Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
magdasz

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Rekomendowane odpowiedzi

@Lilith czas decyzji, moja praca dyplomowa w strzępkach, promotor ma mnie zupełnie gdzieś, dzięki niemu nie mogłam przystępować do rekrutacji na kolejne studia, nienawidzę tego, czym zajmuję się ostatnie 3,5roku, nie mam swojego miejsca na ziemi, prawdopodobnie czeka mnie kolejna zmiana miasta, mam znowu okropne problemy ze snem. Od ponad pół roku żyję w żałobie i rodzina między sobą przypisuje mi nieco winy, w co uwierzyłam i z czym nie potrafię sobie poradzić. Z pracą krucho - nie mogę podjąć niczego na dłużej, bo nadal nie wiem gdzie będę za 2-3 miesiące... 

Nadal nie wiem czego chcę, co lubię i kogo kocham. Brak mi tożsamości i wyrazu. 

Nigdy nie chciałam być przezroczysta. 

 

Nadal czuję się malutkim; głupim dzieckiem we mgle. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Abbeywszystko jest do zmiany. Wierzę, że masz już dość tej huśtawki, ale może w przeciągu tych 2-3 miesięcy będziesz wiedziała, na czym stoisz. A zmiana miasta być może nie będzie taka zła. Nowe otoczenie, nowi ludzie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Lilith to głównie kwestia podjęcia decyzji - z tym mam największy problem. Potem „jakoś” to idzie, dostosowuję się. 

Czasem mi się zdaję, ze za dużo myślę i analizuję. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Abbeybo pewnie tak jest ;) Mam dokładnie ten sam problem ;) Zbyt wiele myśli, zbyt wiele analiz, przez które tylko włosy siwieją.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie myśleć, odpuścić, nic sobie z tego nie robić, alleluja i do przodu, 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Przepraszam że tu piszę w taki sposób ale nie mogę się pozbierać . Mam rodzinę dzieci małe kochającą żonę i nie wiem jak sobie radzić . Biorę Pregabaline 225 mg i lekarz mówi że zwiększy do 300. Czuję się w ten sposób że nie mam jakiś leków innych ludzi sytuacji czy miejsc ale od rana piszczy mi w uchu od rana do wieczora. Doprowadza mnie to do obłędu bo nie wiem czy to objaw somatyczny czy tak mi zostanie do końca bo jakiś lek wcześniejszy uszkodził mi trwale słuch a dokładnie jakiś nerw. Ten pisk wyrywa że mnie każdą siłę fizyczną i psychiczną do walki z chorobą. Nie wiem gdzie pójść po pomoc  

Edytowane przez nosilence

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
W dniu 4.02.2019 o 12:15, shira123 napisał:

Kazashi ja ciebie rozumiem.

Tak to lek

Ja mam tak w nowejpracy ze 2 mcechodze zestresowana.ze cos zle powiem,zle zrobie,zle spojrze.taki irracjonalny lek. 

Hmmm ostatnio zmieniłem jakby dział w pracy i mam trochę mniej kontaktu z nowymi ludźmi, więcej papierów i pracy przed kompem. Czuję się troszkę lepiej, ale lęk nie zniknął. Pojawia się przed pracą, ale jest jakby mniejszy za to w innych sytuacjach jest tak jak było.

Mam tak samo niby to nic konkretnego, ale potrafię się przejmować każdą głupotą w pracy... Co ta osoba miała na myśli tak mi odpowiadając albo czy ja źle nie postąpiłem czy czegoś źle nie powiedziałem itd.


Po kolejnych wizytach u psychiatry zastanawiam się nad zmianą lekarza. Sądzi, że nic mi nie jest i to normalne jednak daje mi mimo to leki oO. Skoro nic mi nie jest to po co mi leki ? To chory będę dopiero kiedy zrezygnuje z pracy i przestanę wychodzić z domu ? Taki trochę absurd. Terapia raz na ponad miesiąc też średnio pomaga ciężko z kimś szczerze rozmawiać widząc tą osobę co kilka tygodni przez naście minut. Dziś mam kiepski dzień ze względu na dylematy odnośnie zdrowia, dalszych studiów i podpisania umowy w pracy...

Edytowane przez kazashi

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Za chwilę mam ważny egzamin i jestem z powtórkami w lesie, ojciec wie o ChAD, ale kompletnie tego nie rozumie (szczególnie podczas moich "dołków"), w rodzinie straszą moją osobą dzieci ("zaczynasz być jak Jagoda", "opanuj się", "zacznij się zachowywać normalnie, bo teraz jesteś jak ONA"). Sytuacji nie poprawia fakt, że moja rodzina to katonaziści, a ja jestem agnostykiem (wierzą, że depresja, to podszepty szatana). Od zeszłego wtorku siedzę w domu, odcięta od życia i obowiązków. Jestem na siebie wściekła, bo wiem, że jestem nieproduktywna i leniwa, ale jednocześnie płaczę i nie mam siły, aby wyjść z domu, zrobić cokolwiek i to potęguje moje zażenowanie i wstręt względem siebie. Boję się odbierać telefonów, czytać wiadomości, bo przeraża mnie myśl kolejnej reprymendy, konieczności odpowiedzi na pytania "dlaczego cię nie ma?" i w ogóle wizja jakiejkolwiek konfrontacji. W tym samym czasie potrzebuję kogoś, kto zna sytuację i mógłby spojrzeć na to wszystko z dystansu, ale nawet moja pani psycholog wydaje się mało obiektywna, bo zna przecież tylko mój punkt widzenia. A i rodzina wmawia mi, że jestem złym człowiekiem i zostanę sama, a pani psycholog zachęca mnie do coraz częstszych konfrontacji i życia po swojemu. Tylko ona zna jedynie mój pogląd na całą sprawę. I koło się zatacza. 

