Skocz do zawartości
Nerwica.com

Gniew, frustracja, furia i wybuchy złości.


.Kinga.

Rekomendowane odpowiedzi

Chciałabym aby ten wątek był przestrzenią dla osób, które odczuwają ciągłą złość, wybuchających furią i nie mają zrozumienia w otoczeniu. Dla ludzi, którzy nie potrafią zrozumieć swojego gniewu i nie potrafią go wyrażać. Dla osób, które chcą się wyładować i otwarcie o swoim gniewie mówić. Chciałabym się również z Wami podzielić tym, czego dowiedziałam się o złości.

 

A więc okazuje się, że gniew to jeden z tych elementów natury, który w przyrodzie nie ginie. W życiu zdarza się dużo sytuacji, które wyprowadzają nas z równowagi, są powodem bezsilnej rozpaczy, gniewu i w końcu nienawiści. Cały ten proces można porównać do zjawiska jakim jest lodowiec. Osoba nienauczona jak wyrażać złość kieruje ją do siebie, lub tłumi i w konsekwencji z opadu śniegu który można by rozdmuchać, roztopić i dać odpłynąć, buduje się zbita masa, która się nawarstwia. W ten sposób przez lata tworzy się gruba skorupa lodu nie do przebicia. Ta skorupa właśnie powoduje, że nowe codzienne powody do gniewu są czasem nieadekwatnie małe do naszych odczuć i reakcji. Kiedy uruchamia się aktualny gniew budzi się ten nawarstwiony, który go podsyca i nie daje przejść bezboleśnie. Ciągłe nieustające podirytowanie wpływa destrukcyjnie na relacje, ale najbardziej na nas.

To jest właśnie część mojej historii. Nigdy nie potrafiłam stworzyć relacji nie opartej na wybuchach gniewu, krzywdzeniu w amoku złości, prowokowaniu do krzywdzenia mnie. Nigdy nie potrafiłam zaufać i wyrazić swojej złości. Jej część mocno zatamowana, wychodzi tylko w sytuacji kiedy czuję się bezpiecznie. Przy osobie najbliższej, którą mam jedną. Nigdy się nie przyjaźniłam. Potrzebuję bliskości bez przerwy, ale ludzi odtrącam, trzymam ich na dystans, jestem powściągliwa i odkrywam dokładnie tyle ile wymierzę i ani centymetra więcej. Kiedy zdarzy się przez przypadek odsłonić pojawia się wstyd, poczucie winy, lęk i złość. Potrzeba zaatakowania intruza. Potrzeba jak najszybszej ewakuacji. Bo zawsze kończyło się to tragicznie. Bo nigdy nie wolno mówić. Boję się okazywać uczucia. A złość kierowałam całe życie do siebie i osób najbliższych.

W lodowcu pełno jest szczelin, przez które można nas mocno zranić. Pod lodowcem pełno jest strumieni czystych emocji, których nie widać. Słychać tylko ich delikatny szum, ale widać tylko skorupę złości. Czasem zdarzy się obsunięcie śniegu. Ale taka lawina powoduje tylko rozszerzenie lodowca. Chcę dojść do tego, skąd się wzięły te śnieżyce sprzed lat. Chcę do nich dotrzeć i je roztopić. Takie polodowcowe jeziora są bardzo piękne.

 

Złość powinna być emocją konstruktywną. Powinna nas napędzać do działania. Informuje nas, co nam się nie podoba, sygnalizuje niezaspokojoną potrzebę. Przez całe życie, już od dziecka musiałam konfrontować się ze swoim wielkim bezsilnym gniewem. Tłumiłam go co ma swoje konsekwencje do dnia dzisiejszego. Dowiedziałam się o tym wczoraj na terapii.

Złość stłumiona pochłania bardzo wiele energii. Takie techniki jak walenie pięściami w poduszkę czy worek treningowy polegają na tym, że się tę energię uwalnia i złość nie ma się czym żywić. Jednak kiedy znów odzyskamy siły ziarno złości znów zakiełkuje.

