Skocz do zawartości
Nerwica.com

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!


magdasz

Rekomendowane odpowiedzi

Normalnie zaczeło mi ciało drżeć, nogi mi latały jak tam siedziałam. Każdego dnia obiecuje sobie, że będe silniejsza, ale jeżeli ktos mi wbija nóż w nieuleczone serce to nie potrafię.

Jestem silna psychicznie, dopóki ktos mi nie zrobi krzywdy. Jakikolwiek człowiek. To jest związane z moją samooceną.

Typ wredny tym bardziej, ze byliscie blisko. Co chcial osiagnac i dlaczego? Niewazne, wredny i tyle. Ale szkoda, ze Ty musisz za to cierpiec.

Albo jak ktoz z premedytacja uderza w najbolesniejsze miejsce, najslabsze i czasem ma czelnosc twierdzic, ze to dla Twojego dobra.

Jak mnie wqrvia stwierdzenie: co cie nie zabije, to cie wzmocni. Uzywam wlasnej wersji: co cie nie zabije, to ci beret zryje.

My tu wszyscy z takimi niezaleczonymi sercami, potluczonymi duszami i niby silni ale do czasu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam lęki - o pracę.

Kiedy czytam, że ofert pracy jest mniej niż bezrobotnych, to wiem, że co 2 osoba NIGDY nie będzie mieć pracy. chyba, że na czarno.

i wtedy myślę, że ja do takich osób należę - nigdy pracy nie będę mieć.

i zaczynam się bać.

 

otrzymałam 2 negatywne odpowiedzi w sprawie pracy.

jestem załamana

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

aadvark3 moze i wzmocni, jak pusci lęk to sie uciesze i będę sie cieszyć życiem, póki co, jest tak sobie, ale jakos żyje

Ewelka91 a gdzie składałaś podanie o prace, zazwyczaj jest tak, ze nie chcą brać studentów studiów dziennych do roboty...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dokładnie, studentom najchętniej dawaliby tylko darmowe staże i praktyki. Ja też dopiero, dzięki poleceniu nota bene znalazłam pracę, ale dopiero na zaocznych. Ale powiem Ci, że póki możesz studiować dziennie, to studiuj dziennie, zaoczne nie są okropne: dużą część pensji zjada czesne, po tygodniu pracy idziesz na 10h szkoły z wywieszonym ozorem, a tu jeszcze potrzeba czasu i energii by zrobić coś w domu... Masakra. Ja się jeszcze postaram się przecierpieć do końca roku, ale nie wiem, czy dam radę...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie mam sił na nowe wyzwania - a skądś muszę je wydobyć. Nie mam ochoty się z nikim spotykać - a tylu próbuje pukać do drzwi, by wypytać jak tam, czy coś się poprawiło.

Bez pracy, bez pieniędzy, bez chęci życia - nie wiem, po co trwam - chyba tylko przez tych, którzy chcą mnie jeszcze widzieć...

Co próbuję coś zdziałać - niepowodzenie za niepowodzeniem, mimo chęci - potem jeszcze głębsza dolina.

Już nie mam sił się z tych dołków wygrzebywać wciąż na nowo. Ile można. Siedzę sama w 4 ścianach i panikuję.

Są chwile, że na tyle uciekam od samej siebie, że przestaję reagować na bodźce - ciepło, zimno, dotyk - tak jakby mnie nie dotyczyły.

Coraz częściej się "cieszę" na oddanie jemu dziecka na tydzień, bo wtedy znów nie muszę się kryć w pustym domu ze swoim stanem - a i tak dziecko coraz częściej mnie pyta "mamo, smutno Ci jest?" - przeraża mnie to, że już nawet ukryć się nie potrafię.

Wszystko mnie przeraża - każde wyzwanie, każdy dzień...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

aadvark3 moze i wzmocni, jak pusci lęk to sie uciesze i będę sie cieszyć życiem, póki co, jest tak sobie, ale jakos żyje

Ewelka91 a gdzie składałaś podanie o prace, zazwyczaj jest tak, ze nie chcą brać studentów studiów dziennych do roboty...

 

 

Ja składam pod mój "zawód" - biura rachunkowe, piszę w LM, że mogę się przenieść na zaoczne i nic :( nie chcę wyjść w wieku 24 l bez zerowego doświaczenia:(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Proponuje składać gdziekolwiek. Uwierz, w moim zawodzie nie chcą nawet nas brać na bezpłatny staż.

