Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
magdasz

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Rekomendowane odpowiedzi

a ostatnio zraniłem czynami bliska mi osobe i byłem przygnebiony z tego powodu ale ona rowniez bo sadziła ze to przez nia .Czy jezeli bede przygnebiony mam jej lepiej tego nie mowic ??? Czy własnie mam jej to powiedziec ze mam takie nastawienie własnie z powodu tego co zrobiłem ???? :-|:-|:-|

czynami? co to znaczy? co zrobiłeś?

wiesz co chyba powinieneś jej powiedzieć o swoim poczuciu winy. Po co ma się zadręczać. A szczera rozmowa chyba nikomu jeszcze nie zaszkodziła.. tak myślę

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć, przepraszam,ze zabiaram wam cenny czas piszac swoja historie...nie lubie prosic o pomoc...to zawsze ja pomagam innym, ale w momentach takich jak ten musze "wykrzyczeć" to co we mnie siedzi.

Dwa lata temu w czerwcu wylecialam na Cypr...pracowalam tam jako kelnerka...znalazlam prace na statku rejsowym.Nie potrafilam dogadać sie z szefem, on mimo wszystko lubiac mnie zalatwil mi prace u swojego przyjaciela-czestego klienta na jego statku. Był on niezmiernie sympatyczna osoba.

(przepraszam jesli to bedzie dziwnie i nieczytelnie napisane,ale to bardzo boli i trudno jest mi o tym pisac).

Paris powiedzial ze za kazdym razem kiedy bedzie nocowal na statku mam go obudzic przez zapukanie w drzwi do jego pokoju...,ktoregos razu kiedy go obudzilam zawolal mnie do srodka...ja nie przeczuwajac niczego zlego weszlam i stanelam przy drzwiach.wtedy on mnie wciagnal na lozko i zaczal sie do mnie dobierac...ja szarpalam sie...kazalam mu przestac,mowilam ze ma zone i syna, ze nie chce...

Zostawil mnie. Zaplakana zamknelam sie w lazience...po paru minutach zapukal i bardzo mnie przepraszal, powiedzial ze nie chcial, ze nie zrobi nigdy wiecej niczego czego nie bede chciala. Uwierzylam mu.

Dzieki Parisowi zrobilam kurs nurkowania. Miesiac pozniej zaprosilam na Cypr siostre,ktora tez mogla nurkowac itd. pewnego dnia kiedy wyplynelismy w pelne morze Paris zaproponowal mi nurkowanie cala ekipa...,wtedy nie myslalam ze mi cos zrobi...bylo malo butli tlenowych wiec ja i moj szef uzywalismy jednej z dwoma ustnikami...jakos tak wyszlo ze ja bylam pod nim...i wtedy pod woda...wtedy...zgwalcil mnie pierwszy raz...nie wiedzialam co mam robic...kiedy probpowalam sie wyrwac dusilam sie...myslalam ze umre....nie moglam nic zrobic...tak bardzo sie balam...potem kiedy juz wrocilismy na statek zapytal sie mnie "jak bylo?" nie wiedzialam co robic...chcac chronic siostre tylko glupio sie usmiechnelam i pobieglam do lazienki i plakalam,blagalam aby to byl tylko koszmar...kazdego dnia po powrocie z pracy siedzialam pod prysznicem godzinami chcac zmyc z siebie ten okropny zapach przestac czuc bol...przestac pamietac...kazdego dnia plakalam...musialam jednak wytrwac bo za pare dni miala przyleciec moja mama,a ja potrzebowalam pieniedzy aby oplacic ich pobyt i powrot do Polski. Jakis czas pozniej Paris poprosil aby moja siostra poszla i kupila kawe, ja domyslajac sie co sie bedzie dzialo a jednoczesnie chcac ja chronic powiedzialam aby to zrobila...ucieklam do lazienki...,ale i tam mnie dopadl...tym razem oberwalam kilka razy...dusil mnie...a ja znowu nie wiedzialam co robic...chcialam umrzec...chcilam aby to sie skonczylo.Wierzylam,ze kiedy wroce do Polski i wszystkim zapomne,ze przestane czuc i myslec,ze bedzie tak jak dawniej.