W gniewie nie docierają do nas żadne informacje, nasz mózg się blokuje i skupiony jest ogniskowo tylko na obiekcie gniewu. Wszystko interpretowane jest na korzyść gniewu. Nie widzi się ani przeszłości ani przyszłości. Sposobem może być wpuszczenie do świadomości myśli z 'zewnątrz'. Czyli np. uczestniczymy w takiej sytuacji: stoimy na światłach i zaraz jest zielone. Jednak auto przed nami nie rusza. Wpadamy w złość bo się spieszymy. Wyzywamy od idiotów i kretynów. I wtedy wpuszczamy myśl: a może rozmawiał przez telefon i okazało się, że ktoś mu zmarł? A może ma atak serca, a może ma strasznie kiepski dzień jest nierozgarnięty? Cokolwiek co pozwoli nam na zienienie perspektywy.

 

Chciałabym nawiązać z Wami dyskusję jak sobie ze złością radzicie. Czy wyrażacie ją innym ludziom?

 

I jeszcze kilka informacji które znalazłam w Internecie:

Sposoby radzenia sobie:

1. Bądź zdecydowany zachować spokój. Nie reaguj od razu, wpierw pomyśl! Pamiętaj o wytyczonym celu i odpowiednio do niego zareaguj. Wybierz spokój!

2. Komunikuj o swoich uczuciach: kiedy ktoś cię zdenerwuje, powiedz mu o tym. Spokojnie powiedz, jak się czujesz, w jaki sposób odbierasz jego/jej słowa, zachowanie. Naucz się lepiej siebie wyrażać.

3. Usuń się z sytuacji, która powoduje twoją złość, aż do momentu kiedy będziesz mógł zareagować bez gniewu. Pamiętaj, że nie od razu odniesiesz sukces. Podejmuj małe kroczki każdego dnia. Pamiętaj, żeby się odprężyć. Ćwiczenia relaksacyjne, muzyka – mogą być pomocne.

4. Dawaj sobie chwile tylko dla siebie. Zrób coś co sprawia ci przyjemność: spacer w parku, pływanie, czytanie Biblii, lub podtrzymujący na duchu film. Spraw miłą niespodziankę osobie, którą podziwiasz. Dobrze jest myśleć pozytywnie o sobie. To twój wybór! Szukaj pozytywów. Nie skupiaj się na negatywach. Naucz się przebaczać. Jest to trudne, ale musisz zacząć od nauczenia się wybaczać samemu sobie!

Możliwe powody złości:

1. Potrzeba bycia wysłuchanym i zrozumianym.

Potrzeba walidacji.

2. Potrzeba bezpieczeństwa.

3. To także jedna z podstawowych potrzeb udanego związku. Niezaspokojenie jej jest najprawdopodobniej najczęstszą przyczyną odczuwania gniewu.

Gdy nasze oczekiwania nie są spełnione lub mamy jakieś niezaspokojone potrzeby – nie czujemy się bezpiecznie. Zaczynamy wówczas wybuchać gniewem.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Złość ( u siebie) traktuję w kategoriach nałogu. Zupełnie jak alkoholizm . Im mniej to powtarzasz, tym bardziej nad tym panujesz ,a przy okazji uczysz się nowych wzorców. To również( wybuchowość) uszkodzenia w CUN ,albo od urodzenia ,albo kosztem stylu życia i długich lat samozatruwania się (nałogi i inne eksperymenty). W każdym bądż razie przykre i mocno przytłaczające.