Proponuję składać do sklepów- małych spożywczych czy odzieżowych

Dlaczego? W CV widać, że miałaś kontakt z klientem

Kierownik może potem o Tobie opinie wystawić

P.S. Lepiej żeby student był pracowity, nawet w innych powiedzmy zawodach niż miał puste CV

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja składałam do sklepów,przez pół roku -zero odzewu.

Po prostu są lepsi.

 

Chcę się wyprowadzić, mam dość, ciągle coś ktoś ode mnie chcę!!!!!!

brat mi przychodzi o 22, żeby mu lekcje pomóc!!!!!!!

ja pierdole, a to,że muszę wstać rano to niikogo nie obchodzi

 

-- 09 sty 2014, 22:08 --

 

no a swoją drogą, mało jest u mnie w regionie ogłoszeń do sklepów :( na witrynach też nic nie widać (jak idę ulicą)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość SmutnaTęcza

No i możliwość pisania egzaminu w trybie zerowym (pisemnego!) poszła się j... przez czyjąś "życzliwość"!! :why: Teraz zostaje mi tylko zwykły termin... ustny. :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość SmutnaTęcza

Reiben, teraz zostaje mi tylko egzamin u pana "to są skutki indywidualnej pracy / znam się najlepiej na wszystkich mitologiach / gdyby moi doktoranci i magistranci mnie słuchali, daleko by zaszli" :lol: no ale miałam z nim jeszcze jedne zajęcia, to może mi odpuści trochę. :lol: No ale raczej nie, bo większość z tych zajęć była z jego doktorantką (doktorantka fajna, bo słucha dobrej muzyki i zajęcia z nią nie były nudne :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Obejrzałam o morderstwie - tak zaczęłam się zastanawiać nad ludzkim życiem, odbieraniem tego życia, jak się ma do tego wiara... Mówi się, że Bóg nas do siebie wzywa - na różne sposoby - choroba, wypadek, starość. Ale są też morderstwa. Myśląc o karze śmierci mówi się, że to nie człowiekowi decydować o życiu i śmierci - a jednak mordercy decydują. Skoro oni decydują, a Bóg nas wzywa do siebie - znaczy, że oni są posłannikami Boga? Skąd mamy wiedzieć, że sami nie jesteśmy posłannikami i nie powinniśmy kogoś zabić, kto niszczy nasze życie? Kogoś drugiego albo samego siebie?

 

Nie - nie planuje zabójstwa - ale utknęłam dziś w takich myślach jak powyżej.

 

...jeśli takimi wysłannikami Boga ludzie nie są - znaczy, że skoro zabiją, zabiją kogoś, kto nie był gotowy na śmierć i na to, co po niej - co się więc z tymi zabitymi dzieje? Czyściec, zanim nie będą gotowi w oczach Boga?

 

Jak ma się odnaleźć rodzina w takiej sytuacji - kiedy jest zdarzenie losowe (wypadek), choroba, zwykła starość - człowiek jest w stanie sobie wytłumaczyć - nadszedł czas, wola Boga. Ale jeśli jest to morderstwo?

 

Chyba dlatego właśnie nie raz zaniechałam samobójstwa - właśnie na wzgląd na tych, którzy mnie kochają - oni by nie rozumieli, brak zrozumienia wywołuje panikę i ból - i to byłaby tylko i wyłącznie moja wina - nie zasłużyli na to. Nawet Ci, którzy mnie nienawidzą w swej "miłości".

 

Pytanie tylko jak żyć, by nie stracić wszystkiego. Bo tracę wszystko po kolei - doszło nawet do tego, że cieszy mnie fakt, że jeszcze mam dach nad głową gdy na dworze wiatr świszczy i leje deszcz - bo nawet to może się zmienić...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Usłyszałam dzisiaj, że powinnam być inna... powinnam czasem wrzasnąć, huknąć piętą o podłogę, bo inaczej już całkiem zamilknę i świat mnie zgniecie. Wbrew oczekiwaniom tej osoby nie odpowiedziałam na to zbyt wiele; miałam przysiąc prawie obcej babie, że stanę się pewna siebie i przestanę chować się po kątach? Dlaczego miałabym mówić o swoich uczuciach komuś obcemu? Dlaczego w ogóle zaczęła się mnie czepiać? A teraz się przejmuję, bo wiem, że miała rację, ale nie wiem jak to zmienić...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

farfalla, już zaczęłaś to zmieniać przyznając jej rację w duchu. Wystarczy zacząć siebie obserwować - może nawet wspomóc się notatkami: moje wady, zalety, powodzenia (nawet te najdrobniejsze), niepowodzenia - notatki takie uzupełnia się miesiącami, by widzieć zmiany. Trzeba się przyjrzeć sobie - co jest przyczyną nieśmiałości, chowania się w kąt - najczęściej odpowiedzi są w naszej przeszłości. Trzeba też sobie zaufać, a jak już się to osiągnie - zacząć w siebie wierzyć. Praca na lata - ale można się wesprzeć pomocą psychologa czy terapeuty, którzy mogą nakierować nas...