Niestety nie bylo...wiele razy sie cielam myslac o smierci,chcac pprzestac czuc,myslec i pamietac. Zylam tylko dla mojej mamy i siostry.

 

Do dzis nie potrafie sie pozbierac...nie potrafie zaufac,kochac...czuje sie rzecza...nic nie wartym przedmoitem...niczym...

 

Wiem,ze mam depresje napadowa,zespol stresu pourazowego...czasami zaluje ze zyje...bo to tak bardzo boli...

Wydaje mi sie,ze gdybym pokochala bylo by mi latwiej,ale ja nie potrafie pokochac...,nie potrafie zaufac..byc szczesliwa...

 

 

Bardzo prosze o pomoc... chce byc szczesliwa

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej manielka! Przeczytałam Twoja historie i przyznam szczerze, ze jestem wstrząśnięta tym co Cie spotkało. Myślę, ze dobry psycholog powinien Ci pomoc ale także bliska Ci osoba np. siostra czy (nie wiem jakie są miedzy Wami relacje). Nie możesz zostać z tym sama - wiem to strasznie trudne - ale to najlepszy sposób abyś mogla poczuć się lepiej, bezpieczniej. Myślę, ze będąc tam powiadomiła bym policje bo to drań!!!!! i powinien ponieść konsekwencje tego co zrobił - może także krzywdzi innych! Pisze to, ale jestem wkurzona maksymalnie ale nie na Ciebie tylko na niego! Ale bardzo chciała bym Ci pomoc! Moze to tylko słowa ale bardzo bym chciała.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Koniecznie nie możesz zostać z tym sama. Koniecznie do dobrego terapeuty. Czy to prywatnie czy z NFZ (lepiej - bo to może być długa i intensywna terapie). Tylko dobrego. Dobry to nie znaczy taki - co jest u niego łatwo - tylko taki co dobrze pomaga!

W Wawie z chęcią polecę naprawdę bardzo do dobrego - mojego. Z NFZ.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Szczerze to nie wydaje mi sie ze dam sobie rade sama...wiem sporo o psychologii i to wszystko co uslyszalam w Centrum Pomocy Kryzysowej to sama wiedzialam. Mam depresje napadowa i Zespoł stresu pourazowego. Sa okresy kiedy jest rewelacyjnie,ale sqa i takie jak ten gdy nie potrafie sie pozbierac...wtedy wlasnie potrzebuje wsparcia...,nie lubie prosic o pomoc...to zawsze ja pomagalam,to ja bylam ta silna i chce aby tak zostalo,chce aby inni widzieli we mnie osobe silna i pewna siebie.

Dziekuje Wam bardzo za slowa wsparcia.

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

manielka, też kiedyś myślałem, że sam dam sobie radę. Pójdź z NFZ - najwyżej zrezygnujesz. A to dużo pomaga. Dużo pomaga też podzielenie się z kimś tym bólem - tak jak Ty zrobiłaś to wcześniej - mam nadzieję, że Tobie pomogło.

 

Pozdrawiam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

manielka - to, ze zawsze pomagałaś innym i mogli oni zawsze liczyć na Ciebie nie oznacza, ze sama nie będziesz potrzebować pomocy. Ja mieszkałam we Wroclawiu gdzie na NFZ znalazłam i psychiatrę i psychologa (naprawdę świetnych). Interesuje się psychologia, tak dla samej siebie, ale bez ich pomocy nie potrafiłabym pomoc sobie samej. To dobrze, ze Ty czy inni jestesmy świadomi tego co nam dolega,

z czym się borykamy, zdobywamy i posiadamy jakaś wiedzę na ten temat. Ale większość z nas to nie lekarze czy specjaliści i bez pomocy fachowców nie jestesmy sami sobie tak do końca poradzić. Życzę Ci wszystkiego co najlepsze i wiem, ze Ci się uda i pozwolisz na to aby inni Ci pomogli :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

manielka, dobrze, że się tym z Nami podzieliłaś, pierwszy krok za Tobą, moja rada jest taka, idź do psychologa a później trzeba się brać za drania. Zemsta jest słodka

