Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
marmarc

poczucie własnej wartości, samoocena, pewność siebie itp

Rekomendowane odpowiedzi

Uprzejmie proszę o wpisywanie swoich pomysłów na to jak podnieść, albo tylko utrzymać poczucie własnej wartości, samoocenę, pewność siebie na poziomie koniecznym do normalnego życia wśród ludzi.

Oczywiście nie czekam na porady typu kup nowego mercedesa, zmień kochankę, zostań posłem itp.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

- doceniać małe sukcesy, nagradzać się za nie

- dbać o siebie (o ciało i o duszę)

- dać sobie prawo do popełniania błędów, do słabosci, niewiedzy i zmęczenia

- przyglądać się innym- oni tez wcale nie są idealni i tez się denerwują

- zadbać o swój rozwój wszytsko jedno w jakiej dziedzinie ale żeby iść do przodu

- zaakceptować swój brak przebojowości, pewności siebie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W wielu waszych postach znalazłam stwierdzenie, że żeby było lepiej potrzebna jest pewność siebie. Super, pytanie tylko.. jak ją zyskać..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

założyłem taki wątek w dziale >>Psychologia<

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

pieprze to stwierdzenie- pewność siebie.

 

idiotyzm.

 

nie ma człowieka, który jest wszędzie taki pewny.

 

zależy od roli, w której sie znajduje.

 

szukaj swojej roli i ją powoli opanowywuj

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wiesz Mizer - ale problem jest kiedy ta pewność siebie jest tak niska, że właściwie nie ma żadnej roli, tzn. każda rola nas przerasta, jeśli tylko jest choćby tylko cień szansy, że zostaniemy przez kogoś ocenieni, nie mówiąc, że ten ktoś miałby nad nami jakąs władzę czy autorytet. Wtedy jest niemżliwa jakakolwiek praca a czasem jakakolwiek interakcja społeczna. Pytajac o metody podnoszenia poziomu pewności siebie, nie zamierzam zostać prezesem czy ochroniarzem w agencji towarzyskiej. Wydaje mi się, że niski poziom pewności siebie czy samooceny objawia się u mnie fobią społeczną czy czymś podobnym, co sprawia że czasami czuję opór i lęk np. przed wejściem do sklepu w którym nigdy nie byłem itp. Myślę, że utrzymywanie jakiegoś minimalnego poziomu pewności siebie, tak żebym mógł w miarę "normalnie" funkcjonować wsród ludzi, to jest sprawa mojego społecznego życia lub śmierci. NIe wiem czy można jednoznacznie stwierdzić, że fobia społeczna polega na chronicznym niskim poziomie samooceny, ale jakiś ścisły związek dostrzegam - może jest tak, że częsty stres na jaki naraża nas fobia, jest przyczyną spadku pewności siebie, jednocześnie jest u mnie coś nie tak z mechanizmami odbudowywania tego poczucia własnej wartości . Tak czy siak, myślę że zwykle gdy odczuwam objawy fobii społecznej, mam tego czegoś za mało.

 

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 8:51 am ]

widziałem reklamę książki :

Anselm Grün OSB

Rozwijać POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI - przezwyciężać bezsilność. PORADNIK!!!

Autor jest katolickim zakonnikiem, benedyktynem. Jak ją kupię to opiszę co tam można wyczytać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Myślę, że jest to problem, ktory dotyczy wielu z nas i jest w dużym stopniu związany z depresją. Od dziecka borykam się z przekonaniem, że jestem nikim, do niczego się nie nadaję, że jestem głupia i zła. Mam tego serdecznie dość. Ostro pracuję nad sobą od czterech lat, ale wciąż mam z tym problem... Szukam sposobu by pozbyć się takiego przeświadczenia... Macie jakieś pomysły?