Wciąż jeszcze przegrywam ze złością ,,,

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nie moge, nie chce.. boje sie, w sumie nigdy sie nad tym głebiej nie zastanawialam tylko zaakceptowałam, mysle ze jak zaczne o tym rozmawiac dojde do wniosku ze naprawde jestem je.bnieta a to juz za duzo jak na moja stargana ostatnio głowe..

ogolny zarys mojego przypadku? jest gorzej niz z wami powyzej :(

i dodam ze ani nad soba nie pracuje ani nie staram sie tego zrozumiec

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gdy czuje sie atakowany, przez kogos i ten ktos przekracza moja granice, to daje sie poniesc gniewowi. Kontroluje to w takim stopniu, ze nie nastepuje to automatycznie tylko wydaje jakby pozwolenie. Nagle wszystkie leki gdzies znikaja, ludzie czuja do mnie wiekszy respekt. Ale nie zawsze tak bylo. Pozwalalem po sobie jezdzic, nie oddawalem jak ktos mnie kopal. Staralem sie myslec to sa tylko zarty, lub ona cos czula napewno, ale sytuacja ja do tego zmusila. Zlosc motywuje mnie do dzialania. Jesli ciezko mi po fakcie spojrzec komus w oczy, to od razu w glowie pojawia sie mysl, czego sie boisz, przeciez jestes silny i staram sie sobie udowodnic ze sie nie boje i na sile sie przelamuje.

Mialem sporo problemow ze soba i pewnie nadal je mam, ale zlosc jest jakby lekarstwem. Pozwala mi zapomniec i podnosi moja samoocene

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja kompletnie nie panuję nad swoimi napadami gniewu, i nie uda mi się wcześniej uspokoić, pomyśleć, bo wtedy jakbym nie myślała, to jest nagły wybuch, dopiero po minucie, dwóch potrafię czasem się ogarnąć i pomyśleć "Cholera, przecież wydzieram się na psa, który tylko wskoczył na łóżko...". Zauważam, że jest coraz gorzej, ale nie potrafię nic z tym zrobić. Jakiś czas temu chodziłam na siłownię, ale niewiele mi to pomogło. Teraz wyprowadzić mnie z równowagi potrafią pierdoły, np. że muszę wyjść z psem na spacer albo zrobić sobie jeść, iść do pracy czy po prostu wyjść z domu... Ostatnio ktoś bliski (chyba) mi powiedział, że roztaczam wokół siebie aurę wkurr*ienia, a mnie zamurowało i dodatkowo wkurzyło... Błędne koło.

Chyba muszę zacząć się szprycować jakimiś lekami, gdyż ludzie nie mogą ze mną wytrzymać - ja właściwie z nimi też nie, choć z drugiej strony ich potrzebuję i mi na nich zależy, jednak nie potrafię się zmienić.

Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Napady wściekłości, a później gigantyczny jak rów mariański dół. Wyrzuty sumienia, że znowu krzyczałam i klęłam gorzej niż szewc. Nie potrafię się opanować i tnę słowami jak brzytwą. A zaraz potem przychodzi wypalenie i miażdżące wyrzuty sumienia. Spirala nakręca się i wyniszcza mnie coraz bardziej. Nienawidzę tego braku kontroli, zupełnie sobie z tym nie radzę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam identyczny problem od kilku miesięcy. Zawsze się złościłam jak coś mi się nie udawało się ale teraz to jestem przerażona tym co się ze mną dzieje. Zachowuje się jak furiatka, totalnie nie panuje nad sobą. Jeśli tylko coś lub ktoś mnie sprowokuje czuje momentalnie jak rośnie we mnie wściekłość jakbym wewnętrznie przechodziła tsunami. Później jest płacz i depresja, nie mam ochoty nigdzie wychodzić, czuję jakby wewnętrzną blokadę. Najgorsze jest to, że taki atak gwałtownego gniewu potrafią mnie złapać poza domem. Nie wiem jak z tym sobie radzić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam identyczny problem od kilku miesięcy. Zawsze się złościłam jak coś mi się nie udawało się ale teraz to jestem przerażona tym co się ze mną dzieje. Zachowuje się jak furiatka, totalnie nie panuje nad sobą. Jeśli tylko coś lub ktoś mnie sprowokuje czuje momentalnie jak rośnie we mnie wściekłość jakbym wewnętrznie przechodziła tsunami. Później jest płacz i depresja, nie mam ochoty nigdzie wychodzić, czuję jakby wewnętrzną blokadę. Najgorsze jest to, że taki atak gwałtownego gniewu potrafią mnie złapać poza domem. Nie wiem jak z tym sobie radzić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kinga - dzięki za ten tekst, jest dobry.