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

witam mam problem... Mam 18 lat. gdy chodziłem do zerówki mój ojciec przychodził pijany do domu co noc robił awantury z moją mamą, nie mogłem tego wytrzymać, gdy kilka lat później ojciec wyjechał za granice do pracy, moja babcia dostała udar mózgu i mama wzięła ją do naszego domu przez 3 lata pomagałem mamie przy opiece nad babcią. babcia cofnęła się do lat dziecięcych pluła mi i mojej mamie w twarz gdy nie chciała pić herbaty, budziła nas krzykiem w nocy bo ubzdurała sobie ze zamkneliśmy ją w szpitalu dla obłąkanych. I tak trzy lata nieprzespanych nocy i nerwów. pewnego dnia babcia spadła z krzesła i uderzyła sie w głowe, byłem przy niej jak umierała. po śmierci babci mój dziadek chory na parkinsona poślizgnął sie na schodku i złamał szyjke kości udowej. i taka powtórka z babci tylko jeszcze gorzej. dziadek budzi mnie i moją mamę po nocach średnio co 2-3 godziny zeby obrócić go na inny bok. gdy przychodze ze szkoły przez trzy godziny pomagam mamie rechabilitować dziadka. Mam już tego dosyć mama nie rozumie mnie ze już nie moge ze mam dość, nie mam czasu na naukę nawet jeśli mam czas to nie potrafie sie uczyć bo już jestem zmęczony tym wszystkim. czuje ze mam załamanie nerwowe. wszystko zaczyna mnie denerwować w nocy gdy słysze dziadka stękanie, aż cały się częse. nikomu nie moge sie wyżalić. mama uważa że przesadzam.ale ja naprawde mam dość.... z góry przepraszam ze zajełem cenny czas tej osobie co to przeczytała. ale doradźcie mi czy moja mama ma racje że przesadzam .???

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kokomaroko, nie, nie przesadzasz. wydaje mi się, że 18 lat to za młody wiek, by brać na siebie odpowiedzialność opiekowania się taką osobą... zwłaszcza że się uczysz, jesteś młody - wiadomo, trzeba pomagać mamie, jej też nie jest lekko, ale szkoda że nie masz kogoś, kto by Cię wspierał. poza tym, wiadomo, że to Twój dziadek, rodzina - ale to i tak spory ciężar do udźwignięcia. szacunek dla Ciebie za Twoją dojrzałość, mało która osoba w naszym wieku byłaby w stanie zrobić coś takiego, naprawdę! ja sama sobie nie wyobrażam siebie w takiej sytuacji. nie moglibyście z mamą poprosić o jakąś pomoc? pielęgniarkę? na pewno znalazłaby się jakaś pomoc z zewnątrz. poza tym, rozmowa z psychologiem pewnie też by nie zaszkodziła, może doradziłby Ci, jak sobie poradzić z tą sytuacją, jak ją przetrwać. ale i tak wydajesz się niesamowicie silną osobą.

pozdrawiam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zgadzam się z renegattem w 100%

 

[*EDIT*]

 