Cholera, pomocy!

Edytowane przez jagoda512

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@jagoda512ok, zna tylko Twój punkt widzenia, ale myślę, że jest w stanie wyłowić z tego ogólny sens i odnieść się do sytuacji. Mimo wszystko jest to osoba, która stoi z boku. I dzięki temu może mimo wszystko pomóc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po nocy się czuje jakby mnie walec przejechał.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiem, że z opóźnieniem, ale dziękuję @Lilith. Czasami sądzę, że zbyt ostro wyrażam się o swoich bliskich podczas terapii, kiedy pani psycholog wysuwa dosyć odważne wnioski i chyba stąd ten strach - taki schemat wybielania rodzinki ceną własnego samopoczucia 😕

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
12 godzin temu, jagoda512 napisał:

Wiem, że z opóźnieniem, ale dziękuję @Lilith. Czasami sądzę, że zbyt ostro wyrażam się o swoich bliskich podczas terapii, kiedy pani psycholog wysuwa dosyć odważne wnioski i chyba stąd ten strach - taki schemat wybielania rodzinki ceną własnego samopoczucia 😕

mam to samo. I potem czuję się okropnie tak, jakbym im krzywdę straszną zrobiła :( potem na kolejnych sesjach bronię ich i siebie pokazuję ze złej strony , bo mam wyrzuty sumienia 😕 nie wiem co o tym myslec 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na początku chciałbym się przywitać: cześć :) od kilku miesięcy mam załamania, najgorzej jest wieczorami i rankiem. Ciężko jest mi wstać, ubrać się i przygotować do szkoły. Jestem na ostatnik roku w technikum niedługo matura, ale czasami myślę, że do nie dotrwam, że nie wytrzymam i spróbuję się targnąć na życie. Nie wiem skąd to się wzięło, najgorzej jest na matematyce, wydaje mi się że nauczycielka specjalnie mnie upokarza, kilka razy już chciałem nawet wyjść z klasy. Jestem introwertykiem, stresuje się wszystkim, ale przez ten przedmiot mam powoli dość szkoły. W domu też nie jest lepiej, myślę, że przechodzę z jednego piekła do drugiego. Mam kilku dobrych znajomych, ale wydaje mi się, że są oni tylko przy mnie gdy czegoś chcą. Nie raz wysyłałem wiadomości jak się źle czuję przez matematykę, że mam dość. Powoli tracą już całą nadzieję na życie :/ Przepraszam za brak ładu i składu w moim poście, ale nie mam dziś sił na nic, to że wstałem i ubrałem dres to jest cud

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

witaj Marcin99,

pomysl ze matura już zaraz,niedlugo kończysz szkole i nauczycielki z matmy już nie zobaczysz)niech to ci doda otuchy.

jesteś młody,czeka cie mnóstwo szczęśliwych chwil,wiec nie myśl o śmierci.

rozumiem ze w domu masz ciezka sytuacje? ale pomysl,zaraz kończysz szkole,mozesz isc do pracy,zamieszkac osobno.

twoje zycie  zależy tylko od ciebie. powodzenia!

