Skocz do zawartości
Nerwica.com

Osobowość chwiejna emocjonalnie (typ BORDERLINE)


atrucha

Rekomendowane odpowiedzi

taa, "z pogranicza" ale psychozy i neurotyzmu (preneurotyzmu ściślej), a nie z pogranicza osobowości narcystycznej i histrionicznej na przykład ;) poza tym objawy różne, bo faktycznie bywają różne podziały albo na schizoidalnych/ histeroidalnych, albo na w.w. "zniechęcona", impulsywna, autodestrukcyjna i drażliwa. ale to są podtypy osobowości o organizacji borderline. to znaczy, że kryterium diagnostycznym jest stopień zmasakrowana tożsamości, czyli poziom dezintegracji self, a nie złość czy wybuchowość, bo to są objawy wtórne, należą do wielu zaburzeń. poprawdzie jesteście diagnozowani na podstawie oceny spójności self i stosowania mechanizmu rozszczepienia (odrobiłam prace domową :mrgreen: )

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Macie czasem wrażenie że dzielicie się na dobre-ja i złe-ja ? Ja ostatnio czuję się jakby to moje złe-ja doszło do głosu. Staję się zimną, wyrafinowaną suczą i sprawia mi to frajdę :roll: Nie wiem czy to tylko jakiś etap w terapii czy po prostu zdrowieję (bo nie wiem jaka jestem zdrowa przecież). Chwilami mam nawet wrażenie że moja androfobia zmienia się w mizoandrię... to czego zawsze się bałam teraz staje się dla mnie wyzwaniem i "dostawcą" adrenaliny... Robię rzeczy których nigdy dotąd nie robiłam... impuls i już działam... Działam i jest super :shock:

i nagle jest tak jakbym wyładniała, zmądrzała, stała się więcej warta, nabrała sił i zdolności jakich dotąd nie posiadałam... nawet fizycznie jestem bardziej wydolna... mniej drażliwa... za to... hmmm złośliwa (?). Sama nie wiem jak to nazwać...

Ktoś coś takiego przerabiał?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

pannaAlicja, widocznie każdy ma inne zachowania. Jak mnie coś wkurzy, to nie potrafię zapanować. Rozwalałam telefony, zwalałam przedmioty, kiedyś w pracy przez moment, miałam taki chaos w głowie, że już widziałam jak zrzucam monitor... swojego psa kocham bardzo mocno, więc nie umiem tego wytłumaczyć :( i nie chcę usprawiedliwiać swojego zachowania, ale łatwo nie miałam...

Od jakiegoś czasu jestem spokojniejsza, choć mam czasami tak stan totalnej niemocy, że reaguje złością.

Co do objawów jednego dnia na raz, to wydaje mi się, że też tak mam.

 

etien, jak tylko trafiłam do swojej terapeutki, to powiedziałam jej, że wydaje mi się, że mam bordera, ale ona nic nie mówiła. Po 4 miesiącach terapii indywidualnej - pierwszy pobyt w szpitalu... po 2 latach kolejny pobyt i dopiero wtedy potwierdzenie. Ja czułam, że to wszystko pasowało do mnie.

 

Agasaya, ja to cały czas przerabiam.... doskonale Cie rozumiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Macie czasem wrażenie że dzielicie się na dobre-ja i złe-ja ? Ja ostatnio czuję się jakby to moje złe-ja doszło do głosu.

 

Jes, naturalnie.. Gdy jedna 'ja' gasnę, natychmiast do głosu dochodzi druga, choć mam wrażenie, iż "śliczna, mądra, inteligentna, zabawna i co tam jeszcze" strasznie miesza się ze "złą, sukowatą, wredną, chamską, po prostu ZŁĄ". Są jeszcze te 'ja' "najlepsze, najmądrzejsze i »jestem Bogiem«" oraz "beznadziejne w całej rozciągłości, ohydne, obrzydliwe i śmieciowe"; "empatyczne, chcące zbawiać świat" i "nienawidzę ludzi, odejdź bo strzaskam jak śmiecia". Wszystko się plącze, granice niby solidne, ale, z drugiej strony, tak strasznie płynne i łatwo przekraczalne...

 

i nagle jest tak jakbym wyładniała, zmądrzała, stała się więcej warta, nabrała sił i zdolności jakich dotąd nie posiadałam... nawet fizycznie jestem bardziej wydolna... mniej drażliwa... za to... hmmm złośliwa (?). Sama nie wiem jak to nazwać...

Ktoś coś takiego przerabiał?

 

Życzę Ci, by poczucie siebie ładnej i mądrej stało się dla Ciebie faktem, a nie stanem "jakbyś" była ładna i mądra...

