu. Ja bym na Twoim miejscu nei uciekał się do środków farmakologicznych ze względu na ciążę, a spróbowałbym rozmowy z psychologiem. Wydaje mi się, że w takim przypadku jak Twój spokojna rozmowa własnie z psychologiem pomoze.

 

Powodzenia, trzymam kciuki bedzie dobrze

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kochani!!!

Bardzo Wam dziękuje za wszystkie porady ale tak kamileks ja chce tego ślubu tylko problem twi w tym ze tam trzeba iles minut ustac czy nawet usiedziec a ja jestem tak nerwowa ze caly czas sie ruszam no i ten strach czy nie zemdleje. Jeżeli chodzi o psychologa to mam juz kilka sesji za soba z lekarzem tez jestem w stałym kontakcie a i tak mam tak jak napisalam same obawy co to uroczystości. Sami wiecie jak to z nerwica jest raz lepiej raz gorzej ja akurat jak zaszłam w ciąże musialam wszystkie leki odstawic i stad ten powrot ze zdwojona siła natomiast przedtem było tak ze juz prawie o niej zapomnialam. Kurcze dla mnie to wszystko teraz jest nie lada wyzwaniem.... wstanie z łozka czy wyjscie gdziekolwiek nie wiem jak to bedzie 21 pażdziernika moze stanie sie jakis cud???

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kasikk A rodzina wie na co cierpisz? wiedzą że jesteś w ciąży? jeśli tak to nawet jak zle się poczujesz naokoło Ciebie będą sami bliscy Ci ludzie ! A obok Ciebie zupełnie bliziutko będzie stał Twój ukochany ... staraj się słuchać co będzie mówił urzędnik ,żeby odwrócić uwagę od własnych myśli . To będzie wspaniała chwila dla Ciebie ,wiem jak to jest jeśli jest coś w planach ...my wszyscy wybiegamy myślami w przyszłość i się zastanawiamy co to będzie? A bedzie wspaniała uroczystość ... i cały czas myśl o dzidzi !

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nic się nie martw. Bedzie bosko. Brała ślub cztery miesiące temu, w bardzo dużym zaostrzeniu choroby po odstawieniu lekow. Bałam się bardzo, ale... pozytywne emocje tego dnia dały mi taki napęd, że nawet się tak bardzo nie denerwowałam:-) Masz dla kogog walczyć. Polecam wizytę u psychologa, na pewno nie zaszkodzi, a może pomoże:-) Trzymaj się!

 

[ Dodano: Wto Wrz 26, 2006 12:15 pm ]

PS. Brałam oczywiście, gdzieś mi się "m" zapodziało.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pamietajcie, że nic nie jest tak straszne jak lęk przed tym. Ja miałam niedawno rozprawe w sądzie i jak tylko pomyślałam, ze mam pójśc do olbrzymiego budynku i przesiedzieć w jakiejś sali sądowej co najmniej 30 minut to słabo mi się robiło. A jak poszłam i zaczęłam myśleć o sprawie to fajnie było, nawet mi się w głowie nie zakręciło, a trwało godzinę:-) A miewam czasem dokładnie jak ty, że nie mogę chwili ustac spokojnie bez ruchu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rybkamonika to na prawdę jesteś dzielna bo ja do tego gmachu to chyba bym musiała być wciągnięta :) przecież tam jest tyle korytarzy i nie wiadomo gdzie do wyjścia :) raz byłam w czasach kiedy nie miałam paniki i chyba o tym samym sądzie piszemy ;) Faktycznie przeżywamy wszystko i zastanawiamy się co będzie gdy..... ? Będzie wszystko dobrze !