wojtas1919,

jestes b.fajnym młodym człowiekiem, który może jeszcze nie znalazł w życiu swojego miejsca. Z czasem to sie staje, ale nie od razu. Myslę, że to, że pracujesz, masz znajomych i rodzinkę(zwlaszcza za w innym kraju) to już jest b.dużo. Znam b.dobry przyklad czlowieka, który wyjechał zagranicę w b.młodym wieku, własciwie nie mając nic i nie znajac nikogo. W Polsce żyło mu się b.dobrze, pracował na wysokim stanowisku, miał b.dobry kontakt z rodzinką. Ale stalo się cos co spowodowało, że musiał wyjechać - własciwie z dnia na dzień. Tam zaczał pracować na budowie do czego nie był kompletnie przyzwyczajony. Znalazł znajomych, zaczą zarabiać spore pieniadzę, dzięki czemu mógł pozwalać sobie na prawie wszystko. Ale zaczą sie zastanawiać sie nad tym samym nad czym Ty sie zastanawiasz. Brakowalo mu sensu robienia czy posiadania tego co ma. Bo ile można "stawiać" kolegom na imprezach itp.? Doskwierało mu to kilka lat. Ale nie poddawał sie i szukał. Popełniał mnóstwo błędów i raz się załamywał a raz skakał z radosci. Po długim okresie znalazł kogos kto jakby nadał sens jego życiu. Poznał dziewczynę z którą bardzo dobrze sie dogadywał, była dla niego taką przyjazną duszą z którą poźniej się związał (przeciez nie musi być to dziewczyna, może jakis fajny kumpel, fajne hobby itp.) Myslę, że jest to możliwe tylko czasami potrzeba czasu i wytrwalosci. Jesli wiesz co mogłoby nadać sens Twojemu życiu, może mniej wiecej wiesz co sprawiłoby Ci najwiekszą satysfakcję to postaraj sie jakby przygotować na to mając ten cel cały czas przed oczami - może cos będzie Ci potrzebne aby podtrzymac to co chciales osiagnac. Nie mozna stawiać sobie też zbyt wygórowanych celów bo w tedy mozna sie rozczarować, ale małymi kroczkami dążyć do celu. A może warto lepiej przyjżeć sie znajomym, przyjaciołom którzy Cię otaczają a może w nich dostrzeżesz takie "przyjazne dusze", które pomogą nadać sens Twojemu życiu. :D

życzę Ci powodzenia i wierzę że Ci się uda.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

aj aj aj! i znowu kolejny dzien-tym razem udalo mi sie zwlec na zajecia, ale potem standardowo: hej do wspollokatorow i do lozka...:( teraz sie spinam w zwiazku z tym czy isc na impreze na ktora mnie zaprosili..

nie pojde: bedzie "wzgledny" spokoj, przeleze, podobijam sie, nic nie zrobie i bedzie sie przewalac w lozku.

Pojde: bede sie spinac, musiec rozmawiac, znowu ten stres, a do tego jeszcze tlumaczenie czemu nie pije...:( nie mam juz sily.

Tyle razy probowalam nawiazywac jakies znajomosci, ale wychodzi mi to gorzej niz marnie...i to ma byc wyjazd erasmusowy?? "time of your life??" chrzanie to! wiecznie zestresowana, samotna, spieta i zdolowana-nawet tu:(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po kilku dniach pt. Całkiem Fajnie od kilku dni znowu wyję, tnę się, jeśli próbuje uczyć to efekt jest mniej niż zerowy, śpię po kilkanaście minut i czuję się bezpodstawnie winna i przerażona. Przeraża mnie myśl, że mimo matury, którą prawdopodobnie mimo wszystko zdam przekibluję rok bo nie dostanę się na żadne studia, nie wspominając o wymarzonym aktorstwie (nawet o planach pojechania w maju na konsultacje i w czerwcu na egzamin nie mogę powiedzieć rodzicom, przynajmniej narazie...) Generalnie czarna rozpacz, ból fizyczny z ran po cięciu i psychiczny - taki, jakby mnie coś rozdzierało od środka. Terapia, cholera.

 

[*EDIT*]

 

*Godzin, nie minut -_-

 

Już nie daję rady. Miałam się wybrać do psychiatry w ost tyg kwietnia, ale chyba pojadę wcześniej bo już nie daję rady............. Kobieta mnie będzie miała dość -_-

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kurde a ja znowu spieprzyłem pare rzeczy i jak zwykle okazało sie że dobre nastawienie g.wno daje,czemu ja zawsze musze wszystko spierdolić swoją głupotą......czemu ja nie potrafie prostych rzeczy?np.dzisiaj jeżdzę już chyba ze 100 raz samochodem a wciaz popełniam błędy i to poważne...dzisiaj mało brakowało bym wypadek spowodował..mogłbym podać jeszcze z milion takich przykladów...... :twisted::twisted:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Stresujesz się, że popełnisz błąd, i z tego stresu popełniasz. Błędne koło. Czy nie tak jest?