 

Co do złośliwości etc. - nie jest tak, iż w momencie, gdy stajesz się dla siebie łaskawsza, akcje innych pikują w dół, toteż, świadomie - nieświadomie 'ocalając' siebie godzisz w innych? - w każdym razie ja tam mam...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

bo nie wiem jaka jestem zdrowa przecież

 

idealnie ujęte. nie wiem jaka jestem ZDROWA. what the hell it means?????

kiedy jestem silna, pewna siebie i swojego zdania, pewna swej seksualności i atrakcyjności? kiedy celnymi ripostami obalam każdy argument? kiedy uwielbiam swoją cielesność?

lub kiedy, jak dzisiaj, czuję się śmieciem, rozpaczam, nienawidzę siebie, nie wierzę, że można mnie kochać, a wszelkie porażki są moją winą? kiedy po prostu jestem NIKIM? i chcę zdechnąć?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Życzę Ci, by poczucie siebie ładnej i mądrej stało się dla Ciebie faktem, a nie stanem "jakbyś" była ładna i mądra...

ooo hoho piękne to życzenie ale chyba mało realne... BPD w połączeniu z bulimią zajadle strzeże mojego niskiego poczucia własnej wartości... Moje ego jest atakowane z dwóch stron i ja nigdy nie wiem przed którą się bronić najpierw... :roll:

teraz też nie czuję się ładna i mądra... ale ładniejsza i mądrzejsza od siebie sprzed kilku miesięcy na pewno.

 

Co do złośliwości etc. - nie jest tak, iż w momencie, gdy stajesz się dla siebie łaskawsza, akcje innych pikują w dół, toteż, świadomie - nieświadomie 'ocalając' siebie godzisz w innych? - w każdym razie ja tam mam...

chyba masz rację... bo moja złośliwość i sukowatość objawia się tylko w kontakcie z płcią męską... i właśnie androfobia zmienia się w mizoandrię... Wcześniej się facetów bałam a teraz świadomie i bez lęku manipuluję nimi jak zabaweczkami... i to jest właśnie dla mnie niepojęte bo jak dotąd mój lęk przed gwałtem kazał mi się trzymać z daleka od takich zabaw a teraz z wielką frajdą balansuję na krawędzi... nie poznaję siebie ale z drugiej strony lubię siebie taką... to przerażające ale mi się to podoba...

 

Korba, och Kasiu... :( aż nie wiem co napisać... ale znam to... BPD to gówno... :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

od zajebistości do kompletnego upadku potencjału -____- nihil novi. problem zaczyna sie jak to przekłada sie bezpośrednio na wydolność w nauce chociażby. dobra nie bede nudzić zastanawiałam sie natomiast, czy macie generalnie tak, że jesteście "trzeźwe" skoncentrowane na tym co sie dzieje w koło, "żywe", utrzymane w pionie, gdy przebywacie wśród ludzi (pomijając to, jak bardzo was czasem denerwują), a gdy wrócicie do domu, po pracy/uczelni i jesteście same, to następuje takie zwolnienie trybów, dekoncentracja, zawieszenie, jakby rozproszenie mentalne? ja tak mam gdy wiem, że nikogo w pobliżu nie ma. normalne to?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

czy macie generalnie tak, że jesteście "trzeźwe" skoncentrowane na tym co sie dzieje w koło, "żywe", utrzymane w pionie, gdy przebywacie wśród ludzi (pomijając to, jak bardzo was czasem denerwują), a gdy wrócicie do domu, po pracy/uczelni i jesteście same, to następuje takie zwolnienie trybów, dekoncentracja, zawieszenie, jakby rozproszenie mentalne? ja tak mam gdy wiem, że nikogo w pobliżu nie ma. normalne to?

Zawsze! :mrgreen:

Ludzie wertykalizują, sama dla siebie nie muszę być atrakcyjna, kulturalna, mądra i 'fajna'. Będąc sama rozpadam się i więdnę, wchodzę w tryb zombie i ciężko mi zmobilizować się do czegokolwiek. Sama dla siebie niczego nie muszę..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

ba! "tryb zombi" to wyjątkowo dobre określenie. cały czas się zastanawiam, czy aby na pewno to jest nietypowe, moze ludzie normalni tez tak mają, nie tylko ci 'normalni inaczej' :?

 

 

-- 24 maja 2012, 20:13 --

 

 

i w ogóle to nawet nie wchodze na PW dzisiaj chociaż kusi niemożebnie :P no way, ogarniać, ogarniać, ogarniać przed jutrzejszym egzem :<img src=:'>

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

ba! "tryb zombi" to wyjątkowo dobre określenie. cały czas się zastanawiam, czy aby na pewno to jest nietypowe, moze ludzie normalni tez tak mają, nie tylko ci 'normalni inaczej' :?