 

Na własnej skórze przekonałam się, że metoda - pokażę jeszcze wam wszystkim co potrafię! jest skuteczna na krótką metę, prędzej czy później zaczyna brakować sił i walka o udowodnienie sobie i innym naszej wartości staje sie równią pochyłą. Depresja, anoreksja, pracocholizm i te sprawy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
że jestem nikim, do niczego się nie nadaję, że jestem głupia i zła

myślę, ze najlepiej znaleźć w sobie psaję, hobby, coś w czym jest się naprawdę dobrym, coś co się lubi. Żeby mieć choć jeden taki przyjemny dowód, który "poklepie" nas po plecach i wywoła uśmiech i zadowolenie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Dzięki za przeniesienie wątku do psychologii, faktycznie odpowiedniejsze miejscie. Buźka dla moderatorów za trzymanie pcrządku i przepraszam za bałaganienie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja na przykład nie mogę sobie znaleźć czegoś w czym jestem dobra... dlatego nie mam hobby. Czuję się beznadziejna pod każdym względem. Ja poprostu wiem, że nie jestem dobra w niczym.... ;/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Wygląda na to, że mam tak samo jak Ty, Higi. kocham malować, rysować, kocham fizykę, ale drobne porażki strasznie mnie zniechęcają. Chciałabym mieć choć jedną umiejętność, z której byłabym zadowolona... Czasem czyjś niewielki, nie przemyślany komentarz ma na mnie negatywny wpływ...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Czasem czyjś niewielki, nie przemyślany komentarz ma na mnie negatywny wpływ...

taaak, i zostaje może na długo w pamięci jak u mnie :?::roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

moj sposob na podniesienie samooceny latem....nie pokazywać nóg ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Ech... jakoś mam obiekcje co do tego sposobu:D Myślę, że masz ładne nogi, ale pewnie masę kompleksów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a mam ;) no ale coz...........mam i mam i mam......

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

przypomniała mi się taka rada: wyznaczać sobie możliwe do osiągnięcia, ale niebanalne cele. Ja czasem porywam się z motyką na słońce, potem przychodzi zmęczenie i zniechęcenie, bo nic z tego nie wychodzi, a jednocześnie nie doceniam tego co mogę czy mógłbym osiągnąć. Niestety moja skłonność do popadania w skrajności mi w tym nie pomaga, często przyjmuję postawę 'wszystko albo nic". Z drugiej strony trendy są takie że za wzory są podawane osoby sukcesu: gwiazdy showbiznesu, biznesmeni, sportowcy, czy dziennikarze i naukowcy odnoszący sukcesy, albo choćby dostojnicy kościelni - wszystko to wywołuje zazdrość i zgorzknienie, człowiek nie docenia tego co ma, widząc dystans do tych "wpływowych" osobistości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Trzeba zauwazyc, ze wiekszosc z nas uzaleznia swoja samoocene od paru czynnikow, ktore z samoocena nie powinny miec nic wspolnego. Ja np. ocenialam sie wg wynikow w szkole i mojego odchudzania. To byl blad. Kiedys nienawidzilam kazdej komorki mojego ciala, teraz kocham sie i napawam sie zdrowym egoizmem. Jestem w porzadku, mimo bledow. Zycze wam takich samych odczuc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

marmarc hm, tak zamyśliłam sie nad tymi "niebanalnymi celami",

grunt by były realne na początku. I chyba nie chodzi o zaplanowanie

sobie dnia "od-do". Tylko np.postanawiasz sam przed sobą, że jeśli

kolega znowu tak a tak się zachowa, czyli coś co Ci nie odpowiada,

postarasz się mu zwrócić na to uwagę. Wystarczy raz. Potem rodzi się

przekonanie, że skoro raz się udało to czemu za drugim miało by nie

pójść podobnie.

 

Co do sław - budują wyobrażenie, że przecież taaak łatwo to wszystko

zrobić - magiczne hasło : "wystarczy chcieć".