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

witam

Ja tez mam w lutym slub i nie wiem jak to bedzie,ostatnio niewychodze z domu wogole chyba ze mosze to jednynie jedziemy z nazyczonym samochodem ,wszytkie sprawy zwiazne ze slube ktore mogl oczywiscie załatwił moj nazyczony,bo ja gdziekolwiek mam wyjsc zaraz robi mi sie niedobrze goraco ,drza mi rece.Czasami nawet nie mam ochoty nikogo widywac,bo jak przychodzi do mnie nawet moja mama zaraz zaczyna mi sie tez robic slabo,denerwuje sie i nie umiem nad tym zapanowac.Mosze isc do lekarza ale nawet do niego boje sie isc,przychodnie urzedy poprostu dzialaja na mnie bardzo zle.Pozdrawiam wszystki

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

witaj,

 

w zeszłym roku brałam slub.Targały mną podobne problemy.Czy dam radę czy nie dostanę attaku,to przecież taki ważny dzień a para młoda na świeczniku.Okazało się ,że byłam chyba najspokojniejszą osobą w całej rodzinie.Nie wiem dokładnie jak to się stało.W ten dzień byłam spokojna opanowana,może dlatego ,że wiedziałam ,że są przy mnie najbliższe osoby.Rodzina,przyjaciele to jak cała armia przeciwko jednej jedynej wrednej nerwicy.Myślę,że przejdziesz przez to tak spokojnie jak ja.Życzę Tobie tego z całego serca.W końcu w większości przypadków dopada nas ona wtedy gdy jesteśmy sami,czujemy się jakoś zagrożenii,szukając jakiejś pomocnej ręki w pobliżu a tu przecież będą wszystcy którzy stoją w gotowości.Nie daj się,myśl tylko o wadze tej chwili a odpędzisz od siebie te lęki.

 

pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Za trzy tygodnie biore slub. Wydaje mi sie, ze spokojnie podchodze do tego wydarzenia, nie szaleje, nie odczuwam strachu, niepokoju.Gdy patrze wstecz na sluby kolezanek, zestresowanych i zdenerwowanych az sie dziwie,czemu ja tak malo angazuje sie w sprawy slubno-weselne.Szybko wybralam sukienke,sale weselna.Niczym innym sie nie martwie i nie szaleje.Czemu robi to za mnie mama i siostra, a ja spokojnie czytam ksiazki patrzac z werwa na kalendarz...?Moj lek ma jednak inny wymiar.Ja boje sie zycia po slubie,nowych wyzwan,zadan,zarabiania na utrzymanie,wyjazdu za granice za praca (mamy juz bilety-boje sie panicznie!), boje sie klotni malzenskich,porzucenia,zwariowania,odrzucenia,niedocenienia,ciazy w przyszlosci.Czuje,ze jestem tak slaba psychicznie,ze nie poradze sobie z tym wszystkim,tym bardziej ze nikt nie wierzy w moje zaburzenia lekowe-diagnoze postawiona przez specjalistow.Dla rodziny,ludzi wokol to tylko moj wymysl,puste slowa a ja wiem i czuje,ze moje zycie z takim bagazem przerazi mnie,nie zaskoczy niczym przyjemnym a wrecz zgnoi i zgniecie jak malego przestraszonego robaczka.Czuje sie przez to winna i jakby dziwna przy innych ludziach,ale przeciez nie jestem inna.Moze jedynie bardziej wrazliwsza,zalekniona...Czy jest dla mnie szansa?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jesteś wrażliwa...TO DOBRZE - Będziesz rozumieć innych ludzi.Zadajesz dość retoryczne pytanie - oczywiście że Świat stoi przed Tobą otworem a jeżeli dodasz do tego towarzystwo ukochanej osoby to ho,ho - daćie radę . Jedynie ci Musisz zrobić to dokonać pewnego przewartościowania i mówić już MY nie JA czy ON. Poto się min pobieracie by się wzajemnie wspierać - Możesz być spokojna Dacie radę! A problemy wszyscy je mamy ale łatwiej im stawiać czoła wspólnie z bliskimi.Lęki ....cóż zawsze będą - zmieniać się będzie jedynie ich natężenie .Życzę powodzenia i jestem pewny że Wam się uda nawet daleko od Domu - będziecie wszkrze razem tworzyć nową rodzinę . Dzisiaj pomaga Ci mama i siostra - jesteś szczęściarą.Pozdrawiam[/b]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