Typiczne, nietypiczne.. Kwestia "bycia sobą" (czyli, że kim? co to jest i z czym to się je??), myślę, że większość potrafi sobą być..

 

i w ogóle to nawet nie wchodze na PW dzisiaj chociaż kusi niemożebnie :P no way, ogarniać, ogarniać, ogarniać przed jutrzejszym egzem :<img src=:'>

Pss... :P

No nauki, narodzie!

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Typiczne, nietypiczne.. Kwestia "bycia sobą" (czyli, że kim? co to jest i z czym to się je??), myślę, że większość potrafi sobą być..

a w tym ujęciu się zgodze. swoją drogą przez tą diametralnią zmianę trybu z aktywnego na zombi, zawsze miałam poczucie bycia dogłębnie aspołeczną i zdegenerowaną :? widząc jak inni lgną do innych, a ja się zawijam i zamykam we własnej pieczarze, żeby sczeznąć tam w samotności wyżej opisanej :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja od zawsze inaczej funkcjonowałam "przed widownią" a inaczej sam na sam... z terapeutką doszłyśmy do wniosku że jest taki rodzaj odgrywania roli przeze mnie... bo skoro muszę być doskonała to nie mogę pozwolić żeby ktokolwiek dostrzegł że taka nie jestem. Daję z siebie 200 % a potem opadam jak sflaczały wypompowany balonik i nie mam siły ruszyć nawet palcem przez kilka dni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Agasaya, znam to uczucie. Ze mną jest podobnie. Ostatnio mam wrażenie, że jestem złą kobietą... może nie złą, ale bardzo zagubioną w swoich zachowaniach. Gdy jestem sama, zupełnie trace kontrole, obecność ludzi trochę trzyma mnie na wodzy, choć lekko nie jest. Dzieje się tak, ponieważ wstydzę się siebie i udaję normalną i wtedy zupełnie moje osobowości nie zgadzają się ze sobą. Jestem obecnie w martwym punkcie.. nie wiem co jest dobre, co jest złe, a jak wydaje mi się, że wiem, to i tak nie umiem tego pogodzić.

Najgorsze są najczęstsze ostatnio stany euforii i dołów. Gdy jestem w manii świat nie ma dla mnie przeszkód, śmieję się, gadam jak najęta i wszystko jest wspaniałe... za kilka , kilkanaście minut marazm... i już nie wiem z czego ja się tak cieszyłam chwilę wcześniej, skoro wszystko jest bez znaczenia. I tak ta codzienna huśtawka wykańcza mnie psychicznie.

Nie umiem zapanować nad sobą, nie umiem być w żadnym związku, boję się w cokolwiek zaangażować, podjąć czegokolwiek, nawet praca stała się problemem, do tego stopnia że zrezygnowałam z kilkuletniej ciepłej posady, spróbowałam innej DOBREJ (bo wstyd byłoby spaść niżej.... :roll: ) i z niej też zrezygnowałam.. nie mam siły na podjęcie się czegokolwiek. Ogromny lęk, paraliż, brak wiary. Dobrze mi z tym. Wolę ukrywać się w swojej pogmatwanej głowie niż wyjść na przeciw problemom. Bez dobrego terapeuty nie dam rady. Potrzebuję go... bardzo go potrzebuję... :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

agresja, agresja, cholernie podwyższony poziom agresji :( najchętniej bym wszystkich pozabijała.

lamitrin, dawka 150 mg i zero efektów. rzucę te tabletki w cholerę, tylko niepotrzebnie się truję.

 

nawrót ed, izolacja, niepokoj, ciągle chce mi się płakać. przez parę dni było fajnie, zjazdy emocjonalne olewałam, bo wiedziałam, że przeminą, byłam pewna, że w zasadzie po co mi 7 f i jakiekolwiek leczenie, ze wszystkim pporadzę sobie sama; żeby teraz przyszedł tak cholerny dół i smutek, że mam silne przekonanie ,że jestem tak poryta że nigdy nie będę szczęśliwa. :(