 

Trzeba czasami wytchnienia. A jak zdasz to powoli z doświadczeniem będzie rosła i pewność jazdy i jej klasa!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

witam

sam walczę z depresją od 12 lat z tym że dopiero 2,5 roku ze śwaidomością że to depresja i z pomocą psychiatry i terapeuty.

nie jestem jeszcze gotowy żeby być dla kogoś przewodnikiem bo sam nie rozwiązałem swoich problemów. Myślę że jedno mogę stwierdzić, konieczny jest kontakt z lekarzem psychiatrą lub psychologiem. sami nie wygracie z tą chorobą.

 

Jeśli chodzi o doradzanie to tylko jedno. Postarajcie się czytać książki niekoniecznie literaturę fachową ale książki o tematyce depresji i nerwic. Jest to najlepsza droga żeby rozpoznać swoje objawy i uwierzyć że to choroba jest przyczyną sytuacji w której się zanleżliście a nie słabość czy niedoskonałość!!!

Wzięcie książki do ręki, tak jak większość czynności w codziennym życiu prawdopodobnie będzie sprawaiło wam opór ale kiedy go przełamiecie przyniesie wam to ulgę i pozwoli przygotować się do pracy z terapeutą .

 

to tytuły które mogę wam polecić

 

Joseph Luciani "program walki z lękiem i depresją"

David D. Burns "Radość życia" Terapia zaburzeń nastroju

Karen Horney "Nerwica a rozwój człowieka"

 

oraz Joseph Murphy

jego książek jeszcze nie czytałem ale maja dobre recenzje

 

Proszę nie oceniajcie książek po tytułach i przłamcie opory przed tym żeby je wziąć do ręki i zacząć czytać.

Jak już nadmieniłem we wstępie koniecznie należy skontaktować sie z lekarzem psychiatrą, psyhologiem przeczyatnie książek o tej tematyce to może to być ważny krok na drodze powrotu do zdrowia.

 

Jeszcze jedno moje własne odczucie to potrzeba wiary, bez znaczenia jakiego wyznania jesteścei. Zwrócenie sie do boga to może pomóc.

Osobiście mam z tym problem ponieważ odszedłem od kościoła katolickiego a nie potrafię odnależć innej drogi.

 

 

życzę powodzenia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć! Mam nerwicę lękową od 16 lat a od trzech dodatkowo depresję, brałam już różne leki, po których czułam się raz lepiej raz gorzej. Teraz znowu objawy się nasiliły i czuję, że mam już coraz mniej siły do walki. Wiele w życiu przeszłam a już trochę żyję i myślę, że na mój obecny stan psychiczny najbardziej wpłynęło dzieciństwo. Teraz po wszystkich burzach w moim życiu zapanował spokój i powinnam mieć powody do szczęścia, jestem nareszcie z człowiekiem, którego kochałam całe życie ale jakoś się mineliśmy. Na ponowne spotkanie czekaliśmy bardzo długo i cieszę się że marzenia jednak się spełniają. A tu ostatnio mam okropne stany depresyjne, brałam jakieś leki ale po nich czułam się okropnie. Nie wiem już jak z tym walczyć, jestem taka zmęczona. Pozdrawiam wszystkich, z wami czuję się lepiej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

witam Rena

Wiem o czym mówisz.

leki w moim przypadku nie działają. terapia falami góra-dół

Dla zdiagnozowania przyczyn choroby powstałych w dzieciństwie i nie tylko skuteczna może się okazać hipnoterapia.

Jest to wg mnie jedyny sposób na ustalenie które z wydarzeń z czasu dzieciństwa powoduje konflikt.

Sam stosuję od ok 5 miesięcy i wiem że to działa. W moim przypadku pozwala na projekcję (wizualizację) naszych lęków, problemów przerzycie czegoś jescze raz, czasami naprawienie.

Jescze jeden aspekt tej terapii to brak zachamowań przed wypowiedzeniem tego co nas naprawdę dręczy a ujawnienia czego unikamy w terapii na poziomie świadomym.

Czytajcie książki proszę, to działa jak najlepszy terapeuta!!!!!