napewno ci będzie łątwiej w małżeństwie tak myśle, olej te obawy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moniczka,ja mam tylko jedne pytanie:czy twój przyszły mąż wie o twoich problemach lękowych i czy cię akceptuje w pełni z tym bagażem.Jeśli nie-to lepiej sie nie spieszcie z tym ślubem.Jeśli tak-zyskasz najlepsze oparcie w nim.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moniczko..zapewniam Cię,że 90% osób przed ceremonią zaślubin ma lęki :lol: Nerwica lękowa nie ma tu znaczenia. Każdy z nas obawia się w jakimś stopniu przyszłości..Analizujemy czy damy radę,czy podołamy,czy staniemy na wysokości zadania. A tak naprawdę - nie ma co gdybać. Trzeba iśc na zywioł bo inaczej bedziemy wegetować całe życie, a na starość pozostanie nam tylko przykra świadomość niewykorzystanych szans. Nie zakładaj czarnych scenariuszy..Jeśli kochasz i jestes kochana - poddaj się temu wszystkiemu ;)

 

Ps.20 styczeń to również data mojego ślubu :lol: 11 lat temu ;) O szczegóły nie pytaj :twisted:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam.Mysle ze slub to wazne wydarzanie,widze ze masz swiadomosc co Cie czeka po nim,bo sama ceremonia trwa krotko ,a zycie dłuzej,to ciezka decyzja i sam przed taką stoje w tym roku,zastanawiam sie czy podołam.Najwarzniejsze ze masz jeszcze troche czasu na przemyslenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

xxx

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Tak,to prawda.Wiem,ze sama ceremonia to tylko wydarzenie a prawdziwe problemy zaczna sie dopiero pozniej....Moj przyszly maz duzo mnie wozil po pogotowiu z nerwicowymi objawami,kilka tygodni nie mieszkalismy razem bo wolalam byc u rodzicow z powodu silnych lekow,widzial moje zle dni,napady paniki,wiec skoro to przezyl to zna moje "napady"...Niestety,on nie zna terminu nerwica,nie wierzy w moja nerwice.Dla niego te wszystkie napady i wydarzenia to moje wymysly.On uwaza,ze ja jestem nerwowa,ze moje napady sa nienormalne itd.A jednak wciaz ze mna jest,trwa przy mnie. Sama nie wiem,co o tym myslec...Po prostu boje sie przyszlosci.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No to jest o czym myśleć faktycznie.wszystko jest dobrze dopóki nie przyszły codzienne obowiązki i wyzwania,o dzieciach już nie wspomnę.Sory,że tak czarno widzę,ale skoro narzeczony po wizytach na pogotowiu itp.nadal uważa,że to tylko fanaberie,to już nie jest dobrze.Trwać trwa,dopóki go to porządnie nie wkurzy.I jednak przy silnych atakach-czułaś się bezpieczniej przy rodzicach.Ja ci radzę-porozmawiaj z nim poważnie.Ślub to nie wyrok.Zapytaj czy będzie się toba opiekował jak dzieckiem,czy weźmie na siebie większość obowiązków,może nawet cały trud utrzymania rodziny,jeśli nie będziesz w stanie pracować.Niestety w jakimś sensie jesteśmy niepełnosprawni i tak nas czasem należy traktować(bo inaczej po prostu się nie da).Wybacz,że tak piszę,ale ja też wyszłam za mąż za cudownego chłopaka,który nie dał rady znieść moich "fanaberii"i stał się dla mnie "potworem".Dopiero gdy zaczęłam mu mdleć bez przerwy na każdym kroku-zrozumiał,że to nie moje widzimisię.Ale kilkanaście lat możemy sobie wykreślić z życiorysu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Moj lek ma jednak inny wymiar.Ja boje sie zycia po slubie,nowych wyzwan,zadan,zarabiania na utrzymanie,wyjazdu za granice za praca (mamy juz bilety-boje sie panicznie!), boje sie klotni malzenskich,porzucenia,zwariowania,odrzucenia,niedocenienia,ciazy w przyszlosci.Czuje,ze jestem tak slaba psychicznie,ze nie poradze sobie z tym wszystkim

 