 

Ale wiesz, tam jest masa korupcji, układów tak naprawdę i sytuacji typu "sex-afera" ;)

 

~*~

Moja przestrzeń

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W Tygodniku Powszechnym nr 24 z 17 czerwca jest obszerny materiał poświęcony hipochondrii. Jego częścią jest wywiad z Wojciechem Eichelbergerem, w którym pisze on m.in. nt. poczucia własnej wartości. Cytuję:

„ Lęk bywa często wynikiem zaburzonego poczucia własnej wartości. Najważniejszy jest okres do drugiego, trzeciego roku życia. Wtedy tworzy się matryca emocjonalna naszego poczucia wartości. Kształtuje ją ilość czasu i uwagi poświęcanej nam przez rodziców, czasu nasyconego dobrej jakości uwagą. Tworząca się wówczas samoocena jest przedracjonalna, nie ma nic wspólnego z osiągnięciami, posiadaniem, byciem kimś. Po prostu czujemy że jesteśmy bez powodu ważni, bezwarunkowo obdarzeni ciepłem i miłością.”

Jest to zdaniem psychoterapeuty „pierwotne, immanentne poczucie wartości”, które nie potrzebuje żadnych dodatków typu prestiż czy posiadanie, nie jest niczym uwarunkowane. I jednocześnie to pierwotne poczucie wartości pozwala przetrwać życiowe próby typu utrata majątku, pozycji itp.

„Brak dowartościowania sprzyja wykształcaniu się osobowości narcystycznej”.”Taka osoba ma problemy z uwierzeniem , że ktoś ją może pokochać. Ma poczcie że ciągle musi zasługiwać na miłość od nowa i nieustannie udowadniać swą wartość, ciągle zdobywać – jeszcze więcej, jeszcze bardziej.”

Mamy zatem rozróżnienie „wewnętrznego” i „zewnętrznego” poczucia własnej wartości. I jeszcze jedna teoria zwalająca wszystko na wpływ rodziców w pierwszych 2-3 latach życia dziecka.

I myślę, że można też wskazać na pewien paradoks – osoby z silnym wewnętrznym poczuciem własnej wartości mogą się dowartościowywać różnymi „dodatkami”, bo nawet jak ich czar pryśnie – mają silne wewnętrzne źródło samooceny, które pozwoli im przetrwać kryzys. Ci którzy wewnętrznego źródło są pozbawieni muszą jednocześnie szalenie uważać z wszelkimi „dopalaczami „ typu nowa komórka, nowy ciuch czy wyjazd do Tunezji – bo jak na tym będą budować swoją samoocenę, to kiedy tego zabraknie – nie mają żadnego oparcia - taka jest moja refleksja.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Anselm Grun OSB – Rozwijać poczucie własnej wartości – przezwyciężać bezsilność

 

Książka jest wydana przez wydawnictwo prowadzone przez księży-zakonników katolickich, ma nawet tradycyjną zgodę (imprimi potest) ich szefa, tzw. prowincjała.

Tak jak tytuł jest dwuczęściowy – tak i książka z dwu części jest złożona. Pierwsza traktuje o rozwijaniu poczucia własnej wartości – jako też i my na tej się części skupimy (bo druga jeszcze przeczytana być nie mogła).

Autor przyznaje, że jest coś takiego jak „pierwotne zaufanie”, ufność do świata, którą dziecko ma przejąć od matki – już w trakcie pierwszego roku życia. Przykładem jest że dziecko czuje sposób w jaki matka je przewija.

„Te i inne doświadczenia wynikające z relacji z matką powodują, że w dziecku budzi się pewność albo brak pewności siebie, że nabiera (bądź nie) poczucia własnej wartości.” (s. 16)

Dalej autor zwraca uwagę, że dla poczucia własnej wartości ważne jest poczucie własnej niepowtarzalności, i rodzice muszą w dziecku tą niepowtarzalność odkryć i uszanować – pozwolić mu być sobą.