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki wielkie za dobre słowo i rady a gdzie prowadzą takie terapie? Muszę poszukać, bo ja nigdy nie byłam na terapii, brałam tylko leki, chyba się jej boję, czasem mam takie lęki, że nie mogę się za bardzo oddalać od domu a dopiero gdzieś wyjechać, ale chyba muszę jeszcze spróbować, no bo szkoda mi trochę tego życia, tak bardzo zazdroszczę "normalnym" ludziom już nie pamiętam jak to jest nie bać się. Ja jeżdżę tylko samochodem gdyby nie on byłabym całkiem uwięziona w domu, ale nie zawsze też mogę sama i jeździ ze mną córka. Eh, pieskie to życie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Namiestniku mi w ogóle nic w życiu nie wychodzi,choćbym miał nie wiadomo jakie nastawienie to zawsze musze cos schrzanić,zrobić żle,żle powiedzieć w efekcie czego musze sie tłumaczyć itp....

Sorry za jęczenie ale dzisiaj mam zryty humor:(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A ja od rana czuję się fatalnie, mam straszne lęki, żeby nie Afobam nie wiem jak bym to wytrzymała. Każdy dzień przynosi inne dolegliwości, można zwariować. Zamówiłam sobie książkę"Program walki z lękiem i depresją", Ale nie wierzę, że coś może mi jeszcze pomóc. Jak tam wy się dzisiaj czujecie, ja jestem na zwolnieniu i o wyjściu do pracy nawet nie mogę myśleć. :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam Rena

Niemal czuję twój lęk. Musisz go przetrzymać!!! Można nauczyć się znim walczyć a przynajmniej próbować walczyć.

co do książki to nie oczekuj zbyt wiele, lepiej się mile rozczarować niż zawieźć.

Mam tylko nadzieję że odnajdziesz tam opis swoich dolegliwości, pozwoli Ci na zrozumienie przyczyn i mechanizmów działania tego błędnego koła.

Znajdziesz wskazania jak można próbować z nimi walczyć.

Przeczytanie tej książki potraktuj jako pierwszy krok do zrozumienia twojej choroby.

Mam nadzieję że przyniesie ci ulgę choć na trochę że, natchnie Cię do sięgniecia po następne książki.

Mając wiedzę i świadomość naszego problemu, jesteśmy lepszymi partnerami dla naszych terapeutów.

Jesteśmy lepszymi terapeutami dla samych siebie.

Znajomość choroby nie skróci naszej drogi do normalności ale może ją rozświetlić. Może sprawić że na tym bezdrożu bezndzieji pojawią się drogowskazy.

 

pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam! Jak dobrze wiedzieć, że są ludzie, którzy wiedzą o czym mówię, jaka cudowna jest ta świadomość. Dzisiaj czuję się lepiej, odstawiłam wszystkie leki zobaczymy jak długo ta sielanka potrwa. Może napiszę coś o sobie. Jestem nauczycielką w gimnazjum, lubię młodzież i swoją pracę, o ironio dla niejednego młodego człowieka jestem terapeutą a sobie pomóc nie mogę ale może dzięki mojej chorobie lepiej rozumiem innych. Właśnie zamykają moją szkołę a ja zostaję bez pracy. Nie wiem co dalej, na razie nie myślę. Poszłam na roczny urlop zdrowotny i chciałabym pójść na terapię. Najbardziej mnie martwi, że mój partner zupełnie nie rozumie co mi dolega, próbuje to jakoś tłumaczyć nie wiem czy mnie czy sobie, a ja nie wiem jak to wyjaśnić osobie, która nigdy nie miała z czymś takim do czynienia. On szuka winy w sobie, twierdzi, że widocznie jest mi z nim źle, a to nie o to chodzi. Tak trudno znaleźć zrozumienie otoczenia. On nie rozumie, że nie on jest powodem mojej choroby i nie on jest w stanie mnie z niej uleczyć. Dlatego tym bardziej doceniam to forum i was, Boże chociaż ktoś...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
mi w ogóle nic w życiu nie wychodzi

a wiesz że mi też nic nie wychodzi :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×