Skocz do zawartości
Nerwica.com

Wyrastanie z natręctw myślowych


krasnoludek74

Rekomendowane odpowiedzi

Witam Wszystkich Forumowiczów.

 

Czytam wasze wpisy o walce z OCD i chciałem otworzyć temat i poznać wasze doświadczenia!

 

Obecnie cierpię na przewlekłą depresję, a natręctwa jakie przeszedłem to było piekło i zmarnowane najlepsze lata życia! Nie wiem kim bym teraz był gdyby nie mój koszmar. Może wykwintnym naukowcem, a nie człowiekiem który jest "odpadem ludzkości".

 

Jako że jestem już w "podeszłym" wieku z "5" na przodzie, chcę nadmienić, że zwykle natręctwa w bardzo silnej postaci przychodzą w wieku pokwitania np. 12,lat a kończą się ok 40-tki zamieniając w ogromną pustkę, wypalenie i "zmęczenie życiem po prostu". Zaczyna się nicość, tak jakbyś wpadł do czarnej dziury. Leczenie zmienia charakter. O swojej depresji napiszę nowy wpis, bo to odrębny temat "wózka inwalidzkiego, którego nie widać" Podobnie jak z prądem elektrycznym, który płynie w przewodzie, i którego nie widać do czasu aż się go dotknie (lub jak kto woli) zbliży w przypadku łuku elektrycznego. 

Ale otoczenie powie - "tobie nic się nie dzieję, popatrz na tych kaleków na wózkach!" -!

Pozostawiam to bez komentarza. Wolę tu zachować ciszę.

 

Trzeba jeszcze dodać, że profil natręctw u każdego jest inny ponieważ o ich treści i nasileniu może decydować m.in płeć i zdolność do fantazjowania oraz okoliczności z wczesnego dzieciństwa.

 

Ja urodziłem się jeszcze w pociesznym Socjalizmie, kiedy rządziła jedna partia PZPR stąd też sama stygmatyzacja zaburzeń takich w okresie lat 80, 90-tych była taka na zasadzie "powiedzmy sobie "charaszo!"". Chory często musiał być dorosły aby uzyskać fachową pomoc, a psychiatra dziecięca dopiero raczkowała. Placówki dla nieletnich były oddalone o setki kilometrów!, a dzieci chore na takie schorzenia prawdopodobnie "osłabiały" państwo i lepiej byłoby się ich jakoś pozbyć.

 

Co mnie uratowało z natręctw?... - w zasadzie Siła Wyższa bo otarłem się mocno o śmierć.

 

W największym nasileniu przeszedłem "wybuch jądrowy" bo zacząłem poważnie słupieć! i ledwo dowlokłem się do najbliższego szpitala!

Głowa  ręce, oczy i nogi gdzie indziej, myślałem że umrę. Głupia matka  myślała, że to udawanie i chciała mnie wysłać do szkoły następnego dnia, a ojciec zaprowadził na SOR (wtedy izba przyjęć). Badało mnie trzech lekarzy!, pomógł dopiero neurolog na dyżurze przez bardzo długie masowanie zwiotczałych części mojego ciała. Zrobiło się mi troszeczkę lepiej, ale lekarz po wypuszczeniu mnie do domu nadmienił, że jak to nie przejdzie do rana. Trzeba będzie zostać w szpitalu (byłem wtedy jeszcze nieletni).

 

Wyszedłem ze stupora katatonii po podaniu silnej dawki leku uspokajającego, ale tego nie da się zapomnieć i opisać! 

Po przespanej nocy dosłownie zmartwychwstałem na zasadzie odrzucania tego co mnie prześladowało. Chyba to był cud. Odżyłem!

 

Teraz po latach (jestem wierzący) wiem że uratował mnie Bóg (Pan Jezus).

 

A zaczęło się niewinnie od liczenia przedmiotów, czy powtarzania słów, potem były rytuały coraz bardziej nasilające się i żądające wykonania coraz bardziej rozbudowanych myśli.

Bałem się zostać sam w domu, myśląc że wezmę nóż i się okaleczę, albo wyskoczę przez okno (4 piętro).

Lekarz psychiatra powiedział wtedy, żeby z myślami natrętnymi nie walczyć. No to dobra!

 

Razu jednego stało się tak, że jechałem pociągiem do domu. Pociąg zatrzymał się na szlaku przed semaforem wjazdowym wskazującym sygnał "stój" do stacji na której miałem wysiąść. Jako, że obraz na kilka minut znieruchomiał, pociąg stanął na wysokości ROZDZIELNI ENERGETYCZNEJ 110 KV! - dosłownie kilka metrów od tego obiektu. Po krótkiej chwili włączyła się sprężarka, pociąg zatrąbił i ruszył. Widok ogromnych słupów i izolatorów oraz całego trafo z infrastrukturą energetyczną uciekł mi sprzed oczu.

 

Bodajże na drugi czy trzeci dzień natręctwo poleciło mi, aby przeszedł przez ogrodzenie tejże rozdzielni!... Horror!

Nie mogłem się uwolnić od tego uczucia, aż myślałem że ze mną koniec i trzeba mnie dobić! Reszty nie dopisuję, bo nie będziecie mogli zasnąć.

 

Ale wyszedłem z tego stanu równie szybko jak szybko wszedłem!!!

 

Mój dramat trwał ok 36 h, ale przeżyłem pamiętając swoją "Hiroszimę". Tego się nie zapomnieć, a  po latach trauma staje się bardziej wymowna patrząc przez pryzmat dziesięcioleci i upływu dużego odcinka czasu.

 

Ciekawe czy mieliście podobne historie z myślami natrętnymi. Bardzo chciałbym poznać inną historię i wasz wiek z takimi problemami i przeżyciami.

 

Pozdrawiam Wszystkich!

Trzymajcie się!

Teraz opieka jest duuużo lepsza jak za PRL-u! Żyjemy też w rzekomo " dużo lepszych czasach".

Ciekawi mnie co o tym myślicie?

 

Krasnoludek74

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×