Niestety życie życiem, poradników psychlogicznych napisano tysiące.

Wprowadzić całą tą wiedzę w życie to bardzo trudna sprawa dla osób borykających

się z podstawową chorobą/zaburzeniem psychicznym a już najgorzej zaburzeniem osobowości,

każdy ma swoje własne "stresory" i trzebaby indywidualnie przepracować każdy defekt psychiki.

 

>Takie polodowcowe jeziora są bardzo piękne.

 

wyczuwam jakby masochizm ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kinga - dzięki za ten tekst, jest dobry.

Niestety życie życiem, poradników psychlogicznych napisano tysiące.

Wprowadzić całą tą wiedzę w życie to bardzo trudna sprawa dla osób borykających

się z podstawową chorobą/zaburzeniem psychicznym a już najgorzej zaburzeniem osobowości,

każdy ma swoje własne "stresory" i trzebaby indywidualnie przepracować każdy defekt psychiki.

 

>Takie polodowcowe jeziora są bardzo piękne.

 

wyczuwam jakby masochizm ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja dziś właśnie doszłam do wniosku, że chyba muszę coś wreszcie zrobić z moimi napadami złości, bo już zaczyna się ona wylewać w miejscach publicznych...wystarczy, że cokolwiek pójdzie nie po mojej myśli, że ktoś lub coś sprawi, że moje misterne plany muszą się rozpaść, a we mnie wtedy jakby włącza się jakiś pstryczek-zapalnik i mam wrażenie, że COŚ przewala się przeze mnie jak burza z piorunami... klnę, wściekam się, mam ochotę czymś rzucać, coś rozszarpać, zawyć jak bestia! A kiedy atak (bo chyba tak to można ująć) tego czegoś we mnie mija i robi się trochę przestrzeni na myślenie, zaczyna się poczucie winy, wstydu, czuję się zwyczajnie głupio lub chce mi się płakać. I tak to się przeważnie kończy - na płaczu i obiecywaniu sobie, że następnym razem postaram się nad sobą zapanować. Aż do tego następnego razu, gdy sytuacja się powtarza.

Ale teraz to już nie żarty, bo mam małą 8-miesięczną córeczkę i naprawdę nie chcę, żeby ona musiała na to patrzeć, żeby przy niej to się działo :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja dziś właśnie doszłam do wniosku, że chyba muszę coś wreszcie zrobić z moimi napadami złości, bo już zaczyna się ona wylewać w miejscach publicznych...wystarczy, że cokolwiek pójdzie nie po mojej myśli, że ktoś lub coś sprawi, że moje misterne plany muszą się rozpaść, a we mnie wtedy jakby włącza się jakiś pstryczek-zapalnik i mam wrażenie, że COŚ przewala się przeze mnie jak burza z piorunami... klnę, wściekam się, mam ochotę czymś rzucać, coś rozszarpać, zawyć jak bestia! A kiedy atak (bo chyba tak to można ująć) tego czegoś we mnie mija i robi się trochę przestrzeni na myślenie, zaczyna się poczucie winy, wstydu, czuję się zwyczajnie głupio lub chce mi się płakać. I tak to się przeważnie kończy - na płaczu i obiecywaniu sobie, że następnym razem postaram się nad sobą zapanować. Aż do tego następnego razu, gdy sytuacja się powtarza.

Ale teraz to już nie żarty, bo mam małą 8-miesięczną córeczkę i naprawdę nie chcę, żeby ona musiała na to patrzeć, żeby przy niej to się działo :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja dziś właśnie doszłam do wniosku, że chyba muszę coś wreszcie zrobić z moimi napadami złości, bo już zaczyna się ona wylewać w miejscach publicznych...wystarczy, że cokolwiek pójdzie nie po mojej myśli, że ktoś lub coś sprawi, że moje misterne plany muszą się rozpaść, a we mnie wtedy jakby włącza się jakiś pstryczek-zapalnik i mam wrażenie, że COŚ przewala się przeze mnie jak burza z piorunami... klnę, wściekam się, mam ochotę czymś rzucać, coś rozszarpać, zawyć jak bestia! A kiedy atak (bo chyba tak to można ująć) tego czegoś we mnie mija i robi się trochę przestrzeni na myślenie, zaczyna się poczucie winy, wstydu, czuję się zwyczajnie głupio lub chce mi się płakać. I tak to się przeważnie kończy - na płaczu i obiecywaniu sobie, że następnym razem postaram się nad sobą zapanować. Aż do tego następnego razu, gdy sytuacja się powtarza.