Po raz pierwszy, nie pisząc o mdlejących kończynach, napadowych mdłościach i schizofrenii dałaś sobie odpowiedź, skąd się do Ciebie przypętała nerwica. Na tym się skup, Góralko. Zapytaj skąd te obawy. Kto Ci wmówił, że nie poradzisz sobie z dorosłym samodzielnym życiem? Dlaczego w to uwierzyłaś? Dlaczego w głębi duszy czujesz się bezradną dziewczynką? Dlaczego chowasz się przed światem, czekając że kiedyś coś kiedyś gdzieś Cię spotka, a problemy rozwiążą się same za sprawą magicznych zaklęć, albo siłą woli bez żadnego wysiłku z Twojej strony? Jakie są Twoje przekonania na własny temat? Relacje z Rodzicami, otoczeniem? Zacznij zadawac sobie pytania i szukać odpowiedzi. Tędy droga, że tak powiem. Długa droga, ale innej nie ma.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj,

 

jak juz raz pisałam nikt nie zrozumie Ciebie lepiej niż druga osoba ,która ma podobne problemy do Ciebie.Ponad rok temu mną też targały podobne dylematy.Ślub,zycie po ślubie.Mój mąż też jeździł ze mną po pogotowiach itp kiedy miałam ataki.Ogólnie, z perspektywy czasu powiem że nic na gorsze się nie zmieniło.Radzę sobie lepiej z lękami nerwicowymi,kontroluje coraz lepiej zbliżające sie zagrożenia.Mój mąż ma świadomość tego ,że jeszcze nie jest ze mną dobrze.Stara sie mnie zrozumieć,chociaż wiem ,że to trudne.Nie chciałabym jednak aby wchodził w moją skórę.Nie życzę nikomu nerwicy.To wykańcza.Może absurdalnie to zabrzmi ale trzeba mieć mocne nerwy ,żeby z nerwicą sobie radzić,żyć.

Jeżeli widze ,że moj mąż nie "chwyta klimatów" z jakimi czasem sie borykam to wtedy zapraszam go do poczytania tego forum.Mówię spójrz,nie jestem sama.To nie są moje wymysły,to spotyka wiele ludzi a on wtedy czytajac mówi :zobacz,ta osoba opisuje identyczne rzeczy jakie ty przeszłaś....

 

pozdrawiam i życze wszystkiego dobrego

patrz w przyszłośc pozytywnie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moniczko!

Nie mam faceta i nie wiem czy w najbliższym czasie będę miała... ale mimo to doskonale rozumiem czego się obawiasz... Pomyśl jednak, że ślub to będzie początek nowego życia. Na pewno nie będzie tak, że jednego dnia zmieni się całe Twoje życie na inne - lepsze lub... gorsze--> bo tego się pewnie boisz, ale od tego dnia możesz zacząć wszystko powoli budowac od nowa. Pomyśl, że jest osoba, która Cię kocha i akceptuje, i to z Tobą - taką a nie inną - chce spędzić całe życie.! A to, że Cię nie do końca rozumie - to nie znaczy, że kocha Cię mniej! Ludzie po prostu nie rozumieją tego, czego sami nie doświadczyli. Ja tez pewnie nigdy nie uwierzyłabym w coś takiego jak ;fobia społeczna;, gdyby mnie to nie dotknęło!!

Życzę Ci wszystkiego dobrego w życiu i powodzenia za granicą - tam musi być tylko lepiej! (poświadczam samą sobą ;) )

pozdrawiam :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Droga Moniczko! Dasz rade, wiem to z autopsji. Facet jak kocha- to wspiera ( a tylko za takiego wychodzic należy :D ). Moj mąz jest pod tym wzgledem super, choc nie bardzo wie o co mi chodzi (bo jak nie ma wielkie tragedii- to o co ja sie martwie?!)- wspiera zawsze i wszedzie. A jak sie pytam, czy mu nie zle, ze ma w domu taka nerwice- to mowi, ze nie od dzis taka jestem i byl swiadomy co bral. A strach przed nowym i nieznanym jest NORMALNY- zwlaszcza u takich wrazliwcow jak my, z emocjami na wierzchu. Jak ucze sie nabierac dystansu do wielu spraw, bo tak naprawde to nigdy go nie mialam. Zycze Wam z calego serca wszystkiego najlepszego. Nie jestes sama, inni dali rade- Ty tez z cała pewnoscia sobie poradzisz. Pozdrawiam serdecznie!!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×