 

ja pierdolę... :((((((((

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja jestem zepsuta. Mam wszystko, a chcę więcej. Tzn. wydaje mi się, że chcę więcej, od życia, od ludzi ... Czy mając kogoś, kto mnie absolutnie ubóstwia i hołubi można mieć myśli, że to za mało? Jak można doznać bycia drugą opcją, kimś zapasowym, przeżyć to upokorzenie i odrzucenie, a jednocześnie mieć myśli, że może z kimś innym byłoby inaczej? Przeraża mnie to, nigdy z nikim nie doznałam połączenia na takiej płaszczyźnie, a mój chory umysł podsuwa mi takie scenariusze :cry: Nie wyobrażam sobie, żeby mój związek miał się zakończyć, ale w moim życiu nigdy nie było niczego stałego, wszystko mi się nudzi w tempie ekspresowym, nie chcę tak, cudze uczucia to nie są cholerne meble, które mogę przestawiać do woli :( Nie chcę być złym człowiekiem, chcę normalnie kochać, bez zawirowań, bez tych dziwnych myśli ... tak łatwo się przywiązuję, a jednocześnie tak łatwo ranię :( Chcę, żeby to było na zawsze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A ja to w sumie nie wiem co mi jest... Może ktoś mi podpowie? W końcu kiedyś zdiagnozowano mi BPD...

Ale teraz to już sam nie wiem czy to mam, czy może coś innego.

Co widzę, co czuje?

- lęki, zwłaszcza po jakichś dziwnych sytuacjach z innymi, coś się ze mną dzieje... ostatnio zawroty głowy, ale już o dziwo przeszły... Ciekawe co będzie potem?

- natręctwa - dotykanie róznych rzeczy

- "pustka" - czymkolwiek by to nie było, jednak mnie dotyczy, bo są okresy, takie ciężkie dni, kiedy siedzę i nic nie robię, nic mi się nie chce...

- problemy emocjonalne z ludźmi, częste branie zbyt poważne tego co robią i tego co mówią wobec mnie... Co doprowadza mnie w cięższych dniach "pustkowych" do stanów subdepresyjnych i depresyjnych

- osamotnienie - tak w zasadzie to nie mam do kogo ryja otworzyć. Nie mam nikogo, jestem sam, skazany na siebie... I nie umiem tego zmienić, albo... nie chce mi się?

- brak poczucia bezpieczeństwa - jak wyżej - nie czuję się bezpieczny wśród ludzi z którymi przebywam...

- chociaż mam możliwość nawiązywania nowych kontaktów - nie robię tego...

- czesto wycofuję się z tych kontaktów, które juz nawiązałem, jeśli widzę jakieś dziwne przejawy niechęci

- mam możliwość chwalenia się tym co mam - ale nie korzystam z tego i ukrywam to przed innymi, aby nie musieć tłumaczyć się z tego jak to zorbiłem, zdobyłem, gdzie to kupiłem i co to w ogóle jest... Tak jakbym unikał wszelkich rozmów z przypadkowymi ludźmi...

- nie powiem, że łatwo, ale jeśli widzę, że grono osób mi nie odpowiada, zaczynają się jakieś głupie i drune dyskusje, ostrzejsza wymiana zdań - odrzucam to towarzystwo, odchodzę... Ale zdarza mi się to też wobec pojedyńczych osób, które nie zrobiły zbyt wiele, one po prostu miały inne zdanie, nieprawdziwe wobec tego co ja wiem o tym co kiedyś zrobiłem...

- czasami wystarczy, ze ""odrzuci"" mnie ktoś na kim mi zależy, a ten ktoś nawet o tym nie wie i już kilka dni rozwalonych... Nerwy, złość... Niechęć do tej osoby...

 

Co ciekawe, z łatwością nawiązuję kontakt z ludźmi jeśli MUSZĘ lub CHCĘ. jestem w stanie bez najmniejszego skrepowania rozmawiac o swoich problemach z obcymi osobami "związanymi z psychiatrią"... Wtedy wychodzi pewnie ze mnie ktoś bardzo pewny siebie, ktoś kto wie czego chce, bardzo powazny, bardzo silny psychicznie... Ale czy to nie jest tylko gra pozorów? Aktor na scenie teatralnej, którego wszyscy znają jako głownego bohatera w filmie X, ale nikt nie wie kim jest naprawdę? tak się czasami czuję... I za cholerę nie umiem przedstawić co się ze mną dzieje - nawet osobom związanym z leczeniem zaburzeń, co wyszło mi ostatnio...