„Poczucie własnej wartości nie jest wrodzone. Nabywamy je w i dzięki rodzinie. [...] Potrzeba szczerych rozmów i wybaczania popełnionych błędów. Częstym powodem braku poczucia własnej wartości jest bowiem komunikacja, w której nie jest jasne o co chodzi.”

Autor cytuje Junga mówiącego, że droga do zdrowego poczucia własnej wartości prowadzi przez akceptację „cienia” - czyli naszych złych czy słabych stron. I tu autor strzela już z naprawdę „grubej rury”, cytuję:”Konieczne jest zejście na dno jaźni, zanim natrafimy na obraz Boga, który czeka na nas na dnie duszy. Tylko ten odnajdzie siebie, kto dostrzeże , że nosi obraz Boga w sobie. I tylko ten, kto odkrył swoje wewnętrzne centrum, swoją jaźń, ma prawdziwe poczucie własnej wartości”.(s. 26)

[...] nigdy nie powinniśmy uzależniać naszego poczucia własnej godności od innych ludzi, bez względu na to, jak cierpielibyśmy z tego powodu”.

Dalej autor drąży temat „prawdziwej, duchowej jaźni”, do której należy dotrzeć, m.in. poprzez „odidentyfikowanie się” czyli odrzucenie utożsamiania się z ważnymi dla nas ludźmi, rolami, pracą, osiągnięciami. Trzeba to wszystko odrzucić, by odkryć kim naprawdę jesteśmy. Ta „prawdziwa jaźń” jest niezbędna do tego, aby poczucie wartości było prawdziwe, oparte na mocnym fundamencie, by nie była to „zewnętrzna pewności siebie zbudowana na piasku”.

Poprzez tą duchową – prawdziwą – jaźń sam Bóg wyraża się w sposób niepowtarzalny.

Dalej autor interpretuje ewangeliczne historie, w których Jezus spotyka różnych ludzi, uzdrawia ich.

Przyznam, że przedstawione interpretacje wydają mi się trochę naiwne czy naciągane. Sam autor stwierdza, że „Można by rozważyć wszystkie opisane w Biblii historie uzdrowienia przez Jezusa i za każdym razem stwierdzić, że chorzy cierpią na brak poczucia własnej wartości”. Cóż – wydaje mi się to zbyt dalekim uogólnieniem...

Następnie autor przedstawia „drogi do zdrowego poczucia własnej wartości”

1.Akceptacja samego siebie – mamy tu konkretne rady – pozbyć się iluzji, marzeń na swój temat, że jesteśmy najwięksi i najpiękniejsi. Mam akceptować i swoje mocne strony, ale i te słabe. Błędne jest przekonanie, że tylko silni są pełnowartościowi. „Zaakceptować siebie oznacza pojednać się z historią swojego życia.” „Aby móc siebie zaakceptować, trzeba zrezygnować z porównywania siebie z innymi. Tak długo, jak długo to robię, jestem przegrany”, będę czuł się źle.

2.Bycie ze sobą – czucie się dobrze ze sobą samym, bycie niezależnym od innych. „Wielu nie jest w stanie zbudować poczucia własnej wartości, ponieważ pozwolili innym sobą zawładnąć. Nie są ze sobą, tylko zawsze z innymi.” Rada: nawiązać kontakt z własną agresją, dzięki której można się zdystansować wobec innych. Poczucie bycia ze sobą, to także silna świadomość bycia we własnym ciele. Każdy może się przekonać, że np. zmęczenie, spocenie się po wysiłku fizycznym, np. biegu, sprawia że silnie odczuwamy swoje ciało, jesteśmy ze sobą i wtedy nie wątpimy w poczucie własnej wartości, nie musimy niczego udowadniać, po prostu jesteśmy ze sobą, czujemy przede wszystkim siebie, swoje ciało. Takie doświadczenie samo w sobie daje poczucie wartości. Trzeba zatem „ zejść w głąb siebie, dotknąć dna własnej jaźni i rozwinąć czucie siebie samego, swoich uczuć i swojego ciała.”