Ale teraz to już nie żarty, bo mam małą 8-miesięczną córeczkę i naprawdę nie chcę, żeby ona musiała na to patrzeć, żeby przy niej to się działo

 

Jot, jakbym siebie słyszal. Tyle ,że u mnie to już ( AŻ TAKIE WIELKIE ATAKI) to juz historia. Bogu dzięki!

Nacierpiała się Żonka , oj nacierpiała.

Nie będę opowiadał calych Histori bo mi się nie chce.

Pomogły mi na to trzy leki wprowadzane sukcesywnie jeden po drugim. ZŁość została opanowana , choć i dziś się czasem zdarzy ,ale to zaledwie 10 % tego co bylo.

Paroksetyna+ Baclofen + Metylofenidat . Ot i wszystko! Nic dodać , nic ująć. Ja mam ADHD , stąd te wybuchy.

Duzo też czytałem literatury jak sobie radzić ze zlością ,ale terapia lekowa to sam i najwyższy SUKCES!

Nara.

Acha , bardzo Ci wspólczuje, najgorsze jak male dziecko musi oglądać nas w akcji . SZok , dla takiego malucha. A potem te wyrzuty sumienia i tak w kółko ku*wa jego mać!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja dziś właśnie doszłam do wniosku, że chyba muszę coś wreszcie zrobić z moimi napadami złości, bo już zaczyna się ona wylewać w miejscach publicznych...wystarczy, że cokolwiek pójdzie nie po mojej myśli, że ktoś lub coś sprawi, że moje misterne plany muszą się rozpaść, a we mnie wtedy jakby włącza się jakiś pstryczek-zapalnik i mam wrażenie, że COŚ przewala się przeze mnie jak burza z piorunami... klnę, wściekam się, mam ochotę czymś rzucać, coś rozszarpać, zawyć jak bestia! A kiedy atak (bo chyba tak to można ująć) tego czegoś we mnie mija i robi się trochę przestrzeni na myślenie, zaczyna się poczucie winy, wstydu, czuję się zwyczajnie głupio lub chce mi się płakać. I tak to się przeważnie kończy - na płaczu i obiecywaniu sobie, że następnym razem postaram się nad sobą zapanować. Aż do tego następnego razu, gdy sytuacja się powtarza.

Ale teraz to już nie żarty, bo mam małą 8-miesięczną córeczkę i naprawdę nie chcę, żeby ona musiała na to patrzeć, żeby przy niej to się działo

 

Jot, jakbym siebie słyszal. Tyle ,że u mnie to już ( AŻ TAKIE WIELKIE ATAKI) to juz historia. Bogu dzięki!

Nacierpiała się Żonka , oj nacierpiała.

Nie będę opowiadał calych Histori bo mi się nie chce.

Pomogły mi na to trzy leki wprowadzane sukcesywnie jeden po drugim. ZŁość została opanowana , choć i dziś się czasem zdarzy ,ale to zaledwie 10 % tego co bylo.

Paroksetyna+ Baclofen + Metylofenidat . Ot i wszystko! Nic dodać , nic ująć. Ja mam ADHD , stąd te wybuchy.

Duzo też czytałem literatury jak sobie radzić ze zlością ,ale terapia lekowa to sam i najwyższy SUKCES!

Nara.

Acha , bardzo Ci wspólczuje, najgorsze jak male dziecko musi oglądać nas w akcji . SZok , dla takiego malucha. A potem te wyrzuty sumienia i tak w kółko ku*wa jego mać!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×