 

W takich chwilach jak te, kiedy czuję, ze zostałem sam, mam ochotę wziąć coś ostrego i coś zrobić... Ale co? Po co? I co mi to da? Pobyt na jakimś oddziale zamkniętym? Z debilami bez fartuszków, którzy kiwają smutno głowami i przepisują leki, a nie są w stanie skojarzyć ze sobą kilku leków?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wniosek na dziś:

30 tygodni terapii na dziennym oddziale psychiatrycznym poszło psu w du...ę się je...ać

afobam, flaszka i żyletki... krew i łzy... aż 2 łzy...

nie potrafię się rozpłakać...

za to dogłębnie odczuwam mój ból istnienia i moją beznadziejność...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

do osób które się terapeutyzują. jak radzicie sobie z odwołanymi sesjami? moja terapeutka znowu porzuca mnie z okazji długiego weekendu, no i jeszcze majaczy mi w głowie wizja odwołanego całego tygodnia pod koniec czerwca. i powiem, że słabo jest. autoagresja sie nasiliła, płacze sama nie wiem dla czego, znowu wpadłam w dół. odpływ mocy intelektualnych, a na studiach zaczęła sie sesja. poprzednią sesje miałam we wtorek, następna miała być jutro ale bedzie dopiero w następny wtorek. jest dopiero środa, a ja już widze, że nie daje rady. jakies pomysły? tylko błagam, nie takie w stylu joga, muzyka relakacyjna, itp. bo to mi przypomina porady z prokatolickiej ulotki, że zamiast se sklepać, o wiele lepiej uprawiać sport i to z pewnością pomoże :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zielona miętowa, Nie wiem co doradzić, może rób jakieś notatki na temat tego co przeżywasz podczas Jej nieobecności. A potem na sesji porusz ten temat, może terapeutka pozwoli Ci przeczytać, to co zanotowałaś.

Piszę pozwoli bo może zechce, żeby mówić, a nie czytać.

Masz trudność z utratą, rozstaniem, tak mi się wydaje.

Jest dla Ciebie ważna, to zrozumiałe.

Ale to nie matka. To specjalista, w którym z pewnością masz też oparcie. Póki co musiałabyś uświadomić sobie, że jesteś dla niej ważna jako pacjent, a Ona ma też swoje życie prywatne.

I jeszcze jedno...w życiu nie jest tak, że na każdym kroku mamy dostęp do ramienia kogoś, żeby się na nim uwiesić. Czasem trzeba sobie radzić samemu.

Może masz jakąś koleżankę, z którą mogłabyś spędzić chwile w czasie, w którym np.odbywała się sesja? Może towarzystwo innej osoby pomogłoby?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

*Monika*, myślę, że nie ma potrzeby tego notować, to nie jest pierwsza taka sytuacja, że wpadam w dół, bo terapeutka odwołuje sesje. temat jest regularnie omawiany, więc nie ma tu niedopowiedzeń. jestem świadoma (zostałam uświadomiona), o tym wszystkim co piszesz (utrata, rozstanie). też wiem, że nie jest moją matką i że to głupie mieć do niej pretensje o to, że wzięła urlop, bo każdy ma prawo odpocząć. ale ja to wiem na poziomie dorosłej, logicznej osoby, ale na poziomie emocji jestem totalnym dzieckiem i nie panuje nad nimi. piszesz, że koleżanka, że ktoś. owszem, jestem umówiona na jutro. problem w tym, że jeśli bede taka nieposkładana to nawet nie uda mi sie wyjść z domu. :?

 

-- 07 cze 2012, 13:44 --

 

Agasaya, zbliżyłabyś się, zbliżyła. ja na początku myślałam: "phie, ja? taka racjonalna, zachowawcza, mająca wszystko pod kontrolą? ja miałabym się"tak" zachowywać? obdarzać głębokimi uczuciami praktycznie obcą osobę" i co? i ani się nie obejrzałam, jak popłynęłam :<img src=:'>

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

hej jestem właśnie w trakcie diagnowania zaburzeń osobowości, to pewnie jeszcze troche potrwa, miałam unikać czytania charakterystyki różnych zaburzeń, bo łatwo sobie coś wmówić a potem niechcący minąć się z prawdą na testach. Ale teraz czekając na wyniki poczytałam ten temat i cholera czuję, że rozumiem wszystko o czym mówicie. Pamietam, ze jeszcze jako 13nastolatka obejrzalam "Przerwaną lekcję muzyki" a potem z ciekawosci przeczytalam w necie o borderline i skwitowalam to "glupota, każdy człowiek się tak zachowuje" i teraz do mnie dociera, że może jednak nie każdy.

Ale rozgaduję się, chciałam zapytać, macie coś takiego, ze czujecie się jakbyście codzienne wręcz byli "kimś innym"? Nie umiem zachować jednego celu dążen, co chwilę pragnę czegoś innego, często przejmuję sposob bycia innych ludzi, nie mam nawet wlasnego charakteru pisma, stylu ubierania się, ulubionego gatunku muzyki, czegokolwiek. Wszystko jest zmienne. Mam wrażenie, że jestem jakby "sklejką" różnych charakterów i postac z którymi się zetknęłam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
×