3.Droga przez ciało - „Przez ciało i w ciele mogę wypracować moje wewnętrzne postawy” autor wskazuje jak przez postawę stojącą można wyćwiczyć wiarę w siebie. Powinniśmy „stać w Hara” - to chyba coś z jogi itp.

4.Droga wiary – tu autor wskazuje na znaczenie wiary religijnej, relacji z Bogiem, który jako jedyny daje prawdziwe oparcie, i dalsze rady idą tym tropem:

5.Medytacja nad tekstami biblijnymi

6.Celebrowanie świąt chrześcijańskich

7.Doświadczenie św. Pawła

8.Przesłanie pojednania

9.Droga mistyczna

I na koniec pesymistyczno-optymistyczny cytat z ojca Anzelma:

„Jeśli wiernie i ostrożnie będziemy kroczyli drogą ćwiczeń, to może wzrośnie w nas zdrowe poczucie własnej wartości. Wcale nie jesteśmy skazani na życie z niskim poczuciem własnej wartości, którego nabyliśmy w dzieciństwie wskutek braku bezwarunkowej akceptacji przez rodziców. Poczucie własnej wartości można w sobie wzbudzić i rozwijać.” (s. 90)

Takie jest krótkie streszczenie pierwszej części książki Anselma Gruna. Mamy tu zatem respektowanie odkryć współczesnej psychologii, korzystanie z nauk wschodu, oraz „nowoczesne”, „otwarte” chrześcijaństwo (katolicyzm), z naciskiem na to ostatnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mnie często popraweia samoocenę takie mówienie sobie: ale przynajmniej nie jestem taka głupiutka jak ta i ta.

 

Ale nie polecam. Zostałam wciągnięta w manię porównywania się do wszystkiego i wszystkich. Ani rusz nie mogę się z tego wydostać. Mam to od 11 roku życia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moim zdaniem nie ma człowieka ktory jest tak w 100%procentach pewny siebie.To wszystko zalezy moim zdaniem od dziedziny życia jeden czuje sie pewnie w tym drugi pewnie w czym innym,ale nie ma człowieka ktory jest zawsze pewny siebie bo kazdy ma słabe i mocne strony.a tacy ludzie co sa w sobie zakochani czy uwarzają sie za najlepszych sa na ogół zarozumiali i nie widza nic innego poza soba.

Owszem można znac swoja wartośc,mozna wiedziec ze jest sie wartosciowym człowiekiem z charakterem bo sa ludzie wyksztalceni ktorzy osiagneli cele w zyciu itp.itd.Sa ludzie z charakterem i to tez sa ludzie ktorzy sie cenia wysoko i znaja swoja wartosc.

Z tym drugim stwierdzeniem sie zgodze ze mozna znac swoja wartosc i ze powinno sie ja znac

Ale z tym pierwszym stwierdzeniem ze człowiek moze byc pewny siebie we wszystkim nigdy sie nie zgodze,bo nie ma takich ludzi a jesli cos takiego jest to wystepuje pod innym okresleniem chcarakteru i osobowosci tak jak napisalam powyzej niz pewnosc siebie we wszystkim.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiem z własnego doświadczenia, że człowiek zaczyna stopniowo akceptować a wręcz lubić siebie, gdy czuje się akceptowany i lubiany przez otoczenie. Najważniejsze jest niczego nie udawać i pozostać sobą, a także w miarę możliwości starać się być w porządku w relacjach towarzyskich i swojej grupie społecznej. Ludzie odpłacą się tym samym i będą mieli okazję poznania Twojej osoby taką, jaką jest w rzeczywistości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zgadzam sie z toba Angel. Bardzo pomaga przebywanie z odpowiednimi osobami, z ktorymi czujemy sie komfortowo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×