 

jednak pracować trzeba cały czas - ja sobie odpuściłam - i zaczynam znów pracę od początku - o tyle łatwiej, że wcześniej wiele osiągnęłam, ale właśnie na ten wzgląd jeszcze bardziej siebie nienawidzę, że sobie odpuściłam i poddałam się własnym lękom.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Muszę się wyżalić. Siedzę ze łzami w oczach i nie wiem co mam robić. Właściwie nie mogę zrobić nic. Tylko czekać i cierpieć. Znajomi przyjechali do siostry. 3 osoby. Jedna dziewczyna i dwóch chłopaków. Wszyscy starsi ode mnie, około 25 lat. Chłopaki to typowe pijaczki, nie alkoholicy i nie żule, ale lubią pożartować z seksu, pójść na fajkę, niestali w uczuciach, lubią się na****ć. Dziewucha próbuje być zabawna, ale jak dla mnie nie jest. Czasami coś jej się śmiesznego uda. I ja jestem w dupie. Oni zostają na noc. Tu zaczynają się schody. Oni są nachalni. Panowie. Wołają mnie na fajkę albo na piwo, mówię im dosłownie 10 razy, że nie idę, a oni dalej namawiają. Mam ochotę się rozpłakać. A przecież nie pójdę się poskarżyć siostrzyczce czy mamuni. Poza tym w ogóle mnie nie bawi ich humor i mam ich głęboko w dupie, więc jak już ulegnę dla świętego spokoju i z nimi siedzę, co miała miejsce z godzinę temu, to po prostu strasznie dla mnie stresujące jest to, że oni się mnie pytają "co tam, czemu się nic nie odzywasz?". Boże... Ja nie umiem się odezwać jak jest tyle ludzi to raz, dwa jak nawet nie mamy wspólnych tematów, a co jak co, ale żarty na poziomie "hehehe niezła dupa ciekawe jak ciągnie" to mnie już nie bawią. Jak się do mnie odzywają "co tam?" to mam ochotę wstać, krzyknąć na nich "góóóóóóóóóówno!" a później odejść trzaskając drzwiami. Kolejna sprawa, nawet się przy nich nie wykąpię. To znaczy, jak oni są w domu. Nie wyobrażam sobie wyjść z łazienki z mokrymi włosami na przykład i wpaść na któregoś. Poza tym w takich sytuacjach panicznie boję się, że ktoś mi wparuje do łazienki a kilka razy już się zamek zaciął więc nie zamykam na klucz. Chryste! J nawet nie zjem przy nich, a akurat siedzą w kuchni. Już to widzę... Wchodzę i:

- Wypier****ć!

- Czemu?

- Bo chcę zjeść!

- To masz miejsce, jedz, rób sobie, proszę bardzo.

I co im powiem? "Ej sorry nie, bo mam fobię społeczną"? Oni nawet nie wiedzą pewnie co to jest. A ja wiem. Co to fobia społeczna, co to nerwica. I nie dość, że się źle czuję fizycznie, to się za chwilę rozryczę i już złapałam doła. Ani spać, ani jeść, ani pić, ani się umyć i jeszcze patrzeć na tych debili. Pięknie. Chciałam odpocząć w weekend bo ten tydzień był naprawdę ciężki fizycznie i psychicznie. Chciałam się położyć w wannie pełnej gorącej wody, włączyć muzykę, leżeć tak, słuchać rocka, potem na legalu sobie w bieliźnie posiedzieć i obejrzeć jakiś film. A wychodzi na to, że nawet leżeć będę musiała w ubraniu! Bo mój pokój jest między pokojem siostry a korytarzem, i siostra mi nie przeszkadza czy jej chłopak, znam ich, w końcu tu mieszkają, ale nie będę przecież pół naga siedziała czy nawet spała (mogę się odkryć przez sen) jak przechodzą przez pokój jakieś pijaki zasrane i obca baba. Chyba umrę...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×