ps.tez nie cierpie matmy,wspolczuje

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślę o maturze o końcu szkoły oraz o znalezieniu pracy, ale wydaje mi się, że nic w zyciu nie potrafię zrobić. Nawet nie miałem dziewczyny, kiedyś próbowałem zagadać do kilku ale zawsze się to tak samo kończy-niepowodzeniem. Przyjaciół też sobie nie umiem dobrać, każdego kogo poznaję, to prędzej czy później wbija mi nóż w plecy. Wydaję mi się, że każdy uznaje mnie za nieudacznika, byłem we wakacje w pracy, z początku było dobrze, ale pod koniec każdy się na mnie patrzył jak na innego, chociaż nic nie zrobiłem złego pracowałem, tak jak kazali. Nie wiem może to przez to, że rzadko rozmawiam, nie lubię small talkingu, jak mam z kimś o czymś rozmawiać to z własnej woli. W szkole też każdy nauczyciel patrzy się na mnie jak na innego, no może wychowawca jest okej. W rodzinie tak samo mam, wydaję mi się, że każdy oprócz chrzestnych uznaje mnie za innego, za obcego. Czuję się wyalienowany, wszystko czego nie dotknę potrafię zepsuć. Ciężko mi jest stawać, nawet zwykłe mycie to jest coś ciężkiego. Przez to, że każdy patrzy na mnie jak na innego, oddalam się, pogrążam się w bólu, lecz na zewnątrz uśmiecham się. Dzięki za współczucie, to forum jest czymś pierwszym gdzie się wyżalam. Ciężko jest mi mówić co czuję, bo się boję, czasami mam myśl, że może lepiej jakbym zniknął.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Marcin99 - znam ten stan. Miałam takie "zawieszenie" pół roku temu i przez miesiąc nie wychodziłam z domu. Maturą się nie przejmuj, naprawdę. Jeśli Ci nie pójdzie, to poprawisz. To tylko rok, a nie 20 lat. A w kwestii ludzi i związków... Poczekaj. Skup się na samym sobie i dopiero jak się ustabilizujesz, to myśl o zawieraniu nowych znajomości i wchodzeniu w związek. Będąc w złym stanie, nie wybierzesz ludzi, którzy będą dla Ciebie odpowiedni i wyrozumiali. Kontaktuj się z rodzicami chrzestnymi, skoro okazują Ci wsparcie i gratuluj sobie za małe rzeczy jak wzięcie prysznica czy wstanie z łóżka. Brzmi idiotycznie, ale pozwól sobie na tę dumę - przecież było Ci ciężko, a jednak to zrobiłeś - wstałeś i funkcjonujesz. Powodzenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuje bardzo za słowa otuchy. Dzisiaj czuję się odrobinę lepiej, było mi nawet łatwiej wstać, mimo że nie mogłem zasnąć w nocy.

Edytowane przez Marcin99

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ChAD, emocje i dojrzałość, Drodzy Państwo!

Chyba nikt już się nie dziwi, widząc mnie po raz kolejny w tym temacie 😜

Ale do rzeczy. Mój ex postanowił zrobić come back… Nie powiem, że rozstaliśmy się w najłatwiejszy sposób, ani że to jego pierwsza próba powrotu, ale jedna z najbardziej irytujących. Niespodziewanie do mnie zadzwonił. Odebrałam. Chciał się spotkać, wystraszyłam się i wykorzystując swoją górkę, jeszcze bardziej się podkręciłam. Brzmiałam jakbym była z innej planety - śmiałam się, zachowywałam jakbym była pod wpływem, ale odmówiłam. Byłam tak dumna, że aż przybiłam sobie wewnętrzną piątkę. Nazajutrz zadzwonił ponownie i wiem, że nie powinnam była odebrać, ale ciekawość wzięła górę... Tak, zaproponował spotkanie, ale zamiast próby wciśnięcia mi, jak poprzednio,  bajeczki o "sprawach do załatwienia w mojej okolicy" (3 godziny drogi od jego domu), spytał czy mogłabym dać mu wskazówki, jak dotrzeć na miejsce spoczynku mojej zmarłej 9 miesięcy temu mamy, a najlepiej pójść z nim. O mojej mamie tylko słyszał, nigdy nie widzieli się na oczy, a ona nawet o nim nie wiedziała - to nie był ten kaliber relacji (poznaliśmy się przez Internet, spotkaliśmy się kilkanaście razy i był to związek na odległość). Poza tym, jeszcze zanim z nim zerwałam, nigdy nie wykazywał takich chęci. Dopiero teraz mu się przypomniało... Wyśmiałam go i szybko się rozłączyłam. Byłam na górce, więc zbyłam go komentarzem, że główna zainteresowana spakowała walizki i się wyprowadziła. To było kilka dni temu, górka zaczyna schodzić, a ja jestem coraz bardziej wściekła. Chciałabym do niego zadzwonić i mu wygarnąć - używać takich argumentów, aby osiągnąć cel! Ale wiem, że to byłoby bardzo niedojrzałe, tak rozdrapywać dopiero co zagojone rany... Tylko że to wyzbycie się emocji... Kusząca propozycja. Na takim indywiduum nie zrobiłoby to większego wrażenia, a ja mogłabym się wyżyć, a potem iść dalej...

Jakieś rady?

Pozdrowienia, ludki!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
17 godzin temu, jagoda512 napisał:

Jakieś rady?

Odpuść. Nie pójdziesz dalej, jeśli nadal będziesz się z Nim kontaktować, odbierać telefony, "wygarniać Mu". Nie tędy droga...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Lilith

Dziękuję i masz rację... Ale czasami tak ciężko się opanować i ugh… Samo jakoś tak wychodzi 😕

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@jagoda512wiem. Są rzeczy, które są silniejsze niż My sami. Co nie oznacza, że nie można próbować z nimi czegoś zrobić ;) 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja często coś piszę, a za chwilę to kasuję, dość dużo czasem napisze w jakimś temacie, ale na końcu przed wysłaniem chwilę się zastanawiam i kasuję, bo stwierdzam że może moja wypowiedź może się nie spodoba, 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A może warto by było zobaczyć jak inni by odnieśli się do mojej wypowiedzi, ah ten strach przed oceną innych

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×